Gdy miałam 8-10 lat zastanawialam się, jak to będzie, gdy będę mieć te magiczne 18 lat. Potem, 18-letnia, myślałam o sobie dzieciatej i trzydziestoletniej. Albo świętującej rok 2000.
Ostatnio coraz częściej myślę o nieuchronności zdania egzaminu z umierania.
Wiem, głupie.
Ale jakoś się nie mogę opędzić od myśli, że może zostało mi 10-20 lat życia. A to przeleci jak z bicza strzelił. A moze tylko kilka dni? Kto to wie?
Tak mnie jakoś naszło.
Może dlatego, że na nk wypatrzyłam, że znajoma skończyła właśnie 50 lat. A moja 50-tka juz tylko za 10 lat
Jakas masakra normalnie z tym przemijaniem.