Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie lubię szkoły?

28.08.11, 18:39
Dlaczego tak bardzo nie lubię szkoły? Traum i urazów szczególnych nie doznałam, uczennicą byłam dobrą, życie towarzyskie w szkołach wspominam dobrze, więc o co chodzi?
Starszak idzie do pierwszej klasy, a mnie się nie chce iść na rozpoczęcie roku szkolnego. Na każdym zebraniu w zerówce, w momencie gdy siadałam w sali, nachodziła mnie nieodparta ochota, żeby np. mazać po ławce albo przysypiać. Słabo mi jak pomyślę o konieczności pamiętania o 1001 drobiazgach typu strój na wf czy bibułki na plastykę, obawiam się nadaktywnych artystycznie i plastycznie nauczycieli (ja plastykę i zpt już miałam, chrzanię budowanie karmnika czy szycie czegokolwiek).
Nie ma to związku z konkretną szkołą, tak tytułem wyjaśnienia.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:43
      Ucięło mi post.
      Szkoła jawi mi się jako taka... monotonnie uciążliwa, a obecnej minister oświaty organicznie nie znoszę.
      Bardzo, ale to bardzo staram się nie zarażać dziecka swoim hm... brakiem entuzjazmu i nie dzielę się z potomkiem swoimi odczuciami w tym zakresie.
      • adellante12 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 13:48
        Mam to samo... Moja gwiazda też wyrusza do pierwszej klasy. Juz mnie szlag trafia na samą mysl o tym co trzba przygotować, kupić, strój taki, siaki, buty normalne sportowe, galowe, zebranai w zerówce doprowadzały mnie do palpitacji... Równocześnie wciąż bywam juz bedzie piaty rokwink na zebraniach w przedszkolu.. Mam nieodparte wrazenie że wiekszość matek traci szare komórki wprost proporcjonalnie do rozwoju ich potomstwa...
        Ja zadnego karmnika budował nie bedę. Żadnych prac domowych i innych pierdow... Chce sie nawiedzona nauczycielka spełniac zawodowo niech sie spełnia w ramach godzin lekcyjnych...
        Tą co bedzie w pierwszej klasie znam i bedzie ok . Jak nie to nie pójdzie wiecej ze mną na browara o!!
        wink
    • azjaodkuchni Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:43
      Twojemu synkowi życzę samych sukcesów.

      Szkoły nie lubisz, bo jesteś niezależną kobietą lubiącą decydowac o swoim życiu a w szkole jest przymus zawsze ktoś coś każe i tyle...
    • blimpka Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:45
      Bo w czasie lekcji się nudziłaśsmile
      • triss_merigold6 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:49
        Czasami się nudziłam, czasami nie. W podstawówce lekcje postrzegałam jako takie niezbędne i przymusowe 45 minut między przerwami, które były towarzysko fajne.
    • gagunia Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:47
      U nas dzieci mają zeszyt do kontaktów z rodzicami. W zeszycie owym pani zapisywała co ważniejsze informacje. Wystarczyło zajrzeć przy pakowaniu tornistra. Wszystkie materiały na plastykę dzieci miały w szkole, zamknięte w szafkach. Nic nie szyłam, nic nie budowałam. Wszystko, co robili, robili samodzielnie w szkole. Zebrania trwały ok 15 minut. Zdarzało się, że pani nie kazała przychodzić wszystkim rodzicom.
      Jeśli chodzi o zaangażowanie rodziców, to było o 80% wymagań mniej niż w przedszkolu. Jeśli już trzeba było zorganizować jakąś imprezę, to robił to komitet rodzicielski.
    • joanekjoanek Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:48
      Podpinam się pod pytanie, też nie znoszę organicznie.
      Z zakończenia roku uciekłam przed końcem, z dusznościami. Serio.
      Obiecałam zresztą ojcu dzieciom, że to jest mój pierwszy i ostatni raz na tej uroczystości.
      Bardzo rzadko w szkole jestem, bo raczej ojciec przy-/odwozi. Ale czasem wejdę i strasznie mi szkoda wtedy mojego dziecka, chociaż ono wcale nie wygląda na nieszczęśliwe.
      Szkoła okrutnie śmierdzi, a już skrzydło z salą gimnastyczną to ja ...olę.
      Nauczyciele coś mają takiego w samych sylwetkach, co sprawia, że mam odruch ucieczki.
      • triss_merigold6 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:54
        Eeee... sama uczę od wielu lat ale w sektorze całkowicie prywatnym - licealistów na kursach więc odpadają kontakty z rodzicami i wszelkie sprawy wychowawczo-organizacyjne. D
        No więc mnie w szkole też duszno. I nudno i mam odruch ucieczki. Tak strasznie mi się nie chce tam wchodzić, a muszę, bo ja odprowadzam (chłop przeważnie odbiera).
        • joanekjoanek Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 19:01
          nie, nieprecyzyjnie się wyraziłam
          nauczyciele przebywający w szkole - nie jako istoty odrębne, tylko jako element szkolnego krajobrazu. Oni się po tej szkole jakoś tak poruszają, tak patrzą... uhhh...
    • kropkacom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:49
      Staram się nie chodzić na zebrania. Mąż to lepiej znosi. Dwie godziny gadania o tym co można dać do przeczytania w domu na kartce lub kartkach. Wiem, bo z racji siedzenia z małymi w szpitalu tak odbębniłam ostatnie zebranie. tongue_out
      • kropkacom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:51
        Na szczęście nie ma żadnych komitetów rodzicielskich i składek na batonik i picie, i inne takie big_grin
    • baltycki Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:52
      > Dlaczego nie lubię szkoły?
      I to forum ma znalezc odpowiedz?
      • triss_merigold6 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 18:55
        Nie, to zawoalowane pytanie czy ktoś ma podobnie.
        • marzeka1 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 19:50
          Pracuję w liceum, a szkoły jako szkoły moich dzieci nie znoszę; gimnazjum starszego wspominam koszmarnie (najczęściej do kontaktów delegowałam męża), teraz gimnazjum zaczyna młodszy- już planuję ograniczać do minimum swoją tam bytność.Na dodatek znając swoje nastawienie, nie zadręczam "swoich" rodziców, żadne tam 2 godziny gadania o tym, co można załatwić góra w 30 minut + ewentualne krótkie kontakty telefoniczne, gdy coś się dzieje.
          • verdana Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 20:09
            Ja wiem, dlaczego nie lubie.
            Za to, ze szkola wymaga ode mnie, żebym byla odpowiedzialna za wyniki mojego dziecka, niezalęznie od jego wieku i rozlicza mnie, a nie nauczycieli z tego, czego dziecko nie umie.
            Że dowiaduję się w szkole tego, co jest w moim dziecku nie tak, a nie dowaiaduję się, w czym jest dobre (owszem, nauczyciele najstarszego raczyli mi powiedzieć o tym, jaki był wspanialy po 15 latach).
            Że szkoła nie stara się ze mną współdziałać, tylko mnie pouczać i opieprzać.
            Że nie mam wrazenia, jakby komuś naprawdę zależalo, aby dziecko umialo, natomiast wielu zalezy, aby wykazać, ze nie umie.
            Że na wywiadówkach jestem zaskakiwana uwagam, opiniami i i ocenami, do ktorych musze się ustosunkować, nie znając zdania dziecka na ten temat.
            I żeby nie było - nie dotyczy to wszystkich szkół i wszystkich nauczycieli. Ale jednak, gdy pewna nauczycielka, na której zajecia mój syn nie przynosił czasem NIC nie zrobila mi wykładu o niedopilnowaniu dziecka (dużego, zaznaczam), tylko powiedziała mi, jak zamierza rozwiązac sprawę - i rozwiązała - to pozostaję w szoku od czterech lat...
            • skarolina Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 08:17
              verdana napisała:

              > Ja wiem, dlaczego nie lubie.
              > Za to, ze szkola wymaga ode mnie, żebym byla odpowiedzialna za wyniki mojego dz
              > iecka, niezalęznie od jego wieku i rozlicza mnie, a nie nauczycieli z tego, cze
              > go dziecko nie umie.
              > Że dowiaduję się w szkole tego, co jest w moim dziecku nie tak, a nie dowaiaduj
              > ę się, w czym jest dobre (owszem, nauczyciele najstarszego raczyli mi powiedzie
              > ć o tym, jaki był wspanialy po 15 latach).
              > Że szkoła nie stara się ze mną współdziałać, tylko mnie pouczać i opieprzać.
              > Że nie mam wrazenia, jakby komuś naprawdę zależalo, aby dziecko umialo, natomia
              > st wielu zalezy, aby wykazać, ze nie umie.
              > Że na wywiadówkach jestem zaskakiwana uwagam, opiniami i i ocenami, do ktorych
              > musze się ustosunkować, nie znając zdania dziecka na ten temat.

              Nic dodać nic ująć. Tyle mojego szczęścia, że ta cała litania dotyczy póki co tylko starszej. Młodsza, w tej samej szkole, ma fantastyczną nauczycielkę nauczania początkowego, która nie stwarza żadnego z powyższych problemów. Chwilo trwaj...
            • gazetowa_krowa Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 10:05
              > tylk o powiedziała mi, jak zamierza rozwiązac sprawę - i rozwiązała - to pozostaję w
              > szoku od czterech lat...

              I teraz połowa forum umiera z ciekawości jak została sprawa załatwiona smile
              Nie daj nam zginąć i powiedz!

              • verdana Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 19:31
                Eee, nie pamietam... Pamietam tylko, ze ja nie musialam NIC robic, a nauczycielka jakos dziecię zmobiliozowała.
          • zuzanna56 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 07:15

            marzeka1 napisała:

            > Pracuję w liceum, a szkoły jako szkoły moich dzieci nie znoszę; gimnazjum stars
            > zego wspominam koszmarnie (najczęściej do kontaktów delegowałam męża)

            Ja podobnie.
    • martishia7 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 20:24
      Moi rodzice mieli dokładnie to samo. Mam zrozumienie, bo byłam trzecia w kolejce, więc swoje już odsiedzieli. Aczkolwiek stali na stanowisku, że na przestrzeni lat 1980-2000 (kiedy to ich dzieci przeżywały karierę szkolną) nic się specjalnie nie zmieniło w postawach obu stron. W podstawówce ograniczali się do dwóch obowiązkowych wywiadówek w roku, w LO po spotkaniu organizacyjnym zaprzestali uczęszczania w ogóle, wychowawczyni podsyłała przeze mnie kartkę z ocenami do pokwitowania i było git. Miałam natomiast kiedyś przyjemność zastępować moją siostrę na wywiadówce w podstawówce jej dzieci. 20 minut upłynęło na tym, że Edgar nie lubi grzybowej i czy w związku z tym nie mogłaby ona zniknąć z menu stołówki (!).
    • echtom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 20:53
      Ja nie lubię, bo moje dzieci nie lubią i egzekwowanie obowiązku szkolnego stało się jakieś 4 lata temu ponurym horrorem.
      • sarah_black38 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 21:15
        echtom napisala:

        > Ja nie lubię, bo moje dzieci nie lubią

        A nie myślałaś nad tym, że jest odwrotnie? Że to Ty przekazujesz dzieciom, pewnie podświadomie , niechętne nastawienie do szkoły .
        • echtom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 21:20
          Pudło - ja szkołę lubiłam i przekazałam nastawienie jak najbardziej pozytywne. Do końca podstawówki wszystko było ok. To, co się stało później, było dla mnie potężnym szokiem.
    • eilian Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 28.08.11, 22:53
      U nas edukacja szkolna dopiero się zaczyna a ja już czuję się jakoś nieswojo. Robię się nerwowa na samą myśl o rozpoczęciu roku a wizja wywiadówek, angażowania się w prace szkolne itp. normalnie mnie osłabia. I to oczekiwanie że wszystko załatwimy, kupimy, stawimy się (jakbyśmy tylko tym żyli, nie pracowali, nie mieli innych spraw na głowie, brrr....). Przedszkole można było częściowo przynajmniej olać a tu niestety nie da się już.
      Zastanawiam się jak jak przetrwam te kilkanaście lat...
    • z_lasu Tato, ja nie chcę iść do szkoły! 29.08.11, 00:26
      - A dlaczego?
      - Bo... po pierwsze – tam jest nudno, po drugie – wszystkie dzieci mi dokuczają, a po trzecie – nienawidzę szkoły!!!
      - To ja Ci podam 3 powody dla których musisz iść do szkoły: po pierwsze - to twój obowiązek, po drugie - masz 45 lat, a po trzecie - jesteś jej dyrektorem!

      Wiem, że stare. Tak instytucja tak ma - tak działa na wszystkich. A kiedy już nam się uda wreszcie ją zlikwidować, to się okaże, że jednak nic lepszego ludzkość nie jest w stanie wymyśleć w to miejsce.
      • bi_scotti Szkola 29.08.11, 01:04
        Nienawidzilam szkoly. Bylam w niej zle traktowana przez nauczycieli i przez kolegow w klasie. Bylam "inna", mialam rozne learning disabilities, bywalam trudna w obsludze a polska szkola gomulkowsko-gierkowska nie sprzyjala rozwojowi "innych" ... To, ze szkole skonczylam, mature zdalam i na studia poszlam zawdzieczam WYLACZNIE trosce, uporowi, cierpliwosci, wiedzy i dyplomacji moich rodzicow.
        Od lat pracuje w szkole z dziecmi i mlodzieza z problemami. I staram sie ze wszystkich sil zeby moi podopieczni czuli sie w szkole (przynajmniej!) bezpiecznie. Mowiac szczerze, pozostala we mnie pewna niechec do "normalnych", zwyczajnych uczniow, ktorych szkola moze nudzic lub wkurzac ale nie stanowi dla nich najwiekszego wyzwania w zyciu zarowno w kwestii wymagan akademickich, jak i socjalnych. Czasem brak mi cierpliwosci dla problemow tych "zwyklakow", bo oni naprawde nie wiedza jakim pieklem moze byc i bywa szkola dla nas - "odmiencow".
        Wiec ja Cie bardzo prosze, Triss, wez to na klate, zacisnij zeby i postaraj sie zobaczyc swiatelko w tunelu wink Dla wiekszosci to troche jak co polroczne czyszczenie zebow u dentysty - not much fun, ale tez i w sumie bol bliski zeru. Tylko dla takich jak ja i mnie podobnych szkola to 14 (w PL 13) lat prawie nieustannego root canal sad
        • myelegans Re: Szkola 29.08.11, 01:53
          Ja szkoly nie lubilam, chociaz uczyc sie, zaglebiac, drazyc lubilam we wlasnym zakresie odkad pamietam, ale w szkole mialam nieustanne wrazenie, ze nauczyciele nie ciesza sie naszymi sukcesami, malymi, czy duzymi, tylko sa po to, zeby nas upupic i zlapac na czym czego nie wiemy, nie wykulismy, nie nauczyli na pamiec (do tej pory pamietam Bogurodzice i wiele innych wytworow rodzinnej i nie tylko poezji) nie odrobilismy. Nigdy nie bylam/bylismy zachecani, zeby isc do nauczyciela po pomoc, albo w razie klopotow, szkolnych, czy pozaszkolnych.
          Liceum NIENAWIDZILAM szczerze, chociaz bylam olimpijka i ukonczylam z wyroznieniem, nie szanowalam nauczycieli, wiekszosc nie nadawala sie zeby byc nauczycielami. Mialam wrazenie, ze oni ani nie lubia swojego zawodu, ani nas. Brak szacunku, publiczne upokarzanie, podcinanie skrzydel, wiary w siebie, umacnianie kompleksow, przyklejanie nalepek dobrego i zlego ucznia. itd, itp.

          Na szczescie do tej pory nie mam powodu, zeby szkoly dziecka nielubic, bo niewiele ode mnie wymaga, a szkole dziecko lubi
          - rozpoczecia, zakonczenia roku nie ma, dzieci po prostu z plecakami przychodza do szkoly i ida do klasy, ostatni dzien szkoly nie rozni sie niczym od kazdego innego dnia. DZieci zegnaja sie z nauczycielem, poznaja nauczyciela nastepnej klasy, sa przydzielani do nastepnej klasy.
          - nie musze robic zadnych idiotycznych projektow plastyczno-praktyczno-technicznych, ani dawac na to materialow. Jest to robione w szkole, ja dostaje produkt gotowy
          - zebrania rodzicow nie ma, 3 razy w roku mam jeden na jeden z nauczycielka trwajace .... 10minut omawiajace postepy MOJEGO dziecka tylko i wylacznie.
          - nauczycielka nie narzeka, ze klasa ........, ani dziecko.... i zebym JA cos z tym zrobila, zeby dziecko w szkole nie..... (tak bylo z moim dzieckiem, moze z innymi jest inaczej, nie wiem i nie musze wiedziec)
          - jak nauczycielka, szkola ma cos organizacyjnego do przekazania, przysyla wiadomosc w folderze dziecka, albo jest telefon ze szkoly
          - nauczyciele skupiaja sie na tym co dziecko wie, jakie ma postepy w stosunku do SIEBIE nie jak wypada na poziomie klasy, nie skupia sie na jego niedostatkach.

          Tak bylo do tej pory. Jak szkola stanie sie na ktorymkolwiek etapie nietolerowana przez dziecko i przez nas, moge zrobic jedna zmiane miejsca ale , nie bede miala zadnych oporow przed wyciagnieciem z edukacji tradycyjnej i zastosowaniu i edukacji domowej, albo jakas chimere tradycyjno-edukacyjno-domowa, zwlaszcza na etapie gimnazjalno-licealnym. Mnie by to w zyciu pomoglo.... z logistyka, merytoryka uporamy sie bez problemu.
        • echtom Re: Szkola 29.08.11, 08:37
          > Mowiac szczerze, pozostala we mnie pewna niechec do "normalnych", zwyczajnych uczniow,

          Bi, aż mi przykro, że mnie nie lubisz wink W szkole byłam właśnie takim "zwyklakiem" i z różnych perspektyw wkurzają mnie pielęgnujący swoją niezwykłość "odmieńcy". Cóż prostszego jak wstać, pójść do szkoły, odsiedzieć zajęcia i coś tam odrobić w domu. Zdecydowana większość uczniów będzie wykonywać w przyszłości standaryzowaną pracę, więc szkoła jest do tego dobrym przygotowaniem i nie ma co robić z tego wielkiego halo.
          • bi_scotti Re: Szkola 29.08.11, 13:21
            Duzo w tym prawdy, ze w koncu wszyscy sie stajemy srubkami w jakiejs wielkiej machinie "nie-wiadomo-czego" wink Problem glownie w tym, ze niektorzy rodza sie gotowi do wpasowania w maszyne a innych trzeba troche "pomodelowac" (czesto wiecej niz troche ...). Tzw. accomodations pozwalaja na w miare bez-lub-mniej-bolesne modelowanie tych, ktorym z roznych wzgledow ze szkola nie po drodze. Przez dziesiatki lat dorosli zyli w przekonaniu, ze jesli tylko mlodziez dostosuje sie do wymagan instytucji, to szybko, sprawnie, trzasku-prasku osiagniemy efekty w postaci wyksztalconego, odpowiedzialnego spoleczenstwa pchajacego te maszyne do przodu no problem. A "nieudacznicy" niech zostaja poza nawiasem, bo i tak tylko zawadzaja. Ale gdy "nieudacznicy" zaczeli wylazic z nor i pokazywac nosy a na dodatek wielu okazalo sie wbrew wszystkiemu interesujacymi/kreatywnymi czlonkami doroslego spoleczenstwa MIMO odrzucenia przez standartowa szkole, nawet najbardziej konserwatywnym edukatorom wyszlo na to, ze moze sie nieudacznikow nie oplaca tak odrzucac a priori. Moze jednak mozna cos tam nagiac, cos dostosowac i ... hmmm ... moze zyski beda nie tylko dla nich samych ale i dla tej jakiejs "ogolnosci" tez.
            Pracuje teraz z bardzo aspoleczna panna lat 15, ktora jest bardzo trudna w obsludze w domu, szkole i zagrodzie ALE w przedmiocie pt. science jest na poziomie uniwersyteckim i koresponduje z wybitnymi profesorami kilkunastu uczelni na swiecie podsylajac im swoje obserwacje i pomysly, ktore powoduja u nich opad szczek tongue_out Jeszcze jakichs 20 lat temu panna skonczylaby w jakims programie uczacym fryzjerstwa lub czegos w tym rodzaju a przy okazji pewnie nie raz bylaby odstawiana do domu przez policje za takie a nie inne zachowanie w miejscu publicznym. Poniewaz jednak skupiamy sie bardziej (my dorosli w szkole) na zrozumieniu co tak naprawde przeszkadza poszczegolnym dziwakom w zadomowieniu sie w szkole, mozna bylo dostrzec, ze dziewczyna faktycznie MYSLI INACZEJ i inaczej postrzega rzeczywistosc ale to INACZEJ ma wartosc i na tej wartosci da sie jednak "cos" zbudowac.
            Na szczescie dla wszystkich, dziwakow jest mniej niz zwyklakow i to Wy rzadzicie swiatem wink
            • echtom Re: Szkola 29.08.11, 13:44
              Ja nie rządzę, ja jestem śrubką wink A Twoja 15-latka ma szansę wyrosnąć na drugą Lisbeth Salander smile
              • bi_scotti Re: Szkola 29.08.11, 15:17
                Jeszcze cos sobie pomyslalam jak jechalam z jednej szkoly do drugiej - z mojej strony ta powstrzymywana niechec do zwyklakow jest zwyczajna, prymitywna zazdroscia, ktora odczuwam od wczesnego dziecinstwa. Zawsze chcialam byc taka "jak inne dziewczynki" i nawet gdy jako nastolatka demonstracyjnie podkreslalam swoje nieprzystosowanie, zawsze gdzies na dnie byl ten sen zeby sie wtopic w tlum.
                I taka jest ta naga prawda wink
                Dodam, ze w wielu rozmowach z mlodzieza homoseksualna odnajduje ten sam watek moich marzen, te zlosc na los czy nature, ze sie jest tym "wybranym" (naznaczonym?) przez los/nature ...
                Ta 15tka to ma jeszcze dodatkowa komplikacje, bo jest z bardzo tradycyjnej, "porzadnej", hinduskiej rodziny wiec zanim dostanie tego Nobla z fizyki czy innej chemii to sie jeszcze w jej zyciu podzieje wink Ale to lato bylo na plus - udalo jej sie utrzymac part-time prace przy zmywaniu garow i tata zgodzil sie na psa. Krok za krokiem idziemy przez te gaszcze innych swiatow smile
            • elf1977 Re: Szkola 31.08.11, 12:32
              Taaa, niestety często te dziwaki to nie żadna geniusze, tylko po prostu nieroby. Lepiej jednak nadać im znamię dziwactwa, oblec w parę dysfunkcji i niech kreują rzeczywistość.
    • noname2002 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 07:17
      Nie lubię szkoły(podstawówka, obecnie III kl) bo:
      -niemal co miesiąc są zebrania, które trwają po 2-3godziny i w dużej mierze polegają na gadaniu o d.pie Maryni
      -co chwilę trzeba coś do szkoły kupować albo przygotowywać, a to składniki na sałatkę(do robienia sałatki jest też niezbędny fartuszek i czapka kucharza!!!) a to jakieś nietypowe materiały plastyczne np mazaki z brokatem a to jakieś inne rzeczy. Szczytem wszystkiego było polecenie przyniesienia na następny dzień szydełka, oczywiście w każdym domu jest szydełko, podstawowy przedmiot w gospodarstwie domowym.
      -nauczycielka sobie nie radzi z chłopcami (na plus jej policzę to, że się do tego otwarcie przyznaje i stara się coś z tym zrobić, na minus faworyzowanie spokojnych dziewczynek, co mojego syna zniechęca do szkoły"po co mam się starać, jak i tak pani na mnie nakrzyczy") i jako matka chłopca co chwilę byłam wzywana na rozmowy i dodatkowe spotkania(na ogół z innymi matkami chłopców)
      -w klasie I która powinna dziecko zachęcić do szkoły i nauki syn miał tyle zadawane do domu, że serdecznie szkołę znienawidził. Mnie też to doprowadzało do szewskiej pasji, bo zamiast wyjść do znajomych czy na powietrze popołudniami ślęczeliśmy nad pisaniem literek i innymi ćwiczeniami. W końcu popytałam znajomych z dziećmi w podobnym wieku i okazało się, że w innych szkołach nie mają tyle zadań domowych. Po interwencji a w zasadzie kłótni z nauczycielką(bo nazbierało się więcej spornych spraw, tak jak to faworyzowanie i oceny nie za wykonane zadanie tylko za zachowanie)okazało się, że można materiał przerabiać na lekcjach a nie zadawać do domu.
    • kali_pso A ja lubię... 29.08.11, 08:01

      ...bo daje mi wytchnienie od dwóch miesięcy wakacji...
      ...bo tam się realizuję, spełniam i mnie doecniają....
      ...bo wolę siać, niż gotowaćwink...
      ...bo moi podopieczni to super dzieciaki...
      ...bo mam zamiar w tym roku poszaleć pomysłowo jeszcze bardziej niz w poprzednim...smile



      Nie mam złych uczuć w stosunku do szkoły- zawsze ją lubiłam , bo mam umiejętnośc dostosowywania się i jestem elastyczna( nawet jesli w dzieciństwie rówiesnicy mi dokuczali, bywało, że ich sprałamwinkmoże dlatego, że sama jestem nauczycielką i wiem, że kontakt z rodzicami to często wyzwanie, że nauczyciel nie musi byc złym nauczycielem nawet jesli prowadzi mega nudne zebrania, bo jesli dla mojego dziecka cos jest wazne, np. wystep w teatrzyku, to ja MUSZĘ sie postarać i wyczarować ten kostium z pod ziemi choćby.

      Mniej egocentryzmu i będzie git, drogie emamywinkp
      • kocianna Re: A ja lubię... 29.08.11, 08:25
        Ja jeszcze nie wiem, czy lubię jako rodzic. Na razie tak. Jestem po dniu otwartym i jednym zebraniu, dziś zajrzę, czy pomóc nie trzeba (tu taki zwyczaj jest, przygotować salę własnemu dziecku, najlepiej z dzieckiem), a następne zebranie będzie za tydzień. Jako uczeń i nauczyciel szkołę generalnie lubiłam.

        W szoku byłam, kiedy rodzice już w momencie zapisywania swoich pociech do placówki edukacyjnej umawiali się, że stworzą sobie klasę lokalnych odpowiedników WASP, a dzieci gastarbeiterów będą w tej drugiej klasie. Mam nadzieję, że dyrekcja na to nie poszła.
      • noname2002 Re: A ja lubię... 29.08.11, 10:11
        " Nie mam złych uczuć w stosunku do szkoły- zawsze ją lubiłam , bo mam umiejętnoś
        > c dostosowywania się i jestem elastyczna( nawet jesli w dzieciństwie rówiesnicy
        > mi dokuczali, bywało, że ich sprałamwinkmoże dlatego, że sama jestem nauczycielk
        > ą i wiem, że kontakt z rodzicami to często wyzwanie, że nauczyciel nie musi byc
        > złym nauczycielem nawet jesli prowadzi mega nudne zebrania, bo jesli dla mojeg
        > o dziecka cos jest wazne, np. wystep w teatrzyku, to ja MUSZĘ sie postarać i wy
        > czarować ten kostium z pod ziemi choćby.
        >
        > Mniej egocentryzmu i będzie git, drogie emamywinkp"
        Dlaczego egocentryzmu? Jestem samotną matką i takie na przykład comiesięczne zebrania-ploteczki były dla mnie wyzwaniem organizacyjnym, bo kolidowały na przykład z basenem dziecka i musiałam znajdować kogoś kto mi te dziecko na basen zabierze. Podobnie z szukaniem rozmaitych szydełek, mam wystarczająco dużo obowiązków bez tego i nie lubię jak mi ktoś dokłada. Jakoś w przedszkolu wystarczyło raz w roku dostarczyć potrzebne materiały i raz w roku dziecku strój wymyślić i nie trzeba było nieustannie czegoś donosić i organizować a w szkole nawet głupie przybranie sali jest problemem i potrzebna do tego jest trójka rodziców.
        • elf1977 Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:02
          Same pilne emamy. Z drugiej strony - dwa zebrania w semestrze po pół godziny odwiedza mniej niż połowa rodziców gimnazjalistów. Niechęć do angażowania się rodziców w jakąkolwiek aktywność szkolną - organiczna i namacalna. Zainteresowanie przez pół roku żadne - pojawia się rokrocznie w okresie wystawiania ocen i klasyfikacji.
          Sama uczę i jestem matką, ale na problem lubienia czy nielubienia szkoły patrzę szerzej. Jeśli rodzic na pierwsze zebranie w pierwszej klasie przychodzi z nastawieniem na "nie" - trudno o współpracę.
          • mama_kotula Re: A ja lubię... 29.08.11, 13:06
            Cytat
            Niechęć do angażowania się rodziców w jakąkolwiek aktywność szkolną - organiczna i namacalna.


            Ja bardzo chętnie zaangażuję sie w aktywności szkolne, jeśli zostanę o nich poinformowana odpowiednio wcześnie. Najlepiej, jeśli na początku semestru dostanę harmonogram semestralny i jakiś plan ramowy.

            Rodzic to do cholery nie jest elastyczna gumka, dopasowująca się do wszystkiego, która to gumka poza szkolnym życiem dziecka nie ma żadnego innego życia.

            --
            Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
            • olena.s Re: A ja lubię... 30.08.11, 00:28
              A w mojej szkole bardzo fajnie załatwiają różne sprawy z rodzicami.
              Po pierwsze, nie ma żadnych idiotyzmów w rodzaju "na wtorek przynieść różową mulinę i zieloną bibułkę".
              Po drugie, w razie potrzeby faktycznej klasowej pomocy (obstawa na wycieczce) piszą do rodziców mejle - każdy dostaje informację, a jednocześnie nie ma przymusu wiszącego nad karkiem.
              Po trzecie na początku roku szkolnego proponują rodzicom udzielanie się w zakresie wolontariatu - mozna np. czytać z dziećmi (cudzymi) na przerwach, albo pracować parę godzin w tygodniu jako pomoc biblioteczna, albo udzielac się na różnych szkolnych halloweenach, piknikach i dniach sportu. Czas pracy jest w takich przypadkach z góry ściśle określony w dwu-trzygodzinnych porcjach, jasne jest też co i gdzie będzie się robić.
              Na moje oko bardzo ładnie to idzie, naprawdę sporo rodziców udziela się przy tych okazjach.
            • elf1977 Re: A ja lubię... 30.08.11, 08:03
              No, ja też jestem rodzicem i staram się dostosowywać do różnych ról. Jeśli na początku pierwszej klasy słyszę od rodziców, że mogą być w trójce klasowej pod warunkiem, że to będzie tylko na piśmie i że będą jedynie figurantami - nie nastraja mnie to optymistycznie.
              • mama_kotula Re: A ja lubię... 30.08.11, 10:44
                elf1977 napisała:
                > No, ja też jestem rodzicem i staram się dostosowywać do różnych ról. Jeśli na p
                > oczątku pierwszej klasy słyszę od rodziców, że mogą być w trójce klasowej pod w
                > arunkiem, że to będzie tylko na piśmie i że będą jedynie figurantami - nie nast
                > raja mnie to optymistycznie.

                Ależ doskonale rozumiem to, bo mnie by też szlag trafił.

                I dlatego nie zgłaszam się do trójki klasowej, bo charakter mojej pracy nie pozwala mi na dodatkowe jazdy do szkoły - cieżko by mi było dopasować harmonogram, czasem mam zapieprz taki, że dzieci muszę do babci odstawiać, bo deadline wczoraj, a ja w połowie. Nie mówiąc o tym, że jestem niezmotoryzowana, jazda pekaesem 27 km (szczególnie w zimie, to jest środek Karkonoszy) nie jest mi bardzo na rękę.

                Niemniej naprawdę jestem w stanie zrobić różne rzeczy - choćby załatwić dla klasy te nieszczęsne materiały plastyczne, przygotować prezentacje w Power Poincie, dostarczyć sałatkę i ciasto, ale proszę nie wymagać rzeczy pt. pięciogodzinna obecność w szkole w celu omówienia dekoracji na dzień wiosny (czytaj: pijemy kawkę, jemy ciasteczka i obgadujemy nieobecnych, chichocząc głośno).
                • elf1977 Re: A ja lubię... 31.08.11, 08:24
                  Raczej nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Między innymi za to lubię szkołę, w której pracuję (prywatną), że działa na zasadzie firmy, gdzie zadania są od początku podzielone, a cieni się czas każdego, w tym i nauczyciela.
                  • noname2002 Re: A ja lubię... 31.08.11, 08:57
                    "Raczej nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Między innymi za to lubię szkołę, w
                    > której pracuję (prywatną), że działa na zasadzie firmy, gdzie zadania są od poc
                    > zątku podzielone, a cieni się czas każdego, w tym i nauczyciela."
                    Zdaje się, że szkoła prywatna jest nastawiona na ułatwianie życia uczniom i rodzicom, a państwowa nauczycielom.
                    • elf1977 Re: A ja lubię... 31.08.11, 12:27
                      Moja nauczycielom też ułatwia, a co, to grzech? Da się połączyć interesy nauczyciela i rodzica, ale to nie jest łatwe. Zresztą, z jednaj i z drugiej strony brakuje dobrej woli - taka jest prawda.
                  • mama_kotula Re: A ja lubię... 31.08.11, 09:12
                    Cytat
                    Raczej nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Między innymi za to lubię szkołę, w której pracuję (prywatną), że działa na zasadzie firmy, gdzie zadania są od początku podzielone, a cieni się czas każdego, w tym i nauczyciela.


                    A widzisz, nasza szkoła jest prywatna, nastawiona na silną integrację rodzice-szkoła. Problem polega na tym, że integracja często jest sztuczna, na siłę i do wyrzygu. Ja nie lubię, jak mnie ktoś zmusza do integracji i udawania, że zalezy mi na bliskości z panią dyrektor - bo mi nie zależy, no sorry.
                    • elf1977 Re: A ja lubię... 31.08.11, 12:29
                      Bo to taka zachodnia moda. Niby taka integracja, a każdy na każdego patrzy dystans. Zdrowsze jest podejście z zachowaniem dystansu rodzic - nauczyciel. Mamy współpracować, nie integrować się na siłę. I to się sprawdza a nie jakieś pikniki, które kosztują mnóstwo czasu i energii, a dają marne efekty.
                      • mama_kotula Re: A ja lubię... 31.08.11, 14:50
                        Cytat
                        Mamy współpracować, nie integrować się na siłę. I to się sprawdza a nie jakieś pikniki, które kosztują mnóstwo czasu i energii, a dają marne efekty.


                        Hu hu hu. Na pikniku rodzinnym, między jednym a drugim wyskandowanym hasłem "Nigdy nie jestesmy sami, szkoła i rodzice z nami" wychowawczyni napadła na nas ze skargami na syna. Z marszu, z krzykiem, nie mówiąc nawet "dzień dobry". Potem, w trakcie przedstawienia, przyprowadziła syna i praktycznie "rzuciła" go nam, mówiąc "ja go oddaję, bo sobie nie mogę już z nim poradzić, bierzcie go". A na ścianie piękne hasła nadal wisiały, tak. O integracji, współpracy i takich tam.

                        Z imprezy wyszliśmy w połowie, informując panią dyrektor o niesmaku i zażenowaniu.

                        Fajna integracja, nie? tongue_out
                        • elf1977 Re: A ja lubię... 31.08.11, 19:07
                          To w w tym przypadku piknik się przydał można było spokojnie się dziecia pozbycwink
      • mama_kotula Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:03
        Cytat
        Mniej egocentryzmu i będzie git, drogie emamywinkp


        Więcej myślenia i będzie git, drogie enauczycielki winkp

        Jesli moje dziecko wraca ze szkoły po 16 i ja o 17 dowiaduję się, że na następny dzień dziecko ma mieć owoce na sałatkę, deseczkę, fartuszek i czapkę kucharską, to mam ochotę kląć, bo jednokowoż lubię mieć dzień zaplanowany wcześniej i bardzo ale to bardzo nie lubię, jak coś mi 3 razy w tygodniu rozwala plany koniecznością jazdy (albo dymania piechotą, jako że nie jestem zmotoryzowana) do hipermarketu po fanty (uprzedzam komentarze - nie, nie posiadam w domu małej deseczki i fartuszka). Podobnie, jeśli ma przygotować na dzień następny "zdjęcia ptaków wodnych, najlepiej w dużym formacie na sztywnym papierze - np. takie z kalendarza", klnę również.

        Oczywiście, nie da się podać listy potrzebnych w nastepnym tygodniu materiałów przed weekendem, z powodu pt. BO NIE.

        W zeszłym roku w poniedziałek poinformowano rodziców o balu przebierańców, który miał się odbyć w czwartek. No po prostu multum czasu na przygotowanie kostiumów, prawda.
        A potem i tak są fochy, że rodzicom brakuje dobrej woli, że są egocentryczni i że nie angażują się w życie szkolne własnego dziecka, ergo - na dziecku im nie zależy. OJP.


        Poza tym, co do meritum - mogę się podpisać pod wszystkim co wyżej napisała Verdana.
        • joanna_poz Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:13
          > Oczywiście, nie da się podać listy potrzebnych w nastepnym tygodniu materiałów
          > przed weekendem, z powodu pt. BO NIE.

          no u nas pod tym względem było perfekcyjnie, tu nie mogę narzekać, bo generalnie plan na nadchodzacy tydzień pojawia się w internecie już w weeekend i w niedzielę mogę juz przeczytać:
          co w dany dzien tygodnia będzie realizowane na zajęciach z nr stron w podrecznikach
          co bedzie zadane na dany dzień
          no i lista wszelakich dziwnych rzeczy do przyniesienia/ przygotowania.
          • mama_kotula Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:16
            U nas, mimo próśb rodziców, nie było idealnie, ani nawet dobrze - pani nauczycielka argumentowała, że ona w sumie to przed weekendem jeszcze nie wie, co będzie potrzebne w następnym tygodniu, bo w weekend to ona plan dopiero układa, a w ogóle to najczęściej na bieżąco jest... Ok, padła zatem propozycja, aby chociaż było to wysyłane mailem w niedzielę po południu/wieczorem, czy podawane w poniedziałek - niestety, jak żwirem o czołg.
            • verdana Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:26
              No i mam odpowiedż, dlaczego nie lubię
              Bo nauczycielki mowią takie rzeczy jak:
              "Mniej egocentryzmu i będzie git, drogie emamy". Czyli - mam , doga mamo, prawo Cię oceniac i wychowywać, a Twoim psim obowiązkkiem jest nie myśleć o jakiejs tam swojej wygodzie i swoich uczuciach, a nawet nie o swoim dziecku, ale o innych - czytaj - nauczycielach w szkole. mama ma sie do szkoly altruistycznie dostosować.
              I dzieki takiemu nastawieniu nauczycieli, ktorzy uwazają, ze mają prawo wychowywać rodziców dla dobra szkoły - trudno sie z tą szkołą dogadać, niestety.
              • triss_merigold6 Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:33
                Mnie przez ten rok w zerówce zapieniało podejście "niech państwo coś zrobią, bo X (mój syn) nie słucha i robi tamto i owamto" - zresztą słyszeli to niemal codziennie wszyscy rodzice chłopców.
                Cóż, to problem do rozwiązania przez nauczycielki, a nie przeze mnie skoro potomek jakoś był zdyscyplinowany na: zbiórkach zuchowych, treningach, warsztatach plastycznych, obozie zuchowym, kolonii, wczasach z dziadkiem.
                • noname2002 Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:12
                  "Mnie przez ten rok w zerówce zapieniało podejście "niech państwo coś zrobią, bo
                  > X (mój syn) nie słucha i robi tamto i owamto" - zresztą słyszeli to niemal cod
                  > ziennie wszyscy rodzice chłopców."
                  Ja zostałam wezwana gdyż nie nauczyłam syna jak ma się zachowywać w szkolebig_grin
                  Zdaje się, że kurtki nie zdejmował od razu po wejściu do sali i nie układał piórników na ławce czy coś w tym stylu.
                  Reszta dokładnie tak samo, w przedszkolu i na nauce pływania jakoś dyscypliny przestrzegał a w szkole same problemy.
                  • rodriga Re: A ja lubię... 30.08.11, 13:43
                    Problemem, z którym ja podobno powinnam sobie poradzić jest to, że syn "dyskutuje z dorosłymi (nauczycielkami) jakby był im równy i na wszystko ma argumenty". Nie chodziło o to, że zachowuje się nieprzyjemnie, ale o samą dyskusję. Początkowo myślałam, że się przesłyszałam. Poza tym "biega na przerwie, a potem jest spocony".
                    Nie lubię szkoły, bo premiuje grzeczność i przeciętność. Sam pomysł konkursu na Miss i Mistera Grzeczności (który zresztą mój syn wygrał, głosowały dzieci) mówi wszystko o tym, co jest dla szkoły ważne.
                • bi_scotti Re: A ja lubię... 29.08.11, 15:25
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Mnie przez ten rok w zerówce zapieniało podejście "niech państwo coś zrobią, bo
                  > X (mój syn) nie słucha i robi tamto i owamto" - zresztą słyszeli to niemal cod
                  > ziennie wszyscy rodzice chłopców.
                  > Cóż, to problem do rozwiązania przez nauczycielki, a nie przeze mnie skoro poto
                  > mek jakoś był zdyscyplinowany na: zbiórkach zuchowych, treningach, warsztatach
                  > plastycznych, obozie zuchowym, kolonii, wczasach z dziadkiem.

                  Masz zupelna racje - za zachowanie Milusinskiego w szkole odpowiadaja nauczyciele, wychowawcy, ktokolwiek tam nie jest. Aczkolwiek wymiana info powinna byc: w domu on jest taki, w szkole taki - jesli sa jakies super roznice, warto pogadac i wspolnie "cos" przedsiewziac zeby osiagnac jakis tam zamierzony "cel wychowawczy". Spychoterapia to kiepski pomysl w kazdych okolicznosciach.
                  • mama_kotula Re: A ja lubię... 29.08.11, 15:33
                    bi_scotti napisała:
                    > Aczkolwiek wymiana info powinna byc: w
                    > domu on jest taki, w szkole taki - jesli sa jakies super roznice, warto pogada
                    > c i wspolnie "cos" przedsiewziac zeby osiagnac jakis tam zamierzony "cel wychow
                    > awczy".

                    Wymiana info jest ok, wymiana doświadczeń jest ok.

                    Nie jest ok, kiedy "wspólne osiągnięcie" ma się sprowadzać do "rób rodzicu tak, jak ci szkoła każe i stój murem za nauczycielem, niech dziecko wie i czuje, że tworzycie wspólny front" (innymi słowy: niech dziecko ma świadomość, że w razie problemu w szkole nie ma się do kogo zwrócić czy wyżalić, bo rodzic nie wykaże zrozumienia, gdyż musi słuchać pani dyrektor). Tak mi zaproponowano w mojej cudownej szkole, łącznie z propozycją wdrożenia w domu systemu nagród i kar (w szczególności kar) za zachowanie dziecka w szkole. Mega ROTFL.
                    • bi_scotti Re: A ja lubię... 29.08.11, 18:56
                      Eee to chyba bardziej odwrotnie - to rodzic ma jakas (lub powinien miec) wizje na kogo tego potomka chce wychowac i szkola, jesli nie moze za bardzo pomoc, to przynajmniej nie powinna przeszkadzac smile Oczywiscie, mowimy o sytuacjach, w ktorych nie ma podejrzen, ze rodzice krzywdza dziecko ...
                    • elf1977 Re: A ja lubię... 31.08.11, 12:34
                      Raczej rzadko stosowana metoda w dzisiejszych szkołach.
              • kali_pso Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:34

                hehehhehe..ubodło, drogie emamy?winkp

                Cały ten watek to popis egocentryzmu- JA, JA, JA- a gdzie dziecko w tym wszystkim?

                Mama nie lubi tego, nie lubi tamtego- tymczasem dla dziecka przebieranki, karmniki i inne takie, obecność na spotkaniach rodziców, na uroczystościach, powitaniach i zakończeniach szkoły to wielka rzecz- jak nie potraficie odnaleźc same w tym przyjemności to pomyślcie, jak wazne jest to dla dziecka i nie róbcie min, kwasów i nie puszczajcie tekstów w domu:" Znowu coś wymyslili", bo czesto dzieciak aż sie pali aby zrobić to, co rodzic kwituje kręceniem nosa a rodzicielskie fochy sa komunikatem- szkoła jest głupia, pani jest głupia, może to, że się cieszę aby ten karmnik zrobić, też jest głupie....

                To pisałam ja, która od dawna nie może uczestniczyć w rozpoczeciu i zakończeniu roku szkolnego swojego dziecka- bo w tym czasie musi być w pracy, i wiele bym oddała za to, aby było inaczej...zazdroszczę tym, które mogą i tak- nie rozumiem narzekańwinkp
                • triss_merigold6 Re: A ja lubię... 29.08.11, 11:39
                  Staram się, naprawdę się staram nie robić min i nie komentować krytycznie. Wyrazy o pani minister i systemie oświaty powtarzam, gdy nie ma dziecka w zasięgu głosu.
                  Chodziłam do publicznej podstawówki w USA i o ile pamiętam, nie zadawano prac domowych wymagających pomocy technicznej i materiałowej rodziców. Prace plastyczne były wykonywane na plastyce, a materiały wszelkie zapewniała szkoła. I tak powinno być, sorry nie mam szafy Stanleya w mieszkaniu, żeby budować z drewna czy innych metali.
                  • elf1977 Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:06
                    Może raczej powinno się przestać budować i robić sałatki. Szkoły nie stać na finansowanie materiałów, a poza tym trochę to śmieszne. Sama pamiętam jak tata robił mi konewkę, a mama szalik na drutach.
                • judytak Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:01
                  > Mama nie lubi tego, nie lubi tamtego- tymczasem dla dziecka przebieranki, karmn
                  > iki i inne takie, obecność na spotkaniach rodziców, na uroczystościach, powitan
                  > iach i zakończeniach szkoły to wielka rzecz

                  na uroczystości chodzę, na wszystkie bez wyjątku, bo wiem że trzeba
                  na rozpoczęcie roku idę bezwzględnie w pierwszej klasie, począwszy od pierwszego zamknięcia roku pytam dziecko czy chce mnie tam widzieć czy nie (powyżej 10 lat nie zdarzyło się żeby chciało, przedtem też sporadycznie)
                  idę na pierwsze zebranie w roku, dalej tylko a) u starszego syna który ma trudnosci w nauce i chcę być postrzegana jako "ta która robi co może" i b) jeśli dziecko mówi żebym szła, bo będzie o cos tam ważnego dla niego (są to przypadki absolutnie wyjątkowe)

                  pozdrawiam
                  Judyta

                  P.S. a szkołę lubię, bo się jej nie boję
                  J.

                • noname2002 Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:06
                  " Mama nie lubi tego, nie lubi tamtego- tymczasem dla dziecka przebieranki, karmn
                  > iki i inne takie, obecność na spotkaniach rodziców, na uroczystościach, powitan
                  > iach i zakończeniach szkoły to wielka rzecz- jak nie potraficie odnaleźc same w
                  > tym przyjemności to pomyślcie, jak wazne jest to dla dziecka"
                  A owszem, jak najbardziej myślę o dziecku, po tych wszystkich wycieczkach, klasowych imieninkach i pracach plastycznych zostaje za mało czasu na naukę i potem zmęczone dziecko, które odebrałam po pracy zamiast wyjść na dwór i pobyć na powietrzu albo zwyczajnie odpocząć, ślęczało codziennie po dwie godziny nad lekcjami(w I klasie!). Bo pani zakładała, że każdy odbiera dziecko o 11:00 i ma cały dzień na odrabianie lekcji.
                  Już nie mówię o tym jak zniechęca dawanie złych ocen za dobrze wykonaną pracę albo coś czego się dobrze nauczył, bo pani nie przepada za "rozrabiającymi" chłopcami.
                • verdana Re: A ja lubię... 29.08.11, 12:22
                  Ależ oczywiscie - to jest ważne dla dziecka. Dlatego też chciałabym, aby spotkania, przebieranki, przyniesienie róznych rzeczy byly oznajmiane na tyle wczesniej, czy orgsnizowane w takich godzinach, aby matki, także pracujące, mogły brać w tym udział, albo kupić czy zrobić coś ze stosownym wyprzedzeniem.
                  A nie, zby okazwywalo sie, że jestem zaskakiwana, a moje dziecko smutne - bo nie kupię bibulki póxnym wieczorem, maż nie znajdzie zastępstwa na przedstawienie, ktore odbywa się pojutrze, a karmnika nikt w domu zrobić nie potrafi.
                • mama_kotula Re: A ja lubię... 29.08.11, 13:01
                  Cytat
                  Mama nie lubi tego, nie lubi tamtego- tymczasem dla dziecka przebieranki, karmniki i inne takie, obecność na spotkaniach rodziców, na uroczystościach, powitaniach i zakończeniach szkoły to wielka rzecz


                  Kalipso, do ciężkiej deutery. To nie moje dziecko lat 7 musi przygotować kostium z wtorku na piątek - oczywiście, może mi w tym pomóc, ale na tyle, na ile może. 90% pracy to mój wlasny wkład. I ja jak najbardziej jestem za tym, aby były przebieranki, karmniki i inne takie, tylko k.wa nie jestem za tym, aby pani nauczycielka organizowała MÓJ czas wolny. Bo dobrej woli to ja mam mnóstwo, ale jak we wtorek po południu dowiaduję się, że w środę moje dziecko potrzebuje przycięte listewki na karmnik, to dymam do Castoramy, pomna tego, że moje dziecko się z tego cieszy, ale urwamać, wszystko ma swoje granice, więc z pieśnią na ustach nie dymam, raczej z bluzgiem.
                  Na spotkaniach bywam wszystkich, bo dziecku zależy.

                  Gdzie dziecko w tym wszystkim? Tam, tam, właśnie - tam, gdzie się uczy, że ma byc pępkiem świata bo CHODZI DO SZKOŁY, i że cała rodzina ma rezygnować ze swoich planów bo pani sobie na jutro zażyczyła, aby dziecko przyniosło klej z brokatem, brokat sypki i różne ozdóbki - zatem zamiast na popołudniową wycieczkę cała rodzina dyma do kerfura/papiernika/kwiaciarni. Ja cały czas o to apeluję: o trochę myślenia. Bo w tej chwili wygląda to tak - panią nauczycielkę nie obchodzi, że rodzina ma jakieś tam plany, ona wychodzi z założenia, że dla rodziców dziecko ma być najważniejsze, więc rodzicu rzucaj wszystko i rób to, co pani sobie upieprzyła, bo to DLA TWOJEGO DZIECKA.
                  I jak w takich warunkach uczyć dziecka szacunku dla czyjegoś czasu, wcześniejszego planowania, racjonalnej logistyki? Nie można w piątek powiedzieć o tych cholernych listewkach które będą potrzebne we wtorek - wtedy przy okazji sobotnich zakupów w kerfurze idziemy do Nomi i kupujemy listewki, a nie organizujemy wyprawe na ostatnią chwilę? Nie, nie można, jak widać. A przy najmniejszej próbie wyrażenia niezadowolenia człowiek się dowiaduje, że jest wyrodną suką, której nie zależy na dobru własnego dziecka.
                • vivibon Re: A ja lubię... 29.08.11, 14:29
                  kali_pso napisała:

                  > To pisałam ja, która od dawna nie może uczestniczyć w rozpoczeciu i zakończeniu
                  > roku szkolnego swojego dziecka- bo w tym czasie musi być w pracy, i wiele bym
                  > oddała za to, aby było inaczej...zazdroszczę tym, które mogą i tak- nie rozumie
                  > m narzekańwinkp

                  Wow, no całe dwa dni, wstrząsające. W zamian za wszystkie święta, ferie i wakacje.
    • sueellen Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 08:51
      Karmnik dla ptaków pewnie mnie ominie, bo w kraju w ktorym mieszkam chodzenie z nozem w torbie czy plecaku jest zakazane.

      A tak w ogóle w okolicach trzeciej podstawówki tez sie u mnie w szkole budowało karmniki, latawce itd. Że też nauczyciel nie bał się ponad dwudziestoosobowej grupy dzieciaków, każde z piłą, gwoździami i młotkiem...
    • xxe-lka Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 09:18
      dlaczego ty masz awersję nie wiem
      wiem dlaczego ja mam - bo to chory system jest i już i muszę w ten system wdrożyć swoje dzieci
      ja wspomnień za ciekawych z podstawówki nie mam - zwłaszcza tych związanych z kadrą nauczycielską
    • joanna_poz Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 10:38
      pierwszą klasę syna mamy za sobą, teraz II.

      co mnie wkurzało w szkole:
      - wszelkie akcje typu - proszę wymyślić przebranie z okazji XXX
      - kto z rodziców zgłosi się do upieczenia ciasta, zrobienia sałatki itp
      - oczekiwanie pomocy rodziców w godzinach, kiedy wiekszośc, a napewno ja, jest w pracy
      - pamietanie o bibułkach to pal szesc, gorzej z przyniesieniem pięciu kolorów włoczek lub kilku tkanin w określonych kolorach (jakby na porządku dziennym było robienie na drutach tudzież szycie w kazdym domu), wymyśleniem plakatu na temat zdrowego żywienia itp
      - no i zebrania - meritum zmieściłoby się w 15 minutach, no ale trwa 1,5 godziny bo rodzice uprawiają gadki o niczym... gadka niczego nie wniesie... ale pogadac trzeba
      • echtom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 11:06
        > meritum zmieściłoby się w 15 minutach, no ale trwa 1,5 godziny bo rodzice uprawiają gadki o niczym

        Rodzice nie uprawiają gadek o "niczym", tylko o swoich wyjątkowych, a niedocenianych i krzywdzonych przez złą szkołę dzieciach - jak wspomniany w którymś poście Edgar, który nie lubi zupy grzybowej tongue_out Pamiętam takie horrory nt. Niusi, na którą uwzięła się pani od polskiego czy Olusi, która zdobyła nagrodę w zawodach sportowych, a szkoła nie uczciła tego apelem z fanfarami. Z czasem stałam się na tyle asertywna, że albo głośno zwracałam rodzicowi uwagę, albo wychodziłam demonstracyjnie z zebrania w trakcie takiego egocentrycznego ględzenia.
        • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 11:14
          Cytat
          Rodzice nie uprawiają gadek o "niczym", tylko o swoich wyjątkowych, a niedocenianych i krzywdzonych przez złą szkołę dzieciach - jak wspomniany w którymś poście Edgar, który nie lubi zupy grzybowej tongue_out


          O nie, moja droga. Rodzice uprawiają Konwersacje O Ważnych Rzeczach takich jak np. model i kolor czajnika bezprzewodowego, jaki ma być zakupiony do klasy. Choć w sumie w zwiazku z tym wypływa kwestia tego, że Vanessa nie pija herbaty innej niż SuperZdrowotnaHerbataMarkiX, więc co będzie z Vanessa, co będzie?

          Mnie na zebraniach drażnią głównie akcje "a o tym to już rozmawiałam z panią x, y i z, to wiadomo, panie sobie przekażą". W szkole jestem wyłącznie na okoliczność zebrań (dzieci nie wożę i nie odbieram, załatwia to bus szkolny), nie mam pojęcia o czym rozmawia nauczycielka z rodzicami, którzy są codziennie rano i po południu i nie mam czasu na dodatkowe "przekazywanie" - po to przyszłam na zebranie i poświęciłam czas, aby się dowiedzieć, dodatkowego czasu nie zamierzam poświęcać BO NIE.
          • triss_merigold6 Organizacyjne 29.08.11, 11:25
            Przerażają mnie kwestie organizacyjne i mam szczerą nadzieję, że nauczycielka klas 1-3 nie będzie nadaktywna plastycznie. Nie posiadam w domu szydełka, kawałka blachy falistej, tkanin w różnych kolorach, drewnianych deseczek czy innej włóczki oraz nie mam talentu do twórczego wykorzystywania w/w.
            Na dwugodzinnych zebraniach krew mnie zalewa nagła i wychodziłam po prostu przed końcem, bo problemy kalibru "dzień z zabawką" kontra "nie przynosimy zabawek w ogóle" są mi głęboko obce.
            • joanna_poz Re: Organizacyjne 29.08.11, 11:43
              Nie posiadam w domu szydełka, kawałk
              > a blachy falistej, tkanin w różnych kolorach, drewnianych deseczek

              też nie mam i takie pomysły poczatkowo mnie wkurzały.
              ale podzielę się doświadczeniemwink:
              ogłaszałam w pracy - kto ma włoczki/ materiały itp itd? i podzieliłby się ?
              i zawsze jakaś miła koleżanka przynosiła i ratowała mnie opresjismile
            • elf1977 Re: Organizacyjne 29.08.11, 12:13
              Ale te "problemy" stwarzają właśnie rodzice, niektórzy uwielbiają takie czcze dyskusje. Co do tej manii prac ręcznych - jest mi obca. Zastanawiam się po co to, skoro później w gimnazjum mam wrażenie, że uczniowie nie potrafią narysować prostego rysunku. Może zamiast na sałatkach, szalikach, klejeniu brył dzieci skoncentrowałyby się na prostych ale estetycznych szkicach malowaniu itd. Kredki i farby każdy ma w domu. A gotować niech się małe w domu nauczy.
              • bi_scotti Re: Organizacyjne 29.08.11, 15:31
                U nas nie ma wspolnych zebran. Sa tzw. parent-teacher interviews, czyli konkretny rodzic rozmawia z konkretnym nauczycielem na temat konkretnego dziecka i wtedy ten brak fanfar czy inne tam sprawy indywidualne mozna sobie poruszac w ramach dostepnych 15 czy 30 minut zarezerwowanych na rozmowe. Wylacznie w sytuacjach kryzysowych, rozmowa toczy sie w gronie kilku osob (principal, social worker, school psychologist etc.) albo gdy sa jakies super szkolne uroczystosci (graduation, school play albo concert, w katolickich szkolach blessing etc.), zapraszani sa wszyscy rodzice. Dziala parents council i na takich spotkaniach moga sie wyzyc rodzice, ktorzy lubia podzialac spolecznie dla szkoly.
        • malila Od tego, żeby 29.08.11, 11:39
          prowadzić zebranie i dbać o jego porządek, jest nauczyciel, który zebranie organizuje. Rodzice mają prawo do tego, żeby zadbać o potrzeby swoich dzieci, nawet jeśli innemu rodzicowi, który oczywiście zawsze jest mądry i ma słuszny pogląd i ogląd, wydaje się to śmieszne, głupie i niepotrzebne. Jeśli zebranie nie jest miejscem i czasem na wyrażanie tych potrzeb, to nauczyciel wyznacza inne i przechodzi do realizowania planu zebrania. Można chociażby podzielić zebranie na dwie części: pierwsza służyłaby do wyłuszczenia ważnych rzeczy, druga do rodzicielskich prezentacji.
          • triss_merigold6 Re: Od tego, żeby 29.08.11, 11:42
            I to byłoby cudowne: najpierw kwestie ogólne, a potem indywidualne po kolei jeśli ktoś ma potrzebę kontaktu z nauczycielem. Jak ktoś nie ma to wychodzi.
            • echtom Re: Od tego, żeby 29.08.11, 11:59
              > Jak ktoś nie ma to wychodzi.

              O to, to. A sprawa Niusi niewinnie gnębionej przez złą panią od polskiego w ogóle nie jest do wałkowania na zebraniu, lecz do indywidualnego omówienia z wychowawcą i rzeczoną panią.
              • elf1977 Re: Od tego, żeby 29.08.11, 12:18
                Takich rzeczy nie wolno poruszać na forum. W mojej szkole się tego bardzo pilnuje. Jeżeli rodzice próbują imiennie poruszać sprawę zachowania jakiegoś ucznia, przerywam i mówię, że to sprawa do indywidualnej dyskusji w ścisłym gronie osób zainteresowanych. Pewne problemy porusza się tylko w cztery oczy.
                • echtom Re: Od tego, żeby 29.08.11, 12:30
                  Ale niektórzy rodzice lubują się w takich opowieściach na forum i nie każdy nauczyciel jest na tyle asertywny, by przerwać i odesłać, gdzie trzeba smile
          • elf1977 Re: Od tego, żeby 29.08.11, 12:16
            Chyba tak jest na każdym zebraniu>?Ja po części informacyjno - organizacyjnej "zwalniam" którzy nie są zainteresowani dyskusjami. Raczej mi chodzi o to, że ta mniej formalna część bardzo się przedłuża, a dyskusja po jakimś czasie traci sens. Mimo to są tacy którzy nie popuszczają.
            • malila Re: Od tego, żeby 29.08.11, 12:27
              Jak widać w wątku, nie na każdym. Masz, Elf, głowę na karku. Oby więcej takich w polskiej oświaciesmile
              • elf1977 Re: Od tego, żeby 30.08.11, 08:09
                Dzięki.
            • myelegans Re: Od tego, żeby 29.08.11, 23:21
              elf1977 napisała:

              > Chyba tak jest na każdym zebraniu>?Ja po części informacyjno - organizacyjn
              > ej "zwalniam" którzy nie są zainteresowani dyskusjami. Raczej mi chodzi o to,
              > że ta mniej formalna część bardzo się przedłuża, a dyskusja po jakimś czasie tr
              > aci sens. Mimo to są tacy którzy nie popuszczają.

              Skuteczny sposob na takich rodzicow to zebranie ogolne i w innym dniu konferencja 1na1 z rodzicami, rodzice zapisuja sie wczesniej na konkretna godzine, i ma 10-15 minut z nauczycielem (z minutnikiem wlaczonym) na omowienie konkretnych spraw dotyczacych JEGO dziecka.
              U nas nauczycielka ma minutnik, nastawia i jest 10minut i ani minuty dluzej i jest to 3 razy w roku, tzw. konferencja rodzic-nauczyciel. Koniec, kropka.
              Ja nie mam czasu na gadanie o de Maryni przez 2 godziny, sorry, mam lepsze rzeczy do robienia z wlasnym czasem.
              • elf1977 Re: Od tego, żeby 30.08.11, 08:10
                Na coś takiego musi być przyzwolenie góry.
          • malila Nie wyróżniam się 29.08.11, 12:24
            w tej kwestii. Moje dzieci chodzą już do innych szkół niż ja i te szkoły bardzo lubię, ale one nie wpisują się w polski system oświatowy.
            Szkoła, którą pamiętam, służyła do tego, żeby zagnieździć w ludziach lęk i posłuszeństwo wobec władzy. Nauka nie miała być ani przyjemnością, ani drogą do wiedzy, tylko jak najbardziej przykrym obowiązkiem. Główną metodą nauczania było udupianie i wykazywania niewiedzy. Normą było bycie idealnym. Każdy, kto odstawał od normy, był kiepski. System skutecznie niszczył ciekawość świata i chęć dyskusji przez wyśmiewanie błędów. Najważniejszą zasadą przetrwania było - siedź cicho i się nie wychylaj.
            Aż dziw, że w tym systemie znajdowali się jednak cudowni nauczyciele.
            • triss_merigold6 Re: Nie wyróżniam się 29.08.11, 12:30
              Pod tym względem liceum wspominam zdecydowanie lepiej, aczkolwiek swój zbiór specyficznych świrów posiadało.
              Z dzisiejszej perspektywy uważam, że nauczyciel, u którego regularnie jest zagrożona połowa klasy, jest złym nauczycielem. Tymczasem tacy mieli (mają?) opinię surowych, wymagających i w ogóle są świetni tylko bachory fatalne i tępe, co należy owym bachorom i ich rodzicom udowodnić.
              • echtom Re: Nie wyróżniam się 29.08.11, 12:42
                > Z dzisiejszej perspektywy uważam, że nauczyciel, u którego regularnie jest zagrożona połowa klasy, jest złym nauczycielem.

                Coś w tym jest - u najlepszej i najbardziej wymagającej nauczycielki w liceum nie było zagrożeń, a żeby dostać na koniec dostateczny, trzeba było się wykazać naprawdę złą wolą.
                • myelegans Re: Nie wyróżniam się 29.08.11, 23:31
                  echtom napisała:

                  > Coś w tym jest - u najlepszej i najbardziej wymagającej nauczycielki w liceum n
                  > ie było zagrożeń, a żeby dostać na koniec dostateczny, trzeba było się wykazać
                  > naprawdę złą wolą.

                  Bo dobry nauczyciel widzac, ze w klasie krzywa ze sprawdzianu nie rozklada sie po Gausowsku, powinien miec refleksje, ze to z NIM i JEGO przekazaniem wiedzy i JEGO testowaniem, jest cos nie halo.
                  Nauczyciele najczesciej sa butni, wszechwiedzacy i niemylacy sie.
                  Moja nauczycielka z polskiego sadzila bledy gramatyczne i usilowala tlumaczyc, ze to.... NASZA wina, i NASZE bledy.... albo wymyslala na poczekaniu jakas formulke zeby pokryc bledy. Zenada. I co? I dalej uczy! I nadal robi te same bledy! I nadal korzysta z tych samych notatek uczelnianych co 25 lat temu nam sprzedawala. Ble
                  • morekac Re: Nie wyróżniam się 30.08.11, 01:26
                    Bo dobry nauczyciel widzac, ze w klasie krzywa ze sprawdzianu nie rozklada sie
                    > po Gausowsku, powinien miec refleksje, ze to z NIM i JEGO przekazaniem wiedzy i
                    > JEGO testowaniem, jest cos nie halo.

                    Rozkłada się po gausowsku, tylko na niższym poziomie...
            • myelegans Re: Nie wyróżniam się 29.08.11, 23:26
              malila napisała:

              > w tej kwestii. Moje dzieci chodzą już do innych szkół niż ja i te szkoły bardzo
              > lubię, ale one nie wpisują się w polski system oświatowy.
              > Szkoła, którą pamiętam, służyła do tego, żeby zagnieździć w ludziach lęk i posł
              > uszeństwo wobec władzy. Nauka nie miała być ani przyjemnością, ani drogą do wie
              > dzy, tylko jak najbardziej przykrym obowiązkiem. Główną metodą nauczania było u
              > dupianie i wykazywania niewiedzy. Normą było bycie idealnym. Każdy, kto odstawa
              > ł od normy, był kiepski. System skutecznie niszczył ciekawość świata i chęć dys
              > kusji przez wyśmiewanie błędów. Najważniejszą zasadą przetrwania było - siedź c
              > icho i się nie wychylaj.

              Hawk! Sie podpisze. Mam poedukacyjna traume, ktora na szczescie nie zabila we mnie ciekawosci swiata. Odetchnelam na studiach. Wtedy przyrzekla, sobie, ze mojemu dziecku/dzieciom tego nie zaserwuje.

              > Aż dziw, że w tym systemie znajdowali się jednak cudowni nauczyciele.

              Jedna (sic!), w 7 klasie, matematyczka zaraz po studiach, do dzisiaj umiem i rozumiem ten dzial matematyki. Reszta, moze wiedze miala, ale edukacyjne dno soba reprezentowala. Gdyby istnial wtedy internet, to rzucilabym szkole w diably w liceum i zdawala mature esternistycznie.
              Nabawilam sie wrzodow na zoladku i nerwicy. SZkola do tej pory sni mi sie po nocach nieprzyjemnie.
        • elf1977 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:10
          To, co mam zrobić na zebraniu zajmuje mi 15 minut, rozgadanych rodziców ciężko uspokoić. Trudno dorosłym ludziom, którzy uwielbiają zabierać głos na forum przerwać i ogłosić koniec zebrania. Czasem mam wrażenie, że 2 lub 3 osoby się nakręcają, a reszta marzy o tym, żeby wyjść, ale się wstydzismile Nawet, jeśli zachęcam do tego, żeby zostali sami zainteresowani.
          • triss_merigold6 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:18
            Już kiedyś poświęciłam wątek zebraniom. D
            Mam teorię, że nakręcają się nawzajem znudzone kury domowe cierpiące na nadmiar czasu i niedobór zainteresowania. Na zebraniu mają audytorium i mogą sobie pogadać. Ja pracuję, teraz jeszcze nowe niemowlę w domu, starszak ma różne zajęcia po południu wymagające zgrania logistycznego i zebrania zerówkowe co miesiąc były IMO doskonale zbędne.
          • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 23:35
            elf1977 napisała:

            > To, co mam zrobić na zebraniu zajmuje mi 15 minut, rozgadanych rodziców ciężko
            > uspokoić. Trudno dorosłym ludziom, którzy uwielbiają zabierać głos na forum prz
            > erwać i ogłosić koniec zebrania. Czasem mam wrażenie, że 2 lub 3 osoby się nakr
            > ęcają, a reszta marzy o tym, żeby wyjść, ale się wstydzismile Nawet, jeśli zachęc
            > am do tego, żeby zostali sami zainteresowani.

            MUSISZ byc asertywna. Daj przed zebraniem rozpiske, agende, z porzadkiem zebrania i rozpisaniem na minuty. Jak ktos Ci przerwie, powiedz grzecznie "przepraszam, schodzimy z tematu" "wrocimy do tego pozniej" "zeby nie tracic niepotrzebnie czasu itd. itp"

            TY jestes moderatoremi i TY kierujesz porzadkiem zebrania, nie rodzice. Wyobraz sobie, ze jestes Monika Olejnik i prowadzisz debate prezydencka. Pytanie, i 2 minuty na wypowiedz. Kropka, i przerywaj. Wiekszosc bedzie Ci wdzieczna.
            • elf1977 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 08:08
              Dziękuję za pouczenie, wcześniej napisałam, że zawsze kończę zebranie wcześniej mam obowiązek rozmowy indywidualnej z rodzicami, ciężko czasami ją zakończyć, tym bardziej, że pracuję w prywatnej szkole, gdzie rodzic ma status bóstwa. To ja mam się dostosować i rozmawiać z rodzicem, jeśli on tego potrzebuje. Co z tego, że jestem konkretna i mam wszystko zaplanowane, jeśli niektórzy rodzice chcą po prostu pogadać, a to "gadanie" trwa czasem bardzo długo. Część zbiorowa i formalna zebrania nie trwa dłużej niż 20-25 minut.
      • judytak Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:10
        > - wszelkie akcje typu - proszę wymyślić przebranie z okazji XXX

        spokojnie, w trzeciej klasie już nawet na karnawał dzieci nie chcą się przebierać ;o)

        > - kto z rodziców zgłosi się do upieczenia ciasta, zrobienia sałatki itp

        nie wkurzaj sie, nie zgłaszaj się i tyle
        ja też się nie zgłaszam, jeśli już coś muszę to kupuje jakiś sok czy talerze papierowe

        > - oczekiwanie pomocy rodziców w godzinach, kiedy wiekszośc, a napewno ja, jest
        > w pracy

        też się dziwiłam, ale zawsze jacyś chętni się znajdują
        pozwól im, niech się realizują ;oP

        > - pamietanie o bibułkach to pal szesc, gorzej z przyniesieniem pięciu kolorów w
        > łoczek lub kilku tkanin w określonych kolorach

        u moich dzieci w klasach szybko dochodziło do systemu "każdy przyniesie więcej tego, co akurat ma, dzieci sie podzielą i wymianiają"

        > - no i zebrania - meritum zmieściłoby się w 15 minutach, no ale trwa 1,5 godzin
        > y bo rodzice uprawiają gadki o niczym... gadka niczego nie wniesie... ale pogad
        > ac trzeba

        święta prawda
        gorsze są tylko zebrania lokatorów
        pozostanie nie chodzić ;o)

        pozdrawiam
        Judyta

        • joanna_poz Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:24
          > gorsze są tylko zebrania lokatorów
          > pozostanie nie chodzić ;o)

          staram się chodzić (pomimo wszystko... i poczucia straty czasu przede wszystkim).

          ale jak nie byłam na 2 (nagłe sprawy, naprawdę nie moglam) - zapytałam znajome mamy, co było ważnego, to okazało się, że NICsmile NIC KONKRETNEGO
          • judytak Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 13:37
            ja w przedszkolu pytam panią przed zebraniem, czy będzie coś ważnego, a ona mi mówi że nic :o)
            w szkole pytam dziecko, też przed - też mówi że nie, a jak sa konkrety (kiedy zbiórka, ile trzeba zapłacić etc.), to i tak zobaczę w formie wpisu do dzienniczka

            pozdrawiam
            Judyta
            • joanna_poz Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 18:52
              no u nas de facto tez sie do tego sprowadza, ze najwazniejsze informacje dostajemyy mailem albo sa na www szkoły.
    • najma78 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 10:54
      Jako uczennica nie lubilam szkoly i nauczycieli (oprocz nielicznych wyjatkow) nie lubilam tego systemu i tej kupy nieuzytecznych wiadomosci, ktora w zyciu mi sie nie przydala (krzyzowek nie lubie), tego co potrzebne musialam uczyc sie sama.
      Szkole moich dzieci lubie, ale jest inna od polskiej tej ''mojej'' jak i tej terazniejszej, ktora znam z relacji znajomych czy chocby ematek.

      1. Nie ma zebran z rodzicami, wiadomosci organizacyjne i dotyczace zycia szkoly wszyscy zainteresowani otrzymuja droga listowna tradycyjna lub elektroniczna. 3 razy w roku sa spotkania indywidualne nauczyciel-uczen-rodzic i trwaja 20 minut.
      2. Nie ma rozpoczecia ani zakonczenia roku, dzieci ida do szkoly i jest to zwykly dzien.
      3. Nie maja plecakow, przyborow, nie trzeba im kupowac ksiazek ani zeszytow, ani zadnych innych pomocy, wszystko zapewnia szkola.
      4. To szkola uczy, dba o postepy ucznia, wykorzystuje jego potencjal, nie skupia sie na slabosciach.
      5. Zadania domowe sa dla ucznia i jest tego niewiele, zadawane raz w tygodniu, nie zajmuja wiecej niz 20-30 minut.
      6. Ujednolicony system szkolny. Rutyna - dzieci rozpoczynaja i koncza zajecia w szkole o okreslonej godzinie takiej samej codziennie, przez cale lata, jadaja posilki o stalej porze itp.
      • grzalka Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:01
        Moja córka zaczyna czwartą klase, a synowie pierwszą. Do szkoly miałam stosunek negatywny (własne niekorzystne doświadczenia, zwłaszcza w przedmiotach typu plastyka, zpt, wf) ale po tych trzech latach nie moge narzekać- prace plastyczne obywaly sie bez mojego udzialu (głównie w szkole), zebrania były krótkie i konkretne, w drugim miesiącu pierwszej klasy dałam pani do zrozumienia, że za wyniki mojego dziecka odpowiedzialne jest ono samo i załapała od razu. Moja corka uprawia sport, co sie wiąże z wieloma wyjazdami- nigdy z tego powodu nie bylo klopotow. Ale faktem jest, że ona sama jest nieklopotliwa- teraz idą do szkoły chłopaki, a oni są bardziej "wymagajacy wychowawczo"- zobaczymy jak będzie.
        • echtom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 12:14
          > zwłaszcza w przedmiotach typu plastyka, zpt, wf

          U mnie tylko te przedmioty, ze szczególnym uwzględnieniem wf wink Negatywnego stosunku do szkoły nie miałam, bo w ogólnym rozrachunku pozytywy przeważały. Nie jestem człowiekiem, który karmi upiory i pielęgnuje traumy, więc po realnym ustaniu "traumy" wuefowej otrzepałam się i poszłam dalej.
          • grzalka Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 20:57
            e, no ja też traum nie pielęgnowałam, liceum było jak najbardziej ok- za to z plastyką i muzyką poradził sobie moj ojciec pytając z poważną miną nauczycieli w/w przedmiotów czy córce może są potzrebne korepetycje, bo z innych przedmiotow nie ma kłopotu- od tamtej pory było znośnie
      • nanuk24 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 00:42
        U mnie tak samo z wyjatkiem tego: "Nie maja plecakow"
        bo moj syn plecak ma w ktorym nosi jablko albo inny owoc/warzywo na snack timewink
        • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 00:55

          nanuk24 napisała:

          > U mnie tak samo z wyjatkiem tego: "Nie maja plecakow"
          > bo moj syn plecak ma w ktorym nosi jablko albo inny owoc/warzywo na snack time;
          > -)

          U syna w plecaku jest papierowy folder, do ktorego pani wklada informacje dla rodzicow i zadanie domowe na kartkach. Plus lunch box. Plecak wazy 0.7kg jak zapakuje wode.
          Na koniec roku dostajemy oprawione portfolio z pracami dziecka z roznych dziedzin. Prace plastyczne widzimy po przyniesieniu do domu i wloczki, czy inne bibulki tam sa, wiec szkola je jakos zakupuje.

          Nie rozumiem dlaczego nie mozna zrobic na poczatku roku szkolnego zrzuty i zakupic materialy plastyczne dla CALEJ klasy......

          Rodzice tez pomagaja szkole/klasie wolontarystycznie i najczesciej pretensje sa o to, ze nie ma wystarczajaco duzo okazji do wolontariatu dla wszystkich.
          Wymiana informacji odbywa sie za pomoca kartke wkladanych dzieciom do folderu lub maila.
          • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 01:02
            Cytat
            Nie rozumiem dlaczego nie mozna zrobic na poczatku roku szkolnego zrzuty i zakupic materialy plastyczne dla CALEJ klasy......


            Bo to by trzeba było pomyśleć i zaplanować wcześniej, co będzie potrzebne w ciągu roku. A jak pani nauczycielka nie jest w stanie zaplanować z wyprzedzeniem, czego będzie potrzebować w przyszłym tygodniu, to o jakim rocznym planowaniu my mówimy? uncertain
            • nanuk24 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 01:33
              pani sie po prostu pomylila z powolaniemtongue_out
            • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 02:09
              mama_kotula napisała:

              > Bo to by trzeba było pomyśleć i zaplanować wcześniej, co będzie potrzebne w cią
              > gu roku. A jak pani nauczycielka nie jest w stanie zaplanować z wyprzedzeniem,
              > czego będzie potrzebować w przyszłym tygodniu, to o jakim rocznym planowaniu my
              > mówimy? uncertain

              Lo matko z corka. Przeciez 0-3 klasisci nie potrzebuja niewiadomoczego, do tworzenia sztuki wspolczesnej do galerii. Zrzuta, pojechac do hurtowni i kupic to co jest. NIech PANI sie wykaze kreatywnoscia i wymysli z materialow dostepnych co dzieci moga zrobic.

              U nas nauczycielka kiedys wspomniala, zeby przy okazji i kto moze przynosic do szkoly kartony po jajkach, rulony po skonczonych recznikach papierowych, papierowe talerze, brazowe papierowe torby, plastikowe pudeleczka po serkach, plastikowe butelki itd. ipt. I tak przy okazji podrzucali rodzice do szkoly, jak mieli i jak im sie przypomnialo. Po 2 miesiacach prosila, zebysmy przestali przynosic bo nie ma tego gdzie magazynowac. Produkty pracy widywalismy przez caly rok.
              Acha, pani tez kupowala i przynosila sama, z wlasnej nieprzymuszonej woli, czesto za wlasne pieniadze.
          • nanuk24 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 01:41
            tak, tez mam taki folder,ktory oczywiscie dostarczyla szkola. Nawet dlugopisu dzieci nie musza nosic. Tyle, ze u mnie szkola zakupuje, a rodzice placa za to, z tym ze sa to drobne koszta.

            --
            This boat that we just built is just fine
            And don't try to tell us it's not
            The sides and the back are divine -
            It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
            • najma78 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 12:36
              nanuk24 napisała:

              > tak, tez mam taki folder,ktory oczywiscie dostarczyla szkola. Nawet dlugopisu d
              > zieci nie musza nosic. Tyle, ze u mnie szkola zakupuje, a rodzice placa za to,
              > z tym ze sa to drobne koszta

              U nas wszystko zapewnia szkola, akcje z przynoszeniem opakowan po jajkach czy platkach tez byly, ale faktycznie szybko sie konczyly bo bylo tego za duzo. Dzieci maja tego rodzaju torby www.hand-print.co.uk/school_book_bags.html w ktorych nosza jedna cienka ksiazke do przeczytania w domu - codziennie i jedna-dwie kartki A4 dla rdzicow dotyczace zycia szkoly. Dzieci jadajace wlasne lunch maja osobne lunch box i tyle.
        • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 00:55
          nanuk24 napisała:

          > U mnie tak samo z wyjatkiem tego: "Nie maja plecakow"
          > bo moj syn plecak ma w ktorym nosi jablko albo inny owoc/warzywo na snack time;
          > -)

          U syna w plecaku jest papierowy folder, do ktorego pani wklada informacje dla rodzicow i zadanie domowe na kartkach. Plus lunch box. Plecak wazy 0.7kg jak zapakuje wode.
          Na koniec roku dostajemy oprawione portfolio z pracami dziecka z roznych dziedzin. Prace plastyczne widzimy po przyniesieniu do domu i wloczki, czy inne bibulki tam sa, wiec szkola je jakos zakupuje.

          Nie rozumiem dlaczego nie mozna zrobic na poczatku roku szkolnego zrzuty i zakupic materialy plastyczne dla CALEJ klasy......

          Rodzice tez pomagaja szkole/klasie wolontarystycznie i najczesciej pretensje sa o to, ze nie ma wystarczajaco duzo okazji do wolontariatu dla wszystkich.
          Wymiana informacji odbywa sie za pomoca kartke wkladanych dzieciom do folderu lub maila.
    • babsee Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 13:59
      Ja podstawowke lubilam bardzo.Traktowalam glownie jako miejsce do wyżycia sie sportowego(za moich czasow szeroko dostepne byly zajęcia sportowe dla dzieci for free) oraz pogaduszek.Uczylam sie moze ze 3,4 razy-tak zeby siąść i sie uczyc.Bylo wesolo.
      Liceum natomiast bylo okropne.
      I wiem za co nie lubie, i boje sie jak moja corka-moj klon-tam pojdzie.Za bezlistosne tłamszenie innosci,niewiarygodnie nachalne socjalizowanie i wspoldziałanie z innymi( mam traume do dzis i mysle ze aspoleczna stałam sie wlasnie po LO), za irytująca niesprawiedliwosc pt "wiem ze powinnas miec piątke ale stać Cie na wiecej wiec masz tylko tróje"-po czyms takim trudno mieć ochote na naukę...

      Przyznam szczerze, ze moja obawy teraz wzbudza jedynie fakt, ze wszystkie matki dookoła opowiadają jak to codziennie odrabiają lekcje z dziećmi...nie rozumiem tego totalnie....co można odbrabiac w klasie 1-3?

      acha-i dreszcz mnie przechodzi jak pomysle o tych kolejnych mamuskach co zadają trylion idiotycznych pytan na zebraniach....
      Te z przedszkola juz sobie "oswoiłam"
      • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 14:17
        Cytat
        Przyznam szczerze, ze moja obawy teraz wzbudza jedynie fakt, ze wszystkie matki dookoła opowiadają jak to codziennie odrabiają lekcje z dziećmi...nie rozumiem tego totalnie....co można odbrabiac w klasie 1-3?


        Weź pod uwagę nadgorliwość matek w kwestii tego "odrabiania". Bo szkoła trąbi, trąbi, że rodzic ma współdziałać z dzieckiem przy odrabianiu lekcji i ma dziecka pilnować (bo inaczej jest egocentryczną suką, nieprawdaż).
        Więc matka uwala sobie w głowie, że MUSI z dzieckiem siedzieć podczas gdy dziecko smaruje ten rządek literek i wypełnia stronę w ćwiczeniach.
        Ja pomagam dziecku przy zadaniach typu projektowego, przy standardowych ograniczam się jedynie do zapytania dziecka, czy odrobiło lekcje. A z tego co wiem, przeważnie dziecko ma do zrobienia 1-2 karty pracy ze zintegrowanego i parę zadań z angielskiego - dokładnie w sumie nigdy nie sprawdzałam. Nie sprawdzałam też poprawności wykonania, bo to nie moje zadanie - jeśli dziecko zaniesie zadanie wykonane niepoprawnie, to nauczyciel dostanie sygnał, nad czym dziecko ma pracować i w którym miejscu nie rozumie. I jeśli uzna, że dziecko potrzebuje dodatkowej pracy w domu, to mnie powiadomi, a jeśli wystarcza utrwalenie w klasie, to nie będzie mi zawracał głowy (to takie moje pobożne życzenia są - bo z reguły jak nauczyciel nie umie/nauczycielowi sie nie chce wyjaśnić dziecku określonego zagadnienia, to zwala to na rodzica i rodzica z tego rozlicza).
        • echtom Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 23:40
          > Bo szkoła trąbi, trąbi, że rodzic ma współdziałać z dzieckiem przy odrabianiu lekcji i ma dziecka pilnować

          Mnie powaliło, kiedy wychowawczyni starszej klasy SP pouczała rodziców, że należy sprawdzić dziecku wszystkie odrobione lekcje, a następnie z każdego przedmiotu odpytać.
          • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 23:43
            echtom napisała:

            > > Bo szkoła trąbi, trąbi, że rodzic ma współdziałać z dzieckiem przy odrabi
            > aniu lekcji i ma dziecka pilnować
            >
            > Mnie powaliło, kiedy wychowawczyni starszej klasy SP pouczała rodziców, że nale
            > ży sprawdzić dziecku wszystkie odrobione lekcje, a następnie z każdego przedmio
            > tu odpytać.

            Czy to czasami nie nazywa sie edukacja domowa wink ?
      • noname2002 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 14:37
        "Przyznam szczerze, ze moja obawy teraz wzbudza jedynie fakt, ze wszystkie matki dookoła opowiadają jak to codziennie odrabiają lekcje z dziećmi...nie rozumiem tego totalnie....co można odbrabiac w klasie 1-3?"
        Właśnie na pierwszym zebraniu w szkole się dowiedziałam, że należy patrzeć na każdą literkę jaką smaruje w pocie czoła nasza pociecha, gdyż może ją pisać nie od tej strony od której powinna. W świetlicy odrabiają lekcje dzieci wyjątkowo wyrodnych matek.
        Niemniej nie miałam czasu, żeby na każdą literkę patrzeć, starałam się z doskoku kontrolować poprawność i czy w ogóle odrabia.
        Dla mnie chore zadawanie tylu zadań domowych w początkowych, nasza nauczycielka miała nawet pomysł, żeby przepisywali czytanki, przy tempie pierwszoklasisty który 3-4 zdania pisze w godzinę, musielibyśmy zarywać noce. Na szczęście na zebraniu wszyscy zgodnie zaprotestowali i pomysł upadł.
    • odcienie.szarosci Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 29.08.11, 19:25
      Ja lubiłam i podstawówkę i liceum. Traktowałam je jako spotknaia towarzyskie. Pamietam jak mielismy w podstwówce zegar na scianie i tylko sie w niego wpatrywałam kiedy w koncu minie lekcja i kiedy bede mogła poszalec z towarzystwem. Liceum juz zupełnie inaczej wspominam ale tez bardzo miło. Miłam świetnych nauczycieli naprawde na poziomie, ktorzy byli bardzo chetni do pomocy i zajecia nie koncentrowały sie na zwykłym wykładzie. Polonistka zabierała nas do kina, teatru, rozmawiała z nami o spektaklu, pozwalała na to zeby kazdy miał swoje osobiste zdanie na dany temat, nikogo nie krytykowała tylko słuchała, a niesmiałych nie torturowała wypowiedziami tylko zachecała ale nic na siłe( za to jestem jej wdzieczna, a publiczna trema skonczyła mi sie na studiach).


      Najgorzej wspominam gimnazjum. Nauczycielki bez powołania, proste baby osiedlowe, które nie wiem jakim cudem zostały nauczycielkami?? pamietam tylko jak kazały wypełniac zadania, a same kawe popijały i sie nami nie interesowały. Kino, teatr, filharmonia? nigdy w zyciu by im to do głowy nie przyszło. Zadnej rozmowy z nami, zadnego przekazu, zero umiejetnosci komunikacji z mlodzieza, zero checi., ZA DARMO dostawali pensje co miesiac( ja bym im wszystkim poobcinala albo pozbawila pracy z takim podejsciem) Czasem sie zastanawiam czy moze gdzies tego nie zglosic? i niech sie ktos odpowiedni zajmnie ta szkola? czy tak wszedzie wyglada edukacja gimnazjalna?

      Mam nadzieje, ze moje dziecko polubi szkołe jak ja lubiłam i zlikwiduja do tego czasu gimnazja albo bedzie ksztalcic sie w innym systemia, w innym kraju.
      • kocio_007 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 01:11
        Nie wiem, co za doświadczenia macie. Szkołę lubiłam, podstawówkę i liceum, dobrze się w niej czułam, dobrze się uczyłam, towarzysko bardzo ok. Kłopotów nie sprawiałam, ale też nie traktowałam szkoły tak bardzo serio. Uczyłam się niewiele i zrywami. Nikt mnie nie gnębił ani nie gnoił, zauważyłabym wink Parę razy matka wydziergała za mnie coś na zpt i tyle. Korona jej z głowy nie spadła. W życiu też nie słyszałam wyrzekania, że na zebrania musi chodzić. Ot, taka konsekwencja posiadania dziecka w wieku szkolnym, że czasem trzeba się przejść na zebranie... Teraz ja - szkołę starszego (prywatna podstawówka) wspominam bardzo ok -nauczycielki ok, rodzice również (aktywistkom chętnym upiec ciasto itp, byłam wdzięczna, ja opędzałam się zakupem gotowców), zebrania z kawą i ciastkami były póltowarzyskimi spotkaniami, jeśli ktoś miał spięte poślady, szybko się rozluźniał. Owszem zdarzało się, że z dnia na dzień dowiadywałam się, że trzeba cośtam przynieść. Jeśli miałam - dawałam, jeśli nie, dziecko nie miało - to już było zmartwienie pani.
        Gimnazjum - dziecko zaliczyło 2, jedno prywatne, nie ok (ale to ze względu na niski poziom), drugie społeczne bardzo ok. My jako rodzice bywaliśmy tam sporadycznie (ja ani razu), co synowi nie zaszkodziło - dostał się do świetnego liceum które obecnie kończy (znów ja na zebraniu nie byłam w ani razu). Triss, sorki ale czytając twoje posty mam wrażenie, że ty wiecznie musisz coś/kogoś zwalczać. Siostrę, patologię, teraz szkołę, do której twój młody zdaje się jeszcze nie poszedł? Na tle tej całej beznadziei twoja sylwetka oczywiście jaśnieje jak słońce. Może to nie w tej beznadziejnej (tym razem akurat szkole) jest problem? A jeśli tak, i tu masz wyjście - poślij dziecko do prywatnej.
        • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 01:34
          Cytat
          zebrania z kawą i ciastkami były póltowarzyskimi spotkaniami, jeśli ktoś miał spięte poślady, szybko się rozluźniał


          OJP. Rozumiem, że jak ktoś nie ma ochoty ani czasu na półtowarzyskie spotkanie przy kawce z praktycznie obcymi osobami, tylko chce załatwić sprawę szybko i konkretnie, to znaczy, że ma "spięte poślady"?
          Naprawdę, mam fajniejsze rzeczy do roboty niż dyskutowanie z 11 innych rodziców o modelu czajnika który ma być zakupiony do klasy czy o tym, czy dzieci mają chodzić po obiedzie do sklepiku szkolnego (bo kwestie zakupów gó...anych słodyczy w sklepiku akurat można regulować prosto, każdy we własnym zakresie - nie dając dziecku do szkoły pieniędzy). Bo niestety, na zebraniach pieprzy się z reguły o pierdołach mało istotnych. Natomiast jak poruszyłam temat oglądania przez dzieci pełnometrażowych filmów w czasie zajęć, to temat został ucięty, z komentarzem odnauczycielskim "bo one są zmęczone już, jest kwiecień, więc proszę się nie dziwić że ja im film włączę" (gdyż, jak wiemy, po 5 godzinach w ławce nic tak dobrze nie robi na zmęczenie jak kolejne dwie godziny nieruchomo przed ekranem. a ten wielki plac zabaw, las i boisko w okolicy szkoły są dla ozdoby).
          Nie mówiąc o tym, że zdecydowana większość rodziców na wywiadówki i imprezy szkolne chadza w celu uprawiania dupolizania wychowawczyni i pani dyrektor, co mnie ogólnie brzydzi.

          Co ciekawe, w ogóle tego problemu nie było w klasie córki - sprawy załatwiane były szybko i na temat, całość trwała 10-15 minut, w dość miłej atmosferze, bez gadania o dupie maryni, bez pouczania rodziców i grożenia im paluszkiem i marudzenia, jak to nauczycielka ma w życiu przesrane, bo po jednym dniu z klasą jest wykończona i państwo to muszą zrozumieć i COŚ z tymi dziećmi zrobić - tak to się zwykle odbywało w klasie u syna. A państwo we wspólnym duchu dupolizania potakują zgodnie i pochylają sie nad cieżką dolą nauczycielki, która ma w klasie aż 11 osób. Dramat.

          Cytat
          Jeśli miałam - dawałam, jeśli nie, dziecko nie miało - to już było zmartwienie pani.


          Znakomicie. W naszej szkole dzieci dostają plusy i minusy za przygotowanie materiałów na lekcję. I to nie jest wtedy zmartwienie pani, tylko zmartwienie dziecka, bo inne dzieci mają, a on nie ma, inne dzieci dostają plusy, a on minus, bo matka dnia poprzedniego nie objechała wszystkich dostępnych marketów w poszukiwaniu kleju z brokatem. Zła matka.
          • kocio_007 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 02:29
            > OJP. Rozumiem, że jak ktoś nie ma ochoty ani czasu na półtowarzyskie spotkanie
            > przy kawce z praktycznie obcymi osobami, tylko chce załatwić sprawę szybko i ko
            > nkretnie, to znaczy, że ma "spięte poślady"?

            Źle rozumiesz. Jak ktoś nie chciał, wychodził, przymusu nie było. I nie dyskutowaliśmy i o modelu czajnika ani o sklepiku, ani o zgrozo w ogóle o dzieciach. Temat dzieci był załatwiany w 15 min, jak ktoś miał potzrebę, rozmawiał z nauczycielem w 4 oczy.

            >> zieci pełnometrażowych filmów w czasie zajęć, to temat został ucięty, z komenta
            > rzem odnauczycielskim "bo one są zmęczone już, jest kwiecień, więc proszę się n
            > ie dziwić że ja im film włączę"

            To być może kiepską szkołę dziecku wybrałaś. Trzeba było zmienić. Nam się pierwsze gimnazjum nie spodobało - zmieniliśmy.

            > Nie mówiąc o tym, że zdecydowana większość rodziców na wywiadówki i imprezy szk
            > olne chadza w celu uprawiania dupolizania wychowawczyni i pani dyrektor, co mni
            > e ogólnie brzydzi.

            Ja nie musiałam, moje dziecko zawsze było ok. Tematu więc nie "liznęłam" nawet.
            >
            > Co ciekawe, w ogóle tego problemu nie było w klasie córki - sprawy załatwiane b
            > yły szybko i na temat, całość trwała 10-15 minut, w dość miłej atmosferze, bez
            > gadania o dupie maryni, bez pouczania rodziców i grożenia im paluszkiem i marud
            > zenia, jak to nauczycielka ma w życiu przesrane, bo po jednym dniu z klasą jest
            > wykończona i państwo to muszą zrozumieć i COŚ z tymi dziećmi zrobić - tak to s
            > ię zwykle odbywało w klasie u syna. A państwo we wspólnym duchu dupolizania pot
            > akują zgodnie i pochylają sie nad cieżką dolą nauczycielki, która ma w klasie a
            > ż 11 osób. Dramat.

            No widzisz, trzeba było syna przenieść do tej szkoły.

            > Jeśli miałam - dawałam, jeśli nie, dziecko nie miało - to już było zmartwienie
            > pani.
            > [/quote]
            >
            > Znakomicie. W naszej szkole dzieci dostają plusy i minusy za przygotowanie mate
            > riałów na lekcję. I to nie jest wtedy zmartwienie pani, tylko zmartwienie dziec
            > ka, bo inne dzieci mają, a on nie ma, inne dzieci dostają plusy, a on minus, bo
            > matka dnia poprzedniego nie objechała wszystkich dostępnych marketów w poszuki
            > waniu kleju z brokatem. Zła matka.
            >
            No widzisz, w podstawówce syna nie było spiętych pośladów ani z jednej ani z drugiej strony. Na szczęście nauczyciele rozumieli, że świat się nie zawali od tego, czy ktoś przyniesie 2 jajka na twardo do sałatki, czy nie. Najwyżej będzie bez jajek.
            A w gimnazjum i liceum to już nawet nie było tematu - zpt skasowali, czy co. Muszę syna spytać.
            Gwoździem jest nie eksajtować się nadmiernie pierdołami, co wy tu w większości emamuśki robicie. Kury czy biznesmenki - ta sama spiskowa teoria dziejów (oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja wink
            • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 10:20
              Cytat
              Źle rozumiesz. Jak ktoś nie chciał, wychodził, przymusu nie było.


              To po co była ta wzmianka o "spiętych pośladach", bo nie ogarniam? Swoją drogą, sformułowanie mnie odrzuca, bo ma wydźwięk pejoratywny - wydrwiwa osoby, które nie czują się dobrze na spotkaniach towarzyskich z częściowo obcymi ludźmi. Niefajne to.



              Moje dzieci chodzą do tej samej szkoły, tylko córka trafiła na normalną nauczycielkę, a syn na kolejną kretynkę, która lubi festiwale dupkolizania i nie lubi się zbytnio przemęczać. Wydawało jej się na początku, że pana Boga za nogi złapała, bo z rejonowej podstawówki-molocha trafiła do kadry szkoły prywatnej, ach i och, i czego to ona nie będzie mogła zrobić z taką małą klasą, to zupełnie inna praca niż z 25 uczniów i ona wreszcie będzie mogła swoje programy i idee realizować. Problem w tym, że zapału pani starczyło na pół roku, a potem się okazało, że w tej cudownej szkole jednak trzeba PRACOWAĆ - i skończyło się rumakowanie. Dlatego mnie to wkurza i wbrew pozorom nie jest to "pierdoła", jak piszesz.

              Dupolizanie jest uprawiane niezależnie od tego, czy dziecko jest ok, czy nie - moje dziecko nie jest ok, natomiast nie zniżam się do akcji takich, jak urządzają inni rodzice, bo uważam to za rzygowe. Po uroczystości pasowania na ucznia byłam jedynym rodzicem, który oficjalnie na forum klasy pochwalił wkład DZIECI w imprezę - reszta brandzlowała się wyłącznie w temacie "och och kto przygotował te piękne dekoracje, na pewno pani, a oprawa muzyczna ach i och, ile to panie musiały wysiłku włożyć, a pani dyrektor, no dziękujemy pani dyrektor, och och". W klasie u córki rodzice też próbowali to uprawiać, ale wychowawczyni szybko ukróciła te praktyki, bo nie lubi.

              I nie wiem, o jakiej teorii spiskowej piszesz, naprawdę. Piszesz "gwóźdź, aby nie przejmować się pierdołami" - gorzej, jak z tych pierdół robi się wielka sterta śmiecia i jak traci na tym dziecko. A najczęściej się robi.

              Cytat
              oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja


              Och och. Bądź z siebie dumna zatem tongue_out
    • babsee Re: Bardzo wam dziekuje :) 30.08.11, 11:42
      och dziekuje bardzo smile
      Bo ta mysl mnie meczy od jakiegos roku.To nieszczesne odbrabianie lekcji.W zyciu swoim pamietam moze z 5 sytuacji kiedy mama robila ze mną lekcje- wtedy gdy ją poprosilam o pomoc.Głupia jak but bylam z matmy i fizy i jak prosilam to mi pomagala.
      Natomiast zasada mojej Mamy byla prosta i cudowna "jestes inteligentna,radz sobie,jak bedą -problemy w szkole, bedzie szlaban na sport i kolezanki"I sie uczylam sama.Jak sie nie uczylam i spadalam z ocenami-szlaban.
      Na szczescie moja Mama nie miala chorych ambicji zebym miala same piątki i byla prymusem-ta mysl zaswitala we mnie w 6 klasie- i zostalam prymusem w 3 miesiące.
      Dzieki temu bylam calkowicie samodzielna od najmlodszych lat, wiedzialam czym grozi brak nauki,wiedzialam ze za dobre oceny sa nagrody,.Szkoly pokonczylam, studia rowniez.

      I dlatego nie kumam totalnie tego sleczenia z dzieckiem 8-letnim i "odrabiania lekcji".
      Pocieszylyscie mnie, ze nie jestem wyrodna a jedynie moze nieco odosobniona w poglądach.
      ps.Moja Mama rowniez brzydzila sie dupolizaniem, jak przekazala sprzet do sali chemicznej i fizycznej za gruby szmal( kiedy byly takie fazy darowania sprzetu dla szkol z zakladow pracy)to powiedziala, ze nie ma dziecka w tej szkole a wybor byl przypadkowy a ja sie modlilam zeby nikt sie nie domyslil i nie posądzil mnie o lizusostwo.
      • echtom Re: Bardzo wam dziekuje :) 30.08.11, 12:05
        > W zyciu swoim pamietam moze z 5 sytuacji kiedy mama robila ze mną lekcje- wtedy gdy ją poprosilam o pomoc

        Ja miałam podobnie. A w liceum ojciec koleżanki siadał z nami na godzinkę przed większą klasówką z fizyki. Codzienne odrabianie lekcji z dzieckiem - czytaj: dublowanie szkolnej edukacji w domu - jest dla mnie niepojętą paranoją współczesnej szkoły. Lubię jasne sytuacje: albo nauczanie szkolne, albo domowe.
    • alexandra74 Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 30.08.11, 11:59
      mam podobnie. Syn (2-klasista) ma bardzo aktywna i ambitna wychowczynię. Szlag mnie trafia na ciągłe przygotowywanie z dnia na dzień sznurka, bibuły, zdjęcia dziecka (skad jej wezme, wszystkie zdjęcia w komputerze), artykuły do gazetki szkolnej itp. syn nie zawsze pamięta, żeby zapisac co trzeba, dlatego czesto w przeddzień wieczorem jest akcja pożyczania po sąsiadkach kolorowych tasiemek czy innych guzików. Jak nie zaglądnę do zeszytu korespondencji 2 - 3 dni - moge się zdziwić. A w owym zeszycie korespondencja z wychowawca, natomiast usprawiedliwienia nieobecnosci na osobnych kartkach - o tym trzeba pamietac. Mnie to wszystko stresuje.
      • regli Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 21:48
        Nie lubię szkoły, bo mój syn się jej boi i boi się nauczycieli. Nie lubię, bo wkurzają mnie wszelkie dziwne rzeczy potrzebne na wczoraj. Nie lubię, bo po dwóch latach nauki syna doszłam do wniosku, że marnuję tylko czas na dowożenie do i z szkoły, a i tak wszystkiego muszę nauczyć dziecko sama. Nauczycielka ogranicza się do zasygnalizowania i wprowadzenia do jakiejś partii materiału, a potem sprawdza czy dzieci umieją. Jak nie umieją to znaczy, że rodzice za mało czasu im poświęcają. I nie mówcie mi, że nie ma potrzeby odrabiania z dzieckiem lekcji. Mój syn od początku pierwszej klasy miał np. z angielskiego zadawane wierszyki do nauki na pamięć (przed Bożym Narodzeniem na pamięć dwie zwrotki "Cichej nocy", po angielsku oczywiście). Uczył się ich na takiej samej zasadzie, jak ja miałabym się nauczyć wierszyka po chińsku. Nie umiał czytać po angielsku, nie znał słówek. No sorry, ale sam w życiu by sobie nie poradził. Zresztą co po niektórzy rodzice, którzy angielskiego nie znają mieli problemy, żeby dziecko tego cholernego wierszyka nauczyć.
        • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 22:38
          regli, to jakis horrendalny horror. Tez bym takiej szkoly nie lubila. Jak nauczyciel ma wiedziec o postepach DZIECKA skoro lekcje z nim odrabia rodzic, ktory pewnie niejednokrotnie po prostu dyktuje odpowiedzi, czyli moze de facto odrabiac za dziecko zadanie.

          W klasach 1-3 nie powinno byc lekcji do odrabiania w domu, poza obowiazkowym polgodzinnym czytaniem, najpierw z rodzicem, pozniej samemu. Uczenie dziecka bezmyslnie wierszyka w obcym jezyku doprowadzi do jednego..... dzieciak ten jezyk znienawidzi, a do szkoly sie skutecznie zniecheci, bo kto chce do takiego przybytku chodzic. Moze daj pani wierszyk po wegiersku i popros zeby sie nauczyla na pamiec.

          Z moim dzieckiem NIGDY lekcji nie odrabiam, przypominam, ze ma odrobic, nie sprawdzam tez JAK odrobil, bo odrobil tak jak potrafi najlepiej, wiec nauczycielka widzi jakie ma braki i nad czym trzeba popracowac. To ONA ma poprawiac JEGO bledy, nie nagradzac MNIE usmiechnieta buzia za brak bledow.

          • regli Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 23:10
            Wiesz, ja na początku myślałam, że moje dziecko takie mało zdolne, że potrzebuje więcej czasu od innych dzieci na przyswojenie wiedzy itd. Ale z czasem zaczęło mnie to wkurzać, że siedzę z nim i wszystko tłumaczę od początku, to czego powinien się nauczyć w szkole. Ulało mi się przy nauce godzin na zegarze. Zaganiam swoje dziecię do odrabiania lekcji i ma zadanie, w którym jest do zaznaczenia na cyferblatach godzin podanych pod nimi. No i siedzi nad zadaniem i duma i wydumać nie może. Pytam się: umiesz? Odpowiedź: nie. Czytam polecenie, a w poleceniu, żeby przy rozwiązaniu zadania posłużyć się zegarkiem złożonym z części zamieszczonych w kartach pracy. Pytam się, więc dlaczego nie czyta poleceń i nie składa tego diabelnego zegarka. Bo nie mam kart pracy. Jak to nie masz? No, są w szkole. Świetnie. Przeszukaliśmy chałupę w poszukiwaniu zegarka ze wskazówkami, bo to w dzisiejszych czasach wcale nie takie proste. Znalazłam, wytłumaczyłam, coś tam poćwiczyliśmy i zadanie zrobił. Na drugi dzień zaczęłam przepytywać innych rodziców, jak ich dzieci poradziły sobie z zadaniem. Okazało się, że wszystkie, jak jeden mąż, siedziały z dziećmi i tłumaczyły zegarki. I tak jest ze wszystkim. Na sprawdzianie po drugiej klasie wszystko napisał dobrze, za wyjątkiem zadań z kalendarza. Umknął mi jakoś ten kalendarz i faktycznie nic z nim nie robiłam. A szczytem było, jak nauczycielka po kartkówce z dzielenia, skomentowała, że no widać, że mama z dzieckiem popracowała, bo bezbłędnie napisał. Na końcu języka miałam, żeby jej powiedzieć, że to powinna być jej praca, a nie moja.
            Mój starszy syn, który właśnie skończył gimnazjum, zrobił podsumowanie swojej szkoły i stwierdził, że przez te 3 lata, to on właściwie powinien tylko na matematykę do szkoły chodzić. Bo po lekcji matematyki, to on zawsze coś więcej umiał. A reszty przedmiotów i tak musiał się sam w domu nauczyć.
            Mam jeszcze 4,5 latka i coraz częściej zastanawiam się nad edukacją w domu w jego przypadku. A zwłaszcza nad nauczaniem początkowym. Po doświadczeniach ze średniakiem, dla mnie szkoła to strata czasu i nerwów.
            • myelegans Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 01.09.11, 16:03
              regli napisała:
              >Ulało mi się przy nauce godzin na zegarze. Zaganiam swoje dziecię do odrabiania lekcji i ma >zadanie, w którym jest do zaznaczenia na cyferblatach godzin podanych pod nimi

              Do jasnej ch....y, kto tych nauczycieli metodyki uczy, czy oni wogole znaja jakakolwiek metodyke nauczania klas mlodszych, oprocz rypania na pamiec wszystkiego co mozna, i cwiczenia literek i szlaczkow w rzadkach do urwanej smierci? Nauka zegara? Kalendarza? Really?
              To latwo samo przychodzi.

              Niech nauczycielka kazdy dzien od zerowki (powinno byc od przedszkola) zaczyna od tego "dzien dobry, dzisiaj jest czwartek, 1 wrzesien 2011, jest godzina.....' pogoda jest...., temperatura za oknem....., za godzine czyli o 9 bedziemy miec..., a o 9:30 bedzie lekcja" taka wiadomosc dnia i podanie co beda robic przez reszte dnia, uzywajac jako pomocy naukowych zegara w klasie i kalendarza tez w klasie. Odwolywac sie do zegara przy kazdej okazji przejscia z jednej aktywnosci w drugiej.
              To taki example. Zegara nie trzeba wkuwac, kalendarza tez nie trzeba wkuwac, bo tego mozna dziecko nauczyc mimochodem, tak zeby nawet nie wiedzialo, ze sie uczy.
              Moj prawie 7 latek jak i jego rowiesnicy zna zegar, zna kalendarz, zna dni tygodnia, miesiace, nigdy sie tego nie uczac jako jednostki lekcyjnej. Mieli zapodawane od przedszkola i samo przyszlo, nikt nigdy nie kazal mu tego wkuwac.....
        • mama_kotula Re: Dlaczego nie lubię szkoły? 31.08.11, 23:16
          Cytat
          I nie mówcie mi, że nie ma potrzeby odrabiania z dzieckiem lekcji. Mój syn od początku pierwszej klasy miał np. z angielskiego zadawane wierszyki do nauki na pamięć (przed Bożym Narodzeniem na pamięć dwie zwrotki "Cichej nocy", po angielsku oczywiście). Uczył się ich na takiej samej zasadzie, jak ja miałabym się nauczyć wierszyka po chińsku. Nie umiał czytać po angielsku, nie znał słówek. No sorry, ale sam w życiu by sobie nie poradził.


          I nikt nie zgłosił tego do nauczyciela, wychowawcy, tylko wszyscy potulnie uczyli wierszyka? o.O

          Nie powinno być potrzeby odrabiania lekcji z dzieckiem z klasy 1-3 dopóki dziecko nie ma specyficznych trudności w nauce - dziecko przeciętne powinno sobie z lekcjami poradzić samodzielnie. Jeśli potrzeba wychodzi na światło dzienne, znaczy to li i jedynie to, że nauczyciel jest do dupy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka