Mam pewien problem, ale jestem pewna, że mi nieco rozjaśnicie w głowie

Razem z mężem mamy wielu znajomych, takich z którymi znamy się i spotykamy jeszcze z czasów przed urodzieniem się dzieci. Obecnie zarówno my, jak i większość naszych znajomych mamy dzieci w podobnym wieku więc ogólnie jesteśmy na podobnym etapie życia.
Często zapraszamy znajomych do siebie, jak nie jednych to drugich, albo nawet wszystkich na raz. Niektórzy znajomi u nas nocują, niektórzy spędzają cały dzień, co oczywiście wiąże się z tym, że przygotowujemy na tą okazję wszystkie posiłki i napoje dla dorosłych i dla dzieci, nocleg w osobnym pokoju itp. Wszystko co jest normalnie związane z przyjmowaniem gości. Zdaża się, że goście spędzają u nas bardzo dużo czasu, czasem też jesteśmy zmęczeni ciągłym "usługiwaniem" bo jednak trochę z tym się wiążą spotkania. Przed ich wizytą musimy zrobić większe zakupy, żeby nikt nie był głodny, jakieś smakołyki, piwo, soczki- co kto lubi. No wiadomo...
Niestety nasi znajomi, prawie nigdy nie zapraszają nas do siebie na rewizytę. Tzn. widzę, że lubią spędzać z nami czas, bo wszyscy po całym dniu mają dobre humory i sami wpraszają się do nas na kolejną wizytę, ale ja czasem też mam ochotę jechać do kogoś w gości. Już nie mówię, że mają mi usługiwać, ale chociażby miło spędziłabym czas w ich wygodnych, wypielęgnowanych ogrodach, a dla dzieciaków też pewnie byłaby to miła odmiana.
Powiedzcie, jak to jest; dlaczego niektórzy ludzie wogóle nie zapraszają do siebie gości? Zaznacze, że spośród wszystkich znajomych o których myślę, nasze warunki lokalowe wcale nie są najlepsze, wręcz przeciwnie...
A może same macie znajomych, do których lubicie jeździć, a nie lubicie ich zapraszać do siebie? Może to mnie natchnie na jakiś trop o co chodzi