Dodaj do ulubionych

terapia wodna

26.12.07, 23:24
idac za porada forumowiczow skorzystalam dzis z porady o terapii wodnej...
a mianowicie:
widzac, ze moja corka popada w histerie najpierw ostrzeglam ja, ze potraktuje
ja zimna woda,
gdy ostrzezenie nie pomoglo zabralam ja do lazienki i obmylam jej twarz zimna
woda trzy razy,
wszystko poszlo o to, ze corka chciala za wszelka cene malowac w przedpokoju,
ktory jest waski i nie ma tam na to miejsca

pomoglo, pochlipala jeszcze z 5 minut a potem poprosila o chrupki z mleczkiem
reszta dnia byla git
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 koniec z zartami 27.12.07, 18:38
      To, co zastosowałaś wobec corki, to najzwyklejsza przemoc.
      Po pierwsze - zabroniłaś jej rysować czy malować w przedpokoju, "bo jest zbyt
      wąski". Zbyt wąski dla kogo? Co by komu przeszkadzało, ze dziecko siedzi sobie w
      przedpokoju, pewnie na podłodze, i maluje? Jedyna mozliwość: mieliście wlasnie
      obiad i trzeba nosic wazę w zupie czy herbatę, mozna dziecko oparzyc. ale jesli
      obiad, to dziecko powinno byc z Wami przy wspolnym stole.
      Ja bym sobie zadala pytanie, dlaczego dziecko chce malować w przedpokoju?
      U nas przedpokoj z reguły okupuje pies, ze przejść nie można. Kładzie sie
      dokładnie pośrodku, ma wtedy na oku wszystkie pomieszczenia i wszystkich
      obecnych (chyba ze ktos drzwi zakmnie). Przyszlo mi do głowy, ze Twoja córeczka
      takze po to wybrała korytarz, by widzieć, wiedzieć - moze się obawia, ze ktoś
      wyjdzie z domu, kiedy ona bedzie w pokoju, i nie zauważy? Albo wejdzie ktoś, na
      kogo czeka?
      To jest ciekawe, nad tym warto by pomysleć, wiele pewnie mozna by sie o Twoim
      dziecku dowiedzieć.
      Nie pojmuję, dlaczego zabronilaś jej malowania w korytarzu. Obawiam się, że sama
      tak naprawdę tego nie wiesz, ze raczej odpowiedź brzmi "bo tak Cie wychowano, ze
      w korytarzu sie nie maluje" - wiec nie zastanawiasz się, czy taka zasada ma
      sens, czy moze nie.
      A dziecko jeszcze czasem widzi swiat jakim jest, nie jakim powinno go widzieć.
      więc nie rozumie, dlaczego w przedpokoju nie wolno, nie rozumie, dlaczego
      zabraniasz, ryczy. Ty dalej nie probujesz pojać, czemu dziecko chcialo w
      korytarzu, ani czy Twoj zakaz rzeczywiscie jest konieczny i słuszny. Probujesz
      je zastraszyć, a skoro sie nie daje, prowadzisz do łazienki i TRAKTUJESZ ZIMNA
      WODA.
      Potraktowal Cie ktos kiedys zimna wodą? Czy uważasz, że to sie w czymkolwiek
      rożni od bicia? Nie rozni się - to jest tak, jakbys ją zbiła po twarzy. Swoja
      drogą ja juz wole bicie, prostsze jakieś, bardziej przaśne.
    • sir.vimes Takie szerokie sztalugi? 27.12.07, 19:44
      Że się w przedpokoju nie mieszczą?

      Nie rozumiem w czym ci dziecko zawiniło; czemu nie mogło malować tam gdzie chce?
      Jasne - gdybyś nie chciała by malowała w Twoim pokoju czy w salonie posprzątanym
      na przyjście gości to zakaz miałby sens....
      Ale przedpokój?

      Nie dziwię się , ze dziecko miewa ataki histerii jeżeli nawet w takich
      duperalech nie moze zrobić tak jak chce.

      Czy jej wolno tylko we własnym pokoju się bawić?

    • rolo12345 Re: terapia wodna 28.12.07, 12:05
      Terapia - działania ukierunkowane na osiągnięcie pożądanego stanu zdrowia przy
      pomocy różnych zabiegów: leczenia, psychoterapii, hipnoterapii, bioenergoterapii.

      Kara (bahavioryzm) - bodźce wywołujące ból lub inne nieprzyjemne odczucia mające
      w efekcie spowodować to, że karana jednostka dostosuje się do wymogów i zależnie
      od sytuacji przestanie wykonywać lub znacznie ograniczy społecznie niepożądane
      czynności albo będzie wykonywać czynności pożądane.

      Nie nazywaj swojego postępowania terapią. Zabawa w przedpokoju nie jest chorobą,
      tylko - Twoim zdaniem - zachowaniem niepożądanym. Nie ma czego leczyć. To była
      zwyczajna kara. Nie wiem, czy potrzebna.
      • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 17:25
        Tylko wytłumaczcie mi, czym to się różni od klapsa, bo przecież tak
        samo jest stosowaniem przemocy, istota tej kary polega na sprawieniu
        przykrości przez oblanie twarzy zimną wodą i odczucie bezsensowności
        tego aktu, jak robi się to trzy razy. Więc nijak zrozumieć nie mogę,
        dlaczego krótki klaps ma być stressem, upokorzeniem i okrucieństwem,
        a opisane zachowanie nim nie jest i jest zgodne z bezstressowym
        wycnowaniem?
        Dla porządku:
        1. nie zachęcam do dawania klapsów,
        2. ja też bym się nie zgodziła na malowanie na korytarzu, bo malować
        powinno się w jednym miejscu, żeby innychnie uświniać. Sprawę można
        rozwiązać prościej - skonfiskować farby.
        • marghe_72 Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:31
          srebrnarybka napisała:

          bo malować
          > powinno się w jednym miejscu, żeby innychnie uświniać. Sprawę
          można
          > rozwiązać prościej - skonfiskować farby.

          To malowanie w innym niż pokój pomieszczeniu jest naprawde takim
          problemem?
          nie rozumiem
          • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:53
            Przy okazji malowania wyświnia się wszystko dookoła, więc lepiej
            przeznaczyć na to jedno miejsce, odpowiednio zabezpieczone. Przecież
            nie ma sposobu, żeby nie nakapać i nie nakleksać farbami i rodzice
            mogą sobie nie życzyć, żeby wszędzie było farbami uświnione. Ale nie
            widzę problemu, żeby dziecku to wytłumaczyć, tak samo, jak np. nie
            pozwala mu się chlapać w muszli klozetowej, puszczać na całe
            mieszkanie wody z prysznica czy też rzucać talerzy na podłogę, co
            też mogłoby być świetną zabawą. Tego rodzaju zasady powinny być
            ustalone i jasne dla dziecka i można je konsekwentnie egzekwować, co
            nie znaczy, że trzeba od razu dziecko zgnoić.
            Natomiast mnie poruszyło co innego; brutalną przemoc i poniżenie
            dziecko określono jako "terapię", w domyśle przeciwstawioną okrutnym
            i niedopuszczalnym klapsom. Co więcej, ta terapia była
            przygotowana "na zimno". I tę hipokryzję chciałam wyeksponować.
            • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:59
              "Przy okazji malowania wyświnia się wszystko dookoła, więc lepiej
              przeznaczyć na to jedno miejsce, odpowiednio zabezpieczone. Przecież
              nie ma sposobu, żeby nie nakapać i nie nakleksać farbami i rodzice
              mogą sobie nie życzyć, żeby wszędzie było farbami uświnione."

              Może i racja - ale mieszkanie jest dla ludzi, nie ludzie dla mieszkania. A
              trzylatka moze wydatnie w sprzataniu uczestniczyć.
              • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:10
                Widzę trzylatkę, która po malowaniu wymaga najpierw gruntownego
                umycia, jak "wydatnie" uczesniczy w myciu rozpuszczalnikiem podłogi,
                następnie je pastowaniu, myciu ścian lub wręcz ich podmalowywaniu,
                praniu płaszczy poplamionych farbą i usuwaniu innych zniszczeń,
                które są nieuniknione. Rodzice mają prawo sobie takiej roboty nie
                dodawać i nie uważam, żeby ustalenie zasady, że maluje się tylko w
                jednym miejscu bylo okrucieństwem. A czy gdyby trzylatka zażyczyła
                sobie oglądać TV na korytarzu, uznalibyście za okrutnych rodziców,
                którzy nie wynieśli jej tam telewizora. Natomiast zastosowanie
                wymyślnej i poniżającej kary cielesnej nazwanej eufemitycznie
                terapią uważam za rzecz o wiele bardziej naganną, niż potępiane tu
                wielokrotnie klapsy, których też nie zalecam.
                • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:44

                  > Widzę trzylatkę, która po malowaniu wymaga najpierw gruntownego
                  > umycia, jak "wydatnie" uczesniczy w myciu rozpuszczalnikiem podłogi,
                  > następnie je pastowaniu, myciu ścian lub wręcz ich podmalowywaniu,
                  > praniu płaszczy poplamionych farbą i usuwaniu innych zniszczeń,
                  > które są nieuniknione.

                  Hm, a ja widzę z uciechą rodzicó , którzy pozwalają malować nie chowając ubrań
                  do szaf i dając trzylatce farby olejne!

                  W pokoju dziecięcym też są ściany i meble. czasem nawet ubrania na wierzchu, nie
                  w szafie. Nie wspominając o tym, ze w pokojach dziecięcych zazwyczaj są łóżka (z
                  pościelą, którą mały niszczyciel może ochlapać!).

                  Każdy, kto ma małe dziecko wie, że drobne zniszczenia sa nieuniknione -
                  natomiast malowanie (nie olejami - bo wtedy rzeczywiście potrezebny
                  rozpuszczalnik...) należy do zabaw dużo mniej "niszczycielskich" niż wiele
                  rzeczy, które znudzone dziecko może robić po cichutku i nie zawracając rodzicom
                  głowy "głupimi" prośbami.

                  Oczywiście, nie namawiam nikogo do zmiany zasad panujących w jego domu.

                  Ale dla mnie schowanie płaszczy do szafy, wyniesienie sztalug i rozłożenie pod
                  nimi gazety nie było nigdy problemem (starcie podłogi an mokro , co i tak w
                  przedpokoju czy kuchni robi się bardzo często - też).

                  Co do dziecka wymagającego gruntownego umycia - po pierwsze warto zakupić
                  malarski kitelek - po drugie trudno oczekiwać , ze małe dziecko nie będzie się
                  brudzić.smile

                  Tak czy inaczej - jeżeli tak ważkie przyczyny decydują, ze dziecko nie może
                  malować w przedpokoju czy kuchni należy miło wyjaśnić , że "w naszej rodzinie
                  panują takie zasady, że malujemy tylko tu i tu" a nie doprowadzać do histerii i
                  karać. Warto zapytać czemu dziecko chce malować właśnie u, nie gdzie indziej?
                  Może z przedpokoju bliżej do mamy?

                  • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 20:50
                    Dear Sir, sam(a?) piszesz, że zgoda na malowanie dziecka w korytarzu
                    wymaga schowania płaszczy do szaf (nie zawsze może być w nich
                    miejsce na schowanie płaszczy czy parasola aktualnie używanego i
                    wiszącego na wieszaku, mogą być mokre po) i założenie kitelka, ja
                    dodam jeszcze, że wyłożenia podłogi gazetami i ewentualnie
                    zaklejenia nimi ścian, czyli całkiem poważnej roboty, której rodzic
                    może nie mieć ochoty, a nawet możliwości (płaszcze) sobie dodawać.
                    Jest też dla mnie zrozumiałe, że o ile w pokoju dziecięcym ściany
                    mogą być pochlapane farbami, to w przedpokoju chce się mieć większy
                    porządek. Pościel w pokoju dziecinnym powinna być schowana do
                    pojemnika, a nie leżeć na łóżku, bo w ten sposób zyskuje się
                    powierzchnię łóżka do zabawy. Dlatego wydaje mi się właściwe, by
                    dziecko miało stałe miejsce malowania, gdzie ściany skazane są na
                    pochlapanie (może wyłożone np. jakąś ceratą czy zmuwalną tapetą), i
                    wystarczy tylko podłożyć gazetę i kazać założyć młodemu kitelek.
                    Oczywiście zasady te powinny być jasne i konsekwentnie stosowane.
                    Jeżeli dziecko wolało być w korytarzu, bo tam bliżej mamy, to może
                    nauczyć się wybierać - trudno, nie można mieć wszystkiego na raz,
                    malować może kiedy indziej.
                    Natomiast pomysł malowania w korytarzu nie jest żadną zbrodnią i nie
                    powinien być potraktowany w sposób niedopuszczalny,jak opisała to
                    autorka wątku. Nie mówiąc o tym, i to oburzyło mnie najbardziej, że
                    egzekucję tą nazwała eufemistycznie terapią.
                    • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 21:34
                      Pościel w pokoju dziecinnym powinna być schowana do
                      > pojemnika, a nie leżeć na łóżku, bo w ten sposób zyskuje się
                      > powierzchnię łóżka do zabawy.

                      O, nigdy w życiu.
                      Pościel powinna wietrzyć się na balkonie lub ułożona równiutko jak w wojsku
                      spoczywać pod wyprasowaną lnianą narzutąwink

                      Tak jak napisałam - szanuję zasady innych ludzi obowiązujące w ich domach.

                      ale warto te zasady skonfrontować z faktem realiów zycia i potrzeb małego dziecka.
                      Bo przecież czasem pięć minut sprzatania okazuje sie dużo mniej istotne niż 5
                      minut radości dzieciaka. Szczególnie, ze lepiej jest wspólnie sprzątać (i uczyć
                      sprzątania samodzielnego) niż traktować dom jak muzeum i uczyć szacunku dla
                      przedmiotów, nie ludzkich uczuć.

                      Swoja drogą - NIGDY przy malowaniu ani ja , ani moja siostra, koleżanki ,
                      kuzynki, kuzyni i masa znajomych dzieci a przede wszystkim moja osobista córka
                      nie robiły takiego panopticum jak przy np. jedzeniu nie lubianych potraw czy
                      innych takich - więc może z powodu odmiennych doświadczeń nie umiem sobie
                      wyobrazić tych zaklejanych gazetami ścian wink

                      Zresztą, ja traktuję mieszkanie bardziej jak pracownię niż wystawę mebli -
                      jeżeli akurat coś wycinamy - wyciannaki mogą sypać się od kuchni do sypialni;
                      jeżeli malujemy - obrazki do wyschnięcia leżą na całej podłodze. Oczywiście, nie
                      polecam wszystkim - każdy ma swoją wizję.


                      > Jeżeli dziecko wolało być w korytarzu, bo tam bliżej mamy, to może
                      > nauczyć się wybierać - trudno, nie można mieć wszystkiego na raz,
                      > malować może kiedy indziej.

                      A może to jednak rodzice powinni czasem nauczyć się wybierać? Bo jeżeli mała
                      MUSI pobawić się sama bo mama gotuje arcyważny obiad czy cos tam to czemu
                      jeszcze ma iść na kompromis jeśli chodzi o formę i miejsce zabawy?
                      Oczywiście - leciutko przerysowałam, ale często tak właśnie jest - rodzice
                      bezkompromisowo poświęcają czas wszystkiemu , tylko nie dziecku - a od dziecka
                      wymagają masy ustępstw w duperelkach. Bo dla dorosłej osoby 5 minut ze ścierką
                      to drobiaz a dla trzylatki kolejna godzina w samotności z nudną, cichą,
                      niebrudzącą zabawą może być niezwykle nieprzyjemnym doświadczeniem...


                      • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 23:06
                        O, nigdy w życiu.
                        > Pościel powinna wietrzyć się na balkonie lub ułożona równiutko jak
                        w wojsku
                        > spoczywać pod wyprasowaną lnianą narzutąwink
                        I bardzo fajnie będzie wyglądało, jak dziecko, któremu wszędzie
                        wolno malować, polami farbą tę narzutę, albo np. zrobi sobie z łożka
                        statek (to akurat bardzo fajna i zupełnie naturalna zabawa) i będzie
                        skakać z tej równo wyprasowanej pościeli na podłogę tzn. do szalupy.
                        Jeżeli dziecku wolno malować i uświniać całe mieszkanie tam, gdzie
                        ma na to ochotę, to i wolno zrobić sobie z łóżka statek.
                        Praktykowałam to w dzieciństwie wielokrotnie.
                        Bo przecież czasem pięć minut sprzatania okazuje sie dużo mniej
                        istotne niż 5
                        > minut radości dzieciaka.
                        Oczywiście, ale to nie znaczy, że absolutnie każdą zachciankę
                        dzieciaka należy spełniać. Zresztą wtedy co to za radość, jak jest
                        zawsze dostępna? Radość sprawia coś, co jest oczekiwane i
                        celebrowane.
                        Szczególnie, ze lepiej jest wspólnie sprzątać (i uczyć
                        > sprzątania samodzielnego) niż traktować dom jak muzeum i uczyć
                        szacunku dla
                        > przedmiotów, nie ludzkich uczuć.
                        Nie mam nic przeciwko wspólnemu sprzątaniu. Oczywiście dom to nie
                        muzeum, ale można uczyć dziecko estetyki, że np. ściany
                        niezabrudzone są ładniejsze od powalanych etc. To mu się przyda w
                        życiu. Ja się po prostu źle czuję w brudnym pomieszczeniu, bo tego
                        mne nauczono w domu, również w głękokim dzieciństwie,
                        Swoja drogą - NIGDY przy malowaniu ani ja , ani moja siostra,
                        koleżanki ,
                        > kuzynki, kuzyni i masa znajomych dzieci a przede wszystkim moja
                        osobista córka
                        > nie robiły takiego panopticum jak przy np. jedzeniu nie lubianych
                        potraw czy
                        > innych takich - więc może z powodu odmiennych doświadczeń nie
                        umiem sobie
                        > wyobrazić tych zaklejanych gazetami ścian wink
                        Jeżeli "stanowisko pracy" do malowania jest odpowiednio prygotwane,
                        to się panopoptikum nie narobi.
                        Zresztą, ja traktuję mieszkanie bardziej jak pracownię niż wystawę
                        mebli -
                        > jeżeli akurat coś wycinamy - wyciannaki mogą sypać się od kuchni
                        do sypialni;
                        Wycinanki nie powodują trwałego zniszczenia, wystarcy je pozamiatać,
                        co można zrobić z "wydatną" pomocą trzylatki.
                        A może to jednak rodzice powinni czasem nauczyć się wybierać?
                        Rodzice chyba wybierają cały czas. CAŁE ŻYCIE rodziców, szczególnie
                        matek, jest przez 24 godziny podporządkowane dzieciom, nawet, jeśli
                        matki mają zmienników.
                        Bo jeżeli mała
                        > MUSI pobawić się sama bo mama gotuje arcyważny obiad czy cos tam
                        to czemu
                        > jeszcze ma iść na kompromis jeśli chodzi o formę i miejsce zabawy?
                        Dlaczego ten arcyważny obiad jest przedmiotem takiej kpiny? A
                        dziecko nie potrzebuje tego obiadu? I w czym problem? Że trochę
                        pobawi się samo i w innym pomieszczeniu? 3latka? Dla higieny
                        psychicznej i własnego rozwou powinna też bawić się sama. Natromiast
                        dziecko powinno znać i mieć możliwość wyboru różnych ciekawych
                        zabaw. Czy tylko malowanie jest jedyną ciekawą zabawą, jaką dziecko
                        zna?
                        > Oczywiście - leciutko przerysowałam, ale często tak właśnie jest -
                        rodzice
                        > bezkompromisowo poświęcają czas wszystkiemu , tylko nie dziecku -
                        a od dziecka
                        > wymagają masy ustępstw w duperelkach. Bo dla dorosłej osoby 5
                        minut ze ścierką
                        > to drobiaz a dla trzylatki kolejna godzina w samotności z nudną,
                        cichą,
                        > niebrudzącą zabawą może być niezwykle nieprzyjemnym
                        doświadczeniem...
                        Sprzątanie po malowaniu w miejscu do tego nieprzygotowanym to nie
                        jest 5 minut ze ścierką. Poza tym wtedy dziecko będzie domagało się
                        czegoś innego i okrutny rodzic znowu zostanie potępiony za to, że
                        ośmiela się sprzątać, zamiast zaspokoić kolejną zachciankę.
                        • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 23:27
                          Chyba za mało ironii zawarłam w swej ironii.
                          Pościel nic nie powinna - bo u każdego w domu panują inne zasady (chociaż
                          rzeczywiście wolę krochmalenie po wojskowemu i lniane narzuty niż jakieś
                          pojemniki). Wiadomo, ze p[okój dziecięcy jest dla dziecka i idealnie wyprasowana
                          narzuta się nie "utrzyma".

                          Jeżeli ktoś bożyszcze wie czemu życzy sobie by dziecko miało w pokoju jak w
                          muzeum lepiej niech sobie sprawi kota.

                          > ma na to ochotę, to i wolno zrobić sobie z łóżka statek.

                          U mnie w domu wolno.

                          > I bardzo fajnie będzie wyglądało, jak dziecko, któremu wszędzie
                          > wolno malować, polami farbą tę narzutę,

                          Poplami - farbami, czekoladą , atramentem z pióra, czymkolwiek - to zaniesie do
                          pralki a potem pomoze rozwieszać. Jeżeli po jakimś czasie narzuta ulegnie
                          całkowitemu zniszczeniu - załamywać rąk nikt nie będzie bo taki los przedmiotów,
                          że niszczą się niekiedy.

                          Ja się po prostu źle czuję w brudnym pomieszczeniu, bo tego
                          > mne nauczono w domu, również w głękokim dzieciństwie,

                          Ja też.

                          > Dlaczego ten arcyważny obiad jest przedmiotem takiej kpiny? A
                          > dziecko nie potrzebuje tego obiadu

                          Z punktu widzenia dziecka zabawa z mamą czy przebywanie blisko mamy jest jednak
                          ważniejsze...
                          I nie chodzi mi o to by poświęcać 24 h na dobę dziecku - wręcz przeciwnie.
                          Czasem warto się jednak zastanowić czy nasze zakazy (np. usilne zamykanie
                          dziecka w jego pokoju) są koniecznie. Nie wspominając o tym, ze trzylatka może
                          malując będzie koło mamy, pogada z nią, nacieszy, a potem mama bedzie mogła
                          spokojnie poczytać gazetę zamiast rozbawiać smutne i znudzone samotnością dziecko.

                          > Sprzątanie po malowaniu w miejscu do tego nieprzygotowanym to nie
                          > jest 5 minut ze ścierką.

                          Już o tym pisałam - po farbach olejnych rzeczywiście będzie to przynajmniej pół
                          godziny z rozpuszczalniekiem, Ale jak ktoś takie daje dziecku to jest już tylko
                          jego problem...
                    • sir.vimes Co do meritum 07.01.08, 21:41
                      > Natomiast pomysł malowania w korytarzu nie jest żadną zbrodnią i nie
                      > powinien być potraktowany w sposób niedopuszczalny,jak opisała to
                      > autorka wątku. Nie mówiąc o tym, i to oburzyło mnie najbardziej, że
                      > egzekucję tą nazwała eufemistycznie terapią.

                      Zgadzam się w pełni.

                      Dziecko zostało ukarane za to, że wpadło na pomysł.

                      > Oczywiście zasady te powinny być jasne i konsekwentnie stosowane.

                      Właśnie. Tu zasad jasno sformułowanych nie było - był pomysł dziecka versus
                      pomysł mamy.
                      • srebrnarybka Re: Co do meritum 07.01.08, 23:08
                        Ja w ogóle nie uważam, że dziecko powinno zostać UKARANE za pomysł
                        czy propozycję malowania na korytarzu, bo to nie ejst nic złego. Ja
                        tylko uważam, że rodzice mają prawo się na to nie zgodzić, ale nie
                        usprawiedliwia to znęcania się nad dzieckiem, a to opisała autorka
                        wątku. Nie rozumiem więc, dlaczego tyle gromów spadło na mnie.
                          • srebrnarybka Re: Co do meritum 07.01.08, 23:25
                            Odpisywałam na dwa różne posty - w jednym mnie obsobaczyłąś jak
                            sadystkę, w drugim się zgodziłaś ze mną, a ja na każdy z nich
                            odpisałam osobno. I wdałam się ja, Ty i parę innych osób w
                            bezsensowną dyskusję o malowaniu na korytarzu, bo to nie było istotą
                            sprawy. Nawet obrońcy malowania na korytarzu przyznają chyba
                            rodzicom prawo do niezgodzenia się w uzasadnionych przypadkach na
                            jakiś pomysł dziecka i nie warto się spierać, czy tu akurat zachodił
                            ten przypadek. Co do reszty zgoda, mnie najbardziej oburzyło w tej
                            historii nazywanie wyrafinowanego okrucieństwa "terapią" i
                            twierdzenia, że to nie jest kara, tylko taka bezstressowa metoda
                            wychowawcza dla wyciszenia dziecka. Gdyby autorka wątku nazwała to
                            karą, byłony przynajmniej jasne. A tak słyszę, że w bezstressowym
                            wychowaniu nie wolno karać, ale wolno stosować terapię. I zaczynam
                            Bogu dziękować, że wychowałam się w takich czasach, kiedy nikt o
                            bezstressowym wychowaniu nie słyszał...
                            • sir.vimes Re: Co do meritum 07.01.08, 23:28
                              > bezsensowną dyskusję o malowaniu na korytarzu

                              Moim zdaniem sensowną.

                              w jednym mnie obsobaczyłąś jak
                              > sadystkę, w drugim się zgodziłaś ze mną,

                              Bo chodzi o dwie różne sprawy (czy też dwa różne aspekty). W jednym zgadzam się
                              z Tobą - w drugim nie.

            • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:02
              P.S. Widzę, że dla wszystkich ten korytarz jest strasznie ważny. Nie
              mam nic przeciwko innym zabawom na korytarzu, jeżeli nie powodują
              trwałych zniszczeń. Klocki lego albo puzzle można posprzątać (co
              najwyżej jest niebezpieczeństwo, że się je pogubi, ale to już inny
              problem), natomiast nie widzę możliwości, żeby malujące dziecko nie
              zachlapało farbami swojego ubrania, blatu, na którym maluje, podłogi
              wokół i nie pozostawiło wszędzie "pieczątek" z umorusanych dłoni.
              Dlatego uważam, że do malowania lepiej mieć jeden wyznaczony kąt,
              odpowiednio zabezpieczony, i odpowiednie ubranie "robocze", które
              można bez obaw wyświnić. Oczywiście to, że córka chciała malować na
              korytarzu (zwłaszcza, jeśli przedtem nie była przyzwyczajona do
              takich środków bhp), to nie jest zbrodnia, ale też rude prawo
              rodziców się nie zgodzić. Tyle, że można po prostu jasno postawić
              sprawę: na korytarzu się nie maluje, i zaproponować inną zabawę, a w
              ostatecznym wypadku skonfiksować farby. Nie ma natomiast powodu
              znęcania się nad dzieckiem.
        • nowa_na_forum Tym się różni 07.01.08, 23:23
          że schładza głowę przez co zwęża naczynia krwionośne, przez co
          zmniejsza dopływ krwi do mózgu, przez co zmniejsza jego aktywność
          i pobudzenie czyli wściekłość dziecka. Przecież nawet mówi się, że
          jak ktoś się wścieka to żeby sobie wsadził głowę pod zimną wodę.
          To pomaga. I to nie jest wiele większa przemoc niż odebranie dziecku
          farbek, wyrwanie pędzla z rąk czy zamknięcie w pokoju (żeby nie malowało
          w korytarzu).
          • srebrnarybka Re: Tym się różni 07.01.08, 23:33
            Właściwie brak mi słów, bo nie potrafię tłuc głową o mur, a pod kran
            jednak nie mam ochoty wsadzać.
            Jest to wyrafinowanowa przemoc, gdyż wymaga doprowadzenia dziecka
            siłą do łazienki, wsadzenia głowy pod kran, trzykrotnego umycia
            twarzy, co jest oczywiście bezsensowne, bo dziecko wie, że twarz
            myje się tylko raz i oczywiście głęboko poniżające.
            Natomiast nie widzę żadnego aktu przemocy w zabronieniu dziecku
            zabawy, którą uważamy za niewłaściwą (chociaż sama decyzja może być
            nieuzasadniona czy niesprawiedliwa, ale to nie jest przemoc, wynika
            z władzy rodzicielskiej), czy odebrania przedmiotów służących do
            takiej zabawy, a właściwie, w tym wypadku, niewydanie ich, bo
            dziecko nie może przecież zacząć malować bez przygotowania
            stanowiska przez rodzica. Więc właściwie nie trzeba nic konfiskować,
            wystarczy nie wydać farbek czy kitleka ochronnego. I oto zamiast
            jednego ruchu, czy jego braku, mamy dla wyegzekwoania zakazu
            szarpanie się z dzieckiem, oblewanie go zimną wodą i upokarzanie. I
            nazywa się to terapię.
            Zresztą zwolennicy klapsów też twierdzą, że one uspokajają.
            Po prostu brak słów.
              • sir.vimes Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 08.01.08, 12:43
                uspokajało?

                Ze swojego wózka zajęczysz o dodatkowy kawałek ciasta a dzieciak chlust -
                wiaderko lodowatej wody.

                Albo synowa czy zięć zaciągną cię przez pół pokoju w ciuchach pod zimny prysznic
                gdy cichcem zapalisz lamkę nocną by poczytać zabroniony w domu Nasz Dziennik.

                Narawdę nie widzisz róznicy między samodzielnym przyłozeniem sobie zimnego
                kompresu a upokarzającym zaciąganiem szarpiącego się dziecka, rozgrzanego
                gniewem do lodowatej wody?
                Ciekawe zreszta , co na to kardiolog...

                Swoją drogą histerię leczono kiedyś zimną wodą - a także wibratorami lub - z
                zupełnie innej beczki - wycinaniem łechtaczki.

                • nowa_na_forum Re: Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 08.01.08, 14:59
                  > Swoją drogą histerię leczono kiedyś zimną wodą - a także wibratorami lub - z
                  > zupełnie innej beczki - wycinaniem łechtaczki.

                  To interesujące, ale ja mam chłopca smile

                  Poza tym terapia wodna stosowana jest przynajmniej u nas tylko w
                  wyjatkowcych przypadkach, gdy histeria jest bardzo silna, dlugotrwala
                  i bezzasadna. Np. tata zjadl ostatnia parowke i wiecej nie ma, a maly
                  wlasnie chcial parowke. I pol godziny wycia, wicia sie po podlodze,
                  kopania, plucia itd itp. Nijak wytlumaczyc wowczas dziecku nie mozna
                  niczego bo tak wyje ze nic nie slyszy, o przytulaniu nie ma mowy bo
                  bije i nie daje podejsc, rzuca co mu wpadnie w rece, bije. Lepiej
                  przeczekac czy lepiej wylac na glowe szklanke wody? Albo wziac pod
                  pache (to maz, ja nie dam rady) i wsadzic glowe pod kran? Czy pozwolic
                  na pol godziny wycienczajacej histerii? Dla mnie tosa pytania retoryczne.
          • krwawakornelia Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 11:21
            ale zrowno odebranie farbek
            jak i
            wyrwanie pedzla
            i
            zamkniecie w pokoju

            sa przemoca wobec dziecka i nie powinny miec miejsca. Co nie oznacza
            ze nie nalezy dziecku nie stawiac granic.
            Ale nalezy to robic spokojnie, stanowczo, z miloscia i SZACUNKIEM.

            Starszemu dziecku chetnie moge zaproponowac ze jak jest wsciekly to
            niech idzie pobiegac z psem albo wezmie zimny prysznic. Ale samemu
            myc dziecku twarz zimna woda w takich okolicznosciach.

            Nie nie przekonuje mnie to wcale.
            • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 13:00
              po pierwsze należało dziecku spokojnie wyjaśnić, dlaczego nie
              pozwala mu się malować w korytarzu, po drugie malowanie wymgaga
              przygotowania pewnch elementów przez rodzica (rozłożenie sztalug czy
              jakiegoś blatu, napełnienie wodą miseczki do rozrabiania farb,
              skompleotwania wszystkich potrzebnych materiałów, założenie kitelka,
              ewentulalnie wyłożenia podłogi gazetami), więc wystarczy którejś z
              tych czynności po prostu nie wykonać, żeby malowanie nie mogło się
              odbyć. Nie jest to żadna przemoc. Jeśli już trzeba zabrać dziecku
              farby, czy coś innego, to też niekoniecznie trzeba "wyrywać". Nie
              proponowałam też "zamknięcia" dziecka we własnym pokoju, tylko
              zorganizowania mu tam malowania lub innej ciekawej zabawy w czasie,
              gdy mama musi ugotować obiad. Nie uważam, żeby którekolwiek z
              proponowanych przeze mnie działań było przemocą - żąś wleczenie
              dziecka i wstawianie mu siłą głowy pod zimny kran - jest taką
              przemocą i upokorzeniem. I nie mogę pojąć, e osoby które demonizują
              klapsy, jednocześnie pochwalają tak okrutny sposób ukarania dziecka
              za nic, bo sama chęć malowania w korytarzu w ogóle nie zasługuje na
              karę.
              • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 13:06
                P. S. BYłam dzieckiem w czasie, kiedy o bezstressowym wychowaniu
                nikt nie słyszał i często dostawałam lanie. Zwykle wiedziałąm za co
                i nie przyjmowałam to jako zasłużoną, chociaż dotkliwą, karę i
                wiedziałam, że zostałam ukarana. Na szczęście w tamtych czasach nikt
                nie stosował wobec mnie tak wymyślnych kar cielesnych, które
                nazywałby terapią i twierdził, że nie jest to kara, bo takie
                zakłamanie z pewnością poniżałoby mnie bardziej niż pięć klapsów
                nawet na gołą pupę w wypadku cięższego przewinienia przeciw znanym
                zasadom.
              • acorns Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 14:05
                > Nie uważam, żeby którekolwiek z proponowanych przeze mnie działań
                > było przemocą - żąś wleczenie dziecka i wstawianie mu siłą głowy
                > pod zimny kran - jest taką przemocą i upokorzeniem. I nie mogę
                > pojąć, e osoby które demonizują klapsy, jednocześnie pochwalają
                > tak okrutny sposób ukarania dziecka

                Przede wszystkim terapia wodna nie jest karą tylko sposobem na
                uspokojenie wściekłego dzieciaka, który jest w amoku i nic innego do
                niego nie dociera a to co do niego dotrze oprócz zimnej wody to jest
                dużo bardziej drastyczne. Jeśli zmoczenie dziecku twarzy zimną wodą
                w celu zapobiegnięcia atakowi histerii jest drastyczne to co powiesz
                na mojego kolegę który uspokaja swoją pięcioletnią córkę i
                trzyletniego syna przy pomocy pająka ptasznika? Jak dzieciakom
                odbija to kolega bierze pająka i idzie z nim do dzieci. Momentalnie
                jest spokój bo wszyscy się tego pająka boją smile Nawet hasło "spokój
                ma być bo pójdę po Freda (tak ma na imię pająk)" jest w stanie
                zdziałać bardzo dużo.
                • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 14:26
                  Na pająka powiem oczywiście to samo. I oburza mnie stosowanie
                  wymyślnych kar cielesnych (albo psychocznych - pająk), których nie
                  nazywa się karami, bo dziecko doskonale wie i czuje, że zostało
                  ukarane i upokorzone. W opisanym przeze mnie wypadku należało
                  dziecku uniemożliwić zabawę, którą uważamy za niewłaściwą, co było
                  łatwe, bo zabawę tę rodzic musi zorganizować, a histerię zignorować.
                  Gdyby matka na histerię nie zwróciła uwagi, samo by przeszło.
                  Natomiast nazywanie stosowanego rozmyślnie i przygotowanego
                  wcześniej wymyślnego znęcania się fizycznego i psychicznego nad
                  dzieckiem i nie nazywanie tego karą, ale terapią, jest, poza samą
                  karą, jeszcze wyjątkową obłudą, którą dzieko wyczuje. I przeraża
                  mnie obłuda zwolenniczek bezstressowego wychowania, które oburzają
                  się jednym klapsem, a akceptują coś takiego, bo umówiły się, że to
                  nie kara, tylko terapia. To jest przerażające, a dzieci szybko
                  nauczą się, że rodzice nie używają słów adekwatnych do sytuacji.
                  Przynajmniej w dawnych stressowych czasach nikt nie ukrywał, że
                  karze dziecko, jak spuszczał mu lanie. Mnie najbardziej oburza
                  zakłamanie w nazywaniu wymyślnej kary fizycznej.
                  • milenium5 Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 15:18
                    Metody które stosuje Twój kolega to wyrafinowane znęcanie się
                    psychiczne nad dzieckiem i powinno być karane. Jeżeli Twoje metody
                    nie są karą, to czym? Upokarzaniem? Znęcaniem się? Zemstą? Nie
                    rozumiem karania za histerię lub "uspokajania" jak piszecie.
                    Histeria u dwu - trzy latka jest czymś absolutnie normalnym -
                    dziecko nie panuje nad swoimi emocjami, nie nauczyło się tego
                    jeszcze i tyle. Na histerię jest jeden sposób - ignorowanie jej.
                    Dziecko bardzo szybko uczy się, że to nie działa na mamę i
                    zachowania histeryczne mijają. Stosując opisane przez Ciebie metody
                    dziecko nabiera przekonania, że uczucia są czymś złym i nie należy
                    ich okazywać, bo za to może spotkać kara. Pójdziesz dalej? Za
                    okazanie wściekłości mycie na siłę buzi zimną wodą, za zbyt głośne
                    zachowanie - kąpiel w wannie wypłenionej lodowatą wodą (bo i o
                    takich metodach słyszłam), za poważniejsze przewinienie - noc na
                    balkonie. I wszystko dla dobra dziecka. Gdzie się zatrzymasz
                    w "terapii"? Gdzie jest granica?
                  • nangaparbat3 Rybeńko 08.01.08, 16:48
                    Mam wrażenie, ze jestem ostatnią i jedyną na tym forum jawną zwolenniczką
                    bezstresowego wychowania.
                    "Terapie wodną" uwazam za przemoc, o czym pisałam wyzej.
                    Kary typu: izolowanie dziecka, ignorowanie go, odbieranie przytulanki uwazam za
                    GORSZE niz klaps (przez który rozumiem symboliczne, nie powodujace bólu
                    klapnięcie w pupę, a zwłaszcza w pampersa). Uwazam nawet, że od wymienionych tu
                    kar, w razie naprawdę poważnego przewinienia, jakiegoś dramatycznego zupelnie,
                    lepsze bedzie klasyczne lanie (przez co rozumiem kilka silnych uderzeń
                    rodzicielską dłonią po pupie, aż ta (dłoń) zacznie boleć). Oczywiście lanie
                    zachowuje na takie sytuacje, które dadzą się porownać z koncem świata, na pewno
                    nie na to ze dziecko płacze, protestuje, jest nieposłuszne czy - jak to sie
                    tutaj nazywa pieknie - histeryzuje.
                      • srebrnarybka Re: PS 08.01.08, 17:24
                        Sprawę przedpokoju proponuję wyłączyć, bo ona doprawdy nie jest
                        ważna. Nawet przy najbardziej bezstressowym wychowaniu czasem jednak
                        dziecku się czegoś zabrania (np. puszczania łódek w muszli klozetowe
                        albo rzucania talerzami na podłogę) i wtedy należy liczyć się z
                        płaczem czy próbą wymuszenia tego histerią. To normalny odruch
                        dziecka. Niereagowanie uważam wtedy nie za karę, a jedynie za
                        konsekwentne podtrzymywanie swoego zdania. Skoro nie zrobiłam
                        dziecku krzywdy (jeśli mam taką pewność), a tylko egzekwuję
                        uzasadnione polecenie, to nie mam powodu utulać płaczącego dziecka,
                        bo nie jest ono skrzywdzone. Dziecko zaś szybko nauczy się, że w ten
                        sposób nic nie osiągnie, i histerie się skończą. W każdym razie brak
                        reakcji na histerię uważam za mniej upokarzający niż opisaną
                        tu "terapę".
                        Jestem jawną przeciwniczką wychowania bezstressowego, nie będę
                        tłumaczyła powodów, bo to dłuższa sprawa. Mój pogląd na tym forum
                        jest niezywkle rzadki, i zwykle jestem traktowana jako sadystka
                        przez bezstressowe matki. I oto okazuje się, że to ja, stressowa
                        sadystka, nie jestem w stanie wytłumaczyć, że coś, co niewinnie
                        nazywa się terapią, jest silniejszym stressem, bólem i upokorzeniem,
                        niż gromione przez te bezstressowe matki klapsy.
                        Najbardziej oburza mnie fakt, że tak jawna i okrutna kara została
                        zaakceptowana tylko i wyłącznie dzięki nazwaniu jej "terapią".
                        Trochę przypomina mi to komunę, gdzie nie było policji, tylko
                        milicja obywatelska, która miała być z zasady demokratyczna, a jaka
                        była, każdy pamięta, Zielone Świątki nazwano Świętem Ludowym i były
                        jedynym świętem państwowym z ruchomą datą i dokonano całego szeregu
                        podobnych przekłamań w nazwach. Z Twoich postów wnioskuję, że jesteś
                        nauczycielką polskiego, więc chyba ten fakt doceniasz.
                        Jeżeli bezstressowa wychowanie ma wyglądać tak, jak postępuje ze
                        swoim dzieckiem koleżanka nowa_na_forum, to ja się cieszę, że w
                        dzieciństwie byłam poddana tradycyjnemu.
                        • acorns Re: PS 08.01.08, 17:33
                          > W każdym razie brak reakcji na histerię uważam za mniej
                          > upokarzający niż opisaną tu "terapę".

                          Tak to można robić jak się mieszka w domu jednorodzinnym a nie w
                          bloku. histeria dziecka może być naprawdę uciążliwa dla sąsiadów.
                          Dzieci nadają na częstotliwościach które poruszają w człowieku każdy
                          nerw i można mieć mordercze myśli od tego. Normalnie wolałbym mieć
                          obok siebie pijacką melinę niż rodzinę z małymi dziećmi które mogą
                          sobie histeryzować do woli a ja bym tych pisków i wycia musiął
                          słuchać codziennie po kilka - kilkanaście razy.
                        • nangaparbat3 Re: PS 08.01.08, 17:50
                          Ja sie z Tobą zgadzam, poza tym jednym: nie ma tu matek (a jeśli są, to
                          pojedyncze i nie obnoszące się z tym - akceptujących "bezstresowe wychowanie".
                          Bo wydaje mi się, ze u nas za "bezstresowe wychowanie" bierze sie jego
                          karykaturę albo brak wychowania w ogóle.
                          Widzisz, sama sie zastanawiam jak to jest: bo moje dziecko bylo bardzo spokojne
                          (choc zywe), empatyczne i nieagresywne, choc czasem krnabrne, wręcz wyzywajace,
                          a czasem uparte. Nigdy nie histeryzowało, w ogole rzadko nawet płakało czy
                          robiło awantury.
                          Wiec sie zastanawiam: czy dlatego taka była, ze prawie wszystko bylo jej wolno,
                          czy dlatego moglismy jej pozwolic prawie na wszystko, ze z natury (?) taka jest?
                • sir.vimes Kolega widocznie jest niedocofem 08.01.08, 14:34
                  Ale to jego problem.

                  Natomiast upodobanie do BRUTALNYCH rozwiązań gdy dostępne i równie łatwe jest
                  rozwiązanie mniej brutalne świadczy po prostu o upodobaniu do przemocy.

                  Twoja córka jest nastolatką - możesz powiedzieć jej by przyłożyła sobie chłodny
                  kompresik lub umyła spokojnie buzię chłodną wodą (chociaż wątpię by u dorosłej
                  niemal panny coś takiego było potrzebne). I to jest zupełnie co innego niz
                  wrzucanie przemocą do lodowatej wody czy polewanie zimnym prysznicem.

                  Małego histeryka jak najbardziej można wstawić do normalnej , ciepłej kąpieli -
                  bez upokarzania, szoku.
                  • nowa_na_forum Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:07
                    Żeby małego histeryka wstawic do noprmalnej ciepłej kąpieli to
                    najpierw trzeba nalać do wanny wody, potem histeryka rozebrać i dopiero
                    można go wstawić. Ile to potrwa? 10 minut? I rozbierzesz go delikatnie
                    i bez użycia siły? Jak leży na podłodze i się wije i wydziera?
                    A może mały histeryk z ochotą sie szybko rozbierze i jeszcze piankę
                    sobie do kąpieli zazyczy?

                    Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią
                    • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:28
                      Jeżeli na histerie dziecka nie zwraca się uwagi, to dziecko szybko
                      oducza się wymuszania w ten sposób i histerykiem być przestaje.
                      Chwalona przez Ciebie "terapia" może daje tylko trochę spokoju
                      rodzicom, ale przecież nie dziecku, którego emocje zostały stłumione
                      na siłę. I najbardziej oburza mnie zakłamywanie faktu, że jest to
                      okrutna kara fizyczna, przy jednoczesnym potępianiu matek, które
                      kiedykolwiek przyłożyły dziecku klapsa, przynajmniej nie ukrywając
                      przed nim i sobą, że je karzą. W tej sprawie najbardziej oburza mnie
                      obłuda.
                    • sir.vimes Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:49
                      Przerabiałam to.
                      Wykonalne.
                      W ciągu 10 minut to jeszcze aromaterapię można by dołożyć i relaksujący masażyk.

                      Nie rób jakiejs idei czy teorii psychologicznej z faktu, że sobie zwyczajnie nie
                      umiesz poradzić bez brutalności.

                      Polewanie spoconego z wściekłości czy wijącego się , wyginającego w histerii
                      dziecka lodowatą wodą jest dla mnie niewykonalne - bo to brutalne, okrutne
                      rozwiązanie.

                      Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym atakiem
                      wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie zwerbalizować.
                      • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 11:01
                        > Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym atakiem
                        > wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie zwerbalizować.

                        Zapewniam Cię, że doskonale umie to zwerbalizować. Sąsiedzi potwierdzą.

                        > Polewanie spoconego z wściekłości czy wijącego się , wyginającego w histerii
                        > dziecka lodowatą wodą jest dla mnie niewykonalne - bo to brutalne, okrutne
                        > rozwiązanie.

                        Klap jest brutalniejszy, od szklanki wody nikomu nic się nie stało
                        Od klapa zresztą też nie, ale klap jest bardziej wyczuwalny, a woda
                        chłodzi emocje.
                        • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 12:18
                          nowa_na_forum napisała:

                          > > Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym
                          atakiem
                          > > wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie
                          zwerbalizować.
                          >
                          > Zapewniam Cię, że doskonale umie to zwerbalizować. Sąsiedzi
                          potwierdzą.
                          - to, że dziecko głośno krzyczy, to nie znaczy, że werbalizuje
                          powód, dla którego jest wściekłe. Gdyby umiało zwerbalizować,
                          histeri byłaby mniejsza.

                          Klap jest brutalniejszy, od szklanki wody nikomu nic się nie stało
                          > Od klapa zresztą też nie, ale klap jest bardziej wyczuwalny, a woda
                          > chłodzi emocje.

                          - klap nie jest brutalniejszy, bo jest wymierzony od razu, nie
                          wymaga wleczenia dziecka do innego pomiszczenia i nie jest
                          wymierzany tak metodycznie. Rozumiem zresztą, że celem wymierzania
                          klapa także było wywołanie u dziecka szoku i spowodowanie w ten
                          sposób zmiany zachowania. Klapa nie polecam, ale nie o to chodzi.
                          Chodzi mi cały czas o obłudę, która brutalną karę cielesną nakazuje
                          nazywać terapią i w ten sposób pozwala zastosować ją przez rodziców,
                          którzy są przeciwni karom cielesnym. Jest to straszne zakłamanie.
                            • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 15:51
                              A ja twierdzę, że jest, i w połączeniu z zawleczeniem do łazienki,
                              brutalniejszą niż klap. I dlatego protestuję przeciw temu, że
                              przeciwnicy klapaów, potępiający rodziców za wymierzenie klapsa,
                              jednocześnie stosuję dużo bardziej brutalne kary fizyczne, tylko nie
                              nazywają ich karami. Jest to wielkie zakłamanie. Uczciwiej byłoby
                              powiedzieć, że karę oblania twarzy dziecka zimną wodą uważacie za
                              skuteczniejszą niż karę wymierzenia klapsa. Wtedy możnaby
                              dystkutować, ale ja od początku tego wątku protestuję przeciw
                              nazywaniu brutalnej kary cielesnej terapią. Cały czas przede
                              wszystkim chodzi mi o to, by rzecz nazywać po imieniu.
                                • nangaparbat3 Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 11:01
                                  Owszem. to nie jest to samo - bo wlokąc dziecko do łazienki wleczesz je na
                                  egzekucję. Biorąc pod pachę i zanosząc do domu - zanosisz do domu.
                                  Wziecie dziecka pod pache, zeby je zatargac do domu lub wynieść z jezdni czy
                                  innego niebezpiecznego miejsca, moze zawierać w sobie i i czułość, i zabawę.
                                  Wleczenie dziecka do łazienki po to, by obmywać mu twarz zimna wodą w celu
                                  wywołania szoku (poprzez przykre bardzo doznanie jakim jest nagły kontakt z
                                  zimna wodą) to czysta przemoc.
                                • jola_ep Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 11:19
                                  > Zawleczenie do łazienki nie jest bardziej brutalne niż wzięcie pod
                                  > pachę malca który nie chce wyjść z piaskownicy i isć do domu.

                                  Wyjęcie z piaskownicy ma sens.
                                  Ciągnięcie do łazienki tego sensu nie ma.

                                  Małe dziecko nie umie sobie radzić z emocjami - choć pewnie jednym idzie to lepiej, innym gorzej. Jeśli potrafisz podejść do takich wybuchów "histerii" ze spokojem, to dajesz dziecku informację, że emocje nie są czymś złym, że ono ma prawo je przeżywać. Z czasem zmieni się też forma ich przeżywania na dużo bardziej akceptowalną przez otoczenie.

                                  Problem jednak tkwi chyba w Tobie (i oczywiście Twoim mężu). Nie potraficie zaakceptować tego, że dziecko ma prawo do emocji, złości, gniewu. Tym bardziej nie akceptujecie powodów uznając je za nieważne i nieistotne. Mówisz o dobru dziecka, a tak naprawdę chronisz siebie starając się znaleźć sposób na jak najszybsze uciszenie dziecka.

                                  Czy płacz jest czymś złym? Nie jest (dla dziecka) - to mechanizm który pozwala w pewnym sensie uciszyć i uspokoić jego emocje (w dłuższej perspektywie). "Żal swój wyżalić i smutek wysmucić".
                                  Zamiast tego proponujesz sposoby na natychmiastowe schłodzenie: poprzez terapię szokową uruchamiają się naturalne mechanizm działania organizmu w sytuacji zagrożenia. Ale co jest złego w tym, że dziecko rozpacza? Tylko tyle, że jest to dla Was trudne do zniesienia i przyjęcia.

                                  Więc zmiast nauczyć się radzić sobie z emocjami, dziecko uczy się, że powinno je tłumić.

                                  Problem jednak w tym, że Tobie tak naprawdę nie zależy na zrozumieniu dziecka, na pomocy mu. Chcesz mieć dobrze ułożone dziecko i pewnie Ci się uda. Całkiem możliwe, że nawet będzie to szczęśliwe dziecko (mimo wszystko wierzę, że dzieci są twarde i trudno je zespuć).

                                  Moje drugie dziecko miewało napady "histerii" gdy miało jakie 2,5 lat. Moja mama jest wspaniałą, mądrą kobietą, trójkę dzieci wychowała, a też była pod wrażeniem jego pierwszego "napadu". Wtedy jeszcze nie wiedziałam co robić. Mój mały latał zmarznięty i mokry (wyjęłam go z kąpieli), nie dawał się dotknąć, nie można było nawiązać z nim kontkatu. Tyle jeśli chodzi o szczytne założenia terapii wodnej, że niby chłód pomaga. On był zlodowaciały i nie robiło to na nim wrażenia. Za drugim razem byłam przygotowana i spokojna. Histeryzował krócej. Potem jeszcze parę razy. Z czasem wypracowaliśmy sobie sposób radzenia z silnymi emocjami, najlepszy był wtedy ciemny, spokojny kąt - sam do niego latał wink A ja byłam obok. Obywało się już bez takich "histerii". Z czasem zaczął warczeć, burczeć. Potem potrafił już o swoich emocjach opowiadać. To bardzo skryty dzieciak, więc tym bardziej doceniam to, że przychodzi do mnie, ciągnie za rękaw i opowiada "w ciemnym kącie" o tym, co mu się przydarzyło. Dzieci dorastają i naprawdę nie musimy polewać je w tym celu wodą wink

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:11

                                    >Problem jednak tkwi chyba w Tobie (i oczywiście Twoim mężu). Nie potraficie zaakceptować tego, że dziecko ma prawo do emocji, złości, gniewu. Tym bardziej nie akceptujecie powodów uznając je za nieważne i nieistotne. Mówisz o dobru dziecka, a tak naprawdę chronisz siebie starając się znaleźć sposób na jak najszybsze uciszenie dziecka.


                                    No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa do dwóch godzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata zjadł parówkę albo że koszulka jest nie taka jak ma być. Sorry.

                                    > Zamiast tego proponujesz sposoby na natychmiastowe schłodzenie: poprzez terapię
                                    > szokową uruchamiają się naturalne mechanizm działania organizmu w sytuacji zag
                                    > rożenia. Ale co jest złego w tym, że dziecko rozpacza? Tylko tyle, że jest to d
                                    > la Was trudne do zniesienia i przyjęcia.

                                    Chcesz nauczyć dziecko że może histeryzować jak tylko ma ochotę, wić się krzyczek i kopać, rzucac zabawkami, krzesłami? Bo ja nie. Wolę schłodzić dziecięce emocje, pokazując jak można sobie z nimi radzić. Oczywiście nie robię (robiłam, bo to już historia) tego po minucie histerii, ale po kwadransie.
                                    • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:35
                                      No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa
                                      do dwóch go
                                      > dzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata
                                      zjadł parówkę al
                                      > bo że koszulka jest nie taka jak ma być.
                                      - gdyby w domu były ustalone pewne konsekwentne zasady,
                                      przestrzegane przez WSZYSTKICH, także przez RODZICÓW, szybko
                                      skończyłyby sie dwugodzinne ataki histerii, bo dziecko wiedziałoby,
                                      że jest w domu pewien porządek i zaburzając go, nic nie osiągnie. I
                                      wtedy dziecko wiedziałoby, że maluje się w wyznaczonym miejscu w
                                      pokoju, a nie w przedpokoju, zasady wybierania ubrania są jasne (np.
                                      dziecko może wybrać z kilku koszulek jednakowego rodzaju, wskazanych
                                      przez mamę, a mama decyduje, czy dzisiaj są koszulki z długimi czy z
                                      krótkimi rękawami), a tata wiedziałby, że nie zjada się dziecku
                                      przed nosem ostatniej parówki i dziecko wiedziałoby, że tata mu jej
                                      nie zje. Świat byłby prostszy i ataki histerii dużo rzadsze. A
                                      wtedy, kiedy coś stałoby się rzeczywiście nadzwyczajnego, łatwiej
                                      byłoby zapoanować.
                                    • jola_ep Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:53
                                      > No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa do dwóch go
                                      > dzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata zjadł parówkę al
                                      > bo że koszulka jest nie taka jak ma być.

                                      Dlaczego nie?
                                      Próbowałaś?
                                      Naprawdę uważasz te powody za nieistotne?

                                      Koszulkę może wybrać dziecko (jedną z dwóch) smile
                                      Dużo zależy od Twojej reakcji, tego, czy dziecko jest zmęczone, czy nie. Czasem wystarczy zmienić scenerię, odpowiednio zagadać do dziecka i nagle okazuje się, że histeria nie będzie aż tak wielka. Tylko że ja takie podjeście do dziecka wyniosłam z domu. Ty pewnie nie sad

                                      Nawet gdy już urodziłam, uczyłam się od mojej mamy. Rzadko mogę do niej jeździć, ale zawsze z podziwem widziałam, jak często paroma słowami umie ugaścić płomień, zanim przerodzi się w szalejący pożar. (teraz już w stosunku do kolejnego wnuka, moje dzieciaki już są duże)

                                      Jeszcze ważniejsze jest to, jak wychowujesz dziecko. Jakie zasady panują w Twoim domu, jakie jest Twoje podejście do dziecka. Ale o tym Srebrnarybka pisała smile
                                      Mój syn lubi wiedzieć, czego ma oczekiwać. Jakie są zasady i dlaczego właśnie takie. Jak ich nie umiem wytłumaczyć, to sama się zastanawiam, czy aby na pewno mam rację wink Na miarę jego możliwości daję mu prawo do decydowania w obrębie wyznaczonych przeze mnie granic.

                                      Temat rzeka. Ty myślisz o gaszeniu. Ja wolę pomyśleć co zrobić, aby się nie paliło.

                                      > Chcesz nauczyć dziecko że może histeryzować jak tylko ma ochotę, wić się krzyczeć i kopać, rzucac zabawkami, krzesłami? Bo ja nie.

                                      smile
                                      Jeśli uważnie czytałaś, to na pewno zauważyłaś, że moja taktyka dała bardzo dobre rezultaty smile Teraz to duży chłopak smile Wyszedł już poza dom i jak na razie (odpukać) nikt na jego zachowanie nie narzeka smile
                                      A ja nie przypominam sobie wielogodzinnych histerii.
                                      Najgorszy był ten pierwszy raz.

                                      Pozdrawiam
                                      Jola
                        • mamamamba ludzie 27.02.08, 13:23
                          czemu jeszcze nikt jej nie schlodzil-nowej na forum? fakrtyczie, licencja na
                          dzieci to dobra rzecz! powinna byc wydawana na terenie RP
                    • mamamamba nowa 27.02.08, 13:21
                      dzieci sa lustrem, w ktorym my sie przegladamy1 wiec odpowiedz sobie DLACZEGO
                      tak sie zachowuje Twoje dziecko!
                  • acorns Re: Acorns :) 08.01.08, 17:06
                    Co chcesz od niego? Że jest terrarystą i ma ptasznika? Kiedyś miał
                    tego więcej ale żona mu nie pozwala trzymać po tym jak kiedyś rano
                    wyjechał na dwa dni i zabrał jakiegoś stwora, chyba skolopendrę
                    olbrzymią. Żona zobaczyła że terrarium puste i od razu zwiała z domu
                    bo myślała że stwór sobie po prostu samowolnie wyszedł i gdzieś
                    sobie łazi luzem po mieszkaniu. A kolega był poza zasięgiem więc
                    cały dzień bała się wejść do domu aż wreszcie późnym wieczorem się
                    dodzwoniła smile
                    • nangaparbat3 Re: Acorns :) 08.01.08, 17:14
                      Mam przeciwko terrorystom - terrarysci mnie nie obchodzą.
                      Corka teraz zamierza nabyc węża, odkad sie dowiedziała, ze nie musi go karmic
                      żywcem (najpierw sie jednak wywiemy, czy to prawda). Niech go sobie ma, ja tez
                      lubię popatrzec na gady, uspokajają mnie (marzyłam nawet o kameleonie, do czasu
                      kiedy mi powiedziano, że wymagane podawanie noworodków mysich). Wiec niech sobie
                      trzyma węża, ale gdyby zaczęla mnie nim straszyc, oboje wylecieliby przez okno.
                      • srebrnarybka Re: Acorns :) 08.01.08, 17:33
                        Oczywiście nie ma nic złego w trzymaniu węża przez nastolatkę - o
                        ile sama umie o niego zadbać.
                        Ale nie jestem pewna, czy ewentualne wyrzucenie przez okno
                        nastolatki straszącej wężem jest zgodne z zasadami wychowania
                        bezstressowego - chyba raczej należy przytulić dziecko i powiedzieć:
                        jaka jesteś miła?
                • acorns Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:01
                  Czy emocje są najważniejsze na świecie? Czy to jakieś sacrum? Bo nie
                  rozumiem dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                  je do woli zamiast nauczyć je tłumić. A ciekawe co taki zwolennik
                  nietłumienia emocji zrobi jak np. ja nie będę tłumił w sobie emocji
                  a on mi się pierwszy pod rękę nawinie i rozwalę mu łeb o mur a
                  następnie go skopię ciężkimi buciorami bo jestem zły, bo nie
                  dostałem tego co chciałem i muszę gdzieś te negatywne emocje
                  wyładować? A takich jak ja będzie znacznie więcej. Dziecko też
                  człowiek i ma się zachowywać jak człowiek czyli panować nad
                  emocjami. Terepia wodna mu świetnie w tym pomoże. Nawet dwulatek
                  żyje między ludźmi i sąsiedzi niekoniecznie muszą mieć ochoty na
                  słuchanie jego wrzasków, pisków, tupania i wycia. Trzeba go uczyć
                  opanowywać złość.
                  • srebrnarybka Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:30
                    Emocje są rzeczą bardzo ważną. Oczywiście, że dziecko powinno uczyć
                    się panowania nad emocjami, ale opisana tu "terapia" to nie jest
                    uczenie dziecka, żeby samo zapanowało nad emocjami, ale tylko
                    stłumienie ich przemocą, z zewnątrz, za pomocą silnego stressu, że
                    zapożyczę ulubione słowo zwolenników niespecjalnie przeze mnie
                    szanowanej metody wychowawczej.
                    Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                    czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                    dzieckiem i polewanie go zimną wodą. Poza tym, jeżeli to woda ma
                    działać przez skuraczanie naczyń krwionoścnych, to jest to raczej
                    metoda farmakologizna, niz wychowawcza. Podobny skutek miałoby
                    podanie środków uspokajających, bywa czasem niezbędne, ale nie w
                    opisanym wypadku. I niczego nie uczy.
                    • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:38
                      > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                      > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                      > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.

                      A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół godziny
                      to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie pomyśl
                      że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                      głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                      innych byś chciała katować swoim dzieckiem.
                      • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:48
                        Acros, wiem ile dzieciak potrafi wyć bez przerwy. Mój syn w wieku
                        dwóch trzech lat - przechodził okres niczym nieuzasadnionych
                        histerii. Zrozum - ignorowanie takich zachowań jest jedyną metodą,
                        aby takich histerii uniknąć. Dzieci są inteligente - bardzo szybsko
                        się uczą - to nie działa, nikt na mnie nie zwraca uwagi. I z
                        histerii wyrastają. Stosując kary, pscyhiczne czy fizyczne tylko
                        histeryczne zachowania utrwalasz.
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:59
                          A teraz pomyśl o kubełku zimnej wody na rozgrzane ciało. Jak ta woda
                          wpływa Ci za koszulkę, cieknie po rozgrzanych plecach, zmoczona
                          koszulka oblepia Ci ciało przez co niezbyt wysoka temperatura w
                          pomieszczeniu staje się dużo bardziej odczuwalna. Dziecko szybko
                          załapie że histeria skończy się dla niego zimną kąpielą, która do
                          przyjemności nie należy. Ja wolałem metodę dużo łagodniejszą -
                          łapałem dzieciaka za bety, podnosiłem do góry i prostowałem rękę na
                          tyle żeby nie mogła mnie dosięgnąć kończynami. I tak sobie majtała
                          nimi w powietrzu a ucisk był coraz bardziej dokuczliwy. Szybko jej
                          mijała histeria i złość i w ogóle świat stawał się dla niej
                          lepszy smile Bez bólu i bez przemocy.
                          • nangaparbat3 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:35
                            A ja miałam w pewnym sensie podobny sposób na spadek nastroju: podskakiwała tak,
                            zeby nóżkami objąć moją talię, puszczała raczki i przeginała sie do tyłu i w
                            doł, a ja, trzymajac jej nózki, kręciłam się z nią w kołko, najszybciej jak
                            umiałam - taka karuzela. To sie nazywało "wskok na matkę" i leczyło wszystkie
                            smutki.
                            Jedna roznica: ona sama musiala tego aktywnie chciec i wskoczyć - to byla jej
                            decyzja.
                            • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:49
                              > Jedna roznica: ona sama musiala tego aktywnie chciec i wskoczyć -
                              > to byla jej decyzja.

                              A jak nie chciała?
                              Wiesz, zimna woda to nie zawsze była jako terapia. Jak latem myję
                              samochod przy pomocy węża i dzieciaki znajdą się w jego zasięgu to
                              ich polewam. Efekt jest taki że celowo podchodzą bliżej żeby być
                              polane po czym z wrzaskiem uciekają i mają świetną zabawę.
                      • marghe_72 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 21:51
                        acorns napisał:

                        > > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie
                        podgrzewać,
                        > > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                        > > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.
                        >
                        > A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół
                        godziny
                        > to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie
                        pomyśl
                        > że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                        > głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                        > innych byś chciała katować swoim dzieckiem.


                        Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż dziecka to
                        chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 22:08
                          > Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż dziecka
                          > to chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.

                          No oczywiście najlepiej mieć wszystko i wszystkich w dupie bo
                          dzieciak jest najważniejszy a sąsiad ma godzinami wysłuchiwać pisków
                          i wrzasków, bo taki jego los, bo to jego wina że rodzice naczytali
                          się pseudopsychologicznych bzdur i pozwalają dziecku wyładować
                          emocje (czyli całymi godzinami wyć, piszczeć, wrzeszczeć, rzucać
                          zabawkami, tupać, ryczeć). Czy dzieciak będzie przez to szczęśliwszy
                          że 2,5 godziny będzie wył? Czy też może będzie szczęśliwszy jak
                          przez te 2,5 godziny będzie się bawił i zapomni że coś tam nie
                          poszło po jego myśli? No ale najlepiej dać mu się wyładować.
                          Najlepiej wtedy jak o 23.35 się obudzi i zachce mu się oglądać bajki
                          i nie da się go przekonać że czas spać. Niech sąsiedzi słuchają
                          przez najbliższe 2 godziny koncertu pod tytułem "JA CHCĘ
                          BAJKEEEEEEEE!!!!!!"

                          • marghe_72 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 22:30
                            acorns napisał:

                            > > Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż
                            dziecka
                            > > to chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.
                            >
                            > No oczywiście najlepiej mieć wszystko i wszystkich w dupie bo
                            > dzieciak jest najważniejszy a sąsiad ma godzinami wysłuchiwać
                            pisków
                            > i wrzasków, bo taki jego los, bo to jego wina że rodzice naczytali
                            > się pseudopsychologicznych bzdur i pozwalają dziecku wyładować
                            > emocje (czyli całymi godzinami wyć, piszczeć, wrzeszczeć, rzucać
                            > zabawkami, tupać, ryczeć).

                            a gdzieś Ty wyczytał, że rodzice pozwalają wyć, kopać itp godzinami?
                            Spróbuj się skupić i przeczytać to co inni tu piszą. Może zrozumiesz.
                      • gaja78 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 12.01.08, 12:23
                        acorns napisał:

                        > > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                        > > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                        > > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.
                        >
                        > A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół godziny
                        > to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie pomyśl
                        > że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                        > głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                        > innych byś chciała katować swoim dzieckiem.

                        A próbowałeś dziecko po prostu przytulić po tej półgodzinnej rozgrzewce ?
                        Zapytać o co chodzi spokojnym głosem ? Tłumaczyć ciepło że nie może dostać tego
                        o co walczy z takich a nie innych powodów ? Dać do zrozumienia, że nie jesteś
                        zły na to, że dziecko nie radzi sobie ze swoją histerią ?
                  • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:40
                    Acorns, między tłumić emocje a radzić sobie z emocjami jest
                    kolosalna różnica. Ci co rozwalają komuś głowę o mur, prawdopodnie
                    kiedyś byli dziećmi, które przyżywały emocje i nienauczono je sobie
                    z nimi radzić. Może właśnie miały mamę, która widząc ich histerię
                    sama była przerażona i wsadzał im głowę pod kran. Dziecko też
                    człowiek. Pewnie, że tak. Jego socjalizacja ma mu pomóc funkcjonować
                    w społeczeństwie. Nauka ponowania nad emocjami jest trudna.
                    Wychowanie jest kolosalną pracą. W wychowaniu nie chodzi o to, żeby
                    dziecko jak najmniej przeszkadzało rodzicom - bo wtedy najlepiej je
                    starym zwyczajem posłać na wychowanie do niani na wsi. W wychowaniu
                    chodzi o to, żeby dziecko wyrosło na szczęśliwego i umiejącego żyć
                    wśród ludzi człowieka. A do tego niezbęni są mądrzy rodzice, a nie
                    tresura. Dlaczego nie chcesz skorzystać z doświadczen rodziców,
                    którzy znaeźli niezwodny sposób na opanowanie dziecięcych histerii,
                    równocześnie przy zachowaniu szacunku wobec dziecka? Dlaczego nie
                    chcesz zrozumieć, że odpowiadanie agresją na emocjonalne zachowanie
                    małego dziecka uczy tylko tego, że emocje są złe i gdy są dla mnie
                    zatrudne mogę zrobić wszystko, any je wyciszyć?
                    • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:53
                      > Dlaczego nie chcesz skorzystać z doświadczen rodziców,
                      > którzy znaeźli niezwodny sposób na opanowanie dziecięcych
                      > histerii, równocześnie przy zachowaniu szacunku wobec dziecka?

                      Bo to tak jak by gasić pożar poprzez czekanie aż się wszystko spali
                      i ogień sam zagaśnie bo już nie będzie się miało co palić.

                      > W wychowaniu chodzi o to, żeby dziecko wyrosło na szczęśliwego i
                      > umiejącego żyć wśród ludzi człowieka.

                      No to właśnie dlatego trzeba czasem dziecko usadzić. Problem będzie
                      z tymi dwu, trzy, czterolatkami "nie do opanowania". Poszukaj na
                      forum, sporo tego znajdziesz. Rodzice sobie nie radzą a dziecko ma
                      jasny sygnał że to ono rządzi. Ty byś chciała pozwolić dodatkowo na
                      zdemolowanie mieszkania i zakłócanie spokoju sąsiadom w ramach
                      wyładowania emocji. Nie tędy droga. Jeśli dzieciak dostaje histerii
                      to niczego mu nie wytłumaczysz w tym stanie. Dopiero po terapii
                      wodnej oprzytomnieje i można mu wytłumaczyć dlaczego nie będzie
                      malować w przedpokoju tylko np. w kuchni albo nawet niech się
                      rozbierze, wejdzie do wanny i maluje plakatówkami po kafelkach.
                      Dzieciak musi wiedzieć że może naprawdę dużo, ale to nie on o tym
                      decyduje co wolno a czego nie.
                      • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:07
                        acorns napisał:

                        >
                        > Bo to tak jak by gasić pożar poprzez czekanie aż się wszystko
                        spali
                        > i ogień sam zagaśnie bo już nie będzie się miało co palić.

                        Ale jaki jest Twój cel? Uspokoić dziecko natychmiast, kiedy zaczyna
                        histeryzować, tak aby nikt tego nie usłyszał, niezależnie co z nim
                        będzie potem, w jaki sposób sobie z uczuciami będzie radzić, czy
                        spowodować aby nie histeryzowało, tylko rozwiązywało problemy w inny
                        sposób? Wychowanie to proces długofalowy. Jak jest pożar, to możesz
                        go zgasić rozbierając dom na kawałki. Albo po pierwszym pożarze
                        zbudować dom, który nie spłonie tak łatwo.
                        >
                        >
                        > No to właśnie dlatego trzeba czasem dziecko usadzić. Problem
                        będzie
                        > z tymi dwu, trzy, czterolatkami "nie do opanowania". Poszukaj na
                        > forum, sporo tego znajdziesz. Rodzice sobie nie radzą a dziecko ma
                        > jasny sygnał że to ono rządzi.

                        Mój syna ma już siedem lat. Radzi sobie doskonale. Mamy bardzo dobre
                        relacje. Dobrze wie, kiedy moje zdanie jest nieodwołalne.

                        Jeśli dzieciak dostaje histerii
                        > to niczego mu nie wytłumaczysz w tym stanie. Dopiero po terapii
                        > wodnej oprzytomnieje.

                        Nic nie tłumaczyłam. Szłam do innego pokoju, zostawiając go samego.
                        Oprzytomniał bardzo szybko bez żadnej "terapii". Histerie przestały
                        być problem, gdy się upewnił, że NIGDY w ŻADNEJ SYTUACJI nic w ten
                        sposób nie zyska.


                        > Dzieciak musi wiedzieć że może naprawdę dużo, ale to nie on o tym
                        > decyduje co wolno a czego nie.

                        Nie zgadzam się z tym. Dziecko powinno podejmować decyzje na miarę
                        swojego wieku. Jak w inny sposób ma się tego nauczyć? Zawsze
                        będziesz decydować za niego? Gdy koledzy poczęstują go piwem też?
                        Gdy pan pod blokiem zaprosi do samochodu po cukierka też?
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:44
                          > Ale jaki jest Twój cel? Uspokoić dziecko natychmiast, kiedy
                          > zaczyna histeryzować, tak aby nikt tego nie usłyszał

                          Nie dopuścić do histerii. Potem jak będzie starsze to nie będzie
                          histeryzować bo zrozumie więcej. Małe dziecko histeryzuje bo nie
                          rozumie.

                          > Nie zgadzam się z tym. Dziecko powinno podejmować decyzje na miarę
                          > swojego wieku

                          A jakie decyzje może podejmować typowy trzylatek? To znaczy jakieś
                          tam może, ale na pewno nie wszystkie jego pomysły można wcielić w
                          życie. Jeśli tłumaczenienie pomaga, dzieciak zaczyna histeryzować i
                          nakręca się coraz bardziej to masz dwa wyjścia:

                          a) albo zostawić go samego i pozwolić mu się wyszaleć co może trwać
                          i dwie godziny i dłużej a biedni sąsiedzi muszą słuchać pisków,
                          wrzasków, wycia i tupania.

                          b) polać zimną wodą żeby oprzytomniał i jeszce raz mu wytłumaczyć
                          dlaczego czegoś tam zrobić nie może i co może zrobić zamiast tego.

                          Z malowaniem też miałem różne akcje. Zazwyczaj kończyło sięto
                          czyszczeniem dywany, mebli, podłogi, ściany i Młodej z plakatówki.
                          No to puszczałem wody do wanny po kostki, rozbierałem Młodą,
                          wsadzałem do wanny i sobie malowała po kafelkach łapami. A jak miała
                          jeszcze jakąś koleżankę do tej zabawy to już w ogóle było super bo
                          malowały się nawzajem, jak były starsze to robiły sobie różne
                          kolorowe fryzury tymi plakatówkami i w ogóle miały zajebistą zabawę.
                          Ja nie jestem zwolennikiem tylko i wyłącznie opanowania histerii.
                          Zawsze mówiłem czego nie wolno i z jakiego powodu a co wzamian
                          wolno. Jeśli w trakcie tego tłumaczenia pojawił się System Error w
                          postaci wycia itp., to panienka miała twardy Reset w postaci np.
                          zimnej wody i tlumaczyłem od nowa smile
                          • srebrnarybka Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 19:34
                            "Nie dopuścić do histerii."
                            - jeżeli wyjące dziecko wleczesz pod kran, to już dopuściłaś do
                            histerii.
                            "albo zostawić go samego i pozwolić mu się wyszaleć co może trwać
                            > i dwie godziny i dłużej a biedni sąsiedzi muszą słuchać pisków,
                            > wrzasków, wycia i tupania"
                            - dwie godziny będzie trwało za pierwszym razem, a i to można
                            krócej, jeśli w domu panują konsekwentne zasady i dziecko wie, że
                            niczego nie wymusi.
                            "Z malowaniem też miałem różne akcje. Zazwyczaj kończyło sięto
                            > czyszczeniem dywany, mebli, podłogi, ściany i Młodej z plakatówki."
                            - dlatego lepiej mieć jedno, stałe stnowisko do malowania,
                            odpowiednio zabezpieczone i jasne zasady, że maluje się tylko tam.
                  • sir.vimes Ech, Acorns 08.01.08, 18:02
                    dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                    > je do woli zamiast nauczyć je tłumić.

                    Może po to by nauczyło się SAMO nad nimi panować bo inaczej ma spore szanse na
                    zostanie sterowanym zewnętrznie niedocofem, który bez rodzicielskiego bata (czy
                    wiaderka z wodą) nad głową bedzie złość rozładowywał poprzez kopanie ciężkimi
                    buciarami tudzież straszenie własnych dzieci?
                    • acorns Re: Ech, Acorns 08.01.08, 18:52
                      > Może po to by nauczyło się SAMO nad nimi panować

                      A jak się nauczy jeśli nie rozumie? Jak zrozumie jeśli jest głuche
                      na jakiekolwiek argumenty? Dzieciaki tak mają ze jak się nakręcą i
                      tak wyją to w pewnym momencie zapominają dlaczego wyją, ale wyją
                      dalej. Dlatego trzeba to przerwać i wytłumaczyć dziecku żeby
                      zrozumiało póki jeszcze pamięta o co chodzi.
                        • marghe_72 Re: Ech, Acorns 08.01.08, 21:56
                          srebrnarybka napisała:

                          > Ja się nie będzie zwracać uwagi na wycie, to szybciej przestanie
                          wyć
                          > i rzeczywiście nauczy się panować, a nie zamykać się ze strachu.


                          Bingo
                          Podsumowując - chodzi o to, nauczyło się jak sobie RADZIĆ z emocjami
                          a nie jak je tłumić.
                  • krwawakornelia tak, tak, tak 08.01.08, 21:19
                    Emocje sa najwazniejsze na swiecie. Steruja dokladnie wszystko,
                    kazda decyzje jaka podejmujesz swiadomie badz nie swiadomie
                    podejmujesz pod wplywem przezytych swiadomie lub nie emocji.

                    kazde Twoje dzialanie jest tym uwarunkowane.

                    Wiele chorob jest powiazanych z nieprzezytymi emocjami, z ktorymi
                    czlowiek sobie jakos tam nie radzi.
                    Takze twoje pytanie bylo skierowane na forum pod wplywem jakis tam
                    emocji.
                  • gaja78 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 12.01.08, 12:21
                    acorns napisał:

                    > Czy emocje są najważniejsze na świecie? Czy to jakieś sacrum? Bo nie
                    > rozumiem dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                    > je do woli zamiast nauczyć je tłumić. A ciekawe co taki zwolennik
                    > nietłumienia emocji zrobi jak np. ja nie będę tłumił w sobie emocji
                    > a on mi się pierwszy pod rękę nawinie i rozwalę mu łeb o mur a
                    > następnie go skopię ciężkimi buciorami bo jestem zły, bo nie
                    > dostałem tego co chciałem i muszę gdzieś te negatywne emocje
                    > wyładować? A takich jak ja będzie znacznie więcej. Dziecko też
                    > człowiek i ma się zachowywać jak człowiek czyli panować nad
                    > emocjami. Terepia wodna mu świetnie w tym pomoże. Nawet dwulatek
                    > żyje między ludźmi i sąsiedzi niekoniecznie muszą mieć ochoty na
                    > słuchanie jego wrzasków, pisków, tupania i wycia. Trzeba go uczyć
                    > opanowywać złość.

                    Acorns, człowiek dorosły, który nie radzi sobie z emocjami, to człowiek który w
                    dzieciństwie był zmuszany do tłumienia emocji.

                    To jest bardzo podstawowa wiedza na temat psychologii człowieka, sięgnij po
                    pierwszy lepszy podręcznik z tej dziedziny. Doprawdy twoje teorie jakoby
                    dziecko, którego nie nauczysz tłumienia emocji, nie będzie panowało nad nimi
                    jako dorosły, są świadectwem niesamowitej ignorancji sad
    • milenium5 Re: terapia wodna 07.01.08, 18:28
      Dla mnie to jakiś koszmar i sadyzm. Zimną wodą? Po twarzy? Ile lat
      ma to biedne dziecko? Nie pozwalasz malować w przedpokoju i już nie
      pozwalasz. Histeryzuje? Niech sobie histeryzuje, nauczy się szybko,
      że histerie nic nie zmienią i Twoje zdanie jest ostateczne. A czego
      się nauczyło w tej sytuacji? Że mama jest silniejsza i jak się jej
      coś niepodoba to może zrobić krzywdę? Że trzeba być ostrożnym i
      mamie nie można ufać? A Ty jak się czułaś, gdy traktowałaś ją tą
      wodą? Gdy czytam takie historie to za każdym razem się przekonuję,
      że na posiadanie dzeci powinny być wydawane licencje.
      • mili_vanili j.w. 11.01.08, 19:18
        smutne i przerażajace...

        Powinny być obowiązkowe kursy radzenia sobie z dziećmi, bo jak
        patrzę na metody wychowawcze rodziców lub w ogóle brak podstawowych
        umiejetnosci radzenia sobie w sytuacjiach konfliktowych to serce mi
        sie kraje.

        Ile dzieci wychowywanych jest takimi lub podobnymi metodami?!
        Po cichu liczę, że to troll..
        • fogito Re: j.w. 13.01.08, 12:42
          Przeczytalam i za glowe sie zlapalam po raz kolejny. Obawiam sie
          jednak, ze to nie troll, tylko srednia krajowa.
          Pani, ktora polewa twarz dziecka zimna woda powinna isc na terapie
          psychologiczna razem z mezem, ktory to dziecko do lazienki zanosi.
          Moze pomoga jej elektrowstrzasy albo woda z weza.
          I po raz setny prosze nie utozsamiajcie wychowania bezstresowego -
          cokolwiek by to nie bylo - z wychowaniem bez przemocy.
          Moj syn ma juz cztery lata, nie byl i nie bedzie bity, polewany
          zimna woda ani zadna z tych nazistowskich metod nie zostanie
          zastosowana.
          Wszyscy rodzice znecajacy sie nad dziecmi powinni zostac objeci
          opieka spoleczna i nadzorem kuratora.
          Zalamka i zal serce sciska po co niektorym ludziom dzieci - chyba,
          zeby mieli sie nad kim wyzywac.
          • krwawakornelia ja dobiegam 30tki 13.01.08, 12:52
            nie bylam i nie bede bita smile
            Dzieci moje tez, a wystarczyloby odrobina empatii.
            Tylko ze ci rodzice, ktorzy stosuja takie metody, nie sa empatii
            nauczeni i prawdopodobnie tez byli podobnie molestowani w
            dziecinstwie.
          • srebrnarybka Re: j.w. 13.01.08, 15:29
            Dziękuję rozsądnym osobom za potępianie "terapii", ale cały czas nie
            rozumiecie podstawowego problemu. Chodzi mi o to, że owa "terapia",
            uznana za środek humanitarny i godny cywilizownych rodziców, jest
            przeciwstawiona potępianym klapsom, które uznane są za rzecz
            niegodziwą. Nie zalecam klapsów, ale chcę pokazać, że
            rzekomo "bestressowe" wychowanie bez kar w rzeczywistości zakłada
            bardzo okrutne kary, moim zdaniem okrutniejsze niż tradyjne klapsy.
            Ale okrucieństwo tych kar ostało zamaskowane przez użycie
            słowa "terapia". I to oburza mnie najbardziej.
            • fogito Re: j.w. 13.01.08, 15:58
              Zwal jak zwal. Dla mnie klapsy i 'terapia' wodna sa niedopuszczale w
              rownym stopniu. I na pewno oblewanie woda nie jest bardziej
              humanitarne niz klaps. To tylko zludzenie.
              Ja w sytuacjach kryzysowych proponuje dziecku ciepla kapiel dla
              rozluznienia atmosfery i nawet jak wrzeszczy w nieboglosy to sie
              zgadza. Mnie osobiscie kapiel tez relaksuje i uwazam to za bardziej
              cywilizowana forme uspokajania niz polewania zimna woda. Takie
              procedury podpadaja pod przemoc domowa i naprawde nie ma sie czym
              chwalic na forum, ze ktos znalazl 'zloty srodek' na histerie
              dziecka. Rownie skuteczne byloby prawdopodobnie wrzucenie nago w
              zaspe sniegu albo do przerebli.
            • nangaparbat3 Rybko 13.01.08, 16:50
              Terapia wodna, podobnie jak cała masa innych okrutnych i wyrafinowanych kar
              (psychicznych) jest narzedziem rodziców, którzy wiedzą, że bicie jest "be", ale
              w zaden sposób nie umieja wychowywać dziecka nie uciekajac się do przemocy.

              Co do hipokryzji: "terapia wodna" tak, klaps - nie - masz moją pełną zgodę.

              Ale nie opowiadaj, ze ma to cokolwiek wspólnego z "bezstresowym wychowaniem", to
              temat na osobną dyskusję (były tu takie), zostawmy go w spokoju.
              A juz na pewno nie chowa "bezstresowa" matka, dla której nie do pomyslenia jest,
              by dziecko malowalo w przedpokoju smile
              • srebrnarybka Re: Rybko 13.01.08, 17:07
                A juz na pewno nie chowa "bezstresowa" matka, dla której nie do
                pomyslenia jest
                > ,
                > by dziecko malowalo w przedpokoju smile
                - a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody? Niestety
                nie znamy dokładniej okoliczności tego zdarzenia, bo autorka wątku
                napisała tylko jedno zwięzłe zdania i bliżej sprawy nie objaśniła,
                bo już więcej się nie odezwała, więc nie znamy wszystkich
                okoliczności i nie możemy ocenić, na ile zakaz był uzasadniony.
                Natomiat w różnych opisach wychownia bezstressowego mówi się, że ma
                ono się odbywać bez kar (nie mówię o przemocy, bo kara nie musi
                oznaczać przemocy). Więc wystarczy karę nazwać terapią i już
                wychowujemy bezstressowo, a sens pozostaje ten sam. I o tę obłudę
                cały czas mi chodzi.
                • sir.vimes Re: Rybko 14.01.08, 12:39
                  > - a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                  > albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                  > schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody?

                  Chyba podstawą jest odróżnianie sytuacji niebezpiecznych dla dziecka (palniki) i
                  naruszającej prawa innych ludzi (malowanie rozłożone na klatce schodowej) od
                  sytuacji, które nam sie zwyczanie nie podobają.

                  Z dzieckiem tez czasem trzeba iść na kompromis - sytuacja w której jedyną zasadą
                  jest "to się podoba/nie podoba mamie" jest moim zdaniem zła.
                  Bo albo dziecko nauczy sie, ze moralne jest to co lubi jego mama, albo nauczy
                  się, ze podobanie się dorosłym jest prioryteowe. I jeden i drugi wariant nie
                  napawa mnie zachwytem...

                  Więc wystarczy karę nazwać terapią i już
                  > wychowujemy bezstressowo, a sens pozostaje ten sam. I o tę obłudę
                  > cały czas mi chodzi.

                  Tak , to jest chore.
                  ja jestem przeciwna wychowaniu bez kar - ale uważam, ze najczęściej najlepszą
                  karą są konsekwencje danego czynu (nie zjem obiadu przygotowanego przez babcię -
                  będę głodna; nie spakuję torby na basen - nie będę pływać albo będę w pośpiechu
                  wracać do domu po kostium).

                  Obłuda jest tez wymyślanie wyrafinowanych kar nieadekwatnych do przedsięwzięcia
                  a nie pozwolenie na poniesienie naturalnych konsekwencji głupiej decyzji (nie
                  zjem - będę głodna, zniszczę - muszę odkupić, nabrudzę - muszę posprzątać).

                  Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu wściekłości -
                  a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości, złości.
                  • srebrnarybka Re: Rybko 14.01.08, 14:36
                    a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                    > > albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                    > > schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody?
                    >
                    > Chyba podstawą jest odróżnianie sytuacji niebezpiecznych dla
                    dziecka (palniki)
                    > i
                    > naruszającej prawa innych ludzi (malowanie rozłożone na klatce
                    schodowej) od
                    > sytuacji, które nam sie zwyczanie nie podobają.
                    - ale dziecko ma prawo tego nie rozumieć. Poza tym nie tylko
                    sąsiedzi mają swoje prawa, mogą je mieć też rodzice. I np. prawem
                    rodziców może być to, że nie brudzi się w innych miejscach niż pokój
                    dziecka, bo oni mają prawo mieć czysty przedpokój i nie sprzątać w
                    nim dodatkowo. Oczywiście takie zasady powinny być jasne, znane
                    dziecku i stałe.

                    Z dzieckiem tez czasem trzeba iść na kompromis - sytuacja w której
                    jedyną zasad
                    > ą
                    > jest "to się podoba/nie podoba mamie" jest moim zdaniem zła.
                    > Bo albo dziecko nauczy sie, ze moralne jest to co lubi jego mama,
                    albo nauczy
                    > się, ze podobanie się dorosłym jest prioryteowe. I jeden i drugi
                    wariant nie
                    > napawa mnie zachwytem...
                    - zgadzam się, z dzieckiem trzeba iść CZASEM na kompromis, ale nie
                    uważam, że ZAWSZE należy spełniać wszystkie zachcianki dziecka. Nie
                    znamy warunków w domu tej osoby, która nie zgodziła się na malowanie
                    na korytarzu, więc nie możemy ocenić, czy było to nieuzasadnione.

                    karą są konsekwencje danego czynu (nie zjem obiadu przygotowanego
                    przez babcię
                    > -
                    > będę głodna; nie spakuję torby na basen - nie będę pływać albo
                    będę w pośpiechu
                    > wracać do domu po kostium).
                    - ja też takie kary uważam za najlepsze. Ale nie wykluczam też
                    innych, byleby nie byly okrutne.

                    Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu
                    wściekłości
                    > -
                    > a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości, złości.
                    - z tym zgadzam się w 100%. Jestem zwolenniczką dość surowego
                    wychowania, ale uważam, że dziecko należy traktować POWAŻNIE. I
                    dlatego zasady panujące w domu muszą być jasne, dziecko musi
                    wiedzieć, kiedy zawiniło i dlaczego, nie można dziecka lekceważyć,
                    jak np. pani, która uznała za nieważne to, że taka zjadł ostatnią
                    parówkę, na którą miało ochotę dziecko. To dla mnie okrucieństwo:
                    tacie łatwiej odmówić sobie smakołyka niż dziecku, poza tym poczucie
                    krzywdy dziecka, pozbawionego parówki, jest znacznie większe, niż
                    wyrzeczenie ojca, gdyby z niej zrezygnował. Na dodatek dziecko
                    doznało tej krzywdy od najbliższej osoby i trudno się dziwić, że
                    wywołąło to u niego wielki atak emocji, z którymi nie mogło sobie
                    poradzić. W ogóle sam płącz i żal nie jest niczym złym, winą może
                    być jedynie obraźliwe odezwanie się do rodziców w trakcie wybuchu
                    żalu (obraźliwe, a nie samo oskarżenie). I oczywiście za to, że
                    dziecko płącze z żalu, nie można go karać, bo to nie jest wina.
                    Jeżeli zasady w domu są jasne i wszyscy ich przestrzegają, to i
                    wybuchy złości będą rzadkie. Jeżeli złóść jest całkiem
                    nieuzasadniona, a dziecko domaga się gwiazdki z nieba, to najlepiej
                    nie zwracać na to uwagi, szybko się nauczy, że nic nie osiągnie.
                    • sir.vimes No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:06
                      można znaleźć , mimo tego przedpokojuwink


                      "uważam, że dziecko należy traktować POWAŻNIE. I
                      dlatego zasady panujące w domu muszą być jasne, dziecko musi
                      wiedzieć, kiedy zawiniło i dlaczego, nie można dziecka lekceważyć,"

                      Dokładnie. Nie można wymagać by dziecko stosowało się do zasad o których nie wie.

                      Nie można wymagać by jak mnich buddyjski nie reagowało emocjonalnie na różne
                      sytuacje (a kary typu "terapia" wodna to karanie za emocje - bo chyba tak
                      naprawdę nawet niedocof nie widzi PRZEWINIENIA w tym, że dziecku jest z jakiegoś
                      powodu przykro, w tym, ze rozpacza , bo czegoś nie dostało). Nazwa "terapia" ma
                      zasugerować brak kary - i jest to brdzo wygodne , bo można karać za coś co nie
                      jest przewinieniem i ze zdziwieniem tłumaczyć, że to przecież nie kara.

                      A to jest kara i to wypaczona - bo to zwyczajna tresura. Wyrażasz złość - do
                      zimnej wody. Wyrażasz żal - do zimnej wody. Wyrażasz smutek - tez do zimnej
                      wody. Nasuwa mi się na bazie znanego hasełka:
                      "Czuj to w domu PO KRYJOMU".


                      • srebrnarybka Re: No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:14
                        Myślę, że dużo wspólnego języka. Ten przedpokój to jest na prawdę
                        szczegół i kwestia zasad panujących w konkretnym domu. Natomiast w
                        całej historii, która stała się zaczynem wątku, nie uważam, że
                        dziecko zasługiwało na karę, tylko przyznałam matce prawo do
                        niezgodzenia się na malowanie na korytarzu. Przy czym dziecko
                        powinno mieć alternatywę, tzn. inną zabawę, a sam żal z powodu
                        zakazu nie jest winą i nie można za to karać, na dodatek okrutnie i
                        obłudnie, nie nazywając tego karą. Na dodatek dziecko przecież wie i
                        czuje, ze zostało ukarane, więc i dla niego ta obłuda jest jasna.
                        • sir.vimes Re: No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:29
                          kwestia zasad panujących w konkretnym domu.

                          Od początku pisałam to samo- ze jest to kwestia zasad i ze zasady ustalają rodzice.
                          Postulowałam tylko by zasady były jasne dla dziecka i by zastanowić się czy
                          wszystkie mają sens (i nie sugeruję, ze jakoś obiektywnie nie mają - dla mnie
                          moga nie mieć , dla kogos mogą mieć i to jest OK).

                          Na dodatek dziecko przecież wie i
                          > czuje, ze zostało ukarane, więc i dla niego ta obłuda jest jasna.

                          Też tak sadzę.
                    • sir.vimes Parówka 14.01.08, 15:12


                      To nie chodzi o to by koniecznie odmówić sobie czegos zawsze na korzyść dziecka.
                      Chodzi raczej o to, że informowanie domowników, że jest tylko jeden smakołyk, na
                      który wszyscy mają ochotę jest jakieś okrutne. Tata moze (jeśli tak koniecznie
                      musi...) zjeść parówkę na kolację, po położeniu dziecka. Może tez pójść po
                      parówki dla całej rodziny do sklepu. Można parówkę przekroić.

                      Nie można zaś tą parówką wymachiwać dziecku przed oczami a potem ja ze smakiem
                      pożreć. Tak samo jak nie zje się jedynego ciastka na oczach gości. Dziecko nie
                      kupuje, nie dysponuje produktami, nie ma wpływu na ilość parówek w domu (gość
                      też) - tata i mama mają.

                      Gdyby dziecko miało alergię, nie jadało parówek - byłaby to zupełnie inna sytuacja.




                      "nie można dziecka lekceważyć,
                      jak np. pani, która uznała za nieważne to, że taka zjadł ostatnią
                      parówkę, na którą miało ochotę dziecko. To dla mnie okrucieństwo:
                      tacie łatwiej odmówić sobie smakołyka niż dziecku, poza tym poczucie
                      krzywdy dziecka, pozbawionego parówki, jest znacznie większe, niż
                      wyrzeczenie ojca, gdyby z niej zrezygnował. Na dodatek dziecko
                      doznało tej krzywdy od najbliższej osoby i trudno się dziwić, że
                      wywołąło to u niego wielki atak emocji, z którymi nie mogło sobie
                      poradzić"
                  • acorns Stan wściekłości 14.01.08, 15:23
                    > Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu
                    > wściekłości - a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości,
                    > złości.

                    Doprowadzenia małego dzieciaka do stanu niekontrolowanej wściekłości
                    może być spowodowane między innymi

                    - mamusia zapaliła światło na klatce schodowej a to dziecko chciało
                    zapalić o czym nie poinformowało wcześniej, w konsekwencji wrzask,
                    ryk, i histeria.

                    - siostra podała koszulkę nocną odwróconą na lewą stronę, w
                    konsekwencji ryk i pisk taki że ktoś mógłby pomyśleć że dziecko jest
                    właśnie ćwiartowane przy pomocy pilarki tarczowej. Taki pokaz swoich
                    możliwości dała czteroletnia siostra mojej dziewczyny.

                    - kanapki nie są na talerzu z Kubusiem Puchatkiem tylko ze Scooby
                    Doo, w konsekwencji ryk, wrzask, histeria.

                    Jak myślisz, czy można to wszystko kontrolować i przewidzieć kiedy
                    dzieciakowi odwali i będzie wył przez 2 godziny o jakąś pierdołę? I
                    czy uważasz że lepiej będzie dla niego 2 godziny wycia czy 5 minut
                    wycia, bliski kontakt z zimną wodą, 10 minut na uspokojenie do
                    końca, zapomnienie o całej sprawie i godzina 45 minut zabawy?
                    • sir.vimes Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:30
                      Piszę o doprowadzaniu dziecka do wściekłości - nie o nieprzewidywalnych
                      reakcjach dziecka na różne sytuacje.

                      Moze bedziesz uważniej czytał? Bo piszesz o czymś zupełnie innym...
                    • sir.vimes Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:32
                      "czy uważasz że lepiej będzie dla niego 2 godziny wycia czy 5 minut
                      wycia, bliski kontakt z zimną wodą, 10 minut na uspokojenie do
                      końca, zapomnienie o całej sprawie i godzina 45 minut zabawy?"

                      A nie lepiej uspokoic dziecko bez użycia brutalnych metod a potem bawić się
                      godzinę i 45 minut?

                      Chyba, ze rodzic nie umie. Wtedy rzeczywiście "wygodniej" jest sklapsować czy
                      polać wodą. Ale nie wygodniej i lepiej dla dziecka tylko dla nieumiejetnego rodzica.
                      • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:42
                        > A nie lepiej uspokoic dziecko bez użycia brutalnych metod a potem
                        > bawić się godzinę i 45 minut?

                        No dobrze. Sytuacja wygląda tak - dziewczynka 4 letnia miała się
                        przebrać w koszulę nocną i pójść spać. Nie protestowała, ale nie
                        wiedziała gdzie ma koszulę nocną. Siostra znalazła koszulę i jej
                        podała. Koszula była na lewą stronę. Wystarczyło przekręcić co
                        dziewczynka potrafi od dłuższego czasu. Jak zobaczyła że koszula
                        nocna jest na lewą stronę zaczęła ryczeć, a następnie piszczeć i
                        wrzeszczeć i to tak że nie było można zrozumieć o co jej chodzi.
                        Siostra próbowała ją uspokoić, ale próba podejścia do niej kończyła
                        się kopaniem i biciem wszystkimi możliwymi kończynami i przeraźliwym
                        wrzaskiem "zostaw mnie" i piskiem przy jakiekjkolwiek próbie
                        dotknięcia jej. A teraz podaj sposób na uspokojenie tej dziewczynki.
                        • sir.vimes Przez siostrę? 14.01.08, 16:05
                          Nie podam, bo to nie siostra powina ponosić konsekwencje zachowania tej małej i
                          ispokajać ją.

                          Przez rodziców?

                          Radziłam sobie z takimi sytuacjami przez "przedarcie sie" przez strefę kopiacych
                          kończyn, utulenie dziecka (aż się uspokoi czyli około 4-6 minut) a potem, w tym
                          wypadku to podwójnie ważne, ROZMOWĘ na temat samej sytuacji, zachowania. Należy
                          tez ustalic kto kogo i ZA CO powinien przeprosić. W tym wypadku rodzice powinni
                          zająć się też czule druga dziewczynką.

                          Jeżeli dziecko mocno kopie - warto zostawic je samo na kilka minut - ryknie
                          sobie, rzuci lalką - a potem można zastosować czułość i przytulenie.

                          Cała operacja - 10 minut.

                          • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:21
                            Jej siostra a moja dziewczyna zajmuje się nią cały czas. Rodzice
                            najczęściej nie są w stanie a jak są to i tak nie potrafią. Ta
                            dziewczynka ogólnie jest w porządku tylko czasem jej odwala. Nikt
                            jej nie będzie tulił i pieścił w sytuacji gdy na to nie zasługuje.
                            Dziecko powinno znać zasady panujące w domu i w życiu. Rykiem,
                            wrzaskiem, kopaniem i gryzieniem raczej sobie niczyjej sympatii nie
                            zaskarbi. I ona dobrze o tym wie
                            • srebrnarybka Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:26
                              Jeżeli rodzice się nie zajmują czterolatką, bo nie są w stanie, i
                              robi to siostra, to dziecko ma najwyraźniej spory problem ze sobą i
                              dlatego zasady panujące w domu powinny być dla niej jeszcze bardziej
                              jasne i trwałe. I dlatego np. sprawa kubków: niech ma jeden,
                              ukochany, bo wtedy świat jest prosty, a nie 15. Poza tym nie
                              wykliczam, że ona tymi krzykami usiłuje zwrócić uwagę na poważny
                              problem, jaki ma, czyli taktyczn brak rodziców. I zamiast ją karać
                              za to, że krzyczy, należy pójść do psychologa i zastanowić się, jak
                              tę lukę w jej życiu zrekompensować.
                              • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:36
                                > I zamiast ją karać za to, że krzyczy, należy pójść do psychologa i
                                > zastanowić się, jak tę lukę w jej życiu zrekompensować.

                                I co da psycholog? Zastapi jej rodziców którzy chlają i się
                                awanturują? Rekompensujemy jak możemy. Rodzice jak wpadną w ciąg to
                                i miesiąc czasu nie trzeźwieją i co z tym zrobi psycholog?
                                Dziewczynka musi się z tym pogodzić bo nie ma wyjścia.

                                > dlatego zasady panujące w domu powinny być dla niej jeszcze
                                > bardziej jasne i trwałe. I dlatego np. sprawa kubków: niech ma
                                > jeden, ukochany, bo wtedy świat jest prosty, a nie 15

                                Zasady panujące w domu są bardzo jasne, a posiadanie przez nią
                                jednego ukochanego kubka oznaczałoby rozpacz po jego stracie.
                                Dziewczynka jest strasznie ofermowata i wcześniej czy później
                                (prędzej wcześniej niż później) kubek pójdzie w drobiazgi. Ta akcja
                                z koszulą nocną to był taki pokaz z serii jednorazowych. to nie
                                zdarza się regularnie. Prawdę mówiąc sam nie wiem co jej odwaliło
                                wtedy.
                            • sir.vimes Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:35
                              Aaa... chodzi o dorosłą kobietę, nie o drugie dziecko...

                              W takim razie można by się spodziewać , ze poradzi sobie z taką małą dziewczynką...

                              Nikt
                              > jej nie będzie tulił i pieścił w sytuacji gdy na to nie zasługuje.

                              Na przytulanie i ramiona matki (siostry, ojca, nbabci) nie trzeba zasłuzyć -to
                              nie nagroda, to zaspokajanie podstawowej potrzeby dziecka, takiej jak głód.

                              Jeść tez nie dostaje jeśli nie zasłuży?
                              • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:42
                                > Na przytulanie i ramiona matki (siostry, ojca, nbabci) nie trzeba
                                > zasłuzyć -to nie nagroda, to zaspokajanie podstawowej potrzeby
                                > dziecka, takiej jak głód.

                                Masz rację. Jednak zakładamy że kopiące dziecko które
                                wrzeszczy "zostaw mnie, nie dotykaj mnie" nie chce być przytulone.
                                Podobnie jak nie chce być polane zimną wodą. I jedno i drugie to w
                                pewnym sensie przemoc w takiej sytuacji.
                                • sir.vimes Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:49
                                  Jednak zakładamy że kopiące dziecko które
                                  > wrzeszczy "zostaw mnie, nie dotykaj mnie" nie chce być przytulone.
                                  > Podobnie jak nie chce być polane zimną wodą. I jedno i drugie to w
                                  > pewnym sensie przemoc w takiej sytuacji.

                                  OK, tak zakładacie.

                                  I wybieracie zimną wodę.
                        • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:06
                          I. Jeżeli dziewczynka zawsze dostaje koszule na lewą stronę i sama
                          prekręca, wybuch histerii jest rzeczywiście niezrozumiały.
                          II. Jeżeli dostaje na prawą strnę, mimo, że umie przewinąć, to
                          należało jej tak podać i nie doprowadzać do ataku wściekłości.
                          III. Sposób na uspokojenie: w obu wypadkach przewrócić koszulę na
                          lewą stronę i wyjść z pokoju. Jak dziecko nie będzie miało
                          publiczności, wypłacze się i przestanie wściekać.
                          Przy czym przypuszczam, jeśli nie wiedziała, gdzie jest koszula i
                          zajmowała się nią siostra, że to była jakaś sytuacja nietypowa,
                          rodzice wyjechali czy coś takiego, oczywiście to się zdarza i nie
                          jest niczym nadzwyczajnym, ale też wymaga większej wyrozumialości.
                          • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:26
                            No nie przesadzaj z tą nietypową sytuacją. Siostra się zajmuje nią
                            od zawsze, czasami też ja. Jak ja się nią zajmuję to nigdy mi nie
                            urządza scen, a siostrze urządza dość często. Przy mnie bawi się
                            spokojnie i przez cały dzień nie rozpłacze się ani razu. Przy
                            siostrze zawsze jest marudzenie, jęczenie itp. Zasady współpracy ze
                            mną zna doskonale. Ze mną można bardzo wiele, ale nie wolno
                            przeginać pały bo jak się przegnie to konsekwencje będą przykre. A
                            nikt jej koszulki na drugą stronę nie będzie przekręcał ani jej w
                            nią przebierał bo sama umie to zrobić bardzo dobrze.
                    • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:49
                      Doprowadzenia małego dzieciaka do stanu niekontrolowanej wściekłości
                      może być spowodowane między innymi

                      - mamusia zapaliła światło na klatce schodowej a to dziecko chciało
                      zapalić o czym nie poinformowało wcześniej, w konsekwencji wrzask,
                      ryk, i histeria

                      - jeżeli zapalanie przez dziecko światła na klatce schodowej jest
                      elementem pewnego rytuału, to dziecko ma prawo się wściec, bo
                      lekceważy się zwyczaj, który dla niego jest ważny, a dla rodziców
                      oczywiście mało istotny. Dlatego lepiej albo nie doprowadzać do
                      powstanie takiego rytuału, tzn. jak dziecko nauczyło się zapalać
                      światło, nie wprowadzać zwyczaju, że zwykle ono zapala, a jeżeli tę
                      czynność dziecku powierzymy, to trzymać się tego konsekwentnie.

                      - siostra podała koszulkę nocną odwróconą na lewą stronę, w
                      konsekwencji ryk i pisk taki że ktoś mógłby pomyśleć że dziecko jest
                      właśnie ćwiartowane przy pomocy pilarki tarczowej. Taki pokaz swoich
                      możliwości dała czteroletnia siostra mojej dziewczyny.
                      - słusznie, bo koszulka nie powinna być odwrócona na lewą stronę.
                      Trzeba przewrócić na właściwą.

                      - kanapki nie są na talerzu z Kubusiem Puchatkiem tylko ze Scooby
                      Doo, w konsekwencji ryk, wrzask, histeria.
                      - słusznie, jeżeli dziecko ma stały talerzyk, do którego jest
                      przyzwyczajone, powinno na nim dostawać jeść.

                      Uznanie przez Ciebie tych rzeczy za nieważne świadczy o lekceważeniu
                      dziecka. Dla dziecka one są niezwykle ważne, a ich przestrzegania
                      nie wymaga znowu niezwykłego poświęcenia ze strony dorosłych.
                      Dziecku można na wiele rzeczy nie pozwalać, ale zasady muszę mu być
                      znane, i nie można go LEKCEWAŻYĆ. Dziecko w opisanych przykładach
                      jest często lekceważone i dlatego histeryzuje. Proponuję zacząć
                      traktować je poważniej, wtedy histerie będą rzadsze.
                      • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:09
                        Czyli zasady postępowania z dzieckiem można opisać w 2 punktach:

                        1. Dziecko zawsze ma rację
                        2. Jeśli nie ma racji, patrz p. 1

                        Wspomniana przeze mnie czterolatka potrafi się sam ubrać, rozebrać a
                        także odwrócić sobie ciuch na stronę właściwą. Nie wiem co jej wtedy
                        odwaliło i ogólnie mało mnie to obchodzi. Nie moje dziecko. Akurat
                        tam miałem ten komfort że to było w domu jednorodzinnym i mogłem
                        panienkę olać i jej wrzaski bo gardełko czterolatki nie ma szans z
                        moim wzmacniaczem i kolumnami. Ja sobie lekko podkręcę muzę i już
                        dzieciaka nie będę słyszał i niech się tam drze ile wlezie aż w
                        końcu się zmęczy i zaśnie i to jej problem czy w ubraniu czy na
                        golasa czy przyjdzie jej do łba żeby zamiast drzeć ryja to
                        poświęciła kilka sekund na odwrócenie łacha na drugą stronę. No ale
                        co robić w bloku? Ludzie wieczorem chcą odpocząć po pracy, film
                        obejrzeć jakiś a nie słuchać mojej muzyki albo wrzasków czterolatki.

                        > - słusznie, jeżeli dziecko ma stały talerzyk, do którego jest
                        > przyzwyczajone, powinno na nim dostawać jeść.

                        No ale jak ma kilka talerzyków i kubków i na każdym z nich je to co
                        wtedy? Czy rodzic ma za każdym razem pytać na jakim chce talerzyku,
                        w jakim kubeczku, a czy łyżeczka srebrna czy złota, a na którym
                        krzesełku chce siedzieć a śliniaczek w kwiatki czy w motylki. Toco w
                        takim razie zrobić jak się ma sześcioro dzieci?

                        Dzieciaka trzeba czasem ustawić do pionu i tyle. Inaczej będzie
                        wrzask o wszystko. Dzieciak musi wiedzieć że nie zawsze jego
                        potrzeby są najważniejsze i tyle. Im szybciej to zajarzy tym lepiej
                        dla niego.
                        • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:22
                          nie napisałam, że dziecko ma zawsze rację. Wręcz przeciwnie, w tym
                          wątku muszę odpierać oskarżenia o sadyzm, bo ośmieliłam się napisać,
                          że dziecko moża karać. Ale nie o to chodzi. Z opisanych przez Ciebie
                          przykładów wynika, że dziecko jest chowane w domu, gdzie nie ma
                          jasnych zasad funkcjonowania i dlatego próbuje wywalczyć swoje
                          krzykiem. Choćby kubeczki: lepiej niech ma jeden, swój, ukochany i
                          będzie go dostawać zawsze, ale trzeba wtedy pilnować, a nie 15 i
                          wtedy samo nie wie, na którym ma jeść. Większości opisanych tu
                          awantur można było uniknąć.
                          • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:40
                            Przykład z talerzykiem dotyczył zupełnie innego dziecka a ten ze
                            światłem na klatce to pojawił się w którymś z wątków na forum i mi
                            się teraz przypomniał jako dobry przykład na to co potrafi wywołać u
                            dziecka atak furii.

                            Wracając do tematu koszuli nocnej, to naprawdę nie chodzi o to że
                            jej się chciało czy o to że nie umie odwrócić a nikt jej tego nie
                            chce zrobić. Przecież mogła poprosić o to a nie od razu taki wybuch
                            i jazda na maxa. Nie sądzę żeby ktokolwiek z obecnych tam kilku osób
                            odmówił jej jakby poprosiła.
                            • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:57
                              Odpowiadam zbiorczo na trzy chyba posty w sprawie siostrzyczki
                              Twojej dziewczyny.
                              1. Wyrazy uznania dla Twojej dziewczyny i Ciebie, że zajmujecie się
                              małą.
                              2. Psycholog nie zastąpi rodziców. Ale mała ze względu na nietypową
                              i niezawinioną przez nią sytuację może być dzieckiem trudniejszym w
                              wychowaniu, niż dziecko, które ma odpowiedzialnych rodziców. Więc
                              dlatego warto poradzić się psychologa, jak postępować z małą. Będzie
                              to z pożytkiem i dla niej, i dla Was, bo zmniejszy liczbę
                              potencjalnych trudności.
                              3. Jeżeli przy Tobie nigdy nie zdarzają się ataki wściekłości, a
                              przy Twojej dziewczynie często, to może powinniście zastanowić się,
                              czym jej zachowanie różni sie od Twojego, bo widocznie jej
                              zachowanie, przy najlepszej woli, ma w sobie jakiś element, który
                              wyzwala takie reakcje. A może to nie jakaś cecha zachowania Twojej
                              dziewczyny, tylko to, że mała czuje się z nią bliżej i łatwiej
                              ujawnia przed nią emocje nagromadzone wskutek tego, że jest
                              zaniedbywana przez rodziców. W tym może Wam pomóc psycholog.
                              4. Co do kubków - jak stłucze ukochany - kupi się jej następny.
                              Natomiast jeśli teraz ma 15, to nie ma żadnego ulubionego, a to jest
                              naprawdę ważne. Tak jak dla mnie jest ważne, żeby spać na swoim
                              łóżku, chociaż często podróżuję i sypiam na innym, ale moje to moje.
                              Życzę wytrwałości
                              • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:59
                                P.S. co do innych opisanych przez Ciebie przykładów, nawet, jeśli
                                one są z sieci, pozostaję przy swojej interpretacji, Jeżeli będzie
                                ona pomocna Tobie i Twojej dziewczynie, to je sobie poczytaj.