mamabuly Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 29.10.09, 22:07 Wątpię żebym kiedykolwiek chciała wykopywać moją córcię (teraz pieciolatke) z domu, a znając mojego męża pewnie będzie się nią opiekował póki mu sił starczy Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 29.10.09, 22:14 Studia to dosyc dziwny moment na wykopywanie kogokolwiek. Mnie i siostre rodzice wspierali jak mogli i nie zaszkodzilo to nam bynajmniej. Ja tez bede wspierac. Jesli bedzie studiowac w miescie, jasne, niech mieszka w domu jesli chce. Jesli bedzie studiowac gdzies indziej, tez bede wspierac na ile mi sie uda. Studia to nie moment na dokopywanie. Odpowiedz Link Zgłoś
nolita Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 29.10.09, 22:25 powiem z perspektywy kogoś kto 2 lata temu skończył studia : albo mieszkanie z rodzicami albo studia ( a tym bardziej dzienne). niestety w naszym kraju nie da się w wieku 19 lat dostać takiej pracy aby się utrzymać + zarobić jeszcze na szkołe jeśli się uczy zaocznie/prywatnie. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 29.10.09, 23:22 Uważam, że studiowanie "z domu" bardzo źle wpływa na dorosłość studenta. To pamiętam jeszcze z okresu własnych studiów. No, ale ja mogę sobie uważać, bo moje dziecko ma dopiero 1,5 roku. Jak dorośnie to na pewno go nie "wykopię", ale będę mocno zachęcać do samodzielności. (Pewnie dlatego, że jestem patologicznie do dziecka przyrośnięta, jak zdiagnozowano wczoraj na tym forum.) Sama "poszłam na swoje" między 18-tką a egzaminami wstępnymi i uznałabym za porażkę wychowawczą, gdyby dziecko było ode mnie zależne finansowo i mieszkaniowo do ukończenia studiów. Odpowiedz Link Zgłoś
nolita Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 07:55 To gratuluję, nie wiem jak sobie poradziłaś pracując na swoje utrzymanie ( mieszkanie i reszta) i studiując. Patrząc na znajomych widzę, że jest to niemożliwe. Jak udało im się na studiach dostać dobrą pracę to zawalali studia albo po prostu rezygnowali. ( mówie o studiach dziennych oczywiście) Ja sama próbowałam...ale nie dało się pogodzić. Co najwyżej praca wakacyjna lub co któryś weekend. Ale to tylko na własne "ekstra" rzeczy starczało. Odpowiedz Link Zgłoś
kocianna Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 08:24 Ja studiowałam na dziennych i pracowałam, zarabiałam lepiej niż potem jako "pani magister". Tylko przez pierwsze dwa lata rodzice mi pomagali finansowo. Mówiąc "wykopię" nie miałam na myśli odseparowania od rodzinnych finansów, niby "jesteś dorosła, radź sobie sama". Jeśli będzie mnie stać, to będę opłacać akademik, stołówkę i podróże do domu, tak, jak robili to moi rodzice. Tylko że ja musiałam zacząć zarabiać, bo moje młodsze rodzeństwo też chciało studiować, a w rodzinnym mieście nie było uczelni w wymarzonych kierunkach. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 16:17 moi synowie mieli zapewnione kwoty na utrzymanie: kwatera, jedzenie, niezbędne ciuchy, pomoce naukowe..jeżeli mieli extra zapotrzebowania, to zarabiali na nie..starszy na trzecim roku przeszedł na indywidualny tok studiów, zatrudnił się, po roku załozył forme dalej studiując na indywidualnym, młodszy zaczął dorabiać na czwartym, po kilku miesiącach juz regularnie pracował na część etat, ale w dni kiedy miał wolne lub miał mniej zajęć, po obronie zatrudniono go w firmie na pełen etat..z obserwacji dzieci moich znajomych