krolowa_kier
08.07.11, 13:53
Wiadomo w co. Wierzący - rodzina męża i mąż poniekąd też, choć od święta. Jestem w takiej sytuacji. Ślubu kościelnego nie mamy, choć mąż namawia. Mąż do kościoła/spowiedzi nie chodzi, raczej z lenistwa, choć jest podatny na wpływy, i gdybym ja chodziła, on by też chodził. Za jakiś czas pojawi się dziecko i kwestia chrztu, który dla mnie jest cyrkiem. W rodzinie męża nie ma opcji, aby chrztu nie było, mąż chce chrzcić dziecko i koniec. Zastanawiam się, czy później teściowie nie wytoczą ofensywy w stylu: będziemy zabierać dziecko w niedzielę do kościoła. Dla mnie to pranie mózgu od najmłodszych lat, jestem na nie, ale jak im to powiem, to mnie zjedzą, bo pewnie obrażę ich przekonania religijne (w Polsce przekonania ateistyczne ochronie nie podlegają). Generalnie w tej chwili teściowie napominają czasami o ślubie kościelnym, i że mąż mógłby chodzić do kościoła, no ale nienachalnie w każdym razie.
Teściowie, choć kulturalni i na poziomie, są ze wsi, bardzo wierzący, dla nich religia i cała obrzędowość religijna ma ogromne znaczenie, jest to taka pobożność ludowa, powiedziałbym.
Jak sobie mamy-ateistki radzą w takich sytuacjach, będąc wśród wierzących? Czy po pojawianiu się dziecka nasilają się konflikty na tle religijno-światopoglądowym? Jak wy sobie z tym radzicie?