cynamonowy_chochlik
09.12.09, 22:10
To tak a propos wątku o nierobach, co to tacy biedni, bo przeta za 1000 zł to
się nie opłaca do roboty nawet wyjść.
Mam kilka koleżanek (wiek ok.30 lat), które wtedy, kiedy ja do pierwszej pracy
gnałam, leciały przed ołtarz, a 9 lub 10 miesięcy potem rodziły dzieci. Bo
priorytetem jest rodzina, bo zegar biologiczny, bo one musiały JUŻ. To było od
razu po studiach, więc w papierach jedynie dorywcze prace miały (a i to nie
wszystkie). Po urodzeniu dziecka decydowały się na pozostanie w domu przez
jakiś czas, no bo nie po to dzieci rodziły, żeby je obcym podrzucać. Teraz
dzieci już do przedszkoli wysłały i dostają depresji, bo nie mogą znaleźć
roboty. A nie mogą, bo każda ma wymagania od czapy - za 1500 zł to im się nie
opłaca, za 2000 to wstyd, 2500 to od biedy, ale najchętniej to na start co
najmniej 3 tys. Nikt im takiej roboty dać nie chce, więc szlocha jedna przez
drugą i zrozumieć nie potrafi, że od czegoś trzeba zacząć. I do żadnej pracy
nie idą, szansy sobie nie dają, no bo "się nie opłaca".
Z takim podejściem to nigdy roboty nie znajdą, tak samo jak ci z wątku o
nierobach. Ja wiem, że czasami ludzie mają szczęście i trafia im się luksus
pierwszej pracy za godziwe pieniądze (zapewne tu się zaraz uaktywnią), ale
prawdę mówiąc, to sama żadnej takiej osoby nie znam. Każda znajoma mi osoba
zaczynała od kiepsko opłacanej pracy, żeby za kilka miesięcy lub po roku czy
dwóch przejść do czegoś lepszego.
Jak człowiek nie zacznie, to nigdy nic nie będzie miał. A, i koleżanek nie
krytykuję za to, że wybrały inną drogę życiową, tylko za fantazyjne wymagania.