evita-is-me
16.12.10, 13:05
Taki oto problem mam, że zbliżają się święta a ja nie gadam z własna matką. Nawet się nie pokłóciłyśmy, tylko obraziła się na mnie, ze się przez parę dni nie odzywałam. Zawsze tak robi, czym doprowadza mnie do szewskiej pasji. Cokolwiek by się nie działo, to zawsze ja muszę pierwsza wyciągnąć rękę na zgodę, nieważne czyja była wina. Tak było też tym razem, nie rozmawiamy od października, w listopadzie miałyśmy z młodą urodziny, i nawet życzeń nam nie złożyła, sorry młodej złożyła na NK...
Żebym mieszkała gdzieś dalej, to pewnie wymigałabym się odległością, ale mieszkamy w jednym bloku, dzielą nas dwa piętra, więc nie bardzo mam możliwość, a poza tym nie wyobrażam sobie świąt bez rodziny, zwłaszcza, że do teściów nie jeżdżę.
Z jednej strony żal spędzić święta bez matki, a z drugiej strony iść i czuć się jak ktoś nieproszony( a moja matka ma wyjątkowy dar, żeby dać to odczuć), poza tym jestem strasznie wściekła na nią za te urodziny. Nie chodzi tu o mnie, pal licho, ale o moją córkę, bo czemu ona jest winna. Tym bardziej, że z matką mieszka moje rodzeństwo 16 i 18 lat i nawet oni nie pofatygowali się z życzeniami.
Najbardziej wkurzające jest to, że ona zawsze wszystko przełoży na swoje tzn. jak były moje urodziny to winą za swoją nieobecność obarczy mnie, bo jej nie zaprosiłam, ale gdyby sytuacja się odwróciła i to były jej urodziny to tez byłaby moja wina, bo sama nie przyszłam. Generalnie to taki typ co zawsze musi postawić na swoim, nawet jak nie ma racji i nawet jak zrobi przykrość innym i sobie. Przykre to niestety
No i właśnie problem polega na tym, że nie wiem czy iść do niej czy nie, pewnie wpadnę, złoże życzenia i wypadnę. Co o tym myślicie?