Dodaj do ulubionych

praktyka na żywym organiźmie

23.01.09, 10:39
Jestem mamą 4 latka i do dziś pamiętam co poczułam w pierwszych chwilach, gdy
zostałam z nim w szpitalnej sali sama i przyszedł lekarz pediatra z
oświadczeniem, które miałam podpisać, jako zgodę na zabieg wtedy "konieczny"
dla dziecka.
Poczułam niewyobrażalny ciężar na karku, ucisk w gardle spowodowany
świadomością że ode mnie teraz zależy zdrowie i życie tego aleńkiego,
bezbronnego i kruchego życia...

Staram się jak najlepiej potrafię dbać o dziecko, nie krzywdzić go swoją
niewiedzą.. Szukam informacji, jeśli pojawia się jakiś problem... wiecie o co
chodzi..

Przeraża mnie niewiedza i brak świadomości innych rodziców..
Jak narażają na niebezpieczeństwo swoje malutkie dzieci..
Nie wierzę że robią to świadomie i o tym ten wątek, chociaż ??
Łudzę się że to brak wiedzy, brak opieki nad zdrowym dzieckiem w przychodniach
rodzinnych, lekarze leczą tylko doraźnie, nie informują jak matka sama nie zapyta.
Moja mama do dziś mówi, że jak ja się urodziłam, w szpitalu dostała
„instrukcję obsługi” dziecka, jak karmić, co robić, czego unikać, jak
wietrzyć.. wiedza w pigułce, a dziś nowo upieczona mama dostaje malucha do
domu i sobie musi radzić.. i może stąd to wszystko.


Kilka przykładów:
grudzień 2008, temperatura – 15 stopni, sople w nosie przy oddychaniu, rynek
miejski a na nim młode małżeństwo, ona robi szczęśliwa zakupy, on buja wózkiem
i próbuje uspokoić wrzeszczące, fioletowe od krzyków na tym siarczystym mrozie
2-3 tyg maleństwo!

Zima rok temu, o– silne mrozy, około - 20 stopni, okolice parku, szczęśliwy
tata, że w niedziele przed południem sprawił przyjemność 2 – 2,5 letniemu
dziecku ciągnie go sztywnego na sankach. Dzieciak był purpurowo fioletowy na
twarzy, i bez rękawiczek. Ja nie mogę zapomnieć tego widoku, pomimo upływu
czasu.. i współczuje temu dziecku ojca debila i matki która ich wypuściła na
sanki.

Sobota wieczorem, duszny, pełen ludzi pasaż w centrum handlowym, spacerujący
nowo upieczeni szczęśliwi i uchachani rodzice, robią zakupy, tak około 30 lat,
on niesie w kaftaniku i śpiochach, zwiniętego, piąstki zacieśnięte,główka
wsparta na ramieniu tatusia różowego, jeszcze w krostkach wręcz noworodka!

Brak wiedzy i świadomości rodziców, czy po prostu debilizm? Co o tym sądzicie??
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 10:44
      Straszne.

      Pytanie mam: czy zwróciłaś uwagę bezpośrednio którejś z tych osób opisanych w poście, czy tylko ograniczasz się do bicia piany na forum, aby uzyskać zgodny chórek przyklaskujących oburzonych odpowiedzi?
      • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 10:50
        mama_kotula napisała:

        >
        > Pytanie mam: czy zwróciłaś uwagę bezpośrednio którejś z tych osób opisanych w p
        > oście, czy tylko ograniczasz się do bicia piany na forum, aby uzyskać zgodny ch
        > órek przyklaskujących oburzonych odpowiedzi?
        >
        Może się zdziwisz, ale zwróciłam, jednak tacy rodzice są "najmądrzejsi" i
        jeszcze chamsko odpowiadają, wiec szkoda o tym pisać, a ponieważ nie chce być
        obojętna, postanowiłam o tym napisać na forum, bo może więcej osób zwracało
        uwagę na takich "ganialnych rodziców" a Ci którym brak PODSTAWOWEJ wiedzy z
        opieki nad maluchem, przeczytają to, doinformują się w zaciszu domowym, albo
        zapytają kogoś bardziej doświadczonego niż oni sami, i nie będą przeprowadzać
        testów wytrzymałościowych na własnych bezbronnych dzieciach!
        • the_ivy Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 10:52
          ci ludzie nie czytają forum bo ich to wali!!
          Nie pytaja bo jak sama mówisz wiedzą najlepiej.
          A o uczeniu nawet nie marz...niestety...
          Tylko ostra reakcja na oczach innych ludzi może coś dać.
          • joxanna Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 10:58
            Rozumiem, że to twoi znajomi? bo skąd wiedziałabyś dokładnie w jakim wieku są
            dzieci i dlaczego wyszli itp?

            dobrze, że jesteś ty jedna rozsądna, która zawsze wie co jak należy zrobić i
            nigdy nie zdarzają się niespodziewane sytuacje. W świecie pełnym idiotów,
            dobrze, że jest jedna doskonała osoba!
            • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 11:03
              Uderzyć w stół, nożyce się odezwą.. długo nie trzeba było czekać.. Widać
              joxanna ten wątek jest o Tobie, nie umiesz wyciągnąć wniosków a tylko potrafisz
              mnie atakować... pozdrawiam, powodzenia i wytrwałości Twoim dzieciom...
          • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 11:05
            Masz rację the_ivy. Chociaż ostra reakcja innych na ich zachowania.. Może ten
            post spowoduje, że będziemy mniej obojętnie przechodzić obok takich "rodziców"
            Bo w sumie dobro dzieci jest najważniejsze a rodziców się nie wybiera!
          • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 11:10
            the_ivy napisała:

            > ci ludzie nie czytają forum bo ich to wali!!

            No więc dokładnie, nie trafiłaś w target.
            Na tym forum znajdziesz po prostu przyklaskujące w zgodnym rytmie stadko pt. "Jakie to okropne że idioci są wśród nas".
            Ok, stadko poklaszcze, poanalizuje, pooburza się. Czy to coś zmieni?
            • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 11:21
              mama_kotula napisała:


              >
              > No więc dokładnie, nie trafiłaś w target.
              > Na tym forum znajdziesz po prostu przyklaskujące w zgodnym rytmie stadko pt. "J
              > akie to okropne że idioci są wśród nas".
              > Ok, stadko poklaszcze, poanalizuje, pooburza się. Czy to coś zmieni?
              >
              >
              > Niekoniecznie się z Tobą zgodzę, bo często sobie przeglądam zakładane wątki i
              niektóre powalają swoją "błyskotliwością" i podejściem do tematu, więc jak taka
              jedna czy druga mama nawet przez przypadek trafi na nasz obecny wątek w trakcie
              szukania informacji, to może znajdzie tu też coś o sobie i dla siebie...
    • the_ivy Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 10:47
      a co można o tym sądzić??
      Mam tylko nadzieję że widząc to zwróciłaś tym rodzicom uwagę.
      Pozdrawiam
      • hellious Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 11:23
        1000 razy juz byly takie watki... Nuda do kwadratu <ziew> Zasmiecasz forum postem, ktory nie wiadomo nawet jaki na cel ...
        • memphis90 Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 17:53
          I to nie tylko na tym forum... Identyczny wątek był na Niemowlaku. Wraz z
          żalami, że tylko jojczymy i marudzimy, a nikt nic nie robi uncertain To chyba kolejny
          wątek z serii "jaka jestem wspaniała, a inni to debile"- dla podbudowania ego.
          Innego sensu w tym nie widzę...
          • tymoneta Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 17:52
            Ciekawe, kto wymyśli jakiś odkrywcvzy i oryginalny watek na forum
            dzieciakowym. Z góry gratuluję.
            Tematy dzieckowe sie powtarzają, bo jakos trudno mi sobie wyobrazic,
            że zaganiana mama, chcac sie podzielić swoimi spostrzeżeniami spedzi
            najpierw kilka godzin pieczołowicie sprawdzając, czy
            przypadkiem "tego juz nie było".
    • ata99 Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 13:32
      Nie wiem czemu dziś taka nieprzyjazna atmosfera... Może ta pogoda. Temat może i
      był poruszany, ale powinien być wałkowany do znudzenia. Nie byłoby takich
      tragedii jak zakatowane dzieci, czy choćby znany widoczek: mamusia śpieszy się
      bardzo, podąża szybkim krokiem, za rękę trzyma małe dziecko, które ledwie nadąża
      przy tym tempie. Wreszcie nie daje rady, potyka się, matka wściekła wali
      łapskiem po pleckach " no jak idziesz!!!". Temat wiecznie żywy niestety. Trzeba
      małym ludziom pomagać.
      • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 13:51
        Cytat
        Temat może i był poruszany, ale powinien być wałkowany do znudzenia. Nie byłoby takich tragedii jak zakatowane dzieci


        Iiii, a ty uważasz, że ci, co katują dzieci nagle doznają oświecenia po lekturze wątku? wink
        I że napisanie na forum "ludzie są idiotami" i dokładne przewałkowanie tego tematu na forum sprawi, iż ludzie idiotami być przestaną?
        • ata99 Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 14:35
          Oni nie doznają olśnienia, ale może z czasem będzie większe przyzwolenie
          społeczne na "wtrącanie się" w takich sytuacjach.Teraz przeważa postawa, nie
          moje dziecko, to co mnie to obchodzi.
          • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 20:52
            ata99 napisała:

            > Oni nie doznają olśnienia, ale może z czasem będzie większe przyzwolenie
            > społeczne na "wtrącanie się" w takich sytuacjach.Teraz przeważa postawa, nie
            > moje dziecko, to co mnie to obchodzi.

            Dokładnie O TO mi chodzi! Dziękuję ata 99
    • daga_j Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 13:45
      Nie wiadomo czy mylnie nie oceniłaś sytuacji np. z tym dwulatkiem? Może sam
      zdjął rękawiczki a tatuś tego nie zauważył, a może właśnie wracali do domu bo
      jak wyszli to stwierdzili, że jest za zimno? Co do noworodków na takim mrozie
      czy w centrum handlowym to fakt - przesada.
      Ale nie zgodzę się z twierdzeniem, że w dzisiejszych czasach matka jest
      wypuszczana ze szpitala z noworodkiem i bez żadnej instrukcji. Dziś jest mnóstwo
      wydawnictw o przyszłym macierzyństwie, rozwoju dziecka już od poczęcia, mnóstwo
      wiedzy w internecie i wsparcia innych mam na forum, to raz. A dwa w szpitalu
      dostaje się takie pudełka gdzie masz nie tylko próbki produktów dla dzieci ale i
      kilka mini poradników, gdzie w pigułce masz właśnie jak przewijać, karmić, kąpać
      maluszka. Poza tym można tę wiedzę zdobyć na szkole rodzenia. Poza tym w moim
      szpitalu dostałam jeszcze jedną kartkę z wydrukowanymi informacjami o połogu a
      nawet wzmianką o karmieniu maluszka więc naprawdę chyba nawet lepiej dzisiejsze
      mamy są przygotowane na posiadanie dziecka, nie sądzisz?
    • mniemanologia Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 14:12
      Ja się z 5 razy zastanowię, zanim coś zinterpretuję. No niestety
      (czy na szczęście, w zależności od sytuacji), nie jestem osobą
      działająca spontanicznie i nie powiem raczej nikomu, że robi źle, po
      jednym rzucie okiem.

      Taaak, ja jestem z tych mamuś, które z noworodkiem łaziły po
      hipermarkecie. Ani to powód do wstydu, ani do chwały. I gdyby ktoś
      mi wtedy zwrócił uwagę, to też bym się obruszyła. Dzisiaj w podobnej
      sytuacji może bym się nie obruszyła, ale uśmiechęła i podziękowała
      za opinię.

      Zobacz, że rodzice na przykład wysyłają dzieci do przedszkoli, mimo
      że wiedzą, że dzieci będą chorować, często nie szczepią. Czy gorsze
      jest to, że wiedząc - decydują się na to, czy że nie zdają sobie
      sprawy?
      Ostatnio była wielka dyskusja na Onecie - wyszło na to, że jeśli z
      jakichkolwiek względów decydujesz się posłać dziecko do
      żłobka/przedszkola, oddać pod opiekę niani czy babci - to znaczy, że
      w ogóle nie powinnaś się była decydować na dziecko, skoro nie jesteś
      w stanie poświęcić się jego wychowaniu. Taki punkt widzenia...

      Kiedyś były przepisy - dzicko karmi się wtedy i wtedy, sadza na
      nocnik wtedy i wtedy, wyprowadza na dwór, gdy jest taka a taka
      temperatura. Dziś nie ma jednoznacznych przepisów, wszystko zależy
      od wiedzy, doświadczenia, wyczucia rodziców. Ktoś ma lepsze, a ktoś
      gorsze wyczucie. Nie skontroluje się wszystkich.
      A wiesz co? Sądzę, że największa niewiedza i brak świadomości
      niebezpieczeństw - to wcale nie sytuacje, które pojawiają się na
      forum czy wśród spacerowiczów w parku czy w galeriach handlowych,
      tylko sytuacje, które zdarzają się codziennie tam, gdzie nawet nie
      widzisz, a to, co opisujesz, to przy tym naprawdę "lajcik". To jest
      zupełnie inna skala porównań. I coś takiego powinno nas bardziej
      oburzać - ale nie oburza, bo rzadko kiedy mamy o tym pojęcie.
    • ik_ecc Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 14:18
      Sople w nosie robia sie przy -30C.
      Przy -15C normalnie sie wychodzi z niemowlakiem na dwor.
      Mieszkam w kraju gdzie temp schodzi i do -50C a -30C jest
      przynamniej przez miesiac. -15C to "odwilz".

      Noworodki widuje w sklepach bezustannie, przezywaja, bo sporo znam
      jako duzo starsze juz teraz dzieci.

      Ja najbardziej sie przejelam podpisywaniem czegos w szpitalu - bo
      lekarzom nie ufam za grosz.
    • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 15:15
      Sądzimy, że nie każdy przed spłodzeniem, czy przyjściem na świat
      czytał "Dziecko".
      Albo są inne czynniki powodujące czasem takie zachowania.

      Ja w ciąży przewałkowałam numery z sześciu lat i wiedza mi została.
      I nie robiłam nic, czego nie musiałam robić. Ale z sześciotygodniową
      Anią musieliśmy iść do jakiegoś molocha na zakupy. Bo
      zbliżały sie święta, zakupy trzeba było zrobić, a mąż sam może i
      dałby radę, ale łatwiej razem. I gdyby mi ktoś wtedy podszedł i
      palnął mówkę o ilości wirusów fruwających w centrach handlowych to
      naplułabym mu na buty.

      Wiesz co? Ja sadzę, ze zdecydowana większość rodziców chce dla
      swoich dzieci jak najlepiej. Tylko nie wszyscy mają wiedzę, nie
      zawsze pomyślą... Serio [b]nigdy[/i] nie popełniłaś błędu? Ani
      jednego w ciągu 4 lat? Nie ma ani jednej głupoty, do której mogłabyś
      sie przyznać? Ja bym u siebie znalazła mrowie.
      Chociaż też sie staram: czytam, pytam, często zanim pojawi
      się problem.

      "Moja mama do dziś mówi, że jak ja się urodziłam, w szpitalu dostała
      „instrukcję obsługi” dziecka, jak karmić, co robić, czego unikać, jak
      wietrzyć.. wiedza w pigułce, a dziś nowo upieczona mama dostaje
      malucha do domu i sobie musi radzić.."
      Ja też dostałam, ale nie korzystałam z tej konkretnie. Tylko,
      widzisz, 30 lat temu w tej instrukcji było o tym, że najzdrowsze są
      mieszanki, że karmić co 3 godziny, a nie na żądanie, nie nosić na
      rękach, bo się przyzwyczai, dać sie wypłakać, bo to dobrze na płuca
      robi i tak dalej. Wiedza w pigułce...
      Teraz mozemy pogadać na necie z doświadczonymi mamami, możemy
      poczytać najrozmaitsze gazety czy książki o dzieciach [jest tego do
      diabła i trochę. I - jak widać - czasami działa, czasami zas nie.
      A sto lat temu w szpitalach nie dawali instrukcji obsługi, tylko
      wiedza pochodziła od mam i babć. A młde matki, te niedoświadczone,
      kierowały się instynktem. A sto tysiecy lat temu kierowały sie
      głównie instynktem, co teraz, dla odmiany, zanika.
      Gatunek przeżył, jak widać, i ma sie dobrze. Bez instrukcji
      szpitalnej.
      Proponuję nie generalizować. Owszem, podajesz przykłady, które
      średnio świadczą o rodzicach. Ale czy to zjawisko występuje masowo?
      Bo nie zauważyłam...

      Swoją drogą zaciekawił mnie ten kwit, który tak Tobą wstrząsnął...
      Co też "koniecznego" ten lekarz chciał dziecku zrobić?
      • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 15:51
        bj32 zgadzam się, ale ani słowa nie napisałam, że wszyscy tak robią, nie wrzucam
        wszystkich do jednego worka.. Opisałam 3 przypadki, ale jak się okazuje, to ja
        wysuwam pochopne wnioski, źle widziałam, nie mam racji, bo to norma.. ja jestem
        winna, bo zareagowałam, a nie Ci rodzice..

        Oki, Ty jak i inne mamy szukają informacji, pytają, ale są i takie, nie czytają
        gazet, postów na forum, które nie chcą słuchać rad, odpychają rady babć, czy
        teściowych, które też by mogły pomóc, są oporne i najmądrzejsze.

        Pewnie, że gatunek przetrwa i najsilniejsze jednostki przeżyją, ale te słabsze
        odchorują..

        Zaczynając ten wątek miałam na myśli nie tylko to, co należy robić w pierwszych
        tyg życia dziecka, bo tego jest od groma wszędzie, jak kąpać, karmić... Ale ten
        wątek też dotyczy starszych dzieci i opieki nad nimi.

        Masz w swoim mieście przychodnię dla zdrowych dzieci np.? Rzetelnego lekarza,
        który sam cię informuje co, kiedy, do kiedy..?
        Ja się dopiero po czasie dowiaduję, zgłębiając niektóre tematy że np. Vit D
        należy podawać do 4 roku życia, ale nikt mi tego wcześniej nie powiedział... (to
        taki przykład, który ma się teraz nie stać głównym tematem tego wątku)
        Nie ma dziś łopatologicznie przekazywanej wiedzy do wszystkich młodych rodziców,
        a tylko wiedzą ci co chcą wiedzieć, jeśli rozumiesz o co mi chodzi.

        A ci co nie wiedzą i nie chce im się dowiedzieć, działają często irracjonalnie i
        szkodzą niestety..
        • hellious Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 16:14
          Tak bylo ZAWSZE. I bedzie. Nikt nikomu nic lopatologicznie nie wyjasni bo ile osob, tyle opinii, czesto sprzecznych. I komu tu ufac?
        • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 20:05
          Cytat
          Ja się dopiero po czasie dowiaduję, zgłębiając niektóre tematy że np. Vit D
          należy podawać do 4 roku życia, ale nikt mi tego wcześniej nie powiedział..


          No i widzisz, akurat tu zdania są podzielone.
          Bo owszem, podawać trzeba nawet i później, ale wtedy, gdy dziecko ma niedobory
          tej witaminy. Akurat witamina D jest jedną z witamin, które najłatwiej
          przedawkować, a której przedawkowanie jest o wiele bardziej niebezpieczne niż
          niedobór.
          Tak wiem, przykład miał się nie stać głównym tematem. Ale na tym przykładzie
          chcę pokazać pewną rzecz.

          Wiedza przekazywana łopatologicznie jest, i w TV, i na forum, i w księgarni
          możesz kupić 250 różnych poradników, i lekarza możesz zapytać i nie
          uważam, aby od tego korona z głowy spadała, w poradniach leżą ulotki i wiszą
          plakaty informacyjne. Zatem wiedzy jest mnóstwo. Tylko, że wiedza raczej nigdy
          nie leżała o tak o na ulicy i jednak trzeba się postarać, aby ją zdobyć - nie
          wiem, co cię w tym przypadku oburza - że nie masz podane na tacy? Taki lajf, jak
          chcesz czegoś się dowiedzieć, trzeba poszukać, niezależnie od dziedziny w której
          chcesz się czegoś dowiedzieć.

          Zatem źródeł jest mnóstwo, a w tych źródłach często sprzeczne ze sobą
          informacje, zwłaszcza, jeśli chodzi o starsze dzieci i ich wychowanie, a nie o
          kwestie pielęgnacyjne, choć tutaj też bardzo często są sprzeczne wytyczne. I
          między innymi dlatego rodzice popełniają błędy. Tobie się oczywiście nie zdarza
          popełnić błędu wg teorii, którymi ty się kierujesz - natomiast ktoś patrzący z
          boku - ktoś, kto czytał inny poradnik - może być oburzony twoim postępowaniem,
          mimo, że ty uznajesz je za najsłuszniejsze.

          Tak, że i tym, co "chcą wiedzieć" i "edukują się" zdarza się popełniać błędy.
          Moja przyrodnia siostra nie przeczytała ani jednej książki nt. opieki i
          pielęgnacji dzieci, zdała się na instynkt i wytyczne własnej mamy. I wiesz co?
          Jakoś rażących błędów nie popełnia, dzieciaki ma super. Ja przeczytałam kilka
          roczników dzieciowych gazetek, kilka poradników i zonk, proszę państwa, błędy
          popełniałam i popełniam nadal.
          • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 20:47
            > Tak, że i tym, co "chcą wiedzieć" i "edukują się" zdarza się popełniać błędy.
            > Moja przyrodnia siostra nie przeczytała ani jednej książki nt. opieki i
            > pielęgnacji dzieci, zdała się na instynkt i wytyczne własnej mamy. I wiesz co?
            > Jakoś rażących błędów nie popełnia, dzieciaki ma super. Ja przeczytałam kilka
            > roczników dzieciowych gazetek, kilka poradników i zonk, proszę państwa, błędy
            > popełniałam i popełniam nadal.

            Wreszcie coś mądrego napisałaś... o przykładzie siostry myślę, która ma dużo
            oleju w głowie i korzysta ze sprawdzonych sposobów i wiedzy doświadczonej mamy,
            a nie traci czasu na lekturę bzdetnych "dzieciowych" gazet.

            Oby więcej takich mam, a nie tych które czytają kolorowe magazyny napchane
            reklamami mlek, kemów, wierzące że to, co tam przeczytają i kupią będzie
            najlepsze dla ich dzieci.. Młode przyszłe mamy są świetnym chłonnym i wierzącym
            we wszystko co widzą klientem na produkty, które gdyby nie dobra kampania
            reklamowa, NIGDY nie osiągnęły takiej sprzedaży.

            Któraś z Was pisała, że ze szpitala wyszła zaopatrzona w informacje w postaci
            ulotek, które wszytko tłumaczą.. Ja w szpitalu dostałam pudełko z 300 reklamami
            NAJLEPSZYCH pampersów, smoczków, kemów do pupy. Reklama dźwigną handlu i tyle.
            Sztuką jest uczyć się i czerpać wiedzę od autorytetów i z głową a nie bezmyślnie
            przewalając sterty jałowych gazet.

            I teraz wiesz dlaczego popełniasz tyle błędów??
            • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:00
              > Wreszcie coś mądrego napisałaś...

              No tak, bo przeważnie to pie... od rzeczy co mi ślina na język przyniesie.

              > I teraz wiesz dlaczego popełniasz tyle błędów??

              Zapewne dlatego, że jestem człowiekiem, a hominis est errare.

              Nie bardzo wiem, o co ci chodzi w tym wątku.
              Raz piszesz, że twoja mamusia dostała instrukcję obsługi noworodka w szpitalu i to było cudowne, a teraz się nie dostaje i matki gó... wiedzą. Po czym najeżdżasz na matki, które nie szukają wiedzy, jednocześnie ubolewając że nie ma łopatologicznych instrukcji. Zaś następnie twierdzisz, że dostępne łopatologicznie instrukcje są gó... warte i że jedyna słuszna droga to kierowanie się radami starszych i doświadczonych (które to starsze i doświadczone, przypominam, dostały jednakowoż broszurki w stylu dzisiejszych dzieciowych gazetek w szpitalu).
              A, i jeszcze uznałaś za stosowne uświadomić mi, żem głupia, bo o zgrozo czytam poradniki i dowiaduję się u lekarza (nie mówię tu o dzieciowych gazetach), zamiast posłuchać się babci/mamusi/teściowej, bo one przecież wychowywały instynktownie, jedynie przy pomocy - tadaaam - broszurki ze szpitala.

              Zatem bardzo proszę - w jednym zdaniu: co jest wg ciebie tą najsłuszniejszą receptą na niepopełnianie błędów?
              • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:06
                mama_kotula napisała:


                > Zatem bardzo proszę - w jednym zdaniu: co jest wg ciebie tą najsłuszniejszą rec
                > eptą na niepopełnianie błędów?

                Nie ma złotego środka.. poszerzanie wiedzy, praktyka i doświadczenie, ale
                podstawa to MYŚLEĆ, a wielu to z trudem przychodzi i dają się sobą
                manipulować... smile



                • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:18
                  CytatNie ma złotego środka.. poszerzanie wiedzy, praktyka i doświadczenie, ale podstawa to MYŚLEĆ, a wielu to z trudem przychodzi i dają się sobą manipulować... smile

                  No dobrze. Jak się do tego ma fakt, że - jak sama napisałaś - korzystanie ze szpitalnej broszurki w roku 1972 było cacy, a korzystanie z poradnika zakupionego w roku 2008 jest be?
                  wink
                  • ciociacesia kotula, wiesz co 25.01.09, 12:11
                    nie dosc ze zamiast cos madrego napisac to głupoty płodzisz to jeszcze czytac
                    nie umiesz? toz napisane jak wół ze myslenie z trudem przychodzi niektórym. a
                    którym to przeca widac.

                    zabawne ze ten sam watek na niemowleciu poszedl w innym kierunku smile
                    • mama_kotula Re: kotula, wiesz co 25.01.09, 12:32
                      Cytat
                      zabawne ze ten sam watek na niemowleciu poszedl w innym kierunku smile


                      Mówisz? Linkę dawaj, linkę.
                      Ale dobrze przypuszczam, że to pewnie ma jakiś związek z odpieluszkowym zapaleniem na niemowlu, co? suspicious
                      • memphis90 Re: kotula, wiesz co 26.01.09, 18:04
                        Linki nie ma, chyba wątek skasowali... Ale i tam autorka nie spotkała się ze
                        zrozumieniem.
                        • bj32 Re: kotula, wiesz co 27.01.09, 16:37
                          "Ale i tam autorka nie spotkała się ze zrozumieniem."
                          I czemu mnie to nie dziwi...?

                          [Wątek na Niemowlu poleciał z paragrafu o spamie.]
              • basiasopinska Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:14
                Co do przykładów, które podałaś, nasuwa mi sie jedna
                myśl.Dzieciaczki opisane przez ciebie, były pod opieką rodziców,
                jacy by oni nie byli, poinformowani czy też nie, o sposobie
                postępowania z noworodkiem, niemowlakiem czy dzieckiem
                straszym.Uważam, że wyjście na mróz czy tez do centrum to żadna
                zbrodnia.Pomyśl o dzieciakach, których rodzice zamiast sie nimi
                zająć, siedzą i popijają wóde z kumplami, zostawiając je samym
                sobie, biją, gwałcą i rózne tam inne cuda, to dopiero tragedia!!!na
                takie sytuacje nie powinniśmy być głusi,takie tematy wąłkować i o
                tym rozmawiać, to takim rodzicom winno sie zwracać uwagę i
                reagować, a nie tym, które opisałas w swoim poście!!!!!
                barbasia
                • basiasopinska Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:19
                  i być moze dajemy soba manipulować czytając dziecinne gazety, ale
                  przynajmniej coś robimy, staramy sie, i kto powiedział, że porady
                  opisane w tychże gazetach są złe, że to przez nie popełniamy błedy w
                  wychowaniu dzieci.Jeśli o mnie chodzi to często korzystam z porad
                  zawartych w kolorowych dziecinnych gazetkach, i wiesz co?, wcale nie
                  uważam że zrobiły mi metlik w głowie, bo mam jeszcze coś innego
                  ważnego INTUICJA sie nazywasmile
                  • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:24
                    Nie ma matki, która nie popełnia błędów. I te, kierujące się intuicją popełniają błedy, i te korzystające z doświadczenia pokoleń, i te, które czytają poradniki. Zarówno zdając się na instynkt, dobre rady babuni jak i artykuły psychologiczne można sobie zrobić kuku.

                    Popełnianie błędów jest wpisane w macierzyństwo. A jak ktoś twierdzi, że nie popełnia błędów bo ..... (wpisz dowolne), to wierutnie bredzi.
                    • basiasopinska Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:31
                      Dokładnie, zgadzam sie z tobą mama-kotula.Alew najlepiej jest kogoś
                      krytykować, a swoich błędów nie widziec.......lub sie do nich nie
                      przyznawać
                      • hellious Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 21:58
                        Dobrze prawisz Kotulo drogasmile A autorka to juz chyba sama nie bardzo wie o co jej chodzilo. Sama sobie zaprzeczasmile
                        • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 22:09
                          hellious napisała:

                          > Dobrze prawisz Kotulo drogasmile


                          Ależ skąd. Przecież ja jestem ofiarą dzieciowych gazetek, którym daję się okrutnie manipulować poprzez product placement w niewinnych artykułach, bo, jak wiadomo wszem i wobec, nie posiadam mózgu.

                          Cytat A autorka to juz chyba sama nie bardzo wie o co jej chodzilo. Sama sobie zaprzeczasmile

                          Nieee, no. Autorka założyła pianobijny wątek z cyklu "jakie te matki teraz głupie och i ach". I chciała sobie wspólnie poklaskać, odsądzając te matki (i tatusiów - debili) od czci i wiary. A tu mina, panie dzieju, mina wyszła i źli jesteśmy, bo społeczeństwo klaskać nie chce i zamiast symfonii wyszło nędzne pomiaukiwanie.

                          Ja nie twierdzę, że nie ma głupich matek, bo są, matka też człowiek, o dziwo tongue_out.
                          Natomiast nie widzę najmniejszego sensu w zakładaniu takich wątków celem jak to było? a tak, "zwiększenia świadomości społecznej". Nie tędy droga.
                          • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 22:16
                            I co jeszcze napiszę: o dziwo, tytuł wątku jest jak najbardziej trafny.
                            Macierzyństwo JEST praktyką na żywym organizmie. Od samego początku jest eksperymentowaniem na żywym organizmie, bo ten organizm za każdym razem jest innym organizmem.
                            I ZAWSZE istnieje ryzyko, że sprawdzona od wieków metoda, którą stosowało 10 poprzednich pokoleń w rodzinie, akurat w tym przypadku okaże się do bani. Ok, zwykle "trafia się" z metodami, ale nie zawsze. Co jednak nie oznacza, że się ten organizm krzywdzi (bo tytuł wątku to jednoznacznie sugeruje, nadając sformułowaniu "praktyka na żywym organizmie" odcień pejoratywny).

                            Bo generalnie macierzyństwo od początku do końca jest poszukiwaniem właściwej ścieżki. Ścieżka, która była właściwa wczoraj, za tydzień już może okazać się ślepym zaułkiem.
                            • paniiwonka1 Re: praktyka na żywym organiźmie 23.01.09, 22:56
                              no i dzięki mamo_kotulo za wyjaśnienie, bo siedzę i czytam, czytam i
                              czytam i tak tego wspólnego mianownika początku postu autorki- do
                              środka i końca znaleźć nie mogę, a już tytuł nijak do niczego mi nie
                              pasiłsmile

                              • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 24.01.09, 09:19
                                Reasumując już na poważnie, nie uważam że sobie zaprzeczam, tylko skierujcie
                                wreszcie swoją uwagę na fakt, że od pierwszego postu atakujecie mnie, że to ja
                                się wywyższam, źle oceniłam sytuacje, jestem nie omylna, opisując niepokojące
                                mnie sytuacje, wybielacie się same przed sobą, że mylić się każdy może, bo na
                                tym polega macieżyństwo.
                                Wiadomo, że są gorsze rzeczy na świecie, jak patologia, mnóstwo przykładów.. i
                                dlatego ja nadal uparcie uważam i przychylam się do zdania mamy którą zacytuję :
                                ata99 napisała:

                                > Oni nie doznają olśnienia, ale może z czasem będzie większe przyzwolenie
                                społeczne na "wtrącanie się" w takich sytuacjach.Teraz przeważa postawa, nie
                                moje dziecko, to co mnie to obchodzi.

                                Nie możemy spuszczać głów, udawać że to nas nie dotyczy, rodzice mają prawo się
                                mylić i testować wytrzymałość noworodka na -15 mrozie, bo może akurat nie
                                dostanie ostrej infekcji dróg oddechowych! Może nie, ale może tak!

                                Nawet na tym forum, gdy pojawia się sprzeczna z Waszymi poglądami myśl,
                                zmieszacie człowieka z błotem, zamiast przeczytać z odrobiną pokory i pomyśleć,
                                może coś w tym jest? Tak samo reagują te najmądrzejsze, najbardziej
                                "doświadczone" mamy, którym ktoś na ulicy zwróci uwagę...

                                Uważam, że powinnyście umoralniać i wychowywać nie mnie, a czasem osoby, które
                                waszym zdaniem popełniają błędy, które ich dzieci później odchorują. Czy to tak
                                trudno zrozumieć??
                                • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 24.01.09, 09:58
                                  Cytat
                                  Nawet na tym forum, gdy pojawia się sprzeczna z Waszymi poglądami myśl, zmieszacie człowieka z błotem, zamiast przeczytać z odrobiną pokory i pomyśleć, może coś w tym jest?



                                  Gadał ślepy o kolorach...



                                  Wiem, o co ci chodzi (mniej więcej), natomiast nadal będę uparcie twierdzić, że zakładanie takich wątków nie ma sensu.

                                  Aha - nikt cię tu nie wychowuje i nie umoralnia. Parę osób wykazało ci po prostu niejasności i sprzeczności w twoim wywodzie oraz pewne braki logiczne. Oraz przedstawiło swój pogląd, odmienny od twojego.

                                  A ty nastroszyłaś piórka, nafoszyłaś się i apelujesz o "więcej pokory" oraz przemyślenie "może coś w tym jest". Nie sądzisz, że to powinno działać w obie strony?

                                  Jeszcze jedno - nie czuję się upoważniona do umoralniania ani tym bardziej wychowywania żadnych osób poza moimi dziećmi.
                                  Zwracam uwagę, reaguję. Nie zawsze, bo jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć inny styl wychowywania i pielęgnacji niż ja.
                                  Natomiast nie mam w sobie tyle pychy, aby pretendować do miana "wychowawcy".
                                  • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 24.01.09, 10:58

                                    > Wiem, o co ci chodzi (mniej więcej), natomiast nadal będę uparcie twierdzić, że
                                    > zakładanie takich wątków nie ma sensu.

                                    To poco się wypowiadasz na wątkach, które Twoim zdaniem nie mają sensu i
                                    narzucasz swoją opinię, atakując inne sprzeczne..??

                                    Zwróć uwagę, że pojawiły się tu nieśmiałe wpisy mam, które złapały sens mojego
                                    postu, ale Ty wszystkich zakrzykujesz. Daj szansę innym porozmawiać, bo znajdą
                                    tu poparcie dla swoich przemyśleń.


                                    > Aha - nikt cię tu nie wychowuje i nie umoralnia. Parę osób wykazało ci po prost
                                    > u niejasności i sprzeczności w twoim wywodzie oraz pewne braki logiczne. Oraz p
                                    > rzedstawiło swój pogląd, odmienny od twojego.
                                    >
                                    Skoro jestem taka nielogiczna, nie widzę sensu dalszej rozmowy z kimś takim
                                    najmądrzejszym, najlogiczniejszym jak Ty i na tym poście kończę tak zaciekłą z
                                    Twojej strony dyskusję... smile

                                    > A ty nastroszyłaś piórka, nafoszyłaś się i apelujesz o "więcej pokory" oraz prz
                                    > emyślenie "może coś w tym jest". Nie sądzisz, że to powinno działać w obie
                                    stro> ny?
                                    A skąd wiesz ze nie działa??? Wyciągasz zbyt pochopne wnioski i się zbyt sama
                                    nakręcasz.

                                    Ja przeciwieństwie troszczę się o coś więcej niż czubek własnego nosa. Nie jest
                                    mi obojętne zło i krzywda niewinnych i maulczkich.

                                    Niestety Ty należysz do grupy osób, które spuszczą głowę i udadzą że nie widzą,
                                    albo udadzą że nie słyszą płaczu dziecka za ścianą, tłumaczyć się przy tym,
                                    tylko dla siebie dobrymi argumentami. Pacz niżej.
                                    >
                                    > Jeszcze jedno - nie czuję się upoważniona do umoralniania ani tym bardzi
                                    > ej wychowywania żadnych osób poza moimi dziećmi.

                                    Nikt Ci nie każe wychowywać umoralniać, a tylko nie być obojętną, zwrócić
                                    delikatnie na coś uwagę, ale widzę że tego nie rozumiesz.

                                    A to odnośnie tych moich jak twierdzisz nielogicznych zaprzeczalnych sobie
                                    opinii o gazetach, poszerzaniu wiedzy.. Wkoło pełno chłamu i reklamy, którą
                                    niepotrzebnie mamy rozpychają sobie głowy, zamiast filtrować te wiadomości i
                                    czasami porozmawiać z kimś bardziej doświadczonym, posłuchać mamy, babci, czy
                                    innej mamy na ulicy i nie reagować na to pomoc chamsko i opryskliwie. I to
                                    miałam tylko na myśli.

                                    Pozdrawiam i powodzenia w zagłuszaniu innych wątków życzę.

                                    • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 24.01.09, 11:27
                                      mychaer napisała:
                                      A skąd wiesz ze nie działa???

                                      Bo sama to cherie zasugerowałaś:
                                      Cytat
                                      Może się zdziwisz, ale zwróciłam, jednak tacy rodzice są "najmądrzejsi" i jeszcze chamsko odpowiadają, wiec szkoda o tym pisać,


                                      Jedna rzecz: jeżeli masz misję, to wyrażaj ją jasno. Bo w przeciwnym przypadku nie spełni swojego zadania.

                                      Cytat
                                      > Ja przeciwieństwie troszczę się o coś więcej niż czubek własnego nosa. Nie jest mi obojętne zło i krzywda niewinnych i maulczkich.

                                      > Niestety Ty należysz do grupy osób, które spuszczą głowę i udadzą że nie widzą, albo udadzą że nie słyszą płaczu dziecka za ścianą, tłumaczyć się przy tym, tylko dla siebie dobrymi argumentami. Pacz niżej.
                                      > > Jeszcze jedno - nie czuję się upoważniona do umoralniania ani tym
                                      > bardzi
                                      > > ej wychowywania żadnych osób poza moimi dziećmi.
                                      > Nikt Ci nie każe wychowywać umoralniać, a tylko nie być obojętną, zwrócić
                                      > delikatnie na coś uwagę, ale widzę że tego nie rozumiesz.


                                      Z łaski swojej czytaj całe moje posty, a nie wyrywaj z kontekstu po jednym zdaniu tak, aby ci pasowało do twoich dalego posuniętych wniosków.

                                      Jeszcze raz: założyłaś sobie przy pisaniu pierwszego postu dwie tezy:
                                      - matki są głupie i krzywdzą swoje dzieci
                                      - w społeczeństwie jest znieczulica
                                      i jeszcze raz: nie trafiłaś w target. Skorzystaj z wyszukiwarki, sprawdź, czy ematki są "znieczulone", zobacz, do kogo kierujesz swoje światłe przesłanie, i przestań z łaski swojej budować mój profil psychologiczny, nie mając o mnie pojęcia (i w dodatku bardzo dowolnie interpretując moje posty, w których w przeciwieństwie do ciebie piszę jasno i konkretnie).


                                      Miłego dnia życzę.
                                      • jolakwin Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 11:43
                                        Hej Kobietki!!
                                        A coz wy to robicie?? klucicie sie o co? o to która z was jest
                                        lepsza matka czy która z was jest lepszym- czulszym obserwatorem?
                                        Dajcie sobie spokój!!. W/g mnie jest bardzo duzo lekkoduchów:tzn nie
                                        mysla o tym jakie konsekwencje poniesie dziecko za ich postepowanie-
                                        czapka albo bez. Wiesz ja jestem matka dwojga maluchow: 5 lat i 6 m-
                                        cy. Mieszkam w Angli i to co tu zobaczylam na poczatku mnie
                                        strasznie bulwersowalo: dzieciatka malenkie bez skarpetek, bez
                                        czapek. Nasze dzieci zakokonione w czapki cieple kurtki i co z tego
                                        jak chorowaly tak choruja. Ja naszego syna nie wysylam do szkoly po
                                        chorobie zaraz tzn jak tylko przestanie goraczkowac a tu: matka w
                                        trzeciej dobie po wysypaniu ospy przyprowadzila chlopca do szkoly i
                                        nauczycielka nic nie powiedziala. I co wy na to?? Co byscie zrobily?
                                        NIC NIC I jeszcze raz NIC.
                                        Pozdrawiam i dajcie sobie spokój z tymi przegadywaniami bo dla
                                        dziecka jego wlasna MAMA i TATA sa najlepsi na swiecie bo jego
                                        wlasni!!!
                                • memphis90 Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 18:10
                                  Ech, pisałam na Niemowlaku, ale się powtórzę:

                                  wybielacie się same przed sobą, że mylić się każdy może, bo na
                                  > tym polega macieżyństwo.
                                  Ależ my nie musimy się wybielać- ani przed sobą, ani przed nikim. Mam posypać
                                  głowę popiołem, bo poszłam z dzieckiem na spacer, a Mychaer napisała, że to be?
                                  No, nie żartuj...

                                  > Nie możemy spuszczać głów, udawać że to nas nie dotyczy,
                                  A co da zakładanie wątków na forum z cyklu "moja sąsiadka to debilka"? W czym to
                                  pomoże?

                                  rodzice mają prawo się
                                  > mylić i testować wytrzymałość noworodka na -15 mrozie, bo może akurat nie
                                  > dostanie ostrej infekcji dróg oddechowych! Może nie, ale może tak!
                                  Infekcji dróg oddechowych dostaje się od wirusów. Przy -15 stopniach każdy wirus
                                  zdechnie, siły nie ma. Za to lubią ciepły, domowy smrodek- i stąd infekcje, nie
                                  ze spacerów.

                                  > Nawet na tym forum, gdy pojawia się sprzeczna z Waszymi poglądami myśl,
                                  > zmieszacie człowieka z błotem
                                  A kto oskarżał o "debilizm"? My?

                                  zamiast przeczytać z odrobiną pokory i pomyśleć,
                                  > może coś w tym jest?
                                  No to odnieś to do siebie i zastanów się- moze jednak Ty NIE masz racji?

                                  > Uważam, że powinnyście umoralniać i wychowywać nie mnie,
                                  Bo TY jesteś nieomylna i wiesz najlepiej?

                                  Czy to tak
                                  > trudno zrozumieć??
                                  Nie, teraz wreszcie pojęłam...
                            • judith08 Re: praktyka na żywym organiźmie 27.01.09, 11:30
                              Tak jest, że "sprawdzone metody" nie zawsze się nadają i faktycznie nie znając sytuacji nie można ludzi oceniać.
                              I zgadzam się również,że gdy chodzi o patologie i znęcanie sie nad dziećmi trzeba interweniować. Z tym wszystkim się zgadzam.
                              Tylko trzeba przyznać,że nie tylko ludzie"racjonalnie myślący" mają dzieci. A i są też tacy, którzy dla zasady odrzucają dobre rady i robią po swojemu nawet wtedy gdy dziecku dzieje się krzywda.
                              Po prostu tak jest.
                              Uważam że nie ma nic złego w robieniu zakupów z noworodkiem/niemowlakiem jeśli jest taka potrzeba.Lecz jeśli tylko chodzi o spacerowanie dla spacerowania godzinami po hipermarktcie, to można by się zastanawiać czy to jest konieczne. Bo w sumie po co od razu tak męczyć dziecko.Ale to każdego decyzja.
                              Ja również popełniam mnóstwo błędów i też mógłby ktoś mnie nazwać"debilką" bo np w Wigilię zostawiłam moją 3 mies.córeczkę w pokoju z otwartym oknem. Nie pomogło to,że była przykryta i ciepło ubrana-z katarem i infekcją walczyliśmy przez 2 tyg.
                              Czułam się jak potwór, nie pomyślałam wtedy i wierzę,że każdemu może się to zdarzyć bo w końcu błądzić jest rzeczą ludzką. I byłam bardzo wdzięczna miom rodzicom, że mnie za to nie krytykwali tylko pomogli mi podczas choroby małej.
                              To taka moja refleksja-nie do klaskania ani rzucania błotem smile pozdrawiamsmile
        • memphis90 Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 17:59
          Opisałam 3 przypadki, ale jak się okazuje, to ja
          > wysuwam pochopne wnioski, źle widziałam, nie mam racji, bo to norma.. ja jestem
          > winna, bo zareagowałam, a nie Ci rodzice..

          Oj, nie użalaj się nad sobąuncertain Jak zdążyłaś przeczytać- w innych krajach, o
          chłodniejszym klimacie wychodzi się z dziećmi na spacery przy -15 czy -20
          stopniach i jakoś te narody nie wyginęły. Zdarza się kobietom wyjść z dzieckiem
          do sklepu i te dzieci też żyją. Więc załóż, że to Ty niekoniecznie musisz mieć
          rację, ale- jak sama piszesz "są i takie, nie czytają
          > gazet, postów na forum, które nie chcą słuchać rad, odpychają rady babć, czy
          > teściowych, które też by mogły pomóc, są oporne i najmądrzejsze. "

          Pomijając fakt, że dalej nie wiem- gdzie i kiedy w Polsce było ostatnio -20
          stopni? Jak żyję takich mrozów nie pamiętam...
          • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 18:22
            Cytat
            Pomijając fakt, że dalej nie wiem- gdzie i kiedy w Polsce było ostatnio -20 stopni? Jak żyję takich mrozów nie pamiętam...


            No jak to kiedy?
            W pierwszym poście było napisane: zima rok temu.
            Wnioskuję, iż chodzi o zimę 2007/2008, kiedy moje dzieci zimowe kurtki miały na sobie przez jakieś 2-3 dni, bo przez resztę zimy było na nie za ciepło tongue_out
            • pitu_finka Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 18:40
              Chyba na początku 2006 ostatnio było tak zimnowink W tym roku udało
              się nam załapać tylko na -15 w górach, na poczatku stycznia. Dodam,
              że dziecko mi się rozchorowało jak wróciło do Warszawy i zamiast być
              na dworze 5 godzin przestało wychodzić.
          • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie 27.01.09, 17:00
            "kiedy w Polsce było ostatnio -20 stopni?"
            Jakoś chyba po Nowym Roku ostatnio. O godzinie 6.30 stwierdziłam -22
            stopnie więc nie zaprowadziłam młodej do szkoły.
    • uullaa Re: praktyka na żywym organiźmie 25.01.09, 17:48
      E, trochę się pogubiłam. Czytałam ten wątek na forum "Niemowlę", a
      teraz go nigdzie nie ma, za to tutaj sobie drugi kwitnie. A gdzie
      się podział ten z "Niemowlęcia", Mychaer? Oświeć mnie.
      • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 25.01.09, 21:02
        uullaa napisała:

        > E, trochę się pogubiłam. Czytałam ten wątek na forum "Niemowlę", a
        > teraz go nigdzie nie ma, za to tutaj sobie drugi kwitnie. A gdzie
        > się podział ten z "Niemowlęcia", Mychaer? Oświeć mnie.

        Hmmm... wiesz, chyba został skasowany, bo zakładając ten, przez zawieszenie
        serwera pomyliłam się zdublowałam posty..
        • uullaa Re: praktyka na żywym organiźmie 25.01.09, 22:13
          Szkoda. Pozdrawiam.
    • jagabaga92 Re: praktyka na żywym organiźmie 26.01.09, 13:10
      ...na podstawie tematu pomyslałam, że to wątek o tym jak to "lekarze PRAKTYKUJĄ
      na żywych organizmach"... - mnie taka praktyka, a właściwie eksperymentowanie
      swojej, baaaaardzo często, nie-wiedzy lekarzy na dzieciach bardziej przeraża
      • izabeladrozd Re:do autorki watku dlugie 26.01.09, 13:36
        hej nie chce cie osadzac ale ty tez nie osadzaj innych dam ci
        przyklad 4 miesiace temu moj 10 miesieczny wtedy synek byl chory
        mial biegunke i goroczke po 5 dniach ciezkich nocy i dni ok 12 synek
        wypil mleczko i usnal a ja ze zmeczenia razem z nim ok 14
        obudzilismy sie i okazalo sie ze synek po mleczku zrobil przez sen
        kupke strasznie sie odpazyl przewinelam nasmaraowalam i poszlismy do
        lekarza bo mialam wizyte w sprawie stulejki niestety po drodze synek
        znowu ubrudzil pieluszke a ja wziwlam ze soba tylko pieluszke w
        torebke bo po badaniu chcialam zalozyc swieza niestety ani kremu ani
        chustek umylam go pod zlewem ale nie nakremowalam gdy pani doktor
        zobaczyla strasznie sie zbulwersowala wypisala sudocrem na recepte i
        prawie z krzykiem pouczala ze mam przy kazdej zmianie pieluchy go
        smarowac mialam strasznie mi bylo przykro ze bo ocenila mnie ot tak
        jak ty tych ludzi byla w zastepstwie widzial mnie po raz pierwszy a
        to bylo 1 odparzenie synka tak wiec nauczylam sie pokory zeby zbyt
        pochopnie nie oceniac dodam ze moja starsza corcia darla sie w
        nieboglosy zawsze do 6 miesiaca zycia przy ubieraniu w wozku
        przebieraniu nawet na rekach robilismy badania testy wkoncu lekarz
        orzekl ze taki egzemplaz mi sie trafil uspokojila sie gdy zaczela
        raczkowac w wieku 6 miesiecy i tez chodzilam z nia po sklepach bo
        trzeba cos do ubrania kupic kurtkr czy buty na zime czy cos do
        jedzenia a chlopczyk na sankach mogl nawet nie miec mamy moze nie
        zyla a ty ja osadzasz i mowisz ze wyposcila ich na dwor teraz ludzie
        czesto zwracaja mi uwage ze synek ma zakryta twarz kocykiem w wozku
        jak spi a on poprostu zawsze zsie kocyk i naciaga go na siebie nawet
        jesli go odsuwam to i tak go przyciaga a ludzie ze zdziwienie patrza
        ze chhyba chce dziecko zabic tu w angli zaras widac ktora matka
        polka bo dzieci ja na sybir ubrane i to wyglada czasem smiesznie a
        zreszta kto ci powiedzial ze te maluszki beda chorowac moze akurat
        bardziej wychuchane wiecej bedzie chorowac a i mnie czasem szlak
        trafia jak ktos cos mowi moja corka chodzi czsto bez kurtki i tylko
        polki sie odwracaja a ja wtedy pytam corcia zimno co a ona krzyczy
        nie
        • pitu_finka Re:do autorki watku dlugie 26.01.09, 15:08
          Hmmm, ja powiem tak - wychodzę z dzieckiem na duży mróz w myśl
          zasady że nie ma nieodpowiedniej pogody sa tylko nieodpowiednie
          ubrania (córka ma 2 lata) (inna sprawa że takowy się, niestety,
          zdarza w Polsce rzadko). Nie uważam się za nieodpowiedzialna matkę,
          taki sposób postępowania jest przemyślany. I gdyby jakas druga młoda
          matka zwróciłaby mi uwagę to roześmiałabym się jej w twarz, a jak
          miałabym zły dzień to powiedziała jeszcze coś do słuchu.

          I tak mi się jeszcze nasuwa - byłam w Norwegii w te wakacje i byłam
          zszokowana tym jak ubierane sa niekiedy tamtejsze dzieci. Mimo że
          stosuję zimny wychów to nie miałam odwagi swojej córy tak
          porozbieraćwink I co? I to, że tamtejsze dzieci są o niebo lepiej
          zahartowane niz nasze pozawijane w koce dzieciaki. Także nie osądzaj
          tak łatwo i nie wychowuj dorosłych ludzi.
        • rzasik zbyt ostre komentarze 26.01.09, 15:47
          Myślę że niekoniecznie tak naskakujecie na autorkę wątku, gdyż w sumie to
          słuszne intencje miała, poruszając ten temat.
          Przeczytajcie dokładnie jej pierwszy post. Opisała 3 sytuacje i zadała na końcu
          pytanie.. jako temat do dyskusji, ale widzę że z tą dyskusją ciężko, tyko
          dziewczynę atakujecie..
          Poza tym myślę że nie chodziło tutaj byście obruszone przyznawały się, ze też
          się myliłyście, bo rodzić ma takie prawo, bo się uczy.. No właśnie uczy się na
          własnym dziecku, czyli żywym organizmie i chyba stąd ten tytuł postu.. smile
          Więcej dystansu do postów, siebie i tolerancji życzę, pozdrawiam.
          • gocha80 Re: zbyt ostre komentarze 15.02.09, 18:17
            Ale to autorkę wątku zbulwersowały opisane przez nią sytuacje, o których tak
            naprawdę poza własnymi obserwacjami, pewnie krótkimi, niewiele wiedziała. Dwie
            pierwsze dla mnie wcale nie dziwne. Jakoś mróz dla mnie nie jest przeszkodą do
            spacerów. I nikomu nic do tego. A mróz mojemu dziecku nie szkodzi.
    • betty842 Zazstanów się jeszcze raz nad tym co napisałaś. 26.01.09, 19:34
      Nie wiem czy wiesz ale są kraje gdzie temperatury zimą przekraczają -
      20 st i nie wierzę że tam rodzice siedzą z dziećmi cały czas w domu.
      Ciekawa jestem co byś zrobiła będąc np. w Anglii gdzie
      niemowlaki "chodzą" z gołymi głowkami.Gdybyś którejś matce zwróciła
      uwagę pewnie popatrzyłaby na ciebie jak na wariatkę.
      Do dziś pamiętam pewną sytuację z dzieciństwa.Była zima.Conajmniej
      10 st poniżej zera.Poszliśmy z "bandą" na lodowisko (zamarznięty
      staw).Przyszła również córka sąsiadów (7-letnia wówczas).Miała na
      sobie długą spódnicę,pod którą nie miała żadnych rajstop.Gołe stopy
      a na nich najzwyklejsze buty gumowe.Wiem bo widziałam jak zakładała
      łyżwy.I co? Teraz ma 16 lat i wogole nie choruje.

      Zgodzę się z tobą że powinno się wtrącać jeśli dziecku dzieje się
      krzywda (jest bite czy gnębione).Ale ja tej krzywdy nie widzę w
      Twoich przykładach.Skąd wiesz czy inna matka widząc Twoje dziecko
      nie myśli:"A ta,jak to dziecko ubrała?Czy na Syberii jesteśmy zeby
      tak grubo dziecko ubierać?".Wierz mi,żadna matka nie chce robić
      krzywdy swojemu dziecku.
      Aaa i proszę nie pisz,że chcę się wybielić.Nie wychodzę z dzieckiem
      w ostry mróz bo po prostu mi się nie chce wychodzić w taką
      pogodę.Ale wierzę że dzieci tych rodziców których tak krytykujesz są
      o wiele bardziej zahartowane.
      Pamiętam jak nauczycielka biologii opowiadała o dzieciach sąsiadów
      (alkoholików).Dzieciaki biegały po deszczu bez butów i kurtek.Zimą
      chodziły bez czapek,szalików,rękawiczek i skarpet.Gile z nosa
      zwisały ale nic poza tym.Nie chorowały wogóle.Ale to akurat troszkę
      inna sprawa.
      • mychaer Re: Zazstanów się jeszcze raz nad tym co napisała 27.01.09, 15:51
        betty842 napisała:

        > Nie wiem czy wiesz ale są kraje gdzie temperatury zimą przekraczają -
        > 20 st i nie wierzę że tam rodzice siedzą z dziećmi cały czas w domu.
        > Seeeerio???!!!! Na Nobla zasłużyłaś!! Skończcie te swoje głębokie wywody i
        otwieranie mi oczu na znane i oczywiste mi rzeczy.
        Szkoda, że nie czytacie co piszę, tylko wkładacie mi już w tym momencie i każdym
        kolejnym postem nowe rzeczy w usta i same się podkręcacie.

        Nie wiem czy zwróciłyście uwagę, że w dużej mierze się z Wami zgadzam, napisałam
        kilka rzeczy, które na pierwszy rzut oka sobie zaprzeczają, jak to sprytnie i
        błyskotliwie kilka z Was dostrzegło, ale szkoda, że tak bierzecie wszystko do
        siebie.
        To miała być dyskusja jak słuszne zwróciła chyba tylko jedna mama uwagę post czy
        2 wyżej rzasika bodajże.
        Nie chce mi się dłużej odpierać Waszych bezpodstawnych ataków.
        Pozdrawiam i powodzenia życzę, bo przecież wkoło tylko sami idealni i wspaniali
        rodzice... dopilnowane dzieci.. a świstak siedzi i zawija te sreberka...


        nie
        • bj32 Re: Zazstanów się jeszcze raz nad tym co napisała 27.01.09, 17:19
          I dlaczego odnoszę wrazenie, że unosząc sie honorem i idac sobie
          precz o tych wszystkich okropnych kobiet, które się tu Ciebie
          czepiają pragniesz udowodnić, że to one są bezmyślne i niewrazliwe
          na cierpienia udręczonych przez durnowatych rodziców dzieci. W
          przeciwieństwie do Ciebie, takiej szlachetnej i mądrej.

          W dodatku sie wyzłośliwiasz:
          "Seeeerio???!!!! Na Nobla zasłużyłaś!! Skończcie te swoje głębokie
          wywody"
          "Nie chce mi się dłużej..."
          " przecież wkoło tylko sami idealni i wspaniali rodzice...
          dopilnowane dzieci..
          Po co Kotula sie wypowiada...
          I tak dalej.
          Nie dziw się, że skoro krytykujesz jak leci i chaotycznie, to
          stwierdzając, że wiedza czerpana z literatury jest bez sensu, to
          znów, ze bez sensu jest wiedza od starszych pokoleń, w innym zaś
          miejscu, ze jaki tam instynkt, bo to myśleć trzeba...
          Wychodzi, że Ty w ogóle masz szlachetne cele i tak dalej i właściwie
          Twoja racja jest najTwojsza.
          Pewnie zamierzenia odgórne miałaś dobre, ale sie zapętliłaś. No i
          nie potrzebnie na wszelkie stwierdzenia niezgodne z Twoja wizją
          odpowiadasz [nieomal] atakiem...
          Jak mi ktoś próbuje udowodnić, ze jestem z założenia głupia
          i "wreszcie coś mądrego napisałam" to też mam ochotę dać mu w uchosuspicious
          Dlatego nie dziwię się Kotuli.

          Mam nadzieję, ze wyciągniesz z tego wątku wnioski.
          • mychaer Re: Zazstanów się jeszcze raz nad tym co napisała 28.01.09, 14:47
            bj32 napisała:

            (...) znów, ze bez sensu jest wiedza od starszych pokoleń (...)

            ...kolejny przykład na to, że NIE DOKŁADNIE czytasz to co piszę... i do mylnych
            wniosków dochodzisz.. bo napisałam dokładnie odwrotne, ale nie widzę sensu
            prostowania czegoś kolejny już raz..


            > Mam nadzieję, ze wyciągniesz z tego wątku wnioski.

            Tiaaa, tak jak i inne mamy smilesmile
            • bj32 Re: Zazstanów się jeszcze raz nad tym co napisała 28.01.09, 16:07
              "Tiaaa, tak jak i inne mamy smilesmile"
              Czyli co? Jak inne mamy mają w nosie Twoje światłe wypowiedzi, to Ty
              też masz wnosie wszystko, co czytasz na forum? Gratuluję.
    • figrut Re: praktyka na żywym organiźmie 28.01.09, 02:55
      Czytam ten post i zdaje mi się, że to krytyka mojej osoby, choć nie tak do końca big_grin
      - idąc do lekarza jestem bardzo upierdliwą mamą małych pacjentów i domagam się
      bardzo wyczerpującej informacji na temat ewentualnej choroby, na co dany lek
      działa, jakie są najczęściej spotykane skutki uboczne itp.
      - wiedzę o dzieciach próbowałam zdobywać z czasopism o dzieciach, ale tam jeden
      miesięcznik przeczył drugiemu i zdałam się na własną intuicję
      - wychodząc z noworodkiem ze szpitala wskoczyłam najpierw z młodym do Kauflandu
      ( w bodziaku i skarpetkach o zgrozo tongue_out, ale wtedy upalny maj był) , żeby się w
      hurtową ilość pieluch zaopatrzyć (Kaufland naprzeciw szpitala, a w moim
      miasteczku go nie ma)
      - po powrocie do domu z tymże noworodkiem i jego niespełna dwuletnim bratem do
      marketu po coś do jedzenia i prania wskoczyłam (już w moim miasteczku)
      - moje półroczne dzieci w 20 stopniowy mróz na spacerze były (fakt, z rękawiczkami)
      - jako już stabilnie siedzące brzdące na sankach też w 20 stopniowym mrozie
      jechali. Co prawda w kombinezonach i kurtkach na to nałożonych, ale na spacerze byli

      Co do braku informacji obsługi noworodka to zupełnie się nie zgadzam. Jest tych
      informacji tyle, że człowiek głupieje od ich nadmiaru. Przy wyjściu ze szpitala
      dawali nam książeczki "Pierwszy rok życia dziecka" gdzie wszystko było podane na
      tacy, tylko przeczytać trzeba.
      > Sobota wieczorem, duszny, pełen ludzi pasaż w centrum handlowym, spacerujący
      > nowo upieczeni szczęśliwi i uchachani rodzice, robią zakupy, tak około 30 lat,
      > on niesie w kaftaniku i śpiochach, zwiniętego, piąstki zacieśnięte,główka
      > wsparta na ramieniu tatusia różowego, jeszcze w krostkach wręcz noworodka!
      No cóż, sezon chorobowy, więc pomysł nieco głupawy, ale chwali się fakt, że
      dziecko w tym dusznym miejscu zapakowane w kombinezon i opatulone kocem nie było.
    • polsz Re: praktyka na żywym organiźmie 30.01.09, 10:50
      dziewcze, gdzie ty takie mrozy miałaś w grudniu 2008?? Albo zeszłej zimy?? Na
      Alasce??
    • polsz Re: praktyka na żywym organiźmie 30.01.09, 11:05
      a co miał z tym noworodkiem zrobić? Zastrzelić?
    • batsi81 Re: praktyka na żywym organiźmie 01.02.09, 19:34
      a ja ostatnio będąc z synkiem na kontroli w przychodni widziałam kobietę z ok miesięcznym dzieckiem które było ubrane w bardzo ciepły pajac (pewnie miało jeszcze cos pod spodem) i owa kobieta szykując się do wyjscia ubrała na niego jeszcze ciepły kombinezon, czapke, rękawiczki, tak ubranego umieściła w nosidle od wózka następnie przykryła złożonym kilka razy dużym kocem akrylowym,potem zapięła dość grube przykrycie nosidła, całe nosidło było juz na maksa wypełnione i takie napęczniałe wręcz. Z przodu był mały otwór tylko w którym można było zapewne jeszcze dostrzec główkę dziecka i kobieta ta wychodząc już z budynku nakryła jeszcze ten otwór wystającym z nosidła kocem tak że dziecko było calutkie zakryte i to dopiero jest przesada i robienie krzywdy dziecku a nie to co przedstawiłaś droga autorko wątku. Ale jak znam życie ty nalezysz do osób które tak właśnie opatulają dziecko przed wyjściem z domu.
      Tak poza tym to ja z moim synkiem poszłam do supermarketu juz tydzień po wyjściu ze szpitala i chodzę z nim codziennie, nie ubieram czapki gdy uznam że to nie jest konieczne, nie ubieram jak do wyprawy na syberię i wychodzę z nim na spacer bez względu na to jaka pogoda panuje na zewnątrz. Synek mój ma już 10 miesięcy i ani razu nie chorował a ja jestem od początku świadoma tego co robię i wiem że robię dobrze.
      Pozdrawiamsmile
    • layqa20 Re: praktyka na żywym organiźmie 02.02.09, 19:17
      Odp. na pierwszy post.
      Oczywiście że rodzice o których pisałaś zachowują się nieodpowiedzialnie, ale to
      chyba wbrew pozorom mniej niebezpieczne niż nadmierne chuchanie na dziecko.
      Przykład: maluch rodzi się w marcu, całą zimę siedzi w domu "bo zimno" a gdy w
      maju pierwszy raz wychodzi na dwór dostaje zapalenia płuc i umiera. Fakt chociaż
      już sprzed wielu lat. Ja z moim synkiem od początku wychodziłam, najadłam się z
      tego powodu wiele stresu ze strony życzliwych bojących się o zdrowie mojego
      dziecka (może właśnie takich jak autorka tematu), mały jest odporny i nie
      choruje (chociaż wg niektórych miał nie dożyc trzech miesięcy z powodu mojego
      postępowania). Moim zdaniem najczęściej rodzice intuicyjnie wiedza co jest dobre
      dla dziecka, może mróz -20 stopni dla dziecka które wychodziło przy -10 i -15 to
      nic wielkiego.
    • layqa20 Re: praktyka na żywym organiźmie 02.02.09, 19:23
      A i jeszcze a propos dobra dzieci: chyba niczym dobrym dla dziecka jest matka
      trzęsąca się z bezsilności i złości po wysłuchaniu tysiąca rad , jak ma
      postępować ze swoim dzieckiem,, ze jest zła nieodpowiedzialna i prędzej czy
      później maleństwo źle skończy. Ja wiem jak mój synek płakał kiedy próbowałam go
      karmić trzęsąc się ze zdenerwowania. Może troche więcej zaufania do matek,
      zwłaszcza ze nie chcą dziecka skrzywdzić.
      • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 13:53
        Oki, ja sobie wymyślam, dokładam, źle widzę. Okiii..

        W niedziele szliśmy na sanki z synem, na skrzyżowaniu stał samochód z młodym
        małżeństwem, on prowadził, ona na przednim siedzeniu przypięta pasem, trzymała
        na kolanach nosidełko z kilku miesięcznym dzieckiem..
        Pewnie znów nie zmieszacie z błotem i skrytykuje, bo przecież tak się dzieci
        dziś autami przewozi??!!

        I nie piszcie że ci rodzice mają prawo się mylić, nie wiedzieć, muszą się
        nauczyć?! Może jak dla pierwszego dziecka które wyleci z tym fotelikiem przez
        przednią szybę przy byle zderzeniu kupią trumienkę to drugie zaczną przypinać?!

        Wy też tak bez pasów dzieci wozicie??? To też norma, coś zwyczajnego, na co nie
        należy zwracać uwagi??
        • betty842 mychaer tu masz rację 04.02.09, 09:54
          mychaer napisała:
          > W niedziele szliśmy na sanki z synem, na skrzyżowaniu stał
          samochód z młodym
          > małżeństwem, on prowadził, ona na przednim siedzeniu przypięta
          pasem, trzymała
          > na kolanach nosidełko z kilku miesięcznym dzieckiem..
          > Pewnie znów nie zmieszacie z błotem i skrytykuje, bo przecież tak
          się dzieci
          > dziś autami przewozi??!!

          Twojego pierwszego wątku zupełnie nie rozumiem,ale w tym wątku
          rzeczywiście masz się o co rzucać.To jest przykład debilizmu.To
          akurat dla nas wszystkich jest oczywiste i chyba nie podlega
          dyskusji.
          • mychaer Re: mychaer tu masz rację 04.02.09, 20:36
            A miałam nadzieję, że też podyskutujecie na ten temat smile I udowodnicie mi, że
            źle widziałam, złe wnioski wyciągnęłam i to przecież norma na przewożenie dzieci
            jest..

            • memphis90 Re: mychaer tu masz rację 15.02.09, 18:25
              Nie, to jest skrajny debilizm. Ja dziś widziałam parę przewożącą dziecko w
              niezapiętym foteliku (a przynajmniej zakłdam, że nie był zapięty, bo nie
              widziałam dotąd fotelika 0-9kg montowanego przodem do kierunku jazdy). Ale co
              miałam zrobić? Rzucić się im pod koła? Na marginesie- niedawno kolega nam
              wyznał, że nie zapina fotelika, bo tak stabilnie stoi... (Żeby było zabawniej-
              akurat wcześniej wykładał nam zasady bezpiecznej jazdy na motocyklu i tłumaczył
              mężowi, dlaczego zabije się na modelu, jaki sobie chciał zakupić.) reakcja była
              od razu "chłopie, ty nam tu opowiadasz o bezpieczeństwie, a dziecka nie
              przypinasz?". Trzy dni później zameldował nam, że fotelik kupili nowy i już
              zapinają... Ale do głowy by mi nie przyszło, żeby ingerować w sposób trzymania
              dziecka, sposób karmienia dziecka (IMO w ekstremalnie niewygodnej dla malucha
              pozycji) czy ich zwyczaje spacerowe. I tyle.
      • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 13:57
        Może troche więcej zaufania do matek,
        > zwłaszcza ze nie chcą dziecka skrzywdzić.

        No niestety, dosyć idealistyczne podejście, a głupota ludzka czasem
        nie zna granic. A dziecko się nie obroni samo. Przypomina mi się
        taka sytuacja znad Bałtyku w zeszłym roku - dziecko jakiś 1 rok,
        może mniej, w wózku, nad morzem bardzo wieje (lato nie rozpieszczało
        nad Bałtykiem w zeszłym roku). Mój syn (ponad 2,5) ubrany (ale nie
        żeby się przegrzał), w czapce z zakrytymi uszami. Ten maluch -
        krótki rękawek, zero czapki, a panna (jak się okazało starsza
        siostra - nastolatka) wiezie go buźką pod wiatr. Dziecko aż oczy
        zamyka tak mu wieje w twarz. Z uśmiechem na twarzy zagajam "wie pani
        co? może pani okręci ten wózek budką do przodu pod wiatr, bo tak
        wieje, że małemu do uszu może nawiać". Cisza i spojrzenie z
        cyklu "zabiję cię zaraz babo", kontynuowanie spaceru tak samo. A za
        chwilę przylatuje ojciec dziecka, staje koło mnie i się gapi
        karcąco. No to ja do niego znowu grzecznie - wie pan wieje bardzo,
        może nawiać dziecku do uszu. A ten jakieś chamskie teksty. No to się
        wkurzyłam, a co mu powiedziałam, to nie napiszę, bo na 100% mnie
        wytną. zagroziłam też że zaraz wezwę policję, bo narażają dziecko na
        wychłodzenie i zapalenie uszu, a bycie morsem to chłopiec sobie
        może trenować jak dorośnie. Efekt był taki że wynieśli się z plaży.
        I tak sobie myślę, może dzięki temu chłopiec miał zdrowe wakacje? A
        że się dorośli trochę nerwów najedli - za głupotę rodzicielską
        trzeba płacić. Ja w każdym razie jak widzę takie sytuacje np.
        zagrażające wręcz zdrowiu dziecka to reaguję, czego i Wam życzę.

        A co do sytuacji w supermarketach - często widuje się oboje rodziców
        z malutkim dzieckiem na zakupach. Zakupy to nie jest sposób na
        spędzanie czasu z dzieckiem, jedno z nich mogłoby z nim zostać w
        domu. Oczywiście są różne sytuacje - mąż wyjechał, samotna matka z
        dzieckiem, która musi zrobić zakupy itd. Ale w dużej części
        przypadków zabieranie dziecka na zakupy jest po prostu niepotrzebnym
        narażaniem dziecka na chorobę, zwłaszcza w okresie zimowym.
        • mychaer Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 14:04
          joannaiwa napisała:

          > Może troche więcej zaufania do matek,
          > > zwłaszcza ze nie chcą dziecka skrzywdzić.
          >
          > No niestety, dosyć idealistyczne podejście, a głupota ludzka czasem
          > nie zna granic. A dziecko się nie obroni samo.

          > I tak sobie myślę, może dzięki temu chłopiec miał zdrowe wakacje? A
          > że się dorośli trochę nerwów najedli - za głupotę rodzicielską
          > trzeba płacić. Ja w każdym razie jak widzę takie sytuacje np.
          > zagrażające wręcz zdrowiu dziecka to reaguję, czego i Wam życzę.
          >
          Wreszcie zdrowe myślenie... Dzięki za wpis joannaiwa.
          • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 17:07
            mychaer - nie przejmuj się zbytnio tym co tu piszą i rób swoje.
            Ciekawe, że dorośli często wielce hartują dzieci na mrozie, ale sami
            jak nie muszą to nosa nie wychylają z chałupy, bo pogoda taka że
            pies nie chce wyjść nawet na spacer (zwierzę swój rozum ma).
            Czytałam też wypowiedzi Polek, które są w Anglii czy Irlandii.
            Owszem wychów zimny tam jest, ale dzieciaki mają wieczny katar i
            kaszel, a z tym zahartowaniem to bym nie przesadzała, a to zimno to
            się głównie w uczuciach odkłada w ramach angielskiej flegmy i
            dystansu. A Norwegia - cóż piękny kraj i dzieci tam (odpowiednio
            ubrane!!!!) przyzwyczajają do mrozu szybciej, bo jakie mają wyjście.
            Ale czy znacie dane o samobójstwach i depresji w krajach
            skandynawskich (brak słońca i ciepła)- nie są budujące. Ja tam
            ciepłolubna jestem (w końcu z Dolnego Śląska - naszego
            najcieplejszego ośrodka w Polsce) i dziecka na mróz nie wyganiam. A
            mąż choć z Suwałk - bieguna zimna, też się nie upiera. Lekarze
            podają że poniżej -10C jak nie ma potrzeby to dziecka lepiej na mróz
            nie brać, bo ma cieńszą skórę (łatwiej o odmrożenia) i słabiej
            wykształcony układ odpornościowy.
            • pitu_finka Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 18:51
              Myślę, że gdyby Norwegowie nie wychodzili z dziećmi na dwór, to samobójstw
              byłoby jeszcze więcej. Ale ciekawy dodatek to tego wątku, niewątpliwiesmile
              FYI - jak dziecko jest na dworze celem hartowania, to ja się haruje razem z nim.
              I też nie choruję. I ja też z tych co nie zawsze zakładają dziecku czapkę latem
              na plażywink Pozdrawiam.
        • figrut Re: praktyka na żywym organiźmie 03.02.09, 23:25
          > No niestety, dosyć idealistyczne podejście, a głupota ludzka czasem
          > nie zna granic. A dziecko się nie obroni samo. Przypomina mi się
          > taka sytuacja znad Bałtyku w zeszłym roku - dziecko jakiś 1 rok,
          > może mniej, w wózku, nad morzem bardzo wieje (lato nie rozpieszczało
          > nad Bałtykiem w zeszłym roku). Mój syn (ponad 2,5) ubrany (ale nie
          > żeby się przegrzał), w czapce z zakrytymi uszami. Ten maluch -
          > krótki rękawek, zero czapki, a panna (jak się okazało starsza
          > siostra - nastolatka) wiezie go buźką pod wiatr. Dziecko aż oczy
          > zamyka tak mu wieje w twarz. Z uśmiechem na twarzy zagajam "wie pani
          > co? może pani okręci ten wózek budką do przodu pod wiatr, bo tak
          > wieje, że małemu do uszu może nawiać".
          Widzisz, dla mnie zakładanie czapki latem, która ma chronić uszy to głupota
          właśnie. Wiele osób myśli tak, jak Ty i pewnie dlatego niektórzy próbowali mnie
          wzrokiem zabić, kiedy nad jezioro zabrałam mojego dfwutygodniowego wtedy syna
          pod parasolem w wózku i bez czapki. "Pani, ubierze pani to dziecko i czaaaapkę
          na główkę założy, bo mu uszy zawieje" big_grin Dla mnie czapka to ubiór późnojesienny,
          zimowy i wczesnowiosenny. Na lato jest czapka z daszkiem, kapelusz lub coś, co
          przed słońcem głowę ochroni. Moje dzieci między uszami jeszcze mózg mają, więc o
          przeciągi w uszach się nie martwię, bo przelotu na drugą stronę głowy nie ma.
          Mój średniak miał zapalenie ucha akurat w czasie zakładania mu czapki. Nie było
          to jednak zapalenie przez założoną czapkę czy też jej brak, a z powodu remontu w
          mieszkaniu, strasznego zapylenia i kataru którego młody się przez to dorobił
          (podrażniona śluzówka). Teksty w upalne lato, kiedy to wróżono mi zapalenie płuc
          u dzieci, bo noworodki w upale w samej pieluszce i bez czapki leżały wyśmiewałam
          prosto w twarz. Teksty o "zawianych" uszach latem również. Nigdy nie żałowałam
          takiego ubierania moich dzieci, bo to nie moje chorowały i chorują, a te, które
          opatulało się na zasadzie "dziecko jak kurczaczek, musi mieć ciepło". Moje
          dzieci to istoty ludzkie - ja bez czapki, one bez czapki. Mnie gorąco jak jestem
          bez ruchu, to im też gorąco. Mnie dobrze w długim rękawie kiedy siedzę na
          ławeczce, moim dzieciom ciepło wtedy w krótkim rękawie, bo dziczeją na placu
          zabaw i są w ciągłym ruchu.
          • annaa77 Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 08:36
            figrut napisała:

            > Widzisz, dla mnie zakładanie czapki latem, która ma chronić uszy
            to głupota
            > właśnie. Wiele osób myśli tak, jak Ty i pewnie dlatego niektórzy
            próbowali mnie
            > wzrokiem zabić, kiedy nad jezioro zabrałam mojego dfwutygodniowego
            wtedy syna
            > pod parasolem w wózku i bez czapki. "Pani, ubierze pani to dziecko
            i czaaaapkę
            > na główkę założy, bo mu uszy zawieje" big_grin Dla mnie czapka to ubiór
            późnojesienny
            > ,
            > zimowy i wczesnowiosenny. Na lato jest czapka z daszkiem, kapelusz
            lub coś, co
            > przed słońcem głowę ochroni. Moje dzieci między uszami jeszcze
            mózg mają, więc
            > o
            > przeciągi w uszach się nie martwię, bo przelotu na drugą stronę
            głowy nie ma.
            > Mój średniak miał zapalenie ucha akurat w czasie zakładania mu
            czapki. Nie było
            > to jednak zapalenie przez założoną czapkę czy też jej brak, a z
            powodu remontu
            > w
            > mieszkaniu, strasznego zapylenia i kataru którego młody się przez
            to dorobił
            > (podrażniona śluzówka). Teksty w upalne lato, kiedy to wróżono mi
            zapalenie płu
            > c
            > u dzieci, bo noworodki w upale w samej pieluszce i bez czapki
            leżały wyśmiewała
            > m
            > prosto w twarz. Teksty o "zawianych" uszach latem również. Nigdy
            nie żałowałam
            > takiego ubierania moich dzieci, bo to nie moje chorowały i
            chorują, a te, które
            > opatulało się na zasadzie "dziecko jak kurczaczek, musi mieć
            ciepło". Moje
            > dzieci to istoty ludzkie - ja bez czapki, one bez czapki. Mnie
            gorąco jak jeste
            > m
            > bez ruchu, to im też gorąco. Mnie dobrze w długim rękawie kiedy
            siedzę na
            > ławeczce, moim dzieciom ciepło wtedy w krótkim rękawie, bo
            dziczeją na placu
            > zabaw i są w ciągłym ruchu.

            Jak miło poczytać wpis rozsądnej Mamy!
          • kacha110 Re: praktyka na żywym organiźmie 07.02.09, 23:40
            No właśnie skad ten mit ze zapalenie ucha środkowego bierze się z
            tego ze do niego "nawieje"????????????????
        • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 08:54
          Cytat
          Z uśmiechem na twarzy zagajam "wie pani
          co? może pani okręci ten wózek budką do przodu pod wiatr, bo tak
          wieje, że małemu do uszu może nawiać"


          Joanno, złoto moje szczere!!
          Powiedz mi, co się takiego strasznego stanie, jeśli dziecku do uszu nawieje?? Myślałam, że mit "wiatr w uszach powoduje zapalenie uszu" przestał pokutować w społeczeństwie, ale widzę, że jednak trzeba nadal nieść kaganek oświaty.

          Ja nie mówię o wietrze mroźnym, który potrafi sprawić, że uszy piekielnie bolą, bo jest zimny jak diabli. Pisałaś zdaje się, o lecie. Kiedy mrozu nie ma tongue_out.
          • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 11:21
            jak ktoś czytać nie umie to resztę sobie dointerpretuje. Pisałam, że
            był straszny wiatr - pisałam, pisałam że małe, niespełna roczne
            dziecko (polecam trochę literatury medycznej w tym zakresie,
            zwłaszcza jeśli chodzi o trąbki słuchowe - nie zaszkodzi)- pisałam.
            Srebrna rybka na wychowaniu pisała o "czytaniu ze zrozumieniem" - w
            tym przypadku akurat popieram i polecam. Nota bene na plaży (i nie
            tylko na plaży) ja też nie zmuszam młodego w upał czy pogodzie bez
            wiatru do noszenia czapki (sama czapek nie znoszę) i akurat w tym
            zakresie nikt mnie do rozsądku namawiać nie musi (to akurat przywara
            jeszcze starszego pokolenia). Ale co tu tłumaczyć - to tak "jakby
            się z koniem kopać" trawestując słowa Mamy Kotuli.

            BTW - Mamo Kotulo wracaj do książek i studiów, boś młoda, a kryzys
            straszny. Jeszcze Ci od tego forum światłości ubędzie i z pracą
            krucho może być. A czyś Ty nie czasem Adam Kotula? Gdyż wskutek
            błędu serwera GW takowy z e-mailem do mnie dotarł. Z wpisu wyglądał
            całkiem jak Ty.
            • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 12:31
              Nie będę się powtarzać, bo mi klawiatury szkoda. Patrz ostatni akapit w linku poniżej:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=86603463&a=86787562
              • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 12:49
                Generalnie mam gdzieś twoje zdanie i twoje odzywki (chamskie na
                dodatek). Tak długo jak nie zwracasz się do mnie, ja nie zwracam się
                do ciebie. Zaczepiasz i prowokujesz - dostaniesz po uszach.
                Niepełnosprawność dziecka nie zwalnia z kultury osobistej, a tej
                ewidentnie ci brakuje.
                • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 13:53
                  jak już linkujemy - w tamtym wątku polecam to podsumowanie

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=86603463&a=87045525
                  Ono obrazuje też sposób podejścia do dzieci, o który tak naprawdę
                  też chodzi w tym wątku - z szacunkiem do ich potrzeb, ich braku
                  ochoty i wrecz czasem siły fizycznej na wałęsanie sie po centrach
                  handlowych, zwracania uwagi przez rodziców na potrzeby czysto
                  fizjologiczne jak choćby ochrona przed zimnem, silnym wiatrem itd.
                  Większość rodziców takie podejście szanujące potrzeby dzieci ma. Ale
                  zdarza się i luzackie podejscie nowomodnych rodziców w stylu "to
                  dziecko ma się dostosować do mnie i moich potrzeb, bo np. mi młodość
                  przecieka przez palce". A niektórzy w ogóle nie myślą co w tej
                  sytuacji myśli i czuje dziecko, bo to przecież taki mały głupiutki
                  jeszcze nie-człowiek. A w dodatku prawie nasz niewolnik - w ramach
                  władzy rodzicielskiej można z nim wiele zrobić (na szczęście w
                  bardziej drastycznych przypadkach są jeszcze instytucje państwowe,
                  które moga interweniować). I myślę, że o to m.in. autorce wątku
                  chodziło.
                  • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 18:32
                    Joanno, po pierwsze bardzo poproszę o nieatakowanie Kotuli. Mozecie
                    sie sobie nie lubić, ale bez bójek na forum. Zamówcie sobie basen z
                    kisielem, wyskoczcie na gołe klaty i bedzie z głowy.

                    Po drugie ja mojej córce nigdy na plażę nie zakładałam czapeczki
                    zakrywajacej uszy. Piasek jej ma tam nalecieć, czy co? Ciepły wiatr
                    nie szkodzi. Ani na plażę, ani w ogóle, jeśli nie było mroźnej
                    wichury. Po trzecie dzieci przez tysiaclecia były, nawet jako
                    niemowlęta, noszone i wożone wszędzie. W czapeczkach i bez. Bywały
                    od urodzenia między ludźmi, bo do położnicy przybywało w odwiedziny
                    8/9 wsi, wszyscy krewni i znajomi królika i jakos te dzieci nie
                    zapadały od razu na wszystkie dostępne choroby. Moja też nie zapada.
                    Mimo, że pozwalam jej pić surowe mleko z kartonu prosto z lodówki,
                    jeść to, co jej spadnie na podłogę, pozwalam pić colę, jeść chipsy,
                    surowe pieczarki, marynowane pieczarki, a jak miała rok to jadła
                    oliwki. I, jak nie miałam wyjścia, to szłam z niż do hipermarketów.
                    I dalej chodzę. I nie przeszkadza mi, jak łazi po kałużach i tarza
                    sie w śniegu. I mnóstwo innych rzeczy.

                    I wiesz co? Przyznam Ci się szczerze, ze gdyby mi ktoś zagroził
                    policją za to, że dziecko nie ma na głowie uszanki, to bym go nie
                    zbluzgała. Ale śmiałabym się chyba z tydzień.
                    W dodatku przekonanie, że matka ma być cierpiętnicą w imię
                    macierzyństwa, poświecać sie i moze jeszcze latać w płaszczysku w
                    jodełkę jest na mój gust poronione. To jest właśnie robienie
                    niewolnicy z matki. Co prawda czasy mamek już minęły, ale to jeszcze
                    nie powód, zebym wygnała meża samego na zakupy przedświateczne, a ja
                    siedziała przykuta z dzieckiem do kuchenki, bo komuś się takie
                    wyjścia wydają bez mała zabójstwem z premedytacją owego dziecka
                    przez wyrodnych rodziców.
                    I wiesz co? Moje "maltretowane" dziecko nie wygląda na skrajnie
                    nieszczęśliwe, a jak ją odbieram ze szkoły, to leci do mnie jak na
                    skrzydłach. Chyba mnie strasznie nienawidzi za traumy z dzieciństwa
                    i podłe traktowanie, bo dzisiaj omal mnie nie przewróciławink
                    • mama_kotula Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 19:59
                      Cytat
                      Po drugie ja mojej córce nigdy na plażę nie zakładałam czapeczki
                      zakrywajacej uszy. Piasek jej ma tam nalecieć, czy co? Ciepły wiatr
                      nie szkodzi


                      Niektórym szkodzi. Nalatuje przez trąbki Eustachiusza. Ale to imho wtedy, kiedy dziecko ma otwartą na oścież paszczę, bo raczej nie z zewnątrz...?
                      • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 22:04
                        Aaaa... Nalatuje na trąbki i na nich trąbi, jak mniemam.
                        Znam, a jakże, teorię, ze dziecko absolutnie i bezwzględnie musi, no
                        musi i już! mieć czapeczkę, chusteczkę czy diabli wiedzą co, kiedy
                        wieje wiatr. Bo zawieje i przewieje i w ogóle. Każde dziecko. Nawet
                        takie, które ma założone aparaty słuchowe. Po usłyszeniu tej, jakże
                        rozsadnej, teorii przestaje mnie dziwić cokolwiek, łącznie z wiatrem
                        trąbiacym przez trąbki i przekuwaniem uszek przez młoteczek na
                        kowadełku...
                        • gocha80 Re: praktyka na żywym organiźmie 15.02.09, 18:32
                          bj32 napisała:

                          > Znam, a jakże, teorię, ze dziecko absolutnie i bezwzględnie musi, no
                          > musi i już! mieć czapeczkę, chusteczkę czy diabli wiedzą co, kiedy
                          > wieje wiatr. Bo zawieje i przewieje i w ogóle.

                          A ja dodatkowo znam teorię, że jak już jesień kalendarzowa przyjdzie to
                          niezależnie od temperatury rajstopy pod spodnie, rękawice na ręce i grubsza
                          czapka, bo zimno.
                          Jak pada deszcz to się z dzieckiem w domu siedzi, chyba się niektórzy boją że
                          dzieci z cukru i się rozpuszczą smile.
                          I pewnie jeszcze wiele innych takich teorii dałoby się wysnuć.
                          • gocha80 Re: praktyka na żywym organiźmie 15.02.09, 18:35
                            Żeby nie było, moje dziecko ma 2,5 roku i swoją pierwszą zimę (2006/2007)
                            głównie w jesiennej kurtce i nieocieplanych spodniach spędziła, bo zimy nie
                            było. Dla niektórych pewnie niewyobrażalne, żeby dziecka półrocznego w
                            kombinezon zimą nie ubierać.
                            Córka żyje, ma się świetnie i rzadko choruje.
                    • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie do BJ32 i Figrut 05.02.09, 12:54
                      A Ty jesteś pewna że dobre forum moderujesz i we właściwej sprawie
                      się wypowiadasz? Bo Twoje dziecko, o ile pamiętam to 7 lat już ma,
                      jeśli nie blisko 8, więc raczej mało pamiętasz jak to jest z
                      dzieckiem niespełna rocznym. Poza tym zdaje się, że ona ma właśnie
                      głęboki niedosłuch, więc o uszach powinnaś wiedzieć praktycznie
                      wszystko (widziałam na pomocnych e-mamach jak pisałaś, że ksiądz z
                      tego powodu odmówił dziecku komunii - to dopiero jest skandal - może
                      skieruj swoją energię tam właśnie bo się sk... należy). Co do plaży -
                      ciekawe ile jeszcze razy muszę podkreślić że był bardzo silny wiatr,
                      pogoda przedsztormowa praktycznie, nawet dorośli chodzili w
                      kapturach, a dziecko aż oczy zamykało tak mu wiało w twarz. I nie o
                      czapkę chodziło (też nie wzywałabym policji z tego powodu), ale o
                      nieodpowiedni strój - właściwy na upał 25C i wiezienie wózkiem buzią
                      pod wiatr, podczas gdy wystarczyło okręcić tylko wózek i mały miałby
                      dużo większy komfort jazdy. No i oczywiście o chamstwo ojca na sam
                      koniec. Co się tak tej czapki czepiłyście to nie wiem - chyba jakieś
                      traumatyczne przeżycia z przeszłości. Co do trąbek Eustachiusza -
                      sugeruję rozmowę z laryngologiem, bo z tego co widzę żadna z Was
                      ekspertem nie jest. A gdybyś mnie zbluzgała na plaży to spotkałabyś
                      się z policją, i tyle, z powodów jak wyżej.

                      A co Ty tej Kotuli tak bronisz - krewna Twoja czy co, tym bardziej
                      że to ona mnie zaatakowała pierwsza. Kotuli napisałam - ona nie
                      atakuje mnie, ja nie atakuję jej, mamy skrajne poglądy na wiele
                      spraw i porozumienie w tych kwestiach nie jest możliwe (z tego co
                      widziałam tylko na książkach dla dzieci i młodzieży wypowiada się
                      normalnie - sugeruję zajrzeć tam i sprawdzić o jakiej to głębokiej
                      niepełnosprawności jej dzieci mówimy).

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=90356557
                      Jak widać jej dzieci też są starsze - 4,5 lat i pewnie z 6 lat.

                      A ja nie będę tu pokornie znosić wyzłośliwiania się i tego jak
                      wylewa na mnie swoją frustrację, a głównie pewnie dlatego że ma
                      dziecko z Zespołem Asperbergera (dla niezorientowanych - bardzo
                      lekka postać autyzmu, głównie problemy z komunikacją społeczną, brak
                      empatii, reszta w Wikipedii).

                      Poniżej link, bo zwłaszcza niepokojące jest, iż przyczyna tej
                      choroby (częściej wystepuje u chłopców) może być intensywna
                      antybiotykoterapia, co jest kolejnym argumentem aby byc ostrożnym z
                      podawaniem antybiotyków dzieciom.

                      pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Aspergera#Geneza
                      Ponadto, wszystkie zachowania jakie opisujesz są normalne w stosunku
                      do dzieci i prawdę powiedziawszy nie wiem o co Ci chodzi. Różnica
                      jest taka, że Ty mówisz o swojej 7-letniej córce, a my o
                      niemowlakach poniżej roku czyli naprawdę małych dzieciach (swojej
                      niespełna rocznej córce też podawałaś chipsy, surowe mleko z
                      kartonu, coca colę i pieczarki?).

                      I nikt tu nie próbuje zrobić z matek cierpiętnic - matki normalnie
                      pracuja, spotykają się ze znajomymi, wychodzą do sklepu na zakupy z
                      dziećmi jak jest potrzeba. Jakbys nie zuważyła - szaleje grypa
                      (poczytaj choćby dzisiejszą GW, wczorajszą Rzepę), wszyscy nawołują,
                      żeby unikać dużych skupisk ludzkich, w tym centrów handlowych
                      supermarketów - zwłaszcza jeśli chodzi o małe dzieci, które na
                      załapanie wirusa i powikłania narażone są jeszcze bardziej niż
                      dorośli.

                      Generalnie jak widzę z wątku - głównie jest tu w odpowiedzi autorce
                      bicie piany i czepianie się słówek, dzieci w tym wszystkim najmniej
                      ważne.

                      Figrut - przegrzewanie uważam też za zła metodę i też mi żal tych
                      biednych dzieci opatulonych jak na Syberii. Ale autorka akurat o tym
                      nie pisała więc się nie odnosiłam.
                      • mama_kotula Jeszcze raz 05.02.09, 14:30
                        bo widzę, że z rozumieniem problemy.
                        Ponownie akapit nr 3:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=86603463&a=86787562
                      • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie do BJ32 i Figrut 09.02.09, 17:29
                        "A Ty jesteś pewna że dobre forum moderujesz i we właściwej sprawie
                        się wypowiadasz? Bo Twoje dziecko, o ile pamiętam to 7 lat już ma,
                        jeśli nie blisko 8"
                        A co to ma do rzeczy, ile moje dziecko ma lat? Znaczy co? Jak
                        skończyła 7 lat, to znaczy, ze o sześciolatkach nagle straciłam
                        pojęcie?
                        "raczej mało pamiętasz jak to jest z dzieckiem niespełna rocznym."
                        Bez przesady, aż takiej sklerozy jeszcze nie mam...
                        Ksiadz to już komletnie nie wiem, co w tym wątku robi. Jeden się nie
                        zgodził, bo głupi i nieobeznany, drugi sie zgodził, a mi nie zależy
                        aż tak znowu bardzo, zebym miała krucjatę rozpoczynać o to, że wśród
                        kleru debile się trafiają.
                        Nie wyszukuj mi rozrywek, OK?

                        Serio za zbluzganie Cie, bo sie wpierniczasz w nieswoje sprawy
                        policja by mi coś zrobiła? Co na przykład? Pognietliby mi sukienkę?
                        Czy przewrócili na piasek i zaczęli kopać?
                        Co do trąbek, uszu i czego tam, to masz rację, znam sie na tym dość
                        dobrze. Chociaż moja córka nie ma niedosłuchu z powodu przewianych
                        uszu.

                        Względem pokrewieństwa między mną i Kotulą... Wiesz, na tym świecie,
                        a zwłaszcza w tym kraju nic nie jest wykluczone. Ale moje koligacje
                        rodzinne nie są przedmiotem tego wątku, zatem nie będę roztrząsać,
                        czy Kotula jest moją siostrą bliźniaczą, czy kuzynką czterdziestego
                        stopnia pokrewieństwa.

                        A owszem, w link zajrzałam. I na górze znalazłam taki napis:
                        " Niektóre informacje zawarte w artykule wymagają weryfikacji.
                        Zajrzyj na stronę dyskusji, by dowiedzieć się, jakie informacje
                        budzą wątpliwości.
                        Ten artykuł może zawierać twórczość własną lub niezweryfikowane
                        dane."
                        Co podważa wiarygodność całego artykułu.

                        Poza tym sugerowanie, że Kotula się "wyzłośliwia, bo ma chore
                        dziecko", albo ja "powinnam sie zająć moim głuchym dzieckiem i
                        księdzem-burakiem" niebezpiecznie zbliza Cie do naruszenia
                        Netykiety. Odpuść sobie wycieczki osobiste. Kotula już Cię o to
                        prosiła. Teraz proszę również ja.
                        Jeśli życzysz sobie uznać, że jestem durna, nie nadaje sie na
                        moderatora tego, czy dowolnego forum, albo w ogóle masz coś do mnie -
                        proszę uprzejmie. Ale ręce precz od mojego dziecka. Rozumiemy się?

                        Jeśli rozmawiacie o niespełna rocznych dzieciach, to chyba
                        pomyliłyście fora. "Niemowlę" jest w innym miejscu. Jeśli rozmawiamy
                        o dzieciach od roku wzwyż, to owszem, dawałam mojej rocznej córce
                        surowe mleko z lodówki i oliwki, półtorarocznej golonkę w kapuście,
                        a dwuletniej pieczarki marynowane. Jak słusznie zauwazyłaś: ma 7 lat
                        i ma sie dobrze.
                        Jeśli chodzi o szalejacą grypę, to wiem. Wiem też, dlaczego jeszcze
                        nie ogłoszono epidemii, mimo, że takowa jest. Wiesz co? Mimo, że
                        żyję normalnie, nie zamknęłam sie z córką w domu i nie zabiłam drzwi
                        gwoździami - jesteśmy zdrowi. I raczej nam nie grozi złapanie tego
                        paskudztwa. Takie geny, ze nie chorujemy. Może sie zdziwisz, ale
                        moja córka jeszcze nigdy nie miała grypy i nie była
                        przeziębiona. Jedyne, co ją czasami gnębi, to potężny katar.
                        Antybiotyk brała coś 3 razy w życiu, w tym raz raczej
                        profilaktycznie jej zapodali, w celu uniknięcia nadkażenia
                        bakteryjnego. Ciekawe, czym to wytłumaczysz...?

                        Autorka wątku zaś nie pisze o wleczeniu dzieci w skupiska ludzkie w
                        czasach zarazy, tylko o wleczeniu w ogóle. I o zwracaniu
                        uwagi "durnym rodzicom", bo robią inaczej, niz ona ma wizję... No i
                        w ogóle, jak ci rodzice mogą być tacy niedorozwinięci...?
                  • figrut Re: praktyka na żywym organiźmie 04.02.09, 20:46
                    zwracania uwagi przez rodziców na potrzeby czysto
                    > fizjologiczne jak choćby ochrona przed zimnem, silnym wiatrem itd.
                    > Większość rodziców takie podejście szanujące potrzeby dzieci ma.
                    Mylisz się. Większość rodziców takich potrzeb NIE szanuje. Widać to na ulicach,
                    gdzie mało które dziecko ubrane jest PO LUDZKU zgodnie z panującą temperaturą na
                    zewnątrz i temperaturą ciała ludzkiego. Dzieci traktuje się, jak gdyby przybyły
                    z planety bliżej słońca, bo ubiera się je ogólnie dużo cieplej niż ubierają się
                    dorośli. Rodzice często nie kierują się faktycznym dobrem dziecka, tylko
                    naleciałościami, które można nazwać naszymi wręcz narodowymi (no, w byłym ZSRR
                    podobnie jest pod tym względem).
            • memphis90 Re: praktyka na żywym organiźmie 15.02.09, 18:33
              (polecam trochę literatury medycznej w tym zakresie,
              > zwłaszcza jeśli chodzi o trąbki słuchowe - nie zaszkodzi)-
              Hmm, w mojej literaturze niewątpliwie medycznej trąbki słuchowe nieodmiennie
              łączą ucho środkowe z gardłem. Nie mają natomiast nic wspólnego z małżowiną
              uszną, przewodem słuchowym ani "nawianiem" do ucha.
        • memphis90 Re: praktyka na żywym organiźmie 15.02.09, 18:29
          A ten jakieś chamskie teksty. No to się
          > wkurzyłam, a co mu powiedziałam, to nie napiszę, bo na 100% mnie
          > wytną. zagroziłam też że zaraz wezwę policję, bo narażają dziecko na
          > wychłodzenie i zapalenie uszu,
          Chyba żartujesz...?

          >Efekt był taki że wynieśli się z plaży.
          Też bym się wyniosła, gdyby mi jakiś babsztyl podczas spaceru sprzedał taką
          wiązankę, że nie można jej na forum przytoczyć i zaczął grozić policją...
          Miałabym podejrzenia, że taka osoba jest niespełna rozumu i jako takiej
          wolałabym zejsć z drogi i więcej nie widzieć.
    • mychaer praktyka na żywym organizmie - propozycja 04.02.09, 22:32
      Z uwagi na to, że ten post cieszy się sporym zainteresowaniem, (poniekąd też
      przez celowo i z premedytacją wybrany tytuł )smilesmile
      sporo mam tu z ciekawości zagląda, no i doszłyśmy do jakiegoś konsensusu, czyli
      że rodzice nie chcą świadomie źle dla dziecka, a mają prawo się mylić i
      popełniać błędy, bo się uczą, brak im doświadczenia.
      Poza tym nawet przytaknęłyście mi, (albo może nie zlinczowałyście mnie) że
      przewożenie dzieci w nosidełku nieprzypiętym pasem a na kolanach to jednak
      debilizm, a nie mój wymysł i się czepiam znów..,
      odzyskałam w wiarę w Wasz zdrowy rozsądek, dlatego też rzucę nieśmiało
      proponuję, aby opisywać tu sytuacje z życia wzięte, które widziałyście i was
      może zaniepokoiły, zwróciły waszą uwagę i chciałybyście ostrzec inne mamy by
      tego unikały, czegoś nie robiły.. (jeśli oczywiście uważacie, iż warto to
      nagłośnić) w CELU: unikania powielania błędów wynikających z niewiedzy, braku
      doświadczenia mam i oszczędzenia cierpień malutkich spowodowanych czasami też
      niestety głupotą ludzką (przykład wspomniany wyżej)
      Aby mamy przeglądając ten post może trafiły na coś czego akurat nie wiedziały do
      tej pory... np.: że dzieci w nosidłach przewozi się autem przypięte pasem według
      instrukcji a nie na kolanach u mamusi! Jak widać to nie jest takie oczywiste,
      jak by się wydawało..

      Poza tym proszę o więcej dystansu i bez bitw słownych i wycieczek osobistych.
      Może dzięki tym wpisom jakiemuś dziecku oszczędzimy choroby, bólu, czy innych
      przykrych doświadczeń.

      Co Wy na to?



      • joannaiwa Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 06.02.09, 12:10
        Szczytny cel Mychaer, ale obawiam się że nic z tego. Masz
        niepopularne poglądy, na tym forum zwłaszcza. Tu są równi i
        równiejsi, np. Kotula może mnie obrażać i pomimo użycia
        ikonki "skasuj" - jej posty ublizające mi i stanowiace żywy atak
        personalny niezgodny z Netykietą nadal tu są (w tym i w tamtym
        wątku). Mnie nie wolno jej atakować o co apeluje sam moderator (nie
        od dzisiaj zresztą). Ciekawe dlaczego? Dla wsparcia szukaj innego
        forum osób o zbliżonych poglądach, tu wsparcia nie dostaniesz,
        zwłaszcza po postach moderacji. Tu to możesz zagladać i korygować
        zbytnie luzactwo w niektórych wypowiedziach rodziców, takie z
        krzywdą dla dzieci, choćby po to żeby przedstawić inny punkt
        widzenia dla niezdecydowanych. Rada na przyszłość - nie daj się
        wciągnąć w przepychanki słowne - szkoda czasu. A jak chcesz pomóc
        dzieciom, to oprócz zwracania uwagi lekkomyślnym rodzicom zobacz co
        możesz zrobić na pomocnych e-mamach. Tam BJ 32 robi akurat bardzo
        dobra robotę, ale chyba to oglądanie dużej biedy ludzkiej stępiło
        jej wrażliwość, co widać dla odmiany na tym forum. Pozdrawiam.
        • layqa20 Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 06.02.09, 17:48
          Masz
          > niepopularne poglądy, na tym forum zwłaszcza.

          Nareszcie te poglądy przestają być popularne. Dobra wiadomość. Może mniej dzieci
          ucierpi z powodu zbytniej "troskliwości" rodziców.
          • awtorek Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 17.02.09, 11:24
            Coś niestety jest na rzeczy. Oczywiście nie demonizowałabym tematu bo jednak
            większość dzieci, które widzę na ulicach ubrane są raczej odpowiednio. Ale też,
            jak widzę w centrum handlowym mamę z dzieckiem ubranym w kombinezon od stóp do
            głów to pot wyskakuje mi na czole już na sam widok. Wiadomo jak dogrzewane są
            takie miejsca, więc żeby chociaż nie zdjąć dziecku czapki i nie rozpiąć
            kurtki... mnie też wydaje się to okrutne.
            Tak samo jak w Ikei widziałam ostatnio tatę z dzieckiem w nosidle przodem do
            świata. Ale przyznaję się, że nie tyle nie miałam odwagi udzielić tacie kilku
            informacji o wpływie takie pozycji na kręgosłup i na emocje dziecka, ile byłam i
            jestem pewna, że nie posłuchałby mnie. Ja sama nie lubię, jak mi się ktoś wtrąca
            i taka uwaga na pewno odebrana byłaby jako atak.
            Tak, czy inaczej, czasem rodzice chyba nie zastanawiają się zbytnio nad
            komfortem, zdrowiem i bezpieczeństwem dzieci. Na pewno przyczyn tego jest wiele
            (brak czasu, zapracowanie, zwykłe lenistwo, wiara, że wie się najlepiej). My
            możemy sobie tutaj tylko teoretyzować.
          • julka_p Re: praktyka na żywym organizmie zawsze jest... 17.02.09, 16:05
            oczywiście zdarzaja sie przypadki rodzicow nieodpowiedzialnych ale niektore
            dzialania nie swiadcza o glupocie czy braku doswiadczenia. bo przeciez na
            codzien tacy rodzice moga okazac sie bardziej odpowiedzialni niz inni. poza tym
            - od wiekow tak bylo i bedzie ze dzieci - zwlaszcza te pierwsze - sa naszym
            'przyrzadem' do nauki. wiem ze brzmi to moze dosc dziwnie ale tak jest ze uczymy
            sie wsyzstkiego na naszych dzieciach i tak samo popelniamy bledy gloszone przez
            wieki. czy to wynika z zapomnienia, czy z pospiechu, czy z braku wiedzy, czy z
            innych tez przekonan albo i religi. nie nalezy wiec oceniac rodzicow po
            pierwszym spojrzeniu.
            • herriot Re: praktyka na żywym organizmie zawsze jest... 17.02.09, 16:26
              Swietny przyklad, ze nie nalezy kogos za szybko oceniac był w tym watku:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=49237467&a=49237467
              i wyjasnienie sprawy
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=49237467&a=49307024
              Moja corka czesto w lecie chodzi w długim rekawie (cienkim ale dlugim) za kazdym
              razem slysze "dobre rady wujka Stasia" i o ile moglabym tlumaczyc, ze z powodu
              AZS stosujemy masci, po której nie mozna posmarowanej skory wystawiac na
              bezposrednie dzialanie slonca to po entej takiej uwadze mam juz wyłacznie
              ochote przegryzc komus aorte tongue_out

        • bj32 Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 09.02.09, 17:44
          "pomimo użycia ikonki "skasuj" - jej posty ublizające mi i
          stanowiace żywy atak personalny niezgodny z Netykietą nadal tu są"
          A to już musisz pisać na frum@... Ja wpływu na klikanie w kosz nie
          mam. Widocznie wyższa instancja uznała, ze kliknięte posty niczego
          nie naruszają i nie ma powodów ich kasować.
          Dodatkowo, jeśli mnie wzrok nie myli, nie ma w tym wątku ani jednego
          usuniętego czy ocenzurowanego postu. Jak również nie ma ani jednej
          wypowiedzi moderatora [takie są na czerwono]. Zatem nie "moderator
          apeluje", tylko "użytkowniczka pięknie prosi".

          Gdybyś na chwilę wyłączyła emocje, to może zauważyłabyś, że wątek
          jest na szpilce. Wiesz, dlaczego? Bo moderator uznał, że jest
          ciekawy. Ale łatwiej dostać pianotoku i wyznawać zasadę "Kto nie z
          Mieciem, tego zmieciem", czyli jeśli zbiorowo nie przyklaskujemy
          Mychaer [chociaż sama przytomnie zauważyła, ze nie została
          też "wzięta na buty", co Ty taktycznie przeoczyłaś...] i tupać, że
          wszyscy są podłymi mordercami dzieci własnych i cudzych, czy tam
          cośsuspicious

          "Tam BJ 32 robi akurat bardzo dobra robotę, ale chyba to oglądanie
          dużej biedy ludzkiej stępiło jej wrażliwość, co widać dla odmiany na
          tym forum."
          Od mojej wrażliwości się... odczep. Powtórzę tutaj to, co pisałam
          wyżej: balansujesz na pograniczu Netykiety. Wycieczki osobiste nie
          są z nią zgodne. Rozumiesz, prawda?
          A moze gdybyś i Ty pooglądała dużą ludzką biedę, to zrozumiałabyś,
          na czym polega różnica miedzy "biednym dzieckiem" jadącym w wózku
          pod wiatr, a biednymi dziećmi, które nie mają sie w co ubrać, nie
          mają co zjeść, albo nie mają czym zjeść, bo nie mają rączek. Albo
          właśnie umierają na serce, na białaczkę... Albo przewlekle
          chorują...
          Świata nie zbawimy, ale zajmijmy się może tym, co na prawdę ważne, a
          nie tym, że ktoś poszedł z dzieckiem do tesco.
          • mychaer sanki leniwych rodziców 10.02.09, 13:35
            bj32 napisała:


            > Gdybyś na chwilę wyłączyła emocje, to może zauważyłabyś, że wątek
            > jest na szpilce. Wiesz, dlaczego? Bo moderator uznał, że jest
            > ciekawy.

            No właśnie, dlatego opiszę jeszcze jeden przykład sytuacji, który dla mnie jest
            niestety debilizmem do kwadratu dorosłych. Trafi do kogoś, super - może
            oszczędzi nieszczęścia jakiegoś dzieciaka.


            Śnieżna słoneczna zimowa aura, osiedle domków jednorodzinnych, ulice pokryte
            śniegiem, wymarzona pogoda na sanki. Kilka małżeństw idzie w niedzielne
            przedpołudnie z dziećmi w stronę parku - szczyt szczęścia.

            Ośnieżoną ulicą nadjeżdża samochód osobowy, który na swoim haku holowniczym
            ciągnie chłopczyka na sankach!
            Tata za kierownicą uchachany po pachy, patrzy w lustro na minę synka, który
            krzyczy z radości, kiedy on wciska pedał gazu!

            Mina chłopca raczej rzednie, kiedy tata hamuje, a on zatrzymuje się na jego
            zderzaku... Ciekawe jak będzie przy ostrym hamowaniu? ale emocje, wow!

            A najfajniej jest na zakrętach, odrzuca dzieciaka na boki.. na chodnik..ufff,
            ominął drzewo,ale.. ups.. zawinął się na latarni.. tata nie zwrócił uwagi..
            karetka.. szpital..

            Wy też tak dzieci na sankach wozicie??


            • betty842 i tu też masz rację 10.02.09, 13:56
              Gdybyś w pierwszym wątku opisała te dwie ostatnie sytuacje (z
              fotelikiem na kolanach mamy i sankach za samochodem) to napewno
              każda emama przyznałaby ci rację że to debilizm.Jednakże pierwszy
              wątek poświęcony był normalnym sytuacjom i ja osobiście debilizmu
              rodziców w nich nie widzę.
              • mychaer Re: i tu też masz rację 10.02.09, 15:28
                betty842 napisała:

                > Gdybyś w pierwszym wątku opisała te dwie ostatnie sytuacje (z
                > fotelikiem na kolanach mamy i sankach za samochodem) to napewno
                > każda emama przyznałaby ci rację że to debilizm.Jednakże pierwszy
                > wątek poświęcony był normalnym sytuacjom i ja osobiście debilizmu
                > rodziców w nich nie widzę.

                Zwróć proszę uwagę że w pierwszym wątku nie napisałam twardo że te trzy sytuacje
                to debilizm, tylko zadałam pytanie w ostatnim zdaniu cyt: "Brak wiedzy i
                świadomości rodziców, czy po prostu debilizm? Co o tym sądzicie?? "
                Opisałam trzy sytuacje, kilka luźnych stwierdzeń, bez żadnych wniosków..
                To mamy odpowiadające na post od razu się obruszyły (fakt, wtedy pełnia była,
                wpływ księżyca na zachowania, mogę zrozumieć)winksmile, nie dokładnie przeczytały co
                napisałam, dopowiedziały sobie po kolei całą historię, podkręcając się nawzajem
                i wmawiały mi że się mylę.
                Ale w czym się mylę?? smile Temat wątku do dyskusji i tyle.

                Postawiłam wtedy tylko pytanie które mogę tu znów napisać:
                Czy takie zachowania rodziców jak np: fotelik na kolanach, czy sanki dla
                leniwych, to brak wiedzy czy debilizm?
                A może są inne wyjaśnienia, które chętnie poznam..smile Bo widząc takie sytuacje,
                zastanawiam się dlaczego rodzice się tak zachowują???





                • gocha80 Re: i tu też masz rację 15.02.09, 18:44
                  mychaer napisała:

                  > betty842 napisała:
                  >
                  > > Gdybyś w pierwszym wątku opisała te dwie ostatnie sytuacje (z
                  > > fotelikiem na kolanach mamy i sankach za samochodem) to napewno
                  > > każda emama przyznałaby ci rację że to debilizm.Jednakże pierwszy
                  > > wątek poświęcony był normalnym sytuacjom i ja osobiście debilizmu
                  > > rodziców w nich nie widzę.

                  Ja podobnie w sytuacjach opisanych w pierwszym wątku nie widzę ani niewiedzy ani
                  debilizmu rodziców. Po prostu często spotykane sytuacje spacerowe.
                  Sytuacje z pierwszego wątku mają się nijak do później opisanych, gdzie rodzice
                  wykazali się głupotą i narazili dzieci na niebezpieczeństwo.

                  > Zwróć proszę uwagę że w pierwszym wątku nie napisałam twardo że te trzy sytuacj
                  > e
                  > to debilizm, tylko zadałam pytanie w ostatnim zdaniu cyt: "Brak wiedzy i
                  > świadomości rodziców, czy po prostu debilizm? Co o tym sądzicie?? "
                  > Opisałam trzy sytuacje, kilka luźnych stwierdzeń, bez żadnych wniosków..

                  Ależ swoim pytaniem wysnułaś wnioski, że Ci rodzice albo nie wiedzieli albo byli
                  debilami. Nie zapytałaś: "Czy dla Was takie sytuacje są normalne, wskazują na
                  niewiedzę lub debilizm". Zadałaś jedynie pytanie o brak wiedzy i debilizm.
                • memphis90 Re: i tu też masz rację 15.02.09, 18:50
                  > Zwróć proszę uwagę że w pierwszym wątku nie napisałam twardo że te trzy sytuacj
                  > e
                  > to debilizm, tylko zadałam pytanie w ostatnim zdaniu cyt: "Brak wiedzy i
                  > świadomości rodziców, czy po prostu debilizm? Co o tym sądzicie?? "
                  > Opisałam trzy sytuacje, kilka luźnych stwierdzeń, bez żadnych wniosków..
                  A jednak pytanie sugeruje wnioski- że albo rodzice są niedouczeni, albo są
                  debilami. Brakowało trzeciej opcji, że to, co robią jest ok. Widziałaś te dzieci
                  przez chwilę, wysnuwasz więc wnioski na podstawie jednego rzutu okiem. I tak-
                  dwulatek bez rękawiczek mógł je po prostu zdjąć, a tata tego nie zauważył. Co
                  nie czyni z niego debila ani niedouka. Fioletowe, płaczące dziecko nie musiało
                  być sine z zimna, tylko ze złości (moja mała zawsze podczas płaczu robi się
                  fioletowo-buraczana i nie ma to żadnego związku z temperaturą)- a to też nie
                  czyni z rodziców debili. Trzecie- rodzice w sklepie- IMO naprawdę trudno oceniać
                  wiek dziecka na rzut oka, nie widzę też nic szczególnie koszmarnego w zabraniu
                  dziecka na zakupy. Nie wchodzę też nikomu do łóżka, nie wartościuję- samotna
                  matka, to jej wolno, a tu para na zakupach- więc są debilami. Nie wtrącam się w
                  to, czy czyjeś dziecko ma czapkę na plaży czy nie- jestem zdania, że wychłodzone
                  dziecko podniesie stosowny wrzask i zadba o swoje potrzeby.

                  Co innego rzeczy ewidentnie nieprawidłowe (i wbrew prawu)- jak wożenie dziecka
                  bez fotelika, na kolanach, wywieszone za okno, na tylnej szybie itd. Co innego
                  przemoc. Co innego wyzwiska, chamstwo wobec dziecka. Ale wtedy tzreba reagować
                  na bieżąco, a nie zakłądać watki. Bo co to da, że napiszę, że w szpitalu na IP
                  uroczy tatuś rzucał k... przy 5-letnim dziecku? Co to zmieni, że napiszę na
                  forum, że tatusia ochrzaniłam za te k... (bo nie życzę sobie czegoś takiego
                  wysłuchiwać), a on guzik się tym przejął?
          • joannaiwa Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 10.02.09, 16:36
            "Widocznie wyższa instancja uznała, ze kliknięte posty niczego
            > nie naruszają i nie ma powodów ich kasować"

            świetnie - zwłaszcza że wyższa instancja odsyła do moderacji, nie
            rozśmieszaj mnie, bo to już przećwiczyłam i szkoda czasu.

            Kto tu dostał pianotoku to nie będę palcem wskazywać, widać z ilości
            postów.

            A to "Rozumiesz..." to co ma być? Groźba czy co? Czyli jak mam
            odmienne zdanie to mi wytniesz wszystkie posty? Poza tym, skoro
            wypowiadacie się o innych dzieciach - co jest dla nich dobre, co im
            zaszkodzi czy nie, dlaczego nie można się absolutnie wypowiedzieć o
            dzieciach Twoich czy Kotuli - zwłaszcza jeśli to dotyczy Waszych
            własnych wypowiedzi z tego czy innego forum. Przecież sobie tego nie
            wymyśliłam. Jak chcecie zachować prywatność, to nie opisujcie swego
            życia ze szczegółami na forach, to po pierwsze. Po drugie nie
            zasłaniajcie się niepełnosprawnością dziecka jak tarczą dla obrony
            swych poglądów i to wszystko.

            A biedy ludzkiej, w tym dzieci, się naoglądałam - tu w Polsce i za
            granicą. Nie przeszkadza mi to jednak nadal zwracać uwagę na mniej
            może ciężkie gatunkowo zaniedbania rodziców wobec dzieci, istotne
            jednak dla tych dzieci. Bo cały czas o dzieci tu przecież chodzi,
            nie o urażone ambicje rodzicielskie prawda?

            • mama_kotula Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 10.02.09, 17:06
              Cytat
              Poza tym, skoro
              wypowiadacie się o innych dzieciach - co jest dla nich dobre, co im
              zaszkodzi czy nie, dlaczego nie można się absolutnie wypowiedzieć o
              dzieciach Twoich czy Kotuli - zwłaszcza jeśli to dotyczy Waszych
              własnych wypowiedzi z tego czy innego forum.


              Ponieważ ten wątek nie jest ani o moich dzieciach, ani o dzieciach Bj. To, co uprawiasz, katując wyszukiwarkę i wrzucając tu hurtem jak leci rózne informacje, nazywa się zwyczajowo wycieczką osobistą bądź atakiem personalnym i łamie netykietę. Jest to również pisanie nie na temat, przeważnie używane przez narzędzie przez tzw. trolli i pieniaczy internetowych, którym zabrakło argumentów odnoszących się do poglądu zamieszczonego w wątku, a nie do osoby autora.
              Nie mówiąc już o tym, że takie działanie jest pozbawione choćby pozorów klasy.

              Jeszcze jedno, bo chyba zapomniałam - zwrócenie się konkretnie do osoby W NAWIĄZANIU DO TEGO CO PISZE W BIEŻĄCYM WĄTKU nie jest atakiem personalnym, tak że bardzo cię proszę, abyś nie nadużywała tego pojęcia w stosunku do moich postów w tym wątku, które są skierowane do ciebie.

              I tradycyjnie, przypomnij sobie 3 akapit z zalinkowanego wyżej postu.


              PS. Ilość pieniaczem nie czyni. Jakość, bądź tejże brak - owszem tongue_out
            • joannaiwa Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 12.02.09, 15:21
              PS. postów Mamy Kotuli nie czytam, też szkoda czasu
              • mama_kotula Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 13.02.09, 01:04
                joannaiwa napisała:

                > PS. postów Mamy Kotuli nie czytam

                Oczywiście smile. A świstak siedzi i zawija je w te sreberka... wink
            • bj32 Re: praktyka na żywym organizmie - propozycja 12.02.09, 19:34
              "już przećwiczyłam i szkoda czasu."
              Wiem, pamiętam. Pamiętam, do ilu osób poleciała skarga na mnie.
              Serio. Nawet do osób, które nie są moimi przełożonymi. Zaniedbałaś
              jedynie Michnikasuspicious
              Groźba? Nie, pytanie... Bo nie byłam pewna...
              "Czyli jak mam odmienne zdanie to mi wytniesz wszystkie posty?"
              Czy skasowałam komukolwiek cokolwiek za poglądy? Nie. Raczej za
              sposób ich wyrazenia. Nie wciskaj kitu.
              "skoro wypowiadacie się o innych dzieciach"
              Ale my się wypowiadamy o dzieciach ogólnie, a nie o konkretnych
              dzieciach. A Ty robisz przytyki osobiste.
              "Jak chcecie zachować prywatność, to nie opisujcie swego życia ze
              szczegółami na forach"
              Nie opisujemy. Ani swojego, ani naszych "podłych sąsiadów, co to
              nawet dziecku huśtawki ogrodowej nie kupią". Ale też i nie widzimy
              powodu, żeby czytać bez szemrania czyjeś bzdurne produkcje na temat
              na przykład niepełnosprawności, skoro same mamy dzieci z
              dysfunkcjami. Sądzisz, ze powinnyśmy się tego wstydzić?
              "drugie nie zasłaniajcie się niepełnosprawnością dziecka"
              Wskaż miejsce, gdzie to robimy. Poproszę pięknie o linki do takich
              wypowiedzi. Jak na razie to głównie Ty nam wytykasz, że na przykład
              zamiast komentować na forum powinnam pójść do pana księdza, który z
              buta potraktował moje niepełnosprawne dziecko, prawda?
              Owszem, chodzi o dzieci. Ale też i o sposób, w jaki sie o nich
              rozmawia. Jeśli zaczniesz od "moim zdaniem cośtam mogłabyś robić
              inacze, bo..." zabrzmi lepiej nie "jesteś durną zołzą i chyba chcesz
              wykończyć swoje dziecko, skoro robisz cośtam". Nie uważasz?
              • joannaiwa [...] 13.02.09, 13:58
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • zona_mi Joannaiwa, Bj32, Mama_kotula 13.02.09, 20:29
                  Gazeta.pl daje nam możliwość korzystania z darmowej poczty, tam
                  mozecie na siebie wylać resztę.

                  Bj, Kotula - wystarczy. I nie karmić.

                  Joannaiwa - jeśli masz coś do kogoś bez względu na stan zdrowia i
                  umysłu jego dziecka, oraz duszę detektywa - załatwiaj to na priv,
                  dość czepiania się bez związku z tematyką wątku.

                  Jeżeli ktoś ma uwagi odnośnie moderowania tego wątku - zapraszam na
                  priv.
    • gocha80 Re: praktyka na żywym organiźmie 15.02.09, 18:12
      Hmm, jak przeczytałam tytuł to myślałam, że o jakieś medyczne eksperymenty
      chodzi, a tu trzy sytuacje spacerowe.
      1. Hmm, pierwsza, mróz, płaczące, fioletowe dziecko. Skąd wiesz, że było
      fioletowe z zimna, a nie od płaczu. Skąd wiesz o co płakało?
      2. Mróz i dziecko na sankach. Pewnie lepiej jakby cały dzień w domu siedziało,
      bo mróz i zima. Sama jak wychodzę na spacery z córką to się czasem zastanawiam
      czy ja na antarktydzie mieszkam. Córka (2,5 roku) w dżinsach, cienkim
      bawełnianym golfie i kurtce (bez szalika) biega co najmniej 2 godziny po śniegu,
      a tymczasem większość dzieci, w podobnym wieku, ubrana tak że się ruszyć nie
      mogą, albo ledwo idą, albo opatulone grubym kocem siedzą bezruchu na sankach.
      3. Małe dziecko w galerii. Sama nie jestem zwolennikiem ciągania dzieci po
      sklepach, ale czasem po prostu nie ma innego wyjścia.

      Apropo fioletowego koloru, to czy jesteś pewna, że żadne z wymienionych przez
      Ciebie dzieci nie miało np. wady serca. Moja córka przez pierwsze kilka miesięcy
      była fioletowa jak śliwka, bo właśnie ma wadę serca, wtedy jeszcze przed korekcją.
      Właśnie sobie zdałam sprawę, że połowa napotkanych w tamtym okresie na spacerach
      osób pewnie posądziła mnie, podobnie jak Ty o to, że dziecko wychładzam i
      eksperymentuje. I pewnie podobnie robi teraz połowa osób na basenie, bo niestety
      w związku z wadą serca córka po wejściu do wody szybko zmienia kolor, co nie
      oznacza, że jej zimno i że mamy z wody wychodzić. Ale pewnie Tobie podobne mamy
      na mnie koty wieszają, jak to dzieciaka męczę w zimnej wodzie, zamiast do
      jacuzzi wejść. A tymczasem to jacuzzi jest niebezpieczne dla serca mojej córki.
      Łatwo oceniać z boku, nie wiedząc tak naprawdę nic na temat danego przypadku.
      • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 16.02.09, 14:21
        w kwestiach poruszonych w poście autorki i nie tylko polecam
        informacje na forach eksperckich

        forum.gazeta.pl/forum/0,80312,4083031.html?x=2492253
        • bj32 Re: praktyka na żywym organiźmie 16.02.09, 18:15
          Najlepiej "Życie rodzinne", "Dobry poród" i "Karmienie butelką"...
          wink
          • joannaiwa Re: praktyka na żywym organiźmie 17.02.09, 11:52
            każdy wybiera co mu pasuje i w zależności od tego jaki ma problem
            (nie wiedziałam że masz problem z karmieniem butelką i porodem?). No
            i nie wycinają jak im brakuje argumentów merytorycznych.
          • mama_kotula Bj 17.02.09, 12:39
            bj32 napisała:

            > Najlepiej "Życie rodzinne", "Dobry poród" i "Karmienie butelką"...
            > wink

            "Karmienie butelką" zdecydowanie odpada, Zona wyraźnie wyżej napisała, żeby nie karmić... wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka