Dodaj do ulubionych

Po(d)rzucanie dziecka

12.10.11, 22:12
Czytałam sobie o pasji i niemowlaku, czytałam, i zastanawiałam się, gdzie w statystycznym umyśle matki (ze szczególnym uwzględnieniem e-matki) przechodzi granica między poDrzuceniem i prawie-że-porzuceniem.
I jakie zmienne muszą być uwzględnione.
OK, jeśli ktoś idzie do szpitala, to nie ma wyjścia, trudno, i wszyscy będą współczuć i maleństwem się zajmą.
Ale w innych przypadkach?
W jakim wieku można dzieciaka zostawić na dwa tygodnie? Albo dłużej?

Czy np. wysyłając 6-latkę na 2 miesiące wakacji 1500 km stąd, albo podrzucając ją sąsiadom na czas delegacji realizuję swoją karierę kosztem dziecka?
Czy wyjeżdżając na tygodniowy urlop bez rodziny - tydzień w moim przypadku to dużo, można pojechać do Polski i np. zapewnić dziecku kontakt z ojcem - realizuję pasję kosztem więzi rodzinnych?
Co jest fanaberią - praca, studia, pasja (np. od dwóch lat przygotowywana wyprawa)?

Jak idealna e-matka godzi wszystkie swoje role społeczne i zawodowe z własnymi potrzebami?
Obserwuj wątek
    • wuika Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:16
      Idealna matka nie ma własnych potrzeb przecież suspicious
      A tak serio, to ciężki temat i muszę trochę pomyśleć smile
    • dziennik-niecodziennik Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:31
      "W jakim wieku można dzieciaka zostawić na dwa tygodnie? Albo dłużej?"

      wtedy kiedy dziecko jest na to gotowe. czyli kiedy rozumie ze nieobecnosc rodzica jest czasowa i niczego nie zmienia w życiu.

      "Czy np. wysyłając 6-latkę na 2 miesiące wakacji 1500 km stąd, albo podrzucając ją sąsiadom na czas delegacji realizuję swoją karierę kosztem dziecka?"

      6latka to duze dziecko juz i problemu nie ma. chyba ze ją na te wakacje wysylasz samą samiutką, to troche jednak za wczesnie big_grin

      "Czy wyjeżdżając na tygodniowy urlop bez rodziny - tydzień w moim przypadku to dużo, można pojechać do Polski i np. zapewnić dziecku kontakt z ojcem - realizuję pasję kosztem więzi rodzinnych?"

      urlop to pasja?

      "Jak idealna e-matka godzi wszystkie swoje role społeczne i zawodowe z własnymi potrzebami?"

      po pierwsze nie ma matek idealnych smile po drugie - do pewnego momentu ogranicza się (nie zarzuca całkowicie) wlasne potrzeby (i to dotyczy obojga rodziców, nie tylko matki), nie ma innego wyjscia. ostatecznie - kurde, to dziecko jest dzieckiem tak krotko, ze naprawde mozna przezyc smile
      • kocianna Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:34
        No, na urlopie realizowałam pasję smile A oni nie chcieli ze mną jechać smile Mąż znaczy, dziecko by pewnie pojechało, ale ze szkoły nie chciałam jej zabierać we wrześniu w pierwszej klasie.
    • erba Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:31
      Wg mnie długi wyjazd (np. niech beda te dwa tygodnie) jest ok, kiedy dziecko rozumie, że rodzic wróci, tęskni, ale wie, że gdzieś tam jest.
      No i jeszcze kwestia częstotliwości wyjazdów... ja znam osobę, której dziecko mówi mamo do niańki, bo pani się realizuje.
      • saga55-5 Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:40
        Dla mojej 7-latki, 2 tygodnie to byłoby za długo.
        Kilka razy w roku wyjeżdżam max.na 4 dni ( wtedy zostaje z moją mamą ) ale wtedy w ogóle się nie martwię. Nawet do mnie wtedy nie dzwoni, tylko ja muszę.
        Co 2 m-ce wyjeżdżam na 2 dni ( jedna noc) wtedy zostaje u taty. Tu już gorzej, bo dzwoniłaby praktycznie co godzina. Wtedy też bardzo tęskni.
        Myślę że za kilka lat, 2 tyg.to nie będzie dużo, ale tylko wtedy, kiedy ona gdzieś pojedzie. Mam tu na myśli wyjazdy klasowe itp.
        Poza tym, staram się tak wszystko zorganizować ( nie zawsze się udaje ) by nie po(d)rzucać jej za często.
        • verdana Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:46
          Moje małe dzieci jakos wiedziały,że wrócę, a moze po prostu dziadkowie byli atrakcyjniejsi niż rodzicesmile
          Moim zdaniem, mozna zostawiać dziecko jak najbardziej, nawet jesli bedzie trochę tęskniło. Nie wiem tylko, czy kazdy cel jest wart zostawiania dziecka.
          • saga55-5 Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:51
            dziadkowie byli atr
            > akcyjniejsi niż rodzicesmile

            smile
            Bardzo często tak bywa, choć nie zawsze.
            Może nie tyle atrakcyjniejsi, ale....inni. No i zazwyczaj pozwalaja na więcej.
            Zawsze to jakaś odmiana nie ? wink
            • edelstein Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 22:57
              Zamierzam w przyszlym roku podzielic 2tyg urlopu,tydzien z dzieckiem nad cieplym morzem,tydzien bez dziecka.Moj dziec zostanie pierwszy raz w zyciu z babcia na dluzej niz pare godzin i w tym celu podrzuce go do Polski.Mam gleboko w nosie czy ktos mnie uwaza za wyrodna matke.Chce tydzien imprezowac i tyle.
          • bi_scotti Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 15:04
            verdana napisała:

            > Moje małe dzieci jakos wiedziały,że wrócę, a moze po prostu dziadkowie byli atr
            > akcyjniejsi niż rodzicesmile

            Same here. Szczegolnie dziadkowie (i ciotki, wujki, znajomi rodzicow) w PL byli bez porownania bardziej atrakcyjni niz rodzice z ich obowiazkami, wymaganiami i ogolnym smrodkiem wychowawczym tongue_out

    • aquuaa Watek niepotrzebny 12.10.11, 22:59
      wedlug mnie, bo to tylko woda na mlyn.

      Kazdy postepuje jak uwaza i kazdy ma inne obiektywne kryteria. To co nazywamy 'kompromisem' czy 'tolerancja' - dla Ciebie i dla mnie moze oznaczac zupelnie cos innego.
      Mierzysz wlasna miara czyjes zycie i poddajesz ocenie a przeciez nie masz zielonego pojecia ani o danej osobie, ani o jej emocjach, ani o srodowisku w ktorym sie znajduje.
      Co chcesz osiagnac przez zalozenie tego watku?

      Kazdy sam ustala proporcje i rytm i uwazam, ze nie da sie tego wrzucic do wspolnego wora i poddac ocenie. W zyciu nic nie jest albo biale albo czarne.
      • kocianna Re: Watek niepotrzebny 12.10.11, 23:05
        Ależ właśnie ja nie przykładam swojej miary do cudzego życia, przecież napisałam tylko o sobie. Chcę spróbować ustalić jakąś subiektywną, forumową średnią, czy chociaż medianę. Każda z nas będzie robić jak uważa, że jest najlepiej dla niej i jej dzieci, ale poznawanie różnych punktów widzenia pozwala czasem zmodyfikować swój.
        • aquuaa Re: Watek niepotrzebny 12.10.11, 23:22
          rzecz w tym, ze ani srednia ani mediana nie istnieje.
          Zapewne mozesz sie o tym przekonac, bedac na emamie smile

          Trzebaby zadac konkretna sytuacje, z bardzo dokladnym opisem kto w danej rodzinie jakie spelnia funkcje, jakim jest czlowiekiem, jakie ma mozliwosci, jakie dochody, jakie emocje, jakie plany, jakie priorytety, jakie zainteresowania, jakie prowadzi zycie, itd...
          Za duzo tego. Kazdy przypadek bedzie inny.

          Wez chocby swoja rodzine. Co jest wazne dla Twojej mamy a co dla Ciebie, co dla Taty a co dla Twojego meza, itd. Jestescie rozni. W jednych kwestiach sie zgadzacie a innych lepiej nie poruszac bo wywoluja spiecia. Po prostu smile


    • czar_bajry Re: Po(d)rzucanie dziecka 12.10.11, 23:54
      Nie mam żadnych zahamowań jeśli chodzi o podrzucanie dzieci, raczej podrzucam je dziadkom ale w wyjątkowych sytuacjach sąsiadce( bliskiej koleżance). Tzn syna teraz podrzucam bo córki same się potrafią dopilnowaćtongue_out
      A i moje dzieci w żadnym wypadku nie czują się porzuconetongue_out
    • mary_lu Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 00:02
      Nie jest dla mnie do końca ważne, z jakiego powodu matka wyjeżdża.

      Moja mama urodziła mnie na IV roku studiów, tata był na III, w akademiku wytrzymali ze mną 8 miesięcy, ale potem musieli odpuścić. Zajęć było od groma, mama jeszcze musiała wyjechać na dwa miesiące na obóz językowy.

      Obiektywnie - nie można mieć do nich pretensji, to było sensowne rozwiązanie - wzięli się do galopu, skończyli studia, potem mogli się zająć już tylko mną. Przyjeżdżali w niemal każdy weekend.

      Na kilka miesięcy wysłali mnie do domu babci, zajmowała się mną głownie siostra mamy - ciocia idealna, ciepła, troskliwa, uwielbiająca dzieci, skończyła wtedy naukę i została w domu, żeby się mną zająć.

      Potem tata jeszcze trafił do wojska.

      Pamiętam trochę z mojego wczesnego dzieciństwa, tak 3-5 lat, było dziwaczne. Moja wieź z rodzicami była dziwaczna, nigdy do końca jej nie odbudowaliśmy. Zwłaszcza z mamą, żywimy do siebie głęboką, z trudem skrywaną urazę. Mocno jestem pokaleczona emocjonalnie. Trochę poskładał mnie związek z moim mężem, trochę terapia (miałam ogromne szczęscie do terapeutki, trafiła mi się idealna dla mnie, przypadkiem zupełnie), trochę uczenie się psychologii, a najbardziej - urodzenie dziecka, miałam nadzieję, że dając dziecku to, czego mi zabrakło, przepracuję wszystko raz jeszcze i uleczę swoje rany, i tak chyba się stało.
      • hellulah Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:02
        > Obiektywnie - nie można mieć do nich pretensji, to było sensowne rozwiązanie

        Nie do końca.

        To było sensowne, ponieważ brali pod uwagę opcję zostawienia dziecka u rodziny, traktując ją jako wspaniałą okazję. Gdyby nie było takiej opcji, pewnie poszukaliby alternatyw. Mama mogła np. kończyć studia (V rok), tata w tym czasie wziąłby dziekankę i zajął się niemowlakiem, po studiach mama do pracy plus niania lub żłobek, tata na studia. Nie brali tego pod uwagę, bo pełna dobrych chęci rodzina pomogła... bo takie były standardy.

        Zanim zaczniesz się obruszać, że tak piszę, powiem od siebie - mój mąż był w ten sposób wychowywany przez dziadków, no, pewnie nieco dłużej nie z rodzicami, bo i studia jak myślę dłuższe. Efekty - jak u ciebie, mniej więcej. I teraz clou programu, nam dziecko też urodziło się na studiach. Wychowywaliśmy sami, początkowo w akademiku. Owszem, od czasu do czasu (raz na pół roku, dwa-trzy miesiące) na np. weekend zostawała z jednymi czy drugimi dziadkami, z biegiem lat nawet na tydzień, jako przedszkolak - nawet i na kilka tygodni (gdy się przeprowadzaliśmy i robiliśmy generalny remont). Więź z obojgiem rodziców ma, niechwalący, doskonałą, wytrzymuje nawet burzę i napór dojrzewania.

        Moja myśl jest prosta - wszystko można, byle z umiarem. A mąż nigdy przenigdy nie oddał by dziecka na całe tygodnie, na wychowanie do innej (nie ja i on) rodziny.
    • kropkacom Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 08:47
      Myślę, że skoro ten temat cię dręczy, sama już doszłaś do tego czy dziecko podrzucać, czy tylko udostępniasz wink innym.

      > Jak idealna e-matka godzi wszystkie swoje role społeczne i zawodowe z własnymi
      > potrzebami?

      Nie godzi. Po prostu wszystkich ról sobie na głowę nie wzięłam.
    • echtom Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 08:52
      Po(d)rzucałam dzieci na 10-11 godzin dziennie, intensywnie pracując, więc nie odczuwałam potrzeby dodatkowych rozstań, najwyżej na bardzo krótko. Pasje nie zając, nie uciekną - macierzyństwo weryfikuje, co przedtem było naprawdę ważne, a co robiło się po prostu z nadmiaru wolnego czasu.
      • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:09
        Co innego wyjazd np. na tydzień z mężem na krótkie wakacje zostawiając kochajacym dziadkom kilkuletnie dzieci, co innego pozostawienie pięciomiesięczniaka na dwa tygodnie.
        • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:14
          kolpik124 napisała:

          > Co innego wyjazd np. na tydzień z mężem na krótkie wakacje zostawiając kochajac
          > ym dziadkom kilkuletnie dzieci, co innego pozostawienie pięciomiesięczniaka na

          > dwa tygodnie.


          Nie przesadzasz?Jeśli 5 miesięczne jest karmiony sztucznie lub mama uzbiera odpowiednia ilość pokarmu i zostawia je przy boku ludzi bliskich kochających. To dla czego nie ma prawa jechać na tydzień bez dziecka ?Bzdura !
          • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:27
            Po pierwsze sytuacja zostaa opisana w sąsiednim wątku.

            Po drugie nie na tydzień tylko na dwa.

            Po trzecie, rzeczywiście, mozna zostawić dziecko ojcu zaraz po wyjściu z porodowki i jechać się "samorealizować".
            • hellulah Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:37
              Pomimo tego, co napisałam wyżej (albo właśnie z powodu tych doświadczeń), uważam, że przesadzasz. No i oczywiście smile typowo forumowo posuwasz sprawę do absurdu.

              Dziecko nawet malutkie, ale w swoim otoczeniu, przy ojcu, który jak zakładam (bo wtedy to naprawdę sensowne) od narodzin bierze duży udział w opiece - wręcz naprzemiennie (w tym przytula, usypia w ramionach, karmi regularnie, butelkowe butlą, a piersiowe odciąganym mlekiem z kubeczka lub łyżeczki), naprawdę może zostać bez matki na kilka dni. Nie mieszajmy tego z przedłużonym pobytem z osobą z zewnątrz, może nawet w innym środowisku. Dyskusyjne jest oczywiście, ile to jest, te "kilka" dni. 5 miesięczne dziecko? pewnie cztery-pięć, może tydzień, faktycznie nad dwoma tygodniami bym się zastanawiała.

              Poza tym wyobraź sobie, że to co dla ciebie jest powodem do szydery (ta "samorealizacja" w cudzysłowie), dla innych może być podstawą egzystencji, albo inaczej, koniecznością bytową.
              • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:47
                Dwa tygodnie to nie kilka dni.

                Niestety słodko-idylliczna wizja troskliwego tatusia rodem z tvn i innych politpoprawnych mediów jest raczej dośc rzadka w realu.

                "Samorealizacja" jest nadrzędnym celem każdego czlowieka i wszelki inne sprawy powinny zostać jej podporządkowane.
                • hellulah Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:01
                  To proszę o łaskawe wybaczenie, za to, że ja mam takiego "tatusia" i wiem, że jak się chce, to można.
                  • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:03
                    Wiem, każda emama ma takiego. Nawet cyca podsunie w razie wyższek konieczności.

                    • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:23
                      kolpik124 napisała:

                      > Wiem, każda emama ma takiego. Nawet cyca podsunie w razie wyższek konieczności.
                      >


                      Jakieś frustracje że twój maż partner ci nie pomaga ?Co jest w tym dziwnego ze ojciec zajmuje się swoim własnym dzieckiem ?
                      • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:25
                        Bądź bardziej oryginalna, przypisywanie "frustracji", nie robi już wrażenia.
                        • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:27
                          kolpik124 napisała:

                          > Bądź bardziej oryginalna, przypisywanie "frustracji", nie robi już wrażenia.


                          Nie musi robić to wrażenia,to stwierdzenie faktu tongue_out
                          • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:32
                            A po co stwierdziłaś?
                            • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:36
                              kolpik124 napisała:

                              > A po co stwierdziłaś?

                              Tak mało inteligentna jesteś ,czy po prostu udajesz ?
                    • hellulah Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:46
                      Nie wiem, czy każda. Pewnie mniejszość. No, ja mam. Jakbyś była moją psychofanka wink to byś wiedziała, że nie mam korpo-krawaciarza, który się pojawia w domu około 22-giej, a co weekend ma delegację.

                      Cyca nie podawał, karmił łyżeczką. Prał w rozklekotanej frani pieluchy tetrowe, wstawał w nocy przewijać i podawać do karmienia, kąpał, bawił, tulił. Nie znosił spacerów z wózkiem i tego akurat nie robił, chyba że naprawdę musiał. To wszystko było oczywistą oczywistością, bo niby kto miał to robić? wyłącznie ja?

                      Nie, nie był typem czterdziestolatka, który z zachwytem wpatruje się godzinami w oczy potomka drugiej żony smile Małe, nieumiejące mówić dziecko trochę go deprymowało, trochę nudziło, ale zdawał sobie dobrze sprawę, że to żyjący i czujący człowiek, malutka, która stanie się dorosłą niezależną kobietą, że potrzeba jej opieki i czułości, że jak zainwestujesz, tak później zbierzesz. I jak pisałam, jego rodzice go nie chcieli wychowywać, więc on bardzo się przyłożył do wychowania swojego dziecka.

                      Bywało, że mieliśmy spięcia na tle wychowania czy pielęgnacji, uczyliśmy się, docieraliśmy, nie twierdziłam nigdy, że było słodko czy idyllicznie. Córka urodziła się (jak napisałam nawet w tym wątku), gdy studiowaliśmy, od lat wykonujemy wolny zawód – bo taki wybraliśmy z uwagi na życie rodzinne, mogliśmy i możemy stosunkowo łatwo dzielić się obowiązkami i czasem opieki. Pozostaliśmy przy jednym dziecku, ponieważ na tyle oceniliśmy swoje siły. Tak, mam takiego „tatusia” w domu.
            • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:38
              kolpik124 napisała:

              > Po pierwsze sytuacja zostaa opisana w sąsiednim wątku.
              >
              > Po drugie nie na tydzień tylko na dwa.
              >
              > Po trzecie, rzeczywiście, mozna zostawić dziecko ojcu zaraz po wyjściu z porodo
              > wki i jechać się "samorealizować".


              i co w związku z tym, ze na dwa nie ma znaczenia naprawdę tongue_out
              • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:47
                Można i na pół roku.
                • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:54
                  kolpik124 napisała:

                  > Można i na pół roku.


                  Ale czy to jest twój problem ?Czy to twoje dziecko ?To ja decyzja ?
                  • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:55
                    Więc po co wystawia to na forum? Nie po to aby inni wyrazili swoje opinie?
                    • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:58
                      kolpik124 napisała:

                      > Więc po co wystawia to na forum? Nie po to aby inni wyrazili swoje opinie?


                      Bo bije się z myślami ?Nie jest jej łatwo i dla tego pyta proste tongue_out
                      Nie ma matek idealnych mam czworo dzieci wiem co mówiętongue_out
                      • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:02
                        Aha i jedynie odpowiedzi po jej mysli są dozwolone?

                        Jej sprawa, więc nich robi co uważa za sluszne, a skoro decyduje się pytać na forum publicznym, to niech się spodziewa rożnych opinii.
                        • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:21
                          kolpik124 napisała:

                          > Aha i jedynie odpowiedzi po jej mysli są dozwolone?
                          >
                          > Jej sprawa, więc nich robi co uważa za sluszne, a skoro decyduje się pytać na f
                          > orum publicznym, to niech się spodziewa rożnych opinii.

                          W padasz w skrajności nie potrafisz zrozumieć ze ktoś ma inne potrzeby od ciebie i nie każdy chce być matka męczennicą tongue_out Ja rozumiem że dla ciebie trzymanie dziecka pod kloszem do 18 roku życia jest dla ciebie priorytetem ale nie narzucaj innym twojego zachowania.
                          • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:26
                            Matka "męczennica" to nie skrajność?

                            A tak swoją drogą, na czym ma polegac "męczeństwo"?
                            • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:28
                              kolpik124 napisała:

                              > Matka "męczennica" to nie skrajność?
                              >
                              > A tak swoją drogą, na czym ma polegac "męczeństwo"?


                              jeśli tego nie rozumiesz to nie mamy o czym gadaćtongue_out
                              • kolpik124 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:33
                                Touche! smile
                                • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 10:35
                                  kolpik124 napisała:

                                  > Touche! smile

                                  no widzisz to nie był dobry argument tongue_out
                  • gabi683 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:55
                    gabi683 napisała:

                    > kolpik124 napisała:
                    >
                    > > Można i na pół roku.
                    >
                    >
                    > Ale czy to jest twój problem ?Czy to twoje dziecko ?tak miało być tongue_out
                    >
                    >
    • sokhna Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 09:27
      Sa rozne matki i rozne dzieci smile Jak ktos napisal zalezy od tego kiedy dziecko jest gotowe. Moj brat ma dwie corki. Jedna jak miala 3 latka juz zostawala z dziadkami na tydzien i dluzej bez zadnych problemow, a jej siostra obecnie ma 10 lat i do tej pory bez mamy/taty/siostry nie ruszy sie nawet na jedna noc.

      Mysle, ze 6 latka na wakacjach to rzadne porzucenie... porzuceniem jest dla mnie zupelnie co innego i obserwuje cos takiego niestey u mojej corki w przedszkolu. Jedni rodzice przyprowadzaja synka jak tylko otwieraja przedszkole i odbieraja go oczywiscie jako ostatniego (pomimo tego ze matka nie pracuje!!!) Juz kilka razy slyszalam jak rozmawiala z kolezankami jak sie weekend zbliza jaki to dla nich stres tyle dni z dzieckiem!! W wakacje (jak przedszkole bylo 3 tyg zamkniete) jako jedyna poslala dziecko do innego przedszkola... to bardzo smutne i mnie osobiscie w glowie sie nie miesci.
      • miaowi Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 20:58
        Dziesięciolatek, który nie wytrzyma bez rodziców?
        Zwariowałabym.
    • anorektycznazdzira za dużo zmiennych 13.10.11, 11:02
      Za dużo zmiennych ma tak naprawdę wpływ na ostateczny efekt działań matki na psychikę dziecka. Począwszy od stylu życia, zwyczajów i tradycji w rodzinie, przekazywanych werbalnie wartości, miliarda drobnych decyzji w ciągu doby jak rozplanować czas i swoją uwagę, przez kondycję zdrowotną i finansową rodziny, jej faktyczny skład osobowy, a na charakterach i temperamencie wszystkich jej członków skończywszy. NIE MA przepisu.
      Jest stara prawda, ze można nie pracować, nie mieć pasji i każdą wolną chwile spędzać w domu, a kontaktu z dzieckiem nie mieć i niewiele mu dać. Można też być wyznawcą zasady szczęśliwa i spełniona matka to szczęśliwe dziecko- i również wtopić, żyjąc teoriami zrobić dziecku krzywdę. Wydaje mi się, że całe życie rodzinne to poszukiwanie optimum, swego rodzaju równowagi i rozwiązań, które kilku ludzi naraz uszczęśliwią. Niełatwe to, wymaga wrażliwości i myślenia, jak wszystko co ma się udać w życiu.
    • miminko Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 11:49
      dla mnie to kwestia zachowania pewnej równowagi

      zdarza się, że mam mniej czasu dla dziecka, bo jestem intensywnie zajęta jakimś projektem, oczywiście mam wtedy wyrzuty sumienia, dziecko za mną tęskni, ja za nim też ale moja praca, rozwój zawodowy też są dla mnie ważne i umiem się do tego przyznać.
      po takich intensywnych okresach pracy zdarzają się momenty luzu, wtedy gdzieś wyjeżdżam z dzieckiem i spędzam z nim więcej czasu. w te wakacje spędziłam z dzieckiem 5 tygodni - to dużo biorąc pod uwagę ile urlopu mają zwykle ludzie zatrudnieni na etat - ja jestem wolnym strzelcem. poza wakacjami letnimi spędzam z dzieckiem jeszcze jakieś 2-3 tygodnie w roku na kolejnych wyjazdach.

      raz wyjechałam na dwutygodniowe wakacje bez dziecka i bardzo za nim tęskniłam. uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię spędzać czas w jego towarzystwie. od tej pory nie rozstajemy się na dłużej niż tydzień, wtedy dziecko jest z tatą albo z dziadkami. po prostu wiem już, że nie lubię wyjeżdżać bez dziecka, nawet jeśli dobrze się bawię i mogę sobie wychodzić codziennie wieczorem.

      rzadko udaje mi się zaprowadzić/odebrać dziecko z przedszkola, zwykle robię to na przemian z ojcem i z nianią. kiedy czuję, że spędzam z nim za mało czasu - daję sobie na luz z robotą (o ile nie ma jakiegoś pożaru), trochę zwalniam tempo. nie mam natomiast żadnych wyrzutów sumienia wychodząc wieczorami kiedy dziecko śpi.

      generalnie, cieszę się że zdecydowałam się na macierzyństwo po trzydziestce i wcześniej zdążyłam się naimprezować i napodróżować. natomiast wizja wstawania przed siódmą rano, kiedy małe zacznie chodzić do szkoły jest dla mnie absolutnie przerażająca. rzadko udaje mi się wykrzesać z siebie cokolwiek przed południem - po prostu źle mi się pracuje rano, nienawidzę świata i ogólnie jestem wtedy zombie. lubię spać 6-8 godzin a konieczność kładzenia się o 22 równa się dla mnie koniec życia i totalne upupienie. w nocy jest tak fajnie!

      coś czuję że przy moim zaangażowaniu zawodowym i byciu śpiochem więcej dzieci oznaczałoby nieustającą frustrację, brak czasu i poczucie, że je zaniedbuję.
    • lykaena Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 14:32
      A ja nie wyjechałam sama bez dziecka tylko dziecko samo beze mnie.
      Wyjechał na miesiąc na wieś na Kaszuby.
      A ja co robiłam - no cóż pracowałam,a moje dziecko z dala od śmierdzącej zanieczyszczonej Łodzi.
      Nie uważam, ze w imię bycia idealną niepodrzucającą matką miałabym dziecko trzymać w żłobku i odebrać mu fajne wakacje.
      Oczywiście pierwsze 3 tygodnie byliśmy na wspólnych wakacjach
      • krejzimama Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 14:53
        > śmierdzącej zanieczyszczonej Łodzi.

        To jakie jest miasto wynika z tego jacy są jego mieszkańcy.
        Tak więc moze zastanów się czy ty nie przyczyniasz sie do tego smrodu.
    • nanuk24 Re: Po(d)rzucanie dziecka 13.10.11, 18:54
      Przyznam szczerze, ze moje dziecko(teraz 7 lat) jeszcze nie bylo poza domem, bez rodzicow na dluzej niz 12 godzin. Nie czuje sie z tego powodu poszkodowana.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka