Dodaj do ulubionych

zaczynam się denerwować...[*]

11.12.11, 00:38
Za 6 dni są urodziny mojego syna, Zefcia. Skończyłby w tym roku 7 lat. Zaczynam się denerwować, wszystko inne schodzi na dalszy plan, zaczynają się problemy ze snem, dużo myślę o jego ojcu. Nienawidzę grudnia.Co roku piszę mu (ojcu Zefirka) takiego sms-a: "nienawidzę grudnia. i marca też nienawidzę."
Obserwuj wątek
    • monika3411 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 09:09
      Dla Twojego Syna (*)
      • klubgogo Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 10:39
        I te piękne wielkie sygnaturki też nie na miejscu.
        • monika3411 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 22:52
          Ot, powiedziała co wiedziała....
          • annajustyna Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:31
            Sa niezgodne z netykieta i zasmiecaja forum.
            • monika3411 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 15:34
              Moja ma przepisową wielkość. Za cudze nie odpowiadam. Wątek jednakowoż dotyczy poważniejszej sprawy niż wielkość jakiejkolwiek sygnaturki.
    • marta-zs Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 09:18
      sad
      (" )
    • dzoaann Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 09:45
      nie dziwie sie.... (*)
      to taki szczegolny czas, kiedy myslimy o zmarlych bardziej, czesciej... choc przeciez myslimy o nich kazdego dnia...
      • guderianka Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 09:47
        sad przytulam..
        • iin-ess Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 10:03
          [*]
        • gabi683 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 13:40
          Wiem co czujesz (*) przytulam
    • 18_lipcowa1 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 10:23
      i marca też nienawidzę."


      a czemu marca?
      • iuscogens Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 10:28
        Rany, tak ciężko się domyslić??
        Dziewczyna pisze, o synku który zmarł. Urodził się w grudniu, to co mogło stać się w marcu??
        Pomyśl zanim z takim pytaniem wyskoczysz, to nie jest wątek o majtkach teściowej, tylko o śmierci dziecka.
        • izzyy6 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 10:46
          Wiesz, pomyśl o tym może tak inaczej, grudzień wspaniały miesiąc bo Twój synek przyszedl w tym miesiacu na swiat i moglas miec, choc te krotkie szczescie miec go przy sobie wiem, to niesprawiedliwie, ze tak krotkie, ale czy zamienilabys choc ten krotki czas na czas by go nie bylo wcale? Marzec, trudny czas, bardzo, ale z drugiej strony wtedy Twoj synek osiagnal spokoj cudowny nic go juz nie bolalo zostal szczesliwym Aniolkiem, ktory juz zawsze bedzie przy Tobie. Pamietaj , ze On jest, żyje i zawsze bedzie zyl w Twoim sercu i pamietaj, ze musisz byc szczesliwa dla Niego bo on na Ciebie patrzy i sie cieszy gdy widzi, ze jego mamusia sie usmiecha. Trzymaj sie i chodź dla niego tylko ta słoneczną strona chodnika.
          • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 11:34
            kiedyś, jak było jeszcze bardzo po krótko po tym wszystkim często mi się śnił, i właśnie kiedyś we śnie powiedział do mnie żebym przestała płakać, bo jemu wtedy skrzydełka nie rosną, bo on aniołkiem jet, wiesz mamusiu?
            Ja wiem, że to bzdury ale kocham takie sny.
            jak ten, gdy rozmawiałam z jakimś nieżyjącym dorosłym który powiedział że płakał jak go (Zefirka) przyprowadzili, ja też zaczęłam płakać i zapytałam czy rośnie, powiedział jak na drożdżach.
            • agusia.24 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 11:57
              to nie są bzdury, głęboko wierzę w to, że Twój synek jest aniołkiem i czeka na Ciebie,
              dużo sił życzę byś przetrwała ten trudny czas sad
            • lejdi111 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 12:34
              zefirek1612 napisała:
              > kiedyś, jak było jeszcze bardzo po krótko po tym wszystkim często mi się śnił,
              > i właśnie kiedyś we śnie powiedział do mnie żebym przestała płakać, bo jemu wte
              > dy skrzydełka nie rosną, bo on aniołkiem jet, wiesz mamusiu?

              Siedzę i wyję.
              • goodnightmoon Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 12:43
                lejdi111 napisała:

                > Siedzę i wyję.

                Ja też sad
            • nangaparbat3 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 12:50
              Piękny sen, żadne bzdury.
              Cyganie wierzą, że nie wolno obchodzić żałoby dłużej niż przez rok, bo wtedy dusza nie może odejść do nieba i plącze się po Ziemi, co zdaje się wcale nie jest dla niej takie komfortowe.
              Więc dokładnie to samo co Tobie się przyśniło, choć obrazy się różnią troszkę, przesłanie identyczne.
              I ja bym mu zawierzyła.
              • iskierka40 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 20:27
                Nie wiem co mam napisać, bardzo mi przykro, nie wiem co czujesz, ale moge sobie wyobrażać.
                Przytulam.
                • iskierka40 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 20:36
                  dziewczyny ,niby niektóre takie mądre ,wykształcone a uszanować i zrozumieć zyjeś cierpienie wam ciężko...
                  Czasem są takie sytuacje ,że wymiana poglądów jest nie na miejscu i czasem nawet jak się z czymś nie zgadzamy trzeba się po po prostu zamknąć....
                  Poza tym te co najwięcej mają do do powiedzenia nie mają pojęcia o tym co czuje się w takich sytuacjach i co by zrobiły...
                  Trochę empatii.
            • gabi683 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 13:43
              zefirek1612 napisała:

              > kiedyś, jak było jeszcze bardzo po krótko po tym wszystkim często mi się śnił,
              > i właśnie kiedyś we śnie powiedział do mnie żebym przestała płakać, bo jemu wte
              > dy skrzydełka nie rosną, bo on aniołkiem jet, wiesz mamusiu?
              > Ja wiem, że to bzdury ale kocham takie sny.
              > jak ten, gdy rozmawiałam z jakimś nieżyjącym dorosłym który powiedział że płaka
              > ł jak go (Zefirka) przyprowadzili, ja też zaczęłam płakać i zapytałam czy rośni
              > e, powiedział jak na drożdżach.

              Tak będzie aż do końca twojego życia ,zresztą tak jak ummie minęło już 19 lat a ja wciąż czuje jak by to było w wczorajsad
        • lola211 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 11:32
          No bez przesady z ta przesadzona delikatnoscia.
          Nie kazdy musi sie domyslic, to pyta.
          Skoro dziewczyna na publicznym forum pisze o smierci dziecka, to znaczy ze moze o tym rozmawiac.

          Do Zefirka- wspolczuje, doskonale wiem, co czujesz.
        • czar_bajry Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 12:00
          Nie przesadzaj, skoro zaczęła ten wątek to znaczy iż może na temat śmierci dziecka mówić, może nawet jest jej to potrzebne.
          • iuscogens Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 12:22
            Mi pytanie wydaje się głupie i niepotrzebne, ale nie będę się kłócić i wątku zaśmiecać, tym bardziej, że sama niczego takie nie doświadczyłam, więc może sie mylę.
          • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 13:13
            czar_bajry napisała:

            > Nie przesadzaj, skoro zaczęła ten wątek to znaczy iż może na temat śmierci dzie
            > cka mówić, może nawet jest jej to potrzebne.

            tak, jest mi to potrzebne, zawsze mogłam o tym porozmawiać z jego tatą, nawet w nocy, potrafił oddzwonić nawet po imprezie żebym mogła się wypłakać, w tym roku, no cóż... nasze relacje były bardzo skomplikowane, bardzo często się widywaliśmy, przytulaliśmy, zaczynałam być skołowana bo nie chciałam się ładować w chorą sytuację a i tak się zafiksowałam więc zrezygnowałam z kontaktu jakiegokolwiek. w tym roku sms-a nie będzie.
            • czar_bajry Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 22:24
              Zefirku bardzo Ci współczuję, nie wiem co czujesz i mam nadzieję iż nigdy się nie dowiem.
              Jedno wiem- rozmowa, mówienie o nieszczęściu pomaga.
              A i shelerka dobrze prawismile
        • 18_lipcowa1 [...] 11.12.11, 16:02
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • leute Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 16:29
            > wiele rzeczy sie moglo stac
            > a by dziecko sie urodziło w grudniu nie trzeba go robic w marcu

            Raczej chodziło o to, że dziecko zmarło w marcu...
            • iuscogens Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 22:51
              Chyba se lipcowa jaja robila, nie wierzę, że jest z nią tak źle, że nie załapała...
              • donkaczka Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 10:06
                > Chyba se lipcowa jaja robila, nie wierzę, że jest z nią tak źle, że nie załapał
                > a...

                serio? bo ja po wielu jej wpisach juz jakis czas temu doszlam do wniosku, ze bystroscia dziewczyna nie grzeszy
                • annajustyna Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 13:20
                  Lipcowa udowodnila swoj poziom - a raczej jego brak - juz wielokrotnie. Zefirek, jestem z Toba myslami...
          • morgen_stern Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 17:10
            Lipcowa, właśnie odlatujesz jak gołębica.
            • rosapulchra-0 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 20:50
              Morgen, zbyt mądrze napisałaś, ona nie zrozumie.
    • goodnightmoon Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 13:08
      Aniu, współczuję Ci bardzo.

      Życzę Ci, abyś za jakiś czas przeżywała to już dużo spokojniej. Bez odsuwania innych rzeczy na dalszy plan, bez kłopotów ze snem, bez wspominania pana J. Po prostu ciche, spokojne wspomnienie Maleństwa, ze smutnym uśmiechem na twarzy.

      Izzy dobrze napisała - powinnaś być szczęśliwa. Ze względu na Siebie, ze względu na Niego. Pomyśl także o córeczce, żeby nie dorastała w cieniu śmierci brata.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i tulę mocno.
    • freakwave Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 14:14
      zefirku, musisz oswoic na nowo grudzien, to szczegolny miesiac, kiedy niebo zbliza sie do ziemi niemal namacalnie, wiesz, oni maja tam sad kołyszący się sierpniowymi jabloniami, pachnacy swiezo skoszona trawa i SA, pozostali tam, i tu, w naszych sercach, w naszych myslach, kazdego dnia. My tam tez kiedys pojdziemy, to jedyna pewna rzecz na tym swiecie.
      • azjaodkuchni Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 16:06
        Nie napiszę nic mądrego poza tym, że przytulam i czasem czytam twojego bloga.
    • el_jot Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 16:32

      Wiem o czym piszesz. Mam podobnie w sierpniu, ale nie chodzi o śmierć dziecka. Próbowałaś terapii?
    • gazeta_mi_placi Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 16:46
      Siedem lat minęło, najwyższa pora ogarnąć się.
      • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 16:51
        sama się ogarnij.
        minęło 7 lat, żyję normalnie.
        niestety są takie daty kiedy to wszystko wraca. każdy takie ma, jedni dobre, inni te złe.
        • spicy_orange Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 17:17
          a czym sobie samej tłumaczysz te okropne smsy do byłego? po co rok w rok rozdrapujesz jego rany? Czemu nie pozwoliłaś i nadal nie pozwalasz mu przeżyć żałoby na jego własny sposób? Chyba nie tylko grudnia i marca nienawidzisz, ale ojca swojego dziecka też sad
          • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 17:28
            nie wypowiadaj się na temat, o którym nic nie wiesz.
            tu nie o niego chodzi.
            • spicy_orange Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 19:12
              > tu nie o niego chodzi.

              oczywiście że nie o niego. On się nie liczy i to co on czuje też nie. A gdyby to on ci co miesiąc wysyłał takiego smsa? Jakbyś się czuła? Po co go w to wciągasz? Lepiej się wtedy czujesz jak wiesz, że ściągnęłaś jego myśli do tamtego tragicznego dnia? Myślisz, ze za mało go bolało i chcesz mu dołożyć smutku? Zastanawiam się, czy on się też zaczyna denerwować, bo wie, że jak co roku dostanie sms o znanej mu treści...
              • spicy_orange Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 19:14
                doczytałam, że w tym roku smsa nie będzie. Myślę, że robisz krok we właściwym kierunku-nawet jeśli nie znam całej sytuacji. Powodzenia.
                • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 20:47
                  słuchaj, nie wiem kim ty jesteś, ale powiem ci jedno: nie znasz go ,a jeśli znasz to życzę powodzenia i czekam na wątek pod tytułem "jak mogłam być tak naiwna".
                  • lubie.garfielda Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 22:04
                    Pojechałaś ostro. A dziewczyna ma rację twierdząc, że przypominanie byłemu o żałobie jest oznaką tego, że to TY nadal ją mocno przeżywasz. I to niezależnie od tego czy facet jest przyzwoity czy skończone bydle.
                    • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 22:15
                      ja już napisałam że smsa w tym roku nie będzie. Kontaktu nie będzie. w sierpniu spędziliśmy dwie noce na wyjaśnianiu wszystkich spraw, w listopadzie padły słowa po których nie ma odwrotu.koniec tematu.
                      • lubie.garfielda Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 22:40
                        I się tego trzymaj laska!
        • gabi683 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 19:25
          zefirek1612 napisała:

          > sama się ogarnij.
          > minęło 7 lat, żyję normalnie.
          > niestety są takie daty kiedy to wszystko wraca. każdy takie ma, jedni dobre, in
          > ni te złe.
          >

          wiesz co nie przejmuj się ,u mnie 19 lat minęło i żyje normalnie ale to co mam środku to tylko ja wiem ,jak przychodzą te daty .Ja swojego synka przywiozłam z Zabrza do Szczecina mia 8 miesięcy jak zmarł .Niby tylko zastawki a jednak aż zastawki sad
      • gabi683 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 19:22
        gazeta_mi_placi napisała:

        > Siedem lat minęło, najwyższa pora ogarnąć się.


        gazeta ogarnij się sama!
      • kamelia04.08.2007 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 10:27
        gazeta_mi_placi napisała:

        > Siedem lat minęło, najwyższa pora ogarnąć się.


        palnij sie w ten pusty łeb. Jesli masz kamień zamiast serca, to powinnas miec minimum inteligencji, zeby zrozumiec, ze kobieta przezywa rocznice urodziń i smierci jej dziecka. Dla normalnych ludzi jest to oczywiste, ale takim chamom to trzeba drukowanymi literami tłumaczyc.

        W ogóle pisanie w takich okolicznosciach "ogarnij sie" jest czystym buractwem, bo po pierwsze jak czlowiek jest w depresji, to takie teksty mu nie pomoga, a jak cierpi "tylko" sezonowo, to jest to po prostu nieokrzesanie.


        gazeta, mistrzyni cietej riposty, raczej mistrzyni prymitywnych odzywek.
    • saguaro70 Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 18:27
      No i co ja mam Ci napisać?? Każde slowa typu bedzie dobrze to banał i wkurw..ą.
      Packam tylko po pleckach smile
      Pozdrawiam cieplutko smilesmile
    • shellerka Re: zaczynam się denerwować...[*] 11.12.11, 19:19
      przeczytałam całego Twojego bloga.
      bardzo Ci współczuję śmierci dziecka, natomiast uważam że jesteś psychicznie uzależniona od ojca tego dziecka i nic dobrego z tego nie wynika.
      na Twoim miejscu zerwałabym z nim kontakt wszelaki, bo Twojemu zmarłemu dziecku nic to nie da, a Ty zdaje się ciągle coś do niego czujesz i nie jest to tylko nienawiść.
      Byłam uwikłana w dość podobną relację z człowiekiem, z którym też próbowałam się przyjaźnić, ale po pewnym czasie pozwalałam mu przekraczać granice przyjaźni i dla niego to było jak pierdnięcie, a ja potem się kolejne razy zbierałam emocjonalnie, bo pewne rzeczy dla mnie oznaczają jednoznacznie, że się z kimś jest, co okazywało się nie tak jednoznaczne dla tej osoby.

      I nie wynikało to z tego, że ta osoba była złym człowiekiem, czy chciała się mną bawić. Ot po prostu różni ludzie różne mają wrażliwości.

      Wiem dziś, że z niektórymi, choćby naprawde wiele łączyło, nie powinno się zacieśniać niepotrzebnie kontaktów dla włąsnego dobra.

      podrawiam cieplutko i życzę rozwiązania tego emocjonalnego bagienka.
      • zefirek1612 Re: schellerka 11.12.11, 20:45
        jak bym pisała o sobie/jak byś ty pisała o mnie...

        "pewnym czasie pozwalałam mu przekraczać granice przyjaźni i dla niego to było jak pierdnięcie, a ja potem się kolejne razy zbierałam emocjonalnie, bo pewne rzeczy dla mnie oznaczają jednoznacznie, że się z kimś jest, co okazywało się nie tak jednoznaczne dla tej osoby"

        i dlatego też zerwałam kontakt...

        może to jeden i ten sam facet?wink
        • rosapulchra-0 Re: schellerka 11.12.11, 21:08
          Zefirku, jestem z Tobą myślami i posyłam ciepłą serdeczność w Twoją stronę.
          A trollami typu gazeciarz czy lipcowa się nie przejmuj.
          • e.logan Re: schellerka 11.12.11, 22:22
            O mamo jak tu nie wierzyc ze historia zatacza koło.
            Lipcowa pojawiła sie jako troll potem była bohaterka (czyt.wzorowa matka polka) a teraz znowu troll.
            • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 07:15
              rozmawiałam dziś rano z mężem, 16 grudnia będziemy puszczać z Poleczką białe balony-do nieba. zapalimy świeczkę w oknie- symbolicznie.
              a potem obejrzymy "ważkę", to bardzo szczególny film dla mnie.
              oglądałam go w tę noc, kiedy przywieźliśmy Zefirka do domu. zupełnym przypadkiem.
              nabrał wyjątkowego znaczenia.
              • tabakierka2 Re: białe balony 12.12.11, 09:06
                Nie byłam w stanie przeczytać Twojego bloga sad
                Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co możesz czuć.
                Strasznie mi przykro! dużo siły życzę!
              • gazeta_mi_placi Re: białe balony 12.12.11, 09:18
                Jak znosi to dziecko?
              • ib_k Re: białe balony 12.12.11, 10:03
                zefirek1612 napisała:

                > rozmawiałam dziś rano z mężem, 16 grudnia będziemy puszczać z Poleczką białe ba
                > lony-do nieba. zapalimy świeczkę w oknie- symbolicznie[...] a potem obejrzymy "ważkę", to bardzo szczególny film dla mnie

                czy ty aby nie przesadzasz? twoje dziecko już zawsze będzie żyć w cieniu nieznanego brata? będzie zmuszane do celebracji sytuacji sprzed lat? a mąż? ja osobiście nie chciałabym czcić pamięci nieznanego dziecka mojego partnera tym bardziej że ów partner jest mocno uzależniony od ojca tego dziecka, ale każdy sobie rzepkę skrobie...
                • gazeta_mi_placi Re: białe balony 12.12.11, 10:06
                  Żal mi tego dzieciaka, matka nie może sama poradzić sobie z tą sytuacją więc przenosi na wszystkich wokół: byłego, męża i niestety też dzieciaka.

                • iwles Re: białe balony 12.12.11, 10:15

                  Jesteś niesprawiedliwa. Nigdzie nie napisała, że młodsze dziecko zyje w cieniu starszego, nieżyjącego. A czczenie pamięci kilka razy do roku to raczej wyraz pamięci, nie da się żyć dalej i całkowicie wymazać z życia przeszłości. Nie da się pamiętać tylko w sercu i udawać przed otoczeniem, zwłaszcza tym najbliższym, że nic się nie stało i "dzisiaj" jest zwykły dzień, bo nie jest.
                  • ib_k Re: białe balony 12.12.11, 10:29
                    A czczenie pamięci kilka razy do roku to raczej wyraz p
                    > amięci, nie da się żyć dalej i całkowicie wymazać z życia przeszłości.

                    nikt nie każe autorce wymazywać, ale niech nie zmusza rodziny do celebracji, dla mnie puszczanie baloników, zapalanie świeczek 7 lat po śmierci dziecka, jest co najmniej dziwne ( i w sumie niepokojące), szczególnie że ma nową rodzinę...
                    • iwles Re: białe balony 12.12.11, 10:36

                      masz rację - dla ciebie.

                      Ale ta sytuacja nie ciebie dotyczy.
                      • ib_k Re: białe balony 12.12.11, 10:44
                        iwles napisała:

                        >
                        > masz rację - dla ciebie.

                        myślę że autorka po to właśnie stworzyła ten wątek, aby dowiedzieć się co inni myślą o jej zachowaniu
                        • iwles Re: białe balony 12.12.11, 10:52

                          a ja myślę, że założyła wątek, żeby podzielić się swoimi uczuciami, a nie co inni o jej uczuciach myślą.
                          • gazeta_mi_placi Re: białe balony 12.12.11, 10:59
                            A ja myślę jeszcze inaczej, po to jest forum aby dyskutować o tym co kto myśli na dany temat, prawda?
                            • iwles Re: białe balony 12.12.11, 11:06

                              no przecież dyskutujemy smile
                        • gabi683 Re: białe balony 12.12.11, 17:30
                          ib_k napisała:

                          > iwles napisała:
                          >
                          > >
                          > > masz rację - dla ciebie.
                          >
                          > myślę że autorka po to właśnie stworzyła ten wątek, aby dowiedzieć się co inni
                          > myślą o jej zachowaniu

                          Nie koniczynie nie czekała na klapsy po twarzy tylko dla tego ze pamięta
                    • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 10:41
                      z inicjatywą wyszedł mąż. bloga piszę po to by go nie zadręczać. córka jest jeszcze mała, "obchodzimy" tylko jego urodziny i pierwszego listopada. w marcu na cmentarz nawet nie jadę a jeśli nawet, to sama.
                      myślę że to puszczanie baloników to będzie dla niej dobra zabawa, a że ja wtedy pomyślę o synku? to nie zbrodnia. to jest jeden dzień w roku.
                      • ib_k Re: białe balony 12.12.11, 10:45
                        > myślę że to puszczanie baloników to będzie dla niej dobra zabawa,

                        teraz zabawa, jak będziesz to robić co roku stanie się przykrym obowiązkiem
                        • asia_i_p Re: białe balony 12.12.11, 17:47
                          Jak się zrobi dla niej z tego przykry obowiązek, to pewnie matce powie.
                          Przyznaj się, że w gruncie rzeczy chodzi ci o to, że o śmierci nie trzeba pamiętać ani wspominać. Ostatnio mam wrażenie że publiczne wspominanie o śmierci stało się większym nietaktem niż publiczny seks.
                      • gazeta_mi_placi Re: białe balony 12.12.11, 10:58
                        Myślisz, że mąż nie czyta Twojego bloga?
                        • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 11:08
                          może i czyta, ja go nie zmuszam. jeśli sam chce, jego sprawa.
                          • gazeta_mi_placi Re: białe balony 12.12.11, 11:24
                            >bloga piszę po to by go nie zadręczać.

                            No to średnio Ci to wychodzi skoro zapewne Twój mąż i tak go czyta.
                            Współczuję Twojemu mężowi.
                            Taka ciągła masturbacja bólem nie jest dobra. Dla nikogo. Dla Ciebie też nie.
                            • iwles Re: białe balony 12.12.11, 11:34

                              ty to lubisz wsadzać swoje 2 grosze nawet tam, gdzie nie masz nic do powiedzenia. Wspólczuję twojej zonie.
                    • dragica Re: białe balony 12.12.11, 11:24
                      Moj syn umarl 6 lat temu, teraz mam 3letnia corke i co roku w dniu Jego urodzin i smierci razem z corka jestemsy na cmentarzu, zapalamy swieczki,zostawimy kwiaty i jakiegos pluszaka.Chce zeby moja corka wiedziala, ze miala brata, zeby o nim pamietala i nie uwazam, ze jest to rozrzebywania ran i zmuszanie kogokolwiek do "celebrowania" zaloby.
                      • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 11:34
                        dragica, dziękuję że się pojawiłaś... bo zaczęłam się zastanawiać...
                        • gabi683 Re: białe balony 12.12.11, 17:34

                          zefirek1612 napisała:

                          > dragica, dziękuję że się pojawiłaś... bo zaczęłam się zastanawiać...

                          Nad czym ,my robimy to samo jedźmy z dzieciakami na cmentarz .To ich bart wiec jest to logiczne ze jest to ważna
                      • ib_k Re: białe balony 12.12.11, 11:44
                        dragica napisała:

                        > Moj syn umarl 6 lat temu, teraz mam 3letnia corke i co roku w dniu Jego urodzin
                        > i smierci razem z corka jestemsy na cmentarzu, zapalamy swieczki,zostawimy kwi
                        > aty i jakiegos pluszaka.

                        a widzisz różnicę w swoim pamiętaniu a zefirka? "> rozmawiałam dziś rano z mężem, 16 grudnia będziemy puszczać z Poleczką białe balony-do nieba. zapalimy świeczkę w oknie- symbolicznie[...] a potem obejrzymy "ważkę", to bardzo szczególny film dla mnie "

                        do tego dochodzi jej nick, blog...
                        • dragica Re: białe balony 12.12.11, 13:19
                          Ja mam w sygnaturce link do swiatelek dla moich dzieci-bo po pierwszym dziecku poronilam jedna ciaze, co jakis czas ide do cerkwi z corka i zapalamy swieczke, opowiadam jej o bracie...Z ojcem moich dzieci tez nie jestem, ale zawsze razem jestesmy na cmentarzu. ja tez nienawidze czerwca,od 2005 roku nienawidze kazdego czerwca, bo w tym miesiacu urodzilo sie i umarlo moje dziecko...Nieposrednio po stracie, mialam takie same mysli jak Zefirek-chcialam isc na cmentarz odkopac mojego syna, yastanawialam sie czy mu nie jest zimno, snil mi sie...Taki stan trwal ponad 2 lata.Dzis jest latwiej,ale zawsze bede pamietac. Choc cztyam od czasu do czasu strone www.dlaczego.pl, szukam podobnych historii.I dlatego doskonale rozumeiem Zefirka-dla niej to sa urodziny jej dziecka.
                          Kiedys na kobiecie albo ematce byla dyskusja nt sygnaturek martwych dzieci...Wnioski generalnie takie, ze to niepotrzebne rozgrzebywanie ran, stagnacja...Ktos kto nie przezyl bolu jakim jest smierc dziecka, nigdy tego nie zrozumie.
                          • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 13:27
                            -chcialam isc na cmentarz odkopac mojego syna, yastanawialam sie czy mu nie jest zimno, snil mi sie...

                            też chciałam go odkopać, moi rodzice byli przerażeni że mam takie myśli, ale to naturalne...
                            • aquuaa Re: białe balony 12.12.11, 13:57
                              No wiec tak...
                              Przeczytalam calego Twojego bloga zefirku1612. Szlag trafil dzisiejsza prace...
                              Bezsprzecznie zgadzam sie z tym, ze ktos kto tego nie przezyl - nijak nie pojmie Waszych motywow. Moze wspolczuc, moze rozumiec (tak racjonalnie) ale nie ogarnie emocjonalnie.

                              Ja nie przezylam - nie czuje sie wiec uprawniona do oceny. Guzik wiem...

                              Nie mniej jednak Wasze zyjace dzieci tez tego nie przezyly a gleboko w tym uczestnicza - dzieki Wam... Nie mam na mysli czczenia pamieci raz do roku. Jestem pewna, ze wokol tego wydarzenia jest specyficzna atmosfera (sila rzeczy), ktora wytwarzacie, a ktorej na dzien dzisiejszy male dzieci nie kapuja ale w przyszlosci MOZE to byc obciazajace.

                              Wezmy watki traktujace o tym, ze rodzice szczegolnie traktowali rodzenstwo (normalne rodziny, normalne rodzenstwo) - jak te dorosle juz dzieci PAMIETAJA, jak je boli. Rozumieja ale gdzies to zawadza.
                              Wezmy watki, gdzie holubione i wychuchane dorosle dzieci bawia sie swietnie w zyciu, podczas gdy starymi i chorymi rodzicami zajmuja sie te 'gorsze' dzieci. Te 'gorsze' wzrastaly w poczuciu ciaglego porownania (do lepszych), rywalizacji. Te 'gorsze' zawsze musialy sie postarac o to co 'lepsze' mialy na kiwniecie palcem. Te 'gorsze' chcialyby choc przed smiercia rodzica uslyszec, ze nie sa gorsze, ze moze sa nawet lepsze i dlatego trwaja przy rodzicach do konca, w nadziei, ze zostana docenione... Te dzieci tego pragna cale zycie.

                              W Waszej sytuacji - Wasze zyjace pociechy nie sa w stanie sie z tym mierzyc. Jak? One widza i wiedza jak wielka wartosc ma dla Was utracone Dziecko i choc Wy wiecie, ze to sa calkowicie inne emocje i Wam sie wydaje, ze to kompletnie nie ma zwiazku - ten zwiazek wg mnie JEST.

                              Ale co zrobic aby czczic pamiec Waszych zmarlych Dzieci a jednoczesnie nie obciazac tym Waszych Dzieci... tego nie wiem... nie wiem czy to sie w ogole da....


                              Przepraszam, jesli posunelam sie za daleko...


                              • dragica Aquaa 12.12.11, 14:43
                                Bardzo sie mylisz. Masz racje, posunelas sie za daleko w swoich dywagacjach.Jesli pamiec o zmarlej osobie jest udowadnianiem zyjacemu dziecku orgomu mojej straty-mylisz sie.
                                Jaka to specyficzna atmosfera???Nie odprawiamy obrzedow poganskich ani innych wieczorami,nie mam kapliczki ku czci zmarlego dziecka, ba, nawet nie porownuje swoich dzieci.Mam kilka pamiatek z ciazy, schowanych gleboko, tylko dla mnie.Moje dziecko powinno jedznie wiedziec, ze mialo brata i samolubnie moze chcialabym zeby kiedzys odwiedzala jego grob.
                                • aquuaa Re: Aquaa 12.12.11, 15:09
                                  dragica napisała:
                                  Jes
                                  > li pamiec o zmarlej osobie jest udowadnianiem zyjacemu dziecku orgomu mojej str
                                  > aty-mylisz sie.
                                  > Jaka to specyficzna atmosfera???

                                  Nie do konca mnie zrozumialas.
                                  Niczego nie udawadniasz i nie pisalam o takich intencjach, jakie Ty odczytalas. Chcialam (moze nieporadnie) zwrocic Wasza uwage na to, ze to co kryje sie w Waszych wnetrzach, te Wasze emocje - sa odczytywane przez Wasze dzieci > NAWET jesli w Twoim rozumieniu nic nie robisz w tym kierunku.
                                  To wlasnie ta specyficzna atmosfera. Innymi slowy - kiedy idzie sie z dzieckiem na cmentarz do dziadka, wujka to nasze (rodzicow naszych dzieci) nastawienie, mimika twarzy sa inne niz, gdy idziemy do dziecka. Nie chodzi mi o jakies nazdwyczajne obrzedy, ale o emocje - wyczuwalne tego dnia.
                                  Te emocje nawet JA wyczuwam, czytajac Wasze wypowiedzi - czuc wyraznie rozmiar tej tragedii...
                                  I wierz mi lub nie - mi takie historie zostaja w pamieci i przez jakis czas tez mi to sie po glowie kotluje, ze na forum jest taki czlowiek, ktory przezywa cos takiego i ten czlowiek jest gdzies w realnym wymiarze, tego czlowieka boli... Jak ja chcialabym pomoc ale nie ma jak...

                                  Tytul Zefirkowego bloga to 'niepogodzona'... I taki jest tez wydzwiek tego bloga. I mysle, ze takie tez sa jej 'dzialania' - a dzieci to czuja...


                                  >Moje dziecko powinno jedznie wiedziec, ze mialo brata i samolubnie moze chcialabym
                                  > zeby kiedzys odwiedzala jego grob.

                                  POWINNO...Jedynie
                                  i AZ ... tylko tyle chcialam przekazac swoja poprzednia wypowiedzia.

                                  Nie wiem czy teraz to uchwycilas...
                                  Nie osadzam, nie czepiam sie, nie chce zebys tak to odbierala... jedynie zastanawiam sie glosno....

                                  • gazeta_mi_placi Re: Aquaa 12.12.11, 15:16
                                    Zgadzam się z Tobą, dlatego całkiem serio i bez złośliwości proponuję wizytę u dobrego specjalisty (psychiatry, psychoterapeuty).
                                    Jednakże w tym wątku inne rady niż "klepanie po pleckach" są uważane za brak serca i chamstwo.
                                  • dragica Re: Aquaa 12.12.11, 15:28
                                    Nie,nie ma tego, zapewniam cie.
                                    Jesli moje dziecko odczytuje moje emocje, idac tym tropem,nie powinnam miec dzieci po stracie, bo przenosze, nieswiadomie nawe, ten ciazar na niewinne dziecko.
                                    Bol po smierci dziecka jest i bedzie.Ale sa ludzie,ktorzy nosza taki bol w sobie po stracie matki, ojca, brata.Bolu nie mozna mierzyc,jego natezenia, sposobu poradzenia sobie z tym bolem.
                                    Fakt,korzystalam z pomocy psychoter.po stracie, teraz zyje normalnie, calkiem, ale nigdy, przenigdy nie pogodze sie z tym, ze mojego dziecka nie ma-bo moglo byc-umarl w wyniku bledu lekarza.I rozumiem tytul Zefirkowego blogu.Mozna zyc normalnie, ale pogodzenie sie ze smiercia dziecka to inna bajka.
                                    • aquuaa Re: Aquaa 12.12.11, 15:59
                                      dragica napisała:
                                      > Nie,nie ma tego, zapewniam cie.
                                      > Jesli moje dziecko odczytuje moje emocje, idac tym tropem,nie powinnam miec dzi
                                      > eci po stracie, bo przenosze, nieswiadomie nawe, ten ciazar na niewinne dziecko

                                      Z racji Twojego doswiadczenia - nie sposob polemizowac, choc pozwol, ze wyraze niedowierzanie...
                                      Prosta sprawa - jestem w trakcie ukladania swoich emocji, ktore moja mama kompletnie mimowolnie mi 'sprzedala' (zreszta ona nawet teraz nie jest tego swiadoma i poki co sadze, ze tego nie zrozumie). Te same emocje zaszczepila w mojej siostrze (jak skoncze porzadki u siebie, nabiore mocy, sprobuje i jej pomoc). Ja natomiast dostrzegam moja mame w swoim wlasnym zachowaniu w stosunku do mojego dziecka. Nie lubie siebie przez to - oj bardzo.
                                      Zadne tam traumy - zwykle brzydkie cechy, sprawiajace w zyciu trudnosc, w zyciu moim i otoczenia.
                                      Dzis WIEM ale zapanowac ciezko - to sie dzieje samo. Lapie sie na tych samych sformulowaniach, praktykach (ktore mama uskuteczniala) i popadam w jeszcze wieksza frustracje, ze taka jestem i mimo, ze wiem - to nie panuje...

                                      I patrz - zwyczajna, normalna rodzina. Zwyczajne relacje, zdrowe... wszystko pieknie ALE...

                                      Twoje zdanie o tym, iz chcialabys aby siostra pamietala o zmarlym bracie... to sprawia, ze troche niedowierzam. A co bedzie jesli ona nie spelni Twoich oczekiwan? Co jak podrosnie, bedzie zbuntowana nastolatka i np. powie Ci: mamo - nie mam na to czasu, jego juz dawno nie ma i daj mi wreszcie spokoj - co wtedy? Co jesli ona nie bedzie chciala pielegnowac tego w pamieci tak samo jak Ty? Jestes na to gotowa?

                                      Czuje, ze zapuszczam sie na niebezpieczne tereny. Nie chce nikogo zranic a rozmowa o smierci czyjegos Dziecka i sposobu radzenia sobie z tym jest po prostu dla mnie trudna. Gdzies tam - chcialam zauwazyc Wasze dzieci, ktore macie przy sobie.
                                      Jesli ja wyczuwam Wasz bol - Wasze dzieci na pewno tez to czuja.
                                      Moja mama - wystarczy, ze odbierze telefon i powie 'czesc' - a ja po tonie tego 'czesc' zawsze rozpoznaje czy jest OK czy cos nie gra. ZAWSZE.
                                      • gazeta_mi_placi Re: Aquaa 12.12.11, 16:05
                                        Mnie osobiście mało obchodziłby mnie zmarły brat/siostra którego nawet na oczy nie widziałam bądź umarł gdy byłam np. niemowlęciem i nie pamiętam go.
                                        Tak samo mam obojętne odczucia odnośnie dziadka z jednej strony, który zmarł przed moim urodzeniem i nawet nie wiem jak wyglądał, a inne odczucia mam odnośnie dziadka który zmarł gdy miałam 17 lat i znałam go już jakiś czas, pamiętałam, mam z nim związane wspomnienia, rozmowy.
                                        No, może jestem bez serca, ale nie zdziwiłabym się gdyby pewna część dzieci miała podobnie.
                                      • ib_k Re: Aquaa 12.12.11, 16:33
                                        aquuaa napisała:
                                        ...

                                        bardzo ładnie napisała, właśnie to miałam na myśli pisząc o przesadzie, "celebracji" i wywieraniu negatywnych emocji w nowej rodzinie, ta "atmosfera" jest zwykle wyczuwalna nawet dla obcych, co dopiero dla najbliższych...
                                      • dragica Re: Aquaa 12.12.11, 17:48
                                        Czy tak trudno zrozumiec, ze pamietanie to nie jest wywierania nacisku,stwarzanie traumy?
                                        Kazdy z nas przejmuje okreslone cechy od swoich rodzicow, swiadomie czy nie.Jednak ja, ja osobiscie,bolu po stracie nie uzewnetrzniam.On jest moj i tylko moj, podobnie jak ten bol jest w moim bylym mezu-i jest tylko jego.Nie wiem ilu znasz ludzi, ktorzy stracili dziecko,jak dobrze ich znasz, ale uwierz mi, w moim domu tej specyficznej atmosfery nie ma...Moze mam rozwiniete zdolnosci adaptacyjne i udalo mi sie wyjsc z tego bez wiekszej szkody, ale wiem,ze moje dziecko, tutejsze,nie nosi i nie bedzie nosic ciezaru zmarlego brata.
                                        WIesz, ja nie mowie o tym,ze moja corka ma codziennie isc na cmentarz i lzy wylewac nad zmarlym bratem, ale raz do roku chyba nie bedzie jakims wyrzeczeniem. Poza tym, okres dojrzewania nie trwa wiecznie...
                                        • aquuaa Re: Aquaa 12.12.11, 19:47
                                          I na tym poprzestanmy.

                                          Wcelowalam sie nie bez powodu w te biale balony... w ten symbol... Pisalam do Was ale kazda z Was jest inna. Zefirka 'doczytalam' na blogu, u Ciebie wychwycilam jedno zdanie - te sygnaly sprawily, ze po prostu zastanowilam sie nad 'tu i teraz', na tymi co sa z Wami, a nie nad tymi co odeszli (choc tez).

                                          Oby bylo jak piszesz, bo nieswiadome zachowania maja przeogromna moc sprawcza.
                                          Napisalam do Was (Ciebie i Zefirka) bo sama ostatnio naprawde przekonalam sie jakie bystre moze byc male dziecko, jakim moze byc mistrzem komunikacji niewerbalnej, jak fenomenalnie lapie emocje i uruchamia mechanizmy obronne. Kiedys myslalam, ze wystarczy dziecko mocno kochac i bedzie dobrze... Nie wystarczy. Miloscia tez mozna kogos zatruc, skaleczyc, zupelnie niechcacy... Trzeba tez kochac siebie, byc ze soba w harmonii, wybaczyc sobie niedoskonalosci i defekty a to jest trudne... zapewne sama wiesz jak trudne...
                      • shellerka Re: białe balony 12.12.11, 13:43
                        moja babcia straciła pierwsze dziecko - synka 60 lat temu. Potem urodziła dwie córki - w tym moją mamę. I co? I dwa razy w roku - na urodziny i na Wszystkich Świętych wszyscy (tak, nawet wnuki, a teraz prawnuki) idziemy na tą maleńką mogiłkę i palimy mu świeczki.
                        I nikt - łącznie z babcią, nie traktuje tego jako rozgrzebywanie ran, czy masturbowanie się cierpieniem. Ot babcia pogodziła się ze śmiercią synka, ale wszyscy uważamy za coś naturalnego takie szanowanie pamięci, kogoś, kto mógł być bratem, wujkiem itp. itd.

                        Tyle, że mnie się zdaje, przynajmniej z postów tutaj, jak i z bloga, że Zefirku, nie bardzo dbasz o swój związek z mężem. "może czyta, ja mu nie zabraniam",
                        wolność w związku, wolnością, ale uważam, że powinnaś pomyśleć również o jego uczuciach, a nie tylko "pozwalać" się sobą opiekować i kochać się.
                        • zefirek1612 Re: białe balony 12.12.11, 14:19
                          wiesz co, na początku było tak że ja nic mu nie mówiłam, robiłam dobrą minę nawet gdy było mi źle, widział zapłakane oczy, wiedział że np. zbliża się rocznica jego śmierci i on się wkurzał że ja z nim o tym nie rozmawiam, że nic mu nie mówię. a mnie na początku było trudno, nie wiedziałam jak mam z nim o tym rozmawiać. teraz on po prostu wie: zbliżają się urodziny Zefa,zna te daty doskonale, wychodzi z inicjatywą jak możemy spędzić ten dzień bez łez, żeby było przyjemnie. więc idziemy w tym roku do parku puszczać baloniki.
                    • gabi683 Re: białe balony 12.12.11, 17:29
                      ib_k napisała:

                      > A czczenie pamięci kilka razy do roku to raczej wyraz p
                      > > amięci, nie da się żyć dalej i całkowicie wymazać z życia przeszłości.
                      >
                      > nikt nie każe autorce wymazywać, ale niech nie zmusza rodziny do celebr
                      > acji, dla mnie puszczanie baloników, zapalanie świeczek 7 lat po śmierci dzieck
                      > a, jest co najmniej dziwne ( i w sumie niepokojące), szczególnie że ma nową ro
                      > dzinę...

                      Umarło ci dziecko ?wiesz co to jest ?Znasz ten ból ?
                • asia_i_p Re: białe balony 12.12.11, 17:45
                  Rodzinny rytuał w rocznicę śmierci raz w roku to jest życie w cieniu zmarłego brata?

                  To ja żyję w cieniu męża - obchodzimy jego urodziny. On żyje w moim - moje też obchodzimy. I jeszcze wszyscy żyjemy w cieniu dziecka, bo obchodzimy jego urodziny. Ale ono w naszym cieniu też.

                  Fajnie, że dziecko się uczy, że zmarły brat to ktoś, o kim się pamięta, a nie po kim się sprząta jak najszybciej.
            • gazeta_mi_placi Re: schellerka 12.12.11, 09:16
              Jasne, dla Was każdy z poglądami innymi niż Wasze, zwłaszcza kontrowersyjnymi to troll.
    • nisar Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 10:16
      Moja babcia straciła dwudziestoletnią córkę. Babcia żyła jeszcze potem prawie pół wieku, ale ból był zawsze. Powiedziała mi jednak kiedyś: z czasem człowiek oswaja ten ból, uczy się z nim żyć, staje się z nim niemal jednością. I z czasem coraz rzadziej ten ból poraża gwałtownością i rzuca na ziemię, niemal się z nim tak pogodnie zaprzyjaźniasz.

      Zefirku, obyś jak najszybciej oswoiła ból tak, żeby razem z nim cieszyć się każdym miesiącem w roku. Przytulam Cię mocno, świątecznie i pogodnie.
      • ella_nl Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 11:03
        (*)
        • zefirek1612 Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 11:23
          a więc tak: dzieci, które rodzice zabierają na cmentarz 1 listopada, też są krzywdzone? bo odwiedzają np. dziadków, ciocie, wujków, nie daj Bóg rodzeństwo, bo to już w ogóle... wszak 1 listopada jest raz do roku i obchodzony bardzo uroczyście. Biedne dzieci...
          Moje dziecko będzie miało traumę na całe życie, bo miałam czelność postawić jej bratu pomnik i na wiosnę sadzić bratki a nie zakopać pod płotem jak psa i zapomnieć?
          wiosną i latem, gdy jesteśmy nad morzem(tam jest pochowany) chodzimy plewić mu te bratki. A więc zdarza się nam być więcej niż raz w roku. To już psychoterapeuty muszę szukać dla Poli.

          Przepraszam za wydźwięk tego posta, ale niektóre posty mnie rozwaliły, ja nawet nie wiedziałam że tak można do tego podejść: weź się ogarnij i biedne twoje dziecko...

          Potrzebowałam wsparcia, z byłym mężem zerwałam kontakt- na czole sobie tego nie wytatuuje bo i tak tego nie zobaczycie drogie e-mamy.

          Zacznę obchodzić te daty w ukryciu. Watek założyłam w chwili słabości,żałuje.
          • hellulah Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 11:34
            Pomyśl o tym, że można ciebie poznać poprzez pryzmat i z perspektywy nicka, bloga oraz takich wątków jak ten. To zapewne zniekształcona czy wyolbrzymiona perspektywa, pewnie gdzieś tam jest twoja córeczka, mąż, teraźniejszość i przyszłość (i szczerze mówiąc mam wielką, gorąca nadzieję, że są i że mają się dobrze), ale mniej tego widać, to jest jakby przysłonięte nickiem, blogiem i takimi wypowiedziami. Stąd droga do uogólnień i krzywdzących skrótów, jak w myśleniu gazety.
            • zefirek1612 Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 11:44
              ja nikogo w tym wątku nie prosiłam o analizę, niektórzy blogi piszą o gotowaniu- to znaczy że cały dzień siedzą przy garach zaniedbując rodzinę? nie! po prostu od tego nie da się uciec,trudno mi tłumaczyć to komuś kto tego nie przeżył. siedem lat to kisiłam w sobie,teraz piszę o tym bloga i wiesz co? ja już widzę postępy, zerwałam z nim kontakt. a to bardzo dużo.
              nie tylko ja obchodzę jakieś rocznice- jak jest to moja rocznica ślubu, urodziny córki- świętujemy na całego, jak są urodziny mego syna, rocznica jego śmierci, chcę, żeby ten dzień był wyjątkowy. 2 dni z 365. To nie dużo.
              • hellulah Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 12:28
                Ale ty się nie musisz przede mną tłumaczyć.

                Jeśli naprawdę obnażanie najintymniejszych, bolesnych uczuć pomaga i nie obawiasz się ataków ze strony użytkowników takich jak np. gazeta, to dobrze. Chyba jednak wiesz (czego byś nie pisała na forum), jaka jest różnica pomiędzy blogiem o gotowaniu a blogiem takim jak twój.

                Jesteś dla mnie totalnie obca osobą. Twój nick kojarzył mi się długo, zanim weszłam na bloga, z pewną datą historyczną. Mimo wszystko, chociaż jesteśmy sobie całkowicie obce, odetchnęłabym z wielką ulgą, czytając także szczegółową relację z rocznicy twojego ślubu czy z urodzinek córki. Napisanych pod nickiem np. poli_mam, albo jakimkolwiek innym. Oczywiście moje samopoczucie nie jest tu istotne. Sama pewnie wiesz, że jeszcze długo droga do uporządkowania tych spraw, że jest teraz spory bałagan. Możesz się teraz czuć krytykowana, ja mimo wszystko wierzę, że za jakiś czas będzie pod pewnym względami lepiej. Pewnie trzeba przejść gorączkę, aby wyzdrowieć. Nie, nie bawię się w psychologa-amatora, tylko biorę udział w dyskusji na emtace, i ja widzę, może się myląc, że nadal telepie tobą tak z ponad 40-stopni temperatury. I trochę się martwię, czy wiesz o tym, czy bierzesz powiedzmy aspirynę i czy leżysz - ciągnąc tę metaforę - pod kocykiem z kubkiem herbatki lipowej w garści, czy może z mokrą głową wychodzisz na wiatr i przymrozek.
                • gazeta_mi_placi Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 12:51
                  Nikogo nie atakuję. Staram się służyć praktyczną radą a nie wirtualnym klepaniem po pleckach.
            • gazeta_mi_placi Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 12:01
              Sorry, ale nikt nie jest wróżką i opiera się (przynajmniej na forum) na tym co dana osoba pisze.
          • foro-estupido Re: 1 listopada tez krzywdzi dzieci? 12.12.11, 11:39
            zefirek1612 napisała:
            >
            > Zacznę obchodzić te daty w ukryciu. Watek założyłam w chwili słabości,żałuje.


            A no widzisz....Rozumiem ból po stracie dziecka,w pełni ci współczuję,ale....Po co pisac i tak uzewnętrzniac się na forum?uncertain
    • pulcino3 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:00
      W dzisiejszym świecie, tym "cywilizowanym" wypiera się bolesne wydarzenia,dziś trendi jest hedonizm, nastawienie tylko na pozytywne rzeczy, pozytywne myślenie, pozytywne emocje. Śmierć, niby tak naturalna i oczywista nie ma prawa bytu w obecnej rzeczywistości. Kiedyś nieboszczyk przez 3 dni był w domu rodzinnym opłakiwany przez rodzinę znajomych, to było naturalne i bliskie człowieczeństwu. Dawniejsza śmierć była bardziej "ludzka". Dziś lepiej jest by osoba zmarła w szpitalu, nie w domu, lepiej by ciało leżało w kostnicy, bo przecież to jakiś psychiczny dyskomfort. Lepiej w ogóle wyprzeć wszelkie bolesne doznania.
      Ty również zakładając ten wątek naraziłaś się hedonizmowi, który wypiera bolesne rzeczy z naszej psychiki. W dzisiejszym świecie dla dobrego samopoczucia "czytających" świat ma być wesoły i kolorowy, Ty tu nie pasujesz...

      Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić co czujesz, ale moim zdaniem zasługujesz jak najbardziej na forumowy katharsis, jeśli ma Ci to pomóc w ukojeniu.

      (*)
      • gazeta_mi_placi Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:03
        W każdej cywilizacji żałoba trwała z reguły rok, a nie całe lata.
        • tabakierka2 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:08
          gazeta_mi_placi napisała:

          > W każdej cywilizacji żałoba trwała z reguły rok, a nie całe lata.

          jeszcze by te brakowało, żebyśmy narzucały zefirkowi jak długo wolno jej przeżywać żałobę indifferent

          Zefirku, trzymam kciuki za to, żeby Twój ból po stracie Synka był coraz bardziej 'znośny'.
          • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:18
            nie wypieram się tego, że jeszcze nie do końca sobie poradziłam z tym wszystkim, ale robię co w mojej mocy by tak było, podkreślę jeszcze raz że zerwałam kontakt z ojcem Zefirka, w końcu.
            Jeszcze wiele muszę zmienić, czy wiecie że przez to że widziałam jak ratownicy zabierają moje dziecko do karetki w inkubatorze z tymi wszystkimi monitorami rejestrującymi czynności życiowe, robi straszne wrażenie, potem odjeżdżają z nim na pokładzie do Szczecina, na sygnale- ja przez kilka lat jak słyszałam sygnał karetki nie mogłam się ruszyć, paraliżowało mnie?
            to nie jest tak: urodził się-umarł. Pomiędzy tym są okrutne przeżycia, silne emocje, okropne wydarzenia.
            Nie da się ot tak.
            • simm-ona Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:25
              Wyobrażam sobie... ja przeczytałam wczoraj twoje przeżycia i nie mogłam spać, a ty to przeżyłaś... Współczuję, życzę ci,żebyś poczuła w końcu ulgę. Jesteś młoda, długie życie przed tobą, mam nadzieję,że przestaniesz cierpieć, nie wątpię, że o synku nie zapomnisz, ale życzę ci, żeby pozostały same ciepłe wspomnienia. Już drugi raz go nie stracisz, w tym wymiarze, a jakim teraz jest, zawsze będzie przy tobie, w trudnych chwilach też. Pozdrawiam.
            • tabakierka2 Re: zaczynam się denerwować...[*] Aniu 12.12.11, 12:27
              wierzęsad
              Ja nie mogłam czytać Twojego bloga, bo wystarczyło parę linijek i myślałam, że serce mi pęknie - mój synek po porodzie trafił na oddział noworodków - leżał tam tylko tydzień, miał zakażenie, był na antybiotyku. Codziennie dojeżdżałam do niego i siedziałam całą dobę z nim - dziś, wystarczy, że jadę tą trasą, serce mocniej mi bije... Wierzę, że kiedyś poradzisz sobie z tymi emocjami, które dziś są jeszcze świeże. Żałoba ma różny okres trwania - jeden woli wyprzeć ją i nie myśleć, drugi potrzebuje o tym mówić.

              Zefirku, wiadomo na co chorował Synek?
              • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] Aniu 12.12.11, 12:31
                Całkowity kanał przedsionkowo komorowy, zwężenie aorty, nie zamknięty przewód Bottala (operowany), zespół Downa, niedoczynność tarczycy. Zabiła go sepsa po operacji.
                • tabakierka2 Re: zaczynam się denerwować...[*] Aniu 12.12.11, 12:34
                  zefirek1612 napisała:

                  > Całkowity kanał przedsionkowo komorowy, zwężenie aorty, nie zamknięty przewód B
                  > ottala (operowany), zespół Downa, niedoczynność tarczycy. Zabiła go sepsa po op
                  > eracji.

                  sad
                  wiedziałaś wcześniej, zanim się urodził, że tak to może wyglądać?
                  już sobie wyobrażam, jaka musiałaś być niespokojna w kolejnej ciąży sad
                  podziwiam Cię - dzielna jesteś, że tak to sobie poukładałaś, że potrafisz o tym mówić!
                  • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] Aniu 12.12.11, 13:08
                    nie wiedziałam, gdybym wiedziała to może by żył bo przygotowałabym się do tego porodu, wybrałabym placówkę w której przy porodzie byłby zespół kardiologów, kardiochirurgów i genetyk, nie męczylibyśmy go 13 h podczas porodu, zoperowany byłby w pierwszych dobach, dopilnowałabym szczepień (poszedł na blok bez żółtaczki, bo zapomnieli go w Szczecinie zaszczepić), miesiąc czasu krew zalewała mu płuca a oni go na zapalenie płuc leczyli, ukrywali że ma Downa, dopiero jak przycisnęliśmy powiedzieli, w szpitalu w którym się urodził nawet nie mieli usg serca dla dziecka, pani ginekolog przyszła mnie przeprosić, że gdybym czegoś potrzebowała, że to pierwszy raz w jej karierze a ja nie wiedziałam o czy ona mówi bo jeszcze nie wiedziałam że jest chory. inne pacjentki wiedziały, ja nie. szybko niosła się wieść że urodziło się dziecko z downem. poszłam do kardiochirurga po operacji zapytać, a on do mnie że pierwszy raz coś takiego widział i chciał go od razu zamknąć, nie podjąć się operacji, że jak będziemy mieli szczęście pożyje do 10 roku życia... zabrakło nam tego szczęścia... kilka razy myślałam że umarł, kilka razy się z nim żegnałam bo kilka razy serduszko przestawało bić. To nie była jedna śmierć, ja ich przeżywałam kilka. Pytam lekarza na OIOM-ie czy on będzie żył, mówi do mnie ma szansę, a potem w drugiej sali do mamy innego dziecka żeby zobaczyła, pokazując na moje dziecko ,że nie przeżyje ale i tak ratują...
                    ehhh....
                    • tabakierka2 Re: zaczynam się denerwować...[*] Aniu 12.12.11, 13:17
                      sad
                      koszmarsad
            • ella_nl Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 19:27
              zefirek1612 napisała:

              >czy wiecie że przez to że widziałam jak ratownicy
              > zabierają moje dziecko do karetki w inkubatorze z tymi wszystkimi monitorami re
              > jestrującymi czynności życiowe, robi straszne wrażenie, potem odjeżdżają z nim
              > na pokładzie do Szczecina, na sygnale- ja przez kilka lat jak słyszałam sygnał
              > karetki nie mogłam się ruszyć, paraliżowało mnie?

              Wierzę Ci, oj wierzę - przeżyłam to samo. Fakt, moja córka żyje. To było 3 lata temu a do dziś jak słyszę sygnał karetki paraliżuje mnie lęk i mam łzy w oczach.
              Przytulam.
        • pulcino3 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:12
          tak zerirek,
          właśnie żebyś nie narażała osoby typu gazeta na dyskomfort psychiczny i świadomość, że się jeszcze nie ogarnęłaś- musisz się zmieścić w standardowym okresie żałoby, musisz, rozumiesz?, bo inaczej odstajesz od szeregu charyzmatycznych kobiet siłaczek - bohaterek
          • gazeta_mi_placi Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:23
            Wcale nic nie musi, ale skoro mijają lata i jest jak jest może warto pójść np. do specjalisty?
            • iwles Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:27

              ale to nie jest tak, że specjalista wyleczy z bólu, specjalista co najwyżej pomoże wyjaśnić i oswoić się z niektórymi uczuciami. Ale przeżyć każdy musi sam i to w swoim czasie.
              • tabakierka2 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:31
                iwles napisała:

                >
                > ale to nie jest tak, że specjalista wyleczy z bólu, specjalista co najwyżej pom
                > oże wyjaśnić i oswoić się z niektórymi uczuciami.
                Ale przeżyć każdy musi sam i
                > to w swoim czasie.
                >

                i to, co specjalista mógłby zrobić, już zostało zrobione, moim zdaniem.
                A reszta przyjdzie z czasem...
            • zefirek1612 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 12:28
              w poście wyżej pisałam, że w sierpniu wszystko sobie z J wyjaśniliśmy, łącznie 24 h gadania z niewielką dozą alkoholu. I wiecie co, on wcale nie jest w lepszym stanie ode mnie. Obydwoje bardzo to przeżyliśmy. Mnie się udało jakoś poukładać życie, on jeszcze próbuje.
            • asia_i_p Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 17:56
              Bo to po prostu nieprawda, że żałoba trwa rok. Rok mniej więcej to trwa wrócenie do życia, ale żałoba wraca.
              Ja na nowo przeżywam żałobę po mojej matce przy każdej zmianie - kiedy wychodziłam za mąż, kiedy rodziłam dziecko, kiedy dziecko szło do szkoły. Za każdym razem odkrywam nowy sposób, na który mi jej brak. To trwa krócej niż zbieranie się po jej śmierci, ale wraca na nowo, na świeżo. Potem szybko mija. Mniejsze fale wracają nawet przy zmianie pór roku. Po zobaczeniu po raz pierwszy tęczy bawełnianych podkoszulków w Cubusie - bo by się jej podobało. Po otwarciu Hildebranda w Galerii Dominikańskiej - bo chciałabym jej kupić czekoladki na imieniny. I czasem mi jej brak, a czasem żal tego, co ją omija.
              Ten cykl - zaprzeczenie-gniew-targowanie się-depresja-pogodzenie - to bardziej wachlarz uczuć, z których sobie twoje wnętrze wybiera, niż uporządkowana i raz na zawsze zamknięta sekwencja.
              • circa.about Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 21:06
                Asiu, wyjęłaś mi te słowa z ust.
                Moja mama umarła 15 lat temu, a ja wciąż przy każdym wydarzeniu w moim życiu (ślub, ciąże, porody, choroby) płaczę, że nie ma jej przy mnie, że nigdy nie pozna swoich wnuków itd..
                Ja wciąż jestem w żałobie, tylko jest ona głęboko w moim sercu, a na płacz pozwalam sobie tylko w samotności. To już 15 lat, a mi się wydaje, że to było.. wczoraj..
                Także doskonale rozumiem zachowanie Zefirka, aczkolwiek uważam, ze sporo jeszcze pracy przed nią..
        • dzoaann Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 13:43
          Po smierci mojego Taty czytalam artykul o etapach zaloby i rok to trwal szok po smierci, po roku przychodzil dopiero nastepny etap, ktorym byl zal o ile sie nie myle. A dochodzenie do akceptacji trwa roznie zaleznie od osoby od 5 do 10 lat i roznie z tym bywa....Moj Tata zmarl 10 lat temu wlasnie i ja dopiero teraz moge myslec i wspominac go bez oblednego bolu w sercu. A przez pierwszy rok, dwa nie moglam uwierzyc w jego smierc i tego nie akceptowalam. Jasne, ze czlowiek jakos tam zyl i mijal dzien po dniu, a z perspektywy obcego wygladal na ogarnietego. Ale to co dzieje sie w myslach, w sercu to inna historia.
          Tak wiec twoje nakazy co do rocznej zaloby se mozesz pod ogon wsadzic...
        • asia_i_p Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 17:50
          I w każdej obchodzi się rocznice śmierci.
          Ojciec w rocznicę śmierci mamy zamawia mszę za nią, jadę do niego i jakoś tę rocznicę obchodzimy. Chyba zadzwonię i mu powiem, że mnie krzywdzi - że po roku powinien był postawić na grobie znicz elektryczny i posadzić roślinkę wiecznozieloną, żeby było schludnie i trwale, a nie jak jakiś wariat jeździć tam z kwiatami co tydzień.
    • forumowiczka.to.ja Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 14:23
      Zefirku, serce mi pęka czytając Twojego bloga i ten wątek. Bardzo Ci współczuję, Twoje życie nie jest i pewnie już nie będzie łatwe, za dużo przeszłaś. Ale masz rodzinę: córkę i męża, i dla nich żyj i walcz o siebie (na pewno to robisz).
      Taki cios jak śmierć dziecka to chyba najgorsze co może człowieka spotkać. Nie dziwię się więc, że to rozpamiętujesz, że Cię to męczy. Dostałaś od życia po d..pie.....
      Nie słuchaj idiotów, którzy piszą "ogarnij się" - kij im w oko. Ogarnięta zapewne jesteś, a że zbliża się dzień tak ważny, to go po swojemu przeżywaj i tyle. Mąż wiedział z kim się żeni, musi więc to rozumieć i szanować.
      Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że wiesz co robisz, że mąż i córka chcą żyć normalnie, i zapewne tak zyjecie. Rób swoje, a jak będziesz paliła świeczkę i puszczała balony, to pomyśl, że jest na tym świecie kilka osób (w tym ja), które Cię bardzo w tym momencie przytulają.
    • sanciasancia Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 15:48
      Trzymaj się, Zefirku.
      • pysiaczek1234 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 16:10
        Zefirku rób tak jak podpowiada Ci serce, i rób to czego potrzebujesz do przeżycia żałoby. Nikt nigdzie nie powiedział, że każdy przeżywa żałobę rok i minęło. Każdy przeżywa ją na swój sposób i jak długo mu trzeba.Rozumiem CIę doskonale. I nie słuchaj , że krzywdzisz to młodsze dziecko bo to bzdury jakieś. Najłatwiej wypowiadać się tym co nie mają pojęcia czym jest strata dziecka. Nie powinno oceniać się matek po stracie.
        Ja sama jestem "tylko" ciocią dziecka , które w wieku dwóch lat zmarło na nowotwór. Mija 4 i pół roku i do dzisiaj człowiek nie może się pogodzić z tym co to dziecko przeszło od momentu swojego urodzenia, jak bardzo walczyło, jakie było uśmiechnięte mimo bólu jakie czuło i, że nie dało rady, że nie mogliśmy nic zrobić tylko stać i się przyglądać jak odchodzi .
        Oczywiście człowiek wraca do normalności, na co dzień jest w miarę w porządku ale przychodzą dni pewnych wspomnień, ważne daty gdzie człowiek pęka i zastanawia się czy tak musiało być i dlaczego tak się stało. Te dni też trzeba przeżyć, i żyć dalej, ale każdy ma prawo przeżywać je na swój sposób. U nas dzień śmierci małego to dzień kiedy całą rodziną idziemy na mszę, z dziećmi, z jego rodzeństwem które go pamięta, albo które zna go z naszych opowieści. Później idziemy na cmentarz i to jest takie naturalne, nie wymuszone, dzieci też nikt nie zmusza do tego by przechodząc koło cmentarza wchodziły na grób brata ale one same chcą. W ten sposób też jest im łatwiej oswoić się ze śmiercią. Padało tysiąc pytań, na niektóre znaleźliśmy odpowiedź na niektóre nie.
        Nie rozumiem w jaki sposób to ma być krzywda dla moich dzieci i rodzeństwa tego chłopczyka? To lepiej by było wcale o nim nie wspominać jak dziecko pyta? Ja nie widzę w tym nic dziwnego i nie sądzę by to odbiło się na moich dzieciach. Dla nich to takie naturalne, że ood czasu do czasu pójdziemy zapalić lampkę i powspominać. Śmierć też nie może być tematem tabu, ona jest częścią naszego życia, po co udawać że jej nie ma?
        Trzymaj się.
    • sadosia75 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 16:41
      Zefirku czytam Twoje wypowiedzi, czytam Twojego bloga. I czasem mam wrażenie, że już po prostu tego bólu nie dasz rady nieść. Nie radzisz sobie z tym. Nie wiem co czujesz. Mogę to sobie jedynie wyobrazić. I wyobrażam sobie każdego wieczora jak kładę spać moje dzieci. Myślę wtedy o Tobie i Twoich dzieciach.
      Życzę Ci Zefirku, żebyś wreszcie odczuła, że ten ból choć odrobinę zelżał, że odrobinę puszcza na sile. Życzę Ci tego szczerze z całego serca.
      • mamalbrun Re: zaczynam się denerwować...[*]Zefirku 12.12.11, 17:45
        Przytulam Cię z całych sił,wiem co czujesz.Przeżyłam to samo.Śmierć własnego dziecka.U mnie minęły niedawno 4 lata,ale nadal też sobie nie radzę.

        Bo jak można sobie radzić,ogarnąć się?
        Ja stałam się innym człowiekiem.
        I żyję wolno,w żółwim tempie.

        Mam jeszcze jedno dziecko,które co tydzień jeździ do siostry na cmentarz.Kiwa jej,rozmawia.
        Ostatnio zapytał czy mogę Ją ściągnąć z tego Nieba,bo on nie mam z kim się bawićwink

        Życzę Ci poczucia Jego obecności.

        (*)
    • easyblue moja siostra urodziła się martwa gdy miałam 6 lat 12.12.11, 19:12
      Matka nigdy nie zmuszała nikogo do celebracji tej śmierci. Nie było tabu, ale i nie było roztrząsania tego zdarzenia z dziećmi.
      Moje dziecko umarło zanim się urodziło. Jasne, ze nigdy nie ma lekko w takich przypadkach. Ale rozdrapywanie tego, życie przeszłością, wciąganie w to swojego drugiego dziecka, "by pamiętało"... Naprawdę warto byś poszukała dobrego psychologa, by Twoje dziecko nie musiało pół dochodzić, skąd się biora jego problemy.
      Żałoba po stracie zawsze być musi. Jest konieczna, by sie z tej straty wyzwolić. Jeżeli trwa i jeszcze się umacnia, jest powodem do niepokoju.
      Ty piszesz bloga, zakładasz wątki i wciąż na nowo katujesz siebie i innych wspomnieniami. To chore. Wybacz.

      Matka mojego M zmarła kilka lat temu. Był dorosłym, dojrzałym mężczyzną. I do dziś uważa, że jej śmierć była straszliwą niesprawiedliwością, bo przecież miała dopiero 60-kilka lat. I wszystko było by zrozumiałe w tym jego bólu, gdyby nie jego zachowanie - osieroconego dziecka. Gdy umarła byliśmy po ślubie, mieliśmy dziecko. Nie został sierotą. Jestem bardzo wyrozumiała na ból innych i wiele lat znosiłam jego narzekania /przy jakiś tam okazjach/. Ale od pewnego czasu mam dosyć. Pora, by wreszcie dorósł. Ty także.
    • nangaparbat3 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 20:56
      Zefirku, bardzo Ci współczuję, kiedy myślę co przezywałaś, czuję po prostu fizyczny ból.
      Ale muszę napisać coś jeszcze.
      Twój Synek od siedmiu lat - nie cierpi. Może jest w niebie, szczęsliwy i spokojny, może nigdzie go nie ma - ale nie cierpi. A Twoja Córeczka jest obok Ciebie.
      Jest tak, że niezakończona żałoba matki rzuca cień na jej dzieci.
      Wiem, bo sama tego doświadczyłam, i trudno mi było uwierzyć w ogrom rozpaczy, jaki się ze mnie wylała, kiedy ktoś (tak, terapeuta) uchylił drzwi. Rozpacz po kimś, kogo nigdy nawet nie widziałam, po kimś, po kim nie zakończyła żałoby moja mama.
      • poppy_pi Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 21:16
        Zefirku, pamiętaj o swoim mężu i swojej córce, którzy Cie potrzebują tu i teraz. Niech Twoja córeczka nie pamięta dzieciństwa jako niekończącego się pogrzebu brata sad Nie wiem nawet jak musi czuć się Twój mąż widząc Twoje uczucia do byłego i te wszystkie obrzędy dotyczące Twojego pierwszego dziecka sad Bardzo wam wszystkim współczuję.
      • goodnightmoon Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 22:31
        Popieram nangaparbat3 w 100%
    • dzika41 Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 22:13
      Zefirku przeczytałam Twojego bloga wczoraj i zagościłaś w moich myślach....
      Nie wiem co napisać gdyż w obliczu Twojej tragedii każde słowo jest puste i nijakie....
      Jestem z Tobą myślami....

      Dla Zefirka [']
    • a.va Re: zaczynam się denerwować...[*] 12.12.11, 22:41
      Zefirku, przytulam Cię mocno i pocieszam, jak tylko mogę.
      Ale przy tym, naprawdę z troski, dodam od siebie - ja jestem właśnie młodszą siostrą brata, który zmarł. I jestem ogromnie wdzięczna mojej mamie, że nie żyłam w cieniu tej tragedii, mimo że dla niej to była niewyobrażalna rozpacz i do dzisiaj - minęło prawie 40 lat - w dniu jego urodzin i śmierci bardzo to przeżywa. Ale mnie od tego chroniła, jak mogła - oczywiście znałam od urodzenia całą historię, jeździłam z rodzicami na grób brata 1 listopada, ale jednocześnie miałam świadomość, że to jest historia z przeszłości, bardzo smutna, ale już zamknięta. Myślę, że puszczanie balonów w dniu urodzin zmarłego brata, to by było dla mnie, jako małej dziewczynki, za dużo. I tak to, że był i umarł, że nie zdążyłam go poznać, że mama jest smutna, kiedy przypadają kolejne rocznice, a ja nie umiem jej pomóc, było dla mnie trudne, i gdy byłam mała, i już potem, kiedy dorosłam i mogłam lepiej zrozumieć, czym jest strata dziecka. Może twoja córka jest inna, nie wiem, ale na wszelki wypadek wolę ci to napisać - jak to może wyglądać z tej drugiej strony.
      • mondovi Re: zaczynam się denerwować...[*] 13.12.11, 14:00
        Każdy człowiek inaczej przeżywa żałobę, to fakt. Ale zgadzam się z a.va całkowicie. Też jestem siostrą - dwójki dzieci, które umarły przed moim urodzeniem. Od zawsze wiedziałam, że miałam siostrę i brata, jak to bolało moich rodziców zrozumiałam, dopiero wtedy, gdy sama urodziłam dziecko. Moi rodzice mówili mi, ze miałam rodzeństwo, rozumieli,ze ja nie rozumiem ich bólu i nie czuję więzi z dziećmi, które zmarły przed moim urodzeniem.
    • zefirek1612 Re: sam się odezwał 13.12.11, 13:01
      Jarek się odezwał. To znaczy poszedł do pracy mojej siostry i powiedział jej żeby mi powiedziała żebym się odezwała. Zapytałam ją czy zgubił do mnie numer telefonu, powiedziała że on nie chce dzwonić bo mój mąż i w ogóle.
      Złapałam za telefon i chciałam napisać ale... nie mogę.
      • goodnightmoon Re: sam się odezwał 13.12.11, 13:43
        zefirek1612 napisała:

        > Złapałam za telefon i chciałam napisać ale... nie mogę.

        Aniu, wydaje mi się, że czas najwyższy złapać telefon, wejść w kontakty, otworzyć Jarka i wybrać polecenie "Opcje" - "Usuń kontakt". Tak chyba będzie najzdrowiej dla wszystkich.
        • zefirek1612 Re: sam się odezwał 13.12.11, 14:00
          już dawno usunęłam... ale... znam na pamięćwink
          nie napiszę, czas to przerwać. Najwyższy.
          • marika_2006 Re: sam się odezwał 13.12.11, 14:24
            I to jest chyba dobra decyzjasmile mam koleżankę, która straciła 4 miesięcznego synka, teraz ma kolejne dziecko, również syna, na którym skupiła całą swoją uwagę, i chucha i dmucha na niego (zupełnie się jej nie dziwię).
    • goodnightmoon Re: zaczynam się denerwować...[*] 13.12.11, 13:39
      Klubgogo zarzuciła Monice 3411 sygnaturkę ... Cóż, ktoś woli eksponować żal, a inny radość.

      Dla mnie smutne jest to, że autorka całą sobą pokazuje smutek. Zarówno nick jak i sygnaturka - wszystko nawiązuje do zmarłego Synka. A gdzie córeczka? Widziałam już dużo sygnaturek, w wielu jest wspomniany Aniołek, ale nie zajmuje całej "osobowości" autorek.
    • kotkowa Re: zaczynam się denerwować...[*] 13.12.11, 15:31
      A ja zwyczajnie wymiękam, nogi mi się uginają, jak czytam przez co musiałyście przejść, szacun wielki, że w ogóle dajecie sobie radę, jakoś stanęłyście lub próbujecie stanąć na nogi. Śmierć dziecka to jest coś nieporównywalnego z niczym, nigdy śmierć ojca, matki, dziadka, wujka nie będzie aż takim dramatem. A już zwłaszcza gdy mamy świadomość, że dziecko odeszło np. z winy lekarza i mogłoby żyć. Moim zdaniem nie ma nic złego w upamiętnianiu urodzin, czy rocznicy śmierci dziecka, to naturalne i powinno się to robić. Nie sądzę, żeby to miało wpływ na żyjące dzieci, o ile w życiu codziennym panuje normalność. I oczywiście, jeśli terapia jest potrzebna, bo nie potraficie się z tym pogodzić, jeśli żałoba za bardzo wpływa na Wasze życie, to trzeba z niej skorzystać. Sama myślę, że nie dałabym rady bez, bo naprawdę trudno mi wyobrazić sobie większy ból i większy powód do rozpaczy. Ja bym próbowała się pogodzić z życiem, pozostaje nam tylko pokora, bo nie mamy wpływu na nic tutaj. Każdy z nas odejdzie, jak czytam choćby o wypadkach, to zdaję sobie coraz bardziej sprawę jak kruche jest życie, jak nagle może się skończyć, jak bezsilni jesteśmy wobec śmierci. Dlatego jedyne co pozostaje, to pogodzić się z tym, że kiedyś każdy odejdzie, że to się może stać z każdym w każdej chwili.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka