Poszłam dziś z Dominiką do kontroli. Nie była ważona od równo 8 tyg., poza
tym chciałam troszke pediatre popytać o kilka spraw - wiadomo. Koleżanka
ostatnio mniej jadła, więc szłam z nastawieniem, że waga może byc
niezadowalająca.
I jakis taki mętlik w głowie, bo:
to, że podkurcza paluszki stopy pod spód i za Chiny Ludowe nie zamierza
stanąć "to normalne"
o podawanie Vigantolu (skoro daje vibowit) zapomniałam, kurde, zapytać (

)-
mea culpa
to, że mało przybrała, bo tylko 500 g. "to nic, bo i tak mieści się w
centylach"
tego, co mam zrobić jak Dominika włącza syrenę na widok jedzenia tez się nie
dowiedziałam
dostałam tylko skierowanie na badanie posiewowe moczu (w związku z tym, że
mało, jak na jej dotychczasowe mozliwości, przybrała na wadze)
z "podejrzeniem ZUM"
Zero pytań dotyczących sposobu karmienia małej, jej refluksowych skłonności
itp.
I wyszłam z gabinetu w jakimś amoku, bo nie dość, że wizyta nie wniosła NIC w
moją wiedzę n.t. pielęgnacji dziecka, to poczułam się pobieżnie, obcesowo
wręcz potraktowana. Poza tym skierowanie na badania sprawiają, że budzi się
we mnie widmo kolejnego pobytu na oddziale dziecięcem... brrrr...
Z tego półsnu przebudziłam się niestety dopiero w domu...
Od Was więcej (a jakże!) się dowiem.
A...pocieszcie mnie, bom "zielona" - czy jak niemowle ma ZUM to jest to powód
do hospitalizacji?