Dodaj do ulubionych

Czworo dzieci w jednej izbie

    • ilonka001988 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 17:48
      Proponuje poczytać sławne forum "wielodzietni" - tam za taki post triss zostałaby nazwana paskudną egoistką, co miłości nie chce pomnażać tylko dobra materialne big_grin

      Na taką postawę składają się różne czynniki, ale obstawiam najbardziej bezmyślność, egoizm i brak empatii na potrzeby dzieci (ważne że JA chcę miec dużą rodzinę mając w d komfort reszty). Często ludzie z takimi cechami to ludzie fanatycznie religijni tongue_out

      A, no i miałam koleżankę, co na lekcjach zasypiała, ponieważ piastowała młodsze rodzeństwo podczas gdy jej matka rodziła KOLEJNE przez ciężką cesarkę i długi pobyt w szpitalu. Dziewczyna dużo kasy musi wydawać na antydepresanty...
      • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 17:59
        Litości, czego to się człowiek o rodzinach wielodzietnych nie dowie...

        Mój tata zawsze mówi "rodzinawielodzietnaipatologiczna" big_grin
        • czar_bajry Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 18:21
          triss czy Ty nie masz innych problemów?
          Co Cię obchodzi życie innych ludzi, sądzisz że masz patent na szczęście?
          Normalnie żałosne to jest....
          • heca7 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 18:51
            Nie wiem co jest z tymi nauczycielami akademickimi wink ale sąsiedzi moich rodziców mieli podobnie. Domek 3-pokojowy bez możliwości rozbudowy. Oboje doktorzy , dzieci czworo i babcia. Dzieci były takie głodne, że jak jedna z dziewczynek przychodziła do mnie to z zupy gorącej jak cholera wyciągała kawałek mięsa i szybko łykała. Tatuś kupował 20 dag białego chudego sera na całą rodzinę. Dzieci nogi miały krzywe , jak na beczece prostowane z braku odpowiedniego odżywiania. Oni robili kariery, uważali się za ę, ą , dzieci wszystkie wysyłali na grę na skrzypcach (żadne się do szkoły muzycznej nie dostało). Dziećmi zajmowała się babcia. A jak szli na spacer to potrafili wepchnąć dzieci na ogródek sąsiadów i pójść sobie bez pytania, dzwonków itd. po prostu bez słowa nie wiedząc czy ktoś z sąsiadów jest w domu.
            • andaba A ja jestem ciekawa 10.07.12, 19:05
              ...ile pałajacych oburzeniem ematek się w takich warunkach wychowała i na ludzi wyszła, pewnie z połowa, podobnie jak wychowała sie tak połowa moich znajomych, dwa pokoje na siedem osób to wcale nie taki kanał.

              Pewnie, ze teraz sie troche zmieniło, ale jednak takie warunki to nie najgorsze, co może dzieci spotkać. Bardziej mnie przeraża ten drugi tatuś i opieka naprzemienna, to jest dopiero kanał. Jak można mając dzieci z innym facetem zafundowac bidokom ojczyma? Nigdy bym dzieciom tego nie zrobiła.

              Pewnie że moze trafic na anioła, ale tak naprawdę nigdy tego nie wie, nieomylna taka baba nie jest, jakby była, to by siedziała z tym pierwszym. Dla mnie to to jest patologia.
              • kawka74 Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 19:16
                > , dwa pokoje na siedem osób to wcale nie taki kanał.
                >

                To JEST kanał.
                Chyba że ktoś wcześniej mieszkał w siedem osób w jednym pokoju, wtedy dwa mogą się wydawać pałacem.
                • triss_merigold6 Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 19:49
                  To nie dziwiło przed wojną czy współcześnie u biedoty z terenów popegeerowskich, Cyganów albo pokoleń zasiedlających mieszkania komunalne i od zawsze żyjących na łasce MOPS. Wiadomo, cudów, planowania przyszłości i myślenia abstrakcyjnego nie można się po nich spodziewać.
                  Dziwi natomiast u ludzi wykształconych, pracujących, organizacyjnie zaradnych i - wydawałoby się - mających jakieś pojęcie na temat potrzeb dzieci. Od nich można wymagać, od klasycznej patologii niekoniecznie.
                  • aandzia43 Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 19:54

                    > Dziwi natomiast u ludzi wykształconych, pracujących, organizacyjnie zaradnych i
                    > - wydawałoby się - mających jakieś pojęcie na temat potrzeb dzieci.

                    Hmmm... "mających jakieś pojęcie na temat potrzeb dziecka"... jesteś pewna? ;-P
                    • triss_merigold6 Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 20:00
                      Napisałam wydawałoby się.
                      Dzieci są czyste, najedzone, leczone, szczepione, samodzielne, wdrożone do wielu obowiązków domowych itd.
                      • andaba Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 20:05
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Napisałam wydawałoby się.
                        > Dzieci są czyste, najedzone, leczone, szczepione, samodzielne, wdrożone do wiel
                        > u obowiązków domowych itd.


                        Czyli tak naprawdę krzywda im sie nie dzieje.

                        Problemy emocjonalne to mają także jedynaczki z pałaców, więc może akurat nie tu tkwi przyczyna. Jak pisałam cała sytuacja rodzinna jest bardziej chora niż ciasnota, która na pewno nie jest cudowna dla dzieci, ale jak na razie są to małe dzieci, nawet ta 11-latka.

                        Z pewnością na miejscu rodziców wzięłabym roczniaka do swojego pokoju, podobie jak to małe jak sie narodzi, uszczęśliwianie starszych dzieci wyjącym w nocy przyrodnim rodzeństwem nie jest najlepszym pomysłem, to fakt.

                        Ale w końcu może ten roczniak spi z rodzicami, triss z nimi nie mieszka, a podkolorowane historie często lepiej się sprzedają.
                        • kawka74 Re: A ja jestem ciekawa 10.07.12, 20:24
                          Dzieci są czyste, najedzone, leczone, szczepione, samodzielne, wdrożone
                          > do wiel
                          > > u obowiązków domowych itd.
                          >
                          >
                          > Czyli tak naprawdę krzywda im sie nie dzieje.

                          Jeśli potraktujemy dziecko jak przeciętną krowę, to tak, można uznać, że krzywda im się nie dzieje.
                          BTW Chmielewska opisała zjawisko pięknie w swojej autobiografii:
                          "Brał ten dodatek robotnik niewykwalifikowany, niejaki Skwarek, osobnik pochodzenia chłopskiego, i widząc wysokość sumy, zdecydowanie przekraczającej jego zarobek zawodowy, spytałam:
                          — Panie, ile pan ma tych dzieci?
                          — Dziewięć — odparł Skwarek z dumą.
                          — To ile was razem w domu mieszka?
                          — Dwanaście, bo jeszcze i babcia.
                          Zainteresował mnie.
                          — A jakie pan ma mieszkanie? Duże?
                          — O, duże! Pokój mam i jeszcze kuchnię…
                          Nie była to żadna ironia ani też sarkazm, Skwarek był autentycznie zadowolony z ogromu apartamentu. Ogłuszył mnie tak, że o nic więcej nie zapytałam, a myśleć zaczęłam nieco później.
                          Wytworzone już wówczas normatywy, wspaniała przestrzeń mieszkalna, siedem metrów kwadratowych na jednego człowieka, zaledwie o metr więcej niż dla porządnej krowy, spadły na mnie w biurze projektów. Ze zgrozą zastanawiałam się, komu lęgną się te pomysły i kto je wprowadza w życie, aż wreszcie, na bazie Skwarka, odgadłam.
                          Jeżeli ktoś przez całe swoje dzieciństwo, a może i młodość, spał w jedenaście osób z całą rodziną na jednym przypiecku, rzeczywiście miał prawo wyrobić sobie odpowiednie poglądy. Rozumiem, dla takiego faceta sytuacja, w której w jednym pokoju sypiają tylko trzy osoby, i to każda na oddzielnym łóżku, musi prezentować sobą coś w rodzaju nieba. Szczyt luksusu. Niczego więcej po prostu nie można sobie wyobrazić."
                        • czarne-jagody Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 08:23
                          Też wydaje mi się, chociaż nikt dokładnie sytuacji rodziny nie zna, że starsze dzieci duzo bardziej cierpią z powodu rozbicia rodziny niz ciasnoty w mieszkaniu.
                          • zuzanna56 Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 09:48

                            czarne-jagody napisała:

                            > Też wydaje mi się, chociaż nikt dokładnie sytuacji rodziny nie zna, że starsze
                            > dzieci duzo bardziej cierpią z powodu rozbicia rodziny niz ciasnoty w mieszkani
                            > u.

                            To bardzo możliwe. Taka zmiana to zamieszanie w głowach dzieci. Ta najstarsza mogła mieć wtedy ile? 9 czy 10 lat. Do tego dwoje młodszych. Nagle przeprowadzka, zamieszkanie z ojczymem i za chwilę rodzi się dwoje przyrodniego rodzeństwa. A ojciec gdzieś tam jest, pomieszkują u niego. To jest dopiero mętlik w głowie.
                            • triss_merigold6 Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 09:57
                              Oczywiście. Ojciec jest i nie pomieszkują u niego, tylko mieszkają co drugi tydzień. W domu mają swoje pokoje i normalne warunki. Opieka naprzemienna w pełni.

                              BTW jest to jedyny znany mi przypadek, kiedy uważam, że ojciec powinien dążyć do ustalenia stałego miejsca zamieszkania dzieci u siebie. I to nie tylko ze względu na warunki lokalowe, ale dlatego, że bardziej dba.
                        • guderianka Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 09:12
                          która na pewno nie jest cudowna dla dzieci, ale jak na razie są to małe
                          > dzieci, nawet ta 11-latka


                          Nie bez powodu wszelkie instytucje społeczne określają normy m2 jakie przypadają na daną osobę w rodzinie. 11-latka-czy masz z taką do czynienia ? Takie dorastające dziecko zaczyna odczuwac potrzebę intymności, spokoju, wymaga swojeg kącika do nauki i warunków w postaci ciszy, świeżego powietrza itp. Jak wyobrażasz sobie zaspokojenie szkolniakowi tej potrzeby w opisywanej sytuacji ? Co ze spotkanimi w domu, zabawami, świętami- takie dziecko często wstydzi sie warunków w których mieszka, nie ma możliwości zaproszenia kolegi czy koleżanki, często jak najszybciej próbuje wyrwać sie z domu i znajduje swój dom na ulicy albo u innych. Brak komfortowych warunków mieszkaniowych obniża poziom bezpieczeństwa dziecka, ciasnota zamiast więzi tworzy antagonizmy. Więźniowie mają więcej miejsca w swoich salkach niż dorastające dzieci....Pomyśl.
                          • andaba Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 10:17
                            guderianka napisała:

                            > Nie bez powodu wszelkie instytucje społeczne określają normy m2 jakie przypadaj
                            > ą na daną osobę w rodzinie.

                            I ile to jest?


                            11-latka-czy masz z taką do czynienia ?

                            Nie nie mam. Mam do czynienia z 12-latką. Może być?


                            Jestem sobie w stanie wyobrazić zamieszkanie z trójką rodzeństwa w jednym pokoju. Natomiast zamieszkanie, choćby w pałacu, z kochankiem matki - nie. Naprawdę nie widzicie w tym powodu traumy?
                            No i skoro tatus jest taki cacy to dlaczego nie weźmie tego dziecka z problemami emocjonalnymi spowodowanymi ciasnotą do siebie? Poderzewam, że sąd by przyznał w tej sytuacji opieke ojcu. Pod warunkiem, że ojciec chciałby sie o nią ubiegać, a jak znam życie to mu to lata, problemy córki dostrzega tylko w kontekście dokopania nimi byłej żonie.


                            Zauważcie, że punkt widzenia i przedstawienia sytuacji zależy od poglądów narratora - tak naprawdę nikt nie wie, co powoduje problemy u dziecka i czy naprawdę wszystkim ta sytuacja doskwiera. Triss uważa że wielodzietność i ciasnota są problemem. No cóż, twierdząc co innego sama by się podłożyła. Ja na jej miejscu w ogóle siedziałabym cicho, bo sytuacja jej syna jest podobna do sytuacji owej nieszczęśliwej dziewczynki - cóż, że dzieci mniej i metraż większy. Podejrzewam, ze to swego rodzaju zaprzeczenie - na pewno tej małej jest źle z powodu ciasnoty, a nie z powodu obcego chłopa udającego ojca.
                            I grzmiąc oburzeniem dowartościowuje sie i w duchu zaklina, zeby za trzy lata jej dziecko problemów emocjonalnych nie miało.

                            • zuzanna56 Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 10:23
                              andaba napisała:


                              > Jestem sobie w stanie wyobrazić zamieszkanie z trójką rodzeństwa w jednym pokoj
                              > u. Natomiast zamieszkanie, choćby w pałacu, z kochankiem matki - nie. Naprawdę
                              > nie widzicie w tym powodu traumy?


                              To już pewnie nie kochanek, ale mąż. Ale zgadzam się z tobą, że dla mnie jako dziecka byłoby większą traumą przenieść się od własnego ojca, do drugiego partnera matki i tam żyć z własnym rodzeństwem i do tego przyrodnim. Do tego mieszkać co drugi tydzień u własnego ojca. To jest totalny mętlik a ta trójka dzieci jest jeszcze mała. Fakt, że ciasnota to w tym przypadku nic, choć robi się tym gorzej - zmiana rodziny plus ciasnota.
                            • guderianka Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 11:31
                              np. przy dodatku mieszkaniowym

                              Dodatek mieszkaniowy przysługuje, gdy powierzchnia użytkowa lokalu mieszkalnego nie przekracza:

                              45,5 m2 - dla 1 osoby,

                              52,0 m2 - dla 2 osób,

                              58,5 m2 - dla 3 osób,

                              71,5 m2 - dla 4 osób,

                              84,5 m2 - dla 5 osób,

                              91,0 m2 - dla 6 osób

                              Nie nie mam. Mam do czynienia z 12-latką. Może być?

                              Może. A po co się ciskasz? Dla zasady czy masz jakiś inny cel ?
                              Jestem sobie w stanie wyobrazić zamieszkanie z trójką rodzeństwa w jednym pokoj
                              > u. Natomiast zamieszkanie, choćby w pałacu, z kochankiem matki - nie. Naprawdę
                              > nie widzicie w tym powodu traumy?


                              Tu nie ma mowy o TWOIM odczuwaniu - ale o fakcie zaburzonych potrzeb dziecka w wyniku wychowywania sie w ciasnocie. Ja w ogóle nie poruszam tematu kochanków, sranków, bratanków. Nie o tym jest wątek.

                              Zauważcie, że punkt widzenia i przedstawienia sytuacji zależy od poglądów narra
                              > tora - tak naprawdę nikt nie wie, co powoduje problemy u dziecka i czy naprawdę
                              > wszystkim ta sytuacja doskwiera


                              j.w.-nie skupiam się na problemach emocjonalnych tego akurat dziecka ale o ogólnej sytuacji dzieci wychowujących sie "w jednej kupie". Ty autorytarnie stwierdzasz, że to jest lepsze niż.....i tu szereg przykładów. A ja uważam, że nie ma nic "lepszego" w takich warunków przebywania/mieszkania/wychowywania sie.

                              Podejrzewam
                              > , ze to swego rodzaju zaprzeczenie - na pewno tej małej jest źle z powodu cias
                              > noty, a nie z powodu obcego chłopa udającego ojca.



                              Nie zauważyłam żadnego "na pewno".
                              Być może oba czynniki mają znaczenie-co tylko potwierdza fakt, że ciasnota nie wpływa pozytywnie.
                              • mary_lu Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 12:39
                                Zdaje się, ze podajesz luksusy, przy których juz dodatek nie przysługuje, jesli chce się pomocy finansowej, trzeba zmienic mieszkanie na mniejsze. Więc jeśli ta rodzina miałaby mieszkanie niespełna dwukrotnie większe, nie miałaby prawa do zasiłku mieszkaniowego w wypadku utraty pracy przez opiekunów.
                                • guderianka Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 13:04
                                  Podałam dane przekopiowane ze strony CentrumŚwiadczeń
                          • gazeta_mi_placi Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 10:34
                            Dzieliłam pokój z siostrą, ona uczyła się lepiej, ja nieco gorzej.
                            Koleżanka dzieliła pokój z bratem, ona problemy z nauką (dość poważne), on najlepszy czerwonopaskowy uczeń.
                            Od siebie dodam, że w mojej klasie najlepszym uczniem był chłopiec z rodziny wielodzietnej (pięcioro dzieci, w dodatku wszystkie młodsze - on najstarszy), mieszkali w 3-pokojowym mieszkaniu.
                            Świetna rodzina, naprawdę.
                            Jakoś tego chłopca nie "pobiła" w wynikach rozpuszczona jedynaczka mająca aspiracje (i przyznam także zdolności) do bycia we wszystkim najlepszą big_grin
                            Oczywiście rzeczona jedynaczka miała własny pokój smile
              • zuzanna56 Re: A ja jestem ciekawa 11.07.12, 09:42
                Wypowiem się tylko co do 7 osób w dwóch pokojach.
                To jest ciasnota.
                Wychowałam się w lepszych warunkach, normalnych, nie w pałacu.
                Najpierw w 2 pokojach w 4 osoby gdy byłyśmy z siostrą małe, potem rodzice mieli mieszkanie 3 pokojowe.
                Wszystkie moje koleżanki ze szkoły tak mieszkały i jak dla mnie to była norma 25-30-35 lat temu.
                Nie pamiętam, aby któraś z koleżanek szkolnych mieszkała w strasznej ciasnocie.
            • roks30 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 19:06
              Pewnie byłyście na studiach więc wiecie, że niektórzy prof i profesorki wyglądają jakby nie mieli po kolei w głowie smile. Ja bym się zastanawiała dlaczego w Polsce ludzi, którzy zarabiają "normalne" pieniądze nie stać na kupno odpowiednio dużego mieszkania dla rodziny, a co mają do końca życia wynajmować czy jak?
            • aandzia43 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 19:30

              > Nie wiem co jest z tymi nauczycielami akademickimi wink ale sąsiedzi moich rodzic
              > ów mieli podobnie. Domek 3-pokojowy bez możliwości rozbudowy. Oboje doktorzy ,
              > dzieci czworo i babcia. Dzieci były takie głodne, że jak

              Ludzi z naprawdę dużym intelektem i z poważnymi deficytami w rozwoju emocjonalnym i społecznym trochę jest. Może jakaś odmiana zaburzeń ze spektrum autyzmu? Też znam. Wściekle inteligentny pracownik naukowy z ideologicznym parciem na duuużą rodzinę nie czaił, że pozostawione pod jego opieką dziecko trzeba przewinąć, dać mu jeść i rozpalić w piecu, bo pełza po podłodze od temperaturze 10 stopni Celsjusza. Naprawdę nie czaił! Pierdolec i tyle. Całe szczęście dużo nie natrzaskał, bo mu się kobita zbiesiła i poszła od niego w cholerę z tym spłodzonym juz przychówkiem.
              Nieadekwatny do obyczajów w danej epoce rozpłód przy braku możliwości finansowych i logistycznych to dla mnie przejaw niedorozwoju jakichś obszarów mózgu i psychiki. A tu rozkmina dla pań pozbawionych umiejętności czytania ze zrozumieniem: rodzina z kilkorgiem dzieci, z kasą gwarantującą jako takie zaspokajanie potrzeb każdego dziecka, z mieszkaniem gwarantującym przestrzeń, ciszę, spokój, warunki do nauki i odpoczynku dla każdego mieszkańca, oraz z organizacją umożliwiającą nieobciążanie starszych dzieci stałą opieką nad młodszymi NIE JEST DLA MNIE PATOLOGIĄ. Sytuacja opisana przez Triss patologią dla mnie jest.
    • klubgogo Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 19:27
      Dla mnie to jest niewytłumaczalne, ale znam jedną rodzinę z 5 dzieci na 70 wprawdzie metrach, ale pokoje 2, z czasem z drugiego pokoju wydzielono przepierzenie dla dziewczynki. Przemordowali się 20 lat, najstarsze uciekło do siebie, drugie ucieka lada dzień, zostanie trójka, więc już lżej. Oni się kochają, wielka rodzina to dla nich dobro najwyższe i ciasnota to nie problem. Ja nie rozumiem.
    • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:37
      Do niedawna 14-osobowa rodzina na 20 metrach, potem po śmierci matki dostali nieco większe lokum:

      www.nie.com.pl/art8298.htm
      • rosapulchra-0 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:56
        Hmm.. W Warszawie mieszkaliśmy w 110 m.kw. w trzech pokojach, gdzie pokój dzieci miał 30 m.kw., nasza sypialnia 21, a salon 27, reszta to przedpokoje, łazienka i kuchnia. A i tak mówiono o nas, że jesteśmy patologią, bo to tylko trzy pokoje. Kuchnia jest tak duża, że mieści na spokojnie 15 osób przy dwumetrowym stole. Ale mam kolegę, który ma ciężko chorą i niewidomą żonę oraz czwórkę dzieci. Najmłodsze ma 5 lat. Jego żona ma przestarzałe protezy gałek ocznych i stwardnienie rozsiane. Urodzenie czwartego dziecka przedłuża jej właśnie życie o kolejne lata. Mieszkają w dwóch pokoikach (36 m.kw.) i jest to z niewielu szczęśliwych rodzin, jakie znam. I na pewno nie są patologią, dodam, że oboje po studiach, żeby nie było, że prości ludzie, których potrzeby ograniczone są do jedzenia i wydalania.
        • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 21:00
          Sugerujesz, że życie osób z wykształceniem niższym niż owo wyższe ogranicza się do jedzenia i wydalania? Po raz kolejny wyszło z Ciebie chamstwo.
    • m_incubo Re: Łee... aż dwoje?! 10.07.12, 20:42
      >powtorze: glupota jest rodzic dzieciaki i robic z tego sens zycia.

      Istotnie, twoja mama nie przemyślała tej decyzji...
    • kropkacom Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:53
      Zagęszczenie godne mieszkania w stolicy Japonii. big_grin W Polsce też chyba nie ma tradycji wielkich metraży w miastach, prawda? Samo to, ze pokój dzienny to najczęściej także sypialnia o czymś świadczy. Samy nie mamy dużego mieszkania. U omawianej pani jest po prostu pewna niefrasobliwość jeśli chodzi o ilość dzieci.
      • kropkacom Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:54
        Sorki za "baboka" smile
      • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:55
        A jak jest w Czechach z mieszkaniowymi metrażami? Rozumiem, że kawalerek nie można u Was kupić lub wynająć, a czeskie mieszkanie ma minimum cztery pokoje i 100 metrów (oczywiście wersja dla ubogich, dla zamożniejszych odpowiednio większy metraż).
        • kropkacom Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 20:58
          Słuchaj, masz kompleksy, czy potrzebę rozmowy na inny temat?
          • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 21:29
            Odpowiedz na pytanie.
            • kropkacom Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 21:40
              Po co? big_grin
      • zuzanna56 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 09:55
        kropkacom napisała:

        > U oma
        > wianej pani jest po prostu pewna niefrasobliwość jeśli chodzi o ilość dzieci.


        Niefrasobliwość w tych warunkach
        czyli pani intensywnie pracuje, dzieci pięcioro, mieszkanie małe, dochody mimo pracy obojga niewystarczające, bo jest też kredyt mieszkaniowy. W przypadku gdyby nie mieli kredytu, pani zrobiłaby sobie 2-3 letnią przerwę w pracy, drugi mąż dobrze by zarabiał, byłoby im dobrze finansowo, mieliby opiekunkę do dzieci i duże mieszkanie czy dom - to czemu nie. Nie mam nic przeciwko dużej ilości dzieci, gdy ktoś ma do tego warunki.
    • lineczkaa Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 22:40
      triss_merigold6 napisała:


      > najstarsza i najbardziej obciążona obowiązkami dziewczynka j
      > uż sygnalizuje poważne problemy emocjonalne.
      > Pytanie retoryczne brzmi, co trzeba mieć qrde w głowie, żeby zafundować świadom
      > ie dzieciom tak straszną ciasnotę?

      Idę o zakład, że to nie ciasnota powoduje problemy emocjonalne tej dziewczynki, ale jazdy z opieką naprzemienną. Całe pokolenia żyły na kupie i dopatrywać się egzystencjonalnego bagna po dzieleniu pokoju z rodzeństwem uważam za nadużycie.
      • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 22:49
        Ale to oczywiste, że ktoś, kto własnemu dziecku wrzucił granat w rodzinę, będzie pisał farmazony o jednym pokoju i obowiązkach.
    • prophetess.pl Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 22:45
      Nie będę snuć domysłów na podstawie opowieści, w najlepszym razie, z drugiej ręki jak wygląda sytuacja w tej konkretnej rodzinie. Uważam za głupie i bezproduktywne roztrząsanie teraz głupoty i nieodpowiedzialnosci kogokowiek z rodziny. Nie widzę też żadnej propozycji rozwiązania problemu - o ile jedynym problemem nie jest brak pojęcia o sprawie zabierających głos w dyskusji "małodzietnych".
      Znam rodzinę z 16 dzieci - przezyli, wyrośli, mają się dobrze. Fakt nie mieli do dyspozycji po izbie na łeb, jak ematkowe królewięta, ale ciasnota domu rodzinnego nie przełożyła się na ciasnotę ich umysłu. Na koniec dnia tylko osoba przetrącona czy jak to nazwać z dzieciństwa pamięta tylko ciasny pokój dzielony z rodzeństwem, reszta idzie dalej i docenia fakt, że w ogóle ma rodzeństwo. I koniec.
      • ilonka001988 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 21:21
        A kto powiedział że dzieci będą głupie przez taką ciasnotę? Będą nieszczęśliwe, a nie głupie.

        Ja mam kilku znajomych z tych mitycznych wielodzietnych rodzin, gdzie kasy i metrażu nie było, ale przecież "mieli siebie i kochali się". I co najlepsze, same te dzieci jako dorośli ludzie opowiadają farmazony o szczęśliwych dzieciństwie. A ja mieszkałam obok nich i zastanawiam się nieraz czy to na pewno oni czy to były ich wrzeszczącę i kłócące się sobowtóry przed laty.

        Raz koleżanka popiła więcej drinków to mi się zwierzyła jak ona pamięta swoje dzieciństwo - musiałabym własnych dzieci nienawidzić, żeby sobie zęby wybiłały o ilość cukierków na stole. Zamiast mitycznej miłości walka o każdy skrawek podłogi, zamiast wspomnień wyprowadzki z domu ledwie po 18stce... mam wymieniać dalej?
    • platki_sniadaniowe zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:01
      doswiadczenie zyciowe zdobywać ,
      zmarnowac tyle lat na edukację żeby mieć na kredyt mieszkanie dwupokojowe
      tragedia
      • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:14
        Oczywiście, trzeba było zasuwać w robocie, kupić duże mieszkanie za gotówkę i hodować w nim kota.

        Dla mnie pięcioro zdrowych dzieci i doktorat po trzydziestce to sukces, nie powód do załamywania rąk. A dobra sytuacja materialna nie każdemu jest do szczęścia potrzebna.
        • kawka74 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:18
          A dobra sytuacja materialna nie każdemu jest do szczęści
          > a potrzebna.

          Nie, no, skąd.
          • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:30
            Jesteś dzieckiem z rodziny wielodzietnej, która miała okres biedy i bogactwa? Dwa pokoje albo dziewięć? Ja jestem. Nie od kasy zależało, kiedy byliśmy szczęśliwi.
            • kawka74 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 07:26
              Tak, na pewno.
              Jeszcze napisz o WARTOŚCIACH, a pęknę ze śmiechu.
              BTW Moja matka takim dzieckiem była i do końca życia wspominała to jako piekło. Owszem, była stworzeniem stadnym, rodzina była dla niej bardzo ważna, ale jednocześnie stanęła na głowie, żeby przy przydziale mieszkań zdobyć takie, w którym będzie po jednym pokoju na głowę, jednym pokoju, nie jednym metrze kwadratowym.
              I jeszcze jedno: ciekawe, dlaczego mało kto - mimo tak cudownych wspomnień o szczęśliwym życiu w dziesięć osób na 50 metrach - nie chce powielać tego, jakże wartościowego i rodzinnego schematu.
              • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:19
                Moja mama też była takim dzieckiem, ale traumę ma "tylko" z powodu przemocowego ojca. Za to jej rodzeństwo wynagrodziło jej wszystko wielokrotnie, książkę można napisać o tym, jak przez kilkadziesiąt lat pomagali sobie nawzajem. Też chciałam dużej rodziny, ale kompletnie nie mieściło się to w głowie mojego męża - jedynaka. Przez lata przyswoiłam sobie jego myślenie, teraz jestem pierwszą rzeczniczką lenistwa i wygody, jakie można kultywować przy jednym dziecku. Ale to nie znaczy, że mam traumę, albo, że takie życie jak moje jest fajne dla wszystkich. Patrząc na nasze obciążenie staruszkami z rodziny męża, to raczej w cholerę z jedynactwem. Ale to już inna historia.

                W rodzinie opisywanej w tym wątku są dwa czynniki bardzo niekorzystne dla dzieci - rozwód rodziców i opieka naprzemienna. A larum jest z powodu ciasnoty w mieszkaniu, czasem też o coś tak naturalnego, jak zajmowanie się młodszym rodzeństwem. Gdzie tu proporcja? Jak zawsze na ematce, kompletnie się zagubiła. W kraju, w którym niczym niecodziennym nie jest mieszkanie małżeństwa z dziećmi w mniejszym pokoju mieszkania dziadków, ematka miałaby traumę, gdyby nie miała jednego pokoju na osobę.
              • duzeq Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:25
                > I jeszcze jedno: ciekawe, dlaczego mało kto - mimo tak cudownych wspomnień o sz
                > częśliwym życiu w dziesięć osób na 50 metrach - nie chce powielać tego, jakże w
                > artościowego i rodzinnego schematu.

                Tez mnie to zastanawia. Moi tesciowie pochodza z typowo katolickich rodzin, gdzie co rok to prorok. W ten sposob tesciowa miala 12 rodzenstwa, tesc - 14. Polowa ich rodzenstwa nigdy nie chciala miec dzieci, wiekszosc pozostalych poprzestala na jednym, nieliczni dorobili sie dwojki. Dlaczegoz, dlaczegoz, skoro posiadanie rodzenstwa wnosi tyle radosci do zycia?
                • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:30
                  Moja prababcia miała dwanaścioro dzieci. Zdecydowana większość w tej rodzinie dalej jest wielodzietna.
                  • duzeq Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:37
                    Co nie zmienia w zadnych stopniu proporcji: ci, ktorzy pamietaja spanie w 6 w jednej izbie/pokoju, w znakomitej wiekszosci nie robia tego pozniej dzieciom. Chyba ze
                    warunki lokalowo-finansowe pozwalaja na swobodne wychowanie w odpowiedniej przestrzeni na zyciowej nawet i 6 potomkow.
                    • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:55
                      Ale masz jakieś wyniki badań na ten temat? Czy to Twoje dwie rodziny kontra moja jedna?
                      • duzeq Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 23:06
                        "Moje" dwie rodziny to i tak juz o 50% wiecej niz twoja jedna. A dorzuce jeszcze rodzine mojego ojca z tym samym problemem i matke, ktora w wieku 9 lat poprzysiegla sobie, ze w przyszlosci nigdy nie bedzie wyreczac sie starszymi dziecmi przy opiece nad mlodszymi.
                        Ale tak na serio - o zmianach demograficznych nie slyszalas? W koncu po wojnie jeszcze moda na dzietnosc trwala, a teraz, pomimo lepszych warunkow i tej niby sielankowej bliskosci familijnej, coraz mniej ludzi decyduje na, wydawaloby sie, lajtowa trojke, dzieki ktorej mozna uzyskac zaszczytne miano "rodziny wielodzietnej".
                        • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 12.07.12, 09:19
                          Tylko że zmiany demograficzne mają się nijak do "traumy", tak samo jak warunki materialne nie przekładają sie wprost na dzietność, dzisiaj jedno dziecko jest normą, niezależnie od tego, w jakich warunkach mieszka i ile zarabia rodzina.

                          Trauma raczej przekłada się na powtarzanie zachowań w rodzinie, patrz alkoholizm, przemoc.
                          • zuzanna56 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 12.07.12, 09:51
                            mary_lu napisała:

                            > warunki
                            > materialne nie przekładają sie wprost na dzietność, dzisiaj jedno dziecko jest
                            > normą, niezależnie od tego, w jakich warunkach mieszka i ile zarabia rodzina.


                            W sumie to jest smutne...
                            Jak popatrzę wśród znajomych to raczej dwoje to norma, ale może mam trochę starszych znajomych. Choć wśród koleżanek trochę młodszych, tak 34plus, kilka jest w drugiej ciąży. Kilka koleżanek ma troje dzieci. Z jedynakami znam mało osób, chyba że to osoby młode, mówią, że może jeszcze przyjdzie czas na drugie dziecko.

                            Ale fakt, ludzie teraz oczekują czegoś innego od życia, człowiek przyzwyczaja się do pewnego standardu.
        • platki_sniadaniowe Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:19
          mary_lu napisała:

          > Oczywiście, trzeba było zasuwać w robocie, kupić duże mieszkanie za gotówkę i h
          > odować w nim kota.

          dlaczego? Moża by było w tym duzym mieszkaniu hodować 5 dzieci i kota, jedno nie wyklucza drugiego

          > Dla mnie pięcioro zdrowych dzieci i doktorat po trzydziestce to sukces, nie pow
          > ód do załamywania rąk. A dobra sytuacja materialna nie każdemu jest do szczęści
          > a potrzebna.

          na wsiach gdzie bylo po 8 dzieci tak mówiono
          • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 10.07.12, 23:42
            > dlaczego? Moża by było w tym duzym mieszkaniu hodować 5 dzieci i kota, jedno ni
            > e wyklucza drugiego

            Wiele par próbuje spłodzić choć jedno dziecko, jak już dorobią się tego apartamentu. Różnie im wychodzi. Niektórzy będą uważać za rosądne spedzenie najbardziej płodnego okresu na zarabianiu pieniędzy, inni wręcz przeciwnie.

            > na wsiach gdzie bylo po 8 dzieci tak mówiono

            Rozumiem, że dla różnych osób różne rzeczy są najważniejsze. Ja też jestem egoistką i materialistką i w moim świecie jest miejsce dla jednego dziecka, dwójki maksymalnie. Ale nie każdy musi mieć tak jak ja, nie uwazam, że jest z miejsca patologią.

            Dzisiaj mam dwie znajome pary wielodzietne - jedna z czwórką, druga z siódemką. Obu mogę buty czyścić, bo przerastają mnie o kilometry, jeśli chodzi o tworzenie dobrego środowiska do rozwoju swoich dzieci. Sytuację materialną maja dużo gorszą niż ja.
            • zuzanna56 mary_lu 11.07.12, 10:12
              mary_lu napisała:

              > Rozumiem, że dla różnych osób różne rzeczy są najważniejsze. Ja też jestem egoi
              > stką i materialistką i w moim świecie jest miejsce dla jednego dziecka, dwójki
              > maksymalnie


              Mary_lu, pytam absolutnie bez złośliwości. Sama pochodzisz ze skromnej rodziny, gdzie było 7 osób w 2 pokojach i mieliście w życiu także okresy biedy (piszesz to w poście obok), piszesz, że byliście szczęśliwi, ja w to nie wątpię. Ale czy ma to jakiś związek z tym, że chcesz mieć tylko jedno dziecko, ewentualnie dwoje? Nie znam w sumie żadnej rodziny z 5 dzieci, jestem zwyczajnie ciekawa, czy osoby z rodzin wielodzietnych podzielają taki model rodziny, czy wręcz przeciwnie.

              • kawka74 Re: mary_lu 11.07.12, 10:23
                Mary_lu odpowie Ci w swoim imieniu, a ja dołożę swoje.
                Znam dwie rodziny, w których jest po sześcioro dzieci. W żadnej z nich żadne dziecko nie powieliło modelu rodziny, najwięcej dzieci - troje - ma jedna z córek. Reszta nie ma dzieci wcale albo po jednym lub dwoje. Nikt nie chce mieć więcej dzieci. Mówią, że było fajnie MOMENTAMI, ale najstarsi wynosili się jak najszybciej, jeśli tylko mogli, i to nie ze względu na niechęć do rodziny jako takiej, tylko ze względu na niechęć do życia w ciasnocie, na zerową intymność, niemożność zamknięcia się w pokoju na pięć minut bez rodzeństwa. Brak przestrzeni był problematyczny i nikt nie chce tego problemu fundować własnym dzieciom.
              • mary_lu Re: mary_lu 11.07.12, 10:47
                6 osób w dwóch pokojach.

                Pewnie największy wpływ na moje decyzje ma postawa męża (jedynaka), który nigdy nie chciał więcej niż dwójki. Kilka lat leczyłam się z powodu niepłodności, jak już swojego jedynaka urodziłam, to byłam stara i leniwa wink Moja mama urodziła pierwsze dziecko 10 lat wcześniej niż ja, to też wiele zmienia.

                Moja mama miała troje rodzeństwa, tata dwoje. Znajomi wielodzietni pochodzą z rodzin wielodzietnych.
                • zuzanna56 Re: mary_lu 11.07.12, 10:55
                  Dziękismile
            • claudel6 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:54
              >Ja też jestem egoistką i materialistką i w moim świecie jest miejsce dla jednego dziecka, dwójki
              > maksymalnie

              A ja wręcz przeciwnie – nie jestem egoistką i dlatego będę miała jedno dziecko. Nie jestem w stanie zapewnić dwójce (czy więcej) dzieci warunków materialnych takich, jak mi i siostrze zapewnili rodzice, a nie chce by moje dziecko miało gorzej ode mnie, dziecka wychowanego w PRLu. Nie ma to nci wspólnego z moim wygodnictwem. Raczej sen z powiek mi spędza to, czy jak moja obecnie mała córka będzie dorastać będę w stanie jej kupować rzeczy, które będą jej potrzebne do szczęścia i finansować zajęcia dodatkowe i sensowne wakacje.


              • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 13:12
                To egoizm właśnie, cały czas piszesz o swoich uczuciach. Ale według mnie jest to "egoizm zdrowy", też chciałabym bez szarapania się zapewnić dostatnie życie dziecku, nie mam dużej odporności na stres, organizowanie życia dużej rodziny i zapewnianie jej pieniędzy MNIE pewnie jednak by zbyt mocno obciążało i byłabym wiecznie nerwową matką.

                Życie bywa przewrotne. Mój maż - jedynak ma teraz babcię i matkę, którymi musi się opiekować. Ojciec jeszcze jest w dobrym zdrowiu, ale kilka lat temu stracił firmę i teraz ciężko i długo pracuje. Był kiedyś przekonany, że bardzo duzo pieniędzy przekaże synowi "na start", jest niestety inaczej. W mojej licznej rodzinie pojawiło się sporo pieniedzy, opieka nad staruszkami też jakoś sprawiedliwiej się rozłożyła.
        • zuzanna56 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:02

          mary_lu napisała:


          > Dla mnie pięcioro zdrowych dzieci i doktorat po trzydziestce to sukces, nie pow
          > ód do załamywania rąk. A dobra sytuacja materialna nie każdemu jest do szczęści
          > a potrzebna.

          Dla mnie to też sukces i powód do dumy. Sama tego nie osiągnęłam.
          Tylko co to jest ta dobra sytuacja materialna? Z tego co rozumiem to tam jest bieda, chyba że źle przeczytałam. Nie mówimy tu, że każdy ma mieszkać w pałacu, mieć 4 samochody na rodzinę, latać co pół roku na Baliwink Dla mnie dobra sytuacja materialna to po prostu spokojne życie, kupienie dziecku butów czy podręczników bez paniki, że nie wystarczy na jedzenie, wyjazdy rodzinne niekoniecznie drogie itp.
          • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:27
            Dlaczego uważasz, że jest tam bieda? Triss o niczym takim nie pisze. Również to, że dostali niedawno kredyt mieszkaniowy świadczy raczej o tym, że mają dochody pokrywające wydatki na normalne utrzymanie.
            • zuzanna56 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:37
              No tak zrozumiałam z opisu...
              Triss, odezwij sięwink
              • zuzanna56 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 10:45
                Ok, ujmę to inaczej - do innych potężnych problemów dochodzi potworna ciasnota i konieczność liczenia się z każdym groszem + bardzo duże obciążenie starszych dzieci obowiązkami wobec rodzeństwa i domowymi.

                To słowa Triss - zrozumiałam konieczność liczenia się z każdym groszem jako biedę.
                Wiem, to kwestia definicji, czy to już bieda, czy po prostu nie wydawanie kasy na nieistotne rzeczy. Zresztą, jak jest naprawdę finansowo, przecież to wie tylko ta rodzina.
                • mary_lu Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:06
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Dzieci są czyste, najedzone, leczone, szczepione

                  A że muszą liczyć każdy grosz... Zdecydowana wiekszość Polaków musi.
                • triss_merigold6 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:11
                  Napisałam jak jest: mają co jeść, ciuchy po sobie i ze szmateksów, wakacje u rodziny, wyliczone wydatki bez żadnych fanaberii typu kino, płatne zajęcia dodatkowe czy ekstra wycieczka. Jeśli mają coś ekstra to finansuje to ojciec i dziadkowie z jego strony z własnej inicjatywy.
                  • zuzanna56 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:20
                    No tak, może nie jest to bieda, tylko zwyczajne skromne życie. Pewnie wiele osób tak żyje, nawet ci z 2 dzieci. Czy by im było lepiej, gdyby dzieci nie było 5 tylko 3? Kto wie? Może tak, może nie...ja im życzę jak najlepiej, tym dzieciakom oczywiściesmile
                    • triss_merigold6 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:28
                      Powiem otwartym tekstem: w porównaniu z tym jak żyją inne dzieci z tej samej półki społecznej, to jest bieda. Nie skrajna, nie minimum biologiczne, ale bieda. W innym środowisku pewnie byłoby to właśnie skromne lub przeciętne życie. Im dzieci będą starsze, tym wydatki większe, jednak już jest nastolatką, a druga za chwilę będzie.
                      • gazeta_mi_placi Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:31
                        A czy bieda to powód do wstydu? Nie taka bieda gdzie pieniądze są na alkohol, ale na jedzenie dla dzieci już nie, nie taka bieda gdzie zdrowi rodzice nie pójdą do pracy bo wolą zasiłki, tylko taka bieda gdzie ludzie zarabiają skromnie, ale mimo to starają się jako tako wychować dzieci?
                        • triss_merigold6 Re: zamiast doktorat robic to trzeba było 11.07.12, 11:33
                          Świadome pogarszanie i tak skromnych warunków życia dzieci? Tak, to powód do wstydu.
    • mariolka55 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 10.07.12, 23:36
      ojoj ojoj
      w czym masz problem ?????
    • brak.slow Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 01:25
      swędzacą piz... i to ponad normę.
      • ledzeppelin3 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 08:45
        Oczywiście że tak dużo dzieci przy tak małym metrazu to brak odpowiedzialności, zwalanie obowiązków na st;arsze dziewczynki jest chore, podbnie jak robienie kariery i manie w dupie dzieci
        Ale poziom agresji i zwykłej ludzkiej durnoty pań w tym tym watku tez jest patologiczny. Nie mniej niż kupa dzieci w jednej izbie.
        Mam dom 200-metrowy i czworke dzieci. 3 dziewczyny (lat 7, 6 i 4) śpia w jednej izbie. Nie da ich sie rozdzielić żadna miarą. Po wakacjach chcę to zrobić juz definitywnie.... chyba że znów się nie zgodzą tongue_out
        • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 09:16
          Zasadnicza różnica jest taka, że Twoje chcą, a nie muszą i oprócz tej izby mają hektar terenu naokoło.
          • ledzeppelin3 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 09:46
            Mój brat ma takich sasiadów- rozmnazaja się na 60 metrach w 3 malych pokojach, babka jest w 4 ciąży. I co łikend zjeżdża do nich towarzystwo- z 15 osób i robią imprezę do 3-4 nad ranem. I jeszcze wielki kundel w tym wszystkim. Oboje wyzsze wykształcenie. IMO MUSZĄ być lekko upośledzeni, albo pozbawieni uczuciowosci wyzszej.
            • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 09:53
              Coś w tym guście. Minimalizowanie potrzeb - mają co jeść, co włożyć na grzbiet, nie śpią na podłodze, książki są, więc o co kaman?
              Gdyby te dzieci funkcjonowały na co dzień w środowisku o podobnych warunkach - ciasnota, kupa dzieci, starsza niańczy rodzeństwo itd. - to nie odczuwałyby jak bardzo mają dziwnie i nie halo w porównaniu z innymi dziećmi.
              • ledzeppelin3 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:02
                Myślę, ze te dzieci sobie poradzą, ale zal do rodziców będa miały jako dorosle i niewykluczone, ze same poprzestaną na 1 dziecku bądź się nie rozmnożą
                Mam kolezanke lekarkę, z doktoratem, z drugim stopniem specjalizacji z chirurgii, ma 3 dzieci, mieszka z tesciową, mąż nic nie robi tylko pije piwo na kanapie, a ona plodzi, bo, uwaga, zazdrości gdy kolezanki zachodza w ciążę. Teraz mysli o czwartym. Najstarszy syn już chodzi na terapie bo jest agresywny, średni jest wycofany i szkoła sugeruje psychiatrę, najbardziej mi szkoda rocznej dziewczynki, sterroryzowanej przez braci. mamusia pracuje na 3 etatach bo musi zarobić, tatuś "wychowuje" w domu.
                • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:07
                  Zapewne sobie poradzą. Ale czy naprawdę trzeba dzieciom fundować survival i sprawdzać doświadczalnie czy i jak sobie poradzą?
                  • ledzeppelin3 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 13:52

                  • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 14:20
                    A Ty jesteś dobrą matką?
                • zuzanna56 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:18
                  ledzeppelin3 napisała:

                  > Myślę, ze te dzieci sobie poradzą, ale zal do rodziców będa miały jako dorosle
                  > i niewykluczone, ze same poprzestaną na 1 dziecku bądź się nie rozmnożą


                  Myślę tak samo.

                  Tu nie chodzi o to że jest 5 dzieci, ale o brak warunków do życia i problemy materialne.
                  Nie wątpię, że można mieć kilkoro dzieci, duży metraż, odpowiednie dochody - i być szczęśliwym. Sama bym tak chciałasmile
                  • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:23
                    Mozna mieć mały metraż,małe dochody, dużo dzieci i być szczęśliwym. Duży metraż, duże dochody, jedno dziecko i byc nieszczęśliwym.
                    • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:30
                      Zgadzam się z Tobą.
                      Osób o wąskich horyzontach (szczęście zależne od liczby metraży) jednokowoż nie przekonasz.
                    • marzeka1 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:31
                      mary_lu napisała:

                      > Mozna mieć mały metraż,małe dochody, dużo dzieci i być szczęśliwym. Duży metraż
                      > , duże dochody, jedno dziecko i byc nieszczęśliwym.


                      - pewnie można, ale czy tak samo te dzieci będą szczęśliwe??? Bo nie żyją w próżni, widzą, jak żyją ich rówieśnicy. I mnie tam urodzenie drugiego dziecka zdopingowało, aby z 2 pokojów przenieść się na 3, a jak chłopcy podrośli- 4, teraz i ja, i cała rodzina jest zadowolona.
                      • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:37
                        Ciekawe co zrobisz jak dziecko zaprzyjaźni się z córką lub synem kogoś naprawdę zamożnego, z wypasioną willą z basenem i własną służbą, chyba się powiesisz bo dziecko będzie widziało jak żyją jeszcze inni rówieśnicy sad
                        • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:53
                          Chłe, chłe... Jak już mieliśmy to 9 pokoi, moje rodzeństwo poszło do prywatnej szkoły i zaprzyjaźniło się z dziećmi jednych z najbogatszych ludzi w Polsce. Muszę ich zapytać, czy płakali w poduszkę, bo nie mieliśmy basenu i samolotu big_grin
                    • zuzanna56 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:34

                      mary_lu napisała:

                      > Mozna mieć mały metraż,małe dochody, dużo dzieci i być szczęśliwym. Duży metraż
                      > , duże dochody, jedno dziecko i byc nieszczęśliwym.

                      Masz rację. Ale to są jakieś skrajności. Można mieć jedno dziecko, mieszkać w kawalerce i być nieszczęśliwym. Warianty są różne. Nigdy nie twierdziłam, ze tylko z jednym dzieckiem można być szczęśliwym i do tego w wielkim domu - szczerze mówiąc dla mnie osobiście to straszna wizja (ale to moje zdanie). Dzieci mam dwoje, dom raczej niewielki, dochody mogą być. Bardzo chciałam kolejnego dziecka, ale nie na siłę...bo czasem tak jest że albo praca, albo bieda...
                      • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:01
                        Możemy tak mnożyć te metraże w nieskończoność. Moim zdaniem "dobre warunki do wychowywania dzieci" to nie metraż.
                        • zuzanna56 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:29
                          mary_lu napisała:

                          > Moim zdaniem "dobre warunki do w
                          > ychowywania dzieci" to nie metraż.

                          Pewnie, że nie tylko metraż. Miłość, zrozumienie, wspólne spędzanie czasu, zaufanie.
                          Ale też takie warunki finansowe, że jest szansa, nawet teraz mieszkając w 5 osób w kawalerce, że za jakiś czas każdy będzie miał własny kąt. Już nawet nie mówiąc o tej rodzinie, każdy potrzebuje własnego kąta i prywatności, a szczególnie starsze dziecko, nastolatek. Tu nie chodzi o pałac, ale nawet o mały pokoik, ale własny czy jeden większy dla 2 dzieci.
            • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:00
              Trzy pokoje czyli nawet po narodzeniu kolejnego dziecka na jeden pokój przypada dwoje, nie jest źle.
              A pies jest wręcz polecany przy dzieciach, niedawno naukowcy udowodnili (to co ja wiedziałam od dawna), że dzieci wychowywane z psem są zdrowsze i mają mniej alergii (w przypadku kota też zachodzi taka zależność, ale mniejsza) niż te bez zwierząt w domu.
              • seniorita_24 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 14:01
                Dobrze piszesz.
    • nowi-jka Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 09:59
      skoro to znajoma twojej znajomej to szybko te zaburzenia emocjonalne zaobserwowałas
      normalne wiejskie podejscie do wychowywania dzieci tj ze dziecmi najmłodzymi opiekuje sie kto moze z rodziny np podpity dziadek czy 11 latka

      • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:05
        Nie ja zaobserwowałam. Ojciec dzieci szukał dla najstarszej rzetelnego psychologa i pytał m.in moją koleżankę - wszyscy pracują na jednej uczelni i się znają.
        • gryzelda71 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 10:31
          Czemóż,ach czemóz ojciec nie wystąpi o opiekę całkowitą nad dzieckiem?
          • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:18
            Początkowo pani matka w ogóle nie chciała zgodzić się nawet na opiekę naprzemienną, opcja żeby dzieci zostały w domu (jego wyłączna własność) w ogóle była no way. Do takiego porozumienia doszli przed rozwodem, pani zależało też na czasie. Obie strony rygorystycznie tej opieki naprzemiennej przestrzegają. Tak - uważam, że to straszliwy kanał.

            Być może wystąpi o ustalenie stałego miejsca zamieszkania przy nim, ale wtedy nie tylko najstarszej, ale całej trójki. Z drugiej strony wtedy mieliby wojnę na noże z ciąganiem dzieci po RODK, psychologach i zbieraniem dowodów przeciwko sobie. A dziewczynki są ze sobą związane i z najmłodszym przyrodnim rodzeństwem też, no i kochają matkę.
            • zuzanna56 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:24
              triss_merigold6 napisała:

              > Początkowo pani matka w ogóle nie chciała zgodzić się nawet na opiekę naprzemie
              > nną, opcja żeby dzieci zostały w domu (jego wyłączna własność) w ogóle była no
              > way. Do takiego porozumienia doszli przed rozwodem, pani zależało też na czasie
              > . Obie strony rygorystycznie tej opieki naprzemiennej przestrzegają. Tak - uważ
              > am, że to straszliwy kanał.
              >
              > Być może wystąpi o ustalenie stałego miejsca zamieszkania przy nim, ale wtedy n
              > ie tylko najstarszej, ale całej trójki. Z drugiej strony wtedy mieliby wojnę na
              > noże z ciąganiem dzieci po RODK, psychologach i zbieraniem dowodów przeciwko s
              > obie. A dziewczynki są ze sobą związane i z najmłodszym przyrodnim rodzeństwem
              > też, no i kochają matkę.


              Biedne dziecisad
              Mętlik w głowie, zamieszanie, dwa domy, nowy tatuś, własny tatuś, dwoje nowych maluchów...
            • gryzelda71 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:39
              Rozumiem,ze na opiekę nad całą 3 tatuś nie ma ochoty?
              A matki nikt nie zabroni kochac,nawet z mieszkania ojca.
              OBOJE MĄ COŚ NIE TEGES POD DEKLEM.
              • triss_merigold6 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 16:36
                Przecież wyraźnie napisałam, że gdyby ojciec występował o opiekę to nad całą trójką, a nie tylko nad najstarszą.
    • asocial Ooo, ja jestem ta pania, czekajcie, 11.07.12, 11:22
      Ooo, ja jestem ta pania, czekajcie, zaraz Wam rozwieje wszystkie watpliwosci; )
      Btw, off topic maly, zdarzylo Wam sie kiedys odnalezc w czyims watku? niby kolezanka kolezanki, a swiat maly, znamy jzu wszystkie szczegoly, ze rozwod, opieka naprzemienna, ze wynajamowala kiedys X mieszkanie, teraz ma Y, gdzie pracuje, co robi maz. Mysle, ze nawet zmiana kilku drobiazgow (typu metraz, kot zamiast psa) nie utrudni ewentualnej identyfikacji.

      Mnie sie zdarzylo raz, na szczescie nic negatywnego, wystapilam jako pozytywny przyklad, a autorka okazala sie byc moja calkiem dobra znajoma z reala.

      Ad rem: 7 osob+ zwierze na 50 metrach kw musi sie niezle meczyc, podziwiam tez pani latwosc w podejmowaniu decyzji o kolejnych dzieciach, ja sie nawet na 1 nie moge zdecydowac.
      • triss_merigold6 Re: Ooo, ja jestem ta pania, czekajcie, 11.07.12, 11:31
        Generalnie najbardziej ta łatwość i jakaś bezrefleksyjność prokreacyjna otoczenie szokuje. Bo to nie jest tępa, półpiśmienna baba z reportażu "Arizona", tylko wykształcona laska, pracowita, zorganizowana, zaradna.
        • gryzelda71 Re: Ooo, ja jestem ta pania, czekajcie, 11.07.12, 11:42
          Chyba jednak tępa,skoro robi co robi.
    • moofka Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 11:52
      lol
      to mi zawsze przypomina dowcip o mądrym rabinie i kozie *

      ale to ciekawa prawidlowosc, tez to obserwuje wink
      jak juz jest taki pi erdolnik i scisk to zawsze do kompletu jest pies kudly i miska w przedpokoju zeby sie o nia potykac











      * (to jakby kto nie znał)

      W skrócie: Mosze przychodzi do rabina pomarudzić na warunki mieszkaniowe. Żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. Nie daje się wytrzymać. Na to mądry stary rabin mówi: Mosze, ty kup sobie kozę. Mosze zdziwiony ale przecież rabin mądry i słuchać go trzeba.

      Mosze kupuje kozę, po tygodniu przychodzi kompletnie załamany. Cóżeś mi doradził rebe, żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. A jeszcze koza beczy, śmierdzi, wszystko zżera, katastrofa, totalne pobojowisko.

      Rabin: Mosze, ty sprzedaj kozę. Mosze kozę sprzedaje, wraca rozanielony. W domu sielanka - cisza, spokój, mnóstwo miejsca, wszyscy szczęśliwi. Ja teraz mieszkam w pałacu.
      • riki_i Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 12:28
        Miałem kolegę w podstawówce, jego rodzice też byli pracownikami naukowymi, no i spłodzili czwórkę dzieci (kolega był najstarszy). Metraż z początku mieli fatalny, później komuna im dała wielkie mieszkanie. Nie zmienia to faktu, że ów kolega, który był najstarszy, wariował od tego harmidru, kupek, wrzasków... zamykał się w pokoju na całe godziny i zastawiał meblami drzwi, żeby nikt nie mógł wejść. Dochodziło do rękoczynów, bił i darł się na swoje rodzeństwo, którego nie mógł ścierpieć. Wywalili go z kilku liceów, potem rozpadło mu się małżeństwo (bezdzietne) z inteligentną panną na poziomie, i skończył jako najniższy pracownik biurowy w jakiejś firmie kurierskiej. Po drodze zaliczył odlot religijny - ojciec dyrektor i te klimaty, w zasadzie nie da się z nim już od dawna porozmawiać. Można oczywiście powiedzieć, że facet miał hyzia w genach, ale wg mnie, a znałem go od 6 roku życia, zdegenerował się właśnie przez toksyczne warunki w domu spowodowane wielodzietnością.
        • asocial Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 12:51
          Ale fajnie przez chwile poczuc sie lepszym: ) od razu sroda jakos milej przebiega, w koncu to najbardziej kryzysowy dzien w tygodniu.
        • mary_lu Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 12:59
          Jednak obstawiałabym, że zwariował od czegoś innego niż kupki i harmider.
          • gazeta_mi_placi Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 14:05
            Też tak mi się wydaje, może miał zaburzenia psychiczne.
    • inguszetia_2006 Re: Czworo dzieci w jednej izbie 11.07.12, 23:37
      Witam,
      Dla mnie to kosmos, ale u mnie każden jeden ma z 80 metrów na łba;-P Jak mieszkałam z rodzicami w żoliborskim mieszkanku,to standardowo szliśmy spac przytuleci do siebie. Ja z młodym w jednym łóżku, bo mnie młody tak kochał, a starszy brat po imprezach też się zwalał u mych stóp, tzn. spał na dywanie pod moim łożkiem, bo chciał pogadać, i focha strzelał,jak mi się nie chciało gadać. Miał swój pokój, ja miałam swój, młody spał z rodzicami, ale bardziej ze mną wolał;-D Nie wyganiałam, bo to dzieciak był i nasze oczko w głowie. Genralnie, mimo własnych czterech ścian, spaliśmy razem. Paranoja, jak cholera, ale tak nam było dobrze.To tak apropos spania. Bo na co dzień, to każdy miał swój kąt i nie było nauki na kupie.
      Pzdr.
      Ing
    • grave_digger Re: Czworo dzieci w jednej izbie 12.07.12, 15:26
      to, że ktoś ma wyższe wykształcenie, nie czyni z niego mądrego czy światowego.

      mam koleżankę z doktoratem, która nigdy nie pracowała i urodziła trójkę dzieci co do dnia planowanych będąc przy tym potworną dewotką, oglądającą sobie śluz, by wiedzieć czy ma dni płodne, rozsyłając spam o bogu wszystkim, dosłownie wszystkim, biorąc doktryny kościelne za jedynie słuszne.

      druga świetnie wykształcona koleżanka nigdy się nie depiluje, spod pach wystają jej kudły, na nogach kłaki, żółte staniki, dziury w spodniach między nogami, trójkę swych dzieci ubiera tak, że koleżanka jej się zapytała czy potrzebuje ubrań dla nich, bo myślała, że nie mają pieniędzy i dlatego się tak ubogo (bylejak, jak fleje) ubierają.

      moja była teściowa też lubi mieszkać na kupie. lubi ciasne mieszkania a moje (80m) uznała za zbyt duże, takie,w którym nigdy by nie mogła mieszkać. na poprzednim 2-pokojowym mieszkaniu z dwójką dzieci się dusiłam. marzyłam o sypialni, w której nigdy nie będę musiała ścielić łóżka. i mieszkaniu, w którym każdy będzie miał swój kąt. każdy potrzebuje się czasem odizolować, by nie zwariować.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka