Dodaj do ulubionych

śmierć dziecka

IP: *.* 16.10.02, 12:58
czy odezwą się do mnie mamy które przeżyły śmierć własnego dziecka? Wiem że to trudny temat ale chciałabym porozmawiać z tymi których to dotknęło.... właśnie mija kolejna rocznica kiedy Justynki z nami tu na ziemi nie ma ...
Obserwuj wątek
    • Gość: Lilly Re: śmierć dziecka IP: *.* 16.10.02, 13:41
      Marysiu, na sąsiednim forum (emama)jest podobny wątek.Bardzo bardzo jestem teraz myślami z Tobą...A słów odpowiednich i tak nie znajdę...
      • Gość: guest Re: śmierć dziecka IP: *.* 17.10.02, 10:25
        Dziękuję za Twoją obecność przy mnie już nie czuję się taka SAMOTNA......
    • Gość: kasiazabiello Re: śmierć dziecka IP: *.* 18.10.02, 12:29
      Witaj Marysiu,jestem mamą 1,5 rocznego Olka, ale to nie jest moje pierwsze dziecko. Sześć lat temu, po wielu problemach z ciążą (miałam wielowodzie a potem początki zatrucia ciążowego) urodziłam o miesiąc wcześniej wyczekiwanego synka. Miał mieć na imię Aleksander, niestety nie dane mi było to zrobić ,ochrzciły go pielęgniarki (przewieziono go do innego szpitala niż ten, w którym ja leżałam po cesarce), kiedy było wiadomo ,że umrze. Otrzymał imię Adaś.Od chwili poczęcia tak bardzo go pokochałam i tak bardzo pragnęłam, że potem zaczęły rodzić się we mnie wątpliowści, czy nie byłam za bardzo zachłanna. Od początku ciąży wiedziałam, że może urodzić się chory (np. wada serca). Zrobiono mi amniopunkcję, wykluczono choroby psychiczne typu zespól Downea, wykluczono rozszczepienie kręgosłupa i parę innych. Było zagrożenie wady serca, dlatego ciążę monitorowano na USG. Wszystko wyglądało super. Kiedy się urodził lekarze odetchnęli, wcześniak ale waga 3.500, 7 pkt w skali Apgar, stwierdzono niewielkie problemy z oddychaniem. Nie podłączono go do respiratora, twierdząc ,że doskonale sobie radzi. W domu wielka radość, mąż szczęsliwy, a ja wniebowzięta - mam naszego upragnionego synka. Na drugi dzień rano otrzymałam informację, że maluch ma infekcję plucną i trzeba go przewieżć do innego szpitala,żeby podłączyć do respiratora. "Ale proszę się nie martwić , wszystko będzie dobrze, do momentu kiedy maluch nie będzie zdrowy, będziecie go państwo odwiedzać w tamtym szpitalu" tak powiedziała pani doktor pediatra. Nie wiem dlaczego poczułam dziwny lęk, wpadłam w panikę. Słyszałam syrenę karetki , kiedy odjeżdżała z moim synkiem spod kliniki. Zadzwoniłam po męża, który natychmiast wsiadł w samochód, by pojechać do szpitala do Adasia, niestety nie zdążył. Po godzinie stanęła w drzwiach ta sama pani doktor i z dużym spokojem powiedziała " Pani Kasiu, przykro mi, ale pani synek zmarł po ponad godzinnej reanimacji". Świat zawalił mi się na głowę, rozpacz, ból, pretensje do Boga - dlaczego mój synek, dlaczego akurat on? Pani doktor,która go reanimowała powiedziała mi,że dziecko zostało do niej przywiezione w tak złym stanie (infekcja już była bardzo rozległa), że ona w zasadzie nie miała już nic do zrobienia. A potem jeszcze sekcja zwłok, myślano,że wielowodzie to napewno jakaś wada - okazało się,że nie. Nic nie stwierdzono. Pytanie : może jednak ukryta wada czy też brak reakcji ze strony lekarza i opieszałość w podjęciu decyzji o podłączeniu do respiratora? Na te pytania nigdy nie znajdę odpowiedzi. Adaś żył tylko jeden dzień, ale dla mnie jego strata była największą moją tragedią. Minęło sześć lat , mam drugiego synka, a ból pozostał ten sam i wcale nie mniejszy niż kiedyś. Wspomnienia tamtych dni pozostają cały cza żywe, tylko trochę rzadziej powracają, rzadziej je przywołuję, ale na swojej intensywności nic nie straciły.Boli tak samo jak wtedy. Czy pogodziłam się ze śmiercią Adasia ? Nie wiem, czasami tak, czasami nie. Pojawił się za to kolejny element strachu, strach o Olka, o to aby jemu nic złego się nie wydarzyło. Drugi raz chyba bym tego nie zniosła. Nie jesteśmy same, takich mam jak Ty jak ja z pewnością jest więcej. Życzę sobie, a przede wszystkim innym mamom, aby takich mam jak my było coraz mniej.Troszkę długie, ale tak się jakoś rozpisałam. :-)Pozdrawiam Kasia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka