Dodaj do ulubionych

Dzieci w szpitalach

23.05.10, 09:26
W szpitalach nawet nastolatki są traktowane jak niemowlęta, to znaczy nocują z
nimi rodzice. Nie mówię tu sytuacji zagrożenia życia, stanu po operacji czy
czy ciężkiej biegunki, gdzie obecność rodzica jest niezbędna, ale pobyt na
badaniach czy leczenie przewlekłej choroby, gdzie dziecku nic wielkiego sie
nie dzieje, ale mamusia a nierzadko i leciwa babcia cupieją na krzesełku całą
noc, bo przecież biedactwo w szpitalu. Dobrze, że minęły barbarzyńskie czasy
sprzed pół wieku, gdzie rodzic nie mógł dziecka nawet odwiedzić, ale teraz
jest przesada w drugą stronę. Nawet czterolatkowi można wytłumaczyć, że mama
idzie spać do domu i przyjdzie rano, a co dopiero nastolatkowi, ale moda jest,
że rodzic musi być, więc jest. Jestem wyrodną matką, bo wybrałam własne łózko,
niż podłogę obok dziewięciolatki.
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:30
      no ale o co chodzi? O to, ze inne mamy koczuja na krzeslach, czy ze
      Ty wybralas spanie we wlasnym domu?
      Zyj i daj zyc innym.
    • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:36
      pobyt w szpitalu dla kazdego dziecka jest trauma, nie wazne jak skomplikowane
      zebiegi sa wykonywane i co sie dzieje, ja daleka jestem od trzesienia sie z
      kazda glupota u moich dzieci nie rozpieszczam ich ale szpital to takie miejsce
      gdzie bylabym z dzieckiem nawet dziewiecioletnim wiec napisze ci wprost - to
      podle co robisz, prosta sprawa, twoja postawa wcale nie pokazuje jaka jestes
      super nowoczesna mamusia bo dziecko w szpitalu sobie zostawisz ze wzgledu na
      wlasna wygode - pokazuje jaka jestes egoistka - dziewieciolatek to jeszcze
      maluch nie warto zostawiac go samego na noc w szpitalu zeby swoja dupke wygrzac
      w domowym lozku kosztem jego cierpienia.
      nie rozumiem takich ludzi, wyrodnosc chyba polega na czym innym, kiedy dziecko
      cierpi a szpital bez wzgledu na to co tam sie dzieje jest taka sytuacja trzeba
      byc przy nim, chyba ze jest sie po lobotomii i brak jest w czlowieku
      elementarnych przejawow empatii tongue_out
      • czar_bajry Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:49
        Nie bardzo rozumiem czego oczekujesz?
        Pochwały i utwierdzenia ze zrobiłaś dobrze?
        To Twoje dziecko i Twoja sprawa czy jesteś w szpitalu non stop czy też nie.
      • anyx27 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:49
        Droga autorko, czy zakładając ten wątek próbujesz usprawiedliwić swoje
        postępowanie? Bo mam wrażenie, ze tak. Każdy wie, że pobyt w szpitalu nie nalezy
        do przyjemności, nie tylko dla dziecka, ale i dla dorosłego. Podczas gdy dorosły
        jest w stanie sobie z tym poradzić, dla dzieci takie wydarzenie to często
        prawdziwa trauma,mimo,iż pozornie wszystko przebiega ok. Wystarczy poczytać
        choćby wątki na forum, jak taki pobyt w szpitalu potrafi zmienić zachowanie
        dziecka. Jako matka, NIGDY nie zafundowałabym swojemu dziecku dodatkowych
        przeżyć w postaci pozostawienia go samego w szpitalu. Czy ma lat 5, czy będzie
        mieć 10.
        • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:51
          > Jako matka, NIGDY nie zafundowałabym swojemu dziecku dodatkowych
          > przeżyć w postaci pozostawienia go samego w szpitalu

          Nie ma powodu, by aż tak dramatyzować, serio. Byłam w szpitalu przez
          tydzień, gdy miałam dziewięć lat - wtedy nie było opcji nocowania
          rodzica. Traumy nie mam, było dla mnie oczywiste, co się dzieje i
          dlaczego. Dziecko nie jest głupie.
          • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:56
            Oddział oddziałowi nierówny. Na niektórych np. diabetologicznych 7-
            10 i więcej latki sa w szpitalu same, tzn rodzice dojezdżaja, dzieci
            maja opieke, nauke więc nie zawsze jest potrzeba aby rodzic spał na
            podłodze. Pobyty tam trwaja czasem 2-3 tyg mało który rodzic tyle
            wolnego dostanie. W dobie komórek bezpłatnych automatów dla dzieci
            nie jest to jakas trauma.
            Małe dzieci bezwzglednie wymagaja obecności rodzica.
            Co innego urazówki, stany nagłe itp.
            Nie odsadzałabym od czci i wiery takich matek.
          • anyx27 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:02
            angazetka napisała:

            > Nie ma powodu, by aż tak dramatyzować, serio. Byłam w szpitalu przez
            > tydzień, gdy miałam dziewięć lat - wtedy nie było opcji nocowania
            > rodzica. Traumy nie mam, było dla mnie oczywiste, co się dzieje i
            > dlaczego

            a ja była w wieku 5, czy 6 lat i pamietam jak to przeżyłam. Pamiętam wystawanie
            przy oknie wieczorem i czekanie na rodziców. Pamiętam tę salę, gdzie leżało
            kilkoro dzieci, ciemność i przeraźliwą tęsknotę za rodzicami, za swoim pokojem,
            za przytuleniem. Do tej pory, gdy przejeżdżam koło tego szpitala, to mam ciarki.
            Pamiętam bardzo mało wydarzeń z wczesnego dzieciństwa, a akurat to wraca bez
            problemu.
            • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:11
              Byłyśmy jednakowoż w dość róznym wieku, poza tym zapewne róznimy się
              charakterem. Nie nalezy zatem uogólniać, tylko dostosować się do
              potrzeb dziecka.
            • t3sia Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 02:31
              Trauma powiadacie...

              4,5 roku, złamana ręka. Wspomnienia? Dostałam kredki! Spędzałam czas ze
              starszymi dziećmi! Miałam gips i mogłam na nim rysować!
              6 lat, świnka. Siedemnaście dni, siedemnaście długich dni w szpitalu. Płakałam
              pod koniec drugiego tygodnia chyba. Nie uczestniczyłam w zakończeniu
              przedszkola... Było szaro i strasznie.
              9 lat, operacja pod pełną narkozą w szpitalu wojewódzkim - lekarze chwalili mnie
              za odwagę! Nowe koleżanki z dalekiej Bydgoszczy - szpan!

              Mamy oczywiście tam nie było. Nie nocowała ni razu, nawet przez myśl mi to nie
              przeszło wtedy. Nie mogła też być za dnia non stop - logiczne że pracuje od rana
              do wieczora, logiczne było też że szpitale w innych miejscowościach, z dala od
              rodzinnego zadupia, przy braku auta są miejscem trudnym do odwiedzania, nawet
              dla najbardziej kochającego rodzica. Nawet dziecko to rozumiało. W życiu nie
              pomyślałam by mieć do niej o to żal.
              Nie łączę jej spania czy nie spania obok z doświadczeniami szpitalnymi. Nigdy
              jej nie było, a są skrajnie różne - więc czy kwestia rodzicielskiego spać obok
              czy nie spać obok to rzeczywiście taki arcyważny motyw pobytu w szpitalu? A może
              więcej robi ogólne poczucie bezpieczeństwa dziecka, to jak czuje się w obcej
              przestrzeni?
              Chyba nie ma sensu demonizować, że rodzic śpiący w łóżku u siebie jest rodzicem
              wyrodnym - jeśli ma poczucie że dziecko czuje się bezpiecznie i że jest pod
              właściwą opieką, to to czy jest wyspany posłuży choćby w trakcie wizyty już za dnia.
      • gosia.w40 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:00
        większośc wątków jest zakładanych po to, aby poznać opinię innych na dany temat.
        Moja dziewięciolatka jest rozsądna nie obłożnie chora i nie widza powodu, aby
        traktowac ja jak niemowlę. w nocy ma spac, w dzień uczyć się bawić w szpitalnym
        przedszkolu i z innymi dziećmi. Oczywiście codziennie ja ktoś odwiedza. A co do
        traumy, to znacznie większa przeżywają trzylatki zostawiane przez rodziców w
        przedszkolach niż rozsądne dzieci na oddziałach szpitalnych
        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:05
          Amen. Głos rozsadku zawsze mile widziany.
          • 3-mamuska Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 12:12
            Mam dokladnie takie samo zdanie jak autorka,nie zostalabym z synem
            ktory ma 11 lat, no chyba że jego stan bylby ciezki.Mam 2 mlodszych
            Dzieci i z nimi bum zostala,ale maia 2 I 6 lat wiec jeszcze maluchy,
            ale od okolo 8-9 roku zycia juz chyba nie, ale to też zalezy od dziecka
            I stanu w jakim sie znajduje.
        • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:06
          gosia.w40 napisała:

          > A co do traumy, to znacznie większa przeżywają trzylatki
          > zostawiane przez rodziców w przedszkolach niż rozsądne dzieci na
          > oddziałach szpitalnych

          A wnioskujesz na podstawie?
        • agniesia1973 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:23
          Śmiem twierdzić, że jednak pobyt w przedszkolu i szpitalu różnią się. Poza tym
          nie porównuj swojej dziewięcioletniej córki do trzylatka. Mam wrażenie, że
          szukasz potwierdzenia dla swojego postępowania. Co dla twojej rozsądnej córeczki
          jest dobre,to dla innego dziecka niekoniecznie.
        • wieczna-gosia Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:26
          w szitalnym przedszkolu??? no za moich czasow w szpitalu to byla
          szkola.....
          • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:33
            Gosia, a teraz są, sa tam opiekunki, zabawki, książeczki, farby
            kredki itp.
            Za naszych czasów wielu rzeczy nie było.
            Nasze mamy rodziły w odosobnieniu, chore dziecko było zabierane od
            rodziców i oddawanne przy wypisie- vide sprawa zamienuionych
            blixniaczek.
        • anyx27 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 13:30
          gosia.w40 napisała:

          A co do
          > traumy, to znacznie większa przeżywają trzylatki zostawiane przez rodziców w
          > przedszkolach niż rozsądne dzieci na oddziałach szpitalnych

          Tak sobie tłumacz.
      • mama_kotula Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 15:47
        Cytatpobyt w szpitalu dla kazdego dziecka jest trauma, nie wazne jak skomplikowane zebiegi sa wykonywane i co sie dzieje,

        Nie zgadzam się, że dla KAŻDEGO dziecka pobyt jest TRAUMĄ.
        TRAUMA
        2. «trwała zmiana w psychice spowodowana gwałtownym, przykrym przeżyciem»

        - szpital nie zawsze jest gwałtownym, przykrym przeżyciem. Nie uogólniaj, Elzo.
        • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 19:12
          czepiasz sie szczegolow, dla kazdego jest to cos czego wolalby uniknac, nikt nie
          chce przebywac w szpitalu zwlaszcza samotnie bez wsparcia bliskich osob.
          • mama_kotula Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 19:31
            elza78 napisała:
            > czepiasz sie szczegolow, dla kazdego jest to cos czego wolalby uniknac, nikt
            nie chce przebywac w szpitalu zwlaszcza samotnie bez wsparcia bliskich osob.


            Nie uogólniaj "każdy" i "nikt". Nie jest to prawdą, znam niemało osób i sama do
            takich osób należę, które nie uznają pobytu w szpitalu za dramat czy cokolwiek
            "dużego" i nie mają żadnych problemów z położeniem się do szpitala - trzeba do
            szpitala, to się kładzie do szpitala, koniec pieśni, koniec emocji, nie podlega
            to dyskusji, świat się nie wali, 24-godzinne "wsparcie" mi po nic, w szpitalu
            odpoczywam.
            • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 20:33
              znaczy co - lubisz lezec w szpitalu bo ja raczej o checiach pisalam a nie o tym
              czy ktos protestuje czy nie i jak to przezywa...
              ja szpitali nienawidze organicznie nienawidze lezec w szpitalu i nienawidze
              wszelkich zabiegow jakie sie w szpitalu wykonuje, mysle ze negatywne odczucia w
              stosunku do lecznictwa poza domem ma 97% naszje populacji, moze ty akurat ze
              wzgledu na swoja szczegolna sytuacje masz inaczej, ale jak juz pisalas - nie
              powinno sie uogolniac...
              • mama_kotula Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 20:53
                Tak, lubię leżeć w szpitalu. ALbo inaczej - mam do tego obojętny stosunek.
                Znam jak już pisałam niemało ludzi, którzy mają do tego również obojętny
                stosunek, wychodząc z założenia, że jak trzeba, to trzeba, i nie ma co płakać i
                się załamywać.
                Nota bene tak jest łatwiej, jak się nie ma negatywnego nastawienia. Pozytywne
                (albo choćby obojętne) nastawienie przekazuję dzieciom, dzięki czemu nie muszę
                się szarpać z dzieckiem i przygotowywać dziecka przez 2 tygodnie do tego, że ma
                mieć pobraną krew, nie muszę po wizycie u jakiegokolwiek lekarza wręczać zabawek
                "w nagrodę", nie mamy stresów większych, a w szpitalu moje dziecko nie ryczy i
                nie ma traumy, tylko się bawi jak w domu.

                Skąd wzięłaś te 97%? Znowu sobie uogólniasz.

                I nie mam szczególnej sytuacji. Od zawsze miałam taki stosunek do szpitali,
                zabiegów - gdziekolwiek bym nie była (również anonimowo, gdzie nikt nie wiedział
                o "szczegolnej sytuacji"). Patrz wyżej - trzeba, to trzeba i nie ma co
                "nienawidzić organicznie". Niemniej rozumiem, że ktoś może organicznie
                nienawidzić, zastanawiam się tylko w jakim stopniu nakręca to błędne koło.
                • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 22:04
                  widzisz u mnie tez nie ma jakiegos dramatu w przypadku zabiegow medycznych
                  (szczepien, kontroli, inhalacji etc.) u dzieci, jednak pozostawienie
                  ktoregokolwiek z nich na noc samego w szpitalu (nie mam dzieci przewlekle
                  chorych ani takiej sytuacji ze bylabym zmuszona je zostawic) jest dla mnie czyms
                  niewyobrazalnym zwyczajnie jak widac po poscie autorki watku dla wielu osob tak
                  jest.
                  co do reszty - przyjmowanie rzeczywistosci takiej jaka jest nie ma nic wspolnego
                  z naszymi odczuciami wzgledem niej wiec ja szpital przyjmuje jesli juz musze sie
                  tam znalezc bez oporow nienawidzac tego miejsca ty masz stosunek obojetny
                  emocjonalnie i rowniez poddajesz sie zabiegom, to dwie rownolegle sprawy tongue_out
                  • mama_kotula Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 22:28
                    Cytatco do reszty - przyjmowanie rzeczywistosci takiej jaka jest nie ma nic wspolnego z naszymi odczuciami wzgledem niej wiec ja szpital przyjmuje jesli juz musze sie tam znalezc bez oporow nienawidzac tego miejsca ty masz stosunek obojetny emocjonalnie i
                    rowniez poddajesz sie zabiegom, to dwie rownolegle sprawy


                    No widzisz. A wcześniej napisałaś, że dla KAŻDEGO jest to trauma i że NIKT nie lubi być w szpitalu - i tylko tych kategorycznych uogólnień się czepiłam.
                    Poza tym strasznie ale to strasznie nie lubię nadużywania słowa "trauma".
                    • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 22:38
                      kotula kazdy to przezywa emocjonalnie w jakis tam sposob jeden mniej drugi
                      bardziej, a to ze trzeba sie czasem polozyc w szpitalu to kazdy wie i nie
                      protestuje.
                      dla malego dziecka w obcym miejscu poddawanego bolesnym zabiegom i rozdzielonego
                      z rodzicami pobyt w szpitalu trauma jest i ja jestem tego doskonalym przykladem
                      - stad nigdy nie zafunduje czegos w podobnym stylu moim dzieciom, sa sytuacje
                      kiedy byc z dzieckiem trzeba i juz, ja pisze o jakichs stanach naglych takim
                      normalnym lezeniu w szpitalu nei wiem z powodu zapalenia pluc u dwulatka czy
                      biegunki - rotawirusa.
                      ja sama u dzieci mialam do czynienia jedynie z ostra reakcja alergiczna u mojej
                      corki - miala rumien wielopostaciowy lezalysmy okolo tygodnia pisze o czyms
                      takim, nie o przypadkach gdy pobyt jest fizycznie niemozliwy bo np zwolnienia z
                      pracy sie nie dostanie potrzebna jest opieka nad pozostalymi dziecmi czy cos
                      podobnego.
                      • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 22:40
                        w sensie ze nie moglabym spac spokojnie wygodnie w domu wiedzac ze moje dziecko
                        moze sie obudzic plakac ze strachu w nocy w obcym dla niego miejscu a
                        pielegniarka pojawi sie po 3 godzinach...
      • croyance Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 19:38
        Nie naduzywajcie slowa 'trauma': w tym wypadku akurat wielkiej nie
        bylo.

        Jako dziecko lezalam w szpitalu: wspominam to bardzo milo, jako swego
        rodzaju przygode, poznalam inne dzieci, w ogole fajnie bylo big_grin
    • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:46
      Niespełna siedmiolatkę zostawiłam na noc w szpitalu. Wychodziłam jak szła z
      resztą sali spać a przychodziłam po szóstej rano. Pierwszą noc w szpitalu
      spędziłyśmy wspólnie (miałyśmy swój pokój).

      Każdy robi to co uważa za właściwe. Pewnie gdyby była możliwość byłabym z
      dzieckiem także w nocy przez cały pobyt. Co robią inni rodzice nie obchodzi mnie
      do momentu kiedy nie moje dziecko z łóżka obok nie przepłakuje całego dnia. A to
      niestety autentyk.
      • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:51
        wiesz kropka, bylam siedmiolatka w szpitalu rodzicow nie wpuszczanom wiem jak
        traumatyczne byly noce w izolatce (lezalam z podejrzeniem zakaznej choroby ponad
        1,5 miesiaca) jedynym plusem byla babcia dyzurujaca w tej samej placowce ktora
        przychodzila wieczorami na krotkie odwiedziny bo ordynator nie pozwalal...
        zostawianie dziecka do lat okolo 10 samego w szpitalu to podlosc zwykla nikt mi
        nie wmowi ze jest inaczej.
        pisze o sytuacjach kiedy ktos robi toz wygodnictwa, sytuacje gdy jest to
        koniecznosc bo praca, rodzenstwo etc to inna sprawa.
        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:57
          To co było 20 lat temu teraz nie ma miejsca. Nie zamyka sie szpitali
          dla rodziców wiec nie mozna porównywac.
          • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:00
            ja wiem ze nie ma porownania, ale kurcze twierdzenie ze dzieciak pozostawiony na
            noc sam sobie w szpitalu nic nie odczuwa dramatycznego jest sporym naduzyciem smile
            nie wiem mi gdyby moje dzieck wyladowalo w szpitalu nie wazne dlaczego nei w
            glowie byla by wygoda spania w swoim lozku.
            wiadomo tez ze stres nie przyspiesza zdrowienia wink
        • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:59
          Wiem, że są sytuacje na które nie mamy wpływu. Co nie zmienia faktu, że jak
          dziecko dobrze znosi nieobecność rodziny w szpitalu to mnie to nie interesuje
          czemu jest samo. Jak CAŁY dzień się zanosi to niestety człowiek ma różne myśli i
          niekoniecznie odpowiednie w stronę opiekunów. Jako taka matka nie potrafię nad
          tym zapanować niestety sad
          • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:02
            mi strasznei zal takich maluchow, jedynie pielegniarki raz na jakis czas
            zagladaja uncertain
            masakra
            • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:06
              Autorka zostawiła 9 latke, to nie dziewięciomiesieczniak czy
              czterolatek.
              • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:11
                I myślisz, że dziewięciolatek z zasady jest odporny na rozstanie z rodzicami?
                • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:16
                  Pewnie niektóre sa.
                  Znam nastolatki które na wycieczke dwudniowa klasową nie pojada bo
                  to stres i znam przedszkolaki co na zielone przedszkole w podskokach
                  jada i bawia się świetnie.
                  • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:26
                    Jasne, tyle że zielona szkoła to zupełnie inne doświadczenie.
                    Chodzi mi o to, że nie można zakładać, że dziecko w wieku takim czy innym
                    spokojnie zniesie rozstanie z rodzicami, bo jest 'duże'. Dość często dzieci
                    'duże' na zielonej szkole czy obozie, w czasie choroby stają się znów 'małe'.
                  • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:53
                    Mój dziewięciolatek jeździ na zielone przedszkole, kolonie itd. Spokojnie znosi
                    noce beze mnie.
                    Pewnie jakby MUSIAŁ, to zostałby sam i w szpitalu.
                    Ale w dzisiejszych czasach nie musi. Dodatkowo - w chorobie raczej inaczej się
                    człowiek zachowuje. PO CO fundować dziecku dodatkowe emocje związane z brakiem
                    rodzica przy boku, jeśli rodzic obok MOŻE być?
                    • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:58
                      Czasami nie może, moja córka na pewnym oddziale musiała zostać sama
                      a nas wyproszono. Na szczęście miałą 9 lat i wiedziała że rano
                      przyjedziemy po nią.
                      • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:05
                        Dlatego napisałam - jeśli może. Pewnie są sytuacje, gdy nie może - wtedy siła
                        wyższa. Jeśli ma się wybór, to raczej większości dzieci lepiej, gdy ktoś bliski
                        jest po ręką.
                        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:08
                          W szpitalach dziecięcych dzieci maja normalne lekcje, zajęcia na
                          swietlicy. Rodzic pod telefonem w wielu przypadkach wystarcza.
                          Codzienne odwiedziny obowiazkowe. Nocowanie niekoniecznie- w wielu
                          szpitalach nie ma na to warunków, ciężej choruje się w zaduchu.
                          • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:11
                            Na szczęście nie mam doświadczenia z pobytem w szpitalu - sama byłam tam tylko
                            rodzić, Młody na szczęście tylko ambulatoryjnie korzystał, więc nieco gdybam.
                            Ale wiem, jak moje dziecko funkcjonuje w chorobie. Przypuszczam więc, że
                            rozstanie w takim przypadku nie byłoby lekkie.
                            Cały czas powtarzam - w sytuacji, gdy nocowanie jest MOŻLIWE i DOPUSZCZALNE, a
                            dziecko potrzebuje mniej lub bardziej, rodzic został powinien. MOIM ZDANIEM.
                    • madami Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 14:47
                      Wszystko zależy od dziecka, ja nie wierzę, że 9 letnie dziecko nie potrafi się
                      obyć w nocy bez rodzica u boku, szczególnie, że w ciągu dnia ciągle ktoś z nim
                      jest. Może to dlatego, że moje dziecko nigdy nie miało tego typu problemów i
                      jednocześnie ja nie miałam, nie kwoczyłam i nie panikowałam - co doskonale się
                      dziecku udziela.
                • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:20
                  Z zasady jak z zasady - ja byłam. Gorzej zniosłam pobyt w szpitalu
                  już jako osoba dorosła.
                  • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:34
                    O to, to. Ja jestem kiepskim pacjentem, psyche siada mi momentalnie
                    nawet jak powód pobytu w szpitalu to poród.
                    • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 25.05.10, 08:55
                      tak tu sobie piszecie jak to dzieci dobrze znosza pobyt w szpitalach smile
                      ja mam uraz do tego typu instytucji i tyle, to co oni odwalali w momencie jak ja
                      lezalam jako dziecko (6 lat) to byla jakas masakra, nie dosc ze zastosowali
                      antybiotyk ktory po pierwsze gowno pomogl po drugie zniszczyl mi kompletnie
                      zawiazki zebow (mam dysplazje szkliwa teraz jako zajebista pamiatke po pobycie i
                      zastrzykach z gentamycyny - dobrze ze nie ogluchlam) to do tego nie wpuszczali
                      do mnie mojego ojca calymi tygodniami, kiedy plakalam bo tato przynosil jakies
                      tam rzeczy dla mnie widzialam go przez drzwi to zabierano mi spodnie od pizamy,
                      normalnie to byl oboz koncentracyjny.
                      w nocy lezalam sama bo lezalam w izolatce nie pamietam juz jaka byla przyczyna
                      bo okazalo sie ze prawdopodobnie to co mi bylo nie bylo wcale zakazne.
                      w nocy z jakiejsc dziury wylazil olbrzymi pajak katnik i chodzil po pokoju, jak
                      normalnie w lullaby the cure... do tej pory panicznie boje sie pajakow pewnie
                      przez ten cholerny szpital.
                      nie wiem co chciano w ten sposob osiagnac ale na pewno nie pomagalo to terapii
                      rozmawialam potem na ten temat z psychologiem w szkole na zajeciach, takie
                      zachowanie nalezalo do typowych bledow jatrogennych wobec dzieci
                      (uniemozliwianie odwiedzin rodzicow, zamykanie w salach etc.)
                      szpital - wiezienie uncertain
                      ja rozumiem ze teraz jest inaczej i tak dalej, ale dzieki temu co zafundowala mi
                      sluzba zdrowia w okresie maloletnim zawsze bede przy swoim dziecku w szpitalu i
                      zawsze skazywanie dziecka ze zwyklego wygodnictwa na szpitalna samotnosc przez
                      rodzica bede postrzegala jako podlosc.
                      taka jestem sobei skrzywiona zwyczajnie uncertain
                      • moofka Re: Dzieci w szpitalach 25.05.10, 09:16
                        nie jestes skrzywiona
                        po prostu wiesz i przeszlas
                        latwo sobie gdybac ze to to samo co przedszkole, jak sie samemu nie
                        bylo skazanemu na laske i nielaske personelu
                        najczesciej z podejsciem do organow, ale do czlowieka zadnym

                        wczoraj niestety zaliczylismy krotki na szczescie pobyt na oddziale
                        ratunkowym z dwulatkiem
                        byly tylko badania, zadne zabiegi
                        dziecko po urazie, przestraszone uspokajalo sie tylko przyklejone do
                        mnie
                        bylo przerazone jak musialam je na chwile odlozyc na kozetke czy stol
                        do przeswietlenia
                        a bylam tuz obok, trzymalam za reke
                        sama bylam roztrzesiona, gdyby mi ktos za nim drzwi zamykal, to nie
                        gwarantuje ze bym rownowage utrzymala
                        jak czytam o jakichs zabiegach na dwulatku o ktorych pisze protozoa
                        gdzie rodzice przeszkadzaja i maja w domu siedziec to ja mysle ze to
                        cyborg jest
                        nie czlowiek i nie matka
                        na szczescie my trafilismy na ludzki mily personel, dla ktorego bylo
                        jasne, ze miejsce matki jest przy dziecku ZWLASZCZA w trudnych
                        bolesnych chwilach
            • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:09
              > mi strasznei zal takich maluchow

              Mi też żal. I z tego żalu sama zaczęłam się nią zajmować. Pielęgniarki w miarę
              możliwości też. A potem córka stwierdziła, że Sabinką to się wszyscy zajmują. I
              czułam w tym co powiedziała jakiś żal i zazdrość. To naprawdę nie powinno być tak.

              Rozumiem, czasami nie można inaczej. Może jeszcze sama zaznam takiej sytuacji (w
              końcu nie mam tu rodziny). Nie oszukujmy się jednak, że każde dziecko taką
              samotność zniesie ok.
        • gosia.w40 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:09
          jak już wspomniałam okrucieństwem było (systemu nie rodziców) zostawianie dzieci
          samych na kilka dni, ale przebywanie non stop bez wyraxnej potrzeby to przesada.
          Nie jestem ani nowoczesna, ani wyrodna, mam czworo dzieci, pracę zawodową i nie
          widzę potrzeby by dziewięciolatkę traktować jak niemowlę, a do innych dzieci
          zatrudniać opiekunkę czy organizować pomoc rodzinną
          • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:13
            > nie widzę potrzeby by dziewięciolatkę traktować jak niemowlę

            Nawet jesli ta dziewięciolatka tego potrzebuje? Bo zakładam, że
            część potrzebuje. I co wtedy? Olejesz ją?
          • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:15
            Bycie przy dziecku nie jest traktowaniem jak niemowlaka.
            Bycie z nim to dbanie o to, co się dzieje - nie wiemy i nie mamy kontroli nad
            tym, kto i jak się dzieckiem opiekuje w szpitalu, a bywa różnie, jak wiadomo.
            Chociażby z tego powodu obecność rodzica może być przydatna.
            No i kolejna sprawa - jeśli dziecko jest przewlekle chore i w szpitalu bywa
            częściej, może faktycznie inaczej to znosi.
            Trudniej jest pewnie dziecku, które z powodu nagłego wypadku/choroby do tegoż
            szpitala trafia. Wtedy brak rodzica jest zapewne bardziej uciążliwy.
            • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:18
              I to sedno problemu- drobny zabieg, choroba przewlekła, choroba
              ostra- od tego wiele zależy. No i wieku dziecka, jego stanu.
            • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:30
              To zostańmy przy wypadku. Komunikacyjnym, bo takich najwięcej. Huk, krew, ranni,
              karetka pogotowia obcy ludzie. Trauma dla wszystkich bez względu na wiek. Wiem,
              bo mam z takimi do czynienia na co dzień. Przywieziony do szpitala wymaga
              szybkiej interwencji, diagnostyki, decyzji: np. tylko chirurg czy tez ortopeda,
              operujemy czy nie itd, itp. Wtedy potrzebne jest opanowanie bólu i rozmowa - z
              osoba kompetentna a nie histeryzującym rodzicem ( czy innym członkiem rodziny).
              Jeżeli rodzin pyta sto razy czy boli w końcu zaczyna boleć. Jeśli jest
              niespokojny, boi się przenosi swój strach i lęk. A jeśli do tego sam jest
              sprawcą wypadku to....może lepiej, zeby został w domu.
              • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:45
                Nie mówimy chyba o sytuacji nagłej, gdy konieczne jest ratowanie życia. Mówimy o
                LEŻENIU w szpitalu.
                • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:53
                  Tyle, że szpital nie jest miejscem zabawy i kontaktów towarzysko-rodzinnych. Nie
                  przebywa sie tam dla przyjemności. Nie mówię, żeby nie odwiedzać dziecka, ale
                  nie przesiadywać dniami i nocami. Zobacz jak wygladaja polskie szpitale.
                  • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:24
                    Ale o czym Ty piszesz?
                    Wyraźnie napisałam, że Twój argument o konieczności pilnych działań, bez
                    oglądania się na rodzica w przypadku wypadku jest oczywisty i nie ma nic
                    wspólnego z PÓŹNIEJSZYM na przykład przebywaniem rodzica z dzieckiem na oddziale.
                    I tak, uważam, że m.in. przesiadywanie dniami i nocami jest WSKAZANE. Ba,
                    większość szpitali DZIECIĘCYCH też ma takie zdanie - ot, zerknij na stronę CZD:
                    www.czd.pl/index1.php?id=780
                    Oni jakoś wiarygodniejsi mi się wydają, niż Ty.
                    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:52
                      To pogadaj z lekarzami pracującymi w CZD. W prywatnych rozmowach prezentuja
                      nieco inne zdanie. CZD chce byc poprawne politycznie ( nie mylic z tzw. dużą
                      polityka) i pisze to co pacjenci chcieliby przeczytac.
                      A ile jest zakażeń wewnątrzszpitalnych tego sie juz nie publikuje, a szkoda.
                      • asia_i_p Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 08:36
                        > A ile jest zakażeń wewnątrzszpitalnych tego sie juz nie publikuje, a szkoda.
                        Nie zwalałabym ich całkowicie na odwiedzających.

                        Jasne, że lekarze prywatnie mogą mieć inne zdanie. MIędzy innymi dlatego, że w
                        innym systemie ich kształcono.

                        Nie podoba mi się podejście personelu szpitalnego do rodziny pacjenta. Jest
                        niekonsekwentne. Matka jest OK, kiedy dziecko myje, karmi, przytrzymuje przy
                        zabiegach medycznych - bo wyręcza personel. Pomiędzy tymi momentami powinna
                        znikać, żeby nie zabierać miejsca, a na cały czas pobytu dziecka w szpitalu
                        powinna się przekształcić w pozbawionego potrzeb fizjologicznych, sterylnego
                        robota. Albo wóz albo przewóz. Albo zatrudniamy dość pielęgniarek, żeby zajęły
                        się pacjentami i wtedy możemy matki dzieci traktować jak piątek koło u wozu,
                        albo zatrudniamy tyle, ile jest teraz, ale wtedy darmowego pracownika, jakim
                        staje się matka, przynajmniej szanujemy.
                  • elza78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 19:18
                    dobra protozoa wezmy sprawe z innej strony, piszesz jak wygladaja polskie
                    szpitale? ile jest pielegniarek na oddzial dzieciecy na nocny dyzur? 2 4?
                    prawda wyglada w ten sposob ze gros obowiazkow pielegniarskich w oddzialach
                    dzieciecych spadlo wlasnie na rodzicow dzieci, swego czasu glosna sprawa - do
                    dzieci z domu dziecka nikt godzinami nei przychodzil wyly pozamykane w
                    lozeczkach, sorry gdzie my zyjemy?
                    ja to kumam ze rodzic to zakazenia szpitalne i inne piardy ale z drugiej strony
                    nei psioczcie tak na nich bo smai nie jestescie w stanie zapewnic pacjentom
                    podstawowej opieki tyle w temacie.
        • lola211 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 20:26
          Tia, podlosc.
          Moja córka zaliczyla 8 pobytow w szpitalu.Gdzies tak ok. 5 roku zycia prawie
          wyganiala mnie ze szpitala, bo wazniejsze bylo zycie towarzyskie, jakie toczylo
          sie w sali.Spałam na oddziale gdy byla malutka, ale pozostawanie na noc przy 9
          latku, ktory nie jest ciezko chory to nadopiekunczosc.
    • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:49
      A czy to twój problem, że ktoś chce nocować z dzieckiem? Ty nie
      chcesz, ktoś chce - tyle.
    • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:51
      Moda?
      A nie przypadkiem reagowanie na potrzeby dziecka?
    • graue_zone Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 09:55
      Cóż, każdy ma ja lubi. Tylko się nie zdziw, gdy będziesz stara, bezradna i
      przerażona, a Twoja córka dojdzie do wniosku, że już rozumiesz, że odwiedzi Cię
      w szpitali dwa razy w tygodniu, a poza tym wybierze własny dom i łóżko...

    • najma78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:02
      9-latka to nastolatka? Z tym nocowaniem to wszystko zalezy od dziecka jego stanu
      emocjonalnego itp. To nie moda jest problemem to warunki w polskich szpitalach -
      katastrofalne.
    • wieczna-gosia Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:10
      > W szpitalach nawet nastolatki są traktowane jak niemowlęta, to
      znaczy nocują z
      > nimi rodzice.

      napierw iszesz tak- a na poparcie tej tezy piszesz tak:
      Nawet czterolatkowi można wytłumaczyć, że mama
      > idzie spać do domu i przyjdzie rano, a co dopiero nastolatkowi, ale
      moda jest,
      > że rodzic musi być, więc jest. Jestem wyrodną matką, bo wybrałam
      własne łózko,
      > niż podłogę obok dziewięciolatki.


      to poparciu twojej tezy ma sluzyc 4-latek czy 9- latka, z ktorych
      zadne nie jest nastolatkiem? NASTOlatek w Polsce zaczyna sie od
      jedeNASTU a konczy na dziewietNASTU.
      • gosia.w40 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:11
        ale zetknęłam sie z rodzicami nocujacymi przy 11,i 15 latkach
        • angazetka Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:14
          I co? Krzywdę ci robili?
        • wieczna-gosia Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:22
          ale o tym w pierwszym poscie nie napisalas....
        • lola211 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 13:20
          Ja spotkalam sie z tym raz- to byla 16 letnia Romka.Wiecznie ktos
          przy niej siedzial, w nocy ktos spał.
    • kozica111 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:24
      Dorośli są rożni, dzieci są różne...Niektórzy rodzice to nawet do szkoły
      dziewięciolatka samego nie puszczą tylko odwożą, nie ma co uogólniać.
      • najma78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:35
        .Niektórzy rodzice to nawet do szkoły
        > dziewięciolatka samego nie puszczą tylko odwożą, nie ma co uogólniać.

        W wielu krajach jest takie prawo, dzieci sa przyprowadzane i odbierane ze szkoly
        przez rodzicow/osoby opiekujace sie przez cala szkole podstawowa. Ja sie z tym
        zgadzam, rodzice musza zapewnic dzieciom nalezyta opieke. Nawet w nastepnej
        szkole jesli trzeba bedzie bede zawozic i odbierac, bo wiek dojrzewania moze
        sprawic sporo problemow, wszystko bedzie jednak zalezalo od dzieci. Co do
        szpitala, to niektorzy rodzice nie chca spedzac nocy na stolkach i jesli 9-latek
        czuje sie w miare to zostawiaja, ale gdyby mieli cywilizowane warunki czyli
        lozka do spania z czysta posciela dla kazdego tak jak to jest na dzikim
        zachodzie to by zostawali.
      • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:55
        Owszem, nie puszczą. I o czym to świadczy? Wyłącznie o tym, że się jest
        odpowiedzialnym rodzicem, który nie naraża dziecka na zbędne ryzyko.
        Zaznaczam - mówię o swojej sytuacji i tym, że moje dziecko w drodze do szkoły ma
        do przejścia dwie niebezpieczne ulice, na których np. często psują się światła.
      • minkapinka Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 20:00
        kozica111 napisała:

        > Dorośli są rożni, dzieci są różne...Niektórzy rodzice to nawet do
        szkoły
        > dziewięciolatka samego nie puszczą tylko odwożą, nie ma co
        uogólniać.

        Np. ja smile Córka do szkoły ma 9 km smile
    • karra-mia Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:44
      Ktos ci musiał nieźle dogadać, skoro wyładowujesz się tu na forum.
      Większej bzdury nie czytałam. Skoro wytłumaczyłaś 4latkowi, ze mama wybiera własne łóżko, a on z powodu własnej choroby musi spać w obcym to ok. Ja nie próbowąłam tego nawet tłumaczyć. Wiem, z esytuacje są różne, że nie zawsze można nocować z dzieckiem, ale w miarę możliwości skombinowałam tak opieke, żeby tak małe dziecko nie było same w szpitalu. Nie wyspałabym się w domu, gdyby moje dziecko było w szpiatlu - zwyczajnie z troski, tęsknoty.

      I uważam, że głupota jest oskarżanie innych na potwierdzenie własnej idiotycznej tezy. Przeszkadzają ci rodzice, którzy postanowili poświęcić własną wygodę, żeby pobyć z chorym?
      • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:49
        Przeszkadzają ci rodzice, którzy postanowili poświęcić własną wygodę, ż
        > eby pobyć z chorym?

        Może zajęli najlepszy kawałek podłogi?
      • 3-mamuska Re: Dzieci w szpitalach/ karra- mia 23.05.10, 12:45
        Tak moga przeszkadzac, chodza kreca sie gadaja, chwili spokoju nie ma,
        zwlaszcza w malej sali 4 Dzieci I opikunowe, noc jest od spania jak
        dzieck zasypia to mozna wyjsc, w razor potrzeby byc pod telefonem I
        dojechac jesli dziecko sie budzi I zle znosi nieobecnosc.
    • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 10:50
      gosia.w40 napisała:

      > Jestem wyrodną matką, bo wybrałam własne łózko,
      > niż podłogę obok dziewięciolatki.

      To oceni Twoje dziecko.
      Też mam dziewięciolatka i na pewno byłby z nim ktoś w szpitalu non stop.
      • wieczna-gosia Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:25
        ja 12 latke zostawilam sama- ale na oddziale dziennym, z komorka przy
        boku, a i tak wo zasadzie z poslizgiem godzinnym zawsze ktos z nia
        byl- po prostu nie zmienialismy sie "na zakladke" tylko z przerwami.
        Ale na jakiejs urazowce czy cos- w zyciu bym jej sama nie zostawila,
        szczegolnie cierpiacej czy cos....
    • lilka69 ale jestescie hipokrytkami!!!! 23.05.10, 11:06
      jak ok 1,5 miesiaca temu pisalam o znajomych, ktorzy zostawili 6 letnie dziecko
      w szpitalu to pisalyscie, ze co to za problem i zrobilybyscie tak samo. jak KTOS
      inny pisze nawet w przypadku straszego dziecka to piszecie, ze TAK< TO PROBLEM.

      czyli w zaleznosci od nicka macie inne poglady?

      przy okazji- dla mnie to bastrakcja- czy 3 czy 6 czy 9-latek sam w szpitalu.
      • lilka69 Re: ale jestescie hipokrytkami!!!! 23.05.10, 11:07
        abstrakcja- przepraszam
      • przeciwcialo Re: ale jestescie hipokrytkami!!!! 23.05.10, 11:09
        Przedszkolak nie powinien byc sam, starsze dziecko juz według oceny
        dziecka i rodzica.
    • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:28
      gosia.w.40, niespecjalnie rozumiem CEL twojego postu.

      To twoje dziecko. Ja rozumiem twoją argumentację, bo moja osobista
      córka w wieku lat pow. 3 nocowała w szpitalu sama (i miała przy tym
      niezły fun zresztą, wypychając nas, żebyśmy już sobie szli...) - 3
      razy tak było, dwa razy po 4 noce i jednorazowo jedna noc (choć wtedy
      nie było kwestii zostajemy/nie, bo po prostu nie było można).
      Ale to było TO dziecko, a jako matka dwóch - różnych zupełnie
      osobowościowo - córek wiem, że z drugą takich akcji by nie było....
      tylko obowiązkowo rodzic szt. 1 obok non stop. Bo dziecko inne.

      I tu też taka sama kwestia - nie ma sensu oceniać kogoś że z
      12latkiem nawet na podłodze koczuje, ale nie ma sensu oceniać ciebie
      że z 4latkiem nie koczujesz.... rodzic swoje dziecko zna najlepiej. W
      kontekście szpitala sprawą nadrzędną jest zdrowie dziecka, a nie jego
      potencjalne upupianie, więc to nie jest najlepsze poletko
      eksperymentalne na próby usamodzielniania... dodatkowo dzieci
      przejmują emocje rodzicow więc jeśli dla rodzica szpital = max
      schiza, to i 13-14latek będzie podobnie to odbierał... i bał się, i
      wtedy trzeba z nim zostać, i zostanie rodzic, ten co się boi, i
      dziecko będzie się bało mniej ale - przez indukcję - nie wyzbędzie
      się strachu całkiem.... smile Dlatego takie kwestie jak lęki i
      samodzielność najlepiej załatwiać w innych momentach życia niż
      choroba i hospitalizacja.
    • mara_jade73 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 11:32
      Jeśli moje dziecko będzie mnie potrzebować to nawet z nastolatkiem
      zostanę. A juz pięciolatka napewno bym nie zostawiła.
      • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:39
        A co będzie jak drugi nastolatek nie wyrazi zgody, aby obca baba była z nim w sali.
        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:46
          O tym samym pomyslałam.
          Gdzie prawo tego drugiego do poszanowania intymności.
          • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:51
            O jaką intymność chodzi w szpitalu? Bo chyba nie nadążam big_grin Intymność to mogłam
            mieć w pokoiku za kasę. Niestety pokoik był jeden na oddział. na neurologii go w
            ogóle nie było.
            • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:10
              Rozumiem że według ciebie nastolatek nie ma prawa sie wstydzic przy
              obcej kobiecie cały dzień przesiadującej w sali?
              • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:16
                Miałam takiego 17 latka, u którego non stop przesiadywała mamuska. Miała gdzies
                2 innych panów na sali - jeden po amputacji nogi a drugi mocno starszy - obaj
                musieli znosic jej obecnośc do czasu az grzecznie ale stanowczo uzmysłowiłam jej
                niewłaściwość zachownia. Obraziła się, ale zmieniła nawyki.
              • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:36
                Obca kobieta to też lekarz, pielęgniarka, itd. Obcy jest kolega czy koleżanka z
                sali. Nie zrozum mnie źle, szpital ma z intymnością tyle wspólnego co nic.
                Niestety.
                • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:44
                  Kolega czy koleżanka z sali to tzw. siła wyższa, współtowarzysz niedoli. Lekarz
                  czy pielęgniarka to ludzie, którzy z racji zawodowych wykonuja określone
                  czynności a biały/zielony fartuch niweluje uczucie wstydu czy skrępowania. Obca
                  kobieta może stwarzać mało komfortowa sytuację dla 14-16-18 latka.
                  • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:50
                    Wiesz, jak ktoś ma zahamowania (co świetnie rozumiem) to wystarczy kolega z sali
                    aby krępować. A szpital to ludzie i włażenie w intymność. I nie mówię o
                    odwiedzinach całych rodzin, wujków, pociotków i kuzynów od strony matki.

                    PS. I dochodzimy do drugiej strony problemu osób trzecich na sali, bliska osoba
                    przy łóżku może nawet pomóc takiemu nieśmiałemu nastolatkowi.
                    • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:53
                      Mnie na porodówce nie krępowała inna połoznica, za to jej mąż byłby
                      zdecydowanie niemile widziany. Co innego pacjent a co innego rodzina
                      pacjenta.
                      • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:07
                        Mnie krępowała sama obecność w roli pacjentki na oddziale big_grin Co robić? Wyrzucić
                        wszystkich pacjentów, pielęgniarki? Nie idzie. A bliska osoba tylko pomorze. Ale
                        taka chciana bliska osoba. Rozumiesz?
                        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:09
                          Tobie pomoże innemu bedzie przeszkadzać.
                          Wolę współpacjenta niz jego rodzine.
                          • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:18
                            Nie rozumiesz czyli. A tak się martwiłaś o zahamowania nastolatków? Matka pomoże
                            w obsłudze, zaprowadzi do toalety jak trzeba, zasłoni przy przebieraniu jak
                            trzeba to w sali zrobić. Nadal nie rozumiesz?
                            • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:22
                              Ja mówię o dorosłych opiekunach nie myjących rąk po wejściu na sale.
                              • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:24
                                To mów sobie dalej ...
                    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:55
                      Mam odmienne zdanie. Matki nie wychodzą z sal nawet gdy pielęgniarki je
                      wypraszają ( zabiegi). Kolega ortopeda ( 200 cm ) musiał interweniowac bo matka
                      chłopaka z wypadku siedziała non stop ( na przemian z babcią) i współpacjent nie
                      oddawał stolca bo się krepował obcych pań.
                      • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:04
                        Tia, innej odpowiedzi się nie spodziewałam nawet. Część na pewno trzeba
                        wypraszać ale część wychodzi bez szemrania. Ludzie są różni. Tak jak i lekarze
                        są różni. Pojęła?
    • deodyma Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 12:10
      a skad Ty to mozesz wiedziec, ze stan nawet nastolatka/nastolatki
      nie jest powazny?
      znasz ich stan zdrowia?
      co Cie to obchodzi?
      nie rozumiem takich ludzi.
    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 13:27
      Szpitale podobnie jak inne budynki nie mają ścian z gumy. Może w przyszłości
      ktoś coś takiego wymysli, ale póki co nie. Brakuje łóżek pediatrycznych, brakuje
      pieniędzy na prąd, wodę itd. Hospitalizowany jest 1 człowiek a nie 2. A
      tymczasem bez względu na to czy jest to 2 miesięczne niemowlę karmione piersią
      czy 16 latek - mamy są dodatkowo w szpitalach. Są bez względu na to czy są
      zdrowe czy chore, zwykle się nie myja, wnoszą na oddział czajniki elektryczne,
      śmierdzą papierosami, prowadzą głośne korytarzowe dysputy niekoniecznie na temat
      chorych dzieci. Potrafią dokarmić dziecko ( niekoniecznie swoje) na diecie czy
      przed operacją, i skutecznie, bardzo skutecznie utrudniac proces leczenia.
      Dzieci lepiej współpracują z lekarzem/pielęgniarką gdy nie maja za plecami
      rozhisteryzowanych matek.
      ŁÓzek pediatrycznych nie przybędzie bo nie ma na to pieniędzy ( nawet gdybyscie
      chciały obniżyć nam pensje to i tak będzie za mało). I w związku z powszechną
      obecnościa matek w szpitalach coraz częściej dochodzi do sytuacji, w której
      naprawdę chore dziecko ( np. po zabiegu, z ciężkim zapaleniem płuc czy wymęczone
      biegunka) nie ma elementarnego spokoju bo zamiast 2 kolegów na sali są jeszcze 3
      mamy, w tym 2 opowiadają sobie jak sie piecze placek z truskawkami albo malują
      paznokcie. A niech ktos spróbuje zwrócić uwagę......
      Zwiększyła sie ilość biegunek, infekcji wnoszonych przez.....rodziców. A potem
      płacz, że dziecko wróciło ze szpitala z inną choroba.
      Oprócz naprawdę wyjatkowych sytuacji - dziecko bardzo ciężko chore czy karmione
      piersią matek nie powinno być w szpitalach - dla dobra chorych.
      • anyx27 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 13:34
        protozoa napisała:
        > Oprócz naprawdę wyjatkowych sytuacji - dziecko bardzo ciężko chore czy karmione
        > piersią matek nie powinno być w szpitalach - dla dobra chorych.

        Raczej dla dobra lekarzy, którzy boją się, jak im patrzy się na ręce. Rodzice sa
        corasz bardziej wyedukowani, mają dostęp do wiedzy medycznej, czytają publikacje
        naukowe, choćby w Pubmedzie. To już nie to samo, co kilka, kilkanascie lat temu.
        Lekarze nie lubią rodziców w szpitalach, bo ci ośmielają się podważać ich
        kompetencje, wytykac błędy, patrzeć na ręce, domagać się swojego.
        • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:28
          Jasne, lekarze to niedouczona banda, która tylko patrzy jak zrobic dziecku
          krzywdę, w przeciwieństwie do "wyedukowanych" rodziców.
          Pewnie, że nikt nie chce, żeby rozhisteryzowana matka łapała go za rękę, bo
          wtedy można zrobić krzywdę.
          A jesli nie wierzy się lekarzom to nic łatwiejszego jak zrezygnować z ich usług
          i leczyc się we własnym zakresie.
          • anyx27 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 15:12
            protozoa napisała:

            > A jesli nie wierzy się lekarzom to nic łatwiejszego jak zrezygnować z ich usług
            > i leczyc się we własnym zakresie.

            I tak też robię smile

            A moje dziecko kontakt z lekarzem ma raz na 2lata - na bilansach.
      • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:08
        protozoa napisała:

        > Dzieci lepiej współpracują z lekarzem/pielęgniarką gdy nie maja za > plecami
        rozhisteryzowanych matek.

        Tia, bo każda matka to rozhisteryzowana matka.
        A każdy lekarz to konkretny i z odpowiednim podejściem.
        Jak np. pani pediatra, która mojemu ledwie żywemu od gorączki dziecku w środku
        nocy zakomunikowała 'a teraz dostaniesz zastrzyk w dupę'. W celu lepszej współpracy.

        > Oprócz naprawdę wyjatkowych sytuacji - dziecko bardzo ciężko chore > czy
        karmione piersią matek nie powinno być w szpitalach - dla
        > dobra chorych.

        Fakt. W końcu rodzice tylko przeszkadzają. Nie dopilnują jedzenia, przebrania,
        nie umyją, nie zabawią, żeby się dziecko nie nudziło.
        Tylko plotkują i malują pazury.

        Chcesz walczyć ze stereotypami na temat lekarzy? Nie twórz takich nt rodziców.
        • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:38
          90% rodziców na oddziałach przeszkadza. Jedzenie - tak, domowe, sojące na oknie
          na słońcu 3 doby, a potem gdy dziecko zachoruje winny jest personel szpitala.
          Przebieranie - tak, tylko rzucają brudne pieluchy na podłoge i niech przyjdzie
          służąca.
          Zabawią- tak, że dziecko potem dostaje gorączki. Mogą też dać do buzi oblizany
          smoczek, nakarmić dziecko na sąsiednim łóżku ręka, ktra przed chwila wycierało
          pupe dziecka lub swoją ( po co myć ręce- częste mycie skraca zycie).
          Moja matka ma bardzo dobry stosunek do dzieci, nie straszy, i mimo, ze jest
          bardzo drogim lekarzem nie może opędzić się od pacjentów ( prywatnych). Kilka
          dni temu opwiadała jak nie była wstanie zbadac dziecka, bo rozhisteryzowana
          matka co chwile łapala ja za rekę. Po 15 minutach zaproponowała, żeby matka
          wyszła na korytarz- dziecko dało się zbadać, wykonywało wszystkie polecenia.
          Było usmiechnęte chociaz chore. Gdy matka tylko weszła do gabinety- wrzask,
          krzyk. I takich przykładów mam setki.
          Niezmieniane obuwie, smierdzące geby od papierosów, czajniki, krzyki, hałasy,
          głosne rozmowy. A jak w nocy dzieje się coś z obcym dzieckiem i trzeba działać
          to matki bardzo niechętnie opuszczaja salę i dra sie, ze budzi się ICH dziecko.
          No i ten smród niemytych ciał i zakitowane okno, żeby broń Boże nie było
          przeciagu i swieżego powietrza, które jak wiadomo szkodzi.
          • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:44
            Niesamowite.
            A te 90% to, rozumiem, z badań?
            • margita78 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:50
              E_r_i_n ja stac na wiecej, znana z tego na forum smile
              • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:54
                Wiem, czytam regularnie. Czasami - o zgrozo - się z nią zgadzam (może nie tyle z
                formą, co treścią).
                Ale tutaj mam nadzieję, że poza pojedynczymi przypadkami rzuci jakimiś
                konkretami - badaniami na przykład?
                Bo ja w sumie mogę napisać, że polscy lekarze to w 90% niedouczeni łapówkarze,
                najgorsi z wszystkich - bo ci najlepsi wyjechali za granicę. Taka sama prawda,
                jak te 90% niedomytych i histeryzujących rodziców.
            • lukrecja34 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:58
              o rany-przecież każde dziecko jest inne i wymaga bądź nie zwiększonej uwagi.i
              nie autorce wątku o tym decydować.
              mój syn miał 8 lat kiedy musiał zostać na 3 dni w szpitalu na badania.też nie
              wyobrażałam sobie zostawić go samego na noc ale mąż musiał rano iść do pracy (z
              racji jej charakteru przytomny i wyspany) a ja byłam we wczesnej ciąży i własne
              łóżko było mi niezbędne do życia.tak więc mój rozpieszczony jedynak został sam i
              rano stwierdził,że spoko,podobało mu się.traumy żadnej nie ma. ale to
              moje dziecko-każde inne może inaczej zareagować.przydałoby się więcej
              zrozumienia.
          • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 14:54
            protozoa, to jak rozumiem jesteś za tym żeby zamknąć szpitale dziecięce dla
            rodziców dzieci w nich przebywających? Bo z Twoich opowieści wynika że rodzic to
            samo ZŁO.
            • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:03
              Tylko białe i czarne, żadnych barw posrednich?
              Jestem za tym, aby w szpitalach mogły przebywać bez ograniczeń ( a właściwie
              prawie bez ograniczeń) dwie grupy matek: dzieci nieuleczalnie chorych, w stanach
              terminalnych, ewentualnie bardzo ciężko chorych i maluchów karmionych piersią. W
              obu przypadkach powinien być duży rezim sanitarny ( zmiana ubrania na fartuchy i
              to nie fizelinowe świństwo, zmiana obuwia) i jasne zasady zachowania na salach -
              żadnych czajników, ostrych perfum, itd). W nocy nie rozkładana karimata ale
              lóżko polowe + pościel za którą zainteresowani, niestety musieliby płacić.
              Koszty własne bez zarabiania przez szpital. Uswiadomienie, że ostateczne słowo
              nalezy do ordynatora/lekarza dyżurnego i z nim sie nie dyskutuje. Jesli jest
              potrzeba matka bez dyskusji opuszcza salę, nie przeszkadza.
              Matki/rodzice dzieci lżej chorych, starszych maja do dyspozycji określone
              godziny niekoniecznie na sali chorych. Bezwzględny zakaz wchodzenia na oddział
              osób z jakąkolwiek infekcją. Oczywiście jest to niemozliwe do wyegzekwowania bo
              nikt nie jest jasnowidzem i tylko od rozumu odwiedzających zależy czy nie wniosą
              na oddział róznego rodzaju chorób. Np. starsze dziecko ma wietrzną ospę ( a
              mamuśka nie wie czy chorowała) więc zostaje w domu a nie pędzi na oddział do
              starszego zarażając noworodki czy dzieci z obniżoną odpornością. O "katarkach i
              kaszelkach" nie wspomnę. To samo dotyczy rzyganka - starsze cała noc rzygało
              więc pewnie się zatruło w przedszkolu a nie przywlekło rotawirusa. Ale co tam -
              zarażająca matka zaraz zarazi cały oddział.
              • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:21
                protozoa napisała:

                > Uswiadomienie, że ostateczne słowo nalezy do ordynatora/lekarza
                > dyżurnego i z nim sie nie dyskutuje.

                Tak, tak i jeszcze pokłony bije.
              • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:43
                Czyli taki dwulatek na zabiegu planowym też nie mógł by być z mamą czy tatą?
                Gratuluje i cieszę się jednocześnie, że nie masz nic do gadania.

                Rozumiem, że ludzie są jacy są. Mogą być denerwujący rodzice na przykład. Gorzej
                jednak jak to lekarz jest tym kiepskim w układzie. Ale tego nie bierzesz pod
                uwagę, prawda?
                • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:50
                  Wyobraź sobie taką sytuację- planowany zabieg, dwulatek z mamuska, która jest
                  uczona bo usłyszała to i owo od mamy z grupy wsparcia, przeczytała w internecie
                  i jest nowoczesną świadoma swoich praw. No i jest, bo lekarz nie ma nic do
                  gadania. Mamuska z nerwów wypliła 3 papierosiki i poci sie jak mysz smierdząc
                  jak menel. Rak nie umyła, bo i po co. Pokasłuje, ale lekarz ma siedziec cicho,
                  zreszta to "tylko alergia". W czasie zabiegu dziecko wyczuwa niepokój matki i
                  juz jest niespokojne. Lekarz zaczyna sie denerwować bo nie jest cyborgiem. Jego
                  zdenerwowanie udziela się mamuśce, która w najmniej odpowiednim momencie łapie
                  go za ręke. Ręka robi ruch, który powoduje powikłanie zabiegu. I kto jest winny?
                  L E K A R Z. I piszę to bez ironii bo był zbyt mało asertywny, zeby wyrzucić
                  rodzica.
                  • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:01
                    O moja, kochana ja byłam mamusią dwulatka w planowym zabiegu wymagającego
                    hospitalizacji. Nie palę. Kąpiel brałam codziennie.
                    Ale powtarzam, rodzica można zjechać, zignorować, wywalić. Cokolwiek. Można bo
                    żaden doktor się nie będzie hamować tutaj. W kontaktach lekarz - rodzic, to
                    właśnie lekarze częściej są asertywni. Kiepskiemu lekarzowi oddajesz życie
                    dziecka w ręce i nic nie zrobisz, prawda? Także przejmowałabym się raczej bracią
                    lekarską niż pionkami rodzicami, których ustawić prosto.
                    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:05
                      A czy ja napisałam, że Kropka itd, itp. Nie! napisałam, że gros rodziców jest
                      właśnie takimi ludxmi.
                      • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:23
                        Widzisz, napisałaś gros właśnie. A ja nie jestem żadną wyjątkową osobą, nie
                        aniołem z aureolą tongue_out ale normalną matką chcącą dobrze dla dziecka. Wbij sobie to
                        do głowy. My NIE być Twój wróg. My kochać dziecko. My może nie być idealni, ale
                        odwalamy kawał dobrej roboty aby dziecko schiz nie miało i nie beczało cały
                        dzień na oddziale: "Kiedy przyjdzie mamusia?".
          • angazetka Zastanawiam się... 23.05.10, 15:34
            ... jak można być lekarzem, aż tak bardzo nienawidząc ludzi.
            • protozoa Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 15:51
              Wiesz, mam bardzo dobry kontakt z pacjentami mimo, ze się do nich nie podlizuję,
              nie przymilam. Potrafię być ostra, zdecydowana i....jakoś pacjentom to
              odpowiada. Nie lubie chamstwa, głupoty i prostactwa.
              • angazetka Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 16:20
                > Wiesz, mam bardzo dobry kontakt z pacjentami mimo, ze się do nich
                nie podlizuję, nie przymilam.

                A wystarczyłoby ich szanować. W dobry kontakt z pacjentami osoby tak
                nieempatycznej śmiem wątpić.
                • protozoa Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 16:23
                  Twoje prawo.
              • billy-jo Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 16:40
                Tyle, ze ty uosabiasz te cechy.
                • billy-jo Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 16:44
                  Nie lubie chamstwa, głupoty i prostactwa.

                  Te cechy. Dodatkowo jestes zacofana i najgorsze jest to, ze przekonana o swojej
                  nieomylnosci. Poprostu glupia baba jestes i tyle.
                  • protozoa Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 16:55
                    Zacofana, bo........ nie toleruję kretynek? Uważam, ze należy zachowywać się
                    racjonalnie? Nie jesteś partnerem do dyskusji ze mna. Ja- potrafie przyznac sie
                    do błędu.
                    • billy-jo Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 17:00
                      Nie zamierzalam z toba dyskutowac, nie przeceniaj sie.
                      • protozoa Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 17:03
                        A jednak to robiszsmile
                        Już widze jak zachowujesz sie w szpitalu. Modele są 2 - albo siedzisz cicho jak
                        mysz pod miotła i wszystko trzeba z Ciebie wyciągac, nie wiesz kiedy i na co
                        chorowałas, ba nie wiesz od kiedy masz dolegliwości, albo sie drzesz i w swoim
                        zacietrzewieniu zapominasz po co przyszłaś do szpitala. Spoko i z takimi i z
                        takimi mozna sobie poradzić- nawet nie wiedzą kiedy się zmieniają.
                        • billy-jo Re: Zastanawiam się... 23.05.10, 17:10
                          Tiaaaa, pisz wiecej...
              • bacha1979 Re: Zastanawiam się... 24.05.10, 07:34
                protozoa napisała:

                > Wiesz, mam bardzo dobry kontakt z pacjentami mimo, ze się do nich nie podlizuję
                > ,

                Na szczęście internet tak jak papier wszytko przyjmie. Bo nie wierzę w to, że
                ktoś kto ma tyle pogardy dla drugiego człowieka może mieć dobry kontakt z
                pacjentami.
              • asia_i_p Re: Zastanawiam się... 24.05.10, 08:46
                A co to znaczy dobry kontakt?
                Masz na myśli, że robią, co im każesz?
            • kali_pso Nienawidząc? 23.05.10, 16:15

              Ja nie nienawiśc widzę w jej postach, tylko pogardę i lekceważenie a to według mojej oceny większe przewinienie wobec innego człowieka i jego nadzwyczajnej sytuacji w jakiej się znalazł.
              Nigdy, w żadnym jej poście nie było nawet próby postawienia sie w butach innej osoby- zawsze sa tylko oskarżenia i popisy z pułapu Wszystkowiedzącej_Pani_Doktor
              Tak jakby do tej przeedukowanej głowy nie dotarło, że czesto te pogawędki na korytarzach, ten przepis na bigos podawany sąsiadce to próba zachowania czątkowej normalności, której pobyt w szpitalu pozbawia. Ludzie leża z dziecmi tygodniami a nawet dłużej, zawiązują sie grupy wsparcia, te pogaduchy podnosza na duchu, pozwalają właśnie spojrzeć na siebie i swoją sytuacje jako na wcale nie tak bardzo wyjątkową i tragiczną. Wiele razy słyszałam od wychodzących rodziców- "Proszę Pani, ja dopiero teraz wiem, jakie ludzie maja problemy z dziećmi a myslałam, że moja Zusia jest chora, ale jak posłuchałam, to...."

              Nie twierdzę, że takie sytuacje jak opisuje Protozoa się nie zdarzają, ale jej posty podekreślają WYŁĄCZNIE negatywy a tak nie jest. Rodzic przy dziecku jest dla dziecka, daje mu poczucie bezpieczeństwa i tutaj apel do autorki- nie widziałaś zdaje sie przerazonych 16-latków, inaczej byś takich głupot nie wypisywała. Czasem młodsze dziecko jest w lepszej kondycji psychicznej niz ten prawie dorosły młodzian czy dziewoja- tytaj nie ma prostych scenariuszy, to nie matematyka, to ludzkie emocje, krucha konstrukcja..


              Jak chciałaś się przed sama sobą usprawiedliwić rzucając oskarżenia pod adresem rodziców 16-latków to daruj sobie, mało mnie obchodzi co zrobiłas, czy zostałaś ze swoim dzieckiem czy nie- wydajesz sie osoba pozbawioną elementarnej empatii skoro ci nie przyszło do głowy, że nawet na pozór zdrowe dziecko, lub mniej chore niż inne może cięzko przezyć pobyt w szpitalu- to sa badania, to jest strach...ech szkoda gadać....
              • protozoa Re: Nienawidząc? 23.05.10, 16:22
                A czy nie przyszło Ci do głowy, ze te pokrzykiwania, pohukiwania, wchodzenia na
                sale w poszukiwaniu....koleżanki-matki moga po prostu przeszkadzać w pracy?
                Szpital nie jest miejscem spotkań towarzyskich, grupy wsparcia mogą odbywać się
                w bufecie, kawiarni.
                16 latek jest juz na tyle dorosły, zeby wiedzieć , ze nie zawsze i wszędzie ma
                za soba oddech matki a w szpitalu nikt nie zrobi mu krzywdy.
                • moofka Re: Nienawidząc? 24.05.10, 22:54
                  protozoa napisała:

                  > A czy nie przyszło Ci do głowy, ze te pokrzykiwania, pohukiwania,
                  wchodzenia na
                  > sale w poszukiwaniu....koleżanki-matki moga po prostu przeszkadzać
                  w pracy?
                  > Szpital nie jest miejscem spotkań towarzyskich, grupy wsparcia
                  mogą odbywać się
                  > w bufecie, kawiarni.

                  wszedzie sa jakies zasady
                  w szpitalu rozumiem, ze rezim porzadkow i sanitarny jest wyjatkowo
                  ostry i powinien byc
                  ale to do szpitala nalezy je ustalic, wyegzekwowac,
                  i pilnowac
                  zeby mali pacjenci mogli w spokoju dochodzic do siebie
                  a rodzice byc przy swoich dzieciach
                  najprosciej zamknac drzwi, a za zamknietymi ustalac swoje reguly
                  a samopoczucie dziecka jest nie mniej wazne w procesie leczenia
                  lekarz chyba powinien to wiedziec


                  > 16 latek jest juz na tyle dorosły, zeby wiedzieć , ze nie zawsze i
                  wszędzie ma
                  > za soba oddech matki a w szpitalu nikt nie zrobi mu krzywdy.
          • agniesia1973 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 20:37
            Po przeczytaniu tego wywodu jedno mi przyszło do głowy:
            hmmm jeżeli jesteś lekarzem, to nie życzę chorym kontaktu z Tobą....
      • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 15:26
        protozoa, nie wypowiadaj się na temat, o którym nie masz pojęcia. Nie
        jesteś pediatrą, więc łaskawie pilnuj swojej działki. Odkąd staż na
        pediatrii miałaś minęło też już sporo czasu....
        • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 15:51
          A jednak mam chyba większe pojęcie niż Ty.
          • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:07
            Nie mam ochoty się z Tobą licytować, nie czuję potrzeby pompowania
            własnego ego czyimkolwiek kosztem. Znam inne sposoby uzyskiwania
            poczucia kompetencji - chociażby przez solidne wykonywanie swoich
            obowiązków, znajdowanie w tym radości i nie utyskiwanie na własne
            wybory życiowe.... Gdybym poczuła, że jest mi źle w mojej pracy, że
            ludzie dookoła zaczynają przeszkadzać, że są tematy nie do
            udźwignięcia, to - jak mawia dobry kolega - krawców brakuje,
            fryzjerów brakuje.... nie trzeba koniecznie "marnować się" w swoim
            zawodzie. Pomyśl o tym, protozoa, bo od pewnego czasu odnoszę
            wrażenie, że wypalenie zawodowe Cię dopada.

            A co do pediatrii - nadal twierdzę, że brak Ci wiedzy, bo w Twoim
            szpitalu nie ma oddziałów pediatrycznych, ty kontakt jako stażysta z
            tą specjalizacją straciłaś również b. dawno temu. Zasada jest prosta,
            aby nadal w oczach innych pozostać kompetentnym. Nie wiem - nie
            zabieram głosu. Czy tak trudno wyrzec się "syndromu Boga" i tę
            zwykłą, prostą pokorę przyodziać???? Zwłaszcza, że byłaś do tego
            zachęcana ex catedra....
            • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 16:12
              Z pediatrią miałam do czynienia ......od urodzenia i sporo o niej wiem. Wiem
              takze co dzieje sie na oddziałach pediatrycznych i jak potrafią zachowywać sie
              rodzice, którzy zostawiaja na "dorosłych" oddziałach 17-18 letnie niemowlęta.
              A wypalona zawodowo nie jestem, zwłaszcza po dobrym urlopie, z którego własnie
              wróciłam.
      • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 21:55
        Dobrze, że trafiłam z dzieckiem do normalnego szpitala i normalnych, nie tak
        rozhisteryzowanych, budzących wstręt lekarzy.
      • asia_i_p Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 08:42
        Protozoa, sorry, ale chyba mało który dyrektor szpitala by się z tobą zgodził.
        Mam wrażenie, że pomoc matek jest w tej chwili wliczana przy decydowaniu, jaka
        liczba pielęgniarek ma być zatrudniona na oddziale dziecięcym.
        Ale, jak już pisałam wyżej, Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść - jak już
        matka dziecko przewinie, umyje, przebierze i nakarmi, powinna dyskretnie
        zniknąć, najlepiej metodą teleportacji, żeby się nie snuć po szpitalnym korytarzu.
    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:01
      Jeżeli dzieciom wpaja się lek przed szpitalem, straszy lekarzem, jeżeli dziecko
      widzi jak bardzo rodzice boja sie szpitala to samo zaczyna się bać. Rodzice
      nieświadomie przenoszą swoj niepokój na dziecko.
      Jeżeli normalnie, rzetelnie wytłumaczy się po co idzie do szpitala ( nie dotyczy
      np. wypadków), poinformuje to nie ma problemów - nawet z 3 latkiem. A co
      potrafią zrobić dorośli oj duzo potrafią, dużo.
      • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:17
        protozoa, czytaj uważniej smile
        jakieś kilkadziesiąt postów powyżej napisałam dokładnie to samo.

        Tyle, że nie wydaje mi się, by w tak delikatnej materii, jaką jest
        choroba dziecka (6-mies, 6-lat, 16-lat - to ciągle dziecko a tu ma
        przyłożenie wypowiedź Korczaka, mam nadzieję znasz...) było miejsce
        na ogromny ładunek pogardy. Psychoedukację można pouprawiać gdy
        pacjent już wychodzi - emocje opadają, i edukator i edukowany będą
        spokojniejsi a w atmosferze spokoju (po obu stronach), wdzięczności
        (pacjent --> lekarz) i szacunku (w obie strony, zwłaszcza zaś lekarz
        --> pacjent) łatwiej pewne informacje przekazać.
        Ergo: szkolenie z komunikacji wskazane jako stały element szkoleń na
        UM, a najpóźniej w trakcie stażu, gdy zaczyna się mieć do czynienia z
        żywymi ludźmi.
        • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:33
          Nie czytałam wszystkich wypowiedzi w tym wątku i byc może także Twojej.
          Korczak powiedział dużo róznych rzeczy jedne stale aktualne inne juz nie bo
          odnoszą sie do innych realiów, innej epoki.
          Psychoedukacja to dobra rzecz, ale nie ma na nią czasu.
          Pacjent trafia do szpitala w róznych okolicznościach- gdy nagle zachoruje, gdy
          zachoruje na tyle ciężko, ze nie mozna go leczyć w domu, gdy ma wypadek itd.
          Gdy jest to tzw. planowe przyjęcie można i trzeba sie do niego przygotować -
          wtedy naprawdę nie ma problemu pod warunkiem, ze zrobi się to mądrze. Gorzej gdy
          dochodzi do przyjęcia w stanach nagłych - wtedy emocje biora górę i
          .....zapraszam na dyżur, może byc dzisiejszy. Mój Mistrz i Nauczyciel zwykł był
          mawiac "tracisz głowę- tracisz pacjenta". Ja tej głowy nie mogę stracić podobnie
          jak nie moge rozdrabniac się, wdawać w dyskusję, odciągać, uspokajać. Ja muszę
          działac bo od tego zależy zdrowie i zycie. A jeśli mi sie w tym przeszkadza
          muszę reagować. Czasem nawet bardzo ostro.
          • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:46
            Usłużnie cytuję:
            Są momenty, gdy dziecko kocha cię bezgranicznie,
            gdy mu potrzebny jesteś jak Bóg w nieszczęściu:
            dziecku w chorobie"
            / Janusz Korczak

            Forum to nie dyżur. Wiele rzeczy w stanach nagłych zrozumiem, bo brak
            czasu. Zimną ocenę sytuacji i przytomne działanie też rozumiem, i
            popieram gorąco całą sobą. Na koniec pobytu jest jednak chwila - i to
            jest moment na poruszanie takich tematów, wyjaśnienie tych
            gwałtownych działań, żeby nie zostawiać pacjenta (vel rodzica) z
            niedomówieniem, z poczuciem zlekceważenia, złego traktowania itp. Nie
            musi być to elaborat, wykład akademicki, serio smile Kilka słów - a
            zmieniają percepcję.

            Za zaproszenie na dyżur dziękuję serdecznie - nie skorzystam.
            Wystarczy mi, że okres wakacyjny lipiec-październik spędzam ze
            studentami w poradni, a od stycznia do kwietnia będę 5 dni w tygodniu
            na oddziale....
            Na codzień przechodząca przez ręce dokumentacja pacjentów i prace
            naukowe lekarzy plus kongresy wystarczą.
            • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:59
              A może jednak dziecku w chorobie/w szpitalu potrzebny jest przede wszystkim
              lekarz? Czy rozhisteryzowana matka nie przenosi lęków? Dr Korczak praktykował
              jednak dawno i w innych warunkach. Ponawian zaproszenie na dyżur. Sporo sie
              wyjaśni - z praktyki.
              • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:01
                A co Ty z tym rozhisteryzowaniem?
                Naprawdę NIE KAŻDY rodzic rzuca się na lekarza powstrzymując go od działania i
                wyje przy dziecku. Większość raczej ułatwia zabiegi, przytrzymując dziecko np.
                • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:06
                  Pewnie, że nie każdy, ale zdecydowana większość. Emocje sięgaja zenitu a
                  rozsądek ustępuje miejsca histerii.
                  • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:09
                    To ja statystyki jakieś poproszę, skoro tak kategorycznie stwierdzasz.
                    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:14
                      Nie prowadzę statystyk, zapraszam na dyżur. Może być nawet dziś.
                      • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:21
                        Lolinka ma racje, a ty choc nie masz racji uparcie powtarzasz swoje prawdy, one
                        mijaja sie jednak z faktami, no chyba, ze w PL wiekszosc rodzicow to cuchnace,
                        krzykliwe chamy w co watpie. Inaczej tez wyglada izba przyjec a inaczej oddzial.
                      • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:25
                        A bardzo chętnie - gdzie mam się pojawić? smile
              • lolinka2 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:19
                jeśli przyjąć że każda (vel większość) matek jest rozhisteryzowana,
                to wyjdzie to tak samo prawdziwie jak twierdzenie że każdy lekarz
                (vel większość) to niedouczony prostak.
                I ni czorta się nie dogadamy smile

                Tak, są matki, są przypadki, gdzie należy zadziałać ostro (i pewnie
                potem ci matka podziękuje za to, że gdy ona była nieprzytomna ze
                strachu, ktoś przytomny wszystko ogarniał i jeszcze nad nią czuwał).
                Natomiast ekstrapolacja tej postawy na całą populację matek to błąd.
                Duży rzeczowy błąd.
                I ten błąd jest dla mnie osobiście utrudnieniem współpracy z
                personelem, gdy pacjentem jest moje dziecko. Bo "założenie odgórne"
                brzmi: matka zemdleje, przestraszy dziecko, niech siedzi i czeka z
                dala od zabiegowego - ja jestem oazą spokoju w takich razach (trochę
                dlatego, że się napatrzyłam i trochę osobowościowo), na dzieci własne
                działam jak balsam (i mam tego świadomość) a dodatkowo potrafię je do
                pionu przywrócić przy próbach histerii jakiejkolwiek. Ale
                wytłumaczenie tego pielęgniarce (z lekarzem starcia w temacie nie
                zaliczyłam) trwa, zajmuje czas i generuje złość obu stron
                niepotrzebną....
                Dlatego mówię, że uogólnianie jest błędem.

                Jeśli zaproszenie składasz na serio - kiedyś chętnie z niego
                skorzystam, chwilowo natomiast obłożenie zajęciami wszelakimi pełne.
                Przypomnę się jednak w dogodniejszym momencie smile
                • e_r_i_n Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:27
                  Dokładnie o tym piszę do pani doktor cały czas.
                  W przypadku mojego dziecka taką ostoją spokoju i z pozytywnym wpływem na Młodego
                  jest mój mąż. No ale z dziećmi do szpitala przychodzą tylko niedomyte, palące,
                  rozhisteryzowane matki.
    • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:30
      Jak mozna pisac takie bzdury? Lekarz, matka, poprostu czlowiek...?
      Pojechalas w tym watku niezle. Mnie zastanawia czy ty masz takie poglady czy to
      tak z przekory, bo forumowiczki w wiekszosci za toba nie przepadaja? Te czasy
      juz dawno minely, juz na szczescie nie wroca, dzis rodzice maja prawo byc przy
      dzieciach, a juz w chorobie szczegolnie jest to wazne. Nie ma znaczenia czy
      dziecko ma 4 m-ce, 4 lata czy 14. Zostawmy decyzje rodzicom i dzieciom. Fakt, ze
      w polskich szpitalach brak warunkow, czasem zdarza sie rodzice, ktorzy maja
      niewlasciwe zachowanie,ale mozna ich poinstruowac. Sama jestem mama dwojga, a
      mlodsze niestety spedzilo sporo czasu w szpitalu i moglam byc z nim bez
      organiczen, podobnie jak dziadkowie i rodzenstwo. Lozko do spania, posciel,
      parawany do karmienia i ewentulnych zabiegow np. pobrania krwi itp., zadnych
      przebieranek, jedynie mycie rak i jakos dzieci niczym dodatkowym sie nie
      zarazaly, epidemii nie bylo. Personel w szpitalu byl wrecz zadowolony, bo
      dziecko mialo najlepsza opieke czyli mamy. Kiedy synek mial miec pierwsze
      szczepienie, ja niestety bylam zajeta starszym dzieckiem zadzwoniono zapytac czy
      mam ochote byc to zaszczepia w dogodnym dla mnie terminie, choc zgode podpisalam
      wczesniej.
      • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:40
        Wiem jak ludzie potrafią zachowywać sie w szpitalu. Dlaczego my mamy wychowywać
        dorosłych ludzi?
        Zbyt dobrze znam szpitale, zeby wiedzieć ile świństw wnoszą tam odwiedzający, w
        tym bedące na stałe matki. Nie byłoby wielu infekcji gdyby rodzice bardziej mysleli.
        Przebieranie? Ciekawe czy chciałabys abym biegała po szpitalu w ubraniu, w
        którym pieliłam ogródek, przychodziła z infekcją i niespecjalnie się tym
        przejmowała.
        • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:47
          Popieram. Nie raz musiałm pobrac krew prz łózku pacjenta i
          przyuważyłam że mało która osoba wchodząca na sale zaczynała od
          umycia i dezynfekcji rak a zarówno umywalka jak i stosowny płyn i
          reczniki były na sali dostepne.
          • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:52
            Wystarczyła by stosowna karteczka. Zapewniam, że ludzie może i nie pamiętają
            więc przypomnieć nie zaszkodzi.
            • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 17:59
              Kropka, wchodząc na oddział dostaje sie wydruk duzymi literami z
              zasadami jakie tam panuja , takie same sa przy wejściu na oddziały.
              Grochem o sciane.
              • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:14
                > Grochem o sciane.

                Ale co? Wszyscy nie myją? Jak widać, że delikwent na bakier z higieną to można
                uwagę zwrócić. Teraz napiszesz, że nie ma na to czasu i ochoty pewnie...
                • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:17
                  Nie mam ochoty wychowywać dorosłych ludzi. To powinni zrobic ich rodzice, ale
                  nie zrobili bo sami nie mieli takich nawyków/odruchów.
                  • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:32
                    Odnosze wrazenie, ze jestes strasznie zacofana, a twoi rodzice jako lekarze nie
                    przekazali ci pewnych wartosci i zasad bo pewnie sami ich nie znali. Komunikacja
                    pacjent-lekarz to dzis istotna sprawa, tak jak prawo do informacji i
                    wspoldecydowania (nie pisz o izbie przyjec z wypadkow, bo tam obowiazuja inne
                    zasady) a ty negujesz prawo do bycia z dzieckiem podczas jego choroby w szpitalu
                    i najchetniej cofnelabys sie o 30 lat. Dziwne.
                • przeciwcialo Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:20
                  Zwracam uwagę machinalnie ale grzecznie.
                  • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:25
                    No i ok. Mi pasuje.
            • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:01
              Czego nie pamiętają? Tego, że trzeba myć ręce? Tego powinni nauczyć rodzice a
              nie obcy ludzie pisząc karteczki!!!!! Brudas tego nie zrozumie, najwyżej się zdziwi.
              • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:05
                Rece myli wszyscy - siedzac tam poltora miesiaca calymi dniami nie zauwazylam
                aby komus zwracano uwage, natomiast fartuchow ani ochraniaczy nie bylo - z
                pewnoscia nie z oszczednosci.
        • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:03
          Mysle, ze przesadzasz, w szpitalu jak i kazdym innym miejscu publicznym sa pewne
          zasady do ktorych nalezy sie zastosowac, a jesli ktos je lamie i zwracanie mu
          uwagi nie pomaga to wtedy podejmuje sie bardziej radykalne kroki. O
          przebierankach - milalam na mysli rodzicow, z bakteriami i wirusami nie bylo
          chyba tak zle (tych szpitalnych jest wiecej i sa grozniejsze), moj syn przebywal
          na oddziale gdzie wiekszosc dzieci to byly wczesniaki, nawet na OIOM-ie rodzina
          najblizsza czyli rodzice i rodzenstwo moglo byc bez ograniczen. Nie zauwazylam
          aby byl jakis zgielk, brudni i smierdzacy rodzice czy masa biegajacych dzieci,
          wiadomo, ze zazwyczaj sa mamy i wymieniaja sie z ojcami lub babciami aby sie
          przebrac i wykapac czyli na krotko, nikt tez nie narzekal, ze nie moze wykonywac
          obowiazkow, wrecz przeciwnie, obecnosc bliskich dziecka dzialala pozytywnie. Moj
          syn byl jeszcze w szpitalu dwukrotnie raz gdy mial 5 m-cy z powodu wirusa i
          pomimo, ze jego stan nie byl bardzo zly i piersia nie karmilam to nie wyobrazam
          sobie ze mialoby mnie przy dziecku nie byc. Bylo na sali 4 dzieci a przy jednym
          przesiadywali rodzice, babcia i dwoje rodzenstwa, jakos strasznie nie bylo a i
          dzieci zdrowialy. Za drugim razem bylismy na zabiegu planowanym od rana do
          wieczora, ale to ja trzymalam malego na reku gdy go usypiali i ja wybudzalam go
          po wszystkim majac na reku przez rowne 2 godziny, az doszedl zupelnie do siebie.
          Gdyby starsza corka ponad 7-latka miala trafic do szpitala to z pewnoscia
          bylabym przy niej, zostawiajac co najwyzej na 2-3 godziny.
    • lykaena Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:05
      "Dzieckiem" będąc byłam w szpitalu 31 razy- "" stąd,że od 0 do 15 roku życia
      licząc, a najkrótszy mój pobyt to tydzień.
      To tak, aby nakreslić sytuację.
      A do sedna- oboje rodzice pracowali, oprócz tego w pewnym momencie miałam już
      młodsze rodzeństwo,nie siedzieli ze mną -chociaż ooo dziwo było można .
      Byłam dzielnym , dojrzałym nad wiek dzieckiem, dla którego zabiegi medyczne,
      łacińskie nazwy chorób, leków były chlebem powszednim.
      Tylko dwie noce po wyjątkowo ciężkiej operacji spałą ze mną na polówce babcia.
      Z tego mojego szpitalnego dzieciństwa nie mam żadnej traumy.
      co oczywiście nie oznacza,że inni jej nie mają ,dzieci są różne, ja na te dzieci
      patrzyłam a bywały tam
      - dzieci romskie, które miały cały "dom" w szpitalu, odwiedziny kilkudziesięciu
      członków rodziny w przeciągu dwóch dni.
      - wesele 14 latki Romki zorganizowane na oddziale gdyż wyrostek "chwycił" ja
      akurat podczas ślubu - starania lekarzy,aby nie dopuścić do pożycia małżonków
      podczas/po weselu- bezcenne ....
      - chłopczyk, który już w wieku 4 lat miał na koncie więcej pobytów w szpitalu
      niż ja nastoletnia wtedy weteranka, po wypadku samochodowym, gdzie pędzący
      pijany kierowca przygniótł dziecko do ściany miażdżac jego miednicę, ukłąd
      moczowo-płciowy - skazując na kalectwo
      - Ewa -dziewczynka ,która na oddziale miała swój pokój z różowymi firankami
      ,telewizorem mini atlasem do ćwiczeń, urodziny torty, śpiewy goście....wszyscy
      słyszeli jak umierała, nie dało się tego nie słyszeć....
      Chłopiec z domu dziecka ,który w czasie gdy dość powszechne były uż płyty cd
      dostał od wychowawcy walkmana- takiego chamskiego,starego- płakał jak
      dzieck...uppps- on był dzieckiem
      To tylko kilka, a poznałam tych historii kilkaset... każda inna, a zatem nie
      uogólniajmy proszę
      • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 18:13
        Przez 24 lata bo tyle mieszkalam z rodzicami codziennie słyszałam opowieści z
        oddziałów pediatrycznych i ginekologicznych. Różne. Wiedziałam, ze nie bedę ani
        pediatrą ani ginekologiem.
        Od 21 roku zycia ( wtedy zaczynają sie na studiach tzw. kliniki) obserwuję
        szpitalne zycie. Widziałam bardzo, bardzo duzo, słyszałam jeszcze więcej: od
        rodziców, babci, dziadka, męża, kolegów i z własnego doświadczenia.
        Masz rację nie uogólniajmy. Ale tak jest, ze tych normalnych współpracujących
        pacjentów się pamięta, mówi o nich, wspomina. Niestety gina w masie tych
        współpracujących inaczej.
    • protozoa Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 19:04
      Zaraz ide na obchod i..... pozostane glucha i slepa na wszelkie skargi pacjentów
      typu "telewizor za głosno", "rodzinka sąsiada juz 7 godzine gra w karty i nie
      moge się zdrzemnąć" itd. A co tam! Przekoałyście mnie, że pacjent ma prawo do 24
      godzinnej opieki bliskich. Mąż czuwa przy zonie a obok wstydzi sie skorzystać z
      basenu pacjenta po zabiegu - jej sprawa, niech nie siusia, sąsiadka ma prawo do
      opieki nad mężem.
      Brudy - najwyżej . Jedzenie na oknach- najwyżej ktos się porzyga ( oczywiście
      wtedy kochająca rodzinka nie sprzątnie).
      • kropkacom Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 19:07
        > Mąż czuwa przy zonie a obok wstydzi sie skorzystać z
        > basenu pacjenta po zabiegu - jej sprawa, niech nie siusia, sąsiadka ma prawo do
        > opieki nad mężem.

        Można pana męża poprosić o wyjście. Parawan też by się przydał. ITD.
      • wieczna-gosia protozoa my love 23.05.10, 19:30
        nie wiem gdzie pracujesz i z kim i na ile te historie sa obiektywne
        ale z kazdym z dzieci bylam w szpitalu- na ostrych dyzurach goszcze
        co miesiac conajmniej. Kilka razy wyladwalam na oddziale.

        NIGDY lekarz nie musial mnie wywalac z gabinetu- czasami mnie o to
        prosil i to nie dlatego ze dziecko nie wpolpracowalo tylko wrecz
        przeciwnie- dlatego ze dziecko wspolpracowalo na tyle dobrze ze
        lekarz uwazal ze wystarczy ze bede na korytarzu i poprosi mnie jak
        bedzie sie cos dzialo.

        NIGDY nie przynosilam do szpitala jedzenia ktore stalo gdziekolwiek-
        przynosilam i na bierzaco bylo zjadane lub tez nie przynosilam w
        ogole.

        KILKA RAZY moja obecnosc byla absolutnie niezbedna i lekarze
        doskonale zdawali sobie z tego sprawe- zawsze wtedy pokazywali jak
        przytrzymac, gdzie i chociaz przy wyjatkowo bolesnych zabiegach czy
        tez nieprzyjemnych chcialo mi sie wyc- NIGDY nie zwolnilam nachwytu
        ani nie zlapalam lekarza za reke.

        Moje najstarsze dziecko ma wyjatkowo niski prog bolu, ktory
        doprowadza mnie do histerii. ja to ja- ale jej nie mozna zebow
        obejrzec bez znieczulenia w zasadzie, nie mozna jej porzadnie pomacac
        brzucha w poszukiwaniu opuchniecia narzadow bo krzywi sie z bolu.
        Teraz jest juz dorosla i sama ma rozum i potrafi dac sie zbadac ale
        do czasow nastoletnich bylo to niemozliwe- jedyne co na nia dzialalo
        to moje tlumaczenie ze musi wytrzymac- byla zbyt silna by sie z nia
        szarpac. I wtedy owszem lekarz nie cyborg wkurzal sie czasem ale po
        fakcie zawsze mial dla mnie dobre slowo bo zdawal sobie sprawe ze
        dzieki mnie ja zbadal. Ja sama mam wyjatkowo wysoki prog bolu, nie
        rusza mnie nic.

        Nie wiem proto spotykam na swej drodze ludzi- ktorzy potrafia mi
        bardzo dokladnie wytlumaczyc o zzo chodzi bez uzywania nazwy
        lacienskiej watroby (nota bene geolodzy rozumieja nazwy po lacinie),
        ktorzy potrafia bardzo dokladnie mi pokazac jak moge pomoc oraz
        ktorzy doskonale wiedza jak moga mnie wykorzystac. W czasie
        rozlicznych porodow moj maz nigdy nie byl traktowany jako zawalidroga
        tylko mial konkretne zadaia i nikt nie kwestionowal jego obecnosci a
        kiedy zdarzylo sie raz ze poszedl ustawiac polozna to ona oczywiscie
        byla zla co nie zmienia faktu ze lekarz pozniej przyznal mi racje, a
        z polozna po krotkiej rozmowie ulozylo smi sie cudnie.

        Mam wrazenie ze czlowek ktory trafia do szpitala jest dla ciebie
        podludziem, ktory jesli ma jakiekolwiek oczekiwania to grzeszy!
        • protozoa Re: protozoa my love 23.05.10, 21:32
          Nigdy nie traktowałam NIKOGO jak podludzi . Mam oczy i widzę jak potrafią
          zachowywać sie odwiedzający.
          To, że Ty zachowujesz sie normalnie nie oznacza, że większość postepuje
          podobnie. Nie!
          Na obchodzie specjalnie popatrzyłam na parapety - w każdej sali stały słoiki,
          napoje jogurty. Na oddziale jest lodówka, bufet jest czynny a każdy chory
          dostaje 3 posiłki. W 100% u części chorych pojawią sie problemy z przewodem
          pokarmowym a my będziemy się głowić dlaczego.
          Moja koleżanka dentystka zrobiła dziecku krzywdę, bo....matka złapała ją za ręke
          w czasie "borowania". Takie sytuacje zdarzają się i to wcale nie tak rzadko.
          Niski próg bólu owszem istnieje, ale w cudowny sposób podnosi się gdy znikają ci
          którzy są wrazliwi na histerię. Kolega-laryngolog obejrzał bez problemu krtań
          dziewczynce, która w obecności matki rzygała na samo wspomnienie o badaniu
          laryngologicznym. Matka siedziała pod drzwiami. Jesli dorosły pacjent nie da sie
          zbadać z zasady z nim nie walczę- piszę co robi i.......trudno. Badanie nie jest
          rozkoszą, ale czasem trzeba się przemóc i współpracować. Nastolatek też ma chyba
          trochę rozumu i wie, że lekarz chce mu pomóc a nie zrobi tego bez współpracy.
          Ginekolodzy machnęli ręka na obecność ojców na salach porodowych. A co o tym
          myslą to myslą. Większośc tych tatusiów jest tak przejętych swoja rolą, że można
          im wmówic wszystko. Czy pomagaja zonom? Nie sądzę, raczej podbudowuja swoje ego
          i pokazuja kolegom zdjęcia z porodu - przy piwie rzecz jasna.
          W sumie walka z pacjentami jest walką z wiatrakami. W sumie to matka spi na
          podłodze i jej dziecko wdycha smród niemytych ciał 3-4-5 innych matek, jej
          dziecko budzi chrapanie, jej dziecko łapie kolejna biegunke rotawirusowa
          wniesiona do szpitala przez matke sąsiada z sali. To jej dziecko ma powikłania
          po zapaleniu płuc bo brat sąsiada przyszedł odwiedzić go z gorączką.
          A dorośli - to oni mają dyskomfort po operacji bo u sąsiada debatuje rodzina, to
          oni słuchają Radia Maryja, to oni krępuja się męża sąsiadki itd, itp. Miejcie
          więc sami do siebie pretensje- od nas wara.
          • wieczna-gosia Re: protozoa my love 23.05.10, 21:38
            strasznie smutny ten twoj swiat.
          • an_ni Re: protozoa my love 24.05.10, 14:56
            juz juz zaczelam sie zgadzac ze nie nalezy tak beztrosko wpuszczac
            rodzicow i odwiedzajacych do szpitali, ale nigdy w zyciu juz tak nie
            pomysle po tym co tu napisalas : z tego jak opisujesz sytuacje
            wnioskuje (bo na szczescie nie mialam takich sytuacji z dzieckiem w
            realu) dlaczego dziecko daje sie zbadac lekarzowi bez obecnosci
            rodzica: ze strachu. z przymusu. z przemocy. i tak jest dobrze, tak?
            na tym polega rola lekarza pediatry? wywalenie rodzica i zmuszenie
            malego pacjenta do wspolpracy
            nie pracujesz na oddziale dzieciecym, ale pewnie wiesz ile dzieci
            przypada na jedna pielegniarke na dyzurze? ile one maja czasu na
            pielegnacje tych dzieci bez rodzicow? bo o checiach to nie wspomne,
            bo dlaczego tyle matek po wizytach w szpitalach pisze ze dzieci bez
            rodzicow lezaly zasikane cale noce? ze przychodzono do nich tylko w
            celu badania, i tak wtedy pobyt w szpitalu to trauma!

            moze nadmiar pracy tak wplywa na bezdusznosc lekarzy i pielegniarek
            a moze znieczulica zawodowa, wszystko jedno, ale jestescie
            zaslepieni swoja "pozycja" i niezawisloscia, gdyby za tym szly
            umiejetnosci i zaangazowanie (a nie odwalanie roboty po lebkach), to
            byloby to jakos zrozumiale a tak pozostaje modlic sie / dbac
            prywatnie o zdrowie.
      • carmita80 Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 20:10
        Brak parawanow,/zaslon dookola lozek, brak telewizorow na wysiegnikach i
        sluchawek, brak menu gdzie pacjent wybiera na co ma ochote - 3 dania do wyboru w
        tym 1 veg, zupa w kubku, deser (do wyboru), owoce, sok, ewentualnie za oplata to
        co pacjent sobie zazyczy, brak standardow - smutne.
        • jogo2 Re: zbiorowa histeria u Polaków 23.05.10, 22:25
          Po mających ostatnio miejsce w Polsce zdarzeniach (chodzi mi o kwiecień) i
          lekturze tego wątku dochodzę do wniosku, że Polacy są przesadnie uczuciowi i
          podatni na zbiorową histerię. Wątek założyła pani, która będąc w szpitalu u
          swojego dziecka dokonała jakichś obserwacji, zresztą trafnych, uważam. Została
          za to zjechana. Poparła ją protozoa (z którą się zresztą nie zgadzam w wielu
          bardzo istotnych kwestiach) została napadnięta i zjechana przez wydawałoby się
          zazwyczaj trzeźwo myślące osoby.
          Jeżeli ktoś bardzo chce w ten sposób się realizować jako rodzic, że uważa, że
          MUSI towarzyszyć w dzień w i w nocy 16 latce w szpitalu, to jego sprawa, poza
          tym że wychowuje kalekę pod względem samodzielności.

          Mam syna 8-latka i nie wyobrażam sobie, że cierpiałby katusze, gdybym go
          zostawiła na noc samego w szpitalu po całodziennym i przed całodziennym
          czuwaniem przy nim (a o tym był post założycielski). Dużo tłumaczy, że ta pani
          ma w sumie czworo dzieci, więc ma priorytety poustawiane na rozsądnym poziomie,
          nie jak zbzikowane matki jedynaków, które są nafaszerowane bredniami wymyślonymi
          w zaciszu psychologicznego gabinetu. Bo to tak pięknie i wzniośle sobie
          powtarzać: Ach, moje dziecko mnie potrzebuje, ach, muszę stać murem za moim
          dzieckiem i wydrapać oczy temu wstrętnemu lekarzowi w jego obronie. Natomiast
          nikt się już widać nie boi wychować dziecko na mazgaja. To już jest
          przestarzałe, tak? A potem zdziwienie, skąd się biorą studenci, z którymi
          przyjeżdzają rodzice na rozpoczęcie pierwszego roku i do akademika za rączkę
          prowadzą. Właśnie stąd. Z tego forum jak widać.
          • kawka74 Re: zbiorowa histeria u Polaków 23.05.10, 22:36
            Bo to tak pięknie i wzniośle sobie
            > powtarzać: Ach, moje dziecko mnie potrzebuje, ach, muszę stać murem za moim
            > dzieckiem i wydrapać oczy temu wstrętnemu lekarzowi w jego obronie.

            Naprawdę myślisz, że do tego się sprowadza obecność rodzica w szpitalu?
          • e_r_i_n Re: zbiorowa histeria u Polaków 23.05.10, 22:40
            Cóż, jako rozhisteryzowana matka jedynaka uważam, że jest mnóstwo bardziej
            sprzyjających okoliczności do uczenia dziecka samodzielności, niż dla zasady
            pozostawianie go w szpitalu bez towarzystwa kogoś bliskiego.
            I, o dziwo, mimo bycia rozhisteryzowana matką jedynaka, jedynak ten jest całkiem
            samodzielny.
            • 3-mamuska Ale tu nie chodzi.... 24.05.10, 01:53
              O to żeby dziecko było cały czas same, ale kiedy dziecko powyżej 10
              roku zycia idzie spać, to po co mu mamusia leżąc na podłodze lub spiaca
              na krzesle, jak śpi to nawet nie zdaje sobie sprawy z jej obecności. W
              przypadku kiedy się obudzi w nocy i jest mu złe(bez mamy) to zawsze
              może zadzwonić i poprosić żeby przyjechała.Wiadomo jeśli stan dziecka
              jest ciężki to inna sprawa, ale myśle ze mój syn nawet by nie chciał
              żeby z nim siedzieć cały czs, miałby gry czy mp3 , może telewizor, lubi
              być sam bo ma spokój, a ze tz z niego gadula to mógłby z kolegami
              rozmawiać, o tym o czym się w takim wieku dyskutuje.
    • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 23.05.10, 22:08
      Po pierwsze: z tgo co zauważyłam po ostatnim poycie w szpitalu,
      natstolatki po 15, 16 lat były bez mam.
      Po drugie: szpitale są różne. Nie wyobrażam sobie żeby zostawić
      dziecko na pastwę pielęgniarek, które nawet wenflona nie potrafią
      dobrze zalożyć dziecku z rota i trzeba siedzieć przy dziecku i
      trzymać żeby dobrze leciało. Owszem, mam szpital najl\bliżej domu,
      dwa razy zostawiłam córkę, raz bo musiałam iść do dentysty, drugi
      raz - musiałam pojechać do domu, bo w domu prowadzę działalnośc i
      miałam coś do zrobienia. Wyszło może ok. 2 godzin. Zostawiłam ją, bo
      miałam 100% pewniść, ze pielęgniarki dobrze się nią zaopiekują. Ale,
      no boga dziewczyno, nawet nie masz pojęcia na jakie pielęgnniarki
      możesz trafić i tak po prostu zostawiasz dziecko w szpitalu? CZego
      oczekujesz od nas? przyklaskiwania, że dobrze robisz? Moja córka
      daje sobie pobrać krew bez najmniejszwego problemu, z pielęgniarkami
      i lekarzami nawiązuje świetny kontakt, ale nie wyobrażam sobie, że
      mogłoby mnie nie być przy obchodzie - bo córka powie gdzie ją boli,
      ale już może zapomnieć, ze w nocy coś działo. Nie zostawiłabym jej
      właśnie w nocy, bo pielęgniarki śpią w najlepsze i dopiero budzą się
      jak dzieciak się DRZE (też z doświadczenia) a jak dziecko przyjeżdża
      do szpitala chore, to wszystko może się zdarzyć, prawda? No chyba,
      że zmęczona mamusia odstawiam dzieko do szpitala, zeby sobie
      odpocząć, ale mam nadzieję, że takie sytuacje się nie zdarzają.

      Stwierdzasz, że jesteś wyrodną matką. Tak, jesteś wyrodną matką. Bo
      jeszcze mogę zrozumieć, że ktoś nie może zostać z dzieckiem w
      szpitalu bo: pracuje w nocy/ma małe dziecko/sam jest chory, ale
      zostawienie dziecka w nocy w szpitalu, bo się woli spać w domu - to
      jest najwyższy stopień wyrdnej matki.


      • bi_scotti Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 03:28
        Bardzo ciekawy watek. Dowiedzialam sie sporo o polskich ukladach w
        szpitalach dla dzieci. Ja mam zupelnie inne doswiadczenia. Moj
        sredni syn od niemowlectwa spedzil duzo dni w szpitalu, najwiekszym
        szpitalu dzieciecym w mojej prowincji i w moim miescie. Nie ma mowy
        o tym zeby rodzice nawet najmlodszych dzieci NOCOWALI na sali z
        dzieckiem. Wiekszoc rodzicow, jesli moze/jesli uklady w pracy im na
        to pozwalaja, spedza w poblizu dzieci spora czesc dnia a na noc
        jedzie do domu lub hotelu. Jest np. hotel dla rodzicow dzieci spoza
        najblizszej okolicy (sponsorowany glownie przez fundacje Ronald
        MacDonald) - trudno tam o miejsce, wiec jest glownie dla rodzicow o
        malych dochodach; rodzice moga przebywac z dziecmi w ich pokojach w
        ciagu dnia w okresach miedzy zabiegami, badaniami, testami,
        posilkami itp. To dotyczy dzieci obloznie chorych pozostajacyh w
        szpitalu dluzej niz 2-3 dni. Dzieci z wypadkow, po zabiegach
        operacyjnych maja prawo miec rodzicow przy sobie przez pierwszych
        kilka godzin pobytu, potem jak wyzej. Rodzice sa informowani na
        biezaco; dzieci powyzej 13 roku zycia maja prawo nie zyczyc sobie by
        rodzice byli informowani o stanie ich zdrowia chyba, ze sytuacja
        zagraza zyciu; mlodziez powyzej 16 roku zycia podejmuje wszystkie
        decyzje dotyczace zdrowia bez obecnosci rodzicow (jesli taka ich
        wola, oczywiscie). W szpitalu jest szkola, przedszkole, dziesiatki
        zajec hobbystycznych dla dzieci pozostajacych tam dluzej lub
        wracajacych regularnie na zabiegi. Dla rodzicow sa dostepne roznego
        rodzaju warsztaty informacyjne dotyczace np.technik postepowania z
        dziecmi niepelnosprawnymi czy takich prostych rzeczy jak zmiana
        opatrunku, podawanie pewnych lekarstw, zadawanie pytan, na ktore
        odpowiedzi moga miec znaczenie w diagnozie itp. O tym zeby ktos spal
        na podlodze kolo dziecka nie ma mowy - przeciez to stanowi
        zagrozenie w przypadku np. pozaru czy koniecznosci natychmiastowej
        interwencji lekarskiej. W ogole nie rozumiem jak szpitale moga
        dopuszczac do takich sytuacji. Podobnie ze spaniem na krzesle na
        korytarzu - na korytarzach na oddzialach nie ma krzesel (moglyby
        przeszkadzac w transporcie pacjenta albo wlasnie ewakuacji szpitala
        badz oddzialu), miejsca do siedzenia sa wyznaczone w lobby ale te sa
        na tyle odlegle od poszczegolnych sal, ze czuwanie tam nie mialoby
        zadnego sensu. Dodam, ze pielegniarki w szpitalu dzieciecym to ELITA
        pielegniarska a juz np.oddzialy onkologiczne czy kardiochirurgiczne
        to naprawde dostaja kwiat tego zawodu. Ja po 23 latach obcowania z
        dziesiatkami juz teraz pielegniarek nie moge jednego zlego slowa
        powiedziec na panie i panow wykonujacych ten zawod. Pelny szacunek!
        • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 07:09
          Nie ma mowy
          > o tym zeby rodzice nawet najmlodszych dzieci NOCOWALI na sali z
          > dzieckiem.

          W takim układzie dziękuję Wielkiemu Potworowi Spaghetti i innym siłom wyższym,
          że moja córka znalazła się w polskim szpitalu.
          • sewerynki Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 09:17
            No cóż, właśnie wróciłam z dzieckiem ze szpitala. Nagły przypadek, byliśmy 5
            dni, wypuszczono nas na moją prośbę. Moje dziecko jest w zerówce, byłam z nim
            cały czas ponieważ: jest trochę inny (cechy autystyczne) nie da się przwidzieć
            jak zareaguje i negatywnych skutków poczucia osamotnienia i porzucenia; musiał
            być sam na sali ze względu na kontakt z chorobą zakaźną, trzeba było go
            przenosić na wózek inwalidzki i wozić do ubikacji - ileś tam razy dziennie,
            jakoś nie widziałam w tym roli pielęgniarek, nogę miał na wyciągu (kiepskiej
            jakości - robota szpitalnej złotej rączki) która spadała z wyciągu co ok 10- 15
            minut, więc co chwila zaczepiałam nogę a co jakiś czas bandażowała od nowa.
            Starałam się swoją obecnością pomagać a nie przeszkadzać w pracy. Nie było mowy
            o lodówce ani czajniku dla rodziców. Spałam na podłodze i mi nie przeszkadzało.

            Moje ale do szpitala. Nikt nie poinformował nas o diagnozie ani wynikach
            (wydębiłam od pielęgniarki) na obchodzie mnie nie zauważano tylko mruczano pod
            nosem, kiwano głową i tyle, wypis dostałam od sekretarki, ze zdawkowymi
            zaleceniami (oszczędzać nogę, leżeć) i bez żadnego opisu sytuacji, dziecku nie
            został przydzielony lekarz prowadzący bo przyszedł na ostrym dyżurze w
            niedzielę, nikt się do przypadku nie przyznawał i matce nie mógł nic powiedzieć,
            przepraszam, straszono mnie tylko że może pojawić się sepsa. Dostał receptę na
            dawkę anytbiotyku dla dorosłego, nie wiem czy lekarz się pomylił bo nie
            dodzwoniłam się do szpitala, a wypis pisał stażysta, dawka skorygował znajomy
            lekarz (z 3 do 2 tabletek na dobę).

            Dziś omijam zleconą wizytę w poradni, oszczędzę sobie i dziecku pół dnia w
            szpitalu w korytarzu wielkości mojego przedpokoju. Pojadę za 120 zł prywatnie do
            lekarza z oddziału na którym był mój syn choć chyba go nawet nie widział, z
            nadzieją że jak już zapłacę to wyjaśni mi co się dziecku wydarzyło, poinformuje
            o leczeniu, rehabilitacji, ilości czasu koniecznego do spędzenia w domu itp.
            Tyle moich uwag na temat szpitali w Polsce. Acha, a był to dziecięcy szpital
            uniwersytecki.
            • kawka74 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 15:04
              Kiedy ja byłam z córką w szpitalu, było akurat odwrotnie. Informacje o wynikach
              dostawałam na bieżąco od doktor prowadzącej, która zresztą nie poprzestała tylko
              na leczeniu w swojej działce, ale sprowadziła do małej neurologa i
              rehabilitanta. Oszczędzono mi ponurych diagnoz (dowiedziałam się dopiero po
              wykluczeniu sepsy i zapalenia opon mózgowych, a z małą było lepiej). Przy
              wyjściu dostałam od pani doktor nie tylko wypis, ale i listę zaleceń z
              wyjaśnieniami.
              Jedno tylko było kompletną abstrakcją - bufet w szpitalu był nieczynny, jedzenia
              nie można było wykupić, a w kuchni był tylko czajnik (w przeciwieństwie do
              oddziału piętro wyżej, gdzie były osobne czajniki do gotowania wody dla dzieci i
              rodziców, mikrofala, nawet mleko modyfikowane i butelki, o herbatkach,
              słoiczkach i kaszkach nie wspomnę). Żeby coś zjeść, trzeba było albo organizować
              sobie dowóz żarcia przez rodzinę, albo prosić pielęgniarki, żeby posiedziały
              chwilę z dzieckiem (i siedziały, były naprawdę świetne i chętne do pomocy,
              życzliwe) i gnać do spożywczego po wędlinę i pieczywo.
          • najma78 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 14:44
            W europejskich szpiatalach jest inaczej, rodzice jak najbardziej maja prawo
            nocowac przy dzieciach, ale spia na lozkach, szpitale sa w nie wyposazone, a nie
            na podlogach czy siedzac na stolkach.
      • estelka1 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 13:14
        el_jot, czy Ty naprawdę masz do czynienia z taką patologią w szpitalach? Wiesz co, jakoś nie uwierzę, że w każdym szpitalu, na każdej zmianie pracują wyłącznie zołzowate pielęgniarki.
        Jeśli mogę się odnieść do swoich własnych doświadczeń, to miałam do czynienia z 3 szpitalami, przy czym w jednym z nich, córka leżała na 2 różnych oddziałach i to o ironio nie na oddziałach dziecięcych. Moje spostrzeżenie... najmłodszym dzieciakom, takim do wieku szkolnego, faktycznie obecność rodziców jest potrzebna praktycznie non stop. Pod jednym drobnym warunkiem, niech Ci rodzice rzeczywiście będą pomocni i niech mają też wzgląd na obecność innych pacjentów, którzy też są chorzy i potrzebują przede wszystkim spokoju. Ale dzieci takie od 7-8 roku zycia naprawdę nie potrzebują, by rodzice koczowali przy nich całą dobę. Moja córka miała 8 lat, jak trafiła do szpitala pierwszy raz. W ciągu dnia, w miarę możliwości ktoś z nią był. A nawet jeśli zdarzało się, że musiała parę godzin być sama, to inne pacjentki bawiły się z nią, czy rozmawiały. W miarę możliwości i pielęgniarki zajmowały się młodą. Ale i ona sama też potrafiła się sobą zająć, bo wiedziała, że zaraz przyjdą dziadkowie, czy rodzice. Codziennie wieczorem byłam u niej, pomagałam się wykąpać, chwilę siedziałam, żeby się mogła do woli poprzytulać, pogadać, a około 21 wychodziłam. Córka wiedziała, że rano babcia albo ja przyjdziemy. W każdej chwili, nawet w nocy mogła dzwonić do mnie, ale jakoś nigdy tego nie praktykowała, bo po prostu spała spokojnie całą noc. Miewała kryzysy, zwłaszcza na początku popłakiwała po moim wyjściu wieczorem, ale bez problemu pielęgniarki, prowadząca ją lekarka, czy współpacjentki były w stanie ją uspokoić, zająć czymś i jakoś obyło się bez traumy. Oczywiście, gdyby była bardzo poważnie chora, jej życie byłoby zagrożone, na pewno nie zostawiłabym jej samej na noc. Ale przy mononukleozie nie widziałam takiej potrzeby. A przy okazji, młoda jest jedynaczką smile
        • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 13:48
          el_jot, czy Ty naprawdę masz do czynienia z taką patologią w
          szpitalach? Wiesz
          > co, jakoś nie uwierzę, że w każdym szpitalu, na każdej zmianie
          pracują wyłączni
          > e zołzowate pielęgniarki.
          Ależ ja nie napisłam, że w każdym szpitalu są tylko zołzowate
          pielęgniraki. Zauważ, ze pisałam też o tych które są ok. Ale
          najgorsze wspomnienia mam ze szpitala dziecięcego na Niekłańskiej w
          WArszawie i o tym pisałam. Tak, w tym szpitalu spotkałam tylko i
          wyłacznie zołzowate pielęgniarki. Jakiś czas temu był wątek też nt
          dzieci w szpitalach i pielęgniarkach, takich co dziewczynkę z domu
          dziecka przywiązały pasami do łóżka, bo była nieposłuszna. Przykłady
          można mnożyć.
          • kub-ma Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 16:58
            Wiesz, też mam kiepskie wspomnienia jeżeli chodzi o niektóre
            pielęgniarki na Niekłańskiej. Ciekawe jakie wspomnienia mają inni.
        • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 14:32


          estelka1 napisała:
          Mie
          > wała kryzysy, zwłaszcza na początku popłakiwała po moim wyjściu
          wieczorem, ale
          > bez problemu pielęgniarki, prowadząca ją lekarka, czy
          współpacjentki były w sta
          > nie ją uspokoić, zająć czymś i jakoś obyło się bez traumy.

          Czyli nie było jednak tak super. A poza tym, chyba trochę
          ściemniasz, bo w żadnym szpitalu w Polsce nie jest tak, że lekarz
          prowadzący jest obecny cały dzień przy dziecku. Wieczorami jest
          lekarz dyżurujący, może się przypdadkiem zdarzyć, ze jest on i
          prowadzącym twojego dziecka. Najczęściej dyżurujący wie tyle o
          dziecku co u przekazano albo poczytał w dokumentacji. Trochę
          szpitali zaliczyłam z moją 5 letnią teraz córkąwink
          • estelka1 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 16:12
            Jakoś nie ściemniam. Na oddziale zakaźnym, na którym moja córka leżała jako 8-latka, było w ogóle tylko dwóch lekarzy, bo i oddział niewielki. Dyżurujący lekarz (chociaż to był tak zwany dyżur "pod telefonem") codziennie wieczorem przyjeżdżał na wizytę i miał przy tym czas porozmawiać z pacjentami, czy pocieszyć najmłodszych, chwilę się pobawić z nimi. A że tak się akurat złożyło, że w tym czasie na wieczorne wizyty przyjeżdżała prowadząca córkę lekarka, to zajmowała się nią, jak była taka potrzeba. Nawiasem mówiąc obydwoje są wspaniałymi lekarzami, bardzo otwartymi na ludzi, ciepłymi i serdecznymi.
            A że moja córka na początku popłakiwała trochę... wiesz co, każde normalne dziecko przeżywa rozstanie z rodzicami i nową sytuację, czy znalezienie się w nowym środowisku. I naprawdę nie ma tu aż takiego znaczenia, czy to jest pobyt w szpitalu, pierwsze dni w przedszkolu, czy wyjazd na obóz albo kolonię. Wiedziałam, że znajduje się pod dobrą opieką, że nikt jej krzywdy nie robi i że jeśli będzie taka potrzeba, zostanę telefonicznie wezwana "na pomoc" swojemu dziecku.
            I uprzedzam, ewentualne kolejne podejrzenie o ściemnianie. Tak, mimo że córka leżała na oddziale chorób zakaźnych, mogłam ją odwiedzać, kiedy tylko chciałam. Nie leżała w izolatce.
            • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 16:35
              estelka1 napisała:

              >
              > A że moja córka na początku popłakiwała trochę... wiesz co, każde
              normalne dzie
              > cko przeżywa rozstanie z rodzicami i nową sytuację, czy
              znalezienie się w nowym
              > środowisku. I naprawdę nie ma tu aż takiego znaczenia, czy to
              jest pobyt w szp
              > italu, pierwsze dni w przedszkolu, czy wyjazd na obóz albo
              kolonię. Wiedziałam,
              > że znajduje się pod dobrą opieką, że nikt jej krzywdy nie robi i
              że jeśli będz
              > ie taka potrzeba, zostanę telefonicznie wezwana "na pomoc" swojemu
              dziecku.
              > Jest ogromna różnica międy płaczem dziecka w szpitalu a płaczem
              dziecka w przedszkolu. Jak tego nie rozumiesz to trudno. Gdyby ktoś
              z nią został w szpitalu, nie płakałaby. A tak czuła się samotna i
              opuszczona.
              • estelka1 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 17:14
                I po co uderzasz w aż tak dramatyczne tony? Wierz mi, nie jestem jakąś patologiczną matką, która spokojnie patrzy na rozpacz swojego dziecka i ma to w głębokim poważaniu. Ośmioletnia dziewczynka, która ma za sobą już "samodzielny" wyjazd na wakacje do cioci, bez większego problemu może zostać w szpitalu na noc bez matki. Zwłaszcza, że ta matka jest z nią przed zaśnięciem i niemal zaraz po obudzeniu. Miłość do dziecka to nie to samo, co nadopiekuńczość i poświęcenie za wszelką cenę. Dla mnie chore jest koczowanie na krzesełku, zarywanie nocy po to, by patrzeć jak dziecko spokojnie śpi. Ja osobiście wolałam się wyspać, żeby mieć siłę zajmować się córką w ciągu dnia.
                • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 18:03
                  estelka1 napisała:
                  Wierz mi, nie jestem jakąś patologi
                  > czną matką, która spokojnie patrzy na rozpacz swojego dziecka i ma
                  to w głęboki
                  > m poważaniu.

                  Ja nie napisałam,że jesteś patologiczną matką

                  Ośmioletnia dziewczynka, która ma za sobą już "samodzielny" wyjazd
                  > na wakacje do cioci, bez większego problemu może zostać w szpitalu
                  na noc bez
                  > matki.
                  Do porówniania szpitala do przedszkola, wyjazdu na obóz doszło teraz
                  porównanie samodzielnego wyjazdu do cioci. CZy ty naprawdę nie
                  widzisz różnicy czy udajesz?

                  Miłość do dziecka to nie to samo, co nadopiekuńczość i poświęcenie
                  za
                  > wszelką cenę.
                  Oczywiscie, że nie. Ale wg mnie zostanie z dzieckiem w nocy w
                  szpitalu nie jest wyrazem nadopikeuńczopści tylko zwyczajnej troski

                  Dla mnie chore jest koczowanie na krzesełku, zarywanie nocy po to
                  > , by patrzeć jak dziecko spokojnie śpi. Ja osobiście wolałam się
                  wyspać, żeby m
                  > ieć siłę zajmować się córką w ciągu dnia.
                  Tak się szczęśliwie zdarzyło, że ani razu nie spałam na krzesłku,
                  spałam albo na materacu na podłodze,albo na łóżku obok dziecka.

                  • estelka1 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 18:53
                    Rozmawiając z Tobą nie można używać zbyt wielu argumentów, bo cudnie łapiesz za słówka, za to wniosków nie wyciągasz. Ale nieważne. Podsumuję najprościej jak się da. Po pierwsze, dziecko przeżywa rozstanie z rodzicami, nawet jak jest duże, a szczególnie jeśli musi spać nie w swoim łóżku. Po drugie, płacz (nie rozpacz, ani histeria) jest normalną reakcją na sytuację trudną, zwłaszcza u dziecka. Po trzecie jeśli dziecko nie gorączkuje, nie jest po operacji, nie jest podłączone do aparatury podtrzymującej życie, czy wreszcie nie umiera, może zostać na noc bez rodziców, zwłaszcza jak jest duże, ma na koncie rozstania z rodzicami i przede wszystkim ma zapewnioną opiekę. A szpital taką zapewnia. Po czwarte, w znacznej części moich wypowiedzi odnosiłam się do przykładu własnego dziecka, a moje decyzje dotyczyły MOJEJ córki. I uważam, że takie decyzje w jej przypadku się sprawdziły. Bez fałszywej skromności powiem, że mam mądrą, odpowiedzialną i samodzielną córkę, z którą mam doskonały kontakt. Ty ze swoim dzieckiem postępuj tak, jak uważasz za słuszne. I za kilkanaście lat powiedz o nim to samo, co ja dziś o swojej córce smile
        • el_jot Dla Estelki 24.05.10, 14:45
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,111869503,111906775,Re_Dzieci_w_szpitalach.html
          • estelka1 Re: Dla Estelki 24.05.10, 16:27
            Wiesz co mnie najbardziej zastanawia w historii zawartej w wątku, do którego mi podałaś link? To co jest tam opisane, to zwykłe znęcanie się nad dzieckiem. Dlaczego zatem nikt nie powiadomił prokuratury? Szkoda, że aktywność autorki ogranicza się do pyskowania na forum.
    • zonka77 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 09:08
      >Nawet czterolatkowi można wytłumaczyć, że mama
      >idzie spać do domu i przyjdzie rano, a co dopiero nastolatkowi, ale >moda jest,
      >że rodzic musi być, więc jest. Jestem wyrodną matką, bo wybrałam >własne łózko,
      >niż podłogę obok dziewięciolatki.
      Twój wybór. Ja mam 9 latkę i nie zostawiłabym jej z prostej przyczyny - często
      mi mówi że gdyby trzeba bylo iść do szpitala to pójdzie bylebym mogła być z nią
      bo inaczej bardzo by się bała. Wybrałabym więc krzesełko.
      Co do 4 latka to się nie wypowiadam - trudno mi wyobrazić sobie tak odporne 4
      letnie dziecko któte bez problemu zostaje na noc samo w szpitalu. Co do dzieci
      starczych to myślę że po prostu zależy - od dziecka i sytuacji. Jedno dziecko
      zostanie spokojnie a inne będzie pół nocy ryczeć w poduszkę.
      • zonka77 przepraszam za literówki! 24.05.10, 09:09
        Coś dzisiaj nie trafiam uncertain
      • el_jot Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 14:43
        zonka77 napisała:

        > >>>> Co do 4 latka to się nie wypowiadam - trudno mi wyobrazić
        sobie tak odporne 4
        > letnie dziecko któte bez problemu zostaje na noc samo w szpitalu.
        > zostanie spokojnie a inne będzie pół nocy ryczeć w poduszkę.
        Moja córa ma teraz 5 lat, no i można ją zostawić w dzień
        wszędzie,nawet w szpitalu, w przedszkolu zaaklimatyzowała się
        natychmiast. Ale w nocy w szpitalu - po prostu sobie nie wyobrażam,
        że mogłaby zostać sama i ona też nie. O czterolatku autorka pisze
        bzdury totalne, owszem na siłę można zrobić wszystko, ale chyba nie
        o to chodzi. Tak wypowiadają się niektóre panie, że rodzice
        przeszkadzają w szpitalu a nie przeszkadza wyjący całą noc
        czterolatek? Ach, zapomniałam, zawsze można dać differgan na
        uspokojeniewink
    • alabama8 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 09:13
      No cóż, w szpitalu z dzieckiem byłam nie raz nie dwa, w sumie pewnie
      by się całkiem spora liczba nazbierała i wiem jak "opieka" wygląda w
      praktyce i to nie tylko gdy matki nie ma na noc, ale też kiedy matki
      nie ma wogóle.
      W jednym ze szpitali (zakaźnych) na sali obok leżało malutkie
      niemowlę, a jego matka w zakaźnym dla dorosłych. O ile dzieckiem
      rano zajmowały się stażystki pielęgniarstwa, tak po południu
      dzieciak leżał sam i płakał, płakał, płakał. I nikt się nie
      interesował, a ja nie mogłam tam wejść bo siedziałam ze swoim w
      pokoju z kwarantanną bo mały miał zakażenie gronkowcem. Do tego
      zajmowałam się w tym czasie jeszcze dzieckiem z łóżka obok, do
      którego matka przychodziła raz w tygodniu. Trzylatkiem z chorobą
      sierocą zamkniętym przez cały dzień w łóżku z kratami, karmionym na
      szybko przez pieleniarki. Po obiedzie stawiały mu kompot na
      parapecie i wychodziły. A dzieciak był zamknięty w łóżku i nawet by
      do tego kompotu nie sięgnął. Kiedy go pierwszego dnia mojego pobytu
      wypuściłam z łóżka - zachowywał się jak źrebak wypuszczony na łąkę,
      nie wiedział co ma ze sobą zrobić - biegać, skakać ...
      Takie są polskie szpitale, to nie są historie odległe - raptem 3-4
      lata temu.
      Jeśli zostawisz dziecko samo na noc to ci się zasika po pachy i do
      rana nikt mu gaci nie zmieni, wyrwie sobie wenflona, wykrwawi, nikt
      nie zauważy. Tak więc zalecam więcej instynktu samozachowawczego.
    • viviene12 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 17:36
      Nawet czterolatkowi można wytłumaczyć, że mama
      > idzie spać do domu i przyjdzie rano,

      nie mozna, w kazdym razie nie kazdemu.
      • krokre Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 18:13
        viviene12 napisała:

        > Nawet czterolatkowi można wytłumaczyć, że mama
        > > idzie spać do domu i przyjdzie rano,
        >
        > nie mozna, w kazdym razie nie kazdemu.
        >
        >

        Potwierdzam. Zreszta by mi serce pękło jakbym mojego 4 latka zostawiła w
        szpitalu samego na całą noc, czy noce. Dlatego jak byłaby możliwość zostania z
        nim bez wahania bym została. 9-latek to juz inna sprawa, choc to też zależy od
        dziecka i jego wrażliwości
        • bi_scotti Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 19:25
          krokre napisała:

          > Zreszta by mi serce pękło jakbym mojego 4 latka zostawiła w
          > szpitalu samego na całą noc, czy noce. Dlatego jak byłaby
          możliwość zostania z
          > nim bez wahania bym została.

          Na jak dlugo? Jesli 4-latem musialby byc w szpitalu 6 tygodni, 3
          miesiace - tez bylabys w stanie zostac z nim 24x7? Poniewaz 99%
          rodzicow w takich okolicznosciach nie jest w stanie, szczegolnie
          jesli maja wiecej dzieci i mieszkaja w znacznej odleglosci od
          szpitala, od tego jest KWALIFIKOWANY personel, ktoremu mozna zaufac
          zeby zadne dziecko nie czula sie opuszczone czy nieszczesliwe z tego
          powodu, ze mama nocuje poza szpitalem. Czy to 4-latek, ktory jest w
          szpistalu 1 noc, czy ten, ktory jest w nim 100.
          Z tego, co piszecie, to glownym problemem wydaja sie byc kwalificje
          i podejscie (lub raczej jego brak) zespolow pielegniarskich na
          oddzialach dzieciecych. Rowniez organizacja pracy jest pewnie jakims
          tam problemem. Mnie sie zdaje, ze moze rodzice za malo wymagaja od
          sluzb medycznych i za wiele biora na siebie w sytuacjach, w ktorych
          inne rozwiazania bylyby zapewne bardziej praktyczne i faktycznie
          przyspieszajace poprawe zdrowia dzieci. W moim kraju zawod
          pielegniarki jest bardzo ceniony, daje mozliwosci nieustannego
          ksztalcenia sie zawodowego, jest przyzwoicie oplacany i ogolnie to
          nie jest latwo zostac pielegniarka, szczegolnie np. z tytulem
          Master's. To ma zapewne jakies znaczenie w kwestii ostatecznej
          opieki jaka otrzymuja pacjenci, szczegolnie ci, ktorym trudno jest
          sie samym poskarzyc - dzieci, umyslowo uposledzeni, staruszkowie ...
          Oni potrzebuja najlepiej wykwalifikowanej i najbardziej
          zaangazowanej opieki pielegniarskiej.
          • krokre Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 19:52
            bi_scotti napisała:

            > krokre napisała:
            >
            > > Zreszta by mi serce pękło jakbym mojego 4 latka zostawiła w
            > > szpitalu samego na całą noc, czy noce. Dlatego jak byłaby
            > możliwość zostania z
            > > nim bez wahania bym została.
            >
            > Na jak dlugo? Jesli 4-latem musialby byc w szpitalu 6 tygodni, 3
            > miesiace - tez bylabys w stanie zostac z nim 24x7? Poniewaz 99%
            > rodzicow w takich okolicznosciach nie jest w stanie, szczegolnie
            > jesli maja wiecej dzieci i mieszkaja w znacznej odleglosci od
            > szpitala, od tego jest KWALIFIKOWANY personel, ktoremu mozna zaufac
            > zeby zadne dziecko nie czula sie opuszczone czy nieszczesliwe z tego
            > powodu, ze mama nocuje poza szpitalem. Czy to 4-latek, ktory jest w
            > szpistalu 1 noc, czy ten, ktory jest w nim 100.
            > Z tego, co piszecie, to glownym problemem wydaja sie byc kwalificje
            > i podejscie (lub raczej jego brak) zespolow pielegniarskich na
            > oddzialach dzieciecych. Rowniez organizacja pracy jest pewnie jakims
            > tam problemem. Mnie sie zdaje, ze moze rodzice za malo wymagaja od
            > sluzb medycznych i za wiele biora na siebie w sytuacjach, w ktorych
            > inne rozwiazania bylyby zapewne bardziej praktyczne i faktycznie
            > przyspieszajace poprawe zdrowia dzieci. W moim kraju zawod
            > pielegniarki jest bardzo ceniony, daje mozliwosci nieustannego
            > ksztalcenia sie zawodowego, jest przyzwoicie oplacany i ogolnie to
            > nie jest latwo zostac pielegniarka, szczegolnie np. z tytulem
            > Master's. To ma zapewne jakies znaczenie w kwestii ostatecznej
            > opieki jaka otrzymuja pacjenci, szczegolnie ci, ktorym trudno jest
            > sie samym poskarzyc - dzieci, umyslowo uposledzeni, staruszkowie ...
            > Oni potrzebuja najlepiej wykwalifikowanej i najbardziej
            > zaangazowanej opieki pielegniarskiej.

            Tak długo jak bym musiała Co do kwalifikacji szpitalnego personelu - to chyba
            logiczne że tylko taki tam pracuje, ale wykwalifikowana pielęgniarka to nie to
            co obecność matki. To jak się zachowała autorka wątka w stosunku do swojego
            dziecka to jej sprawa nie potępiam nie przyklasnę. Piszę co JA bym zrobiła gdyby
            moje dziecko musiało być w szpitalu
            • mamakrzysia4 Re: Dzieci w szpitalach 24.05.10, 23:55
              byłam z 2 maluchów w szpitalu- młodą karmiłam piersią a strszak nie
              wyobrażął sobie chwili bez mamy problem polegał na tym, że młodsze
              poszlo na oddział niemowlaków a starsze na przedszkolaki a ja tak
              krążyłam miedzy 1 a 4 piętrem sama bez pomocy dzieci miały rota i na
              przemian rzygały i srały ja byłam obrzygana nieprzytomna ze
              zmęczenia tak wytrzymałam tydzień zero wsparcia i zrozumienia ze str
              personelu medycznego....-przykład z renomowanego szpitala dla dzieci
              w Warszawie. Za to gdy młoda wylądowala w szpitalu w Grodzisku
              Mazowieckim to sama pani ordynator kazała mi uciekać do domu spać a
              oni już zajęli się moją krzykaczką i może jestem wyrodna ale nie
              miałam wyrzutów sumienia i porządnie się wyspałam ale nawet
              największemu wrogowi nie życze koszmaru bycia z dzieckiem w szpitalu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka