Ostatnio mam jakąś dziwną relację z mamą. Fakt faktem, w tym roku wiele rzeczy nam się pokomplikowało. Trzeba było podejmować decyzję, których konsekwencje bez względu na wybór zawsze miały jakiś negatywne skutki. W zasadzie ten rok to totana masakra. Ja jestem typem, który nie lubi miec tajemnic. O tym co się u nas dzieje wiedziała i wie mama. Kiedy podejmowałam jakieś decyzję ona mi przytakiwała, ze tak, że w sumie dobrze, że to chyba najlepsze/jedyne rozwiąznie itd. Po czym jak wychodziły potem w konsekwencji tych decyzji pewne trudności lub problemy, zaczynała się inna śpiewka.... że może jednak powinnam była zrobić inaczej, albo moze to jeszcze przemyśleć. Mówię jej, ze przecież sama przyznała mi wtedy rację, to zaczyna się wykręcać. I tak juz któryś raz. Przedwczoraj znów.... poryczałam się po tym wszystkim. Wiem, że źle znosze krytykę, ale robię co mogę, a mam wrazenie, że ona tego nie widzi. Kiedy w końcu stanęła okoniem za którymś razem to pokłóciłyśmy się na sto fajerków, po raz pierwszy odkąd sie wyprowadziłam. Ona jest bardzo czuła na wytykanie jej czegoś. Zaczyna wtedy atakować (słownie oczywiście

) i być agresywna. Chyba powinnam z nia przestać rozmawiać o tym co się u nas konkretnie dzieje, tylko ogólnikami. Po każdej takiej kolejnej rozmowie mam doła

Najgorsze, ze jeste pewna, ze nie ma złych intencji, tylko ...no właśnie co?????
A już jak płachta na byka działają na mnie teksty typu "za moich czasów...." A pojawiają się nad wyraz często.
Też czasem macie jakies takie dziwne jazdy/rozminięcia z Waszymi mamami?