longpath
28.07.09, 12:35
Do tej pory nie wierzyłam, że ktoś naprawdę może tak zareagować.
Czytałam o tym na forum,że komuśtam przeszkadza, bo karmią dzieci na
dworze (złe nawyki żywieniowe), że czapki z klapkami na uszy latem
wkładają (masakra) i czy zwracać rodzicom uwagę czy nie. Otóż
doświadczyłam na własnej skórze sytuacji, gdy pani niania (siedząca
przy stoliku obok nas w ogródku restauracyjnym) spojrzała na mnie,
jakbym jej ojca siekierą zabiła, po czym zaczęła głośno komentować
moje jakże niewłaściwe, powiedziałabym zbrodnicze działanie. Co
zrobiłam? Otóż dałam mojemu ponad półtorarocznemu dziecku jedną
frytkę z talerza taty. Jedną frytkę, a dodam, że była to pierwsza
frytka w jej życiu i dostała ją, bo naprawdę bardzo chciała. PO czym
udałam się z dzieckiem na plac zabaw, żeby nie było jej przykro, że
wszyscy jedzą, a ona nie może. Ale swoje ze stolika obok
wysłuchałam. Że ona (ta pani) jest od roku nianią, że po pedagogice,
że milion kursów ma i wie, że takich rzeczy nie wolno dzieciom
dawać. Apeluluję więc o zdrowy rozsądek wszystkich wiedzących
wszystko lepiej, może się zdarzyć, że źle ocenicie sytuację i z
arogancją skrytykujecie za coś, co naprawdę jest bez znaczenia.