Dzień dobry, mam taki problem, który powoduje we mnie ogromny po
prostu stres.
Córka (2,5 r.) wyjechała z babcią na parę dni nad morze
(okoliczności związane z pracą nie pozwoliły, bym jechała i ja). No
i niedawno dowiedziałam się od niej, że "jadła jagódki". Popytałam
teściową, okazało się, że owszem, któregoś dnia: w lesie, prosto z
krzaka

(
Teraz umieram ze stresu w związku z informacjami o tasiemcu
bąblowcowym. Totalny stres, chyba zwariuję. Gdzieś przeczytałam, że
ten tasiemiec atakuje ludzi rzadko, ale generalnie to wariuję.
Zbadam małą za jakieś dwa miesiące, jakieś usg brzucha zrobię, ale
teraz nie mogę przestać o tym myśleć.
Pocieszcie, proszę.