Dodaj do ulubionych

Gdzie mieszka kobiecosc?

21.04.12, 16:01
Znajoma stoi przed koniecznoscia wyrazenia zgody i poddania sie zabiegowi hysterectomy (po polsku chyba jest tak samo) i bardzo ja to trzepnelo. W zwiazku z tym, w babskim gronie mialysmy/mamy pogawedki na temat tego, co ktora z nas dalaby sobie obciac/wyciac gdyby zdrowie/zycie tego wymagalo i jak by taki zabieg wplynal na indywidualne poczucie kobiecosci. Przyznam, ze ja nie mialabym problemu ze strata piersi ale juz kompletne wyciecie "wszystkiego na dole" byloby dla mnie wielkim wyzwaniem. Sama sie zdziwilam jak bardzo "to" wiaze z moja wlasna kobiecoscia.
Patrzycie na wlasne ciala pod tym katem?
Obserwuj wątek
    • salma75 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 16:07
      "Dół" jest mi zbędny, mam już dzieci, więcej nie planuję, bez problemu pogodziłabym się z wycięciem macicy, przydatków. Piersi byłoby mi za to żal. Lubię je jakoś, przywiązana do nich jestem wink. Mój chłop też wink.
    • beataj1 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 16:27
      Z wycięciem dołu myślę pogodziłabym się bez problemu. Nie widzę go i potrzebny mi w życiu będzie raptem kilka razy (jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem i nie wiem czy będę chcieć więcej).
      Piersi lubię i czuje że byłoby mi ich żal. I jeśli trzeba by było je usunąć to chciałabym je zrekonstruować najszybciej jak to możliwe.
    • borys314 Re: 21.04.12, 16:30
      Nie wiem, czy powinienem się wypowiadać w tym temacie, ale powiem od mojej strony.

      Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Histerektomia (tak się pisze?) to usunięcie tego, czego nie widać, natomiast usunięcie piersi - no cóż, to jawna deformacja ciała. Z pierwszym przypadkiem nie miałbym w ogóle problemu, z drugim - bardziej (wiem, jestem płytki jak kałuża).
      • bi_scotti Re: 21.04.12, 16:37
        A ja na to patrze wlasnie tak, ze piersi, jesli juz koniecznie bym chciala, mozna zrekonstruowac, te po rekonstrukcji moga sie nawet okazac bardziej atrakcyjne niz wlasne smile , natomiast "to, czego oczy nie widza" jest tym jakims centrum dowodzenia, bez ktorego jestem ... na wkasnie ... kim?
        To wszystko w glowie, eh ...
        No i praktycznie rzecz ujmujac, hysterectomy niesie sporo konsekwencji w zachwianiu rownowagi hormonalnej, czasem problemach z oddawaniem moczu etc. etc. It's no picnic sad
        • borys314 Re: 21.04.12, 16:51
          Chyba właśnie dlatego nie powinienem się wypowiadać - nie wiem, jakie są konsekwencje jednego i drugiego zabiegu. (Nawiasem mówiąc - zrekonstruowane piersi to przecież nie to samo). Ale chyba rozumiem to "symboliczne" przywiązanie do kobiecych narządów.

        • dziennik-niecodziennik Re: 21.04.12, 20:09
          > natomiast "to, czego oczy nie widza" jest tym jakims centrum
          > dowodzenia, bez ktorego jestem ... na wkasnie ... kim?

          kobietą. chyba nie masz co do tego wątpliwosci?

          > No i praktycznie rzecz ujmujac, hysterectomy niesie sporo konsekwencji w zachwi
          > aniu rownowagi hormonalnej, czasem problemach z oddawaniem moczu etc. etc.

          wszystko do opanowania.
          • bi_scotti Re: 21.04.12, 20:26
            dziennik-niecodziennik napisała:

            > > No i praktycznie rzecz ujmujac, hysterectomy niesie sporo konsekwencji w
            > zachwi
            > > aniu rownowagi hormonalnej, czasem problemach z oddawaniem moczu etc. etc
            > .
            >
            > wszystko do opanowania.

            Masz swoje pozytywne doswiadczenia w tym opanowywaniu? Bo ja np. wlasnie przy dyskusjach na temat dowiedzialam sie jak wiele kobiet jednak ma negatywne doswiadczenia w tym wzgledzie, jak wiele zaluje decyzji o hysterectomy, szczegolnie tych, ktorym przyspieszylo to menopauze i/lub koniecznosc noszenia depends ... Stad zreszta zapewne watpliwosci i odwlekanie decyzji przez moja znajoma.
            Nie wiem jak w PL, ale u nas jest to zabieg proponowany czesto troche "na wyrost" tak jakby lekarzom nie chcialo sie rozwazac innych opcji, mniej inwazyjnych rozwiazan etc. A czesto proponuja to lekarze mezczyzni co tym bardziej budzi sprzeciw u nieprzekonanych pacjentek ...
            • guderianka Re: 21.04.12, 20:33
              Też mam wrażenie, że u nas jest to zabieg "na wyrost". Mięśniaki -no to ciach bo i tak dzieci pani już nie planuje, no to ciach- bo po co ryzykowac że zezłosliwieje, no to ciach - bo nie wiadomo czy zareagują na leczenie itd itp

              Problemem może być dobranie odpowiednich hormonów-np. na moja mamę znacznie lepiej działają plastry (systen 50) niż tabletki (activelle) po których miała wrażenie spuchnięcia, trochę przytyła
            • dziennik-niecodziennik Re: 21.04.12, 20:52
              > Masz swoje pozytywne doswiadczenia w tym opanowywaniu?

              nie osobiste, ale bliskorodzinne, mojej ciotce własnie usuwali wszystko jednym rzutem. fakt, miala przyspieszoną menopauzę, ciężko sie tego nei spodziewac, ale teraz jest tyle preparatów hormonalnych że spokojnei mozna znaleźc coś co sie bedzie tolerowało bez problemu.
              no i są doswiadczenia naszych pacjentek. w znakomitej wiekszosci pozytywne.
            • nangaparbat3 Re: 21.04.12, 22:16
              Też uważam, że zabieg często robiony na wyrost, na zasadzie "więcej już pani dzieci mieć nie będzie, to wytniemy wszystko", niejako profilaktycznie.
    • dziennik-niecodziennik Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 16:34
      podobnie jak poprzedniczki - piersi byloby mi bardziej szkoda niz macicy.
    • klubgogo Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 16:56
      Nie patrzę, nawet nigdy sobie nie wyobrażałam, ale chyba dałabym radę, gdyby od tego zdrowie zależało. Bałabym się najbardziej co na to mąż. Jestem spełnioną matka, i to, co na dole nie jest mi już potrzebne, jedynie piersi wydają mi się takie kobiece. NIe sądzę też, by miało to wpływ na moje poczucie kobiecości, bo kobiecość to coś więcej. To zadbane włosy i ciało, schludny strój podkreślający sylwetkę, odrobina seksu w sposobie poruszania, łagodny głos. I tak sobie właśnie wróciłam z placu zabaw z taką zadumą, że na ok. 20 mamusiek, które się tam przewinęły, kobiece były ze dwie.
      • agaja5b Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:31
        Kobiecość mieszka w głowie. Nie miałam ani sama ani w najbliższym otoczeniu przypadku wycięcia narządów rodnych wewnętrznych ale ten problem dotyczy mnie z innej strony, bo maja córka z racji choroby nie ma jajników i ma bardzo małą macicę, piersi same też jej nie urosną, dzieci biologicznych mieć nie będzie ale jestem przekonana że jest/ będzie kobietą, bo kobiecość mieszka w głowie. Na razie pracujemy nad tym. Jest tyle przypadków kobiet poddających się zmianie płci, które mimo posiadania macicy i jajników czują sie mężczyznami i odwrotnie. Mimo wszystko problem poczucia kobiecości i seksualności po operacji "wycięcia kobiecych" jest duży zwłaszcza że podszyty kulturowymi uwarunkowaniami, społecznymi oczekiwaniami itp. Myślę że jak kobieta ma wsparcie w partnerze, czy innej bliskiej osobie i wykona sama dużą pracę nad sobą to możliwe jest zaakceptowanie sytuacji i szczęśliwe życie.
    • guderianka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 16:57
      Znam sporo kobiet po tym zabiegu, normalnie funkcjonujących. Moja mama sama przeszła-nie przeszkodziło jej to w niczym jeśli chodzi o sferę seksualną i emocjonalną.
      U Ciebie zadziałał syndrom "mam to od zawsze" smile. Gdy mężczyzna nakryje kobietę nago ta w pierwszym odruchu zasłania piersi -bo vaginę ma od zawsze a piersi jej urosły. Łatwiej jest się pozbyć czegoś , co urosło, niż to "co ma sie zawsze".
      Gdyby zaszła konieczność-na nic byłoby moje co bym chciała a co nie-zycie to wartość nadrzędna. Ale jestem na tyle związana ze swoim ciałem, że nie potrafię wyobrazić sobie "zabrania" czegokolwiek-pieprzyka, znamienia, nie lubie ścinać włosów, przeraża mnie myśl że mogłabym mnieć cc (pocięte powłoki brzuszne)a tym bardziej wycięte narządy,Do niedawna jeszcze nie byłam w stanie myślec o sobie jako o dawcy narządów po mojej śmierci-musiałam przez lata do tego dojrzeć
      • bi_scotti Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:07
        To bardzo ciekawe co piszesz. W mojej grupie "ciotek gadulek" jest tez jedna pracujaca jako psycholog w torontonskim szpitalu specjalizujacym sie w onkologii (Princess Margaret Hospital). I ona wlasnie zauwazyla dla jak wielu kobiet perspektywa utraty jednej badz obu piersi wydaje sie byc wielokrotnie (irracjonalnie?) bardziej bolesna niz strach przed (potencjalnie zabojczym) rakiem. Co ciekawe, prawie 100% meskich partnerow tych kobiet najczesciej podchodzi do sprawy bardzo racjonalnie: tnij, najwazniejsze zebys zyla! Tu juz borys musialby sie wypowiedzic, czy to tylko takie bravado, czy faktycznie gdy przychodzi do ostatecznych wyborow zycie/smierc, mezczyzna jest zwyczajnie bardziej praktyczny.
        Ja juz swoje dzieci mam, wiecej miec nie bede, nawet gdybym chciala, bo juz nie te lata smile ale wciaz to moje "wnetrze" jakos tam mnie definiuje.
        No i jeszcze zartujac troche, brak piersi ulatwilby mi moj nalog: bieganie wink
        • guderianka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:17
          U mnie jest jeszcze ciut i inaczej. Mało tego, że część ciała jest ważniejsza niż choroba. Ja mam wrażenie gdybym dowiedziała się że mam raka-nie walczyłabym. Nie męczyła,świrowała, chodziła na chemioterpią, utrata włosów itp..przeraża mnie moja postawa. Mam nadzieję, że mi się tylko tak wydaje teraz, że nie będe walczyć i mam nadzieję, że los oszczędzi mi próby,

          p.s. mam pieprzyka- spokojnie do usunięcia, często zahaczam ,jest wypukły. Od roku przyzwyczajam się do myśli o jego usunięciu i...dziwnie mi jakoś..
          • bi_scotti Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:22
            Mam podobne odczucia do Twoich z jednym zastrzezeniem: jest we mnie lek, ze moglabym zmienic zdanie gdy juz by bylo za pozno jak np. Steve Jobs. Podobnie patrze z niepokojem na moje kolezanki po 30-tce deklarujace, ze nigdy nie chca miec dzieci - zawsze gdzies w glowie "modle sie" za nie zeby im sie nie odmienilo gdy juz bedzie "po ptokach" ...
            Czlowiek skomplikowana (i niekonsekwentna!) maszynka jest, eh wink
            • guderianka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:26
              Prawda. Też nie jestem pewna, zwłaszcza że na moje stwierdzenia tego typu Mąż reaguje ogromnym wq...ekhm i myślę, że zmobilizowałby mnie do walki
        • agaja5b Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:44
          Tu juz borys musialby sie wy
          > powiedzic, czy to tylko takie bravado, czy faktycznie gdy przychodzi do ostatec
          > znych wyborow zycie/smierc, mezczyzna jest zwyczajnie bardziej praktyczny
          Praktyczni są ale jakoś mi sie wydaje że jak by im ktoś zaproponował wycięcie ich narządów to woleliby jednak chyba umrzeć a w każdym razie pogodzenie się z sytuacją byłoby bardzo ciężkie. Pewnie też dużo zależałoby od wieku, doświadczeń, stanu i ilości przychówku, no ale to sytuacja czysto teoretyczna i nikomu jej nie życzę. Kobiety jednaj silniejsze są psychicznie.
          • guderianka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:47
            To chyba kwestia osobnicza. Mój Mąż gdyby miał możliwość z chęcią poddałby sie np. wazektomii-dla wielu facetów to kwestia nie do przejścia
            • dziennik-niecodziennik Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 20:15
              wazektomia to pikus pozwalający sie potem bawic bez konsekwencji. zapytaj raczej czy dałby sobie jądra amputowac big_grin
              • guderianka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 20:17
                Dla jaj -hehe wink-pewnie nie, ale jeśli szły by za tym wazniejsze przesłanki,tudzież zdrowotne-bez problemu
          • borys314 męskość 21.04.12, 18:13
            > Praktyczni są ale jakoś mi sie wydaje że jak by im ktoś zaproponował wycięcie i
            > ch narządów to woleliby jednak chyba umrzeć a w każdym razie pogodzenie się z s
            > ytuacją byłoby bardzo ciężkie. Pewnie też dużo zależałoby od wieku, doświadczeń
            > , stanu i ilości przychówku, no ale to sytuacja czysto teoretyczna i nikomu jej
            > nie życzę. Kobiety jednaj silniejsze są psychicznie.

            Zwizualizowałem sobie sytuację. Muszę się wypowiedzieć trochę w ciemno, bo nie wiem, jakie są konsekwencje usunięcia jąder (np. co z testosteronem itd.), ale myślę, że gdyby wszystko inne działało jak dotąd, to nie miałbym z tym większego problemu. No i jest tego duży plus - w stałym związku nie trzeba by się martwić o antykoncepcję.
            • bi_scotti Re: męskość 21.04.12, 18:21
              Niestety, chyba sporo mezczyzn staje przed takim wyborem w przypadku diagnozy raka prostaty: mozna leczyc zachowawczo, mozna ciac. I zakonczenie historii bywa rozne ... U nas pod koniec zeszlego lata zmarl federalny polityk lat 61, ktory zdecydowal sie leczyc bez wycinania wszystkiego, co by wyciac nalezalo i choc poczatkowo wszystko wskazywalo na to, ze kuracja sie powiodla, w pewnym momencie wszystko poszlo tak szybko, ze az trudno bylo uwierzyc, ze silny, sprawny czlowiek pod kontrola najlepszych lekarzy moze zgasnac w takim tempie sad Zapewne tez w jakims momencie on byl juz sklonny dac sobie wyciac wszystko by zyc ale wtedy juz bylo za pozno ... Coz po meskosci (kobiecosci) gdy zycia juz nie ma?
        • borys314 Re: 21.04.12, 18:08
          Co cieka
          > we, prawie 100% meskich partnerow tych kobiet najczesciej podchodzi do sprawy b
          > ardzo racjonalnie: tnij, najwazniejsze zebys zyla! Tu juz borys musialby sie wy
          > powiedzic, czy to tylko takie bravado, czy faktycznie gdy przychodzi do ostatec
          > znych wyborow zycie/smierc, mezczyzna jest zwyczajnie bardziej praktyczny.

          To nie brawura. Myślę, że kiedy jest się z kobietą dłuższy czas, ma się z nią rodzinę itd. to wygląda zupełnie inaczej. Ja pisałem o tym, jak bym zareagował na "nową" kobietę po jednym lub drugim zabiegu.
        • dziennik-niecodziennik Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 20:13
          > Co ciekawe, prawie 100% meskich partnerow tych kobiet najczesciej podchodzi do sprawy b
          > ardzo racjonalnie: tnij, najwazniejsze zebys zyla!

          nie no, w tym momencie to istotnie chyba kazdy facet by tak powiedział. tyle ze zdarzają się tacy ktorzy dopiero po fakcie widzą "wybrakowaną kobiete". i jakos przestaje miec znaczenie ze piers jest ofiarą walki o życie...
          ale cóż, zawsze i wszedzie mozna trafic na dupka. wiekszosc jest normalna.
    • nabakier Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:42
      Myślę, że ten problem by został u mnie pokryty problemem zagrożenia życia. To chyba jest taki przełom, że nie jest ważne, czy będzie się miało macicę i resztę, ale -czy się przeżyje. Tak sobie to wyobrażam.
      Nie, nie czułabym się zagrożona od tej strony.
    • hellulah Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 17:48
      Jakby życie/zdrowie wymagało, to bym robiła to, co życie/zdrowie by wymagało, gdzie tu miejsce na jakiś mój sprzeciw? Że co, że dla względnej urody czy odczucia kobiecości (WTF?) miałabym umierać bez leczenia?

      Ja chyba zresztą mojej kobiecości nie lokuję ani w tyłku, ani na klatce piersiowej. To taki bardziej całokształt.

      Znam i znałam kobiety po tym i po tamtym. Znam po histeroktomii kobietę w fajnym związku, erotycznie i seksualnie wszystko ok. Zdrowotnie, sprawnościowo też wszystko ok. Skądinąd wiem natomiast, że w poprzednim związku (już po zabiegu) było jej kiepsko, facet z gatunku gnojkowatych miał tzw. powód, aby ją gnoić, a ona sama źle się czuła z bezdzietnością.

      Przy piersiach nie jest zresztą tak lekko, jakby się wydawało, limfa, te rzeczy, w sumie niepełnosprawność (do przezwyciężenia, ale to nie takie nic).
      • best_bej Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 18:26
        Myślę, że dla mnie brak przydatków nie stanowiłby jakiejś wielkiej tragedii 9oczywiście rozmawiamy o wyborze życie lub macica), o wiele trudniej byłoby z piersiami. Włosów nie byłoby mi zal. Nawet gdyby nie odrosty. Tak mi sie wydaje.
        ale pamiętam gdy mama po wycięciu "całego dołu" długo czuła się "pusta". Na nic zdały się tłumaczenia że w wieku 50 lat macica i reszta juz jej niepotrzebna. Miała dołek. Teraz po paru latach już chyba jej przeszło, nie rozmawiamy o tym.
        Dopiero teraz do mnie dotarło, że dla mnie to była nic nieznacząca strata, a ona mogła starcić swoją kobiecość.
    • franczii Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 18:36
      I jedno i drugie to bylby dramat. Nie potrafie wybrac co bym "wolala".
      Przede wszystkim dlatego ze mnie przerazaja wszystkie powazne (nie mowiac o nieodwracalnych) ingerencje w cialo, w organizm, w fizjologie. Czuje sie poza tym bardzo przywiazana do swojego ciala, kiedy cos sie w nim nagle zmienia to czuje sie nieswojo, nie poznaje siebie sama np. w ciazy na samym poczatku zmienil mi sie chyba zapach i nie moglam ze soba wytrzymac. A co dopiero utrata piersi czy narzadow rozrodczych (fakt tych ostatnich nie widac ale nikt mi nie wmowi, ze kobieta czuje sie jak przed, chodzi mi o hormony)
      Odpycham od siebie takie mysli i nawet wole sie nie zastanawiac. Na pewno w obliczu zagrozonego zycia patrzy sie na te sprawy inaczej niz przy kawce. Wiec te rozwazania i tak sensu nie maja.
      • bi_scotti Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 19:23
        franczii napisała:

        > Odpycham od siebie takie mysli i nawet wole sie nie zastanawiac. Na pewno w obl
        > iczu zagrozonego zycia patrzy sie na te sprawy inaczej niz przy kawce. Wiec te
        > rozwazania i tak sensu nie maja.

        Oczywiscie, masz racje. U mnie refleksja jest konsekwencja kontaktow z kims kto te decyzje musi podjac i sie ewidentnie wzdraga, odwleka jak tylko sie da. No i, jak to w zyciu, kolezanki wokol tej wzdragajacej sie, maja swoje opinie - dyskusja trwa pt. "co ja bym w takich okolicznosciach ...?" choc kazda z nas postrzega kwestie wybitnie abstrakcyjnie z nadzieja, ze zadnej z nas nigdy to nie bedzie dotyczyc. Przy czym statystyki znamy i wiemy, ze zawsze jest ta mozliwosc, ze jednak bedzie ... uncertain
    • edelstein Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 19:02
      Jestem przywiazana do swoich czesci cialawinkale z dwojga zlego chyba lepiej piersi choc duma ma sa,bo je w dzisiejszych czasach mozna zrekonstruowac i beda jeszcze ladniejsze.
    • lolinka2 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 19:12
      Zanim się zdążyłam przyzwyczaić do posiadania 1 macicy i 2 jajników, to już 1 jajnika całego nie miałam, a drugi był okrojony smile Nie wzruszyło mnie to, wzruszyło natomiast otoczenie dokoła mnie - w sposób zaskakujący mnie potwornie: od użalania się i płaczu nade mną i moją przyszłością ("nie będziesz mieć dzieci" "a kto cię taką zechce" etc.) po uznanie mnie za gorszą genetycznie ("nie powinnaś się z TAKIMI chorobami decydować na dzieci... one nie będą normalne") big_grin Wobec powyższego utrata drugiego jajnika w tej chwili pewnie by mnie ucieszyła z punktu widzenia antykoncepcji, z macicą zaś gorzej, bo szyjkę cenię sobie wielce (trzon niekoniecznie).

      Piersi... w kontekście choroby pewnie poszłabym va banque i dała sobie wszystko obciąć grzecznie jak należy, natomiast jakoś tam by mnie to ubodło. Choć mam "przeszkolenie", bo blizny pooparzeniowe od młodych lat na 50% pow. ciała + ślady po licznych operacjach uczą szybko, że jeśli chodzi o wygląd nic nie jest wieczne, a z każdą deformacją idzie normalnie żyć.
    • czarnaalineczka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 19:27
      z piersiami trudniej by mi sie bylo rozstac
      sztuczne piersi to nie jest to samo
    • kali_pso Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 20:30

      Szczerze mówiąc nie wiem, jakbym zareagowała na taką konieczność- piersi specjalnie cudnych nie posiadam, rozmnażac się już raczej nie będę- powiem tak- na dzień dzisiejszy na tę chwilę większym dramatem byłaby dla mnie utrata włosów np. w czasie chemioterapii...tutaj rzeczywiście- straciłabym swoją kobiecość.
    • hamerykanka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 20:55
      Bi, ja mialam histerektomie rok temu, metoda da Vinci (a wlasnie, jak zamierzaja to zrobic Twojej znajomej? Da Vinci jest najmniej inwazyjne). Usunieto mi jeden jajnik z cystami i macice, bo mialam endometrioze.
      Dochodzenie do siebie trwalo ok miesiac z tabletkami przeciwbolowymi, przez pol roku nie wolno mi bylo dzwigac nic ciezkiego. Na brzuchu mialam 5 ok calowych kresek po nacieciach.
      Dzis kresek praktycznie nie widac, bardzo bolesne i obfite okresy sie skonczyly (alleluja!!) , dolegliwosci z trzymaniem moczu nie mam, innych efektow nie widze. Strefa erotyczna normalnie, bez zmian. Zostal mi jeden jajnik, wiec hormonow nie musze przyjmowac.
      Postaraj sie to wytlumaczyc znajomej. Te problemy naprawde zdarzaja sie u ulamka kobiet. Gorzej z psychika, jesli uzaleznia bycie kobieta z posiadaniem funkcjonujacej macicy. Wtedy potrzebny bedzie psycholog.
      • bi_scotti Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 21:17
        Ona ma zaleczona endometrioze ale wielkosc i polozenie fibroids powoduje, ze bez co najmniej embolization sie nie obedzie - przynajmniej tak jej powiedzialo chyba juz 3 lekarzy, u ktorych sie konsultowala po odrzuceniu opcji proponowanej przez pierwszego ginekologa - complete hysterectomy. Dla mnie to wszystko jest jak "bajka o zelaznym wilku" - temat jest mi osobiscie (na szczescie) nie znany i nawet to troche, ktorego sie dowiaduje sluchajac bardziej doswiadczonych stresuje mnie ostro. Ale sie kobiecie nie dziwie, ze szuka innych rozwiazan, bo procent kobiet z prolapsed utterus albo prolapsed bladder w kilka lat po operacji nie jest taki maly; wedlug kobiet, ktorych matki mialy operacje wiecej niz 10-15 lat temu, negatywne skutki sa nawet (szczegolnie???) po latach od zabiegu uncertain
        • nangaparbat3 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 22:34
          Mam koleżankę po histeroktomii, miała czterdzieści parę lat, zostawili szyjkę i jajniki. Jest zadowolona, wszystko OK.
          Dla mnie cała zabawa zalezy od wieku i wskazań - jeśli jest się po menopauzie, niech sobie tną wszystko jak leci (dół), podobnie jeśli są wskazania bezwzględne. Jeśli bezwzględnych wskazań nie ma, a kobieta jest przed menopauzą, proponowanie kastracji uważam za grube nadużycie.
        • hamerykanka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 16:56
          No dobrze, moze z tego powodu stracic macice, ale powinni zostawic jej jajniki!!!
          Niedawno mialam potworny bol drugiego jajnika, ale moj gin czekal, zeby cysta sie wchlonela, bo gdyby wycial, mialabym zwiekszona szanse osteoporozy itp. I choc zwijalam sie przez jakies 6 tygodni, wchlonelo sie i ocalilam jajnik.
          Jesli ona nie ma wskazan, by usunac tez jajniki, wymagalabym operacji oszczedzajacej.

          Problemy zwiazane z operacja po latach prawdopodobnie za razcej zwiazane ze zrostami w jamie brzusznej. Moja kuzynka miala podobna operacje, tyle ze na jajniku, w podobnym czasie. Brzuch jak po cesarce (polski szpital). Do dzis odczuwa dolegliwosci, jesli podniesie cos ciezszego, czuje bol i krwawi. sadze wiec, ze ma zrosty.
          Czy ma szanse na da Vinci?
    • gazeta_mi_placi Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 21.04.12, 22:18
      Dałabym sobie wyciąć tłuszcz.
    • nenia1 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 12:28
      Kobiecość mieszka w głowie, widzę to po sobie, zdecydowanie.
      Właśnie tydzień temu straciłam włosy, długie i gęste, prawie do pasa...i dalej czuję się kobietą.
      Nieco inną, ale w dziwny sposób ciekawą.
      Nawet nie wiedziałam jaką mam kształtną i piękną czaszkęsmile I jakie duże oczy.

      Pewnie niedługo stracę pierś. Szkoda mi trochę, że tą ładniejszą, z drugiej strony nie mam piersi dużych, więc w moim przypadku nie będzie to jakaś drastyczna zmiana.
      Kobiety z dużym biustem mają trochę jednak gorzej, pozostała pierś bardzie obciążą kręgosłup, sylwetka przechyla się bardziej na bok, brak piersi jest zauważalny.

      Ale obecnie robią fajne protezki, są specjalne staniki, może też robić rekonstrukcje.
      Ktoś pisał że to nie to samo. To prawda, ale ciała też nie mamy tego samego przez całe życie.
      Wierzę, że dalej mogę być atrakcyjna, ba widziałam w szpitalu 57 latką tak piękną i zgrabną, że była w szoku, że tak może wyglądać kobieta po chemii, radio i mastektomii.

      Więc wierzę, że to jak się czujemy mieszka w nas, łatwe to nie jest, ale wiele można przeżyć, człowiek jest silniejszy niż myśli.

      A jeśli chodzi o mężczyzn, to tak są radykalni, przynajmnie mój. Nawet na początku mnie to wkurzało, bo poczebowałam jednak trochę czasu i paru łez na opłakanie włosów.
      A on od razu - tniemy, golimy.
      Ale z drugie strony cieszę się, że podchodzi tak technicznie, mnie też to jakoś uspokaja, i widzę, że miłość, pociąg fizyczny, kobiecość to coś znacznie więcej niż tylko włosy i piersi.
      I że właśnie w takim dole można odkryć coś czego na codzień się nie dostrzega.

    • jak_matrioszka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 12:51
      Kobiecosc mieszka w papierach. Kilka lat temu glosno bylo o pierwszym mezczyznie ktory urodzil dziecko. Cud okazal sie byc na niewielka skale, bo "mezczyzna" urodzil sie jako kobieta z pelna fabryka do produkcji dzieci, i proces zmiany plci nie objal tego wnetrza. Niemniej mowi sie o tym osobniku jako "mezczyzna".

      Dla mnie kobiecosc to zarowno wewnetrzene jak i zewnetrzne atrybuty, utrata jednych i drugich nie pozostalaby bez echa. Piersi mozna zrekonstruowac, ale swiadomosc ze to nie prawdziwy towar towarzyszy do konca zycia.
      • nenia1 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 12:57
        > Piersi mozna zrekonstruowac, ale swiad
        > omosc ze to nie prawdziwy towar towarzyszy do konca zycia.

        Skąd to wiesz? Większość znanych mi kobiet po rekonstrucji mówi mi zupełnie coś innego.
        • jak_matrioszka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 13:40
          Cos innego? Co wlasciwie? Jak brzmi "cos innego" niz "nie mysle wciaz o tym ze to silikon, ale wiem ze tam jest"?
          • nenia1 Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 14:31
            Czują radość. Myślę, że patrzysz z perspektywy zdrowej osoby, która nie przeżyła raka piersi, całego leczenia i mastektomii.
            Wiesz jak jest się zdrowym to być może myśl o silikonie wydaje się przytłaczająca, ale jak już tej piersi nie masz to możliwość rekonstrukcji wydaje ci się wybawieniem.
            Przeczytaj choćby taki fragment znaleziony w sieci :

            JEST CUDOWNIE !!! Nawet ja nie przypuszczałam, że kawałek brzucha przeniesiony kilkanaście centymetrów wyżej może dać tyle radości. Przecież ta odtworzona pierś nigdy nie będzie wyglądała identycznie jak naturalna. Ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Bo tak naprawdę, to chyba wszystko jest w "głowie".
            Dopiero teraz czuję się wyleczona. Zrobiłam to wyłącznie dla siebie. JESTEM SZCZĘŚLIWA! Jakby odmłodniałam, wyglądam tak, jak dawno nie wyglądałam, mogę ubierać się w ciuchy, których od dwóch lat nie odważyłam się wyjąć z szafy... Promienieję. Świat wokół mnie zrobił się piękny.
            • jak_matrioszka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 14:39
              OK, ja cos innego mialam na mysli. Nie potrafie tego oddac slowami, trudno. Zgadzam sie ze odtworzone piersi maja duzy wplyw na samopoczucie kobiet, ale nie wymazuja przejsc z pamieci. Poza tym osoby ktore otarly sie o smierc maja wogole inne podejscie do zycia, na ogol bardziej doceniaja nawet drobne przejawy szczescia.
              • gazeta_mi_placi Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 16:29
                A te co mają silikon z wyboru nie z choroby?
                • jak_matrioszka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 20:48
                  Nie znam, a przynajmniej nic o tym nie wiem. Zona kumpla ma z wyboru, ale znam sprawe tylko z jego strony - on jest szalenie zadowolony.
    • 1borgia Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 13:43
      nie.

      borgia
    • majenkir Re: 22.04.12, 14:11
      Moja znajoma (36 l.) 2 lata temu miala usunieta macice z przydatkami oraz obie piersi.
      Profilaktycznie. Dostala po tym ekspresowa menopauze, no i, co tu duzo mowic, zmienila sie troche. Ale jest zdrowa i szczesliwa smile.


      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
      Charty
    • atowlasnieja Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 14:55
      Przyznam się szczerz, że nie rozumiem rozpaczy za piersiami (jak je TRZEBA dać pod nóż).

      Co do dołu: bałabym się jazdy z hormonami ale bardziej mnie przeraża wizja skopania tych rejonów ze względów toaletowych niż kobiecych.
      • konwalka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 15:10
        Gdy zajdzie potrzeba, dam sobie obciać i wyciąć wszytsko, włącznie z glową i szyją (jeśli to ma mi uratować życie)
        ale: kobiecość jest dla mnie bardzo mocno związana z biologią; coś jak biokobiecość
        jestem inna w czasie okołoowulacyjnym, koszmrana przed okresem, zwyczajna poza tymi dniami
        wiem, jak sie czuję, zachowuje i jak jestem postrzegana w momencie, gdy moja bilogia mówi mi coś, np ze teraz mam dni płodne- wtedy słysze najwięcej komplementów, jestem taka kocia jakas, i w ogóle
        wiem, że utrata tego - operacyjna lub związana z wiekiem, spowoduje przynajmniej częściową utrate tak pojetej przeze mnie kobiecości
        czy zastąpie to czym innym? nie wiem i mówiąc szczerze, jak najdłużej nie chcę sie przekonywac
        dobrze mi z moją kobiecością kalendarzykową
      • konwalka Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 15:33

        Gdy zajdzie potrzeba, dam sobie obciać i wyciąć wszytsko, włącznie z glową i szyją (jeśli to ma mi uratować życie)
        ale: kobiecość jest dla mnie bardzo mocno związana z biologią; coś jak biokobiecość
        jestem inna w czasie okołoowulacyjnym, koszmrana przed okresem, zwyczajna poza tymi dniami
        wiem, jak sie czuję, zachowuje i jak jestem postrzegana w momencie, gdy moja bilogia mówi mi coś, np ze teraz mam dni płodne- wtedy słysze najwięcej komplementów, jestem taka kocia jakas, i w ogóle
        wiem, że utrata tego - operacyjna lub związana z wiekiem, spowoduje przynajmniej częściową utrate tak pojetej przeze mnie kobiecości
        czy zastąpie to czym innym? nie wiem i mówiąc szczerze, jak najdłużej nie chcę sie przekonywac
        dobrze mi z moją kobiecością kalendarzykową
        • franczii Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 16:26
          > ale: kobiecość jest dla mnie bardzo mocno związana z biologią;

          Podpisuje sie. Mam tak samo. Moze i kobiecosc siedzi w glowie ale fizjologia poki co ma tak duzy wplyw na mnie (w tym na to co w glowie!) ze to stwierdzenie to dla mnie jakas abstrakcja.
          • bi_scotti Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 16:41
            Moze i w glowie ... bo ja wiem ...
            To jest Enza Anderson, dzialaczka w Toronto, z ktora przez kilka dobrych lat wspolpracowalam jako volunteer w pewnej charitable organization:
            https://mytowncrier.ca/image.php?width=250&imagepath=month_1010&image=http://mytowncrier.ca/attachments/month_1010/1010141312ece50e072e135b44.jpg
            Enza urodzila sie mezczyzna, jest niesamowicie kobieca kobieta, co w jakims sensie potwierdza teorie, ze "to" jest w glowie ...
            • hellulah Re: Gdzie mieszka kobiecosc? 22.04.12, 17:25
              Myślałam o tym pod prysznicem wink

              Po pierwsze, byłam wychowywana w środowisku, w którym nikt nie robił zadym o kobiecość, męskość, role takie czy siakie, ścieżkę kariery dla dziewuszek i ścieżkę dla chłopców, ani też o menarche i menopauzę. Żadne tak "stałaś się Kobietą" i telefony do ciotek z radosną nowiną przy pierwszej miesiączce, żadne "teraz już nie jesteś Kobietą [tylko kurde niby czym?]" po menopauzie.

              Po drugie, w ogóle jakoś nie zwracam tak pilnej uwagi na płeć biologiczną, często zresztą nieokreśloną lub nietypową (jak np. przy zespole Turnera) i zdaję sobie sprawę z powagi płci kulturowej. Nie zaglądam innym w chromosomy, a nawet jakbym chciała - figę tam zobaczę. Znam parę osób po usunięciu piersi, lub macicy i przydatków, albo np. jednego jajnika, czy też jądra. Jakoś naprawdę nie potrafię spojrzeć na to inaczej, niż na brak np. woreczka żółciowego.

              Wiem, że moje ciało podlega hormonom i pod ich wpływem funkcjonuje i się zmienia, ale to mnie jeszcze nie określa jako osoby.

              Nawiasem mówiąc, chodzi mi po głowie taki wątek o menopauzie: niby teraz się ją odczarowuje, ale na zasadzie "ach, kochane kobiety, menopauza to naprawdę nie jest problem, problem, problem, problem, żaden tam problem, problem, problem, nic strasznego, strasznego, strasznego" - jeśli wiecie, o czy mówię. Po wierzchu cacy, a ukryty przekaz że aż fiuuuuu. Dawniej, mam wrażenie, była, bo była, ot taka kolej rzeczy - teraz, za konspumcjonizmu, kultu młodości, postfeminizmu i reakcji patriarchatu oraz HTZ, to dopiero coś, czego mamy się wstydzić i obawiać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka