13.11.07, 21:23
Czy zawsze jesteście sobą?
Co to znaczy: być sobą?
Czy udawanie jest złe? Czy wręcz przeciwnie?
Czy do złej gry trzeba robić dobrą minę, czy przeciwnie: nie wolno?
Czy to mądrość, czy oszustwo?

No więc dziś usłyszałam od kogoś w pracy (czyli osoby widującej mnie
5 dni w tygodniu, jednak kawał czasu), że jestem "zawsze
uśmiechnięta". Wy, którzy znacie mnie bliżej - wiecie, że na pewno
teraz jest to wynika udawania, pracy nad sobą, nie wiem czego
jeszcze - ale na pewno nie obrazem duszy. Cieszyć się, że nie widać
bólu na zewnątrz? Być dumnym z kłamstwa?

No właśnie nie wiem. Bo w chrześcijaństwie wiele się mówi o tym, jak
to dobrze jest nie mówić o swoich smutkach, jak to ludziom należy
okazywać pogodną twarz (często nieprawdziwą), matka Teresa z Kalkuty
w zalinkowanym przez mader artykule była przez 50 lat uśmiechnieta
pomimo dramatu w duszy.
Czy to etyczne, takie namawianie do fałszu?

Moje wątki mogą czasem wyglądać na prowokacje, czasem pytam naprawdę
o głupie sprawy (czasem?smile ). Ale coraz częściej (zatrważająco
często) widzę, że coraz mniej z życia i świata rozumiem. No to pytam.
Obserwuj wątek
    • kulinka3 Re: udawanie 13.11.07, 21:36
      Ooooooooo ciekawy temat, ale musze już biec gdzie indziej. To, co skojarzyło mi
      się od razu.Często ta pogodna twarz to nie udawanie tylko pewna intymność i
      dyskrecja w stosunku do innych, a poza tym.Ludzie lubią mówić o sobie, więc
      często nie przesłania się ich sobą. Na dziś tyle.Ściskam.
      • mamalgosia Re: udawanie 13.11.07, 21:44
        Ale właśnie zaznaczyłam, że wiem, że taka postawa jest uważana za
        coś pozytywnego. I wiem, że chodzi o intencje: załóżmy że nie chcę
        komuś zatruwać życia swoimi skargami, że nie chcę go nudzić, że nie
        chcę psuć dnia itp. Ale nadal jest to kłamstwo - czyli niezgodność z
        rzeczywistością. bo rzeczywistość jest taka, że np. serce pęka ale
        ze smutnu a ne ze śmiechu.
        No więc może konsekwentnie: wiem, że kogoś zasmuci mój wyjazd, no to
        mu powiem, że nie wyjeżdżam. Skoro wiem, że ktoś źle zniesie
        informację o swojej chorobie (nieuleczalnej - dodam, żeby nie było,
        że dzięki mojej informacji mógł ją wyleczyć), no to mu powiem, że
        zdrów jak ryba.
        Hmmm
        • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 06:14
          Po pierwsze nie mam obowiązku mówić o swoich np. najintymniejszych sprawach i
          jeśli na dodatek nie chcę tego okazywać na zewnątrz, to o jakim kłamstwie
          mówimy? To prawo do intymności, na nie kłamstwo.Co innego, jeśli ktoś zapyta, a
          ja mu w żywe oczy skłamię,że wszystko dobrze.I też znaczenie ma kto pyta, bo nie
          każdemu muszę mówić o swoich problemach.Niemówienie to nie kłamstwo w sensie
          stricto ( pomijam oczywiście sprawę niemówienia, która wprost dotyka pytającego
          np. czy ja umieram panie doktorze?)
          Czy wszem i wobec mówimy,że mamy problemy ginekologiczne.A jeśli nie, to czy
          kłamiemy? Jasne,że nie!
          • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 08:52
            Kulinko, to w takim razie chyba jeszcze by należało oddzielić te
            dwie sprawy: zachowanie intymności i fałsz. Bo jednak rzeczywiście
            jest też tak jak mówisz. I to pewnie częściej.
            Ja jednak teraz kłamię, wiem to. Za duży rozdźwięk.
            • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 16:53
              Jeśli wiesz,że kłamiesz to nie kłam i zachowuj się tak, jak Ci sumienie dyktuje,
              szczególnie wobec bliskich lub przyjaciół.

              • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:15
                Sumienie mi dyktuje: kłam jeśli masz siły. Przynajmniej inni nie
                ucierpią
                • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 18:18
                  Sumienie nie może nakazywać kłamstwawink)), przecież wiesz.....
                  • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:22
                    Najwyraźniej może.

                    Gdybym przechowywała w czasie II wojny światowej Żyda pod podłogą i
                    zapytałby mnie jakiś Niemiec, cyz to robię, to na pewno nie
                    odpowiedziałabym "tak".
                    Sytuacja inna, kaliber też bez porównania inny.
                    • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 18:49
                      Nie może, skarbie.
                      Sytuacja, którą przytaczasz to nie jest kłamstwo. Kłamstwem jest bowiem
                      mówienie lub działanie przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo
                      ja znać.Tu taka sytuacja nie zachodzi.
                      • otryt Definicja kłamstwa 14.11.07, 20:28
                        kulinka3 napisała:

                        >Kłamstwem jest bowiem mówienie lub działanie przeciw prawdzie, by
                        >wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo ja znać.

                        Jakaś nowa definicja kłamstwa? Myślałem do tej pory, że kłamstwem
                        jest niezgodność wypowiadanych słów ze stanem faktycznym. Gdybym
                        ukrywał Żyda po prostu bym skłamał. To kłamstwo byłoby
                        usprawiedliwione. A jak określić, kto ma prawo znać prawdę, a kto
                        nie? Odpowiedź na to pytanie może być bardzo skomplikowana.
                        Odwracając sytuację, jeżeli coś nie jest kłamstwem, staje się
                        prawdą. Ta prawda służy obronie życia Żyda. Cel słuszny. Słyszałem
                        już takie definicje prawdy, że musi ona czemuś służyć. Jeśli nie
                        służy, nie jest prawdą. Bywało, że ludzie doświadczeni mówili do
                        młodych, naiwnych: do czego ci taka prawda, dzieci nią nie nakarmisz?
                        Myślę, że jest to wejście na drogę relatywizmu.

                        Na początku roku toczył się spór o to, co jest kłamstwem a co
                        prawdą? Ludzie nie mogli się dogadać. Teraz widzę, że stosowali
                        różne jej definicje. Nigdy bym na to nie wpadł, gdyby nie Twoja,
                        Kulinko podpowiedź. Po prostu przyświecała wyższa racja.

                        Pozdrawiamsmile



                        • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 21:00
                          Powiedziałbym,że katechizmowa definicja.
                          2483 Kłamstwo jest najbardziej bezpośrednim wykroczeniem przeciw prawdzie.
                          Kłamać oznacza mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd tego,
                          kto ma prawo ją znać. Raniąc związek człowieka z prawdą i bliźnim, kłamstwo
                          narusza podstawowy związek człowieka i jego słowa z Panem.
                          • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 21:42
                            Tak, kulinka ma rację z tą definicją. Gdy się w nią zgłębiłam - a
                            było to bardzo późno, bo dopiero na studiach - bardzo mnie
                            zaskoczyła.
                            Własciwie można powiedziec, że mamy prawo do prawdy tylko na swój
                            temat. Więc cokolwiek innego ktoś nam powie niezgodnego z
                            rzeczywistością, to nie możemy mieć pretensji, że nas okłamał.
                            Kolejny ślepy zaułek
                            • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 21:50
                              O proszę, koleżanka już ma wiedzę zgłębioną,a mnie tylko poduszcza casusamiwink))....
                              • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 22:04
                                Kulinko, oczywicie, że na teologii moralnej o takich rzeczach się
                                mówi, a potem jeszcze się zdaje egzaminy, więc jakąś tam wiedzę
                                trzeba posiadać. Tylko widzisz: naprawdę strasznie dużo rzeczy
                                ostatnio mnie zaskakuje, zadziwia, zastanawia - niekoniecznie
                                przystają do tego zasobu teoretycznego, który posiadam. Jakby ten
                                grunt nie był taki ścisły w konfrontacji z tajnikami ludzkiej duszy.
                                To, co czytam czasem u Ciebie, przypomina mi mnie samą powiedzmy
                                sprzed 3 lat. Bo ja nie zawsze miałam takie siano w głowie...
                                • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 22:36
                                  A ja oczywiście znowu na opak Ci powiem, że im dłużej żyję to stwierdzam,że
                                  nihil novi sub sole, i w duszach i w grzechach.....
                                  • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 22:52
                                    Może mądrzy z wiekiem mądrzeją, a głupi głupieją.
                                    • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 14.11.07, 23:01
                                      Albo na odwrót;-O
                                      Ściskam Cię cieplutko.Fajny wątek zapodałaś.
                                      • ula27121 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 07:07
                                        Wiecie co...? Jak czytam te wypowiedzi to cieszę się, że nie mam tak dużej
                                        wiedzy teologicznej bo rzeczywiście bym się pogubiła w tym życiu moim całym.....
                                        • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 11:32
                                          Mnie się w ogóle wydaje, że posiadanie choć szczątkowej formy mózgu
                                          tylko utrudnia zycie
                          • otryt Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 09:51
                            Kulinko, czytałem to wcześniej kilka razy w katechiźmie i
                            rozumiałem, że kłamstwem jest wprowadzenie kogoś w błąd, ze może
                            mocno ranić, szczególnie kogoś, kto ma prawo znać prawdę. Nigdy
                            jednak nie pomyślałem, ze kłamstwo przestaje być kłamstwem tylko
                            dlatego, że osoba, którą okłamaliśmy nie musiała tej prawdy znać. To
                            w dużej mierze kwestia interpretacji, choć przyznaję Ci rację, że
                            reguła katechizmowa zaprezentowanej przez Ciebie interpretacji
                            sprzyja.

                            Mam jedno pytanie, ale nie wiem, czy zechcesz odpowiedzieć. Aby móc
                            określić, co jest prawdą a co nią nie jest, trzeba wcześniej
                            odpowiedzieć sobie na inne pytanie: Kto ma prawo znać prawdę, a kto
                            takiego prawa nie ma?
                            • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 11:36
                              O tak, otrycie - napisałam o tym do kulinki - że własciwie można by
                              rzecz ująć tak, że prawo masz tylko do prawdy o sobie. A cokolwiek
                              innego będziesz chciał ode mnie wiedzieć (czy spotkałam Edka, czy
                              lubię makaron, jaka pogoda, gdzie najniższe ceny na wybrzeżu,
                              dlaczego morze jest słone...), to musisz liczyć się z tym, że minę
                              się w odpowiedzi ze stanem rzeczywistym.
                              Bardzo mnie to zaintrygowało już na studiach, ale nasz wykładowca
                              nie chciał z nami rozmawiać. Był bardzo wstydliwy (klerycy ujmowali
                              to brutalniej, ale nie wiem, czy mogłabym to napisać na tym forum,
                              jak), jego wykłady niestety były tylko zaplanowanymi monologami.
                              Szkoda, bo moralna jest baaardzo ciekawa.
                              • kudyn Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 11:50
                                miał nazwisko brzmiące jak nie nazwisko? wink
                                • mamalgosia kudynie:))))) 15.11.07, 11:53
                                  Tak, tak, dokładniesmile))
                                  Wiesz, jak na niego mówili?
                                  Znasz go?
                                  • kudyn Re: kudynie:))))) 15.11.07, 11:58
                                    Jasne że znam, miałem z nim etykę, koszmar, nawet nas upominał jakby to miał w
                                    skrypcie napisane. Ma niesamowitą wiedzę ale kompletny brak komunikatywności.
                                    • mamalgosia Re: kudynie:))))) 15.11.07, 14:39
                                      a wiesz, jak klerycy na neigo mówili?
                                      • kudyn Re: kudynie:))))) 15.11.07, 14:51
                                        nie smile
                                        • mamalgosia Re: kudynie:))))) 15.11.07, 15:36
                                          to piszę Ci na priva, bo by mnie stąd wyrzucono
                                          • pawlinka Re: kudynie:))))) 15.11.07, 15:56
                                            Wy oczywiście piszecie o klerykach z Wyższej Śląskiej Szkoły Dramatycznej?smile))))
                                            • mamalgosia Re: kudynie:))))) 15.11.07, 16:44
                                              Tak, o nich. Teraz już są szacownymi księżmi, nawet na dość wysokich
                                              stanowiskach. W teatrach rzecz jasna
                                    • pawlinka Implicite i explicite... 15.11.07, 19:58
                                      To ten sam, który nam wykładał moralną. Implicite i explicite...
                                      Wasz opis mi się wydał znajomy. A że tak zapytam o ST?
                                      A przedmiot mógł być zajmujący. Tak, szkoda.
                                      • kudyn Re: Implicite i explicite... 15.11.07, 23:25
                                        Ja miałem z bratem mniejszym, więc to chyba nie ten smile
                              • otryt Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 13:07
                                mamalgosia napisała:

                                >O tak, otrycie - napisałam o tym do kulinki - że własciwie można by
                                >rzecz ująć tak, że prawo masz tylko do prawdy o sobie.

                                Żartujesz. To dobrze. Prawda o sobie. To by było bardzo mało.
                                Zresztą uważam, że o sobie to każdy wie najwięcej sam. Inni wiedzą
                                przeważnie mniej. Pewną ciekawostką było poinformowanie wyborców
                                przed ostatnimi wyborami przez prezesa IPN, ze nie mają prawa poznać
                                materiałów IPN o kandydatach na posłów i senatorów. Bo byłoby to
                                ingerowanie w kampanię wyborczą. Ludzie są durni, jeszcze
                                niewłaściwe wnioski wyciągną z podanych informacji. Najlepiej niech
                                ludziska wybierają posłów według wyglądu krawata i koloru koszuli.
                                Niech nie będzie ważne, co robili do tej pory, ale jak bardzo są
                                zdolnymi uczniami w szkole prowadzonej przez specjalistów od
                                wizerunku. Czytaliście wywiad z Adamem Łaszynem w GW?
                              • otryt Może nie mieliście prawa??? 16.11.07, 11:17
                                mamalgosia napisała:

                                >Bardzo mnie to zaintrygowało już na studiach, ale nasz wykładowca
                                >nie chciał z nami rozmawiać

                                Myślę, że po prostu nie mieliście prawa znać tej prawdy, o którą
                                pytaliście. Ciesz się, że wykręcił się od odpowiedzi. Mógł przecież
                                poczęstować Was kłamstwem (czytaj prawdą).
                                Myślę, że to dobrze świadczy o wykładowcy. Na wykładzie o historii
                                KK dowiedziałem się, że klerycy nie poznają prawdziwej, często
                                bardzo trudnej historii Kościoła. Uczą się za to z podręcznika,
                                który tę historię pokazuje jako nieustającą, świetlaną drogę przez
                                wieki. Cóż - klerycy również nie dorośli do zbyt trudnej dla nich
                                prawdy. Jeszcze przestaliby wierzyć, że Kościół jest święty, choć
                                pełen grzeszników.
                            • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 13:17
                              Otrycie,
                              oczekujesz ode mnie listy, kto ma prawo znać prawdę.Trzeba to rozstrzygać w
                              każdej konkretnej sytuacji.
                              • otryt Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 14:10
                                kulinka3 napisała:

                                >oczekujesz ode mnie listy, kto ma prawo znać prawdę.Trzeba to
                                >rozstrzygać w każdej konkretnej sytuacji

                                Niekoniecznie listy. Może jest jakaś reguła, która to określa?
                                A kto ma to rozstrzygać w konkretnej sytuacji? Posiadacz prawdy,
                                który nie chce jej przekazać konkretnej, innej osobie? Czy jakiś
                                arbiter zewnętrzny?
                                • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 14:32
                                  Otrycie,
                                  wykłady z moralnej dopiero przede mną, ale na zdrowy chłopski rozum ten, kto
                                  prawdę zna rozstrzyga czy ją ujawnić czy nie. Katechizm podaje pewne kryteria
                                  jak:miłość,dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka,poszanowanie życia
                                  prywatnego,dobrego imienia,dobro wspólne. Ujawnieniu prawdy o sobie samym
                                  decydujesz ty sam.
                                  Póki co, tyle przychodzi mi do głowy.
                                  • otryt Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 11:14
                                    kulinka3 napisała:

                                    >kto prawdę zna rozstrzyga czy ją ujawnić czy nie.

                                    Widzisz, tylko jest pewna zasadnicza różnica pomiędzy ujawnianiem i
                                    nieujawnianiem prawdy a świadomym wprowadzaniem w błąd. Do tego
                                    pierwszego każdy ma prawo w ramach asertywności, a to drugie to
                                    zawsze jest kłamstwo.

                                    Szukałem po internecie, kto nie ma prawa znać prawdy? I znalazłem
                                    ciekawy artykuł w Mateuszu. Jak inne katechizmy europejskie
                                    podchodzą do tematu prawdy w ósmym przykazaniu. Znalazłem artykuł
                                    niemieckiego dominikanina Herberta Schlogela.


                                    www.mateusz.pl/duchowosc/hs-prawda.htm

                                    Wybacz Kulinko, że tak drążę. Przecież nie będę o to pytał ludzi,
                                    którzy myślą podobnie jak ja, ale właśnie Ciebie, która masz inne
                                    zdanie. Oczywiście spowiednika można zapytać w razie wątpliwości.
                                    Jednak o czym on ma zdecydować? Czy słowa wypowiedziane, niezgodne z
                                    rzeczywistością nie są kłamstwem? Wtedy grzechu automatyczne nie
                                    ma. Czy też słowa te nie są grzechem (lecz kłamstwem są), bo inne
                                    okoliczności je usprawiedliwiają?

                                    Zwróciłem uwagę, że formuła "mówić lub działać przeciw prawdzie, by
                                    wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo ją znać" jest bardzo pojemna.
                                    Można znaleźć bardzo wiele takich osób, które do prawdy nie mają
                                    prawa. Sprawa zresztą pozostaje wielce dyskusyjna, bo pozostawiona
                                    własnemu uznaniu, kogo do tego grona zaliczyć a kogo nie? Nie ma nic
                                    w tej definicji o kłamaniu pod przymusem (przypadek esesmana i
                                    Żyda). Z tego wynika, ze ludziom, którzy nie mają prawa znać prawdy
                                    możemy dobrowolnie opowiadać kłamstwa, nawet gdy nikt nas nie pyta i
                                    nie zmusza. W cywilnym prawie mówi się o zeznaniach i przysięgach
                                    składanych pod przymusem, że są nieważne. Jest jeszcze coś. Taka
                                    formuła bardzo ułatwia życie, bo wcześniej kończy dyskusję. Już na
                                    etapie ustalania prawdy, a nie na etapie oceny moralnej, która
                                    następuje potem. Taka formuła może być łatwo nadużywana. Aby nie
                                    dopuścić do upowszechnienia niewygodnych faktów, całkiem odmienną
                                    prawdę można po prostu zadekretować i obwieścić, jako obowiązującą
                                    do wierzenia. Przypomina mi to trochę działanie partii
                                    komunistycznej, sytuacje z książki Orwella „Rok 1984”. Należy
                                    trzymać się obowiązującej wykładni dla dobra Partii, Narodu,
                                    Świetlanej Przyszłosci. Prawdę zmieniano co kilka lat. Wszystkie
                                    stare książki z prywatnych domów i bibliotek szły na przemiał. W to
                                    miejsce drukowano nowe z nową prawdą. Jednostka, która widziała
                                    rzeczywistość inaczej niż Partia powinna dla wspólnego dobra poddać
                                    się samokrytyce.

                                    Trochę domyślam się dlaczego przyjęto taką karkołomną definicję. Na
                                    przykładzie esesmana widać konflikt dwóch ważnych wartości
                                    chrześcijańskich: miłości i prawdy. Nie da się postąpić dobrze nie
                                    gwałcąc, którejś z tych wartości. Myślę, ze ten problem filozoficzny
                                    lepiej wyjaśnić jako skutek grzechu pierworodnego, jako efekt
                                    skażenia całej przestrzeni, w której egzystuje człowiek niż
                                    zaprzeczać oczywistym faktom, nazywając prawdę kłamstwem a kłamstwo
                                    prawdą.

                                    Kłamstwo i prawda wiążą się mocno z intencją. Gdy padają słowa
                                    literalnie prawdziwe, ale z intencją oszukania to też mamy kłamstwo.
                                    Prawda jest wtedy, gdy słowa są zgodne z rzeczywistością i intencja
                                    czysta.smile



                                    • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 12:23
                                      Otrycie,
                                      widzę,że drążysz temat dogłębnie i bardzo się cieszę.Nie mam wrażenia,że nie
                                      zgadzamy się ze sobą w całości tematu, tylko w niuansach( to pewnie stąd,że
                                      piszę strasznie krótko i akcentuję punkty sporne, a nie te, w których podzielam
                                      Wasze zdanie).Odpiszę wkrótce, ale mamy w domu 40 stopni gorączki i muszę
                                      opiekować się dziecięciem mym.Poczekaj cierpliwie.Pozdrwiam cieplutko.
                                      • otryt Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 13:33
                                        Opiekuj się dzieciątkiem Kulinko, aby jak najszybciej wyzdrowiało.
                                        To najważniejsze. Mnie też inne sprawy każą odejść na jakiś czas od
                                        forum, więc będę się musiał trochę ograniczać. Przyznam się, że ten
                                        temat drąży mnie od stycznia, kiedy to z ust stałego felietonisty,
                                        prawnika dr Waldemara Gontarskiego na falach Radia Maryja
                                        usłyszałem, że aby określić co jest prawdą a co kłamstwem trzeba co
                                        najmniej doktoratu z filozofii i lepiej niech się nie wypowiadają na
                                        ten temat osoby, które nie mają ku temu kwalifikacji. Cóż mógł mieć
                                        na myśli? – zastanawiałem się. Ta dyskusja i podana przez Ciebie
                                        definicja przybliżyła mnie nieco do rozumienia tego problemu.
                                        (Czytałem to wcześniej w katechiźmie, lecz rozumiałem po swojemu)
                                        Zadałem Tobie kilka pytań. Ale dla Ciebie również okazały się one
                                        trudne. Ani Ty, ani ja nie mamy doktoratu z filozofii, więc nie mamy
                                        co się tym tematem zajmować. Powinniśmy raczej przyjąć za dobrą
                                        monetę, to co nam podadzą jako prawdę. Rozumiem również, że nie
                                        można rzucać pereł między wieprze, a więc podawać trudnej prawdy
                                        ludziom do tego nieprzygotowanym, o niedobrych intencjach albo wręcz
                                        niechętnych do jej przyjęcia. Pozdrawiam serdecznie.smile
                                    • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 17:31
                                      Otrycie , większość Twoich wątpliwości jest również moimi wątpliwościami.
                                      Powiem tak, w większości przypadków, jakie się nam w życiu zdarzają winniśmy
                                      ludziom prawdę materialną, taką jaką ona jest.
                                      W wyjątkowych przypadkach ( i podkreślam to specjalnie) mamy prawo do ochrony
                                      owej prawdy.I tu jest zasadniczy problem, bo jeśli kłamstwem jest nieprawda z
                                      intencją oszukania, to w niektórych przypadkach nie chcemy mówić nieprawdy z
                                      taką intencją- tylko pragniemy ochraniać prawdę.Rezultat z punktu widzenia
                                      prawdy materialnej jest taki sam, a jednak, kiedy się nad tym zastanawiam czuję
                                      przecież,że sytuacje te są inne.Bo co innego, gdy mówię,że coś mam- podczas gdy
                                      tak nie jest -i mówię to, z pełną świadomością,by się kłamliwie chwalić, a co
                                      innego gdy nie chcę ujawniać jakiegoś sekretu naciskana przez kogoś
                                      niepowołanego do tej wiedzy.Oczywiście,że to jest sprawa asertywności i winno
                                      się ją stosować wraz z przemilczaniem prawdy materialnej.Są jednak sytuacje
                                      kiedy tak się nie da, bo powiedzieć coś musisz.Pozostaje kwestia czy tych
                                      sytuacji jest dużo. Moim zdaniem, nie i są to raczej sytuacje wyjątkowe związane
                                      np. z życiem( przykład Mamlgosi) lub obroną przed agresją,może jakieś sekrety.
                                      Jak wiesz, z zalinkowanego przez Ciebie artykułu, sprawa owej katechizmowej
                                      definicji to efekt refleksji po okresie II wojny światowej,podczas której ludzie
                                      stawali wobec konfliktu wartości.Teraz pewnie takie sytuacje też mają
                                      miejsce.Myślę również,że taka definicja chroni trochę stwierdzeniami, że było to
                                      mniejsze zło lub grzech usprawiedliwiony.
                                      Jest książka ks.Ślipki- Zagadnienie godziwej obrony sekretu- którą chętnie bym
                                      przeczytała, by to, co jest teraz moją intuicją jakoś sobie zweryfikować.
                                      Za życzenia dziękuję, na szczęście to tylko angina.
                                      Pozdrawiam
                                      • otryt Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 19:34
                                        Dziękuję. Książkę ks. Ślipki postaram się zdobyć. Pozdrawiamsmile
                                        • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 16.11.07, 19:48
                                          Jeśli zdobędziesz, to chętnie skorzystam ze streszczenia zagadnieniawink))
                                      • otryt ks. prof Tadeusz Ślipko - etyk 08.01.08, 10:23
                                        Kulinko! Rozmawialiśmy o kłamstwie i prawdzie. Dla mnie to sprawy
                                        niesłychanie ważne. Po raz kolejny słyszę nazwisko ks. prof.
                                        Tadeusza Ślipki w dobrym kontekście. Dopisuję go do swojej listy
                                        ludzi miłujących prawdę, uczciwych, mądrych, zatroskanych o dobro
                                        wspólne. Ludzi tych warto czytać a poglądy ich poznawać. I odwrotnie
                                        posiadam czarną listę ludzi, którzy są na bakier z prawdą,
                                        uczciwością intelektualną, jak mawiał Herbert, którzy kłamią,
                                        manipulują. Te nazwiska wyznaczają moją listę lektur. Inne nazwiska
                                        i pozycje przez nich polecane traktuję z dużą życzliwością. Taki
                                        łańcuszek prawdy. Można oczywiście czasem zweryfikować te listy. Nic
                                        nie jest wieczne, ale główny kierunek poszukiwań jest jasny.

                                        www.rp.pl/artykul/81073.html
                                        List podpisali m.in.:

                                        Piotr Andrzejewski - senator
                                        prof Tomasz Bury - krytyk literacki
                                        Krzysztof Czabański - prezes Polskiego Radia
                                        Jerzy Dzik Dzikowski - architekt
                                        Ewa Dałkowska - aktorka
                                        Leszek Długosz - poeta
                                        Andrzej Gelberg - dziennikarz
                                        Przemysław Gintrowski - muzyk
                                        Olga Johann - wiceprzewodnicząca Rady Warszawy
                                        Wiesław Johann - sędzia Trybunału Konstytucyjnego w st, spoczynku
                                        Marek Nowakowski - pisarz
                                        Bogusław Nizieński - sędzia Sadu Najwyższego w st. spoczynku
                                        Krzysztof Kauba - sędzia w st. spoczynku
                                        Jan Pospieszalski - muzyk, dziennikarz
                                        Zofia Romaszewska - obrońca praw człowieka
                                        Zbigniew Romaszewski - wicemarszałek Senatu RP
                                        Jarosław Rymkiewicz - literat
                                        Andrzej Urbański - prezes TVP
                                        Jolanta Zabarnik - Nowakowska - adwokat
                                        Grzegorz Wąsowski - adwokat
                                        Kazimierz Krajewski - historyk
                                        Halina Herbert-Zebrowska
                                        Rafał Żebrowski - historyk
                                        Jacek Pawłowicz - historyk
                                        Jacek Maziarski – dziennikarz


                                        • kulinka3 Re: ks. prof Tadeusz Ślipko - etyk 08.01.08, 17:10
                                          Cieszę się i mam nadzieję,że kiedyś ta jego książka wpadnie nam w ręcewink))
                                • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 14:39
                                  Myślę, że pytanie otryta jest bardzo ważne. Bo jeżeli mam sama
                                  ocenić (nawet wziąwszy pod uwagę dobro itp), czy dana osoba ma prawo
                                  do prawdy, stawiam siebie na pozycji jakiegoś co najmniej lokalnego
                                  boga. Zdecydowanie odpowiada mi definicja prawdy jako zgodności z
                                  rzeczywistością. Katechizm jednak prawo ludzkie
                                  • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 15:00
                                    Nie bardzo rozumiem, a kto ma oceniać? Oczywiście w razie wątpliwości mam
                                    obowiązek konsultacji. Normalnie jednak dzięki rozumowi i sumieniu podejmuję
                                    decyzje, po to je mam.
                                    A definicja dotyczy nie prawdy, ale kłamstwa.Prawda to prawda.
                                    • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 15:40
                                      No to może w ogóle powinniśmy tylko w swoim sumieniu oceniać co jest
                                      grzechem, a co nim nie jest? Po co katechizm i wszystkie wytyczne?
                                      Bo może kradzież swetra to nie kradzież, jeśli moim zdaniem ja mam
                                      prawo do niego, skoro mi zimno, a osobie która go posiada, nie
                                      ubędzie? To nie abstrakcyjny przykład, z takiego założenia wychodzi
                                      pewna moja znajoma - potrzebuje coś to bierze, uważa, że osobie
                                      której zabiera, nie ubędzie.
                                      • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 15:44
                                        Poważnie pytasz po co katechizm i wytycznewink))?
                                        • mamalgosia Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 15:51
                                          Nie, nie pytam. Stwierdzam, że niepotrzebnesmile
                                          • kulinka3 Re: Definicja kłamstwa 15.11.07, 16:51
                                            Pierwotnie było to pytaniewink)
                                            Odważne stwierdzenie.Gratuluję!
    • warszawianka51 Re: udawanie 14.11.07, 08:05
      Ja też mam skłonność do uśmiechania się "pomimo". Zwłaszcza jak
      piszę maile albo udzielam się na forum smile
      Myślę Mamałgosiu, że to jest akurat bardzo pozytywna cecha
      charakteru, czy też usposobienia. Znam ludzi, którzy pokazują każdą
      swoją emocję i to jest naprawdę obciążające dla reszty - dla mnie to
      taki ekshibicjonizm emocjonalny, który kojarzy mi się z
      niedojrzałością i egocentryzmem.
      Myślę też, że w takim zachowaniu należy być ostrożnym, żeby tych
      emocji nie ukrywać przed tymi, którzy powinni i chcieliby je znać.
      Ja nie potrafię ukryć emocji przed Mamą i Mężem, a potrafię zrobić
      to doskonale przed rodziną mojego Męża. I tak jest dobrze - są
      osoby, dla których jestem prawdziwa (choć czasem dla świętego
      spokoju wolałabym jednak udawać, że wszystko jest OK) i już z
      doświadczenia wiem, że to jest dla relacji z tymi osobami najlepsze;
      i są osoby, które widzą tylko powierzchnię mnie, które odbierają
      tylko to, co ja chcę im przekazać.
      Nie nazywałabym tego ani fałszem, ani kłamstewm, ani oszustwem. Ja
      wręcz myślę, że jest to pewna cnota - niezamęczanie reszty świata
      swoimi problemami poprzez robienie smutnych min.
      • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 08:57
        warszawianka51 napisała:

        > Ja też mam skłonność do uśmiechania się "pomimo". Zwłaszcza jak
        > piszę maile albo udzielam się na forum smile
        no własnie, zwłasczcza. Forum i praca - to u mnie tereny
        największego udawania


        > Myślę Mamałgosiu, że to jest akurat bardzo pozytywna cecha
        > charakteru, czy też usposobienia. Znam ludzi, którzy pokazują
        każdą
        > swoją emocję i to jest naprawdę obciążające dla reszty - dla mnie
        to
        > taki ekshibicjonizm emocjonalny, który kojarzy mi się z
        > niedojrzałością i egocentryzmem.
        Agnieszko, wlaśnei wiem, że to się odbiera jako cechę pozytywną. Ale
        własnie wczoraj naszła mnie taka refleksja, że może niesłusznie.


        > Myślę też, że w takim zachowaniu należy być ostrożnym, żeby tych
        > emocji nie ukrywać przed tymi, którzy powinni i chcieliby je znać.
        smile Przeciwnie. Już byłam nieostrożna i okazałam. Płacę i będę płacić
        za to sad


        > Ja nie potrafię ukryć emocji przed Mamą i Mężem, a potrafię zrobić
        > to doskonale przed rodziną mojego Męża.
        Przed Mamą potrafię zdecydowanie. Przed Mężem czasem potrafię,
        czasem nie, zalezy od intensywności tych emocji i zależy od tego,
        czy mam siły i czy chcę ukryć. Są jednak stuacje, że po prostu się
        nie da.
    • pawlinka Re: udawanie 14.11.07, 08:33
      Mamalgosiu, a czy to Ty uśmiechasz się, jesteś pogodna w sposób sztuczny,
      wystudiowany? Nie sądzę. Toż to byłaby głupkowatośćsmile, a nie pogoda ducha
      (Ducha Św.?) Fałsz łatwo się demaskuje.

      • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 08:50
        Pawlinko, tak, jestem głupkowata.
        • pawlinka Re: udawanie 14.11.07, 08:54
          NIE! (dodałam tupnięcie nogą i marsową minę). Nie, bo Cię znam, że ho ho
    • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 11:14
      Ja na swój użytek nie mówię o udawaniu, a o zakładaniu maski.
      Jednak już dawno straciłam dobre samopoczucie, które pozwalałoby mi
      wierzyć, że robię to z troski o innych.
      Zakładam maskę, bo inni nie lubią ludzi smutnych, a ja chcę być
      lubiana. Zakładam maskę, chociaż wiem, że ryzykuję, iż będzie
      lubiana jedynie moja maska, a nie ja.
      Im bardziej boli w środku tym bardziej uśmiechniętą zakładam maskę.
      Ze zwykłego lęku.

      Poza tym dość przekornie myślę, że pokazanie smutku, okazanie
      złości, przyznanie się do lęku wymaga, być może, większej odwagi niż
      chodzenie z wiecznym uśmiechem na twarzy. Trudniej jest
      powiedzieć „tak, jestem smutna, ale nie chcę o tym rozmawiać”
      niż „zapomnieć o sobie” i z uśmiechem na twarzy wysłuchiwać cudzych
      zmartwień. Trudniej powiedzieć „złości mnie to” niż „ależ, rozumiem,
      nic się nie stało”. Mnie na pewno jest trudniej.

      A co do matki Teresy... kto wie, ilu ludziom by pomogła pokazując
      swoja twarz bez uśmiechu, mówiąc otwarcie o swoich lękach i
      niepewności?
      • mader1 Re: udawanie 14.11.07, 13:06
        >
        > A co do matki Teresy... kto wie, ilu ludziom by pomogła pokazując
        > swoja twarz bez uśmiechu, mówiąc otwarcie o swoich lękach i
        > niepewności?
        Tego już nie będziemy wiedzieć. Natomiast swoją postawą, rozpoznaną
        przez Nią jako najsłuszniejsza, WYSTARCZAJĄCO dużo pomogła ludziom,
        by była ona usprawiedliwiona. Owoce są jej są chyba wystarczająco
        dobre ? a teraz dla odmiany dowiadujemy się o Jej lękach czy
        wątpliwościach... to nie przypadek chyba ?
        • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 14:52
          Ależ, mader, ja o nic matki Teresy nie oskarżam, ani niczego jej nie
          zarzucam.
          Ja jedynie gdybam.
          • mader1 Re: udawanie 14.11.07, 15:03
            ależ ea smile, ja tego nie odebrałam jako oskarżenie, przecież... smile
            coś Ty smile)))
            ja tylko pomyslałam, że tego się nie dowiemy , ale i tak obrana
            przez Nią droga była dobra.
            A ja przytaczając Jej listy miałam wrażenie, że są one bardzo
            ważne, zwłaszcza wobec naszych codziennych wątpliwości i
            niepokojów...
            • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 17:50
              Czytając Wasze uwagi o Matce Teresie pomyślałam sobie o męce Chrystusa.
              Cierpiał, jak nikt,a jednak ta męka jest taka stonowana.Nie krzyczał, nie
              złorzeczył.Potrafił w swoim bólu dostrzec cierpienie innych.
              Stąd nie dziwi mnie,że cierpienia ludzi świętych pozostają trochę w ukryciu.
              • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:19
                Tak, mój Starszy Syn ma w zeszycie do religii wlepiony obrazek: Pan
                Jezus umiera na krzyżu, pod spodem podpis: "Boli, ale nie płaczę".
                Koszmarek
                • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 18:22
                  Nie trzeba wlepiać koszmarków tylko czytać Ewangelię.
                  • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:28
                    Katechetka wlepiła.
                    A Ewanglię przecież czytamy. Tylko myślę sobie, co mógł mieć na celu
                    taki obrazek? Wlepienie go przedszkolakowi to jedno, ale przecież
                    ktoś go wyprodukował
                    • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 18:30
                      Matki Boże w formie butelki z odkręcaną głową też, o zgrozo, ktoś
                      produkuje.Dostał, bo chłopak, a chłopaki nie płacząwink))
                      • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 21:24
                        Moi Chłopcy płaczą, czasem na razie aż za dużo.
                        Mam jednak nadzieję, że nie wyrosną z nich mężczyźni, którzy nie
                        będą wiedzieli co to łzy
              • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 19:37
                kulinka3 napisała:

                > Czytając Wasze uwagi o Matce Teresie pomyślałam sobie o męce
                Chrystusa.
                > Cierpiał, jak nikt,a jednak ta męka jest taka stonowana.

                A nie pomyślałaś, że może to opis jest stonowany?
                Jakoś boję się myśleć, że "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił"
                to tylko taki cytat stosowny do sytuacji...
                Ale możliwe, że się mylę, bo dość często mam wrażenie, że moje
                myślenie jest bardziej pogańskie niż cherześcijańskie uncertain
                • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 19:44
                  Chce koleżanka zasugerować,że ewangeliści go stosowanie stonowali?
                  • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 20:44
                    Domniemywam pewną powściągliwość opisu.
                    • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 21:09
                      Nie podejrzewam ewangelistów o powściągliwość, bo co do Pisma św.mam pewność,że
                      pochodzi ono od wyższych Instancjiwink)).
                • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 21:29
                  Żaden opis nie odda tego, co się czuje - a już na pewno nie odda
                  tego, co czuje ktoś inny. Ewangeliści 30 lat z życia Chrystusa
                  zawarli w kilku zdaniach, to i Męka jest stonowana.

                  Kulinko, a dlaczego Chrystus "cierpiał jak nikt"? Wiem, że cierpiał
                  i że bardzo. Ale fizycznie to niejeden człowiek cierpiał i cierpi
                  bardziej.
                  Czy masz na mysli cierpienia duchowe - że niewinnie, że za kogoś, że
                  unosił ciężar naszych win?
                  • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 21:37
                    Nie sądzę, by męka była stonowana, bo opis krótki.To potwierdzenie proroctwa
                    Izajasza.
                    Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie
                    otworzył ust swoich.
                    Tak mam na myśli cierpienia duchowe.
                    • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 21:40
                      Czyli właściwie w tym momencie doszliśmy do potwierdzenia
                      postawionej przeze mnie tezy - jak serce boli, to dobrym jest nie
                      pokazywać tego po sobie.
                      Czasem zastanawiam się, czy chrześcijaństwo jest ludzkie
                      • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 21:57
                        mamalgosia napisała:

                        > jak serce boli, to dobrym jest nie
                        > pokazywać tego po sobie.

                        Bo ja wiem...
                        U Marka napisane jest też tak:
                        "Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć i odczuwać
                        trwogę. I rzekł do nich "Smutna jest moja dusza aż do śmierci;
                        zostańcie tu i czuwajcie"
                        • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 22:05
                          Ale jednak tylko ich dwóch. Przyjaciół
                          • mamalgosia dwóch:) 14.11.07, 22:05
                            Trzech oczywiście. Wybacz, Alzheimer
                          • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 22:10
                            No i nie zapominajcie też o Szymonie, i Weronice, od których przyjął pomoc!
                            • isma Re: udawanie 15.11.07, 10:49
                              Ale Weronika to juz nie Autor natchniony wink))
                      • kulinka3 Re: udawanie 14.11.07, 22:06
                        Dobrze pokazać najbliższym, bo mogą pomóc, doradzić, przytulić.Dobrze pokazać
                        kierownikowi duchowemu, bo musi zdawać sobie sprawę ze stanu ducha penitenta.
                        Czasami trzeba pokazać specjaliście, bo sprawy nas przerastają i medycyna musi
                        wkroczyć w grę.
    • maika7 Re: udawanie 14.11.07, 12:00
      > Czy zawsze jesteście sobą?

      Nie

      > Co to znaczy: być sobą?

      zachowywać sie tak, żeby nie czuć wewnętrznego rozdźwięku między tym, co czujemy
      i tym, co mówimy i tym co robimy.

      > Czy udawanie jest złe? Czy wręcz przeciwnie?

      Zalezy od sytuacji, kontekstu.

      > Czy do złej gry trzeba robić dobrą minę, czy przeciwnie: nie wolno?

      To tez zależy. I od nas samych i tego, co sie w nas dzieje i na ile chcemy to
      pokazywac innym osobom. I zalezy od osób, którym chcemy przekazywac nasze
      emocje i je nimi obarczać. Ich stan (tych osób) i otwartośc wobec nas warto brać
      pod uwagę.

      > Czy to mądrość, czy oszustwo?

      smile to zalezy - czasem mądrośc, czasem takt, a czasem oszustwo.

      M.
    • ula27121 Re: udawanie 14.11.07, 12:52
      Mi by się wydawało, że każde kłamstwo, nieszczerość są złe....
      Tylko, ze bycie szczerym nie koniecznie oznacza np. dawanie komuś do zrozumienia
      , że się go nie lubi lub jak w Twoim przypadku- nie uśmiechania sie do innych.
      To myśle przejaw dobrego wychowania. Nieszczerość byłaby wtedy gdybyś na pytanie
      co u Ciebie odpowiadała że wszystko w porządku, że jestes szczęśliwa. To samo z
      nielubianą osobą. Gdyby opowiadać, że sie ją lubi - to kłamstwo ale to, że się
      jest dla niej po prostu grzecznym czy nawet miłym....
      Przez to, że jesteś uśmiechnięta powoduje, że osoby z którymi pracujesz nie
      czują na sobie bagażu Twoich kłopotów bo to sie przecież udziela. Nie stawiasz
      ich w kłopotliwej sytuacji, że oni sobie żartują a tu sie obok rozgrywa dramat.

      poza tym czy przemilczenie niektórych rzeczy jest kłamstwem? Szczególnie, że
      dotyczą one tylko Ciebie.....
    • mader1 Re: udawanie 14.11.07, 13:03
      Być sobą....
      Ja mam wrażenie, że jestem sobą , w zgodzie ze sobą i swoimi
      zasadami,właśnie wtedy, gdy nie zawsze mogę mówię wszystko i
      okazuję wszystko...
      U mnie jest tak, że przyczyny moich smutków, smuteczków i cierpień
      bywają różne, więc i zachowanie różne.
      rózne osoby mijam, spotykam się z... rozmawiam
      Czasem bardzo boli to, co przeżywam, ale nie moge o tym mówić. Bo
      sprawy dotyczą nie tylko mnie, ale bliskich mi osób, problemów z
      nimi , niezgodności, ja odczuwam to bardzo boleśnie, ale... Poprzez
      lojalnośc i uszanowanie nie tylko swojego prawa do intymności , ale
      też i tych drogich mi osób, nic nie mówię, nie okazuję. W tych
      najbardziej bolesnych sytuacjach trudno mi się śmiać, najwyżej się
      uśmiecham, ale też i staram się " trzymać".
      Podam przykład - jeżeli mamy mocne nieporozumienie z mężem, a dzwoni
      Jego mama, czy spotykamy się z Jego mamą, staram się zachowac
      zupełnie normalnie, a nawet " wesołkowato". Wiem, że przy Jej mocno
      krytycznym stosunku do syna, rozdmuchane to zostałoby do granic
      możliwości,a problem urósłby. A może za jakiś czas nie będzie to aż
      tak wyglądało ? I najczęściej tak jest.

      Są też sytuacje, na które nie można nic poradzić. Nic. Wszystko
      zrobiłam. A żyć trzeba. No to wtedy " normalne" zachowanie się, a
      nie ciągłe rozmyslanie nad swoim problemem, pozwala przeżyć. Pozwala
      otworzyć się na problemy innych,niechby i " głupie" przy moim.
      Zapomnieć z czasem. A zapominanie jest mi potrzebne do życia.

      Poza tym jestem trochę jak Kulinka - nie każdy ma prawo wiedziec, o
      tym, co mi się przydarza wink
      I jeszcze.... wiecie, czasem jest tak, może jestem głupkowata, ale
      czasem jest tak, że choć mi źle, coś takiego się wydarzy,czy usłyszę
      że naprawdę chce się śmiać smile)))
      Czasem było mi niedobrze, a coś takiego na forum napisaliście, że
      musiałam się usmiechnąć.
      Czasem sie popłaczę - to nie jest też jakaś tragedia.
    • ruda110 Re: udawanie 14.11.07, 14:37
      Przepraszam, ale nie przeczytałam wszystkich postów w tym wątku.
      Myślę sobie jednak, że złem nie jest uśmiech pomimo bólu i
      wewnętrznego cierpienia. Nie jesteśmy przecież zobowiązani do
      odkrywania swej duszy przed wszystkimi. Moim zdaniem zło drzemie
      gdzie indziej ... Wiem z doświadczenia, że zło wyrządza
      zafałszowywanie przed sobą samym własnych uczuć, złości, żalu itp.
      Wstydziłam się, że je czułam i próbowałam oszukać samą
      siebie "starając się być miłą, uprzejmą itd.". Niestety okazuje się,
      że dopóty nie zdobyłam się na odwagę, żeby przyznać się przed sobą,
      że czasem jestem wredna, leniwa, chciwa i złośnica i nie zaprosiłam
      P. do tej nieciekawej częsci mnie samej dopóki nie mogłam uporać się
      z samą sobą. przepraszam jeśli piszę nieco nie na temat, ale jestem
      właśnie na etapie "godzenia się" z włąsną historią życia. Pozdrawiam
      Was serdecznie
      • mader1 Re: udawanie 14.11.07, 14:42
        nie, nie przepraszaj. To ważne, co napisałaś.
        • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 21:43
          tak, zdecydowanie. Dla mnie bardzo, dzięki takim wypowiedziom
          (m.in.) nei czuję się na forum samotna
    • ea-szarri Re: udawanie 14.11.07, 15:07
      Tak się zastanawiam, czy mówiąc „mam dziś fatalny dzień/
      beznadziejny nastrój” jesteśmy zobowiązani do wyjaśnień, dlaczego
      taki niedobry stan się nam zdarzył? Czy nie ma sposobu, żeby
      zasygnalizować rozmówcy nasz nienajlepszy stan, a jednocześnie
      ochronić naszą prywatność?

      Pytam, dlatego że kilka razy w życiu czułam się bardzo podle, w
      sytuacji, gdy zawracałam komuś głowę moim małym palcem u lewej nogi
      w czasie, kiedy ta osoba miała olbrzymie kłopoty. I jakoś w niczym
      mi nie pomagał fakt, że nie jestem jasnowidzem i widziałam jedynie
      jej uśmiech.
      A przecież wystarczyło, żeby powiedziała : słuchaj mam teraz zły
      czas. Poszłabym z tym palcem do pani Krysi z sąsiedniego pokoju.
      • mader1 Re: udawanie 14.11.07, 15:10
        > Pytam, dlatego że kilka razy w życiu czułam się bardzo podle, w
        > sytuacji, gdy zawracałam komuś głowę moim małym palcem u lewej
        nogi
        > w czasie, kiedy ta osoba miała olbrzymie kłopoty.

        może i dobrze, może to Jej było potrzebne ?
        • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:18
          to już jest trochę podciąganiem faktów do własnej teorii. To się
          nazywa ejzegeza
      • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 18:16
        ea-szarri napisała:

        > Tak się zastanawiam, czy mówiąc „mam dziś fatalny dzień/
        > beznadziejny nastrój” jesteśmy zobowiązani do wyjaśnień, dlaczego
        > taki niedobry stan się nam zdarzył? Czy nie ma sposobu, żeby
        > zasygnalizować rozmówcy nasz nienajlepszy stan, a jednocześnie
        > ochronić naszą prywatność?
        Właśnie, myślę, że to jest ważne. Bo padały powyżej argumenty, że
        ten niby dobry humor na zewnątrz to dlatego, że chronimy swoje
        przeżycia wewnętrzne. A przecież właśnie można tak jak napisałaś:
        nie kłamać, ale jednocześnie nie opowiadać.
    • mader1 a śmiać się DLA innych 14.11.07, 18:00
      Ależ Ty masz poruszające wątki Mamalgosiu smile
      Przyszło mi do głowy... a jeżeli tak pobudzi się serce, umysł i
      intencję,że człowiek uśmiecha się DLA innych ?
      Na przykład jestem z natury poważna, wyobraźmy sobie, ale...
      chciałabym dac radość swoim dzieciom i usmiecham się, tańczę, bawię
      się DLA nich...
      Idę sobie korytarzem szkolnym i usmiecham się do ucznia, bo wiem, że
      dla Niego, także z problemami, mój usmiech znaczy dużo.
      Spotykam się ze znajomą i usmiecham się do Niej, bo wiem, że Jej to
      potrzebne, to Ją pocieszy. A mojej sytuacji bardzo nie zmieni...
      Jeżeli mówi się, że ktoś zyje dla Kogoś, to może tym bardziej mozna
      się dla kogoś śmiać, usmiechać...
      • mamalgosia Re: a śmiać się DLA innych 14.11.07, 18:01
        mader1 napisała:

        > Ależ Ty masz pobuszjace wątki Mamalgosiu smile
        Tak, wiem, cokolwiek oznacza wyraz "pobuszjące"smile


        > Przyszło mi do głowy... a jeżeli tak pobudzi się serce, umysł i
        > intencję,że człowiek uśmiecha się DLA innych ?
        No tak, tak się chyba w większości przypadków dzieje. Ale co z tego,
        że dla, skoro ten rozdźwięk jest nadal?

        Wiesz, jadąc dzisiaj do pracy uświadomiłam sobie (dostałam wtedy
        smsa od AgiWarszawianki, nawet jej to chciałam napisać, ale
        zdecydowałam, że jednak nie - po co ją dołowaćsmile ), że całe moje
        życie od pewnego czasu jest DLA. Myślę, że gdyby nie najbliższe
        osoby, ja już podziękowałabym życiu jakiś czas temu. Nie chcę myśleć
        jak to brzmi.
        Gdzieś przeczytałam, że "dzieci są dla matek kotwicą trzymającą je
        przy życiu". Myślę, że w wielu przypadkach może to być bardzo
        prawdziwe. Nie mówię bynajmniej, że to jest dobre, ale jest.
      • mamalgosia napisali mi 14.11.07, 18:02
        że nie mogę odpowiedzieć na Twojego posta, mader i że zalecają
        założenie nowego wątku.
        Takiego komunikatu jeszcze nie widziałam
        • mader1 Re: napisali mi 14.11.07, 18:17
          smile))) a bo porobiłam błędy, które tak pięknie wypunktowałas i
          właśnie zmieniałam post, żeby... zeby było poprawniej i nie byle
          jak smile))
          Przypadek (?) sprawił, że myślałysmy i pisałysmy w tym samym
          czasie smile o tym, że robimy Coś DLA Kogoś
          • mamalgosia Re: napisali mi 14.11.07, 18:28
            czyli w efekcie odpowiedziałam na coś, czego już nie ma
            • mader1 Re: napisali mi 14.11.07, 18:41
              ja tylko błędy poprawiłam smile jest smile
              • mamalgosia Re: napisali mi 14.11.07, 21:30
                czasem wysyłam jakiegoś posta z rażącymi literówkami i jak się
                zorientuję, to już za późno by poprawić. Tak więc są też jakieś
                zalety bycia Moderatorstwem
                • mader1 Re: napisali mi 14.11.07, 23:48
                  To nie ma nic wspólnego z tematem, w którym znowu nic mądrego do
                  powiedzenia nie miałam - ale Ty nie robisz rażących literówek smile)))
                  Nie.Alzheimer za słabo zaawansowany u Ciebie smile)) To ja je
                  zrobiłam smile
    • nordynka1 Re: udawanie 14.11.07, 21:16
      Ciekawy temat. Przeczytałam przed południem to co już wtedy było i
      myślałam o tym cały dzień.
      To nie jest takie jednoznaczne że udaję = kłamię.
      By nazwać to kłamstwem to musi być działnie śwaidome i dobrowolne z
      zamiarem okłamania innych. Tymczasem my nie nakładamy tych masek by
      innych okłamywać. Ruda110 właśnie o tym napisała o zafałszowanych
      uczuciach. Znany mi stan. Nie żyje się w zgodzie ze stanem
      faktycznym - czyli z definicji w kłamstwie. Ale o tym się nie wie.
      Uwiera, owszem, ale dopiero uwolnienie i uzdrowienie pomaga dostrzec
      jak się żyło i czym jest wolność w uczuciach. I teraz dopiero można
      mówić o wybieraniu postawy kłamliwej lub prawdziwej. Bo ma się
      świadomy wybór.
      Ea szarri pisała o maskach. Też znam. I sumienie mi mówi dokładnie,
      kiedy wybieram ją z lęku przed odrzuceniem, a kiedy ze zwykłej
      uprzejmości czyli kiedy to robię dla siebie, a kiedy dla innych.

      Piszesz: Bo w chrześcijaństwie wiele się mówi o tym, jak
      > to dobrze jest nie mówić o swoich smutkach, jak to ludziom należy
      > okazywać pogodną twarz (często nieprawdziwą),
      To nie tak. Jak to zrobię z powinności to się tylko umorduję i
      jeszcze bardziej wejdę w siebie. A jak widac po życiu tylu świętych
      można cierpieć w milczeniu i z uśmiechem na twarzy być 'na zewnątrz'
      siebie. Nie umiem znaleźc własciwych słów - przychodzi mi do głowy
      cytat z Pisma o tym by modlić się w ukryciu a Bóg który widzi w
      ukryciu odda tobie.

      Wiesz, może w pracy zawsze jesteś uśmiechnięta bo tam wykonujesz
      swoje przymusowe obowiązki? społeczna rola skłania nas do pewnych
      automatycznych zachowań (ja zwykle uśmiecham się do sąsiadów,
      choćbym własnie pokłóciła się z męzem - czasem mnie to wkurza, ale
      jest jakimś ułatwieniem w życiu)
      a może po prostu cierpisz w ukryciu, w swojej izdebce
      • mamalgosia Re: udawanie 14.11.07, 21:38
        nordynka1 napisała:

        > Ciekawy temat. Przeczytałam przed południem to co już wtedy było i
        > myślałam o tym cały dzień.
        Patrz, no...


        > To nie jest takie jednoznaczne że udaję = kłamię.
        > By nazwać to kłamstwem to musi być działnie śwaidome i dobrowolne
        z
        > zamiarem okłamania innych. Tymczasem my nie nakładamy tych masek
        by
        > innych okłamywać.
        No ale jak to: nie? Właśnie dokładnie z takim celem.


        Ruda110 właśnie o tym napisała o zafałszowanych
        > uczuciach. Znany mi stan. Nie żyje się w zgodzie ze stanem
        > faktycznym - czyli z definicji w kłamstwie. Ale o tym się nie wie.
        > Uwiera, owszem, ale dopiero uwolnienie i uzdrowienie pomaga
        dostrzec
        > jak się żyło i czym jest wolność w uczuciach. I teraz dopiero
        można
        > mówić o wybieraniu postawy kłamliwej lub prawdziwej. Bo ma się
        > świadomy wybór.
        Nordynko, ale to w takim wypadku w ogóle nie można mówić o
        jakimkolwiek grzechu. Skoro nie ejstem wolna, to nie mogę nic
        uczynić świadomie i w sposób wolny - ani dobrego ani złego. Chyba to
        ślepy zaułek


        > Ea szarri pisała o maskach. Też znam. I sumienie mi mówi
        dokładnie,
        > kiedy wybieram ją z lęku przed odrzuceniem, a kiedy ze zwykłej
        > uprzejmości czyli kiedy to robię dla siebie, a kiedy dla innych.
        I mnie często mówi. Czyli maska z dobrą intencją jest dobra, a ze
        złą zła?

        Kiedyś przeczytałam czyjąś myśl, że większość ludzi żyje w cichej
        rozpaczy. Nie wiem, czy to dobre słowo "rozpacz",ale coś w tym jest.


        *
    • rycerzowa Re: udawanie 15.11.07, 12:21
      Mamałgosiu, a nie bierzesz pod uwagę tej ewentualności, że taka "zawsze
      uśmiechnięta" jesteś naprawdę sobą?

      Starożytni mawiali: "Poznaj samego siebie".
      Znaczy to,że człowiek często miewa o sobie błędne mniemanie, ale inni widzą go
      prawdziwym.

      Ktoś myśli, że " jest w nim samo dobro", ale otoczenie ocenia go sprawiedliwie.
      Anorektyczka uważa się za grubą, zaś ludzie widzą skórę i kości.
      Śliczna nastolatka ma kompleksy, chociaż wszystkim się podoba.

      Powie ktoś, że przynajmniej co do stanów emocjonalnych człowiek się nie myli.
      Skoro czuje się samotnym i nieszczęśliwym, to się czuje.

      Dlaczego więc bywa tak,że jakiś okres w naszym życiu z perspektywy czasu uważamy
      za dobry i szczęśliwy, tylko że z tego sobie nie zdawaliśmy sprawy?

      Wiadomo,że lata 30-40 to najlepszy czas w życiu człowieka. Dzieci,małżonek,
      ciężka praca, przyjaciele - to daje satysfakcję i poczucie sensu. Chociaż
      czasem człowiek pada na nos, gryzie się z problemami i odczuwa ból duszy, to
      przecież potem oceni ten czas jako najszczęśliwszy.

      Cóż jest szczęście?
      Tatarkiewicz pisze,że to "trwałe i uzasadnione zadowolenie z życia".
      Z postów Mamałgosi widać,że kocha i jest kochana, ma dzieci, męża, pracuje, ma
      zaufanie do przyjaciół. Jest to trwałe i uzasadnione.
      Czegóż chcieć więcej?

      Być szczęśliwym w tym najszerszym sensie, to nie znaczy nie przezywać dramatów
      duszy. Matka Teresa czyniła to, co uważała za słuszne.
      Było to "trwałe i uzasadnione".
      Dlatego była "zawsze uśmiechnięta".
      • warszawianka51 Re: udawanie 15.11.07, 13:39
        Z tego co zrozumiałam to myślę, że Mamałgosi chodzi o to, że "ciągle-
        się-uśmiechając" ma poczucie pewnego dysonansu - w głębi duszy
        rozpacza a na zewnątrz radosna maska. Więc wtedy wyraźnie czuje, że
        NIE JEST sobą. Popraw mnie Mamałgosiu jeśli się mylę. smile

        Myślę też, że bardzo trudno jest ocenić na odległość, czy ktoś
        powinien być szczęśliwy (chyba w ogóle takiej oceny nie należy
        stawiać). Samo posiadanie dzieci, męża i przyjaciół nie wystarcza.
        Miewam czasami takie stany, w których czuję się dogłębnie
        nieszczęśliwa mimo, że wszystkie warunki "zewnętrzne" (te, o których
        wspomniałaś) do poczucia szczęścia są spełnione. Gdy jestem w takim
        stanie, to powiedzenie mi, że POWINNAM być szczęśliwa bo mam "to i
        siamto" zadziałałoby okropnie dołująco, bo pomyślałabym sobie "mało,
        że jestem nieszczęśliwa to jeszcze jestem beznadziejnie głupia i
        niewdzięczna, bo nie potrafię tego docenić" smile
        • rycerzowa Re: udawanie 15.11.07, 13:55
          Nie, nie o to chodzi,że ktoś p o w i n i e n czuć się szczęśliwy, bo
          "spełnia warunki".
          Tylko - czy tak się w gruncie rzeczy, wgłębi serca, czuje, chociaż może sobie
          tego nie uświadamia.
          Na przykład, czasem nie zdajemy sobie sprawy,że kogoś kochamy.
          Dopiero w chwilach próby doznajemy olśnienia.
          • mamalgosia Re: udawanie 15.11.07, 14:44
            tak, ja chyba zrozumiałam co masz na myśli.

            Ale jak się ustosunkujesz do sytuacji, kiedy taka zwnętrzna pogoda
            ducha na pewno jest udawana?
            • rycerzowa Re: udawanie 15.11.07, 17:43
              mamalgosia napisała:

              > tak, ja chyba zrozumiałam co masz na myśli.
              >
              > Ale jak się ustosunkujesz do sytuacji, kiedy taka zwnętrzna pogoda
              > ducha na pewno jest udawana?

              Widzisz, ja stawiam hipotezę, że to nie jest udawane!
              I nie chodzi tu, o "pogodę ducha", potocznie rozumiane szczęście czy zadowolenie.
              Po prostu niektórzy ludzie mają w sobie takie słońce, jak napisałam niżej. I
              mają podstawy (trwałe i uzasadnione) by to słońce w sobie mieć.

              Taka osobna może mieć poważne problemy i zmartwienia, ale to słońce się
              przebija, i jest widoczne dla otoczenia.

              Znam taką jedną osobę, której problemy przerażają, ale od niej bije aż ciepło
              tego wewnętrznego słońca. Jest nim ogromna miłość do syna, oraz chyba
              świadomość bycia powszechnie lubianą, bo każdemu dobrze w obecności tej mojej
              kuzynki. Ona też mówi, że czasem gra.
              Pewnie tak, ale grę się wyczuwa, a to słońce i tak jest obecne.
              "Słońca" nie można zagrać.

              Poszukaj w sobie, co jest twoim słońcem, a może zrozumiesz, dlaczego ludzie
              uważają cię za osobę pogodną, którą niby nie jesteś.
          • warszawianka51 Re: udawanie 15.11.07, 14:57
            No ja chyba też zrozumiałam o co Ci chodziło Rycerzowo smile Tylko dla
            mnie mówienie komuś, kto się czuje nieszczęśliwy, że być może jest
            szczęśliwy tylko tego nie widzi, albo że teraz tego nie widzi, ale
            przekona się o tym za kilka lat - sprowadza się właśnie do
            stwierdzenia: "tyle masz od życia a Ty ciągle kwękasz" smile
            Pewnie tak będzie, że jak będę miała 60 lat to te moje złe chwile,
            te depresyjne nastroje będę wspominała jako nieistotne bzdurki, jako
            coś, co trwało chwilę i było tylko krótkim przerywnikiem w ogólnym
            szczęściu. Tylko, że problem polega na tym, że ktoś w złym stanie
            psychicznym nie jest w stanie nabrać do swej niedyspozycji dystansu.
            Często jesteśmy smutni z określonego, ważnego powodu, problemu,
            który z czasem się rozwiązuje. No ale w chwili smutku nie możemy
            przewidzieć, że wszystko dobrze się zakończy.
            Mimo, że tak z Tobą, Rycerzowo, polemizuję, to bardzo Ci jestem
            wdzięczna za to, co napisałaś smile Mam nadzieję, że przypomnę sobie o
            Twoich słowach, gdy będę w dołku i że dzięki nim szybciej się
            pozbieram.
            Bardzo lubię Cię czytać.
        • mamalgosia Re: udawanie 15.11.07, 14:35
          warszawianka51 napisała:

          > Z tego co zrozumiałam to myślę, że Mamałgosi chodzi o to,
          że "ciągle-
          > się-uśmiechając" ma poczucie pewnego dysonansu - w głębi duszy
          > rozpacza a na zewnątrz radosna maska. Więc wtedy wyraźnie czuje,
          że
          > NIE JEST sobą. Popraw mnie Mamałgosiu jeśli się mylę. smile
          Nie poprawiam Cię, bo się nie myliszsmile

          >
          > Myślę też, że bardzo trudno jest ocenić na odległość, czy ktoś
          > powinien być szczęśliwy (chyba w ogóle takiej oceny nie należy
          > stawiać).
          Ciekawe jest to, że często po czyimś samobójstwie ludzie mówią: "no,
          jak to: miał/a wszystko".
      • mamalgosia Re: udawanie 15.11.07, 14:33
        rycerzowa napisała:

        > Mamałgosiu, a nie bierzesz pod uwagę tej ewentualności, że
        taka "zawsze
        > uśmiechnięta" jesteś naprawdę sobą?
        Rzeczywiście bywam w ten sposób sobą. Ale wiem na pewno, że teraz
        jest to udawane. Nie mówiłam o sytuacji "tak w ogóle", ale o
        konkretnym czasie


        >
        > Starożytni mawiali: "Poznaj samego siebie".
        > Znaczy to,że człowiek często miewa o sobie błędne mniemanie, ale
        inni widzą go
        > prawdziwym.
        A ja myślę, ze ani on ani inni nie są go w stanie zobaczyć prawdziwym



        > Cóż jest szczęście?
        > Tatarkiewicz pisze,że to "trwałe i uzasadnione zadowolenie z
        życia".
        Definicji pewnie jest wiele. Wiem tylko, że w nich pojawia się
        wyraz "trwałe", "nieutracalne" - czyli warunkiem szczęscia jest
        pewne poczucie bezpieczeństwa


        > Z postów Mamałgosi widać,że kocha i jest kochana, ma dzieci, męża,
        pracuje, ma
        > zaufanie do przyjaciół. Jest to trwałe i uzasadnione.
        > Czegóż chcieć więcej?
        Rycerzowo, niestety nie mogę się tutaj wypowiedzieć na ten temat,
        zbyt prywatne
        • rycerzowa Re: udawanie 15.11.07, 14:52
          > > Cóż jest szczęście?
          > > Tatarkiewicz pisze,że to "trwałe i uzasadnione zadowolenie z
          > życia".
          > Definicji pewnie jest wiele. Wiem tylko, że w nich pojawia się
          > wyraz "trwałe", "nieutracalne" - czyli warunkiem szczęscia jest
          > pewne poczucie bezpieczeństwa

          "Nieutracalne"? Nie istnieje coś takiego.

          A poczucie bezpieczeństwa?
          Czytając twoje posty można się zadziwić, jak wielkim zaufaniem darzysz ludzi na
          forum, jak się otwierasz, jak odkrywasz.
          Bo masz poczucie bezpieczeństwa, jesteś pewna,że nikt ci nie "dołoży", nie
          wykpi, a raczej wesprze, pocieszy.
          Jak na razie, chyba się nie pomyliłaś?

          Jakże inaczej jest przykładowo z Emilką, podopieczną Sion. Ona kłamie,nie jest
          szczera, bo się boi, bo nie ufa - i ma rację.
          Wątpię, czy Emilka jest "stale uśmiechnięta".
          Raczej patrzy "spode łba".

          Nawet jeśli mamy w sobie jakiś ból, widocznie mamy też jakieś słońce.
          Widocznie inni to widzą.
          • mamalgosia Re: udawanie 15.11.07, 15:42
            rycerzowa napisała:
            >
            > "Nieutracalne"? Nie istnieje coś takiego.
            No właśnie na ziemi nie.
          • mamalgosia Re: udawanie 15.11.07, 15:51
            rycerzowa napisała:


            >
            > Jakże inaczej jest przykładowo z Emilką, podopieczną Sion. Ona
            kłamie,nie jest
            > szczera, bo się boi, bo nie ufa - i ma rację.
            > Wątpię, czy Emilka jest "stale uśmiechnięta".
            > Raczej patrzy "spode łba".

            Bo jest jeszcze mała i nie nauczyła się konformizmu, poprawności
            politycznej i społecznej. Zacytowałam te Twoje słowa, bo myślę, że
            własnie idę w kierunku postępowania Emilki
            >
            > Nawet jeśli mamy w sobie jakiś ból, widocznie mamy też jakieś
            słońce.
            > Widocznie inni to widzą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka