Dodaj do ulubionych

nieszczęśliwe wypadki dzieci

03.02.12, 10:17
Poruszył mnie wątek o Madzi dotyczący nieszczęśliwego wypadku. Myślę, że każdej z nas mającej dzieci przydarzyło się coś co można nazwać nieszczęśliwym wypadkiem np oparzenie, upadek, zakrztuszenie itd. Ja sama jako dzieciak miałam wówczas 4 lata wsadziłam bratu (miał 4 miesiące)do buzi chleb i gdyby nie szybkie działanie mamy już by go nie było. Zawsze słyszałam, że gdy brat płacze to jest głodny. Tak też było wtedy. Mama zeszła na parter podgrzać mleko a ja z nim zostałam. Denerwował mnie ten płacz bo coś akurat oglądałam w telewizji a że jadłam akurat kanapkę to postanowiłam się z nim podzielić. Napakowałam mu tyle, że zaczął się dusić. Zadowolona pobiegłam do mamy powiedzieć, że już go nakarmiłam i jest spokój. Mama do dziś ma wyrzuty sumienia, że dopuściła do takiej sytuacji. Pamiętam też, że kuzynka gdy była mała (ok 1,5 roku) wykorzystała nie uwagę rodziców i dorwała się do makreli. Niestety wielka ość stanęła jej na gardle. Sąsiadka moja połknęła baterie a kuzyn nawkładał sobie no nosa kulek do pistoletu. Sama mam dziecko i ze zgrozą wspominam sytuację gdy wróciłam z nocki strasznie zmęczona i nie mogłam położyć się spać gdyż miałam dziecko 2-letnie pod opieką. Nikogo w domu nie było a ja myślałam ,że spokojnie dam radę. Usiadłam przed telewizorem i usnęłam na dwie godziny. Po prostu odpłynęłam tak nagle. Nie wiem co mój skarb robił przez ten czas sad A Wy miałyście jakieś "nieszczęśliwe wypadki" które Wam ciążą?
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:26
      Na szczęście nie. Mam jednak inne pytanie. Umiecie swojemu dziecku pomóc? Wiecie jak szybko przyjeżdża karetka do waszego miejsca zamieszkania?
      • donkaczka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:28
        ja wiem smile ale w niemczech sa dobrze zorganizowani, 3 minuty, maja tez identyfikacje adresu po telefonie, nawet nie trzeba podawac
        podstawy pierwszej pomocy znam, odswiezam co jakis czas
        gorzej ze moj chlop zastyga w sytuacjach kryzysowych i biega w kolko jak chomik w kolowrotku, boje sie, ze beze mnie by zglupial w razie wypadku
        • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:35
          Trzy minuty to bardzo szybko. U nas gdzieś około 7-8. Sprawdzone. Niby kiedyś mówili, ze w dziesięć minut może być dziecko w szpitalu. Także fachowa pierwsza pomoc to konieczność dla opiekunów.
          • donkaczka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:47
            mala wiocha, do szpitala okolo kilometra, duzy plus mieszkania poza wielka aglomeracja
            • guderianka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:54
              Szczecin - 5 minut (ale mieszkam blisko szpitala i stacji pogotowia ratunkowego)
      • gryzelda71 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:37
        W sytuacjach w których się zanalazło tak.I karetka dość szybko przyjeżdza.
      • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:39
        Nie wiem, jak do dzieci, do mojego ojca jechali przez godzinę i to po ostrym wykłócaniu się z mendą dyspozytorką. Dla informacji - ma dość poważnie chory krękosłup i coś mu się stało, ze zaczął tracić czucie w rękach i nogach i nie mógł stanąć. Pani dyspozytorka poleciła się udać do lekarza rodzinnego sad
        Ja się nauczyłam pierwszej pomocy, jak robiłam kurs opiekuna kolonijnego i staram się jak najczęściej odświeżać umiejętności, bo za cholerę nie wiesz kiedy Ci się taka wiedza przyda.
        • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:51
          Myślę, że karetka najpierw reaguje na komunikaty, ze ktoś nie oddycha. Tu nie ma dyskusji.
          • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:59
            No ale mimo wszystko, dobra kobieto. Tłumaczę babie, jak krowie na rowie, że się ojcu twarz zapada i już bełkocze, że się ruszyć nie może a ta dalej do tego rodzinnego durna baba.
            A z wypadków dzieci - młody chciał się popisać, jak to on nie jeździ cudownie na łyżwach, rozpędził się, żeby sypnąć "śniegiem" z lodowiska i trzepnął tyłem głowy w bandę. Od razu pojechaliśmy do szpitala, ale na szczęście nic mu się nie stało. On to w ogóle jest jak ruski czołg, gniotsa nie łamiotsa.
            • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:02
              No, ale dyspozytorka ma ileś tam karetek i jakieś odgórnie narzucone priorytety.
              • sylki Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:25
                Aha, może i ma, ale opisywane objawy czyli brak czucia, bełkotanie to pod wylew udar podchodzi, więc dyspozytorka powinna była wysłać karetkę bez gadania
          • dorry Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:49
            Do mojej potrąconej przez samochód córki jechała 25 min! W centrum dużego miasta, poza godzinami szczytu. W te mityczne 10 min to ja nie wierzę.
        • mamaivcia Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:56
          no do mojego ojca też jechali godzinę, no ale noc była, dyspozytorka nie wiedziała, czy ma budzić "dochtorów"
          na nic były tłumaczenia, że ma duszności i kaszel od serca a nie jest astmatykiem, regularnie chodzi do kardiologa i bierze leki na serce, nie na astmę ;P
          jak widać olała
          no ale w końcu trafił na kardiologię ... rozpoznanie zawał
          a szpital oddalony 10 km
        • 3-mamuska Siostry moje... 03.02.12, 22:18
          jedna napila sie beznyny,bo byla w butelce takiej jak napoj,mama trzymala do rozpalania w piecu.Miala popalony przelyk i rurke w szyji do oddychania.
          Druga najadla sie tabletek,bo bawily sie w sklep i jedna drugiej sprzedawala a tamta zjadala,plukanie zoladka.Mialy po kilka lat.

          Moja mama wziela mojego mlodego do szkoly,szla po syna siostry i biegl za pilka i uderzyl w sciane i dura w glowie,kurtka cale we krwi.

          Wujek podrzucal corka do gory ,tak sie smiala i jej sie podobalo,az w koncu zaryla glowa w sufit i ma uszkodzony mozg i jest nie calkiem normalna.

          Raz mi syn z wanny wypadl odwrocilam sie zeby wziac recznik ,a on chyba chcial sam wyjsc z tej wanny i polecial,mial ze 3 latka.
          No i upadki z kanapy czy krzesla,ale to kazde ze 2-3 razy.

          A i jeden zlecial ze schodow,a ....drugi zreszta tez.
      • lineczkaa Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:50
        kropkacom napisała:

        > Na szczęście nie. Mam jednak inne pytanie. Umiecie swojemu dziecku pomóc? Wieci
        > e jak szybko przyjeżdża karetka do waszego miejsca zamieszkania?

        Do tej pory, tak.
        Szpital mam tak blisko, że szybciej dobiegnę tam z dzieckiem na własnych nogach niż karetka z pogotowia by dowiozła.
        • sylki Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:29
          Też mam blisko szpital, może nie tak by na nogach biec, ale w razie co podejrzewam, że taksówka będzie szybciej niż karetka uncertain
          • lafiorka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 10:45
            sylki napisała:

            > Też mam blisko szpital, może nie tak by na nogach biec, ale w razie co podejrze
            > wam, że taksówka będzie szybciej niż karetka uncertain

            hm?
            tak sobie myślę.Bo pracuję na przeciw szpitala i karetka jechała....30min.
            Nie,chorego nie można było ruszyć i zanieść.
      • dzoaann Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:48

        ja i maz mamy szkolenie z udzielania pierwszej pomocy, mam szczescie, ze mieszkam blisko szpitala i to dzieciecego, raz juz wzywalam karetke, byla po 3 minutach, choc fakt, z korkow wtedy nie bylo. W zakorkowanej godzinie, byloby pewnie z 5 do 7 minut.
      • asia_i_p Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:44
        Miałam kurs pierwszej pomocy w szkole, dwa razy i jeszcze dodatkowo moja ciotka lekarka zrobiła szkolenie mnie i swojej ciężarnej córce - umiałabym od biedy przeprowadzić sztuczne oddychanie i masaż serca. Wiem, że w przypadku wszelkiego zadławienia płynami to właśnie trzeba robić, obstukiwanie pleców działa przy ciałach stałych w drogach oddechowych.
        Teorię mam obcykaną, nie wiem, czy bym nie spanikowała, bo poza wysoką gorączką niereagującą na tabletki i krwawiącym nosem nie miałam jeszcze u dziecka sytuacji awaryjnych czy awaryjnopodobnych.
      • sueellen Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 01:57
        nie sprawdzalam karetki, ale policja z zegarkiem w reku jest w dwie minuty (sprawdzone)
      • ichi51e2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 12:17
        Ha ha ha - ja wiem! Warszawa - godzine jada plus 15 minut nim sie dodzwonisz do osoby ktora przyjmie zgloszenie... Wiec modlmy sie zeby karetka nie byla potrzebna. Nigdy nie dzwoncie na 112 btw
        Moje dziecko to sir caly czas o smierc ociera - 2 razy w szpitalu (najpierw zaczadzilam potem zatrulam jajkiem) wczoraj spadl z kanapy dzis malo sobie oka nie wybil bo zarabal twarza w klocki. Przedwczoraj rozcial sobie dziaslo bo sie nadzial na patyk od smoka-pchaczka (odkrecil go od smoka i biegal z nim w pysiu)
        Pechowy a jednoczesnie farciarz. Tez taka bylam
        • ichi51e2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 12:50
          Zeby nie bylo - zglaszalam zaczadzenie dziecka 10 dniowego. W dzisiejszych czasach przezywaja najsilniejsi
        • taka-sobie-mysz Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 13:53
          uważaj z takim biegającym dzieckiem, które trzyma coś wąskiego w buzi... Dziecko znajomych moich rodziców z biegało tak z kredka, przewrócilo sie i przebiło sobie gardło. umarło...
    • donkaczka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:26
      w obcym domu tylko, corka ktora juz sprawnie schodzila po schodach spadla u znajomych, bo mieli schody o odwrotnym skrecie i szla po zlej stronie
      jakos szczesliwie udalo mi sie uniknac wiekszych szkod, na male pozwalalam, zeby sie uczyly ostroznosci, zawsze mialam fisia na punkcie goracych plynow i te trzymalam z daleka od dzieci, do dzis nam zostaly nawyki smile
      • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:31
        A takie wypadki... To mój syn rozciął sobie palec na placu zabaw, rok potem uderzył głową w kaloryfer.
    • kalarepka83 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:34
      Miałam kilka "wypadków" i kilka kolejnych o mało się nie zdarzyło sad Z tych najgorszych... córka wypadłaby z okna-3 piętro (weszła po kaloryferze, kiedy byłam w łazience), najadłaby się smaru, ale nie zdąrzyła. Wszystkie te rzeczy najczęściej działy się kiedy szłam do łązienki, dlatego zaczęłam zabierać ją ze sobą po paru takich akcjach. Do teraz boję się wykąpać kiedy sama z nią jestem w domu, chyba, że jest ze mną w łazience.
      • melancho_lia Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:37
        parę razy spadłam ze schodów w domu (strome, zabiegowe schody), dwa razy zgrzmociłam się z drzewa (z jakichś 4-5 metrów) na płasko na ziemię...
        O koralikach w nosie już nie wspomnę.
    • guderianka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:37
      Młodsza miała 9 miesięcy gdy zakrztusiła się jabłkiem. Oklepywanie nic nie dało, pętla Heimlicha również. Mąż dzwonił na pogotowie, w słuchawce słyszałam głos dyspozytora, który instruował co robić -dziecko głową do dołu i klepać w plecy-nic to nie dawało. Dziecko zaczęło wiotczeć, zobaczyłam białka oczu-słyszałam już sygnał karetki pod blokiem ale córka odchodziła....W akcie desperacji wsadziłam jej palce do gardła i wręcz wydrapalam przeklęty kawałek, ze śluzem i krwią...od razu złapała oddech- "na erce" pojechałyśmy do szpitala, badania krwi, rtg płuc....
      koszmar..
      Pomijam poparzenia II stopnia (Młodsza dłoń herbatą, Starsza brzuch suszarką do włosów-idiotka!), upadki, poślizgi itp, podtopienia na basenie (Młodsza jeszcze czasami myśli, że może mówić pod wodą tongue_out)Ale to wszystko pikuś w porównaniu do tego zachłyśnięcia -nie zapomnę tego koszmarnego strachu, trauma towarzyszyła i mi i jej również długo potem, a objawiała się strachem przed gryzieniem, jedzeniem twardym rzeczy...Dzisiaj Młoda chodzi do logopedy, być może niewyraźna jeszcze mowa wynika z braku rozwoju aparatu mowy. żuchwy w tamtym okresie..
      • kalarepka83 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:50
        To zakrztuszenie- koszmar! Tak właśnie się zastanowiłam, czy często zdarza się, że dzieci pod wpływem zakrztuszenia umierają?
        • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:53
          Córka Ewy Błaszczyk zapadła w śpiączkę. zakrztusiła się, z tego co wiem, kisielem.
          • donkaczka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:04
            gripexem, tabletke dostala, potem popila woda i zachlysnela sie
            • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:06
              A możliwe, nie przeczę. Tak mi się jakoś po prostu obiło o uszy. Ale czymkolwiek by nie było - widać, że zachłyśnięcie sprawa niebezpieczna.
              • mynia_pynia Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:21
                Koleżanki ojciec umarł bo zachłysną się pijąc wodę ze szklanki - nikogo w domu nie było, nie miał mu kto pomóc.
                • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:28
                  Warto powtarzać do znudzenia pewne rzeczy. Nie śmiać się jak pijesz, nie pić na leżąco. Z innej bajki: dziewczyny wyśmiewały tu forumkę, która nie pozwalała kąpać się córce jak ta jest sama w domu. Mało to osób utonęło we własnej wannie?
                  • aneta-skarpeta Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 14:58
                    uwazam, ze ostorznosc tak, ale bez przesady
                    rownie dobrze ta corka nigdy sie nie utopi w wannie, za to zachlysnie sie smiertelnie wodą jak bedzie sama
                    ma nic nie pic i nic nie jesc gdy nikogo nie ma?
                    a moze matki powinny wiecznie nie spac, nawet przy doroslych dziciach, bo moze synowi o 2 w nocy kosc w gardle stanąc, bo zachcialo mu sie makreli, a ona będzie spala ze stoperami w uszach

                    a nigdy nie wyjechaliscie na wakacje pd namiot , gdzie nawet zasiegu telefonu nie bylo? o szpitalu nawet nie wsominając?
                    nie da sie przewidziec wszystkiego, dlatego trzeba uczyc dziecii siebie ostroznosci, zdrowego rozsądku, ale bez obsesji
        • guderianka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:56
          Nie wiem , nie znam statystyk ale trzymając ją na kolanach, przewracając, klepiąc przezyłam dziwny paradoks czasowy -po pierwsze wydawało mi się że czas dłuży sie niemiłosiernie po drugie-zobaczyłam w jednym błysku swoją ciążę, poród i jej pogrzeb.. sad
        • raczek47 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 20:03
          9-miesieczniak znajomych podczas imprezy rodzinnej udławił się klockiem lego starszego brata-na imprezie było obecne małżeństwo:lekarka i sanitariusz pogotowia-nic nie pomogło, mały się udusił.
      • andaba Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:52
        Nic mrożącego krew w żyłach.
        Najstarszy jak miał z 13 miesięcy wyrwał mi sie i spadł ze schodów, z parteru pod bramę - nie zdążyłam złapać, zamarłam na szczycie schodów i patrzyłam jak sie turlika. Do dziś mam to w oczach - słowo daję, ani razu nie uderzył głową w schody, cały czas miał ją w górze. Sturlikał sie na dół, wstał i poszliśmy na spacer.
        Prawie wszystkie w odpowiednim czasie spadły mi z tapczanu - nawet bez płaczu sie obeszło.
        I najmłodsza ze dwa razy poleciała z tapczanu na głowę, co skończyło sie strasznym rykiem, ale to już sporo starsza była.
        Aaa, i starsza córka sobie zęby udszkodziła, goniąc starszego brata po pokoju.. Wszystko byłoby dorze, gdyby nie miała smoka w buzi,. Smok podażył jakoś zęby, jeden się obruszał, a drugi sczerniał. Ogólnie skutek był pozytywny, czarny ząbek dawno wypadł, zgryzu nie uszkodziła, a smoka po tamtym wypadku do buzi nie wzięła.

        I to tyle, nigdy nic poważnego. Uczciwie przyznaję - nie moja w tym zasługa, bo kwoką, która dziecka z oczu nie spuszcza i do kibla zabiera, nie jestem.
      • arista80 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:55
        Moja coreczka (16 miesiecy wtedy) wypadla z kojca. Nigdy nie lubiala tam siedziec, z reguly wiec jej tam nie wsadzalam ale akurat wtedy musialam leciec do lazienki. Tak wiec ja tam wsadzilam i doslownie za moment uslyszalam bum. Coreczka na ziemii a na czole wielki siniak. W pierwszym momencie ona sama chyba nie wiedziala co sie dzieje, ale jak ja wzielam na rece to plakala ponad godzine. Zadzwonilam do pediatry, ktory powiedzial mi, ze jezeli mala nie stracila przytomnosci i nie wymiotuje i nie ma dziwnych zachowan to nie powinno sie jej nic dziac no i by nie pozwolic jej spac przez kolejne trzy godziny.
        Pamietm, ze potem przez nastepne dni obwinialam sie nieco, balam sie czy rzeczywiscie wszystko okey z mala a by dodatkowo mnie pocieszyc znajomi opowiadali mi rozne inne groznie wygladajace upadki ich dzieki, ktore skonczynczyly sie szczesliwie i zapewniajac mnie, ze prawie wszystkim dzieciom przydarzaja sie takie kwiatki a jednak wychodza z nich calo i zdrowo.
        Po jakims czasie sama zapomnialam o tym wypadku dopiki wczoraj nie uslyszalam tej tragicznej wiadomosci o Madzii. Na mysl, ze upadek mojej coreczki mogl wcale sie skonczyc tylko na guzie, cierpnie mi skora.
      • kropkacom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:55
        Najpierw sprawdzamy czy dziecko nie ma czegoś w buzi. Dopiero potem odklepywanie miedzy łopatkami przy dziecku ułożonym na kolanie z głową skierowaną lekko w dół.
      • wespuczi Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:20
        mialam podobna pzygode - tylko ze mlody mial 3 lata, odwrocialm go do gory nogami i nic, wlozylam mu pol reki do buzi i wyciagnelam swinstwo.
      • whitney85 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:17
        Moja tak się krztusiła kilka razy ale zawsze opukiwanie z głową w dół pomagało. Jak była malutka (ok 3 m-cy) leżąc na plecach "topiła się" we własnej ślinie. Na szczęście zawsze byłam tuż obok i od razu mogłam reagować. Strach pomyśleć co by się stało gdybym akurat przebywała w innym pomieszczeniu bo przy tych wszystkich akcjach mała nie wydawała żadnych dźwięków.
      • totorotot Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 15:20
        gryzieniem, jed
        > zeniem twardym rzeczy...Dzisiaj
        Młoda chodzi do logopedy, być
        może niewyraźna j
        > eszcze mowa wynika z braku
        rozwoju aparatu mowy. żuchwy
        w tamtym okresie..

        I dobrze, niech sobie chodzi o do dziesięciu logopedów, ważne ze żyje. Straszna sytuacja
      • kerri31 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 22:37
        guderianka napisała:
        Dziecko zaczęło wiotczeć, zobaczyłam białka oczu-słyszałam
        > już sygnał karetki pod blokiem ale córka odchodziła..


        Przeżyłam ten sam widok po ataku drgawek, syn najpierw zaczął się robić czerwony na twarzy a potem przestał oddychać i zaczął sinieć, zero kontaktu, białka oczu, wiotkie ciało. Do dziś śni mi się po nocach, że go ratuję. Mam łzy w oczach kiedy sobie to przypomnę, traumatyczne przeżycie dla matki, mąż z nerwów nie mógl odblokować telefonu i zadzwonić na pogotowie. Gdybym miała na nich liczyć, nie doliczyłabym się. Jechali chyba z 10 minut a szpital mam jakieś 1,5 km od domu.
    • lola211 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:40
      Moja córka ajko niemowle ulegla poparzeniu.
      Majac ze 3 lata dławila sie cukierkiem.
      Pierwsze co robilismy to szybka pomoc i wezwanie pogotowia.
      Nikt mnie nie przekona, ze normalne jest, by w razie wypadku, zwlaszcza, gdy dziecko sinieje, nie wzywalo sie pomocy.
    • haidi0111 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:41
      Zdarzyło się kilka syt mrożacych krew w żyłach. Najgorsze było omdlenie dwóletniej córeczki z powodu wysokiej gorączki - kompletnie nie wiedziałam co robić... Skończyło się szpitalem, na szczęście bez powikłań.
      Potem rozcięta głowa z tyłu podczas wściekania się na wersalce - udezrzyla o rzeźbę na ścianie, przyłożyłam mrożonką zawiniętą w ścierkę, a za chwilę ścierka była cokolwiek krwista...
      Mlody za to wypadł z wózka na szczęście na trawę. Pierwszy i ostatni raz nie zapięłam mu szelek...
      No ale hitem, negatywnym oczywiście, było porażenie synka prądem. Podczas imprezy goście tak siarczyście siadali na kanapie, że dociskając ją do ściany urwali kabel od światełek na
      choince. Bardzo pomysłowo popsute lampki schowałam, a wtyczka została w gniazdku. Po tygodniu syn wszedł za kanapę i dotknął tego kikuta wtyczkowego co skończyło się dziurą w udzie o wielkości 5zł i na szczęście niczym więcej...
    • gaskama Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:43
      Nawet boję się wspominać. Syn sturlał się w weku 4lat z wysokich "okrągłych" schodów, z samej góry pierwszego piętra na parter. Schody były drewniane. Gdyby były kamienne, ... nawet nie chcę myśleć.
      Spadł na placu zabaw z wysokości prawie 2 metrów jak miał 3 lata. Ślad na twarzy ma do dziś.
      Było jeszcze kilka przygód, ale nawet nie chcę pisać, bo się denerwuję.
      • to_ja_tola Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:52
        Gówniarą nie byłam,miałam może 20/22lata.Pojechałam do brata.W domu byłam z bratową i bratankiem.Miał wtedy jakieś chyba niespełna 2latka.Mieszkali na 10p.Umyłam sobie buty i wystawiłam na parapet z zew,żeby przeschnęły.Kompletnie nie pomyśłałam,że młody może tam wejśc.Rozmawiałyśmy z bratową w kuchni,kiedy nagle ona pyta gdzie młody?Zobaczyłam go na parapecie tego otwartego okna.To co się wtedy we mnie stało,to co przeżyłam zostało mi do dziś.Nie spadł na szczęscie,ale....Nie mogę sobie darowac mojej głupoty.Dręczy mnie to do dzisiaj,często myślę o tym,co by było,gdyby jednak spadł....
        Potem mój syn spadł mi z tapczanu w wieku 1mca.Nie wiem jak,nie wiem jakim cudem?.Ale spadł.Oszalałam wtedy.Na szczęście nic mu się nie stało.
        Mój brat mając 2latka poparzył się gorącą kawą...Kawę przesunął do siebie w momencie,kiedy mama poszła do łazienki....
        Wypadki się zdarzają,ale trzeba robic wszystko by pomóc dziecku.
    • kosmitka06 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:47
      Moja mała kiedy miała ok 5 mies. wypadła mi z wózka. Była wtedy chora i właściwie tylko bujanie w wózku na chwilę ją uspokajało/usypiało. Po którejś ciężkiej i nieprzespanej nocy ja przysnęłam a ona zadowolona usiadła w wózku. Spadając zrobiła fikołka na szczęście na materac na którym ja spałam (wówczas czekaliśmy na meble wink) Oczywiście wszystko dobrze się skończyło.
      Kiedy miała ok 2 lat postawiła sobie gorące żelazko na rączce... pierwsze co to złapałam michę z zimną wodą i wsadziłam jej rączkę. Zadzwoniłam po męża i pojechaliśmy do przychodni. Cokolwiek by się nie stało wydaje mi się że każda matka najpierw panikuje i udziela swojemu dziecku pomocy.

      Moim zdaniem albo mała Madzia została uduszona albo matka celowo ją "uderzyła" że mała straciła przytomność. Raczej chodziło jej o pozbycie się dziecka na dobre... smutne ale prawdziwe sad
    • triss_merigold6 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:48
      Zakrztuszenie się cukierkiem, syn miał ze 3 lata chyba wtedy, przełożyłam przez kolano, głowa w dół, ucisk i wypluł. Odpukać to tyle. Parę razy poślizgnął się jak biegał i huknął w ścianę, skończyło się na guzie.
      Na punkcie gorących płynów i w ogóle gorących rzeczy mam paranoję więc pilnowałam obsesyjnie.
    • suazi1 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 10:59
      Niewiele brakowało żeby córka udławiła się cukierkiem. Niektóre z was znaja temat.
    • lineczkaa Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:01
      Moje starsze dziecko, urodziło się z niedotlenieniem mózgu, efektem jest słaba koordynacja nóg i "tańczenie" w pasie biodrowym. Mimo, że ma ponad 6 lat, bardzo często się potyka, wywraca, nie trafia w schodek itp. Wszystkie wypadki, które miała, wydarzyły się przy mnie/przy nas/przy jej ojcu. Sporo tego było, nie były to nawet chwile nieuwagi, tylko zdarzenia działy się tak szybko, że nie było szans na reakcje. Tak pierwsze z brzegu, użądlenie przez szerszenia, użądlenia trzech os, wybicie po skoku i upadku dwóch górnych mlecznych jedynek, ugryzienie przez psa, na którego się wywróciła, rozcięcie palców u dłoni talerzem (pomagała nakrywać do stołu i się wywaliła). 90% jej urazów jest związanych z tym, że często się potyka i nie utrzymuje równowagi.
    • katia.seitz Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:05
      Najpoważniejszy wypadek - jak syn miał jakieś 8-9 miesięcy i był niesiony przez ojca w nosidełku na brzuchu. Mąż nie zapiął tego ustrojstwa prawidłowo, po czym się nachylił i dziecko poleciało głową w dół prosto na ziemię z wysokości ponad metra. A podłoga była betonowa, bo działo się to w sklepie IKEA sad Przywalił w ziemię twarzą i na szczęście skończyło się na rozciętej wardze, języku i obitym nosie. Brrr sad
      Na punkcie zakrztuszenia mam obsesję, syn ma prawie trzy lata, ale cukierków mu nie daję i prędko nie zamierzam.
    • redheadfreaq Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:07
      Własnych dzieci jeszcze nie posiadam, ale z moich dokonań:
      - ojciec wspominał, że kiedyś przysnęło mu się ze mną na rękach; obudził się, gdy właśnie zjeżdżałam na podłogę i złapał,
      - wsadzenie sobie bazi do nosa,
      - wywrotka gdzieś w domu - jako dwuletnie dziecko. Osobiście pamiętam to tak, że wywróciłam się na drewniany próg, z którego lekko wystawała główka gwoździa i rozcięłam sobie podbródek; do dziś mam bliznę po szwach.
      - podczas bójki z bratem otrzymałam cios brązową kredką we wnętrze dłoni - rysik ułamał się i został w ranie, o czym nikt nie wiedział, dopóki ręka nie zaczęła się paprać. Ogólnie - antybiotykowo-zabiegowe jazdy przez kilka miesięcy plus dwie ciemne blizny do dziś.

      Mój brat z kolei zaimplementował do nosa ziarnko suchej kukurydzy, dostał w głowę kamieniem podczas wojny na rajskie jabłuszka (koleżanka złapała co było pod ręką i, niestety, trafiła) co zaowocowało, nomen omen, trzema szwami, no i kiedyś (pewnie w zemście za tą dłoń) dziabnęłam go pazurem w oko. Gdy poszedł do szkoły, potknął się kiedyś o plecak i upadł ramieniem na taki wystający z ławki hak do wieszania tornistra - zrobił sobie konkretną dziurę. Innym razem postanowił zeskoczyć z takiego drewnianego zamku na placu zabaw i złamał rękę.

      Mimo wszystko, byliśmy raczej mało urazowymi grzdylami smile
      • tabakierka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:13
        jako 6latka wypadłam z balkonu (nie było balustrady, bo dom w trakcie remontu) z 2piętra - głową uderzyłam w stojącą pod balkonem betoniarkę, ostatecznie spadłam na chodnik betonowy. Pamietam jak lała się krew ze mnie i mamę (które osiwiała tego dnia zupełnie i to nie przenośnia)i siebie siedzącą na chodniku, a później leżącą mamie na kolanach (jechaliśmy do szpitala)i siebie pytającą czy umrę...brrrrr... Suma summarum nie miałam nawet szwów zakładanych - więcej szczęścia niż rozumu...rodziców.
        Później wychodziłam przez okno (większa już byłam) z pierwszego piętra - efekt krwiak na stopie.
        Nasz Mały na szczęście na razie nic poważnego nie zmajstrował - spadł ze schodów kilka razy, ale chyba go to 'nauczyło' większej ostrożności...Guzy na głowie co jakiś czas mu się przytrafiają.
    • ejuirawz Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:09
      Średni syn dwa razy się zakrztusił piciem tak, że był już siny i byłam pewna, że go nie uratuję. Był niemowlakiem a jest niepełnosprawny, urodził się wiotki i nie umiał pić. Na moje szczęście za ścianą mieszkała emerytowana pielęgniarka i ona mu te dwa razy życie uratowała, bo pogotowie by nie zdążyło a nasze klepanie i trzymanie go głową w dół nic nie pomagało sad

      A mój najmłodszy jak miał około roku i zaczął chodzić wyrwał mi się na spacerze i chciał sam zejść z takich trzech schodków betonowych przy sklepie. Zachwiał się i chciał się podeprzeć rękami ale stał na schodkach więc automatycznie ręce znalazły się poniżej poziomu głowy (na niższym stopniu) i przekoziołkował stając przez moment na głowie i walnął plecami i głową o beton. Jezu, myślałam, że skręcił kark. Nie mogłam się ruszyć, to trwało chwilę a jednocześnie jakby się rozciągnęło w czasie, jakby czas nie istniał tylko był z gumy, to było koszmarne. Mnie sparaliżowało, pomyślałam że on nie żyje i stałam i patrzyłam jak kretynka na to wszystko, nie mogłam nawet drgnąć. I jakaś kobieta zaczęła na mnie krzyczeć, żeby sie ruszyła, że trzeba dziecka pilnować, nie pamiętam co i ja go złapałam, podniosłam do góry, on był w szoku i zaczął płakać. I nic mu się nie stało, miał tylko zadrapanie na czole... A ja do dzisiaj drętwieję na wspomnienie tego, nigdy o tym nie zapomnę sad
      • katia.seitz Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:13
        O Jezu, tak, mój tak skoziołkował kiedyś z betonowych schodów (w tym "głową po betonie") jak miał dwa latka. Też mu się nic nie stało, ale rzeczywiście - miałam wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie...
      • sanrio Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:20
        co zrobiła ta pielęgniarka? Napisz, bo chcę wiedzieć w razie czego jak się zachować.
    • gazeta_mi_placi Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:12
      Ja miałam wypadek (uderzenie w głowę do krwi) przy matce i nadopiekuńczej Babci (obydwie trzeźwe żeby nie było tongue_out), pamiętam to dobrze, potknęła się o pantofle matki i upadłam na kant mebla (to były czasy gdy nie było nakładek osłaniających ani nawet pampersów tongue_out), rozcięłam se łeb.
      • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:17
        W czasach jak gumolit i jego pastowanie było na porządku dziennym uwielbiałam się ślizgać po podłodze w skarpetkach Przypeiprzyłam stopą w obudowę kaloryfera i wybiłam sobie trzy palce w prawej stopie. I to akurat w dzień wyjazdu na wakacje. Ze złości pocięłam skarpetki (pamiętam, że były granatowe). Przez tydzień zamiast szaleć w wodzie (jechaliśmy pod namioty) to leżałam na kocu i czytałam książki smile Miałam 6 lat smile
        • tabakierka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 11:25
          gulcia77 napisała:

          > W czasach jak gumolit i jego pastowanie było na porządku dziennym uwielbiałam s
          > ię ślizgać po podłodze w skarpetkach Przypeiprzyłam stopą w obudowę kaloryfera
          > i wybiłam sobie trzy palce w prawej stopie.

          o ja pierniczęuncertain
          brrrrrr....
          ja weszłam na pinezkę, która cała wbiła mi się w nogę ( to był kolczyk dla Barbie, ta pinezka) - pamiętam jak sobie ją wyjęłam i strużka krwi leciała (nie chciałam, żeby mama się dowiedziała, że wzięłam sobie pinezki)tongue_out
          • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 11:58
            Współczuję tabakierko, bo pinezka w stopie to musi boleć.
            Mnie to się za to seria prawdziwych wypadków zaczęła po skończeniu 18 lat. Złamałam nadgarstek, bo się pośliznęłam, a nie chciałam rozwalić swojej cudnej gitary, rozwaliłam szybę w biblioteczce tyłem głowy, bo się wydurniałam z chłopakiem, a najlepsze było jak wyleciałam z autobusu na kolano, a parę miesięcy później poprawiłam to same kolano dechą do kite'a big_grin Tak, ze nie tylko dzieciom zdarzają się wypadki smile
            P.S. I jeszcze zdarłam skórę z nogi, jak położyłam motor na zakręcie smile
            • tabakierka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 12:14
              gulcia77 napisała:

              > Współczuję tabakierko, bo pinezka w stopie to musi boleć.

              chyba bardziej pamietam ten stres, żeby mama się nie dowiedziałabig_grin

              > Mnie to się za to seria prawdziwych wypadków zaczęła po skończeniu 18 lat. Złam
              > ałam nadgarstek, bo się pośliznęłam, a nie chciałam rozwalić swojej cudnej gita
              > ry, rozwaliłam szybę w biblioteczce tyłem głowy, bo się wydurniałam z chłopakie
              > m, a najlepsze było jak wyleciałam z autobusu na kolano, a parę miesięcy późnie
              > j poprawiłam to same kolano dechą do kite'a big_grin Tak, ze nie tylko dzieciom zdarz
              > ają się wypadki smile
              > P.S. I jeszcze zdarłam skórę z nogi, jak położyłam motor na zakręcie smile

              o ranysmile
              trzeba dodać wątek do ulubionych jako przestrogętongue_out
            • lejdi111 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 12:24
              gulcia77 napisała:

              > Współczuję tabakierko, bo pinezka w stopie to musi boleć.
              > Mnie to się za to seria prawdziwych wypadków zaczęła po skończeniu 18 lat. Złam
              > ałam nadgarstek, bo się pośliznęłam, a nie chciałam rozwalić swojej cudnej gita
              > ry, rozwaliłam szybę w biblioteczce tyłem głowy, bo się wydurniałam z chłopakie
              > m, a najlepsze było jak wyleciałam z autobusu na kolano, a parę miesięcy późnie
              > j poprawiłam to same kolano dechą do kite'a big_grin Tak, ze nie tylko dzieciom zdarz
              > ają się wypadki smile
              > P.S. I jeszcze zdarłam skórę z nogi, jak położyłam motor na zakręcie smile

              Współczuję tyle tylko, że ze te wypadki nie byli odpowiedzialni rodzice tylko Ty sama a ja zakładając wątek miałam na uwadze coś takiego jak chwila nieuwagi rodziców czasem bezmyślność i żałowanie potem przez całe życie , że gdybym....
              • gulcia77 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 12:38
                Lejdi, ja wychodzę z założenia (a mam w domu bardzo samodzielne żywe srebro), że wypadek, jak nazwa wskazuje zdarza się niespodziewanie. To prawda, że rodzice powinni chronić dzieci, ale czasem człowiek po prostu nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć i wszystkiego upilnować. Przecież nie zamkniesz dziecia w puchowej klatce. Tego się po prostu nie da zrobić.
                Zresztą zobacz, przypadki w tym wątku opisane mrożą krew w żyłach,a dzieci wychodzą prawie bez szwanku. One mają naturę kota i biologia dobrze wiedziała co robi wyposażając dzieciaki w takie właściwości.
            • to_ja_tola Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci/gulcia 03.02.12, 12:29
              O tak...motorem to ja też wjechałam w wystawę sklepową,bo nie wyrobiłam na zakręcie.Nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu i skręciłam rowerem i wpadłam pod ten samochód,jak rozcięłam sobie rękę butelką od piwa,jak pracowałam w wakacje w sklepie,spadłam z drzewa i z podejrzeniem wstrzasu mózgu trafiłam do szpitala.Mojej kuzynce mój najmłodszy brat wypadł na asfalt z koszyczka na rowerze.Pewnie mozna by tu wymienic i wymieniac.
      • tomelanka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 13:34
        to by wiele rzeczy wyjasnialo tongue_out big_grin
        • to_ja_tola Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:03
          tomelanka napisała:

          > to by wiele rzeczy wyjasnialo tongue_out big_grin

          Następny"szerlok".
    • lejla81 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:14
      Jeśli chodzi o upadki, to mój syn zaliczył ich niezliczoną ilość. Jak miał chyba z pół roku to spadł z łóżka w nocy (moja wina - wzięłam go do siebie do karmienia i zasnęłam), wlazł na stół i z niego spadł itp. W te wakacje też jakoś miał pecha - poleciał do tyłu z ławki bez oparcia, uderzył się w głowę o beton (na szczęście był w kapturze), spadł z dmuchanej zjeżdżalni na buzię. Dzięki Bogu nic mu się nie stało i dlatego też średnio mi się chce wierzyć, w tę historię z Madzią. Musiałby to być bardzo niefortunny upadek, żeby skończył się śmiercią.
      Na pogotowiu kilka razy byliśmy, zawsze sama jeździłam, nie wzywałam pogotowia. Najgorsza sytuacja to był wstrząs anafilaktyczny po sezamie.
    • jajko54 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:16
      czytałam że najbardziej niebezpieczne dla małego dziecka jest zacisze domowe - tu zdarza się najwięcej wypadków sad

      mój starszy skoczył z krzesła centralnie na główkę, oprócz guza nic mu nie było. wspinał się na wszystko i nieraz ściągałam go z parapetu jak miał rok czy półtora. młodszy leżał w gondoli wózka gdy ta się wypięła na schodach i fiknęła górą do dołu na ziemię. przeżyliśmy koszmar ale dziecku nic się nie stało. i najgorszy chyba - wspominałam właśnie a propos Madzi - mąż niósł synka w foteliku do drugiego pokoju i jedna szelka wyślizgnęła mu się z ręki a syn - miał ze 3 miesiące może - wyleciał na podłogę. z niewielkiej wysokości ale strasznie płakał więc pojechalismy do szpitala żeby go zbadano. okazało się że nic mu nie jest a płacz ustał już w czasie jazdy do szpitala.
    • nabakier Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 11:40
      Mój najstarszy, wtedy trzylatek wskrabał się nieoczekiwanie na ledwo co ustawiona półkę z książkami w swoim pokoju. Półka wyjątkowo wąska i wysoka (43/220 cm). Bylł obciążona ciężkimi książkami dla dzieci. No i pociagnął ją na siebie. Huk. Leżał pod nią, przywaliło go całego, co gorsza uderzyło go w głowę. Ale był przytomny, sam się wyczołgał, nie płakał. Natychmiast go zawieźliśmy do szpitala na badania. Nie stwierdzili wstrząśnienia mózgu, nie było pęknieć, kazali go obserwować.
      Półki zostały wszystkie przymocowane tak, ze ich chyba czołg nie wyrwie, pluliśmy sobie w brodę, że nie wczesniej. Człowiek bywa glupi.
      • edelstein Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:12
        Dreszcze mam jak to czytam.W mojej rodzinie starsze dalo mlodszemu orzecha,umarlo.Moj syn poparzyl sie goraca woda,ja panikara nie jestem,reka pod zimna wode i dzwonienie jednoczesnie do ex,przyjedz,musimy do szpitala.Zawsze mam niesmak,bo on relacji chcial,zamiast wsiadac w samochod.Moj dziec wyrznal pare razy glowa o rozne rzeczy,ma lepetyne jak stal to po 3razie zrezygnowalam z natychmiastowej jazdy na pogotowie i tylko obserwowalam.Ja pewnie bym miala wstrzasnienia mozgu,jemu nic.
    • alexa0000 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:05
      Mam schizę na punkcie oparzenia i zakrztuszenia, nie dawałam żadnych cukierków, patrzyłam podłogę itp. I nie zakrztusił się i nie oparzył, za to z uśmiechem wszedł do pokoju z butelka cillitu bang w ustach.B yła zakitrana z tyłu za śmietnikiem, naprawdę dobrze zakitrana. Na szczęście była zablokowana i nie prysnął.
      • lejdi111 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:20
        teraz mnie się jeszcze przypomniało, że jako dzieciak spróbowałam sody kaustycznej big_grin
    • sokhna Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:18
      Po 1: tatus chirug, wiec spie spokojnie smile Juz 2 razy kleil coreczce glowe, bo raz skoczyla z l i walnela jak pamietam o kant lozka, a raz po prostu biegla przez pokoj i zahaczyla noga o dywan... poleciala jak dluga i trafila na jedyny w calym domu kaloryfer zeberkowy... Jak wspomnialam na szczescie tata byl w domu, mial wszystko co trzeba wiec ufffff
      Po 2: ja tez mam wyksztalcenie m.in. medyczne, co nieco potrafie wiec mam nadzieje, ze potrafilabym pomoc. Najwazniejsze to nie panikowac i jak ktos napisal nie krecic sie jak chomik w kolowrotku smile
      Po 3: w najgorszym wypadku mamy blisko do szpitala, mysle, ze sami bylibysmy tam szybciej niz jakbysmy mieli czekac na pogotowie (chociaz ioni tez byliby tu pewnie w mgnieniu oka)
    • default Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:18
      Moja córka przy mnie raz spadła z kanapy na twarz. Ukruszyła sobie ząb. Natomiast przy babci spadła z huśtawki i tą huśtawką dostała w głowę - wstrząs mózgu. Były to ostatnie wczasy babci z wnuczką...
      Mnie jako dziecku przydarzyło się więcej przygód, miałam stopę przebitą zardzewiałym gwoździem (skakałam po sztachetach z rozbieranego starego płotu), gdy karmiłam króliki jeden przegryzł mi palec na wylot (przez paznokieć i opuszkę) - niechcący oczywiście, sama wepchnęłam mu palec do pyska podając liście, a najlepsze było jak zawisłam na ogrodzeniu (zahaczyłam ubraniem przechodząc pomiędzy rozciągniętymi drutami kolczastymi) i wisiałam kilka godzin, zanim mnie znaleziono. Miałam wtedy ok. 4-5 lat.
    • jowita771 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:20
      Mojemu mężowi upadło dziecko. Ja wybiegłam z pokoju, skuliłam się, wyłam i miałam problem z oddychaniem. Kompletnie mnie rozkładają takie sytuacje. Ale jak dziecko mi się zadławiło, a byłam sama w domu, to wpakowałam rękę do gardła i wyjęłam to, co tam było. Więc możliwe, że będąc sama jakoś bym zadziałała.
      • alyeska Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:52
        Przechodzilam z dziecmi przez jezdnie dwupasmowa jednokierunkowa na pasach ale bez sygnalizacji swietlnej ( nie w Polsce).Pchalam wozek z jednym potomkiem a drugi trzymal sie raczki wozka i szedl obok mnie. Auta stoja oczywiscie , na pierwwzym pasie stoi wielki van, przechodzimy przed nim do srodka jezdni nagle moj synek wypuszcza raczke wozka i podskakujac wybiega przed wozek, w tym momencie wyjezdza kobita ( ktora nie zatrzymal sie przed przejsciem a jechala drugim pasem i k......a nie wiem do dzis dlaczego sie nie zatrzymala jak widzi , ze auta stoja po jej lewej stronie na pasie przy przejsciu dla pieszych) ja zdazylam tylko krzyknac . W innym wymiarze zobaczylam mojego wowczas 5 latka uderzanego przez samochod i wylatujacego w powietrze . Na szczescie uslyszla moj krzyk i zatrzymal sie i zdolala mu jedynie otrzec sie o brzuch samochodem....
        Nioslam kiedys mniejszego ( rocznego) synka na rekach bylismy na wyjezdzie weekendowym , starszy podbiegl i podcial mi nogi. Upadajac wypuscilam malego, ktory wielkim lukiem upadl na marmurowa posadzke - rzecz dzieje sie w pelnej restauracji. Ja we lzach, maly wyje prawie tak glosno jak ja, starszy wyje. Pogotowie, na szczescie dobrze sie skonczylo a nastepnego dnia pare osob zaczepilo mnie na ulicy z pytaniem jak sie czuje i jak moje dziecko. Co bylo bardzo mile bowiem bylam tam tylko pare dni ( znow nie w Polsce).
        Mase niestety przykladow smiertelnych wypadkow dotyczacych dzieci znam, i wiekszosc z nich mozna bylo uniknac gdyby rodzice /opiekunowie byli przy dzieciach lub potrafili przewidziec niektore zagrozenia. Taka prawda niedbalstwo i lekkomyslnosc.. Glupie kuligi za samochodami, utoniecia, zamkniecie jednego dziecka przez drugie w skrzyni na zabawki i uduszenie - gdy matka byla na dole, ostatnio w Meksyku ojciec wzial synka na przelot helikopterem. Po wyladowaniu , przy wysiadce wzial dziecko na barana - jak myslicie co zrobilo smiglo???
        • alyeska Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:53
          na ramiona wzial nie na barana.
        • tabakierka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 13:01
          alyeska napisała:

          > Po wyladowaniu , przy wy
          > siadce wzial dziecko na barana - jak myslicie co zrobilo smiglo???

          mój Boże sad
    • fajnykotek Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:22
      Wypadłam ojcu z rąk i uderzyłam główką w metalową rurkę od łóżeczka (miałam 5 miesięcy) - rozbita głowa, 2 tygodnie pobytu w Prokocimiu, wielką bliznę mam do dziś. Na szczęście tego nie pamiętam , bo były to czasy kiedy dziecko leżało samo, bez rodziców.
      Moja córeczka, w moich oczach, biegła jak szalona i potknęła się o niesiony przez siebie pasek. Strzeliła czołem o kafelki w kuchni, śliwa w momencie jak pięść, ryk dziki. Na szczęscie nic poza tym. Ja z tych "matek kwok", wszystko staram się przewidzieć, ale i tak przy ruchliwym dziecku, nie trudno o wypadek sad.
      • damakama Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:36
        Gdy syn miał 10 miesięcy przekoziołkował z całkiem sporej góry w wózku (na szczęście był przypięty szelkami) - mąż przyznał się dłuuuuugo po fakcie, mi spadł gdy miał około półtora roku z kilku betonowych schodów (obróciłam się żeby zakupy do wózka włożyć), wbił sobie całą pinezkę w stopę, spadł ze schodków piętrowego łóżka u znajomych, wyrżnął centralnie głową w metalową framugę drzwi u babci, spadł na głowę z huśtawki, zachłysnął się sokiem, zacisnął sobie pętlę z rzemyka na szyi - nie mam pojęcia jakim cudem udało mi się to poluzować! a takie spokojne dziecko niby mam
    • naomi19 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 12:58
      Mając roczek zostałam poparzona gorącą zupą. To była 1s nieuwagi rodziców, pociągnęłam obrus na siebie, byłam cała oblana. Reakcja matki natychmiastowa- wsadzenie mnie pod kran z zimną wodą- dzięki temu nie jestem oszpecona, mam tylo 2 minimalne blizny, potem oczywiście szpital.
      Moja córka również uległa wypadkowi na placu zabaw, była pod opieką babci, spadła z huśtawki, niestety rączka pęknięta, szyna gipsowa. Wtedy się przekonałam, jak bardzo jest twardą sztuką, jaka jest wytrzymała na ból, silna i dzielna.
      Ja osobiście najbardziej bałabym się, że dziecko zacznie się dusić, krztusić itp Mogłabym wpaść w panikę...
      Pogotowie wzywałam do sąsiadki, która mając atak padaczki przestała oddychać, wykonanie sztucznego oddychanie było niemożliwe- przyjechali w 10min (ok 3km), na szczęście oddech sam wrócił. Wczoraj mój chłop wezwał pogotowie do leżącego na chodniu mężczyzny trzymającego się za serce- przyjechali w 28 min (samochodem normalną prędkością jedzie się ok 5min). Moim zdaniem na pogotowie nie ma co liczyć w nagłych wypadkach, wg mnie tylko na siebie. Mój znajomy przez 20min reanimował ojca, dopiero po tych 20min przyjechali i kontynuowali reanimację.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka