Artykuł: Tybetański uchodźca podpalił się w Indiach
zilustrowany fotką, którą wkleję poniżej (jak ktoś wrażliwy mocno, to raczej niech da sobie spokój z oglądaniem - zanim fotkę wkleję, coś napiszę w temacie)
jakoś mierzi mnie ten "narzucony" sobie przez dziennikarzy obowiązek informowania - no, może nie sam obowiązek, ale sposob wykonywania tego obowiązku
do kiedy ja, jako człowiek pracujący jako dziennikarz mogę być jedynie obserwatorem zdarzeń a w którym momencie powinienem interweniować? (ewentualnie: w którym momencie dziennikarz relacjonujący nam, masom, zdarzenie, może być jedynie obserwatorem zdarzenia, a w którym momencie powinien jednak podjąć działanie np w celu ratowania życia ludzkiego?)
obrazek taki jak poniżej (mną wstrząsnął)
biegnie palący się, cierpiący człowiek
w tle, po lewej stronie tłum reporterów fotografujących jak hieny dramat
ponieważ fotka pstryknięta od frontu, pewnie i tych dziennikarzy przed płonącym człowiekiem też niezły tłumek...
dla mnie - totalny opad rąk i totalne fiasko wiary w człowieka
czepiłam się?