Dodaj do ulubionych

Czy oddać do żłobka? Doradzcie.

24.01.08, 16:54
Jestem na wychowawczym, mój synek ma półtora roku.
Zastanawiam się, żeby prowadzać go do żłobka, tak na parę godzin
dziennie. Chciałabym, żeby oswajał się wsród rówieśników, miał
kontakt z dziećmi, żeby się trochę "wyrobił" wśród innych.
Myślę o tym, dlatego że, synek jest bardzo delikatyny, np. jak go
przewróci inne dziecko to on patrzy na mnie i zaczyna płakać,
dopiero gdy mu powiem, że nic się nie stało, to wstaje i bawi się
dalej. Nie potrafi się sam bawić, czymś zająć, nie umnie zawalczyć o
swoją zabawkę jak ktoś mu zabiera, to też patrzy na mnie i w płacz.
Ciężko przy tak małym dziecku mówić o większej samodzielności, ale
czy jest szansa, że w żłobku nabierze większej pewności siebie, że
się troszkę "rozrusza", że będzie odważniejszy?
Podpowiedzcie proszę jakie macie opinie lub doświadczenia w tej
sprawie.Czy to dobry pomysł?
Obserwuj wątek
    • asia06 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 24.01.08, 17:34
      Jeśli planujesz dalej być na urlopie wychowawczym, to oswajanie, o
      którym piszesz, przełóż na "za rok". W wieku, w jakim jest twój
      synek, plac zabaw wiosną i latem na kontakty z innymi dziećmi w
      zupełności wystarczy.
      Dziecko, które ma 1,5 roku, jeszcze nie musi się samo bawić ani nie
      musi umieć walczyć o zabierane mu zabawki. Na to przyjdzie jeszcze
      czas. Na razie niech sie maluch rozwija pod okiem mamy.
    • coronella Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 24.01.08, 18:35
      na to pytanie odpowiesz najlepiej sama, bo Ty znasz swoje dziecko. Moja starsza córka nie nadawała sie do dzieci zupełnie, jest taka przylepa, próbowałam żłobka i przedszkola 3 razy, zanim została zapisana na dobre.
      Natomiast syn- uwielbia żłobek, uwielbia panie, zabawy z innymi dziecmi. Poszedł do żłobka gdy miał 1,8, nie musiał, ja jestem w domu, więc nie dlatego, że musiał.
      Ale zaadoptował się pięknie, chodzi teraz na całe dnie, a płacz jest wtedy, gdy do żłobka iść nie może.
      Tak więc sama bedziesz najlepiej wiedzieć co jest dobre dla Twojego dziecka.

    • epreis Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 24.01.08, 20:46
      po pierwsze jak słyszę gdy ktoś gdy mój synek się wywróci lub uderzy mówi do niego - nic sie nie stało dostaję białej gorączki- jak to nic się nie stało? zrobił sobie krzywdę i go boli, to tak jakbyś ty miała problem i chciała się pożalić a ktoś powiedziałby ci, że taki problem to nie problem i przeesadzasz - fajne uczucie???

      po drugie..zrobisz jak zechcesz, ale miałam praktyki w żłobku i nie zdecydowałabym się oddać tam tak dużego już dziecko, owszem gdyby był od małego to co innego. ale teraz jesli już go nauczyłaś czegoś to w żłobku wszystko może zapomnieć, w żłobku koncentrują się na opiece, tzn - przewninąć, nakarmić i połozyć spać a potem niech robi co chce...mi osobiście to nie odpowiada...
      do przedszkola chcę oddać synka (który ma podobne problemy jak twoje, tzn zwykle jest ten najsłabszy i najbardziej pokrzywdzony) mimo, że nie pracuję i wcyhowuję go, spodziewam się drugiego dziecka i uważam, ze przedszkole które nastawione jest bardziej na "naukę" a nie służy tylko jako "przechowalnia" jest dobrym rozwiązaniem i chcę spróbować..ale żłobek odpada - przynajmniej po tym co zobaczyłam na praktykach tam..
      • dyzurna do do epreis 24.01.08, 21:07
        po pierwsze jak słyszę gdy ktoś gdy mój synek się wywróci lub uderzy
        mówi do niego - nic sie nie stało dostaję białej gorączki-

        i tu sie mylisz kochana, wlasnie niedawno bylam z corka u pani
        psycholog. moim bardzo madrej i doswiadczonej. i rade jaka od niej
        dostalam to jak najczesciej mowienie nic sie nie stalo - wstawaj. ja
        wlasnie w taki sposob wychowuje corke zeby nie byla ciapą,
        ksztaltuje jej charakter by sie podnosila sama z kazdej trudnosci. i
        teraz jako dziecko i za lat 20 na studiach.
        by wiedziala ze byle upadek to nie katastrofa i nie trzeba leciec do
        mamy bo sie po prostu nic nie stalo. co innego jak krew leci. ale
        jezeli jest to tylko potkniecie to nie ma co z dziecka robic mazgaja.

        wracajac do zlobka, sprobowac zawsze mozesz np na 3 godz dziennie.
        nie zdziw sie tylko jak zacznie chorowac. my kariere zlobkowa
        skonczylismy po 4 miesiacach ciaglych chorob uncertain
        • epreis Re: do do epreis 24.01.08, 21:50
          ja nie chowam mazgaja...to gdy mu się coś stanie nie znaczy, że biegnę do niego i od razu reaguję..ale gdy zaczyna płakać i chce się przytulić nie robię na siłę z niego twardziela bo nic się nie stało...
          mi jest miło gdy ktoś zauważa moje problemy te małe i te duże..
          staram się obróć jakiś upadek w żart i gdy się uderzy i mówi - boli mnie rączka to pytam - ale żyjesz? on mówi, że żyję..to się cieszymy i śmiejemy z tego..
          nie irytuje mnie to gdy ktoś mówi - złapałeś zająca?

          ale samo stwierdzenie - nic się nie stało....
          dla niego pewnie się stało, inaczej nie płakałby i nie krzyczał...
          nie podważam zdania pani psycholog (chociaż szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem jej rozumowanie)..sama studiowałam "tylko" pedagogikę i to co najbardziej zapamiętałam to to by nie bagatelizować uczuć dziecka nawet tych małych bo później nie przyjdzie z dużym problemem bojąc się, że usłyszy - nic się nie stało...

          i wiem to po sobie...ja nie żalę się moim rodzicom bo nigdy wsparcia nie uzyskałam, byłam chowana właśnie na antymazgaję..

          jeśli dziecko jest z natury wrażliwe to takie - nic się nie stało wcale nie sprawi, że wrażliwość minie..a właściwie czemu miałaby mijać?
        • epreis Re: do do epreis 24.01.08, 21:56
          aaa. i taki przykład, mój mąż też zawsze się awanturował gdy mu zwracałam uwagę, że ma tak nie mówić do kacperka bo nie mógł tego zrozumieć...
          do czasu...

          któregoś razu gdy razem się bawili mały niechcącą go czymś uderzył, nie pamiętam czym w każdym razie wyszło, ze męża to zabolało..bardzo...
          w pierwszym odruchu krzyknął na małego, że to bolało...
          więc ja od razu - nie krzycz na niego, przecież NIC SIĘ NIE STAŁO!!!

          od tej pory nie muszę mu przypominać...i gdy mały się wywróci i zaczyna płakać to mąż sam go przytula...co nie znaczy, że gdy się przewróći to od razu lecimy jak na pożar..jesli mały wywróci się i nie płacze to nie zwracamy uwagi...

          • dyzurna Re: do do epreis 24.01.08, 22:18
            wiec powiem krotko dla podsumowania bo chyba zesmy sie nie
            zrozumialy i jest male nieporozumienie a byc moze chodzi nam o jedno
            i to samo. dla mnie lecenie do dziecka w momencie gdy sie potknie
            lekko stuknie ale generalnie nic mu nie jest to nie ma potrzeby
            przytulac, pocieszac i robic z tego Bog wie co. Nie takie jeszcze
            rzeczy Malucha w zyciu spotkaja... ALE jezeli jest to faktyczny bol
            i cos sie stalo to nalezy a nawet trzeba przytulic. bo tylko ktos
            bez serca nie przytulilby cierpiacego, placzacego dziecka.
            tak wiec wydaje mi sie ze doszlysmy do porozumienia i zeszly troche
            z tematu autorki postu smile


            www.youtube.com/watch?v=6PEoGEYxj1o&feature=related
            • dyzurna Re: do do epreis 24.01.08, 22:21
              nie podważam zdania pani psycholog (chociaż szczerze mówiąc nie
              bardzo rozumiem jej rozumowanie)


              chyba juz rozumiesz bo w koncu o tym samym piszemy.


              ..sama studiowałam "tylko" pedagogikę i to co najbardziej
              zapamiętałam to to by nie bagatelizować uczuć dziecka nawet tych
              małych bo później nie przyjdzie z dużym problemem bojąc się, że
              usłyszy - nic się nie stało...

              jestem daleka od tego by to robic, ale tak jak napisalam powyzej
              chyba wszystko jest juz jasne smile
              www.youtube.com/watch?v=6PEoGEYxj1o&feature=related
          • coronella Re: do do epreis 25.01.08, 16:23
            odnośnie przykładu- tu SYN uderzył OJCA i powinno sie zareagowac dokładnie tak, jak zareagował twój mąż, należało pokazać synkowi, że uderzenie kogos boli.
            To zupełnie inna sytuacja niz przewrócenie się. Reakcja męża była jak najbardziej prawidłowa.

            A co do upadków, nie reagowanie wylewnie i czule wcale nie oznacza lekceważenia. Moim zdaniem nie powinno sie za każdym razem wczuwac sie w sytuację, bo dzieci reagują adekwatnie do atmosfery jaką stwarzają opiekunowie. jak zaczniesz go tulic, pocieszać, on uzna, że jest bardzo skrzywdzony. A upadków w zyciu dziecka jest mnóstwo.
            Ja tez jestem bliższa reakcji "nic się nie stało" niż robienia wielkiego wydarzenia przy byle okazji.

            • epreis Re: do do epreis 25.01.08, 20:07
              > odnośnie przykładu- tu SYN uderzył OJCA i powinno sie zareagowac dokładnie tak,
              > jak zareagował twój mąż, należało pokazać synkowi, że uderzenie kogos boli.
              > To zupełnie inna sytuacja niz przewrócenie się. Reakcja męża była jak najbardzi
              > ej prawidłowa.

              odnośnie przykładu - nie UDERZYŁ GO! nie w pełnym tego słowa znaczeniu, wygłupiali się, łąskotali czy coś tam takiego bo to ich ulubiona zabawa i przy tym machaniu rękoma niechcący mąż oberwał..krzyknął nie dlatego że uważał, ze kacper go UDERZYŁ tylko dlatego że go zabolało...

              > Ja tez jestem bliższa reakcji "nic się nie stało" niż robienia wielkiego wydarz
              > enia przy byle okazji.
              jak już powiedziałam, mnie irytuje sam zwrot - nic się nie stało...
              nie wiem czy pracujesz ale wyobraź sobie kiepski dzień w pracy gdy ciągle ktoś ci wytyka błędy, ma do ciebie pretensje albop nakłąda za dużo obowiązków..przychodzisz do domu i chcesz o tym powiedzieć mężowi a słyszysz- NIC SIĘ NIE STAŁO...

              nie pisz, że to coś innego...
              każdy etap rozwoju ma swoje troski i problemy...

              ale oczywiście każdy ma prawo wychowywać swoje dziecko jak uważa...ja nie jestem na ka żde skinięcie synka, nie histeryzuję że się przewróci/gdy się przewróci i nie ograniczam go...ale gdy przychodzi się wyżalić bo coś mu się stało to nie słyszy ode mnie - NIC SIE NIE STAŁO!
      • coronella Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 16:19
        co do żłobka- bzdury piszesz. Trzeba tylko poświęcić troche czasu, i znaleźć dobry żłobek. Ja mam wielkie szczęście, a tego, czego mój syn nauczył sie w żłobku, nie nauczyłabym go w domu.
        Moim zdaniem,rozwija sie duzo lepiej niż córka, która do 3,5 roku dosiedziała w domu.
        A żłobek syna bardziej mi sie podoba niz przedszkole córki, a to tez było wybierane bardzo starannie.

        Jasne, że są różne placówki, trzeba pochodzić i pooglądac, pytać, patrzeć. I wybrać.
    • ryba076 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 15:20
      Witam.
      Widzę, że tym moim "nic się nie stało" wprowadziłam trochę
      nieporozumienia.
      Wyjaśniam, że reaguję tak wtedy, gdy synek się lekko przewróci, bądź
      inne dziecko delikatnie go popchnie i też się przewróci nie robiąc
      sobie przy tym żadnej krzywdy, a on wtdey patrzy na mnie z wyrytą
      podkówką na ustkach i zamiarem płaczu. Gdybym w tym momencie
      zareagowała gwałtownie, przytulała go i pocieszała to by zaczął się
      płacz, ale gdy tylko powiem, że "nic się nie stało", to odrazu sam
      się podnosi i biegnie dalej. On jakby czeka w takim momencie na moją
      reakcję. Oczywiście inna jest moja reakcja gdy widzę, że dziecku
      faktycznie stała się krzywda, ale on wtedy nie obserwuje mnie i
      mojego zachowania tylko odrazu płacze, a ja odrazu go przytulam.
      A odnośnie mojego tematu, to też właśnie boję się tych chorób, na
      które może być ewentualnie bardziej narażony, chodząc do żłobka.
      Często słyszę właśnie, że w momencie oddania dziecka do żłobka czy
      przedszkola zaczęły sie choroby. No ale chyba nie zawsze tak jest,
      może można sie przed tym jakoś ustrzec.
      • coronella ryba 25.01.08, 16:27
        w kwestii "nic się nie stało" jestem dokładnie tego samego zdania co TY, i robie dokładnie tak samo.

        Choroby są i będą. Jeśli dziecko ma skłonności do łapania infekcji, nie ma znaczenia, czy pójdzie do żłobka, czy dopiero do przedszkola, co swoje i tak odchoruje.
        Są dzieci które nie choruja wcale, tak, tak, są takie!! ale i są takie, które choruja non-stop. Mi sie takie trafiły, i to w promocji, bo sztuk dwie.
        Corka poszła do przedszkola w wieku 3,5 roku, choruje bardzo, przeraxliwie, prawie całe zimy. Syn chorował razem z nia, jaki kilkumiesięczniak, teraz poszedł do żłobka i jest duzo lepiej. Myslę, że do przedszkola wychoruje sie zupełnie.

    • ryba076 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 16:49
      Jeśli chodzi o wybór żłobka, to nie mam wyboru, w moim mieście jest
      tylko jeden żłobek. Koleżanka, która tam prowadza na cały dzień
      swoje dziecko, które jest w wieku mojego synka, jest bardzo
      zadowolona, dziecko bardzo chętnie tam chodzi, nauczyło się w ciagu
      tygodnia siadać na nocnik, no i wogóle zauważyła że więcej mówi itp.
      Tylko tak się zastanawiam czy prowadzanie synka do złobka na np. 3
      godz. dziennie ma jakiś sens.
    • coccinella1 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 17:03
      Miałam podobny dylemat co Ty:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=73324353&v=2&s=0
      Ale muszę stwierdzić,że to dobra decyzja. Mała jest wśród
      rówieśników i uczy się samodzielności (już w tym wieku). Póki co nie
      narzekam...
      Pozdrawiam
      • ryba076 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 21:16
        coccinella dzięki za linka, przeczytałam wszystkie na nim posty,
        pomogło mi to w podjęciu decyzji. Pozdrawiam.
        • coccinella1 Re: Czy oddać do żłobka? Doradzcie. 25.01.08, 22:26
          Cieszę się,że mogłam się do czegoś przydać wink
          Pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka