Dodaj do ulubionych

Ryzykowałybyście?

    • estelka1 Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 12:48
      Gdybym była chora na nowotwór, na pewno nie planowałabym dziecka dopóki bym nie wyzdrowiała. Potem pewnie bym chciała mieć dziecko. Teoria o przekazywaniu raka w genach mnie za bardzo nie przekonuje. Owszem część nowotworów, a właściwie predyspozycji do nich są dziedziczone, ale nie musi to się zakończyć zachorowaniem. Nowotwór wykryty w trakcie ciąży? Decyzja czy urodzić, jest trudna. Gdyby była konieczność podawania chemii, czy radioterapii w pierwszym trymestrze, prawdopodobnie bym rozważała aborcję. Później, naprawdę nie wiem. Raczej bym zdecydowała się na urodzenie, ale z leczenia bym chyba jednak nie zrezygnowała. Oczywiście na tyle, na ile nie stwarzałoby ono zagrożenia dla dziecka. Bo ja dla odmiany jakiś czas temu oglądałam (albo czytałam) reportaż o kobietach, które były leczone podczas ciąży i które urodziły zdrowe dzieci. Nie mniej to są moje teoretyczne rozważania. Jak bym faktycznie postąpiła nie umiem powiedzieć ze 100% pewnością. Ale w tym momencie nie krytykuję decyzji żadnej z kobiet, które zachorowały w ciąży.
      • marminia Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 13:05
        Ryzykowałam (początkowe stadium nowotworu), choć proces podejmowania decyzji wykończył mnie psychicznie. Zakończyło się happy endem. Gdyby trzeba było zrobiłabym tak jeszcze raz. Ale w pełni rozumiem kobiety, które dokonały innego wyboru. A tego typu programy są beznadziejnie głupie!!! Nie ma dwóch takich samych przypadków, trzeba sobie zadać mnóstwo pytań (jakie jest prawdopodobieństwo śmierci, co z moimi starszymi dziećmi, czy będę mogła żyć ze świadomością, że usunęłam ciążę i wiele, wiele innych). Za każdym razem to musi być decyzja samej kobiety , a nie hurraoptymizm na zasadzie "jakoś to będzie".
    • nunia01 Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 12:55
      Każda sytuacja jest inna i każda decyzja jest indywidualna.

      Ja ryzykowałabym. Z tym, że ryzykowałabym mądrze.

      Nie usunęłabym ciąży tylko dlatego, że lekarz tak powiedział. Lekarze są rożni. Często nie mają pojęcia jak podejść do takiego przypadku jak rak i ciąża i proponują najlepsze w ich mniemaniu rozwiązanie - pozbycie się 'problemu', z którym sobie nie radzą. Ja szukałabym lekarza, który wie co robić. Np. często w przypadku nowotworów piersi zaleca się aborcję, a są lekarze, którzy potrafią leczyć kobietę pomimo ciąży. Oczywiście terapia ma wpływ na ciążę - zwiększa się ryzyko, ale można i próbować utrzymać ciążę i nie robić tego kosztem swojego leczenia.

      Ja od swojego onkologa usłyszałam, że w razie czego będę brała chemię w ciąży i on już takie ciąże prowadził z sukcesem. Co prawda najczęściej dzieci rodziły się wcześniej, ale zdrowe.

      Wszystko zależy od możliwości podjęcia leczenia, od tego czy znajdzie się gotowych do współpracy lekarzy, czy ma się już dzieci i pewnie od miliona innych rzeczy.

      Ja ryzykujęsmile Nie zgodziłam się na usunięcie narządu rodnego pomimo diagnozy - rak jajnika. Przypadkiem i nieoczekiwanie zaszłam w ciążę po pierwszej operacji a w trakcie przygotowań do drugiej. Miałam być operowana w 15 tygodniu ciąży, niestety poroniłam. Dzięki tej ciąży udało mi się jednak przekonać lekarzy, że warto próbować robić operację oszczędzającą. I na koniec wyszło na mojesmile Tym bardziej, że nowotwór pomimo dwóch diagnoz rak złośliwy, okazał się być nietypową wersją nowotworu o granicznej złośliwości. Mam szansę walczyć o dziecko. A niektóre decyzje podejmowałam z wiedzą, że to nowotwór złośliwy i że moje decyzje mogą mnie zaprowadzić niekoniecznie tam gdzie bym chciała.
    • tiuia Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 12:56
      Teraz to sobie mogę gdybać. Ja bardzo chciałam mieć dzieci. Może i zdecydowałabym się poigrać z losem i zawiesić leczenie z nadzieją, że urodzę i wszystko dobrze się skończy. Ale bardziej prawdopodobne jest, że ze łzami w oczach ratowałabym własną dupę kosztem dziecka (bo jednak lubię życie).
      A najbardziej prawdopodobne jest, że zrezygnowałabym z własnych potomków i zaadoptowałabym. Uważam, że spokojnie da się pokochać takie nie urodzone osobiście dziecko. Więc i sobie zapewniłabym spełnienie w macierzyństwie, i dziecku - mam nadzieję - zapewniłabym życie w kochającej rodzinie.
    • durfte17 Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 13:15
      To jest takie trudne, wybór.
      Z 15. lat temu miałam koleżankę, zdecydowała się urodzić, po chyba 3. latach zmarła.
      Dziecko zostało adoptowane (ojciec dziecka miał swoją rodzinę).
      To decyzja każdej kobiety, sama nie wiem jak ja bym postąpiła. Urodzić, umrzeć, zostawić samego męża/partnera, którego kocham z dzieckiem, które kocham. Myślę, że wybór jest okrutnie ciężki, warto o tym rozmawiać z mężem/partnerem, rodziną. I tu chodzi o życie i w drugim wypadku chodzi o życie. Życie za Życie.
    • anoresk Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 13:50
      Znam inny przypadek...Kobieta będąca już matką 3 dzieci zachorowała na nowotwór . Podczas leczenia , pomimo używanej antykoncepcji zaszła w ciążę . Została poinformowana o śmiertelnym ryzyku tej ciąży donoszenia i podjęła decyzję o terminacji ciąży - aby przeprowadzić zabieg potrzebny był podpis lekarza prowadzącego leczenie i ordynatora oddziału - lekarz prowadzący podpisał ale ordynator ( pod wpływem pań doktorek , głęboko oburzonych decyzją pacjentki ) się nie zgodził. Pacjentki nie było stać na przeprowadzenie zabiegu w gabinecie prywatnym . Urodziła dziecko , po 2 miesiącach zmarła - nowotwór tak się rozprzestrzenił , że nie było szans na ratunek . Dziecko przeżyło matkę o kilka tygodni.
    • jeziorowa Re: Ryzykowałybyście? 10.01.11, 13:52
      Gdyby to było moje pierwsze dziecko, to tak - ryzykowałabym. W obecnej sytuacji nie. Bardzo chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko, ale mam trójkę maluchów i MUSZĘ je wychować. Bez względu na kogokolwiek przekonania (także moje) czy jakąkolwiek sytuację. Wychowanie i usamodzielnienie dzieci, które już sprowadziłam na świat jest moim podstawowym obowiązkiem. Nie mam żadnej osoby (babci, cioci, siostry itd), która podjęłaby się wychowania przez najbliższe kilkanaście lat mojej trójki. Męża mam wspaniałego, ale wiem, że on nie ogarnie trojga (lub w sytuacji przeżycia dziecka z ryzykownej ciąży czworga) dzieci, domu i zarobienia na wszystkich.
      • gruszkasia Jak to się stało? 10.01.11, 15:15
        że w wątku nie odezwali się jeszcze ze swoimi przemysleniami zacni konserwatywni panowie, jak coppermind czy inny sclavus?
        • baltycki Zaryzykowala.. 11.01.11, 09:44
          gruszkasia napisała:

          > że w wątku nie odezwali się jeszcze ze swoimi przemysleniami zacni konserwatywn
          > i panowie, jak coppermind czy inny sclavus?

          Nie mnie wezwano do tablicy i konserwatywny tez nie jestem, zacny pewnie tez nie.. ale...
          opowiem.

          To nie byl nowotwor.
          Pierwsza ciaza, pierwsze 2 miesiace, coraz czestsze napady dusznosci, zaburzenia rytmu serca..
          Poczatek 3 miesiaca diagnoza: wada mitralna serca.. zwezenie aorty.
          Tego nie wyleczy sie tabletkami. W miare uplywu czasu bylo coraz gorzej, aorta zwezala sie, a przeciez z kazdym dniem dochodzilo dodatkowe obciazenie rozwijajaca sie ciaza.
          Konsylium w szpitalu w ktorym stwerdzono te wade.. Matka prawdopodobnie nie dozyje do porodu. Rada? Przerwac ciaze, operowac, ratowac matke. (wtedy jeszcze w Polsce nie praktykowano "balonikowania").
          Reakcja matki?
          NIGDY!! Albo przezyjemy razem, albo umrzemy razem. Cokolwiek sie stanie.. ale razem.
          I nikt i nic nie bylo w stanie przekonac matki do zmiany decyzji.
          Szukanie wyjscia, bo przeciez czekanie z zalozonymi rekami to wyrok.
          Dyrektor firmy zatrudniajacej meza leczyl serce u Profesora, "zalatwil" konsultacje, metoda Profesora??.. Czekac, jesli zacznie dziac sie cos zlego z matka przed 7 miesiacem ciazy, wywolac poronienie i ratowac matke, jesli po 7 miesiacu, cesarka i operowac matke.
          Metoda dosc ryzykowna, zdazy sie albo nie.
          Matka oczywiscie protestowala.. Wywolac poronienie? NIE ZGADZAM SIE!!!
          (od tego momentu MUSZE opowiedziec "dokladniej".. jestem to winny TYM Lekarzom)
          Ojciec dziecka pojechal "na wariata" do AM, kardiologia.. musial wygladac zalosnie blakajac sie po korytarzu, zaineresowal sie nim "starszy Pan" w bialym kitlu.. "Kogo pan szuka?".. Opowiedzial. "Prosze przyjechac do mnie z zona" powiedzial "Starszy pan" podajac swoja wizytowke. "Starszy pan" okazal sie kardiologiem.. wizyty w Jego mieszkaniu, kazda proba wreczenia kasy za wizyte konczyla sie prawie awantura i grozbami, ze, jesli proba bedzie ponowiona, przestanie zajmowac sie ciezarna. Szans na przezycie matki do porodu tez nie dawal wielkich, ale.. zaproponowal operacje bez przerywania, bez poronienia, w czasie ciazy.
          Uspokoil matke mowiac, ze takich operacji przeprowadza sie dziesiatki.. o tym, ze bedzie pierwsza CIEZARNA dowiedziala sie PO operacji.
          Matka zgodzila sie.
          Gin. ustalila termin operacji na: "tuz przed polowa ciazy, zanim wystapia pierwsze ruchy, dluzej nie mozna bylo zwlekac. Operacja, pelna narkoza, dlugie ciecie miedzy zebrami, rozszerzenie paluszkiem aorty.. szycie. Dzien po wybudzeniu sie matka poczula ruchysmile)
          Dla Lekarzy skonczylo sie, dla rodzicow trwalo.. mysli, obawy.. nawet strach.. Thalidomit powodowal, ze rodzily sie dzieci bez konczyn a byl "tylko" lekiem uspokajajacym.. a jaki wplyw bedzie miala pelna narkoza? "co" sie urodzi??? 4,5 miesiaca mysli, strachu..
          Urodzil sie.. "kawal baby" .. 59cm dlugiej, 3900gram.. i wszystko na swoim miejscu smile))))

          "Starszy pan".. kardiolog dr. Kozlowski.. operowala kardiochirurg dr. Narkiewicz.. AM Gdansk..
          Dzieki Nim zyje moja corkasmile))) (matke i tak i tak chcieli ratowacwink)))

          Latwo teoretyzowac.. ale tak naprawde, nigdy nie wiemy jak sie zachowamy, dopoki sami nie znajdziemy sie w takiej sytuacji.








          • nunia01 Re: Zaryzykowala.. 11.01.11, 12:47
            Mieli szczęście trafić na lekarza z głowa na właściwym miejscu, umiejącego dodać dwa do dwóch i podjąć właściwe leczenie.

            Operuje się ciężarne - sama miałam być w ciąży operowana - z pełną narkozą, lekami przeciwbólowymi po itp.

            Leczy się ciężarne - nawet podaje się chemioterapię - i rodzą się zdrowe dzieci.

            Tylko, że większość lekarzy nie wie, nie umie, nie zna takiej procedury (bo to nie procedura a podejście indywidualne), za to woli wydawać wyroki - bez brania odpowiedzialności za swoje słowa.

            Ja usłyszałam, że umrę przez tą ciążę. I to od lekarza, którego o opinię nie prosiłam. Ciążę niestety poroniłam, operację miałam wtedy kiedy miałabym w ciąży. I jak na razie żyje i mam się dobrze.

            Nie zawsze wszystko kończy się dobrze, ale trzeba próbować korzystać ze wszystkich możliwości a nie podporządkowywać się decyzjom lekarzy, które bywają podyktowane chęcią dopasowania pacjenta do konkretnej medycznej procedury.
    • jendza1 A ja mam odwrotne doswiadczenie 10.01.11, 15:12

      Nie przeczytalam wszystkich wypowiedzi, wybaczcie - brak czasu.
      Jednak mysle, ze warto przedstawic tu fragment mojej historii.

      10 lat temu nasz lekarz domowy, ogladajac wyniki meza - ZAWYROKOWAL w sposob nie budzacy zadnych watpliwosci co do prawdziwosci jego stwierdzenia, ze moj maz dzieci miec nie bedzie. Nigdy.
      Do dzis mam przed oczami splakanego meza - dojrzalego, wielkiego, powaznego faceta..., gdy przyszedl do domu z ta wiadomoscia...

      Nadto - ten sam pan doktor zawyrokowal, ze o wiele za wysoki poziom cukru wymaga BEZWZGLEDNIE wlaczenia prochow, bo jesli nie, to....

      Tylko przytomnosci wlasnych umyslow oraz - a jakze - brakowi wiary w stwierdzenia pana doktora - zawdzieczamy zarowno ustabilizowanie metabolizmu meza bez prochow, jak i narodziny naszego maluszka, juz w tej chwili prawie dwulatka...

      I co ciekawe, malec sie poczal nie na skutek stosowania metody in vitro, do ktorej mimo wyroku pana doktora sie zakwalifikowalismy, a calkiem oraz jak najbardziej naturalnie.

      Moje pytanie:

      Czy lekarze maja obyczaj informowac ciezarne pacjentki z nowotworem, ze tak naprawde NIE WIEDZA, co im sie moze przydarzyc w zwiazku z choroba, zatem uwazaja, ze aborcja jest najlepszym rozwiazaniem, czy tez moze feruja wyroki w sposob bezwatpliwy, jak bylo w naszym przypadku?

      Jak znam zycie - raczej generalnie wydarza sie to drugiesad.

      I takie podejscie tzw. specjalistow, nie jakichs nie znajacych sie na rzeczy dziennikarzy, uwazam za skrajnie nieuczciwe, by nie rzec - zbrodnicze.

      pzdr
      j
      • jowita771 Re: A ja mam odwrotne doswiadczenie 11.01.11, 10:01
        Żaden lekarz Ci nie może zagwarantować, że przeżyjesz Ty czy dziecko. Tym bardziej ta decyzja jest taka trudna. Ale jednak kobieta w ciąży ma prawo zdecydować się na aborcję, kiedy jest RYZYKO, nie pewność, a tylko ryzyko, że donoszenie ciąży skończy się jej śmiercią.
    • lili-2008 Re: Ryzykowałybyście? 11.01.11, 11:12
      Całkiem niedawno był podobny reportaż na TVN24 - kobieta, która urodziła chyba trzecie dziecko, chociaż choruje na nowotwór i lekarze zalecali, żeby usunęła ciążę i ratowała swoje życie.
      Kobieta się nie zgodziła i stwierdziła, że to byłoby bardzo egoistyczne. Nie wiem, jakie ma obecnie rokowania na wyzdrowienie, ale chyba nie są wielkie. Reportaż też utrzymany w klimacie jaka z niej bohaterka itp.
      My z mężem po tym stwierdziliśmy, że to właśnie ona się zachowała nieodpowiedzialnie, bo dzieciaki w razie wu zostaną same. Ona chyba nawet nie ma żadnego partnera, a przynajmniej żaden facet nie przewinął się w reportażu.
      Ja bym wolała usunąć ciążę, ratować siebie, żeby dzieci, które już mam miały matkę. Co im po kolejnym braciszku/siostrzyczce, skoro nie będą mieć matki i trafią do DD?
    • damajah Re: Ryzykowałybyście? 11.01.11, 18:59
      Nie wiem. Mam nadzieję że nigdy się nie dowiem. Gdybym musiała dokonać takiego wyboru to miałabym pełną świadomość że to jest moje dziecko a nie "zlepek komórek". Na dzień dzisiejszy wydaje mi się że usunęłabym jednak ciążę wybierając moje życie ze względu na dzieci które już mam i męża - nie chciałabym zostawiać moich córek bez mamy a męża z trójką dzieci. Tym bardziej że nasza młodsza ma 2 lata dopiero. Ale to tylko gdybanie. Uważam że to straszliwie trudna decyzja.
    • lubie.garfielda Re: Ryzykowałybyście? 20.01.11, 21:52
      Kurczę!

      Taką dyskusję (niestety wcale nie akademicką) prześledziłam.
      Kobieta dostała nawet świstek że ciąża zagraża życiu ale i tak się waha.

      Chociaż wyglądało na to że jednak zdecyduje się przerwać ciążę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka