Z góry przepraszam, że ja się tak wpycham na forum, ale... innego nie mam
No cóż. Przypomniał mi się niedawno taki tekst, z mojego podręcznika do angielskiego.
Że podręcznik jest stary, to nie chce mi się go szukać, więc w telegraficznym skrócie:
Wywiad radiowy. Rodzice żalą się na problemy z nastoletnią (chyba szesnastoletnia) córką. Mała zamyka się na całe dnie w pokoju, nie odzywa się, bierze pigułki nasenne, ma złe stopnie. Rodzice proszą, grożą, wysyłają do psychologa (zważywszy, że mówią, że trwało to rok, to pewnie terapia nie trwała dłużej jak parę miesięcy, więc chyba wątpię, że mogłaby być skuteczna...). W końcu, po roku, decydują się na terapię szokową i płacą jakimś facetom od tzw. "boarding programms" żeby córeczkę naprostowali.
Takie coś wygląda tak:
Wpadają którejś nocy dwaj goryl, wyciągają dzieciaka z łóżka, zakuwają w kajdanki i na parę miesięcy wywożą daleko od domu, do jakiegoś obozu na odludziu. Tam jest jak w armii - bieganie z ciężarami parę mil dziennie, musztra i podobno nauka szacunku do siebie i innych. Córeczka wróciła jako inna osoba (czemu mnie to nie dziwi? *sarkazm*), rodzice zadowoleni, choć podkreślają, że mała wciąż ma koszmary o tamtej nocy, ale łatwiej się z nią dogadać. I jaka to była strasznie trudna decyzja.
A ja mam kilka pytań:
1. Czy takie COŚ w ogóle istnieje?! W USA mnie już nic nie zdziwi, no ale kurde...
2. Przede wszystkim: jak bardzo trzeba własnego dzieciaka nienawidzić, żeby się na coś takiego zdecydować?
Bo jeśli mała wcześniej nie miała problemów z psychiką (a zachowanie "przed" mnie, laikowi, wygląda na początki depresji), to po powrocie zaczęła mieć na pewno. A jeśli miała - no to pozostaje życzyć rodzicom miłego odcinania jej ze sznura za jakiś czas.
...nie no, ja bym nie wybaczyła nigdy takiej akcji. I jeśli można by się było ze mną "dogadać", to bynajmniej nie z powodu poprawy zdrowia psychicznego, ale z powodu panicznego strachu przed powtórką.
Żeby chociaż jakoś po ludzku, chociaż na przystanek odprowadzić... a tu nic, w środku nocy, z zaskoczenia, wpada dwóch facetów, skuwa i na parę miesięcy do karnej kompanii, BEZ KONTAKTU Z RODZINĄ? (nie było - rodzice wspomnieli też, że bali się, żeby nie przyszła wiadomość, że popełniła samobójstwo)
Mam szczerą nadzieję, że to fikcja z podręcznika do angla....