daria3101
13.07.09, 16:24
Chciałam podzielić się z Wami moimi przeżyciami.
Piotruś i ja byliśmy od urodzenia nierozłączni. Spędzałam z nim całe
24h na okrągło, tato pracował, był na dzień dobry i dowidzenia.
Nagle z dnia na dzień musiałam pójść do szpitala, gdzie spędziłam
trudne 24 dni...
Po powrocie syn, który akurat skończył 1,5 roczku był na mnie bardzo
obrażony. Udawał, że mnie nie widzi, robił do mnie miny, uciekał, a
nawet płakał na mój widok. Akceptował tylko babcię i tatę. Babcia
(moja teściowa) była dla Piotrusia całym światem, z nią jadł,
zasypiał, tulił się, cieszył na jej widok itd.
Byłam i jestem w takiej sytuacji, że nie mogę przez 2-3 m-ce dźwigać
żadnych ciężarów, ponadto po ciężkiej operacji nie byłam w stanie
się schylić, czy wstać bez pomocy.
Trudne były te pierwsze dni. Trwały 8-9 dni. Piotruś powoli
przekonywał się do mnie i jego żal topniał. Teraz jestem w 100%
zaakceptowana przez dziecko, on doskonale rozumie, że nie mogę wziąć
go na ręce, kładzie się sam na podłodze, jak mam ubrać pampersa.
Zdumiewające, jak taki malec pojmuje świat i jak znajduje się w
danej sytuacji. Dzięki jego akceptacji wróciła chęć do życia i
szybciej wracam do zdrowia.