Dodaj do ulubionych

o ignorowaniu dzieci

13.01.09, 08:31
mysle ze wielu rodzicow (dziadkow) powinno zapoznac sie z tym artykułem. Stawianie dziecka na piedestale moze mu przyniesc wiecej szkody niz pozytku, a tak wlasnie często postępujemy.

Od jakiegos czasu stosuje podobną zasade jak opisywana w artykule, czyli organizuje sobie "chwile tylko dla siebie" na zasadzie: mama ma teraz urlop! a młody musi sobie zorganizowac jakos ten czas beze mnie.
dziecko.onet.pl/19266,0,0,rodzicu__zignoruj_swoje_dziecko,2,artykul.html
Obserwuj wątek
    • krolowanocy Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 12:40
      nie no, "chwile dla siebie" są potrzebne, ale przez "chwila" rozumiem jakąś godzinę w ciągu dnia i to też nie ciurkiem, tylko podzieloną na mniejsze odcinki czasu.
      ale akurat rano przeczytałam o czymś odwrotnym i nieco mnie to zdegustowało. w sumie: "nie mój cyrk, nie moje małpy", ale żeby trzymać dzieciaka 10 dni z rzędu w przedszkolu? a taki był przypadek jeden. no, to może za chwilę w ogóle otworzyć przedszkola z internatem?
      praca pracą, ale sorry, nie ma tak, że oboje rodzice pracują tak dużo, żeby musieć zostawiać dziecko na noce w przedszkolu.
    • ata99 Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 13:22
      Trochę tego nie rozumiem, forum jest poświęcone MAŁYM dzieciom. Bez sensu jest
      fundowanie sobie dziecka po to tylko, żeby po jakimś czasie ( o to jest pytanie
      -jakim) powiedzieć "mam dosyć idę z kumpelą na ploty". Rozumiem, że artykuł
      dotyczy sytuacji nadopiekuńczości w latach bardziej zaawansowanych. Dziecię ma
      naście lat a mama biega za nim z kanapeczką. Maluch zaś wymaga ustawicznej
      troski, opieki, czy choćby bycia obok, jeśli zapragnie podzielić się z nami
      jakimś swoim spostrzeżeniem. Po to się jest rodzicem, a jeśli ktoś tego nie lubi
      to może powinien się zastanowić przed...Umiar ponad wszystko.
      • krolowanocy Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 14:03
        no niezupełnie, bo 3, 4 latek to też MAŁE dziecko. a też nie trzeba
        za nim "latać z kanapeczką", bo potrafi powiedzieć że głodny.
        i nie chodzi o "chodzenie na ploty" (choć to też czasem potrzebne
        każdej matce) tylko o sytuację że matka może w spokoju przeczytać
        gazetę, czy umyć się w spokoju. tak rozumiem intencje autorki wątku.
        dla ciebie "ustawiczna" znaczy 24h/dobę przy dziecku tak fizycznie,
        że się dosłownie go nie spuszcza z oka?
        • leli1 Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 20:36
          dokladnie tak, mialam na mysli (i autor artykulu chyba tez) dzieci juz nie takie calkiem male, ale jeszcze nie nastoletnie smile
          Taki 4-5 latek nie wymaga uwagi rodzicow non stop. Mysle ze spokojnie majac do dyspozycji zabawki/ksiazeczki/malowanki/puzzle moze zajac sie sobą bez udzialu rodzicow.
          • tusia-mama-jasia Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 22:13
            z doświadczenia własnego widzę, że znacznie młodsze to potrafi... u
            nas jest stały moment w ciągu dnia, kiedy mama ma urlop wink
            Mlody na razie dwuletni jeszcze nie chodzi do przedszkola, jestem z
            nim w domu, rano sie przytulamy, ubieranie, śniadanko, ząbki i mama
            ma potem chwilę na sprawy własne. poczta, telefony, jakiś artykuł
            czy cokolwiek innego. Mlody o tym wie i bawi się sam, chyba, że
            dokona czegoś i przychodzi z komunikatem że "chce pokaziać mamusi co
            najisowałem/źbudojałem" wink to oczywiście idę pozachwycac się
            dziełem i wracam do swoich spraw. a potem przez kilka godzin jestem
            do dyspozycji synka, co tez oznacza robienie razem rzeczy
            przeróznych - sprzątania, gotowania /to akurat dla niego najlepsza
            rozrywka/, ale tez wycinanki, wycieczki itp. Po obiedzie znów staram
            się wykroić coś dla siebie, o ile jesteśmy wtedy w domu, a nie
            wybieramy się nigdzie.
        • ata99 Re: o ignorowaniu dzieci 15.01.09, 14:21
          Umiar ponad wszystko. Między wchodzeniem na głowę i totalnym uleganiem dziecku,
          a zdrowym zainteresowaniem jego sprawami jest różnica. Mam pewne obawy, że w
          dzisiejszych czasach nie mamy czasu dla naszych dzieci. Jest tyle ważniejszych
          rzeczy, praca, kontakty towarzyskie itd. Nacisk kładziony jest na to jak
          najszybciej usamodzielnić dziecko, pozbyć się go z łóżka, nauczyć pelnej
          niezależności. Oczywiście to jest b. ważne i niezbędne do prawidłowego rozwoju,
          tylko nie za wcześnie. Mądry rodzic będzie wiedzial kiedy może się od dziecka
          "odsunąć", a na pewno nie będzie tego robił na siłę bo syn koleżanki już sam
          bawi się pół godziny to mój też musi. To w skrócie tyle.
    • mama-ola Re: o ignorowaniu dzieci 13.01.09, 23:04
      Przeczytałam ten artykuł o ignorowaniu. Wszystkie pięknie, ale są
      dzieci, których ignorować się nie da, bo 5 minut ignorowania
      prowadzi do 15 minut sprzątania.
      Kiedyś moje dziecko się samo pobawiło, ostatnio - jakoś nie może.
      Musi na siebie zwrócić uwagę choćby nie wiem co. Na przykład dzwoni
      telefon, odbieram, a syn zaczyna wyć (nie płakać, tylko wołać
      łołoło!!!) i wyje tak przez całą rozmowę plus ciągnie mnie za rękę
      gdzieś tam. Sprawdzam na komórce - rozmowa trwała 2 minuty.
      Doszło dziś do tego, że przed wykonaniem telefonu palnęłam
      kazanie: "muszę teraz zadzwonić, nic nie nabroj, nie rozlej, nie
      porozrzucaj, nie właź na stół, nie zagaduj mnie, nie wołaj...".
      Odpowiedział potulnie, że będzie grzeczny. Zadzwoniłam, potem
      sprawdzilam na komórce, że rozmowa trwała 4 min i 9 sekund, to chyba
      niezbyt długo, prawda? Ale nie wytrzymał, polał swój obiad sokiem, a
      jak skończyłam rozmawiać, pokazał swoje dzieło. Jak się rozdarłam,
      to chwycił namoczony kotlet i rzucił pod stół.
      Na pytanie dlaczego tak robi, odpowiada niezmiennie: nie wiem. A ja
      wiem, wiem, hasło wytrych w wychowaniu: "dziecko stara się zwrócić
      na siebie uwagę". Do ch. jasnej, czemu nie mam od tego oddechu nawet
      na 4 minuty?!
      Bardzo chcę wychowawczo ignorować, ale nie wiem jak, może mi ktoś
      powie? Tylko w takiej wersji bez późniejszego sprzątania, bo
      w 7 m-cu ciąży nieco mi ciężko.
      • mama_kotula mamo-ola 13.01.09, 23:20
        No więc ja nie informuję dzieci w kwestii "mama teraz chce zadzwonić, więc nie róbcie tego, tamtego i siamtego" bo wtedy mogę być pewna, że zrobią i to, i tamto, a siamto zrobią 20 razy. Czemu? Bo tak.

        Najczęściej po prostu pokręcę się trochę po pokoju, biorę telefon i wychodzę, dzwonię, a dzieci najczęściej nie przerywają zabawy. Powtórzę - jakbym im powiedziała, że idę zadzwonić, patrz akapit wyżej. Albo oba wisiałyby na mnie.

        Co zauważyłam - robienie wielkiego halo i celebrowanie "czasu dla mamy" nie prowadzi do niczego dobrego, bo dziecko uznaje ten "czas dla mamy" za swojego rywala, więc automatycznie będzie go "zwalczać" (takie są moje subiektywne odczucia, nie trzeba się z tym zgadzać). Ja traktuję to jako rzecz naturalną. Jest czas, gdy bawimy się razem, jest czas, kiedy bawicie się sami, jest czas, kiedy matka załatwia swoje sprawy. Bez żadnej otoczki wokół tego.
        • leli1 Re: mamo-ola 14.01.09, 07:31
          no nie do końca to sie sprawdza przy jedynkach. O ile jesli jest rodzenstwo łatwiej o zabawe nie absorbującą dorosłych, o tyle jesli dziecię jest samo to nie ma siły-zwykle rodzice/dziadkowie uczestniczą w zabawie. I to własnie staram sie ograniczyc u mojego młodego. Uwazam, że dorósł do wieku (ma 4.5), ze powinien sam zajac sie soba przynajmniej przez pol godziny-i to jest wlasnie czas dla mnie na byleco smile. Wytłumaczyłam mu najpierw na czym polega "mamy urlop", teraz kiedy sie zapomni i leci do mnie w celach wiadomych, jest tylko krótkie-urlop! i mlody wraca do zajec. Przy okazji cwiczymy nauke godzin na pieknych zegarze, ktory z tego tytułu otrzymał smile)
          A z tym informowaniem o dzwonieniu to świeta racja, jak powiesz ze dzwonisz to masz gwarantowane wiszenie na nodze smile
          • tusia-mama-jasia Re: mamo-ola 14.01.09, 10:30
            Mam jedynaka, a jednak czas dla mamy działa. Mam tez zwyczaj
            mówienia synkowi o wszystkim, co bedę/będziemy robić - mówie mu
            takze, ze muszę teraz zadzwonic, on zawsze chce tylko wiedzieć do
            kogo wink Szczerze mówiąc, gorzej jest wtedy, kiedy sie nie umowimy w
            kwestii telefonu. Gier na kompie nie zna, bajek sam nie ogląda,
            jeśli już musze zaproponować mu jakieś zajęcie na czas mojej
            rozmowy /bo np.spodziewam się, ze bedzie dluga/ to jest to zwykle
            rysowanie. Czasem mysle, ze to wlasnie jedynak musi byc bardziej
            samowystarczalny, bo nie ma stalego towarzystwa, ktore moze caly
            czas poswiecic zabawie. Musi nauczyc sie organizowac sobie zabawe
            naprawde sam i bawic sie bez towarzystwa ...
        • mruwa9 Re: mamo-ola 14.01.09, 07:45
          ..bo zamiast propozycji negatywnej (nie rob tego i tamtego)
          skuteczniejsze jest zaproponowanie, co dzieckow tym czasie MOZE
          zrobic. na przyklad pograc chwile na komputerze czy obejrzec bajke w
          tv. Mamy chwile, gdy dziecko jest statyczne, o ogranicznonych
          mozliwosciach destrukcji swiata smile
          Ja nie interpretuje tego artkuliku tak kwadratowo i daltego sie
          raczej z nim zgadzam wink Nie chodzi o to, zeby oswiadczac wszem i
          wobec, ze teraz jest moj prywatny czas i rodzina- prosze spadac na
          drzewo , albo z problemami zwracac sie do tego pana (taty) , choc
          przyznam sie, ze czasem tak robie wink . IMHO chodzi o to, aby nie
          bac sie (i nie miec z tego powodu poczucia winy) zostawic dziecko
          samo na chwile, zeby uczylo sie organizowac sobie czas, bez
          ciaglego: Maamoooo! Pooobaw sie ze mnaaaaa! Nuuudze sieee!Jak sie ma
          jedynaka, to na poczatku wydaje sie to oczywistym obowiazkiem, ze
          dziecko trzeba stymulowac, organizowac mu czas, aktywnie wychowywac.
          Gdy sie ma wiecej dzieci jest to juz najczesciej fizycznie
          niemozliwe i dziecko sila rzeczy musi sie nauczyc wiekszej
          samodzielnosci. I wcale z tego powodu nie musi mu sie dziac
          krzywda...
          • mama-ola Re: mamo-ola 14.01.09, 19:30
            mruwa9 napisała:

            > ..bo zamiast propozycji negatywnej (nie rob tego i tamtego)
            > skuteczniejsze jest zaproponowanie, co dzieckow tym czasie MOZE
            > zrobic.

            Obiad jadł i to właśnie miał robić.

            > na przyklad pograc chwile na komputerze czy obejrzec bajke
            > w tv. Mamy chwile, gdy dziecko jest statyczne, o ogranicznonych
            > mozliwosciach destrukcji swiata smile

            Tak, robię tak - masz kartkę i porysuj na stole w kuchni. A ja
            zaczynam gotować czy zmywać. I wystarczy odwrócić się plecami na
            chwilę, a on już jest z buciorami na tymże stole. Dzwoni do mnie
            telefon, odbieram, a on już włazi na stół. Ciągle włazi na stół.
            Wtedy każę mu zejść, tłumaczę, czasem karzę... Guzik, ręce opadają
            ;-(
        • mama-ola Re: mamo-ola 14.01.09, 19:24
          > Najczęściej po prostu pokręcę się trochę po pokoju, biorę telefon
          > i wychodzę, dzwonię, a dzieci najczęściej nie przerywają zabawy.
          > Powtórzę - jakbym im powiedziała, że idę zadzwonić, patrz akapit
          > wyżej. Albo oba wisiałyby na mnie.

          Ja też większość rzeczy zaczynam robić na zasadzie pokręcę się i
          zanim zauważy, to - np. wstawię pranie, zupę czy coś tam. Ale
          ostatnio, podkreślam ostatnio, wystarczy ok. pół minuty tyłem do
          Antka i nabrojone tak, że ręce opadają sad Kiedyś tak nie było, tak
          mu się zrobiło z miesiąc temu.
          Przeprasza, idzie do kąta, dostaje karę, ma wytłumaczone, czemu to
          było złe, rozumie - i guzik to daje, następnego dnia robi to samo.
          Z drastyczniejszych przykładów było wysypywanie piasku z wiadra
          choinki, wysypał raz, dwa dni później to samo. Darłam się,
          krzyczałam, był kąt czy karny fotel, zabranie zabawki i położenie na
          wysokiej półce, było tłumaczenie, była zgoda dziecka na to, że to
          źle, niegrzecznie, brudno itp. itd. Kolejne dwa dni później rozsypał
          ziemię na dywanie i na niepościelonym łóżku... Bo co? Bo poszłam
          przygotowywać śniadanie czy coś w tym rodzaju. I ja w tej mojej
          7-miesięcznej ciąży tachałam tę choinkę ze stolika na podłogę, po
          podłodze z pokoju na przedpokój i za drzwi mieszkania. Po czym
          musiałam jeszcze zmienić pościel. A czuję się kiepsko, często boli
          mnie brzuch, generalnie żadna ze mnie matka Polka, raczej słabizna,
          której do sklepu ciężko pójść po bułki. No ale cholera mnie wzięła,
          więc wywaliłam choinkę za drzwi. (A chyba powinnam Antka, sorry,
          czarny humor).
          Ja już nie wyrabiam, czemu on jest taki absorbujący, czemu się nie
          zajmie sobą i nie da mi chwili oddechu?!
          • krolowanocy Re: mamo-ola 15.01.09, 08:45
            >ostatnio, podkreślam ostatnio, wystarczy ok. pół minuty tyłem do
            >Antka i nabrojone tak, że ręce opadają sad Kiedyś tak nie było, tak
            >mu się zrobiło z miesiąc temu.

            no to czyż nie jest to po prostu zazdrość i niepokój związany z przyszłymi
            narodzinami rodzeństwa?
            tak czytam Twoje posty i mam wrażenie - specjalistką nie jestem, napiszę swoje
            wrażenia - że może właśnie za dużo i za mocno reagujesz na te jego wybryki. no
            coś zbroi - krzyczysz, tłumaczysz, to, tamto
            a przecież kotlet polany sokiem to nie jest w sumie wielka szkoda. porozsypywana
            ziemia owszem, gorzej, ale ten kotlet? jego jedzenie, prawda? zabrać bez słowa,
            albo z jednym zdaniem wyjaśniającym, nie unosić się - nic mu się nie stanie jak
            raz będzie głodny.
            może właśnie już załapał, że jak coś spsoci, to się bardzo angażujesz i po to.
            wiem, wiem, to niełatwe zachować zimną krew, ale spróbuj zacisnąć zęby i choć
            raz nie krzyczeć, nie tłumaczyć, tylko właśnie przejść do porządku dziennego
            niemalże.
            no i pocieszę cię, że jak się Młode urodzi to to się może zmienić, podkreślaj
            zalety dla niego, jakie będzie miał z rodzeństwa, itd, ale tego to Ci pewnie nie
            muszę pisać
            (uff, mam nadzieję że ten post ma sens, nie mam siły go przeglądać i edytować,
            bardzo krótko spałam dzisiaj)
            pozdrawiam
            • mama-ola Re: mamo-ola 15.01.09, 19:29
              > no to czyż nie jest to po prostu zazdrość i niepokój związany
              > z przyszłymi narodzinami rodzeństwa?

              Pytaliśmy o to psychologa, a on na to, że czego oczy nie widzą, tego
              sercu nie żal, ergo dopóki młode się nie urodzi, trudno mówić o
              zazdrości, poczuciu zagrożenia czy stracie czasu rodziców. Więc niby
              to nie to, ale z drugiej strony, trudno nie brać tego pod uwagę,
              skoro Maciek istnieje w naszych rozmowach dość często.

              > tak czytam Twoje posty i mam wrażenie - specjalistką nie jestem,
              > napiszę swoje wrażenia - że może właśnie za dużo i za mocno
              > reagujesz na te jego wybryki. no
              > coś zbroi - krzyczysz, tłumaczysz, to, tamto

              O, tak... Ja się taka nerwowa w tej ciąży zrobiłam. Byle co
              doprowadza mnie do białej gorączki. Klnę, wściekam się, najchętniej
              to bym go cisnęła o ścianę (np. za tę rozsypaną ziemię), a muszę
              poprzestać na wydzieraniu się. Jest we mnie tyle agresji!
              (słowo "agresja" to nie przesada). Wydaje mi się, że kiedyś mało co
              mnie ruszało, ale tak na 100 proc. nie pamiętam, ta ciąża tyle już
              trwa.

              > może właśnie już załapał, że jak coś spsoci, to się bardzo
              > angażujesz i po to. wiem, wiem, to niełatwe zachować zimną krew,
              > ale spróbuj zacisnąć zęby i choć raz nie krzyczeć, nie tłumaczyć,
              > tylko właśnie przejść do porządku dziennego niemalże.

              Zacisnąć zęby i nie krzyczeć to ja mogę, ale co zrobić z tym, że
              czuję wściekłość i nie jestem w stanie - po prostu nie jestem w
              stanie - zwyczajnie zacząć z nim rozmawiać czy się bawić? Jestem tak
              wku...na, że padająca 10 sekund po wysypaniu ziemi propozycja "może
              pobawimy się w piratów" sprawia, że rozdzieram się po raz wtóry,
              głównie że nie mam ochoty...
              Biedny dzieciak, naprawdę mi go żal, przebywa ze mną cały dzień, a
              ja się głównie złoszczę, karzę go i w dodatku nie chce mi się (nie
              jestem w stanie po wybryku) się z nim bawić. No ale on tak broi, że
              nie jestem w stanie poczuć w następnej chwili sympatii i ochoty do
              zabawy. No a kto ma go lubić, jak nie mamusia ;-(

              > no i pocieszę cię, że jak się Młode urodzi to to się może zmienić,

              Ja tam się spodziewam, że na gorsze sad No chyba że będę na jakimś
              prozacu i wysypywanie ziemi z choinki mnie tylko ubawi tongue_out

              > podkreślaj zalety dla niego, jakie będzie miał z rodzeństwa, itd,
              > ale tego to Ci pewnie nie muszę pisać

              Staram się...
              Dzięki Królowo za zainteresowanie smile
        • daga_j Re: mamo-ola 15.01.09, 21:08
          A niekoniecznie. ja swego czasu miałam specjalny czas, który był nazwany
          "przerwa na kawę" smile Przygotowywałam jakąś przekąskę dla nas obu, dla niej
          jeszcze np. szklanka mleka a mi kawka, i każda zajmowała się swoimi sprawami
          parę minut. Ja zwykle dłużej piłam tę kawę niż córka jadła swoje (powiedzmy
          drugie śniadanie to było). Ona zaczynała się już nudzić ale ja zaznaczałam "nie
          dopiłam jeszcze swojej kawy, zajmij się czymś a za parę minutek pobawimy się
          razem" - działało smile Córka na tyle się do tego przyzwyczaiła, że wystarczyło
          powiedzieć, że zaraz mamy naszą przerwę (tak - nazywałam to naszą a nie tylko
          moją) a rozumiała i nie było problemu.
          Teraz tak nie muszę podkreślać swojego czasu bo córcia podrosła i względnie
          potrafi się pobawić sama, oczywiście smęci mi pobawmy się razem, ale fakt, że po
          południu już dla siebie przerw nie robię, tylko obowiązki domowe, no i zabawa z
          dziećmi. Teraz przerwę mam jak synek śpi w południe a córka jest w przedszkolu.
          Zamiast gotować obiad to zwykle jestem tu z Wami na forum smile
      • daisy Hej Ola, 14.01.09, 13:27
        Opowieść o latającym namoczonym kotlecie ogrzała mi serce smile
        U mnie tez jest problem z telefonowaniem, ale trochę inny - jak rozmawiam, nawet
        i pół godziny, to malec (2,5) jest cichutko, naprawdę bardzo grzeczny, ale jak
        skończę to zaczyna się złościć i krzyczeć, dopiero wtedy rozładowuje frustrację,
        szczególnie jak go pochwalę, że taki kochany, bo taki grzeczny i cichutko był i
        dał mamie porozmawiać...
        Śmieszne te dzieciaki.
        Też jak rozrabia/złości się/ryczy ze złości i pytam dlaczego, to mówi: Nie wiem.
        Albo jeszcze lepiej pyta: Mamo, a dlaczego ja tak płakałem?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka