thegimel
11.01.11, 14:51
Ech, ale mi się rok zaczął:
Od zeszłego tygodnia:
- młody byłby zleciał z huśtawki - w ostatniej chwili go złapałam,
- popsuło mi się auto - pchanie, potem 200 u mechanika,
- na telefon wylała mi się mineralna - niby suszyłam kilka dni zanim włączyłam, ale wyświetlacz diabli wzięli - niby nic specjalnego, ale lubiłam ten fon, jakoś kupno nowego mi się nie uśmiecha.
- mąż zgubił okulary. Gdzieś mu wyleciały i nie ma

Niby i tak powinien zmienić - miał je już trochę, ale znowu - lubił je i chciał zmienić tylko szkła, poza tym jesteśmy trochę w niepewnej sytuacji finansowej - w firmie, w której pracuje mąż czekają na rozstrzygnięcie przetargu,
- dziś w nocy ktoś zapieprzył mi tablicę rejestracyjną wyłamując przy tym ramkę, w której tablica była umocowana. Godzina na policji, a że auto zarejestrowane na ojczyma, który mieszka 80km stąd trzeba będzie jechać

I to wszystko od zeszłego poniedziałku. Urok ktoś rzucił, czy co?