Dodaj do ulubionych

Maz ma gdzies moje zdanie...

27.06.12, 22:59
Mam problem z mezem, i zaczynam juz myslec, ze z sama soba tez. Chodzi o to, ze maz nie chce isc ze mna na kompromis w podjeciu zyciowej decyzji.
Mieszkamy od kilku lat za granica, wyjezdzajac planowalismy 1-2 lata, zrobilo sie z tego 7. W miedzyczasie urodzilo sie nam dziecko, oboje mamy stabilna prace, w miare stabilna sytuacje finansowa, zyjemy bez luksusow ale w miare wygodnie. Teoretycznie same pozytywy, poza tym, ze nie mamy tu zadnej rodziny i nikogo bliskiego.
Ja od zawsze mowilam mezowi,nawet przed wyjzdem, ze nie chce wyjedzac na stale, ze docelowo chce mieszkac w Polsce, ze tesknie. Jestem mocno zwiazana ze swoja rodzina w Polsce, maz raczej slabo. On niby mnie rozumie ale systematycznie mnie zniecheca do powrotu, wiem ze sam wolalby nie wracac. Zawodowo on ma lepiej i latwiej tu niz w Polsce, ja mam podobnie i na obczyznie, i w Polsce, chociaz w Polsce mialabym bardziej prestizowa i docelowo lepiej platna prace.
Doszlo do tego, ze ciagle sie klocimy o te kwestie powrotu. Obecnie planujemy drugie dziecko, jesli urodze to bede miala rok platnego macierzynskiego i potem moge wziac rok urlopu bezplatnego. Pieniadze jakie otrzymam za macierzynski wystarcza na blisko 2 lata skromnego zycia w Polsce, nawet gdybysmy nie poszli do pracy, a takiej wersji nie zakladam. I na te dwa lata chcialabym wrocic ‘na probe’ do Polski i zadecydowac cy tamn zostajemy czy jednak wracamy do UK. Mysle, ze to wystarczajaco dlugo by zorientowac sie czy mamy czego szukac w Polsce, czy bedziemy sie w stanie przystosowac do zycia tam po tylu latach, a jednoczesnie nie spalimy mostow za soba. Ale i takie rozwiazanie maz uwaza za bez sensu, bo jest przekonany, ze w Polsce bedziemy zyc na styk finansowo i ze i tak koncem koncow wrocimy do Anglii. Ze beda to zmarnowane 2 lata, ze bez sensu zmieniac corce szkole, ze szkoda zostawiac fajny (ale wynajmowany) dom, sprzedawac meble itd. Moich argumentow typu, ze corka nauczy sie dobrze mowic, czytac i pisac po polsku (poszlaby do pierwszej klasy w Polsce, wic nie bylaby ‘nowa’ w klasie), ze nawiaze wiezi z dziadkami i dalsza rodzina, ze pozna realia kraju przodków, a jednoczesnie, w razie powrotudo UK – bedzie na tyle mloda, zeby jakos kosmicznie tego nie przezywala – jakby nie zauwaza. Argument ze nam jako parze bedzie latwiej byc parą, bo beda babcie zeby przynajmniej pare razy w roku zostac z dziecmi abysmy my mogli gdzies razem wyjsc - tez sie nie licza. A prawda jest taka, ze tutaj wlasciwie nie mamy czasu na to by pobyc sami czy gdzies wyjsc bo nie ma co zrobic z dzieckiem.
Tlumacze mezowi, ze musze przez to wszystko przejsc zebyt sie przekonac czy damy rade ulozyc sobie zycie w Polsce, ze jesli nie sprobuje wrocic to zawsze bede sie zastanawiala co by bylo gdyby.
Jak rozmawiac z mezem aby zrozumial moj punkt widzenia? Bo na chwile obecna wychodzi na to, ze to ja mam zrezygnowac ze swoich planow, chceci, marzen i zaakceptowac jego wersje zdarzen. A tego nie jestem w stanie zrobic. Nie chce tez robic po swojemu bez poczucia akceptacji z jego strony. Walkujemy ten temat i g... z tego od x czasu wychodzi. A moze rzeczywiscie powinnam ustapic i schowac wlasne wizje w kieszen, i cieszyc sie ‘latwym’ zyciem jakie tu mam? Czasem juz sama nie wiem sad



Obserwuj wątek
    • jola-kotka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 27.06.12, 23:58
      Wiesz jaka jest sytuacja na rynku pracy w Polsce?
      Wiesz,ze tu bedziesz zaczynac od zera?
      Z Anglii do Polski mozna w kazdej chwili przyleciec na tydzien do babci.
      Twoje argumenty o rodzinie itp.sa glupie.
    • sueellen Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 00:17
      Powiem szczerze, że popieram wersję męża. Do Polski możecie sobie wrócić na emeryturze. Poza tym, przecież spokojnie możesz latać w te i powrotem między krajami - w obecych czasach taka podróż często trwa krócej niż samochodem przez Polskę. Rozumiem, że tęsknisz do rodziny, ale przecież teraz masz swoją rodzine - męża i dzieci, - do Polski możesz latać 4 - 5 razy w roku. I tak masz lepiej niż ja, bo mogę sobie pozwolić na góra dwa - trzy loty w roku do kraju, gdyż musimy wykonac jeszcze min dwa kursy do Hiszpanii.
      • vector40 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 09:03
        Tylko nieudacznicy boją się powrotów do Polski.
        Inteligentny i wykształcony człowiek z pewnością poradzi sobie w Polsce.
        Tym mniej zaradnym pozostaje grill na uchodźstwie w towarzystwie dzieciatych par.
    • dag_dag Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 00:36
      Jeśli chodzi o pracę - bez wątpienia lepiej jest w UK niż w PL.
      Jeśli chodzi o naukę języka polskiego - obie moje córki (jedna urodzona w PL, druga w UK) biegle posługują się również i językiem polskim.
      Jeśli chodzi o to, że córka zaczęłaby polską szkołę - pytam: po co jej to nieszczęście?
      Jeśli chodzi o więzi z dziadkami, rodziną, itd - my mamy bardzo silne. Z dziadkami spędziliśmy święta, pół stycznia, prawie cały maj my byliśmy u dziadków i właśnie dziadkowie wylecieli od nas po wizycie czerwcowej. Regularnie spotykamy się z tym, z kim chcemy z rodziny. Właściwie to mam przesyt tych więzi wink
      Jeśli chodzi o realia życia w kraju przodków - moje poznają je na wakacjach w PL, np. 3-latka poznała je sikając pod dworcem, bo toalety brak, a starsza na pewno będzie je wspominać po zwichnięciu nogi w dziurze na chodniku w centrum miasta. Jakie to realia chcesz dzieciom pokazywać?
      Jeśli chodzi argument, że "jako parze bedzie latwiej byc parą, bo beda babcie zeby pr
      > zynajmniej pare razy w roku zostac z dziecmi abysmy my mogli gdzies razem wyjsc
      > - tez sie nie licza. A prawda jest taka, ze tutaj wlasciwie nie mamy czasu na
      > to by pobyc sami czy gdzies wyjsc bo nie ma co zrobic z dzieckiem". - Bez sensu. Nasza opiekunka bierze 7-10 funtów za godzinę za dwójkę; przyjaciele pomagają, potem my im pomagamy - wszystko w ramach potrzeb. W niedzielę wróciłam z imprezy piątkowej, gdy ludzie do kościoła szli w niedzielę - jutro imprezuje mąż, w weekend wychodzimy wspólnie. Jeśli się chce - wszystko można. A dobrym małżeństwem albo się jest, albo nie i babcia w tym raczej nie pomaga.
      Jakie wizje? Według mnie słuchaj się lepiej męża...
    • aga_sama Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 01:25
      co do powrotu to myślę, że jednak mąż ma "więcej racji"
      Ale też problemem jest chyba to, że nie potraficie dogadać/ dopiąć wspólnie osobnych potrzeb każdego z Was.
      Wydaje mi się, że też Wasze życie w UK wyglądałoby inaczej, gdybyś Ty nie zakładała powrotu do pl w najbliższej przyszłości. Po prostu bez myślenia o powrocie szybciej zapuszczasz korzenie, włączasz się w lokalną społeczność, nawiązujesz przyjaźnie. Angażujesz się w nową sytuację, bo wiesz, że to nie jest na chwilę.
      Tak jak dziewczyny pisały - można się nauczyć polskiego na obczyźnie, można mieć silne i bliskie relacje z rodziną w pl (moje z siostrą są najmocniejsze odkąd ona wyemigrowała), można pokazać kraj przodków inaczej niż przez pryzmat życia tutaj.

      Tak naprawdę to Ty musisz ostatecznie odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie chcesz być. Bo dla rodziny lepiej jest tam...
      • paliwodaj Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 04:20
        kurcze , gdybym ja miala do Polski tak blisko jak ty to bym sobie wpadala na weekend, jaki to problem? i odwrotnie babcia z dziadkiem na weekend.
        Nie sadze zeby te wasze wahania tu czy tam , byly dobrym momentem na powiekszenie rodziny.
        Moze najpierw zdecydujcie co do swojej przyszlosci, a pozniej powiekszajcie rodzine.'
        Znam ja takich na peczki , z ktorych jedno chcialo w Polsce, a drugie nie, no i niestey kazde postawilo na swoim - bez zlosliwosci serio pisze.
    • myszmusia Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 07:32
      A moze rzeczywiscie powinnam ustapic i schowac wlasne wizje w kieszen, i cieszyc sie ‘latwym’ zyciem jakie tu mam?

      tak, maz ma racje
    • kosmitka06 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 08:25
      Szczerze Ci powiem, że podziwiam ludzi którzy wyjechali, dorobili się czegoś i chcą wracać uncertain
      Mam rodzinę w UK i muszę Ci powiedzieć że żyją całkiem na poziomie. Mają dziecko (2-latka) i pracuje tylko sam ojciec dziecka. Są tam od ok 6 lat i teraz sprzedali mieszkanie w PL, i kupili przepiękny dom w UK. Co roku wpadają na 2 tyg. na wakacje, albo na tydzień a pozniej na święta. Po przylocie bardzo często my się nimi "opiekujemy" i kiedy jedziemy na zakupy kosmetyki/inne duperele tylko słyszę za plecami "jakie tu ceny, jak wszystko podrożało".
      Poza tęsknotą za krajem widać że są tam szczęśliwi. Wiele rzeczy dla dziecka jest w przystępnej cenie, spotkania w "klubach malucha" albo za darmo, albo za śmieszną cenę.

      Ty oczywiście zrobisz co będziesz uważała, ja na Twoim miejscu chyba bym poszła za radą męża. No może z jednym małym przeciwieństwem, iż nie pakowałabym się w drugie dziecko. W razie gdyby Ci się czegoś odechciało, coś nie spodobało, wyjeżdżasz i już a z dwójką dzieci będzie już ciężej. Nie wiadomo co będzie za 2-3 lata ale to Twój wybór.
    • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 08:36
      A to nie jest tak, że to ty masz gdzieś zdanie męża?
      Chcesz sobie życie utrudnić - wracaj. Znam kilka rodzin, które zdecydowały się na powrót, skuszone rajską wizją Tuska. Wszyscy wrócili z powrotem do UK.
      Mąż ma rację.
    • ichi51e2 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 10:44
      Laski cie zjechaly za posiadanie wlasnych marzen wiec i ja ie wypowiem zeby byl i glos z drugiej strony. Po pierwsze nie kazdy sie nadaje do zycia na obczyznie - ja np sie nie nadawalam bo nie umiem nawiazywac przyjazni wiec bylam samotna jak pies (po za najblizsza rodzina, ktora i tak nie miala za bardzo ochoty spedzac czasu ze mna (moje wrazenie of course) bo miala kumpli z ktorymi bylo fajniej, albo chciala siedziec w domu bo miala dosc kupli z pracy ktorych nie znosila i ledwie kogokolwiek tolerowala po dniu z nimi. Slusznie napisala ktoras - jest to swiadoma decyzja - mosty spalone, buduje nowe zycie (ergo musze w to wlozyc wysilek (choc mam poczucie ze w pl byloby mi latwiej bo i kontekst kulturowy podobny i rodzina/kuzyni blizej)- szukam ludzi, nawiazuje przyjaznie etc. Dla mnie to bylo niewykonalne ale widac dla wielu nie jet to problem. Po drugie - mi sie wydaje ze masz tez problem z praca (samoocena?) - twoja praca ci nie odpowiada (znajomosc angielskiego?) i dlatego chcesz sobie uciec do Polski.
      Co ja bym sugerowala: pojdz na kurs angielskiego (porzadny - jak maz chce zostac to chyba rozumie ze musza byc koszty), pojdz na studia - wbrew pozorom nie jest tak trudno sie dostac w uk. jak nie studia to jakis kurs ktory pozwolilby ci podniesc kwalifikacje zebys znalazla lepsza prace. To nie zaszkodzi a nawet jak wrocisz do pl to ekstra wyksztalcenie nigdy nie jest minusem.
      Musisz zadac sobie pytanie - dokad zmierzam? gdzie bede za 10 lat? Gdzie chce byc? Pl na weekend i Pl na zycie to dwie rozne sprawy (aczkolwiek majac doswiadcznie zycia i tu i tu powiem ze roznicy specjalnie nie ma jak czlowiek chce) My wrocilismy ale ja mialam dosc ukeja a chlopak dostal lepsza oferte w pl wiec trudno mi sie stawiac w sytuacji twojej rodziny - ty musisz pojsc na kompromis (i uwaga kompromis to nie jest jak jedna strona sie potulnie zgadza a druga narzuca - to jest rozwiazanie gdzie kazdy troche ustepuje i wszyscy sa zadowoleni) - wynegocjuj wiecej wyjazdow do pl, przyjazdy znajomych, wlasnie kurs jezyka (nowi ludzie...), studia, zmiane pracy, zrozumienie ze nie wszyscy musza byc zawsze zachwyceni i maja prawo tesknic, wypad do teatru co miesiac...
      I uszy do gory - najwazniejsze zeby nie dusic w sobie ale rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac...

      p.s co do "moje dzieci sa z dala od pl ale swietnie mowia" - niestety to jest mit - mowia swieteni NA RAZIE bo sa dziecmi wiec nie zauwazasz ich brakow jezykowych - niestety bez dluzszego kontaktu z jezykiem z roznych zrodel skonczy sie ze beda mowic jak cudzoziemcy/dzieci - dlatego wazne zeby jednak co najmniej wysylac na wakacje jesli komus zalezy na poprawnej, plynnej, doroslej polszczyznie.
      • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 11:08
        Moja szwagierka miała tak jak ty; wróciła 2 lata temu, mieszkanie kupiła, nie przewidziała problemów z pracą- już nawet nie ty, że nie znalazła, bo znalazła, ale była przyzwyczajona do zupełnie innej siły nabywczej swoich pieniędzy w Londynie- po roku, wróciła do Londynu, zakupione w Polsce mieszkanie służy jako wakacyjne,świąteczne... zderzenie z polską rzeczywistością było dla niej spore.
        • ichi51e2 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 11:14
          no wlasnie - roznie moze byc. Najwazniejsze (moim zdaniem) to tak samo jak miec do czego jechac (a nie sprzedawac gospodarstwo i jakos tam bedzie no bo wiedomo zachod kasa na ulicy) to tez trzeba miec do czego wracac - a nie znudzilo mi sie mam 2letnia dziure w cv (no bo trudno wpisac zmywak czy kelnerowanie) wiec wracam i niech praca sie znajdzie. Na dwoje babka wrozyla - jedni wracaja/jada i jest git drudzy jada/wracaja i ch...nia. Szczescie i osobowosc.
    • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 11:19
      moja znajoma tez tak miala
      wrocila, dziecko poszlo do polskiej szkoly, ona do pracy
      po pol roku pakowala sie z powrotem i wyleczyla z polski na zawsze, po kilku latach na obczyznie nie mogla przeskoczyc niektorych elementow polskiego folkloru smile
      byc moze i ty musisz taki numer wykonac, jesli bedziesz do konca zycia marudzic, ze chcialas wracac, to lepiej wroc i na wlasnej skorze sprawdz, jaki to miod bedzie w polsce
      bo sie okaze, ze ze znajomymi widzisz sie tyle co mieszkajac w uk, wszyscy zajeci, dziadkowie maja inne sprawy nie pilnowanie wam dzieci (opiekunki nie mozesz wynajac??) a proza zycia duzo bardziej szara niz za miedza
      ja sie wyleczylam wizytami z checi powrotu, pare lat miedlilam temat i mi przeszlo
    • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 12:03
      Było do przewidzenia, że w wątku wypowiedzą się głownie emigrantki i będą przede wszystkim sobie poprawiac samopoczucie tongue_out bardzo to fajne, kiedy człowiek umie znaleźć dobre strony w swoim położeniu, a o złych w ogóle nie myśli. Tyle, ze obiektywizmu w tym za grosz nie ma.
      Do autorki: rozumiem Cię i nie jestes wyjatkiem. Oprocz tych, co w Polsce się nie odnaleźli i wrócili do Anglii są jeszcze rzesze ludzi, którym emigracja nie zasmakowała, mimo lepszej sytuacji materialnej. Nie pogodzili się z tym, że nigdy nie będą czuli się u siebie, ze zawsze będą gorszą klasą ( nie oszukujmy się, dopiero Wasze dzieci mają szanse wrosnąć w tamtejsze społeczenstwo, a dopiero wnuki będą uznane za swoich). Jasne, sratatata, społeczenstwo wielokulturowe i tym podobne bajdurzenie, a jak przyjdzie do bliższych kontaktów, bajka się kończy. Nie kazdy ma ochotę utrzymywac stosunki wyłącznie z innymi emigrantami z konieczności, a nie z wyboru. Nie kazdy ma ochotę spotykac rodzinę i przyjaciół z młodych lat wyłącznie na święta (o ile pogoda albo mgła albo inne fatum nie przeszkodzi przyleciec do Polski).
      Trudno dziwic się, zwłaszcza ludziom z małych miasteczek albo bez szczególnych kwalifikacji, że zachłystują się tym, czego w Polsce nigdy by nie mieli. Jednak perspektywa spędzenia reszty życia na obczyźnie nie jest różowa i Twoje rozterki są zrozumiałe.
      Propozycja powrotu na emeryturze jest tak głupia, że nawet nie zasługuje na komentarz.
      Dziewczyna pisze o tęsknocie za rodziną i poczuciu wyobcowania, a w zamian dostaje pomysł, aby wróciła, kiedy jej bliscy powymierają, a ona po całym zyciu spędzonym za granica będzie czuła się tu jak zupełny kosmita.
      • yoko0202 1000% racji 28.06.12, 12:20
        lady-z-gaga napisała:

        > Było do przewidzenia, że w wątku wypowiedzą się głownie emigrantki i będą przed
        > e wszystkim sobie poprawiac samopoczucie tongue_out

        > Dziewczyna pisze o tęsknocie za rodziną i poczuciu wyobcowania, a w zamian dost
        > aje pomysł, aby wróciła, kiedy jej bliscy powymierają, a ona po całym zyciu spę
        > dzonym za granica będzie czuła się tu jak zupełny kosmita.

        wszyscy tu o pracy, mieszkaniu, kasie, samochodzie, komforcie - a kobita po prostu tęskni i chce do domu, tego nie da się załatwić $$$ na koncie, jak już wyżej napisano - nie każdy nadaje się, żeby mieszkać na obczyźnie, i tu nie ma mowy o żadnym przyzwyczajaniu się czy zaciskaniu zębów, albo człowiekowi jest dobrze albo nie
        ja wróciłam, moi rodzice wrócili, moja siora wróciła, mnóstwo znajomych wróciło - z tych osób nikt tu nie bieduje, wszyscy normalnie pracują, zarabiają sporo, zaryzykuję że ponadprzeciętnie, i po prostu są szczęśliwi
        oczywiście mam bliskich znajomych i rodzinę, którzy nigdy nie wrócą, doskonale się czują na emigracji i ja ich doskonale rozumiem, ale co równie ważne i oni rozumieją np. mnie, więc dzięki temu nie grożą nam piątkowo-alkoholowe dyskusje nt. gdzie jest lepiej. Własnych pragnień nie da się zagłuszyć, i to za nimi należy podążać.
      • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:10
        Cóż, ja emigrantką nie jestem, ale mieszkam w mieście 60-tyś. na Mazurach i widzę, jaki kanał z pracą, nie wiem, może dziewczyna planuje przeprowadzić się do dużego miasta , gdzie z pracą łatwiej. Bo pomysł: skromnie przeżyjemy z oszczędności nawet dwa lata , jest po prostu kuriozalny.
        I owszem, jak się uprze, to wróci.Tylko takie rzeczy warto planować z głową; bo - ok, moja szwagierka napędzana tęsknotą wróciła, ale po zetknięciu z rzeczywistością "przeprosiła się" z Londynem; znam też rodzinę z 2 dzieci, która wróciła z Islandii- po roku dzieci zabrali ze szkoły i wrócili.
      • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:27
        a kto sie mial wypowiadac, jak nie emigrantki przepraszam bardzo??
        masz jakis problem czy kompleks? stek bzdur wypisalas, jakie wyobcowanie? jaka gorsza klasa? chyba ze rozpatrujesz ludzi bez zawodu, wyksztalcenia, jezyka popychajacych na przyslowiowym zmywaku bez wiekszego kontaktu i zzycia z krajem w ktorym wypadlo im mieszkac

        czytam te wasze opowiesci o emigracji i slowo daje, ja takiej emigracji nie znam, w zasadzie wszyscy maja przyzwoite posady, wlasne domy czy firmy, znajomych zarowno niemieckich jak i polskich, imprezy sa zazwyczaj mieszane
        na mojej ulicy mieszka amerykanka, brytyjka, brazylijka i portugalczyk, tylko 15 domow i tylu obcokrajowcow i jakos sie wszyscy swietnie integruja, regularnie robimy sasiedzkie imprezy na ulicy z grillowaniem i siedzeniem do rana, dzieci sie bawia wspolnie i nie ma zadnego odcinania sie od obcokrajowcow, bo dlaczego?

        ze sie teskni to normalne
        tylko, ze trawa jest zawsze bardziej zielona u sasiada, wraca sie do kraju i tak samo sie ani rodziny ani przyjaciol nie widzi, bo to juz nie te czasy, jak sie mialo po 20 lat i zadnych zobowiazan i co weekend imprezy
        kolezanka wizytuje polske, tez miala checi do powrotu i napisala, ze sie cieszy, ze jednak nie wrocila, bo przez kilka tygodni wizyty nie udalo jej sie prawie z nikim ze znajomych spotkac, a to dziecko chore, a to opieki nie ma itd a tez jej sie cknilo za przyjaciolmi

        a na swieta do rodziny pojechac nie roblem, dla mnie swiadomosc posiadania bliskich w zasiegu to byloby za malo, zeby wracac, ale ja mam tez wazkie powody, zeby sobie niemcy cenic bardziej - niestety mam spore kontakty ze sluzba zdrowia ze wzgledu na corki i polska rzeczywistosc w tym wzgledzie by mnie wykonczyla po prostu
        • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:48
          >a kto sie mial wypowiadac, jak nie emigrantki przepraszam bardzo??

          No właśnie, kto?
          co takiego wiedzą emigrantki o Polsce, czego nie wiedzą tubylcy? albo o życiu rodzinnym, o zasadach, jakie powinny panować w małżeństwie... wink
          • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:52
            Wiedzą więcej niż myślisz. Media są ogólnodostępne. Potrafią czytać, mają dostęp do polskiej TV i potrafią myśleć, liczyć i porównywać. I są w tej lepszej sytuacji, bo znają polskie realia i te zagraniczne, o czym tubylcy mogą tylko teoretyzować.
            O życiu w rodzinie to już emigrantki nie mają prawa się wypowiadać? A to niby dlaczego??
            • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:03
              To nie sugeruję, że tylko jedna grupa miałaby się wypowiadać (przeczytaj post, na ktory odpowiadałamsmile )
              Przeciwnie, w każdej dyskusji dobrze skonfrontowac różne poglądy

              > Wiedzą więcej niż myślisz. Media są ogólnodostępne. Potrafią czytać, mają dostę
              > p do polskiej TV

              No rzeczywiście, dostęp do telewizji i innych mediów daje kapitalną wiedzę o realnym życiu big_grin prawie, jak Plotek big_grin
              • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:16
                Uważasz, że realia się bardzo zmieniły przez okres nawet ostatnich 10 lat? Obawiam się, że wątpię.
          • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:59
            a uwazasz, ze emigracja rowna sie amnezji? ze nie mamy rodziny w polsce, znajomych?
            ja mam sporo doswiadczen z polska sluzba zdrowia, skutecznie mnie powstrzymuja przed powrotem, na biezaco jestem niestety ze wzgledu na rodzicow

            a powiedz mi, jak ktos, kto nigdy nie mieszkal za granica moze miec zdanie w kwestii powrotu?
            • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:15
              > a uwazasz, ze emigracja rowna sie amnezji? ze nie mamy rodziny w polsce, znajom
              > ych?

              A Ty uważasz, że nie mamy rodziny za granica, znajomych? wink big_grin
              Teraz prawie kazdy ma kogoś za granicą, prawie kazdy był za granicą, mnóstwo osob pracowało - dłużej lub krócej.
              I przypominam, ze to jest dyskusja z kategorii "o życiu", więc nie rób łaskawie z piszących tu nie-emigrantek wiesniaków, co nic nie widziały, nic nie słyszały i powinny z otwartym dziobem wczytywac się we wszelkie mądrości, ktore Wy, światowcy, wypisujecie.
              • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:17
                Tak samo ty nie rób z emigrantów tłumoków, co to wyrwali się ze wsi zabitej dechami.
              • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:52
                a ty serio porownujesz moje doswiadczenia z polski, 30 lat mieszkania i prowadzenia firmy ze swoimi zaslyszanymi opowiesciami z emigracji? serio uwazasz to za porownywalny ciezar wiedzy? to by w zasadzie konczylo dyskusje smile
                • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:05
                  A cóż to masz za martyrologiczne doświadczenia, pomijając już fakt, że większość z tych 30 lat spędziłaś w kraju jako dziecko?

                  Ludzie tu żyją, pracują, zakładają rodziny, rodzą i wychowują dzieci i są szczęśliwi.

                  Prawdą jest, że przedstawiacie życie w Polsce jak jeden wielki dramat.

                  Ciekawe, że jest wielu ludzi bogatych, sławnych, znanych, a jednak dalej tu mieszkają, choć mogliby żyć gdzie chcą, bo stać ich by mieszkać wszędzie. Masochiści jacyś chyba.

                  Polska się zmienia, i to w bardzo szybkim tempie, a tu fragment badań z 2011r.

                  "Jesteśmy nie tylko szczęśliwi, ale coraz bardziej szczęśliwi, mówi prof. Janusz Czapiński, współpomysłodawca i redaktor Diagnozy. Liczba osób zadowolonych rośnie systematycznie od 1991 r. W badaniu 2011 procent szczęśliwych Polaków osiągnął rekordową wartość 80 punktów. Diagnoza Społeczna, mierząc szczęście rodaków, analizuje wiele obszarów. Metodologia badania jakości życia pokazuje nie tylko subiektywne odczucie badanych, ale również wiele obiektywnych czynników decydujących o tym, czy jest nam lepiej czy gorzej. Jednym z powodów, dla którego Polacy mają prawo czuć się szczęśliwi jest spadające rozwarstwienie dochodów. Nie jest tak, jak sugerują populiści, że osoby biedne coraz bardziej biednieją, a bogate bogacą się ponad miarę. W l. 2007-2011 było dokładnie odwrotnie."


                  • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:12
                    nie pisz w ogóle takich rzeczy, bo już zostało dawno ustalone, że wszędzie tylko nie tutaj, tu jest syf, brud i praca za 800 zł, i żeby nie wiem ile osób napisało że im tu dobrze, to zostaną on-line zdiagnozowani jako osobowość co najmniej dwubiegunowa.
                    • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:17
                      A kto tak powiedział? Masz linka?
                      • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:20
                        ogólny wydźwięk, nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi
                        • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:28
                          Ogólny wydźwięk, to moja droga, robią takie jak ty, wkładając nam w usta nieprawdziwe słowa.
                          • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:37
                            rosapulchra-0 napisała:

                            > Ogólny wydźwięk, to moja droga, robią takie jak ty, wkładając nam w usta niepra
                            > wdziwe słowa.

                            ja nie jestem liczba mnoga i nic nikomu nie wkładam
                            ponownie, nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi
                          • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:37
                            Dobra rosa, kilka cytatów z tego wątku:

                            Wiesz jaka jest sytuacja na rynku pracy w Polsce?

                            Jeśli chodzi o to, że córka zaczęłaby polską szkołę - pytam: po co jej to nieszczęście?

                            Realia życia w kraju przodków - moje poznają je na wakacjach w PL, np. 3-latka poznała je sikając pod dworcem, bo toalety brak, a starsza na pewno będzie je wspominać po zwichnięciu nogi w dziurze na chodniku w centrum miasta. Jakie to realia chcesz dzieciom pokazywać?

                            Chcesz sobie życie utrudnić - wracaj. Znam kilka rodzin, które zdecydowały się na powrót, skuszone rajską wizją Tuska. Wszyscy wrócili z powrotem do UK.

                            po pol roku pakowala sie z powrotem i wyleczyla z polski na zawsze, po kilku latach na obczyznie nie mogla przeskoczyc niektorych elementow polskiego folkloru

                            Wystarczy, czy zbyt subtelne?
                            • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:59
                              Czy to nieprawda?
                              • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:21
                                Z prawdą jest jak z d..., każdy ma swoją.

                                Prawdą jest, że kot gubi sierść po całym domu, wali śmierdzące kupy do kuwety, a do łap przykleja mu się żwirek. Od czasu do czasu wyrzyga trochę kłaków, poniszczy meble
                                i urządzi koncert o 4 rano.

                                A jednak mnóstwo ludzi uwielbia koty. Ciekawe dlaczego skoro prawda o nich jest taka
                                nieciekawa?

                                • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:36
                                  No zgadnij.
                                  • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:38
                                    To nie była zagadka dla mnie.
                                    • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:59
                                      Dla mnie tym bardziej.
                                      • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 17:12
                                        Rosa, ale ty chcesz rozmawiać, czy robisz jakąś dziwną przepychankę słowną?
                                        Przykład o prawdzie i kocie jest dla ciebie, bo pytasz czy "to nie była prawda".
                                        Jak widzisz więc na przykładzie z kotem prawda może i była, ale jednostronna, mająca na celu
                                        zwrócenie uwagi jedynie na wady, często takie same jak w innych krajach (np. problem bezrobocia).
                                        Czyli to, że coś ma walor "prawdy" nie powoduje z automatu jakiejś wyjątkowej cnoty, ba, prawda częściowa wykoślawia tak samo jak kłamstwo.
                • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:18
                  Jak to miło, że umiesz łapac ironię smile to w zasadzie kończy dyskusję smile
                  W dodatku nie trzymasz się tematu, własne doświadczenia najwyraźniej Cię ograniczają na tyle, że o cudzych problemach nie jesteś w stanie rozmawiać.
                  Może więc krótkie przypomnienie: to jest wątek o tej, ktora go załozyła, nie o Tobie.
                  Ona nie pisała, że ma problemy i że ponad stardardowa opieka zdrowotna za granicą jest jej niezbędna.
                  Przeciwnie, czuje się dobrze i ma w Polsce perspektywy na dobrą pracę. Ma poza tym oszczędności i nie musi bac się jutra.
                  Czy mamy odradzac jej powrót dlatego, że Tobie polska słuzba zdrowia podpadła? big_grin
    • kokoszka_mika Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 12:45
      Kobieto, posluchaj meza.
      Pieniadze i dobrobyt to warunki spokoju psychiczneo i stabilnosci malzenskiej.
      Niestety
      Dziadki ci powymieraja, znajomych mozna zmienić, do obczyzny przywykniesz, jak nie ty, to twoje dzieci.
      Polska - nigdy nie mieszkalam poza granicą, to drożyzna, jeden Tusk na caly kraj, to ciagle ciulanie ioszczedzanie
      WLasnie szukam wakacji nad morzem i nie mogę znależć, bo na 3 osoby, my dwoje i 6 latek musze wydac 1800 za 7 dni ze wszystkim. 1800 wyciulane.

      Dzieci nie musza znac polskiego, teraz w cenie jest nagielski, dzieci nie musza znac sowich dizadkow, umra i tak.

      Stabilnosc finansowa to podstawa.

      To wszystko mowie z doswiadczenia: wyprowadzilam siez Chełma do Warszawy w iweku 14 lat i przezylam male piklo. 4 lata depresji i mysli smaobjczych. Przywyklam
      Plakalam, ze zostawilam kolzanki ,chlopaka itd.
      moje kozlenki wszystkie w ANglii, bo biedna, moj "chlopak: to osiedlowy żul. Ja jestem po Warszwskim Medycznym uniwersytecie nal ekarskim. Nie mialabym tego, będac tam.
      Przewartosciuj swoje priorytety.
      • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:16
        >Ja jestem po Warszwskim Medycznym uniwersytecie nal ekarskim.

        jaki kierunek? nie psychiatria aby? big_grinbig_grinbig_grin
      • verdana Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:17
        Tak, najwazniejsze to pamiętać, ze w życiu najistotniejsze są pieniądze. Waro nie spotykać się z rodziną, warto byc samotnym i nieszczęśliwym, warto przyzwyczić się do myśli, zę własne dzieci stopniowo staną sie obce - jak to czesto bywa z dziećmi emigrantów. Pieniądze wynagrodza wszystko, rodzina na pewno nie jest tak istotna jak kasa.
        Przeczytaj choćby poprzedni post i zastanów sie nad systemem wartości. Z dużym prawdopodobieństwem na emigracji finansowi i organizacyjnie jest łatwiej. I dla ludzi, którzy dobrze wchodza w nowe środowisko, nie są szczególnie związani z Polską, z rodziną, kulturą, znajomymi - pewnie pozostanie jest wyjściem optymalnym.
        Ale nie tylko pieniadze i brak codziennych utrudnień jest ważny. Umawiałaś sie z mężem na 2 lata. Czyli teraz nie jest tak, ze Ty zmieniłaś zdanie, mąż uznał, ze Twoje zdanie po prostu jest nieistotne - umowa umową, a bedzie tak, jak jemu wygodniej. Pomijając wszystko inne, to nie wróży dobrze małżeństwu, facet, który ignoruje potrzeby zony, ignoruje umowy, liczy sie dla niego własna praca i tyle.
        Większość mojej rodzsiny to emigranci. Ci, którzy wykjechali jako dzieci czują sie dobrze, żaden dorosły nie. I najgorsze jest to, zę pierwsze parę lat wszyscy byli zachwyceni. Ale teraz to starsi ludzie - na emeryturze, albo tuż przed. I jak nie ma pracy, to znajomi znikli - okazało sie, ze imigranci to jednak nie jest odpowiednie towarzystwo. Dzieci trochę się wstydzą rodziny, ktora mówi biegle, ale z akcentem. I nie są szczególnie zainteresowane w podtrzeymywaniu kontaktu z matką, która presiżu nie dodaje. Jedną z moich krewnych porszucił facet - została na emigracji zupełnie sama, bez nikogo bliskiego, choć ma dzieci i wnuki.
        Emigracja nie zawsze jest udana, trochę to zalezy od psychiki. Ty nie decydowałas się na emigrację, masz prawo być nieszczęśliwa i wsciekła, ze maż nie dotrzymujac umowy kieruje Twoim zyciem.
        • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:35
          verdana, nie pierwszy raz sadzisz jakies przykre rzeczy o emigracji
          nie wiem jaka ty patologiczna emigracje znasz, gdzie dzieci staja sie obce a potem sie rodzicow za akcent wstydza, ale uwierz mi, to nie norma, to wynaturzenie jakies

          co to za wstyd byc obcokrajowcem? to chyba wam w glowach siedzi, serio niemiec mieszkajacy w polsce bylby wyrzucany za nawias spoleczenstwa? unikano by z nim kontaktu i odsuwano od towarzystwa? czy tylko innych o taka ksenofobie posadzacie?
          kazdy niemiec, ktory mialby problem z tym, ze jestem polka zostalby od razu zaklasyfikowany przeze mnie jako idiota i kontakt z mojej strony nie bylby i tak pozadany, wiec co mnie obchodza ksenofoby i kretyni? swiat jest pelen fajnych ludzi, glownie na takich trafiam, widac ciagnie swoj do swego smile
          • verdana Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:54
            A masz już dorosłe dzieci?
            Z badań wynika, ze prawdziwymi, 100% obywatelami nowego kraju sa dopiero wnuki. Dzieci bardzo często chcą jak najbardziej wejść w nowe środowisko, a rodzic-imigrant w wielu krajach to obciążenie. W Polsce także wcale nie są tak dobrze widziane dzieci imigrantów z innych krajów. Niemiec mieszkajacy w Polsce nie jest wyrzucany, ale Ukraińcy czy Wietnamczycy to inna bajka.
            • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:01
              a kto to jest wedlug ciebie prawdziwy obywatel? na czym to polega, ze dopiero to jest gwarancja szczesliwosci na emigracji?

              nie nie mam doroslych dzieci, znam dorosle dzieci emigrantow, niektore o zgrozo sie na studia do polski wybraly, zeby lepiej jezyk i kraj poznac, do tego stopnia nie maja poczucia obciachu z powodu polskiego pochodzenia
        • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:07
          verdana napisała:

          Cytat Dzieci trochę się wstydzą rodziny, ktora mówi biegle, ale z akcentem. wybacz verdana, ale dzieci wstydzace sie rodzicow bo sa inni, to nie wykladnia emigranctwa, tylko wartosci samej rodziny. Rownie dobrze dzieci moga sie wstydzic rodzica, ktory sie jaka, albo jest na wozku, albo ma jedna noge krotsza.

          Cytat I nie są szczególnie zainteresowane w podtrzeymywaniu kontaktu z matką, która presiżu nie dodaje. tak, bo rodzice sa po to, zeby prestizu dodawali doroslym dzieciom. Co ja mam biedna zrobic, moja matka po zawodowce, nie moze mowic z akcentem, jezykow nie zna, swiata nie zwiedzila, a ja doktorat na amerykanskim uniwersytecie zrobilam. Powinnam sie jej wyprzec, taki obciach......
          Wszystko zalezy od rodziny, wiekszosci dzieci z rodzin emigranckich ktore znam, sa dumne, ze mowia innym jezykiem, a tubylcy podkreslaja, ze im zazdroszcza dwujezycznosci, to sami placa za to pieniadze, i ze dzieci moga za granice wyjechac, do rodziny, a oni musza sami.....

          Cytat Jedną z moich krewnych porszucił facet - została na emigracji zupełnie sama, bez nikogo bliskiego, choć ma dzieci i wnuki. sorry, ale jezeli ktos jest tak nieudolny spolecznie, ze caly swiat zamyka sie wokol faceta i dzieci i niczego poza tym, to tylko wspolczuc, sama sobie winna, nie okolicznosci.

          Ty wszystko przez wlasny, mocno przesadzony czarno-bialy filter przepuszczasz i robisz uogolnienia podawane jako absolut.
        • metwoh Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:54
          Przygadywała emigracji diasporasmile
      • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:32
        "Dzieci nie musza znac polskiego, teraz w cenie jest nagielski, dzieci nie musza znac sowich dizadkow, umra i tak. "

        - tak stabilność finansowa jest ważne, ale to co tu napisałaś to straszne głupoty.
        Mam znajomych w Anglii, mają dzieci, chodzą do szkół angielskich, ale i szkółki polskiej. Można.
    • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:42
      A jaki masz pomysł na życie w Polsce?
      • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:45

        amonette napisała:

        > A jaki masz pomysł na życie w Polsce?

        - no na razie napisała,że 2 lata mogą żyć z oszczędności. A prawda jest taka, że chociaż jedno powinno mieć jakaś pracę nagraną, a nie rzucać wszystko .
        • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:00
          Dokładnie tak. Na razie ona jęczy nie przedstawiając konkretów, mąż za nich myśli.
          Jakby mi partner przedstawił projekt przeprowadzki "w nic" bo tam mamusia i dawne koleżanki i życia za oszczędności, pogoniłabym w diabły.
    • alabama8 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:44
      Mam znajomych w Kanadzie. Wyjechali z Polski, znaleźli pracę w służbie zdrowia (nie lekarze, ale raczej "opiekunowie" osób straszych). Czyli robota mało ambitna. Chcieli wracać do Polski, przyjechali na przeszpiegi. Tam mają duży, zaj...y dom, dwa samochody typu SUV, dzieciaki w kanadyjskich szkołach.
      Na co było by ich stać po powrocie do Polski gdyby chcieli pracować w podobnym zawodzie? Wynajęta kawalerka i jazda autobusem - bo tu za płacę opiekuna nie wyżyjesz.
      • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 13:57
        Jak czytam na forach wątki o ludzkich problemach, to okazuje się, że cierpi się rzadko z powodu braku dwóch samochodow i zaj....go domu. Jest co najmniej 100 powodów do szczęścia i tyleż nieszczęść. A tutaj sprowadza się wszystko do kasy i na tej podstawie oceniacie, gdzie ludziom będzie lepiej.
        Własnie dlatego uwazam, że dobrze by było, aby nie tylko emigrantki wypowiadały się w tym wątku. Bo najwyraźniej jest to grupa, która nie potrafi spojrzeć na życie z innej perspektywy, niż kasa i samochód.
        • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:04
          problem polega również na tym, że emigrują umówmy się głównie osoby, którym w kraju się po prostu nie udaje, ewentualnie zagranicą na pewno będzie im lepiej
          często okazuje się, że faktycznie im się polepszyło, no i stąd takie komentarze

          znamienne jednak dla mnie jest to, że o ile ja np. rozumiem, że niektórym może być lepiej w PL a innym w UK czy innej Holandii, to zdaniem emigrantów (a przynajmniej powyżej opisanej grupy) na obczyźnie ZAWSZE KAŻDEMU jest lepiej smile))
          • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:12
            nie wrzucaj wszystkich emigrantow do jednego worka, to raz
            a dwa, ze jak sie pomieszka za granica i odzwyczai od roznych kwiatkow z polskiego poletka - dla mnie sluzba zdrowia to absolutny numer jeden - to rzeczy, ktorych ty nie dostrzegasz na codzien moga byc wiekszym anty-argumentem niz finanse
            nam by sie na przyklad finansowo powodzilo lepiej niz w polsce, zamknelam firme i tu zaczynam od zera, ale i tak wracac nie chce, jesli juz, to bym sie chetnie gdzies dalej w swiat powlokla
        • donkaczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:06
          serio?
          to jakies inne watki czytamy

          inna sprawa, ze problemy finansowe sa glowna przyczyna kryzysow w rodzinie i glowna przyczyna niezadowolenia z zycia, jesli ktos lubi boksowac sie z budzetem do pierwszego i wystarcza mu to za wszystkie rozrywki, to rzeczywiscie temat pieniedzy mozna ominac, jesli za to ktos jednak lubi komfort nie martwienia sie o stan konta, to jednak zagranica daje ten luksus, ze sie zyje latwiej
          bo po coz innego ludzie wyjezdzaja? glownie z powodow finansowych przeciez, duzo rzadziej z ciekawosci czy przypadku
          kazdy musi sam sobie zwazyc za i przeciw, a wpis zalozycielki to takie jojczenie bez sensu, w zasadzie zaden konkretny argument oprocz dziadkow do opieki nie pada, ai ten jest absurdalny
        • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:08
          No i wypowiadam się ja, nie-emigrantka, które szwagierka wróciła, przeżyła szok relacji zarobków do siły nabywczej tychże zarobków i wróciła do Londynu, gdzie urodzi niedługo swoje pierwsze dziecko, mają o niebo lepsze warunki do jego wychowania niż w Polsce.
          I owszem, nie można sprowadzać wszystkiego do kasy, ale mając rodzinę trzeba za coś, z czegoś żyć i nie mogą to być przejedzone przez dwa lata oszczędności.
          • yoko0202 przestańcie pitolić 28.06.12, 14:18
            i robić z całej nacji Polaków bandy nieudaczników, którzy nie umieją znaleźć sobie roboty żeby utrzymać rodzinę
            jak ktoś nie umie, i musiał wyjechać, to nie moja wina, dla mnie niech jedzie i na jamajkę

            nie znam ludzi bez pracy, mieszkam w wawie i średnia zarobków wśród znanych mi osób to od 4 tys./osobę wzwyż. Dycha na rodzinę to chyba nie jest mało? Nawet na wiosce zabitej dechami, gdzie mam działkę, sąsiad zarabia ponad 3, a na polską wieś to naprawdę jest bardzo dobrze - żona kolejne 2, i właśnie wykańczają nowy dom
            jak ktoś chce i coś sobą reprezentuje, to pracuje.

            aha, ja w PL w przeliczeniu na GB mam więcej, niż znajoma w UK, która siedzi tam od lat na wysokim stanowisku w banku. a teraz mnie zjedzcie.
            • donkaczka Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 14:57
              ale o czym ty piszesz? zarobkami sie chcialas pochwalic? bo chyba gdzies zgubilas sens dyskusji

              poczytaj watki na forum ile ludzie zarabiaja i jak jest latwo o prace, porownywalnie za granica po prostu jest latwiej i juz, skoro ci co im sie nie udalo w polsce jakos daja sobie rade za granica, prawda? no to chyba jest argument przeciwko wracaniu
            • marzeka1 Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 14:57
              yoko0202 napisała:

              > i robić z całej nacji Polaków bandy nieudaczników, którzy nie umieją znaleźć so
              > bie roboty żeby utrzymać rodzinę
              > jak ktoś nie umie, i musiał wyjechać, to nie moja wina, dla mnie niech jedzie i
              > na jamajkę
              >
              > nie znam ludzi bez pracy, mieszkam w wawie i średnia zarobków wśród znanych mi
              > osób to od 4 tys./osobę wzwyż. Dycha na rodzinę to chyba nie jest mało?
              Nawet
              > na wiosce zabitej dechami, gdzie mam działkę, sąsiad zarabia ponad 3, a na pols
              > ką wieś to naprawdę jest bardzo dobrze - żona kolejne 2, i właśnie wykańczają
              > nowy dom
              > jak ktoś chce i coś sobą reprezentuje, to pracuje.
              >
              > aha, ja w PL w przeliczeniu na GB mam więcej, niż znajoma w UK, która siedzi ta
              > m od lat na wysokim stanowisku w banku. a teraz mnie zjedzcie.
              >

              - teraz ty pitolisz i tyle; serio nie umiesz wyściubić nos poza Warszawę?? Mieszkam na Mazurach, mamy pracę z mężem, niezłe dochody, jestem zadowolona, ale widzę, co się dzieje; u mnie pensja 1500 zł to norma- mimo że takiej nie mam; ba- znalezienie pracy za 1500 zł. zaczyna w moim mieście być marzeniem, więc nie pitol , czy to mało 10 tyś na rodzinę, bo sama wiesz, ze dużo i starczyłoby na normalne życie.
              • sniyg Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 15:18
                marzeka1 napisała:

                > - teraz ty pitolisz i tyle; serio nie umiesz wyściubić nos poza Warszawę?? Mies
                > zkam na Mazurach, mamy pracę z mężem, niezłe dochody, jestem zadowolona, ale wi
                > dzę, co się dzieje;

                No widzisz, twoja wypowiedź jest doskonałą ilustracją do zdania o szklance do połowy pustej, lub pełnej.

                Mieszkasz na Mazurach, dobrze ci się wiedzie, jesteś z życia zadowolona, masz niezłe dochody, a mimo to udowadniasz jak to jest źle, bo "widzisz co się dzieje".
                Tobie jednak, mimo tego "widzenia", się udaje, dlaczego ma się nie udać innym?
                • marzeka1 Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 15:42
                  Bo ja mam 21 lat pracy; a piszę o ludziach, którzy wchodzą w dorosłe życie; wchodziłam na rynek w zupełnie innych realiach. I mam tego świadomość.
                  • sniyg Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 15:57
                    Ok, marzeka. Tyle, że jeżeli piszesz o ludziach młodych, którzy wchodzą dopiero na rynek pracy, to sytacja w Polsce nie jest wcale gorsza od tej w całej Europie.

                    Trochę danych :
                    w Hiszpanii bez pracy jest 42 proc. młodych, w krajach nadbałtyckich, Grecji i Słowacji – ponad 30 proc., w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech i Szwecji – ponad 20.
                    • marzeka1 Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 16:24
                      Ok, ale mimo to i tak z Polski wyjeżdża mnóstwo młodych.
                      • yoko0202 Marzeka 28.06.12, 16:29
                        marzeka1 napisała:

                        > Ok, ale mimo to i tak z Polski wyjeżdża mnóstwo młodych.

                        z tym mnóstwo to bym nie przesadzała, boom się skończył
                        ten kto chce niech wyjeżdża, ten kto chce niech wraca, kurde, jak kogoś przyciśnie to argumenty nie mogą polegać na tym, że 'u mnie w mieście jest ciężko'
                        a w tym raju nie bywa ciężko? bywa, kumpel w LON bez roboty 4 miesiące chodził, a świetny fachowiec, prawie wrócił ale załapał się na kontrakt, z tym że tylko na pół roku, co dalej nie wiadomo, to nie jest tak że po przekroczeniu granicy czeka robota, chałupa i high life, tam też jest kryzys.
              • yoko0202 Re: przestańcie pitolić 28.06.12, 15:24
                wybolduję dla ułatwienia (apropos mojego postrzegania rynku pracy przez pryzmat wawy)

                Nawet na wiosce zabitej dechami, gdzie mam działkę, sąsiad zarabia ponad 3, a n
                > a pols ką wieś to naprawdę jest bardzo dobrze - żona kolejne 2, i właśnie wykań
                > czają nowy dom


                > znalezienie pracy za 1500 zł. zaczyna w moim mieście być marzeniem, więc nie p

                to się jeździ do pracy do miasta obok.

                aha, mam sporą część rodziny w niewielkim miasteczku na południu PL, ogólnie statystycznie określane jako biedne miasto, i jakieś cuda wianki bo wszyscy z rodziny łącznie z tegorocznymi maturzystami mają pracę, mieszkania, a wujek to nawet nowy samochód kupił.
        • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:11
          Tzw szczęście musi mieć jakieś podstawy materialne. Nie jestem przeciwna powrotowi, ale nie w próżnię. Takie stawianie sprawy jest nieco histeryczne i niedojrzałe.
          • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:14
            amonette napisała:

            > Tzw szczęście musi mieć jakieś podstawy materialne. Nie jestem przeciwna powrot
            > owi, ale nie w próżnię.
            Takie stawianie sprawy jest nieco histeryczne i niedojr
            > załe.

            DOKŁADNIE!!!
            • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:18
              Alez ja nie zaprzeczam, banalnie byłoby przypominac, że co prawda pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich nie da się żyć. smile sęk w tym, żeby wszystkie okoliczności brac pod uwagę, a nie wyłącznie aspekt materialny
              • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:25
                Tylko jak tą konkluzję dopasować do jęków autorki i żądania powrotu bez żadnego backupu na zasadzie BO JA CHCĘ i "jakoś to będzie" ???? A w życiu.
                Współczuję mężowi. Trzylatka sie zabawi i przekona do rozsądnego zachowania. Taką panią trudniej.
                • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:48
                  "bez backupu" to się ewentualnie wyjeżdża.
                  wraca się do domu, do rodziny, na stare śmieci - dla mnie było to normalne, że jak siostra wróciła z córką, to kilka tygodni przemieszkała u rodziców, a ja już wcześniej nagrałam jej robotę. w rezultacie znalazła sobie własną, ale chodzi o to, że przyjechała do domu, więc jak ktoś jest zżyty z rodziną to na luzie może spakować plecak i wsiąść do samolotu

                  • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:55
                    Ale co dalej? Do mamusi w pewnym wieku można w gości.
                    • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:09
                      ale ja nie wiem, naprawdę, tylko że skoro to pragnienie jest tak silne, to może trzeba zacząć coś kombinować?
                      na pewno bliscy, rodzina, perspektywa pracy, to już jest spory kapitał
                      kurde przecież to jest Polska a nie Etiopia, mnóstwo ludzi żyje tu normalnie

                      rozumiem autorkę, bo sama jestem niesamowicie zżyta z najbliższą rodziną - dopiero od 3 lat jesteśmy po baaaardzo długim okresie w komplecie w PL i już tak chyba zostanie; nie, pod względem finansowym nie każdemu jest lepiej, ale wszyscy są zadowoleni i jesteśmy w domu. Rodzice wrócili planowo, choć wiedzieli że stopa życiowa im się obniży, i nie żałują. Ja się miotałam, w końcu usiadłam na tyłku i nie żałuję. Siora przyjechała w ciemno, na skutek posiadania męża o poglądach podobnych do męża autorki jest samotną matką, pan tatuś od 2 lat nie pojawił się ani razu, ale ona nie żałuje.
                      Czasami fakt, że znalazło się swoje miejsce na ziemi ze swoimi ludźmi znaczy milion razy więcej niż to, ile się zarabia, bo jak człowiek sprawny i ma chęci, to spokojnie wszędzie zarobi na podstawowe utrzymanie.
                      • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:10
                        tutaj dodam dla równowagi, że przyjaciółka siedzi w Londynie, poznała faceta, bardzo im kibicuję i odradzam powrót - z rodziną skłócona, właściwie nic jej tu nie trzyma, tam radzą sobie świetnie.
                        • amonette Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:21
                          A ja rozumiem męża - nie umiałabym się de facto cofnąć bo partnerka tęskni za mamusią. Mogłabym, ale mając realny plan.
                          Z tym, że ciężko taki plan wypracować, jak się nie ma do tego przekonania i po prostu tego nie chce. "Poświęcenie" to kiepska motywacja, szczególnie skoro się dużo traci dla de facto czyjegoś dobrego samopoczucia. Może nad tym trzeba popracować - czyli perspektywami dla autorki? Tam lub tam?
                          Bo w Polsce ona też wraca "do mamusi" - a cała proza na głowie małżonka. Suuper z jego punktu widzenia.
                          • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:27
                            no ok, ale tutaj się rozbija chyba o to, że oni się wcześniej umówili, że ma być 2 lata, autorka mówiła że nie chce mieszkać zagranicą na stałe, czyli sorry ale wiedziała czego chce i widziała przyszłość inaczej. A tu 7 rok leci i zero rozmowy, to nie fair.

                            może pan mąż liczył, że jakoś to będzie i zapomni a tu zonk.
                            • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:38
                              yoko0202 napisała:
                              Cytat no ok, ale tutaj się rozbija chyba o to, że oni się wcześniej umówili, że ma być 2 lata, autorka mówiła że nie chce mieszkać zagranicą na stałe, czyli sorry ale wiedziała czego chce i widziała przyszłość inaczej. A tu 7 rok leci i zero rozmowy, to nie fair.
                              bo zycie nie jest fair, gdyby wszyscy dotrzymywali umow i przysieg to nie byloby rozwodow, po przysiedze "nie opuszcze Cie az do smierci". Okolicznosci sie zmieniaja, ludzie sie zmieniaja, jezeli kompromisu nie da sie wypracowac, i kazda strona bylaby poszkodowana i miala gelbokie poczucie niesprawiedliwosci to przeciez nikt nikogo na sile nie trzyma. Autorka moze wyjechac do Polski, gdzie ma znalezc dobra prace i bedzie miala wsparcie w rodzinie i przyjaciolach. Maz zostanie, gdzie mu lepiej. dziecko bedzie jezdzilo na wakacje i ferie do ojca. Jedynego czego pewnie nie powinna do miksu dokladac to kolejne dziecko. Poza tym zadna tragedia, skoro tak mocno czuje. czuje, co czuje, i nikt nie moze jej powiedziec, co powinna czuc, a czuje, ze ma wyjechac.
                              • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:51
                                > bo zycie nie jest fair, gdyby wszyscy dotrzymywali umow i przysieg to nie bylob
                                > y rozwodow, po przysiedze "nie opuszcze Cie az do smierci". Okolicznosci sie zm
                                > ieniaja, ludzie sie zmieniaja, jezeli kompromisu nie da sie wypracowac, i kazda
                                > strona bylaby poszkodowana i miala gelbokie poczucie niesprawiedliwosci to prz
                                > eciez nikt nikogo na sile nie trzyma. Autorka moze wyjechac do Polski, gdzie ma
                                > znalezc dobra prace i bedzie miala wsparcie w rodzinie i przyjaciolach. Maz zo
                                > stanie, gdzie mu lepiej. dziecko bedzie jezdzilo na wakacje i ferie do ojca. Je
                                > dynego czego pewnie nie powinna do miksu dokladac to kolejne dziecko. Poza tym
                                > zadna tragedia, skoro tak mocno czuje. czuje, co czuje, i nikt nie moze jej pow
                                > iedziec, co powinna czuc, a czuje, ze ma wyjechac.

                                zgadzam się z Tobą, i właśnie o tym 'czuciu' tu cały czas piszę, z doświadczenia zresztą, a tu wszyscy tylko o tej bardziej zielonej trawie
                          • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:32
                            Dlaczego uważacie, że pieniądze są najważniejsze w życiu?

                            "Poświęcić" siebie dla pieniędzy jest oznaką dorosłości, zaś troska o potrzeby psychiczne
                            jest oznaką "wracania do mamusi" czyli oznaką infantylizmu?
                            Pomijając już kwestię, że osoby dorosłe dotrzymują umów, a te dwie konkretne osoby umówiły się, emigrują czasowo, to czytając ten watek powstaje dość przygnębiająca konkluzja, że dla osób, które wyjechały najważniejsza jest kasa, a cala reszta potrzeb psychicznych człowieka jest zupełnie nierozumiana i lekceważona.
                            • olena.s Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 23:13
                              Ja nie myślę, żeby to koniecznie była kwestia forsy.
                              W Europie Zachodniej wyższy jest poziom cywilizacyjny, i tego doświadcza się w zasadzie bez względu na większe czy mniejsze dochody indywidualne. Myślę, że reemigranci na zachód wyjeżdżają (wracają?) głównie z tego względu: łatwiejsze kontakty w urzędach, bardziej przewidywalne prawo, więcej pomocy państwa przy dzieciach. Plus i Niemcy i GB to sa zwyczajnie o wiele większe kraje, bardziej kosmopolityczne i dające generalnie większe możliwości. Zwłaszcza odczuwają to pewnie ci, którzy w Polsce mieszkali w małych ośrodkach, takich co to wszyscy wszystko o człowieku wiedzą.
                              Co nie zmienia faktu, że pewnych zawodów nie da się uprawiać z powodzeniem za granicą, albo też o wiele trudniej niż w PL jest zacząć je uprawiać - humanistyka, na przykład. I w ogóle wszystko, co wymaga doskonałej znajomości języka.
                              Merytorycznie moim zdaniem mąż ma celniejsze argumenty, praktyczne względy przemawiałyby za pozostaniem rodziny za granicą. Ale skoro autorka wątku jest nieszczęśliwa i wyobcowana, to waga tych praktycznych argumentów maleje.
                              Niemniej dla autorki wątku nie ma dobrego rozwiązania, bo jeżeli w małżeństwie jednego serce ciągnie w lewo, a drugiego - w prawo, to perspektywy nie są najlepsze.
                              • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 10:25
                                Olena, wszystkie badania wyraźnie wykazują, że głównym powodem emigracji są powody
                                finansowe - chęć lepszych zarobków. Większość wypowiadających się w tym wątku również
                                podkreśla kwestię zarobków i stanu posiadania.
                                Pieniądze to nie jest rzecz zła, nie trzeba się wstydzić, że człowiek ich pragnie i z tego powodu umniejszać ich znaczeniesmile

                                Zastanawia mnie tylko, gdzie kończy cena, jaką można za nie zapłacić?
                                Bo trudno udawać, że emigracja nic nie kosztuje.
                                Że kosztuje, widzi to autorka wątku. Podejrzewam, że widzą też inne osoby, dlatego odczucia autorki są lekceważone, ośmieszane, pojawiają się teksty "chcesz wrócić do mamusi", "jesteś romantyczką" itd.
                                Inaczej trzeba by się skonfrontować z własnymi emocjami, z ceną którą się płaci za "odrobinę luksusu".

                                • kiniox Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 11:03
                                  Bycie romantyczką nie jest złe jako takie. Dla mnie nie jest to zarzut wobec autorki wątku. I naprawdę są ludzie, dla których więzy rodzinne niewiele znaczą. Dla mnie znaczą, żeby było jasne, tylko moje podejście do życia jest dość pragmatyczne. Rozmowami z mamą nie zaspokoję mojego żołądka, ani ambicji, ani nie zabezpieczę przyszłości moich dzieci. Bo w moim przypadku pieniądze są miłym skutkiem ubocznym tego, że mój zawód jest bardziej ceniony zagranicą, niż w Polsce. W Polsce po prostu nie ma bardziej prestiżowego miejsca, w którym mogłabym go wykonywać, a nie chcę się cofać zawodowo. Za to jestem w stanie zapłacić wysoką cenę (rozstanie z rodziną i przyjaciółmi), stąd uważam, że argumenty autorki wątku są ważne i nie powinno się z automatu zakładać, że to ona powinna ustąpić.
                                  • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 11:43
                                    No ok, ale chodzi właśnie o to, że twoja sytuacja jest inna niż autorki watki.
                                    Ona sama twierdzi, że pracę bardziej prestiżową, a nawet lepiej płatną, miałaby w kraju.
                                    Do tego dziecko (w przyszłości dzieci) miałyby zapewniony bliski kontakt z dziadkami, a ona sama pomoc rodziny, co zważywszy na chęć urodzenia drugiego dziecka jest istotnym aspektem.
                                    No nie da się utrzymać takich relacji na linii dziadkowie-wnuki będąc daleko, nie jest prawdą że kontakt przez telefon czy gadu-gadu zastąpi rozmowę i fizyczną bliskość.
                                    Skoro odczuwa brak więzi rodzinnych widocznie są dla niej ważne. Może pochodzi z rodziny dającej sobie nawzajem duże wsparcie, miała dobre, bliskie relacji i zwyczajnie za nimi tęskni.

                                    To trochę dziwne, lekceważenie relacji rodzinnych na tym forum, zwłaszcza, że tyle tu marzeń o dużych rodzinach, dzieciach, żali na dziadków i babcie, którzy się nie chcą zbytnio angażować w pomoc przy wnukach.
                                    A tu ktoś to miał, zostawił, tęskni, ale nagle okazuje się to zupełnie nieistotne.

                                    Wygląda na to, że nie ma znaczenia również sama sytuacja autorki wątku - nieważne, że osiągnie więcej w kraju jeśli chodzi o jej pozycję zawodową, nieważne że będzie miała większą samodzielność, nie ważne, że będzie miała wsparcie rodziny w chwili gdy będzie w ciąży, w połogu i po urodzeniu małego dziecka - powinna to wszystko poświęcić dla kariery męża. To bardzo ciekawe zdanie jak na to forum, gdzie przecież tyle jest skarg na trudną sytuację kobiety w patriarchalizmie.
                                    • kiniox Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 11:55
                                      Ja się z Tobą bardzo zgadzam. I wypowiedziałam się niejako w samoobronie, bo akurat pisałam coś o romantyzmie i chciałam się obronić, że nie miałam nic złego na myśli. Doskonale rozumiem autorkę wątku i zupełnie nie uważam, że powinna zrezygnować ze swoich potrzeb dla kariery męża. Moim zdaniem powinna się zastanowić, jak bardzo jej zalezy na przeforsowaniu swoich potrzeb, jeśli pokojowe załatwienie sprawy nie wchodzi w grę i dostosować działanie, do stopnia swojej determinacji. Zupełnie nie uważam, że powinna się automatycznie poświęcić, chociaż dopuszczam możliwość poświęcenia się. Ale masz rację, sporo tu zaskakującyh opinii w kontekście ogólnego ematkowego folkloru.
                                    • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 11:55
                                      Szkoda, że taka sensowna wypowiedź zginie w tym wątkusmile
                                • olena.s Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 12:19
                                  Oczywiście, że pieniądze są głównym początkowym impulsem. Albo pieniądze i możliwość rozwoju zawodowego. Tylko że tu nie mówimy o starcie emigracyjnym tylko o osobach z pewnym stażem. A tu pewną rolę grają też inne życiowe czynniki.
                                  Na przykład jadąc do Timbuktu poza pieniędzmi nadziewasz się też na o wiele gorszy cywilizacyjnie system. A jadąc do Londynu - na lepszy. Więc opuszczając Timbuktu dla, dajmy na to, Białegostoku wracasz do większej wygody. A opuszczając Londyn - do mniejszej.
                                  Emigracja kosztuje, nikt nie przeczy. Dla jednych ta cena jest warta zapłacenia, dla innych nie. Ja na przykład nie wyjechałabym na stałe i daleko za życia rodziców. To by dla mnie była cena za wysoka. A teraz mimo cierpień pustynnych (klimat, jałowość intelektualna) płacę nimi bez narzekania za zalety mojego miejsca - głównie szkolno-wychowawczo-językowe.
                          • confjuzdotkom Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 30.06.12, 11:37
                            Tak czytam sobie te wypowiedzi raz jeszcze i nie moge wyjsc z podziwu jak wiele rzeczy czlowiek jest w stanie sobie dopowidziec zeby wyszlo na jego.
                            Gdzie ja napisalam, ze wyjezdzalabym w ciemno i ze ciezar ogarniania powaznych spraw rodzinnych spoczywa u nas na barkach biednego uciemiezonego meza?
                            Akurat jest zupelnie odwrotnie. Meza mam z tzw. wygodnych i choc ma wiele zaletsmile, to jest wygodnicki i w sprawach niefajnych jest przez to wygodnictwo dupa organizacyjna... cala proza zycia spoczywa na mojej glowie - od rachunkow, zakupow, ogarniania codziennego domu az po zalatwianie fasycnujacych spraw typu wymiana akumulatora. On pracuje, czasami zajmuje sie dzieckiem, ewentualnie zaplanuje nasze wakacje, czasem skosi ogród. Od czarnej roboty jestem ja. Jesli zdecydujemy się na probe powrotu to on rowniez ma mozliwosc wziecia gap year w pracy. Pracuje w bardzo duzej firmie i w najgorszym wypadku moze do Anglii wrocic, i bedzie czekac na niego na to samo stanowisko, te same zarobki. Jakiegos super wielkiego cisnienia na kariere tez nie ma, w swojej pracy na mozliwosci awansu ale nie jest nimi zainteresowany bo wystarcza mu to co ma. W Polsce ze swoim doswiadczeniem analogiczna prace z pewnoscia wczesniej czy pozniej znajdzie, tylke ze zarobi pewnie mniej i dojdzie uzeranie sie z 'kultura pracy' w sieciowce, ktora niestety w Polsce jest jaka jest i trzeba miec duzo szczescia by trafic na fajny zespol. Ale nawet kwestia ewentualnego dostosowania się do nowej pracy tez nie jest jakimś wielkim problemem dla niego. I maz, i ja dostalismy juz w zyciu po dupie i jak bedzie koniecznosc poradzenia sobie z nawet bardzo stresujaca sytuacja czy realiami to damy rade. On jest osoba unikajaca sytuacji konfliktowych i zdecydowanie ich nie szuka, a jednoczesnie potrafi sobie z nawet duza presja poradzic. Kwestia tylko tego, ze znowu - ja czuje potrzebe zmiany, i biore na klate ewentualne bole z tym zwiazne, a on tej potrzeby nie czuje, wiec naturalnie sie przed tym wszystkim broni.
                            Tak wiec nie jest tak, ze ja jestem jakaś wstretna harpia ktora zmusza biednego wrazliwca do rzucenia sie w szpony brytalnego rynku pracy i okropnej nieprzyjaznej polskiej rzeczywistosci...

                            Innymi slowy argument o cofaniu sie odpada. Maz wracajac do Polski nie traci wlasciwie wiec nic, chodzi tylko o to, ze bedzie sie musial ruszyc z tak wygodnego mu komfortu. A nawet te jego ruszenie sie bedzie sto razy bardziej obciazajace dla mnie, nie dla niego, bo on pewnie jedynie bedzie mi pomagal przy pakowaniu i potem wsiadzie w samolot... a wszystkie formalnosci zwiazane z zawieszaniem zycia w Anglii i odwieszaniem go w Polsce, plus zalatwianie transportu, szukanie nowego mieszkania itepe, itede, jak zwykle zalatwie ja.
        • rosapulchra-0 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:19
          Kasa = wolność. Czy tego chcesz, czy nie.
          • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:21
            czy jesteś w stanie podać mi rzeczowe, bezstronne, obiektywne argumenty, dlaczego w PL nie można zarobić kasy?
            ewentualnie, dlaczego autorka wątku nie zarobi kasy, nie utrzyma się, czyli nie będzie wolna?
            • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:23
              yoko0202 napisała:

              > czy jesteś w stanie podać mi rzeczowe, bezstronne, obiektywne argumenty, dlacze
              > go w PL nie można zarobić kasy?
              > ewentualnie, dlaczego autorka wątku nie zarobi kasy, nie utrzyma się, czyli nie
              > będzie wolna?
              >
              tutaj tak dla ułatwienia cytat z pierwszego postu autorki
              "chociaz w Polsce mialabym bardziej prestizowa i docelowo lepiej platna prace. "

              no chyba że przyjmiemy z góry, że jest to niemożliwe aby w tej strasznej Polsce praca mogła być lepsza i bardziej prestiżowa niż zagramanicą
              • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:26
                ""chociaz w Polsce mialabym bardziej prestizowa i docelowo lepiej platna prace. "

                - to tylko tryb przypuszczający; a nie : mam pracę, która na mnie czeka, bo zrobiłam "wywiad", wysłałam cv, kontaktowałam się z przyszłym pracodawcą... tryb przypuszczający to zwykłe gdybanie.
                • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 15:21
                  za to tryb orzekający "mam pracę", to - i w Polsce, i w Anglii -znaczy "nie wiem, czy za miesiąc będę ją miała" smile
              • lady-z-gaga Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:30
                Autorka, zdaje się, w ogóle nie napisała, gdzie w Polsce miałaby mieszkac i pracować, a i tak wszyscy wiedzą, że pracy na pewno nie ma wink
                Zawodowo on ma lepiej i latwiej tu niz w Polsce, ja mam podobnie i na obczyznie, i w Polsce,
                No i fajnie, najlepiej męża słuchać, a on akurat o własnym tyłku mysli i własnej karierze.
                • marzeka1 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:34
                  Nie, ale napisała o super pomyśle na życie: przejemy przez dwa lata nasze oszczędności, a ja urodzę dzieciątko.
                  • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:42
                    doczytaj, jeżeli chcesz się wykłócać:
                    "Pieniadze jakie otrzymam za macierzynski wystarcza na blisko 2 lata skromnego zycia w Polsce, nawet gdybysmy nie poszli do pracy, a takiej wersji nie zakladam."

                    wyjaśnię - autorka zakłada, że pójdzie do pracy, i to tej lepiej płatnej i prestiżowej
                    poza tym, o ile dobrze rozumiem, ma tam bliskich i rodzinę, więc domyślam się że byłoby łatwiej z małym dzieckiem, niż na emigracji z mężem widzącym tylko czubek własnego nosa.

                    i bez wygłupów, że przecież nie wie czy pracę w PL dostanie, itp., bo w tym całym jukeju to w sumie też nie wiadomo, czy utrzyma
    • sniyg Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 14:39
      Człowiek jest rozdarty, bo i tu źle i tam obco.
      To fakt, że pieniądze to nie wszystko, są rzeczy których się na nie nie kupi.
      Więzi rodzinne, miłość, bliskość rodzica, kumple znani od piaskownicy, żaden wyjazd tego nie zastąpi.
      To, że nie spotykasz się z kumplami dwa razy na tydzień, nie oznacza, że ich nie ma, gdy są potrzebni, człowiek tworzy całą siatkę kontaktów społecznych, którą traci wraz z wyjazdem.
      Żyjesz w kraju obcym kulturowo, językowo, mentalnie.

      Z drugiej strony, gdy człowiek przez kilka lat mieszka na obczyźnie i stęskniony wraca to ma problemy w drugą stronę - z powtórną aklimatyzacją.
      Okazuje się, że tu też już nie jest u siebie, rzeczywistość w Polsce bardzo szybko się zmienia, jest też strach jak się odnaleźć na rynku pracy.

      Emigracja coraz częściej zamyka drogę do kariery zawodowej w Polsce, po ewentualnym powrocie.
      Ostatnie badania pokazują, że szczególnie kobietom-emigrantkom jest trudniej znaleźć pracę.
      Wśród nich bezrobocie jest 3 razy większe niż wśród kobiet, które zostały w kraju.

      Jesteś w trudnej sytuacji i może zwróć się o pomoc do jednego z ośrodków prowadzonego przez Polish Psychologists Club, warto porozmawiać ze specjalistą, takich ośrodków powstało sporo, gdyż problem depresji, nerwic, obniżonego samopoczucia psychicznego, nałogów jest na emigracji spory i coraz częściej się o tym otwarcie mówi.
      • kietka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 16:42
        tam twoja rodzina, gdzie maz i dzieci, a nie mama i rodzenstwo.
        dorosnij kobieto i przestan karmic sie ułudą.
    • karo.8 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 17:08
      nie wracaj do PL.
      tęsknota tesknota.
      nie odnajdziesz sie tutaj. piszesz,ze zyjecie wygodnie. zapomnij o tym w pl.
      ciagle jakis stres ciagnie sie za czlowiekiem.
      a wy macie stala prace.
      narazisz cala swoja rodzine moze nawet na kryzys.
    • kiniox Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 17:32
      Moim zdaniem nie ma znaczenia, czy Ty masz rację, czy mąż w kwestii argumentów. Rację każdy ma swoją, bo każdy ma inne priorytety. Stąd uważam, że nikt Ci na forum dobrze nie poradzi, bo każdy ocenia po sobie. Cudze rozwiązania i doświadczenia nie zawsze pasują do naszego życia. Zwykle nie pasują. Natomiast to, co się według mnie liczy, to na ile wiążąca była "umowa" o wyjeździe jedynie na dwa lata. Jeżeli naprawdę tak się umawialiście i nie renegocjowaliście umowy w międzyczasie, to oczywiście masz prawo wyegzekwować realizację Twojego scenariusza bez względu na to, jakie masz ku temu argumenty i czy one męża przekonują, czy nie. Jeśli natomiast tak po prostu sobie gadałaś, a mąż tak po prostu sobie nie słuchał, albo miał podstawy sądzić, że to nie była umowa, tylko takie tam asekurowanie się, że zobaczymy, czy się ułoży (a przecież ułożyło się), to teraz niestety do Ciebie należy znalezienie wystarczająco dużej armaty z argumentami do powrotu. Dlaczego? Dlatego, że zawsze bardziej się musi wysilić i naprodukować ta strona, która chce zmienić stan rzeczy, niż ta, która go chce zachować. I to jest sprawiedliwe, moim zdaniem. W takim wypadku mąż wydaje się usprawiedliwiony i nie uważam, żeby to było lekceważenie Twoich potrzeb. Jeśli chcesz być skuteczna i postawić na swoim, musisz wytoczyć taki argument, który trafi do niego, a nie takie, które Ty najbardziej czujesz. Zastanów się, co jest w stanie JEGO przekonać do powrotu do Polski. Szukaj argumentów prawdziwych, ale niekoniecznie ważnych dla Ciebie, bo to nie o przekonanie Ciebie tu chodzi (Ty już jesteś przekonana). Powodzenia.
      PS Jeśli zaś liczyłaś na głosowanie, to ja dołączam mój głos po stronie męża.
      • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 18:05
        [quote] to oczywiście masz prawo wyegzekwować realizację Twojego scenariusza bez względu na to, jakie masz ku temu argumenty i czy one męża przekonują, czy nie. [/qoute] i myslisz, ze takie egzekwowanie pomoze zwiazkowi na dluzsza mete? Im bardziej przeciagasz na swoja strone, tym wiekszy opor materii po drugiej stronie. Ot taka nasza natura.
        Zapewniam, ze kazde, nawet najmniejsze niepowodzenie i niedogodnosc dla meza bedzie wina.... zony, swiadomie, czy podswiadomie, bo z gory bedzie jechal z negatywnym nastawiem i moze nawet podswiadomie sabotazowac np. szukanie pracy, bo zadna nie bedzie mu pasowala, bo sie nie bedzie zgadzala z tym co mial. Jak to wrozy zwiazkowi?
        Jezeli kazde ma mocne "czucie" i zdanie, czasami negocjacjowac po prostu nie ma czego, bo nie ma wspolnego interesu, a to jest clue negocjacji. Tu jest rozwiazanie tylko zero-jedynkowe, to tak jak nie mozna byc troche w ciazy, albo miec 1.5 dziecka.

        • kiniox Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 22:02
          myelegans napisała:
          > Jezeli kazde ma mocne "czucie" i zdanie, czasami negocjacjowac po prostu nie ma
          > czego, bo nie ma wspolnego interesu, a to jest clue negocjacji. Tu jest rozwia
          > zanie tylko zero-jedynkowe, to tak jak nie mozna byc troche w ciazy, albo miec
          > 1.5 dziecka.

          Co więc proponujesz? Siąść i płakać? Ja sugeruję rozwiązanie, które nie opiera się na wmawianiu kobiecie, że nie powinna czuć tak, jak czuje i że nie ma racji. Ma swoją rację, więc powinna spróbować ją wyegzekwować, a sposób zależy od tego, jak bardzo jest zdeterminowana oraz m.in. od takich okoliczności, jak istnienie, bądź nie umowy między nimi oraz od umiejętności znalezienia odpowiednich argumentów.

          myelegans napisała:
          i myslisz, ze takie egzekwowanie pomoze zwiazkowi na dluzsza mete?
          > Im bardziej przeciagasz na swoja strone, tym wiekszy opor materii po drugiej st
          > ronie. Ot taka nasza natura.

          Pytasz, co myślę. Myślę, że nie jest oczywiste, że poswięcić powinna się ona. Wiem oczywiście, że przyjęło się (chciałam napisać w polskiej kulturze, ale tak naprawdę, to niemal w każdej kulturze), że to żona rezygnuje ze swoich planów i marzeń, jeśli kłócą się z planami i marzeniami męża. Uważam to za niesłuszne. Tzn. nie wykluczam tego, ale nie powinno się to dziać automatycznie, bo tak. A ponieważ uważam też, że w tej sytuacji nie ma racji obiektywnej i zgadzam się z Tobą, że nie można być trochę w ciąży, to sugeruję rozwiązanie definitywne w jedną bądź w drugą stronę. A czy ono dobrze wpłynie na związek? Nie, nie wpłynie dobrze żadne rozwiązanie, do którego oboje nie będą przekonani. Jeśli mąż nie da się przekonać do powrotu i ona będzie żyła w przekonaniu, że zlekceważył jej potrzeby (zwłaszcza, jeśli naprawdę się umówili na powrót do kraju) to przecież też nie będzie z tego powodu szczęśliwa i kwitnąca. Osobiście uważam, że jej argumenty są równie ważne, chociaż ja, osoba romantyczna jak kalafior, bardziej poważam argumenty finansowe, a tęsknotę zamiatam pod dywan.
          • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 22:20
            czyli po prostu odwracasz w druga strone, bo maz tez czuje, co czuje i nikt nie zmieni tego jak ma czuc, przeciagajac go na swoja strone. Tu sie walczyc o wlasne racje na sile po prostu nie da, albo jedna strona dojrzeje SAMA albo nie, egzekwowanie, "bo mi kiedys obiecales i niezaleznie od tego jakie masz stanowisko na dzis mnie nie interesuje, MASZ sie dostosowac.

            jak dla mnie na razie sytuacja mocno patowa, w tych okolicznosciach przyrody, chyba ze okolicznosci sie zmienia, bo w tej chwili kompromisu, zeby byla jedna i druga strona zadowolona nie widze. W pol drogi tez sie trudno spotkac bez rozbijania rodziny pomiedzy 2 kraje.

            Ja bym wlasnie dla dzieci zostala, dala im kapital taki, zeby mogly swobodnie czuc sie wszedzie, dac im wyksztalcenie, zeby nie mialy barier jezykowych, ani kulturowych, ale to ja, romantyczna jak i Ty i do bolu pragrmatyczna. Zmienilo mi sie z macierzynstwem, przedtem powietrzem moglam zyc, na podlodze spac i w jednych portkach chodzic.
            • kiniox Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 22:31
              myelegans napisała:

              > czyli po prostu odwracasz w druga strone, bo maz tez czuje, co czuje i nikt nie
              > zmieni tego jak ma czuc, przeciagajac go na swoja strone. Tu sie walczyc o wla
              > sne racje na sile po prostu nie da, albo jedna strona dojrzeje SAMA albo nie, e
              > gzekwowanie, "bo mi kiedys obiecales i niezaleznie od tego jakie masz stanowisk
              > o na dzis mnie nie interesuje, MASZ sie dostosowac.

              A nie, nie. Tylko dlatego to proponuję jako ewentualność, że w obecnej sytuacji mąż stawia ją właśnie w takim położeniu, że ma się dostosować. Przy czym może zwróciłaś uwagę, że w moim pierwszym poście napisałam, że według mnie ten, kto chce zmienić status quo musi się postarać bardziej niż ten, który status quo chce zachować. I zagadzam się, że to sytuacja mocno patowa i nie wróżąca dobrze w kwestii porozumienia.
              • olena.s Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 09:34
                Tym bardziej, że gdyby mąż zgodził się na dwuletni powrót i byłby niezadowolony, ona przeciwnie, to znów by stali przed dylematem. Z tym, że wtedy straciłby zawodowo mąż...
        • czarnaalineczka Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 30.06.12, 12:01
          a jak wrozy zwiazkowi to ze facet olal ustalenia i teraz olewa uczucia i potrzeby zony ?
    • dynema Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 18:02
      Jesli wyjechalas bezposrednio po ukonczeniu studiow/szkoly to zastanow sie czy to nie jest to do czego tesknisz. Po powrocie moze sie okazac ze 7 lat pozniej zgrana paczka znajomych ma swoje dzieci i nie wychodzi juz na spontaniczne imprezy trwajace 2 dni, ze pracuja 5-6 dni w tygodniu i nie moga/nie chca sie spotkac czesciej niz raz na 3 miesiace.

      Nie wiem tez czy przeprowadzka w sytuacji kiedy zamierzasz zachodzic w ciaze, a wiec jedyna pracujaca osoba (i to jak pisalas na mozliwe gorszym stanowisku) bedzie twoj maz jest najlepsza decyzja.

      Jesli chesz wrocic to zacznij szukac pracy i zobacz na ile rynek cie wycenia. I kiedy zobaczysz jak sytuacja wyglada to przeprowadz z mezem dyskusje oparta na faktach. Jesli chesz to zacznij w kolejnosci: > praca > przeprowadzka > dziecko.

      Powodzenia
      • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 18:13
        dynema dobrze gada, dac jej wodki.

        I rowniez, na ile jest to decyzja emocjonalna "do tych wzgorz malowanych zbozem romaitem.." , a na ile realno/praktyczna: tu mam......, moje dzieci beda mialy......, moje wnuki beda mialy.... i tu nie chodzi o pieniadze.

        Ja po 10 latach chcialam wracac, bez pieniedzy, bo takich sie nie dorobilam, za to z dyplomem i doswiadczeniem, chcialam sprobowac: bo ojczyna, bo cos sie dac, czego sie nauczylam, bo moge sie dolozyc swoja cegielke, mialam glowe pelna pomyslow, szukalam, pisalam granty do UE, research proposals, etc. przekonywalam, walilam glowa w mur i nie.... przebilam. Moje pieniadze chcieli, ale mnie juz nie bardzo. Bilans mi wyszedl ujemny i przechylil szale w druga strone. Bez duzych kompromisow i przekreslenia killki ciezkich i pracowitych lat na emigracji nie daloby rady, i kiedys pewnie by mi sie czkawka odbilo.
        Sorry, nijak sie to nie ma do tematu, uskutecznilam samoterapie publiczna
        • confjuzdotkom Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 19:56
          Przyznam, ze zaskauje mnie sporo komentarzy jakie padly w tym watku.
          Nie rozumiem jak moja probe powrotu do Polski mozna widziec jako ucieczke do mamusi albo jako przejaw niedojrzalosci. Byc moze za malo szczegolow podalam, ale i tak post byl opasly.
          Wiec tak: nie jestem jakas siksa ktora kieruje sie emocjami, najzwyczajniej w swiecie uwazam, ze nadeszla pora na zmiane, wg mnie konieczna, i zastanawiam sie jak to przepriowadzic aby obie strony mialy poczucie ze ma to sens.
          Plan mam. Wracalabym do Warszawy. Prace zawsze znajde, mam spore doswiadczenie, pokonczone rozne kursy, jestem po anglistyce i zadnej pracy sie nie bojewink. Moge uczyc, tlumaczyc, pracowac w biurze. Nigdy nie mialam cisnienia na robienie kariery, praca jest dla mnie srodkiem a nie celem samym w sobie. Jestem w stanie zaakceptowac srednie zarobki jesli tylko uda sie pogodzic prace z rodzna, dzieckiem, docelowo - dziecmi. Teoretycznie w obecnej pracy w UK mialabym szanse na rozwoj ale to oznaczaloby koniecznosc 2-3 lat nauki i potem ciagle przynoszenie pracy do domu. A tak mam nizsza choc nadal znosna pensje i czas na dziecka i domu, ale prestiz pracy zupelnie przecietny. W Polsce nigdy nie mialam problemu z praca, z jej znalezieniem i utrzymaniem, mam sporo kontaktow w branzy tlumaczeniowo-edukacyjnej i nawet teraz cos od czasu do czasu robie na zlecenie, wiec o prace dla siebie sie nie boje. Bardziej boje sie o prace dla meza, on ma problem z tym, ze nie lubi sie zbytnio podporzadkowac sluzbistom i dretwym zasadom, i taki angielski bardziej wyluzowany styl pracy bardziej mu odpowiada. Ale tez na pewno nie siedzialby na tylku. O zyciu z kasy z macierzynskiego wspomnialam raczej tytulem stwierdzenia, ze mamy solidne zabezpieczenie gdyby jednak cos kiedys gdzies nie wypaliło.
          Co do kwestii nauki jezyka przez dzieci, kontaktow z rodzina itd. Nie wiem, moze jestem jakas dziwna ale wydaje mi sie, ze to chyba zdrowe i normalne, ze chce aby moje dziecko mialo swiadomosc skad sie wywodzi jej rodzina, jakie ma korzenie. Wydaje mi sie, ze jest pare rzeczy z ktorych mozemy byc dumni i chcialabym aby tozsamosc moich dzieci nie byla w jakims stopniu 'polska'. Jesli chodzi o rodzicow to maja swoje lata i na starosc chcialabym byc blisko nich aby w razie czego moc pomoc, odciazyc. W koncu oni cale zycie mnie wspierali, wiec nie potrafie widziec tego inaczej. I z zyciem na koszt mamusi czy chowaniem sie pod jej spodnice nie ma to nic wspolnego.
          Ciesze sie, ze niektorzy zrozumieli sens mojego dylematu. Nie chodzi tu o kase i gdybanie gdzie lepiej, bo i tu, i w Polsce jakos sobie poradze. I w UK, i w Polsce sa i beda aspkety godne docenienia jak i mrozace krew w zylach. Chodzi o podjecie zyciowej decyzji gdzie sie osiedlic i potrzebe porozumienia na tym tle z mezem, bo poki co inaczej to widzimy. Na realizacje jego wizji nigdy nie bedzie za pozno, natomiast na realizacje mojej - juz tak, zwlaszcza jak dzieci wsiakna w tutejszy system edukacyjny i mentalnosc,i za kilka lat dla nich Polska bedzie tylko krajem dziadkow i wakacji... jesli nie wroce w przeciagu kilku najblizszych latach to faktycznie pozostaje mi czekac do emerytury.
          • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 28.06.12, 22:53
            gratuluję zdroworozsądkowego podejścia i
            od razu potwierdzam, że w wawie w branży tłumaczeniowej, lektoring itp, z doświadczeniem spokojnie wyciągasz kilka tysięcy, i to często siedząc w chałupie, a jak masz dobre kontakty i pracoholizm Ci nie straszny (choć z potomstwem to ciężkosmile to i 2-3 razy tyle.
            no ale jak rozmawiać z mężem, to nie umiem poradzić smile
            • myelegans Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 15:32
              Widac po mnie zab czasu emigracyjnego, z ciekawosci przyrodniczej co to jest "lektoring" prowadzenie wykladow jako takich, na jakikolwiek temat byle po ang?
              • yoko0202 Re: Maz ma gdzies moje zdanie... 29.06.12, 15:49
                smile
                lektor, trochę co innego niż nauczyciel jęz. angielskiego, ale podobnie
                bardzo popularne, u nas ludzie już nie za bardzo chcą się uczyć gramatyki, wolą po prostu rozmawiać.
                za godzinę gadania na tematy różne, bardziej lub mniej życiowe, najchętniej z osobą na poziomie co najmniej near-native, są skłonni zapłacić poważne pieniądze
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka