triss_merigold6
18.07.12, 18:12
Mój facet wrócił wczoraj od kumpla mocno zdumiony. Kumpel od lat spotyka się z panią, rozwódką z córką, nie mieszkają razem wprawdzie, ale układ trwa dobre 6-7 lat.
Córka pani ma 13 wiosenek i jest dziewczynką mocno rozpieszczoną, a matka ulega. Teraz dziewczę - na własne życzenie - pojechało na obóz harcerski. Następnego dnia wydzwaniała, żeby ją zabrać, potem zmieniła zdanie, potem znów wydzwaniała, że tęskni, płacze i przyjedź mamo. Mama samochodem nie dysponuje więc kumpel w sobotę pojechał z nią 400 km na ten obóz odwiedzić małolatę, porozmawiać z kadrą i ewentualnie zabrać dziewczę. Ustalono, że krzywdy nie ma, kadra uspokajała, dziewczę uznało, że jednak jej się podoba i zostaje. W niedzielę wrócili, a od poniedziałku były telefony ze zmiennym przekazem: zabierz mnie, bo tęsknię bardzo i błagam mamo i nie zabieraj, bo fajnie. Matka się ugięła, uprosiła kumpla, któremu wcale się nie uśmiechało branie wolnego i trasa przez pół Polski i pojechali po panienkę zabrać ją z obozu.
Z jednej strony teoretycznie pozytywny przekaz, matka reaguje na prośby dziecka etc., a z drugiej... panna sama nie wie czego chce, manipuluje ordynarnie, granic jej nikt nie stawia i wyrasta na naprawdę roszczeniową i rozwydrzoną nastolatkę.
Hm... dzwoniłam do mojego 7,5-latka na obozie - porozmawiał z minutę i bardzo grzecznie zapytał czy może już kończyć, bo coś budują i chciałby się bawić.