Poruszył mnie wątek o Madzi dotyczący nieszczęśliwego wypadku. Myślę, że każdej z nas mającej dzieci przydarzyło się coś co można nazwać nieszczęśliwym wypadkiem np oparzenie, upadek, zakrztuszenie itd. Ja sama jako dzieciak miałam wówczas 4 lata wsadziłam bratu (miał 4 miesiące)do buzi chleb i gdyby nie szybkie działanie mamy już by go nie było. Zawsze słyszałam, że gdy brat płacze to jest głodny. Tak też było wtedy. Mama zeszła na parter podgrzać mleko a ja z nim zostałam. Denerwował mnie ten płacz bo coś akurat oglądałam w telewizji a że jadłam akurat kanapkę to postanowiłam się z nim podzielić. Napakowałam mu tyle, że zaczął się dusić. Zadowolona pobiegłam do mamy powiedzieć, że już go nakarmiłam i jest spokój. Mama do dziś ma wyrzuty sumienia, że dopuściła do takiej sytuacji. Pamiętam też, że kuzynka gdy była mała (ok 1,5 roku) wykorzystała nie uwagę rodziców i dorwała się do makreli. Niestety wielka ość stanęła jej na gardle. Sąsiadka moja połknęła baterie a kuzyn nawkładał sobie no nosa kulek do pistoletu. Sama mam dziecko i ze zgrozą wspominam sytuację gdy wróciłam z nocki strasznie zmęczona i nie mogłam położyć się spać gdyż miałam dziecko 2-letnie pod opieką. Nikogo w domu nie było a ja myślałam ,że spokojnie dam radę. Usiadłam przed telewizorem i usnęłam na dwie godziny. Po prostu odpłynęłam tak nagle. Nie wiem co mój skarb robił przez ten czas

A Wy miałyście jakieś "nieszczęśliwe wypadki" które Wam ciążą?