Kłopoty w szkole

IP: *.* 13.05.02, 10:31
Mimo, że większość stanowią mamy małych dzieci jednak pozwolę sobie wyjść z problemem. Moja córka chodzi do piątej klasy i nie może odnaleźć się wśród dzieci. Jest inna, zamknięta w sobie, ma własne specyficzne zainteresowania i nie może znaleźć wspólnego języka. Nie ma koleżanek, dzieci jej dokuczają, śmieją się. Rozmowy z wychowawczynią nic nie dają bo ona twierdzi, że córka sama prowokuje takie zachowania wobec niej. Nie twierdzę, że jest aniołem ale na pewno nie jest dzieckiem złym, a na pewno nie jest agresywna jak sugeruje szkoła. Zaczyna reagować nerwicowo, przed chwilą dostałam telefon ze szkoły, że źle się czuje a powodem był pewien chłopiec, który zaczął ją bić na lekcji(!), a pani nauczycielka nie reagowała. I tak mam niemal co dzień. Chodzę z nią do psychologa, ale stosunków z dziećmi nie naprawię. Zastanawiam się poważnie nad zmianą szkoły, ale to byłoby na rok przed ukończeniem podstawówki. Czy to miałoby jakiś sens?
    • Gość edziecko: Gabii Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 10:42
      Lepiej zmienić szkołę niż igrać z psychiką dziecka. Zmiana szkoły ma sens i będzie z tego więcej dobrego niż złego. Swoją drogą co za różnica cy podstawówkę skończy w szkole nr1 czy nr2??? Moim zdaniem powinnaś ją przenieść jak najszybciej. Życzę podjęcia właściwej decyzji.Pozdrawiam - Gabi
      • Gość edziecko: guest Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 11:41
        Poza przeniesieniem do innej szkoły może jednak przydałyby się rozmowy z psychologiem.Córka jest już duża i może warto popracować nad nauką radzenia sobie w grupie.W przeciwnym razie sytuacja może się powtórzyć w następnej szkole.Gosia :hello:
    • Gość edziecko: Aldonia Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 12:06
      A czy w tej szkole uczy się od pierwszej klasy, czy też została z innej przeniesiona?Pytam dlatego, że przypomniała mi się moja sytuacja. Uczyłam się w jednej szkole. Ale pod koniec czwartej klasy dyrekcja wymyśliła sobie utworzenie klasy sportowej. Wiązało to się z tym, że do tej sportowej klasy zostały zebrane wszystkie z pozostałych klas, które miały odpowiednie predyspozycje i ustanowiona została już od września V a. Dzieci z tej V a , które nie odpowiadały odpowiednim warunkom zostały rozrzucone po pozostałych piątych klasach proporcjonalnie. I tak trafiłam do nowego środowiska. I co z tego, że wszystkich znałam z widzenia. Ale jakoś się zaaklimatyzowałam. Ale nie było mi łatwo. W ósmej klasie mama postanowiła mnie przenieść do innej klasy, bo stwierdziła, że za słabo się uczę i zapewne zły wpływ mają na mnie koleżanki z tej klasy. I tak w ósmej klasie trafiłam znów do nowego środowiska.I co z tego, że znałam tu osoby ze starych czasów. One miały swoje przyjaciółki. I do nikogo nie pasowałam. To przenoszenie odcisnęło na mnie piętno na dalsze życie. Wciąż czuję się nie dopasowana. Mimo, że wcale tak nie jest. I bardzo długo trwa moje dostosowanie. I nadal pamiętam tamten szkolny stres.Bo najgorsze były przerwy. Stałam sama pod ścianą. I czekałam na dzwonek na lekcję jak na wybawienie.
      • Gość edziecko: guest Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 13:21
        Chodzi do tej samej szkoły od pierwszej klasy. Problemy zaczęły się w kl. czwartej wraz ze zmianą wychowawczyni, która niespecjalnie zajmuje się dziećmi nie mówiąc o jakiejkolwiek integracji klasy. Z mojego punktu widzenia dzieciom brakuje autorytetu czy też punktu oparcia, do którego mogłyby się zwrócić z problemem. Gdy córka nieraz zwracała się do pani w jakiejś sprawie nierzadko słyszała, że ona, pani nie ma teraz czasu. A dzieci są strasznie niegrzeczne, nie mówię teraz o klasie córki ale ogólnie. Nauczyciel, który nie uczy w klasie jakiegoś ucznia nie ma w ogóle posłuchu. Nie wiem czy to ogólny problem czy akurat tej nieszczęsnej szkoły. To są te sprawy, które mi mówią, żeby uciekać z tej szkoły, z drugiej strony obawiam się, że córka może mieć problem z akceptacją również w nowym miejscu.
        • Gość edziecko: guest Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 14:50
          czy ty czasem nie piszesz o szkole i klasie mojego najmłodszego brata? - tez piąta klasa, problem ten sam i wychowawczyni wypisz wymaluj.... brrrr
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Kłopoty w szkole IP: *.* 13.05.02, 14:44
      Witaj!Jestem mamą niespełna 14-letniej córki, swojego czasu również mającej kłopoty z adaptacją w szkole. I to również nie z powodu złego zachowania, czy agresji, ale inności, jeśli mogę użyć takiego sformułowania. Moja Ania ma artystyczną duszę, jest niezwykle wrażliwa, delikatna, i jeszcze nadal lekko dziecinna, co koleżankom w Jej wieku wydaje się być śmieszne........Nie plotkuje o chłopakach, nie próbuje palić papierosów, nie interesują Ją "wypady" i inne charakterystyczne dla tego wieku zachowania. I pomimo tego, że wszyscy Ją zawsze chwalili, że jest przemiłym i kochanym dzieckiem, nie mogła się dogadać z więszkością rówieśników. Bolało mnie to, oj bolało. I wtedy zaczęłam działać niejako z drugiej strony. Zamiast próbować Ją zmienić, wmawiałam Jej, że każdy ma prawo być taki, jak chce, że ze swoich zalet powinna uczynić powód do dumy, a nie na siłę dostosowywać się do grupy. Bo inaczej zatraci indywidualizm. To ja stałam się przyjaciółką i powierniczką córki. Mnóstwo godzin spędziłyśmy na rozmowach, plotkach, żartach. Czasem do późnych godzin nocnych sobie żartujemy - nadal. Zwierzamy się sobie, opowiadamy o swoich niepokojach, lękach...... Uczę Ją, że życie nie polega na zdobywaniu sympatii wszystkich. Za to sztuką jest zdobyć tego jednego jedynego przyjaciela, ba - utrzymać tę przyjaźń. No i najtrudniejszej rzeczy - tolerancji dla inności czyjejś. Nie obrażania się za jakieś tam uchybienia, wręcz odwrotnie - akceptacja i wyciąganie wniosków. No i najtrudniejsza sprawa. Nie zawsze reaguję. Czasem córcia miała do mnie o to pretensje, ale wtedy dawałam Jej jeszcze więcej miłości i czułości i wsparcia tutaj w domu. Ale jednocześnie tłumaczyłam Jej, że nie mogę całe życie prowadzić Jej za rączkę, że musi wziąć swoje życie w swoje ręce, ponosić konsekwencje swoich decyzji, a przede wszystkim wypowiedzianych słów. Ona przedstawiała mi sytuacje kłopotliwe, była którąś z koleżanek, ja udawałam Ją. I pokazywałam, jak ja bym się na Jej miejscu zachowała, co bym powiedziała itp. Uwierzysz lub nie, ale to naprawdę podziałało. Czasem dzieci pełne są buntu, bo w ten sposób chronią się przed uczuciem bólu, zagubienia, odrzucenia. Wytłumacz swojej córeczce, że czasem trzeba pierwszej wyciągnąć rękę. Okazać sympatię, zainteresowanie dla cudzych kłopotów i problemów. Jeśli daje się dobro, ono powraca. A porażki? Są po to, by nas wzmocnić. A nie odgrodzić od świata. Pozdrawiam serdecznie Gosia
Pełna wersja