Mój Bączek (17 m) od wczoraj jest w szpitalu z powodu biegunk

Kroplówka go denerwuje, nie może spacerować ani opuszczać pokoju. Ja jestem ledwo żywa, noc na fotelu nie należała do najprzyjemniejszych. W sumie to, że na noc nie można gasić światła w pokoju też nam przeszkadzało.
Nie cierpię szpitali, nie umiem rozmawiać z personelem (im bardziej staram się być asertywna tym bardziej mnie olewają

)... W związku z moją nieporadnością mam pytanie: jak tam przetrwać? Warunki nie są wprawdzie koszmarne, ale napewno możemy poprawić jakość swojego bytowania na oddziale. Może bardziej doświadczone mamy mają jakieś pomysły?
Pozdrawiam