......... po leku antydepresyjnym.
trochę mi się nazbierało problemów. trochę naprawde ważnych (choroba rodzica), reszta zaczęla rosnąć i stawac się olbrzymia........ budziłam się w nocy zlana potem, serce mi kolatało, ciśnienie mi rosło. miałam okropne koszmary, lęk mi towarzyszyl caly dzien. w domu- porazka. nie byłam w stanie sie do niczego zmusić. brud, dzieci głodne prawie

a mamusia płacze...... mamie nie byłam w stannie pomóc, bo płakałam..... w pracy- nieefektywna, rozmamłana.
zdecydowalam się na wizytę u psychiatry. diagnoza: depresja.
dostałam lek antydepresyjny, i skierowanie na psychoterapię (która planuję rozpocząć).
przez 2 tygodnie- brak zmian. a teraz- rewelka

jestem szczęśliwa

normalna, poskładana, problemy są od tego, żeby je pokonywać. mam energię, mam siłe i motywację, żeby zyc. dawno mi nie było tak dobrze, choć okoliczności zewnętrzne się nie zmieniły ani trochę.
tylko: ta mała tabletka rano.......