Zaraz mnie zlinczujecie pewnie za tytuł wątku - ok, nie wszyscy, ale większość...
Robię badania okresowe w pracy. Rejestracja: założenie karty, zebranie wywiadu. Babka pyta mnie o operacje, porody, w którym roku cesarskie cięcie, czy było leczenie psychiatryczne, onkologiczne, przyjmowane leki... Obok (2 metry) siedzi młody facet i też jest rejestrowany. Oczywiście wszystko słyszy. Ponieważ zostałam wzięta z zaskoczenia, nie miałam siły/ochoty protestować, odpowiedziałam do końca (na koniec wzrost i waga

) i poszłam do lekarza. Dziś był okulista. Na grafiku było napisane: 8:00 - 14:00. Przyjechałam 7:30 bo wiadomo, jakie kolejki i kto pierwszy ten lepszy, a pracę o 10 zaczynam. O 8:30 poszłam do rejestracji zapytać, czemu nie ma lekarza. Pani wyraziła zdziwienie.. To nikt Pani nie poinformował, że w tym tygodni pani doktor od 9 przyjmuje? Spytałam, dlaczego w takim razie na drzwiach nie ma kartki. Pani nie umiała powiedzieć.
Po drodze zebrało się około 20 osób. Byłam pierwsza

O 9:25 przyszła lekarka i słysząc wzburzone pomruki ludzi powiedziała: "Przepraszam, ale byłam na rehabilitacji". Ale jazda, co nie?

Tłum był bliski zlinczowania jej. Jeden facet rzucił: Jak ja bym się do roboty spóźnił 1,5 godziny, to by mnie wy..lili tego samego dnia. Masakra.
A najfajniejsze (!!!!), że pani Dyrektor centrum medycznego, do której zadzwoniłam z domu uważa, że nic się nie stało, bo przecież wszyscy zostali przyjęci a teraz (godz. 12:30) nie ma tam nikogo, to o co w zasadzie mi chodzi? A kiedy lekarz ma pójść na zabieg, jak od rana pracuje?
Powiedzcie mi, czy ja zwariowałam? W jakim my kraju żyjemy?