zazwyczaj juz na studiach zaczynały pracować i te miały mniej problemu później ze znalezieniem stałej pracy, czesto były zatrudniane w formach, w których dorabiały Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Kwestia priorytetów 30.10.09, 21:57 czyli odwieczny dylemat "mieć czy być". Standard życia był dla mnie wówczas zupełnie nieistotny i zdarzało się, że pożyczałam rano pieniądze, żeby kupić sobie śniadanie (chleb i mleko w woreczku), a oddawałam wieczorem po korepetycjach. Ale byłam niezależna i to było dla mnie ważniejsze niż kasa na imprezy. Mam niejasne przeczucie, że większość obecnej młodzieży nie potrafi zrezygnować ze standardu jaki zapewniają jej rodzice i nie o możliwość samodzielnego finansowania tu chodzi, ale o utrzymanie dotychczasowego poziomu życia. A samodzielność i niezależność przestały być wartością. Odpowiedz Link Zgłoś
marina2 Re: Kwestia priorytetów 31.10.09, 10:45 żadnego dziecka nie zamierzam wykopywać z domu.najstarsze dziecko wybrało dość trudny kierunek,który jest dostępny w naszym mieście,ale chce studiować gdzie indziej-teoretycznie chce się "wykopać" sama-a ja w duchu modlę się ,żeby jednak została u nas,bo zdaję sobie sprawę jak bardzo będzie zatyrana. Odpowiedz Link Zgłoś
net79 Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 29.10.09, 23:32 Życie pokaże, najważniejsze, aby dziecko same nie musiało z tego Domu "uciec", a jeśli postanowi wejść w dorosłość, to aby nigdy nie bało się zwrócić o wsparcie, wrócić, gdy noga się powinie... Wiecie dlaczego tyle kobiet żyje z alkoholikami, bo ma poczucie, że nie ma gdzie wrócić, a przyznanie się do "porażki" to utrata szacunku w oczach rodziny i z deszczu pod rynnę... Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Tak się zastanawiam... 29.10.09, 23:36 A mieszkając w domu rodzinnym dwudziestolatek nie ma szans na nauczenie się samodzielności? Czy rodzice to zawsze jakieś zawłaszczające, trzymające na uwięzi przywry emocjonalne? Czy może mają w swojej głowie i w życiu taki burdel, że trudno z nimi wytrzymać pod jednym dachem? Z moich oboserwacji wynika, ze panicznie, aż się za nimi kurzyło, uciekali z domu na studia do innego miasta ci, którzy w domu byli trzymani na smyczy i ci, którzy mieli nieciekawą sytuację rodzinną. Reszta wyjeżdżała, jak się tak, a nie inaczej układało, ale parcia na wojaże za wszelką cenę nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 08:19 > A mieszkając w domu rodzinnym dwudziestolatek nie ma szans na nauczenie się > samodzielności? No wlasnie.Ciekawe o jaka to samodzielnosc chodzi, ktorej nie mozna zrealizowac w domu rodzinnym? Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 12:07 Normalną samodzielność. Czemu Twoim zdaniem jakoś nikt nie chce mieszkać z rodzicami, kiedy założy już rodzinę? Skoro każdą samodzielność można zrealizować w domu rodzinnym? Mieszkając w pojedynkę ma się po pierwsze więcej swobody, bo nie jest się ograniczanym przez fizyczną obecność innych osób. Nie trzeba o 22:00 cichutko siedzieć w swoim pokoju, bo inni poszli już spać; nie można na dwa tygodnie zająć dużego pokoju wykonująć wielki projekt krawiecki, bo inni nie będą mogli zjeść obiadu przy stole; nie można przenocować piątki znajomych, którzy akurat przyjechali do Twojego miasta na koncert Waszego ulubionego zespołu; nie można siedzieć pół dnia w wannie, bo ktoś inny też może chcieć z niej skorzystać; nie można robić imprezy co tydzień; seks w domu rodziców może być dla reszty domowników mocno krępujący; jeśli się jest kulturalnym człowiekiem ciężko nawet telefon w środku nocy odebrać itp. Poza tym nawet najbardziej tolerancyjna mamusia nie ukryje wyrazu dezaprobaty na twarzy w związku z niektórymi znajomymi/działaniami/brakiem działań latorośli. W takiej sytuacji naprawdę trudno jest uczyć się na własnych błędach czy rozpoznawać własne silne strony. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 15:31 No, w akademiku tez swobody miec sie raczej nie bedzie.Ani w wynajmowanym na spółe mieszkaniu ani tym bardziej pokoju kątem u kogos, jak to studenci robia. Taka swobode to mozna miec wowczas, gdy sie ma do dyzpozycji cale mieszkanie- pytanie ilu 19 latkow moze sobie na to pozwolic? Czemu Twoim zdaniem jakoś nikt nie chce > mieszkać z rodzicami, kiedy założy już rodzinę? A to zupelnie inna rzecz- bycie w zwiazku powinno wygenerowac samodzielne zamieszkanie. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 15:43 Pisałam wyżej, że zamierzam swojej córce zapewnić samodzielne mieszkanie, więc akurat jej mieszkanie kątem lub akademiku raczej dotyczyć nie będzie. > Czemu Twoim zdaniem jakoś nikt nie chce > > mieszkać z rodzicami, kiedy założy już rodzinę? Może nie wszyscy, ale jednak większość, mając wybór, woli od rodziców się wyprowadzić. Chyba temu nie zaprzeczysz? > A to zupelnie inna rzecz- bycie w zwiazku powinno wygenerowac > samodzielne zamieszkanie. Cóż, wiele ludzi jest w związku odkąd skończy lat 17. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 16:00 Bri, wiekszosc ematek piszacych tu o tej samodzielnosci nie jest w stanie zapewnic dziecku mieszkania ani oplacac wynajmu. To o czym mowa w ogole? > Cóż, wiele ludzi jest w związku odkąd skończy lat 17. Mam na mysli powazne zwiazki , a nie chodzenie ze soba. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 16:02 Nie wiem o czym Ty piszesz, ale ja od samego początku piszę o sytuacji swojej rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 19:47 A ja rozpatruje ten problem szerzej niz z pozycji wlasnej. Argument jaki sie pojawia najczesciej to szybka samodzielnosc.Wyborne- zwlaszcza w odniesieniu do sytuacji wiekszosci ematek, ktore nie maja szans zapewnic dziecku samodzielnego startu.O czym w sumie gadka? Dziecko zaczyna studia i zostaje przez rodzicow wykopane gdzie wlasciwie? Do pokoju wynajmowanego przez dorabiajaca emerytke? Do mieszkania wynajmowanego wespol z innymi studentami, gdzie glownie sie imprezuje? I na tym ta samodzielnosc polega? Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Tak się zastanawiam... 31.10.09, 11:32 Nie chce mi się już po raz enty powtarzać. Nikogo nie namawiam, żeby dziecko wykopywał z domu na poniewierkę, ale sama mam nadzieję, swojej córce dać możliwość mieszkania samodzielnie jak bedzie miała koło 20-stki. Mam nadzieję, że jej psychika będzie się rozwijać zdrowo i że taka możliwość ją ucieszy. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak się zastanawiam... 30.10.09, 17:44 Naprawdę fajnie, że możesz zapewnić dziewiętnatoletniemu dziecku własne mieszkanie, opłacić mu czynsz i po prostu utrzymywać dwa domy (nawet jesli świeżo upieczony student będzie zarobkować, to nie da rady studiować i utrzymać się całkiem samodzielnie). Mnie oczywiście chodziło o częstszą w polskich realiach sytuację, gdy młode studiujące dostaje kasę na wynajęcie pokoju w akademiku lub mieszkaniu studenckim. Wtedy i tak nie jest samo, musi dzielić terytorium z innymi, godzić się na ograniczenia. I często nie są one wcale mniejsze, niż w domu rodzinnym. Ja nei mam problemu z przenocowaniem grupki znajomych córki i nie wymagam absolutnej ciszy po 22. Pokój młoda ma an tyle duży, że rozkłada sobie w nim różne dziwne rzeczy i w ogóle robi w nim co chce, od wielu lat. Na czas imprez ulatniam się chętnie i bezproblemowo, jak przyjeżdża chłopak też się staram wynieść na noce, muzyki głosno słuchamy na zmianę (raz jedna, raz druga), co do wanny umawiamy się wcześniej, a jej znajomych lubię bez wyjątku. Jak rozmawiam z dizewczynami z akademików i mieszkań studenckich, to jakoś nie stwierdzam sielanki. Czasem bywa naprawdę ostro. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Tak się zastanawiam... 31.10.09, 11:22 Wspaniale, że Twoja córka ma taką cudowną rodzinę, która wynosi się z domu, żeby ona mogła się bzyknąć z chłopakiem. Ja nie mam zamiaru "ulatniać się" z własnego domu, ani tym bardziej zmuszać do tego męża czy ewentualnego rodzeństwa mojej córki. Oczywiście nie każdy ma tyle szczęścia, że może od dwudziestki mieszkać wygodnie bez rodziców, ale to nie mój problem i zupełnie nie o tym pisałam. Nie namawiam nikogo, żeby dzieci wyrzucał do akademika "dla zasady", jeśli nie ma to żadnego uzasadnienia. Pisałam o sytuacji swojej rodziny i o swoich doświadczeniach. Wynajmowałam mieszkania z koleżankami przez parę lat i mimo, że czasem się kłóciłyśmy był to cudowny okres w moim życiu, wszystkie wspominamy go z rozrzewnieniem żałując ewentualnie, że nie trwał dłużej. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Tak się zastanawiam... 31.10.09, 21:09 > Wynajmowałam mieszkania z koleżankami przez parę lat i mimo, że > czasem się kłóciłyśmy był to cudowny okres w moim życiu, wszystkie > wspominamy go z rozrzewnieniem żałując ewentualnie, że nie trwał > dłużej. Tak, to fajny okres w życiu Myślę, że bardzo wkazane jest pomieszkać samemu lub z grupą róweisników zanim wejdzie się z związek i zamieszka z partnerem. Różnie się życie układa, różnie się studiuje, pracuje, wyjeżdża, przyjeżdża, wyprowadza itd. Spytałam wczoraj młodą (jest na trzecim roku), czy nie brakuje jej mieszkania z rówieśnikami. Powiedziała, że powoli zaczyna o tym myśleć. Do tej pory nei miała na takie rozwiązania dramatycznego parcia, bo w domu czuje się dość swobodnie. Ale czas płynie, więc może i czas na zmiany. Jak będzie tego naprawdę potrzebować - pomyślimy nad zmianami. Odpowiedz Link Zgłoś
default Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 09:34 Ja nie wykopałam dziecka, tylko tak samo wyszło - zbudowaliśmy dom pod miastem, z trudnym dojazdem do centrum (praktycznie tylko samochodem), córka zdecydowała, że "na wieś" się nie wyprowadzi, więc została sama w naszym starym mieszkaniu. Akurat zaczynała klasę maturalną. Mąż się trochę buntował, że na pewno to się źle skończy, że za młoda na taką samodzielność, ale jakoś nic się nie stało, fakt, na początku nasilenie imprez było spore - koleżanka z wolną chatą była bezcenna, ale wobec nadciągającej matury, dziecko się szybko ustatkowało, maturę zdało, na studia się dostało i już je skończyło i pracuje. Oczywiście przez czas nauki otrzymywała ode mnie pomoc finansową, ale miała "dom na głowie" i to jednak uczy samodzielności, bo mieszkając z rodzicami jednak ma się przynajmniej część takich codziennych spraw z głowy (typu zakupy, gotowanie, częściowo pranie czy sprzątanie, pamiętanie o opłatach, rachunkach itp.) Poza tym jej studencki tryb życia (zajęcia o przeróżnych porach, śleczenie po nocach nad książkami, tabuny nowych znajomych, liczne imprezy) - raczej by mnie irytował, gdyby mieszkała z nami, a i ona czułaby się pewnie skrępowana. Tak że jeśli jest taka możliwość, to lepiej dziecko "wykopać" Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 mam nadzieje, ze 30.10.09, 10:35 bedzie mieszkal nadal z nami. zmierzam kupic mu z mezem mieszkanie jak po studiach bedzie mial prace, ktora pozwoli mu oplacac REGULARNIE czynsz.i mam nadzieje, ze zawsze bedziemy w dobrych stosunkach choc wiem, ze wiele razy bede musiala uryzc sie w jezyk zby tak bylo. nie zamierzam odcinac pepowiny. to moje dziecko-czy ma 4 czy ma 40 lat. ewentualnie juz szalika nie bede wiazac Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 10:37 to jakas nowa ideologia? miec dziecko a potem pozbywa sie go z domu pod pretekstem nauki samodzielnosci? Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 10:43 Żeby zrozumiało, że to jest jego życie, że samo może i musi decydować o jego kształcie, żeby się uwolniło od poglądów i przekonań wpieranych mu przez rodziców i odkryło swoje własne (nawet jeśli mają być identyczne z poglądami rodziców), żeby miało okazję się wyszaleć, do rana czytać albo grać na gitarze, jeśli mu przyjdzie na to ochota, żeby mogło bez tłumaczenia się komukolwiek nawiązywać kontakty z innymi ludźmi, itp. Na siłę bym nie wyrzucała, ale moim zdaniem na tym etapie normalna jest chęć oddzielenia się od rodziców i chciałabym swojej córce to umożliwić. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 11:45 czyby ci , ktorzy na studiach mieszkali z rodzicami nie sa samodzielni w zyciu? uwolnienie sie od pogladow rodzicow to kwestia mentalnosci a nie bariery fzyznej. a odnosnie tlumaczenia sie komukolwiek to mysle, ze dobrze wychowany czlowiek wychodzac z domu mowi gdzie i o ktorej wroci, zeby inni sie o niego nie martwili.tylko tyle. chcialabys aby twoj maz-dorosly i bezz wapienia samodzielny- wybywal na 3 dni nie tlumczac sie kiedy wroci ?to jakis bezsensowny argument! samodzielnosc to kwestia umiejestnosci ponoszenia konsekwencji a nie kwestia tlumaczen gdzie i po co idzie. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 11:56 > czyby ci , ktorzy na studiach mieszkali z rodzicami nie sa samodzielni w zyciu? Znam takich. Znam też mnóstwo dziewczyn, które wzdychają z żalem, że prosto od rodziców przeprowadziły się do męża i nigdy nie miały okazji pożyć "tylko dla siebie". Ja miałam, uważam, że był to fascynujący, kreatywny i pouczający okres w moim życiu i chcę żeby moja córka też tak miała. Nie krytykuję tym samym Twojego stylu życia, więc nie musisz się bronić. Jeśli chcesz możesz z dziećmi mieszkać nawet do śmierci i póki żyjesz kontrolować ich każdy krok. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 wyobraz sobie bri, ze 30.10.09, 15:25 niektore dzieci wcale nie buntuja sie przeciw rodzicom i nie traktuja ich jak dopustu bozego. ja i moj brat jestesmy przykladem. dobrze z rodzicami , dobrze i bez nich. i tak bylo na studiach. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: wyobraz sobie bri, ze 30.10.09, 15:40 Czy ja gdzieś piszę o jakimś buncie albo traktowaniu rodziców jako dopustu bożego? Jestem tego przykładem, że nawet będąc w bardzo dobrych stosunkach z rodzicam przyjemnie jest pomieszkać sobie parę lat bez nich. Natomiast jeśli Tobie odpowiada mieszkanie z rodzicami i Twoi rodzice również nie mieli nic przeciwko temu, to nic mi do tego - żyjcie sobie jak chcecie. Odpowiedz Link Zgłoś
default Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 13:07 napisała: > a odnosnie tlumaczenia sie komukolwiek to mysle, ze dobrze wychowany czlowiek wychodzac z domu mowi gdzie i o ktorej wroci, zeby inni sie o niego nie martwili.tylko tyle. chcialabys aby twoj maz-dorosly i bezz wapienia samodzielny- wybywal na 3 dni nie tlumczac sie kiedy wroci ?to jakis bezsensowny argument! Twój argument jest bezsensowny, co innego mąż, a co innego dorosłe dziecko. Już sam fakt, że w ogóle musi się opowiadać gdzie idzie i kiedy wróci jest męczący, zwłaszcza, że to potem różnie może być jak np. imprezka szczególnie udana. A jak mieszka osobno to ma luz, to jest naprawdę kapitalne uczucie, ta świadomość, że jest się panem samego siebie - to życie dla siebie samej - jak to słusznie zauważyła bri. To normalne, że dzieci najpierw się wychowuje, a potem wygania z domu, mieszkanie dorosłych dzieci z rodzicami uważam za chore. Natomiast mąż i żona, zawierając związek małżeński zobowiązali się być, mieszkać, żyć razem, więc znikanie na 3 dni z domu bez opowiedzenia się jest w tym wypadku nienormalne. Z małżonkiem dzielisz życie, a z dorosłym dzieckiem - nie, ono sobie buduje już swoje własne. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 15:29 jak imprezka jest szczegolnie udana to sie dzwoni lub wysyla smsa i mowi sie, ze wroci sie kilka gdzin pozniej bo...imprezka jest udana. nie robi tak twoj maz? dziwne...czyli mial byc o 24 a jest o 9 rano-spotykacie sie przy sniadaniu i ok? kady zyje jak chce. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 15:37 Facet lat 24, na kolejnej randce okazuje się, że tym razem być może dojdzie do seksu i dziewczyna pozwoli mu zostać u siebie na noc. Godzina 22:00, chłopak wypuszcza ją z objęć tłumacząc się "czekaj, puszczę mamusi eska, że dziś wrócę później". Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 bri 30.10.09, 16:16 licze , ze moj syn w wieku 24 lat bedzie konczyl lub dobrze rokowal na skonczenie studiow i za to kupie mu z mezem mieszkanie. jesli nie pojdzie (tfu, tfu!) na studia to juz chyba sam sobie zarobi na to mieszkanko. skoro nie studiuje to niech pracuje! i z nami w obu przypadkach nie bedzie juz raczej mieszkal. problem pojawi sie, jesli bedzie chcial WCZESNIEJ niz przed 24 urodzinami uprawiac seks... ja i moj brat po prostu mowilismy-wrocimy JUTRO i godziny nie podawalismy. ale miejsce imprezy tak. no, ale w moich czasah clubbing dopiero startowal i czesto impreza zaczynala sie i konczyla w tym samym miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: a po co na sile uczyc samodzielnosci? 30.10.09, 15:54 wroci sie kilka gdzin pozniej bo...imprezka jest udana. nie robi tak twoj maz? dziwne...czyli mial byc o 24 a jest o 9 rano-spotykacie sie przy sniadaniu i ok Gdyby mój mąż obiecał, że wróci z imprezy o 24:00 to zrobiłabym najpierw wielkie oczy, i jest szansa, że zmartwiłabym się gdyby nie wrócił przed północą. Ale nie mamy zwyczaju określać pory powrotu do domu i faktycznie zaczynamy się martwić, jeśli kogoś nie ma dopiero rano, po przebudzeniu. Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 bri 30.10.09, 16:17 skoro piszesz juz o "zwyczaju" to znaczy, ze u ciebie to norma. dla mnie norma jest i zwyczajem, ze chodzimy razem i razem wracamy. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: bri 30.10.09, 19:59 dla mnie norma > jest i zwyczajem, ze chodzimy razem i razem wracamy. na wieczory kawalerskie jego kolegów też ? Odpowiedz Link Zgłoś
lilka69 iwles 31.10.09, 22:35 a kto ci powiedzial, ze w naszym gronie znajomych blizszych i dalszych takowe sie odbywaja? nigdy o takwych nie slyszalam. moze nie jestesmy zapraszani. to mozliwe bo od kiedy przeprowadzilismy sie do warszawy to nowi znajomi pozenieni ai starzy tez juz pozenieni (odleglosc zbyt duza aby jezdzic). Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 12:36 same wybiora swoja droge. nikt nei bedzie kopal ani nikt nei bedzie zatrzymywal Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 30.10.09, 16:31 Odcinać pępowinę powinno się powoli od samego poczatku- odcinać pepowinę to uczyć samodzielnego podejmowania decyzji, samodzielnego myslenia, to stawiać dziecku wymagania i pytania, słuchać odpowiedzi i szanować jego zdanie- to uczyć po prostu zycia w świecie, w stadzie, w którym może zabraknąć rodziców a on musi dać sobie radę sam. To uczenie, że nikt żyć sam nie potrafi, to uczenie, że są inni wokół nas i z nimi tez będzie trzeba współpracować, to nie wychowywanie indywidualisty za wszelką cene to wychowywanie istoty społecznej- to dla mnie jest odcięcie pępowiny. A nie uczenie samodzielności w wieku -estu lat, kiedy do tej pory traktowaliśmy dziecko jak dzieckoW zdrowych rodzinach dzieci same poszerzaja swoje terytorium, chcą tego- jesli 23-latkowi najlepiej z mamusią w domu, to nie jest zdrowe, moim zdaniem. Często z powodów czysto finansowych młodych nie stać na własne lokum, ale czy to zonacza, że do rodziców nalezy byc przyspawanym? Podobnie jak to, że taki 23- latek do rodziców zagląda po ich wypłacie li i jedynie Odpowiedz Link Zgłoś
lyka Re: a jak Wasze dzieci pójdą na studia... 31.10.09, 22:27 Na studiach mają się uczyć a nie pracować Odpowiedz Link Zgłoś
zonka77 hehe mam nadzieję że wyjdą za mąż 01.11.09, 11:39 jak będą na studiach A tak na serio: zależy jak będą chciały i jaka będzie mozliwość. Zobaczymy. Mam nadzieję że jeśli będziemy mieszkali w lub blisko miasta w którym będą studiowały (z nami to nie wiadomo gdzie będziemy za tyyyle lat) to pierwszy rok - dwa pomieszkają z nami a potem zaczną stawać na nogi. Zależy jakie to studia będą i jakie będą dziewczyny. Z tym zamążpójściem to naprawdę życzę im z całego serca żeby nie czekały nie wiadomo ile (do 30 np.), mam też nadzieję że i dzieci będą miały stosunkowo wcześnie (tak pod koniec studiów, zanim zaczną pracę zawodową - możecie się śmiać ale uważam ze to najlepszy czas na małe dzieci) A może wytną nam numer i na studia nie pójdą wcale (a pewnie że i tak się może zdarzyć - ich decyzja) Albo wyjdą za mąż w wieku lat 20 i zostaną w domu wychować dzieci (hehe - będę odradzać ale uszanuję mam nadzieję i taką decyzję)Albo będą się doktoryzować do 30 albo i dłużej i o dzieciach i mężach myśleć nie będą (to byłoby dla mnie najgorsze rozwiązanie ale cóż - ich życie to będzie i ich wybory, mam nadzieję że będę potrafiła się zamknąć i nie gderać) Podsumowując - nie mam zielonego pojęcia. Nie da się tego zaplanować moim zdaniem. Odpowiedz Link Zgłoś