maluszekk
27.05.04, 08:26
dziewczyny,mam pytanie.
Mój mąż moim zaniem wogóle nie interesuje się naszym synem,a tymbardziej mną.
moje życie polega na tym:
mąż pracuje do ok.14,15 godziny,przychodzi z pracy,nawet nie spojrzy na
dziecko,mówi że jest bardzo zmęczony-to fakt pracuje fizycznie.
Ja zajmuję się cały dzień,chciałabym coś zrobić jak on przyjdzie-żeby
popilnował dziecko(ma 4 miesiące).on nie chce.boję się zostawić z nim
dziecko,bo jak raz wyszłam na pocztę -30 minut,to on zasnął a dziecko leżało
samo.Dobrze że nic się nie stało.
Pracuje od poniedziałku-do piątku.Ok jeśli w tyg. zmęczony, to może w weekend?
też nie ,jest zmęczony nawet jak ma wolne.jak go proszę weź synka na ręcę bo
płacze a ja muszę np.podac obiad to też ma problem,nawet nie mam czasu zeby
się wykąpać.mam tegop dość,on nigdy ze swojej woli nie wziął dziecko na
ręce.Nawet jak juz dojdzie do tego ze zrobie mu awanture,zeby wziął dziecko
bo płacze,to on daje do lezaczka,buja nogą,dziecko nadal płacze,a on sobie
film ogląda,albo siedzi przy komputerze.nic nie zrobi sobie do jedzenia,ja
mam mu robić do pracy kanapki,obiad oczywiście,kolację-wszystko mam mu
podać,bo jak nie podam,to sam nie weźmie-pójdzie spać głodny z pretensją do
mnie.
powracając do dziecka,na spacery chodzę sama,bo jemu się nie chce,od 4
miesięcy był tylko 4 razy,a chodzę codziennie,ale to też z awantury.
Pwiedział że to się skończy jak będę się nad nim wyżywać,wczoraj mnie nawet
szarpnął,jak powiedziałam żeby zabawił dziecko-bo on się szykował do snu,o
godz.20.00.-wstaje 0 6.00.
Jak się pokłucimy to muszę kąpać sama dziecko-to jest niewygodne,ale co mam
zrobić? on specjalnie wszczyna awantury,bo wtedy nie odzywamy sie i nie musi
mi pomagac przy dzeicku.Może ja jestem przewrazliwona,i mężczyźni nie powinni
się zajmować tylko kobiety-ale to jest już szczyt bezczelności.
Wiem że on kocha dziecko,bo mi mówił,ale nie zalmuje sie bo jest zmęczony-tak
twierdzi.nigdy go nie przwinął,tylko z awantury wykąpał,jak się obsra
dziecko,to nawet nie ruszy,będzie leżało nawet cały dzień,kilka razy tak
było. co o tym myślicie?
Powiedział ze musi chodzic wyspany,denerwuje go jak dziecko płacze,mówi że
nie moze tego słuchać,zakrywa się poduszką.
szantażuje mnie ze wyjedzie ode mnie bo nie chce słuchać że ja go szantażuje-
wcale tego nie robię.on nic mi nie pomaga,czasami myślę że to ja odejdę od
niego.