Dziewczyny szukam porady, bo nie znajduje od dluzszego czasu rozwiazania. Mam podejrzenia od ponad pol roku, ze synek meza siostry ma autyzm, lub inne uposledzenie. Nie wiem , jak jej to powiedziec. Ona jest tak w tym dziecku zakochana, nie przyjmuje moich delikatnych sugestii. Pare miesiecy temu myslalam, ze on nie slyszy, ale okazalo sie, ze ze sluchem jest ok. Placze jak ktos kaszle, kicha, glosno cos powie. Na swoje imie wogole nie reaguje, wogole jak cos do niego sie mowi, to zero reakcji. Nie reaguje na dzieci (ma 20miesiecy). Jest uparty. nie mozna go odgonic np od toalety. Powtarza pewne czynnosci pare razy. Nie mowi (mama twierdzi , ze mowi 'bye bye', ja nie slyszalam). Dzis staralam sie zwrocic jego uwage ii nic, w koncu zaczelam mialczec, on dopiero po minucie popatrzyl na mnie blednym wzrokiem i po sekundzie juz patrzyl na tv. Wlasnie na tv moze sie calkowicie skupic. Bardzo lubi wode...ale nie wiem , czy wlasnie nie przez zakazywanie mamy.... kurcze czas ucieka, a ja zwlekam. Maz powiedzial, ze jej tego nie powie, bo ona sie obrazi. Ona jest wrazliwa (moze przewrazliwiona) , ale szkoda mi dziecka....co robic, jak to zrobic. ?
Probowalam pare razy zorganizowac spotkania (oczywiscie spontaniczne, bo inaczej by nie przyszla) z mamami dzieci w jego wieku , ale ona szybko uciekala - malego czesto kladzie spac i wczesnie - ale mysle, ze chodzi o zarazki. Bardzo dlugo wszystko dezynfekowala i nie pozwalala mu sie bawic zabawkami, jak inne dziecko je dotknelo.....
Przyszlo mi do glowy, ze moglabym pojsc do jego pediatry, ale nie wiem czy to dobry pomysl????
Prosze poradzcie cos.