Pare miesiecy poruszalam temat sytuacji w przedszkolu u corki.
Pytalam Was wtedy jakie sa u Was zwyczaje, czy nauczycielki na
biezaco informuja o wszystkim, czy panuja tzw. zasady
przejrzystosci. Wszystko sie szczesliwie unormowalo, tj.
porozmawialam z przedszkolanka jeszcze we wrzesniu, wyjasnilam, ze
moja "upierdliwosc" wynika z troski o dziecko i ze chcialabym byc na
biezaco informowana o wszystkim co sie dzieje w ciagu dnia. Pani z
usmiechem mowila, ze rozumie (sama ma dzieci) i ze oczywiscie bedzie
tak jak tego sobie zycze. Tylko ze, niestety, ta mila pani
przedszkolanka zaszla w ciaze i jest na zwolnieniu. Zastepuje ja
laska, ktora jest stazystka. Zajmowala sie grupa corki od wrzesnia
jako nauczycielka dodatkowa, ale teraz przejela "glowne" dowodzenie.
I to wlasnie z nia jest problem. Dziewczyna jest malo kontaktowa
(ok, rozumiem,ze ludzie bywaja rozni), ale ciezko wyciagnac od niej
jakiekolwiek informacje nt. sytuacji w przedzkolu. Nie przyjmuje
zadnej krytyki, ani prosb: np. w sprawie zeby przestala faszerowac
dzieciaki cukierkami w charakterze nagrody musialam interweniowac u
dyrektorki. Wyraznie mnie i mojego meza nie lubi (ze wzajemnoscia

-
ale ok, nie musi. Tylko ze to odbija sie na moim dziecku! Widze z
jakim cieplem podchodzi do innymi dzieciakow, przytula je itd. Moje
dziecko tylko toleruje. Kiedy rano corce zdarza sie poplakac nie
bierze jej na rece tak jak innych. Maz albo ja musimy na sile
wepchnac jej dziecko, zebysmy mogli wyjsc z przedszkola. (Corka sama
po chwili sie uspakaja) I co mam zrobic? Dziecku nie dzieje sie
ewidentna krzywda, zebym mogla to zglosic gdzies "wyzej", ale
wiecie, niedobra atmosfere wyczuje kazdy, 3-latek rowniez. Wszyscy
wiemy rowniez jaka jest sytuacja na rynku przedszkoli, nie mozna
przenosic dziecka gdzie i kiedy sie chce.
Mialyscie podobny problem? Co byscie zrobily na moim miejscu?
NAjchetniej pozbylabym sie laski, bo poza tym przedszkole jest ok,
ale nie mam na nia pomyslu.