aggach
23.06.11, 08:52
Czy rzeczywiście wyrwałam się z uświadamianiem córki za wcześnie?Wczoraj mężuś zmył mi łeb kiedy usłyszał o czym rozmawiam z naszą 11-letnią córką ale po kolei.Wczoraj młoda rąbnęła mi czemu ona nie ma jeszcze okresu skoro u niej w klasie część dziewczynek już ma więc pomyślałam,że to dobry moment na tę rozmowę.Podparłam się fachową literaturą i wytłumaczyłam jej jak wygląda dojrzewanie itp no i napomknęłam-no ok może nie napomknęłam tylko otwarcie rozmawiałam-o stosunkach "damsko-męskich".Wiem,że chłopcy się młodą mocno interesują i nie chcę żeby któryś ją skrzywdził,również emocjonalnie.
Gadałyśmy o uczuciach,dojrzewaniu o tym co może iść za pierwszą miłością i kolejną,o tym że jej ciało to jej najcenniejszy skarb itp.Przecież nie położyłam przed nią kamasutry i nie wyłożyłam techniki stosunku kuźwa.Ta rozmowa była bardziej o emocjach,miłości,dojrzewaniu no i ewentualnych konsekwencjach zbyt pochopnych decyzji.Młoda była bardzo zadowolona,śmiałyśmy się gadałyśmy a tu mój chłop wywalił mi z tekstem,że jeszcze na to za wcześnie,że jest za młoda,ze tylko taką rozmową ją zachęcam do odkrywania "nowości"-jak to ujął.
Cholera zagotowałam się!!!To chyba dobrze żeby dowiedziała się tak ważnych rzeczy od nas a nie od koleżanek i kolegów w dość zwulgaryzowany i naiwny sposób.