mgla_jedwabna
26.02.11, 01:20
Od jakiegoś czasu zastanawia mnie taki fenomen:
Kobieta narzeka, jak to jej źle, bo współmałżonek pije/bije/kasy nie przynosi/dzieci olewa/ośmiesza ją publicznie/blokuje kontakty z rodziną/nie pozwala iśc do pracy/pasożytuje etc. Jak się dobrze przyjrzeć, to właściwie nigdy nie było dobrze i bez zarzutu (nie mówię to o zarzutach typu niezakręcona pasta do zębów, tylko poważnych). Ale gdy zapytać taką kobietę (lub kogoś trzeciego), dlaczego wyszła za takiego buraka, bardzo wiele z nich odpowiada w stylu:
- co a na to poradzę, taki mąż mi się trafił
- ale tego nie da się przewidzieć
- skąd wiesz, że twój mąż też nie zacznie (cię bić/zdradzać itp)?
- nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności
- nie wiesz, jak ci się w życiu ułoży
- różnie to bywa, nie można zakładać, że zawsze będzie dobrze
Zupełnie tak, jakby za mąż wychodziły z rozkazu albo losowały męża na loterii i kiepski los wyciągnęły. Jakby w ogóle nie miały wpływu na to, z kim spędzą resztę życia.
Skąd się bierze w ludziach takie zrzucanie odpowiedzialności na ślepy los? Myślicie, że osoby, które tak mówią, naprawdę tak myślą, czy może myślą inaczej (tzn zdają sobie sprawę z prawdziwych przyczyn dokonania kiepskiego wyboru), ale dlaczego wtedy wybierają tak kiepską wymówkę?