fioletowa_kredka
16.04.11, 01:00
nie wiem co mam ze sobą zrobić. Całymi dniami ryczę i zastanawiam się dlaczego to nas spotkało. Dzieciątko jest takie maleńkie i nigdy nie będzie zdrowe.
Przepraszam za chaos ale nie mogę się skupić, nie wiem co myśleć, co zrobić. Zaraz po świętach jedziemy do szpitala na gruntowne badania i rehabilitację. Musimy wyłożyć kilkanaście tysięcy na sprzęt (a nie mamy tyle) bo każde opóźnienie z rehabilitacją, to gorszy rozwój dziecka. Moi rodzice sami zaoferowali częściową pomoc, teściowa od razu się zarzekła (a nie prosiliśmy o nic), że nie bo pracuje na pół etatu żeby pomagać bezrobotnej córce. Strasznie mi się przykro zrobiło, że tak nas potraktowała. NFZ dokłada ok 20%, do pfronu musimy mieć orzeczenie o niepełnosprawności a dopiero wystąpię z wnioskiem i nie wiem kiedy wszystko rozpatrzą.
I nawet to nie kwestia pieniędzy, bo byśmy sami zarobili ale nie tak z dnia na dzień. I ten wyrok... Nie umiem sobie z tym poradzić. Nasze wyczekane dzieciątko jest niepełnosprawne. Nie da się tego zoperować, dać leków na polepszenie. Tylko żmudna wieloletnia rehabilitacja aby poprawić komfort życia i funkcjonowanie w społeczeństwie.
Jest mi bardzo źle i chciałam się wyżalić. Czuję się strasznie osamotniona z tym wszystkim bo nie umiem jeszcze o tym rozmawiać. W ciągu dnia staram się trzymać fason ale juz nie daję rady. Nie byłam przygotowana na chorobę bo ciąża i poród przebiegały wzorowo. W rodzinie też nie było żadnych przypadków.
Przepraszam za zaśmiecanie forum.