mam taki jeden ząb
z którym bawię się od dzieciństwa
nie wiem ile wydali nań moi rodzice, ale ja już z 2000 zł
cały czas plomby do wymiany, nowa próchnica, rózne zabawy
dwa lata temu kanałowe
teraz się pokruszył, kawałek został usunięty
cos tam załatane
BOLI jak cholera.
Jak to możliwe, żeby martwy ząb tak bolał? Jest na sali dentystka?

Nie rozumiem, bo na moją logikę martwy ząb nie powinien boleć.
I czy w ogóle warto ładować w to kolejną kasę? Ja bym chciało się go pozbyć, ale dentysta namawia, żeby coś działać jeszcze (rozumiem to, ekstrakcja to góra 2 stówki, a kolejne kanałowe i lata poprawek to większy pieniądz

)
Nie chcę zęba, nienawidzę. Ale może to nierozsądne? Miałyście taki kłopot?