Na początek witam serdecznie wszystkie mamuśki i pragnę do Was dołączyć. Czytauję to forum od dłuższgo już czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać.
Często widzę posty dotyczące wtrącania się bliskich i znajomych do wychowania, postępowania z dzieckiem. Też swego czasu przeżywałam takie frustracje, głównie związane z moją mamą. Teraz troszkę już wyluzowała, bo doszłam do wniosku, że u mnie wynikało to chyba z zaborczości o dziecko. Wiadomo, pierwszy potomek, wyczekany, wychuchany, a tu ktoś śmie mi się wcinać

Ale niedawno zauważyłam, że chwilami zaczynam sama wcinać się w postępowanie innych. Ostatnio kilka moich koleżanek, jak i dziewczyn w rodzinie urodziło dzieci. Na początku uparcie twierdziłam, że w życiu nie będę się nikomu wtrącać, co najwyżej doradzę, jeśli ktoś zapyta. A tu masz.
Spotkałam kuzynkę na spacerze z dzieckiem. 25 stopni, dzieciak ubrany grubo (półroczny), w dodatku przykryty kocem, ałońce świeci mu w twarz, płacze jak nie wiem, wierci się w tym wózku. Po co mi to było? Spytałam czy aby nie jest mu za gorąco, i czy to słońcemu nie przeszkadza. Dziewczyna się oburzyła i pojechala po mnie, że to nie moja sprawa. I wiecie co? Zaskoczyła mnie jej rezkcja, ale pozytywnie. Bo gdybym ja tak kiedyś potrafiła bez ogródek reagować na uwagi przygodnie spotkanyc ludzi czy znajomych, czy nawet mojej mamy, to pewnie nie dusiłabym w sobie tych wszystkich frustracji. Może i dzieczyna popełnia błędy, może potem zastanowiła się nad tym, ale cieszę się, że mnie ustawiła do pionu. Przecież ja marzyłam o tym samym, aby nikt mi się nie mieszał, nie doradzał niepytany.