desideris
30.06.04, 16:54
Tak moje drogie - Wasi mężowie też tu zaglądają. Jestem zbulwersowany Waszą
postawą zaprezentowaną w wątką "Mam dziecko z kochankiem".
Nie licząc kilku chlubnych wyjątków większość z Was wolałaby żyć w
nieustannym kłamstwie zdradzając męża niż przyznać się do popełnionej
niewierności. Przykro dowiadywać się jaki poziom moralny reprezentuje nasze
społeczeństwo. A gdy jeszcze słyszę że Wasi mężowie woleliby nie wiedzieć, to
nóż mi się w kieszenie otwiera. Co za ludzie...
Kiedy moja żona nie była jeszcze żoną przespała się z byłym chłopakiem.
Powiedziała mi o tym od razu. Jej wyjasnienia (że nie zrobiła tego do końca
świadomie) choć całkowicie absurdalne z mojego punktu widzenia zostały przeze
jakoś zaakceptowane. Ożeniłem się z tą kobietą bo wiem, że mogę jej zaufać.
Zmieniła się od tamtego czasu, jej poglądy na te sprawy uległy całkowitemu
przewartościowaniu. Odkąd urodziło nam się dziecko zmieniała zresztą znacznie
swój system wartości. Do tej pory gdy o tym wspominam czuję jakiś ból, ale
nie jest to teraz jakiś problem w moim życiu. Niewierność byłem w stanie
wybaczyć, ale raczej na pewno nie wybaczyłbym zdrady. Zdrady rozumianej jako
brak szczerości i uczciwości. Gdybym dowiedział się przypadkiem (lub nie
przypadkiem - o tym później), że dziecko, które uważam za swoje nie jest moje
i całe lata moje małżeństwo opierało się na kłamstwie, to nie wiem co bym
zrobił, ale ta decyzja mogłaby nie mieć nic wspólnego z rozsądkiem. Dla mojej
żony jednak lepiej byłoby gdyby zniknęłaby z mojego życia, bo nie gwarantuję
Wam, że nie mógłbym zrobić nawet rzeczy, które mogłyby zamienić jej życie w
piekło na ziemi.
Moje słowa powyżej poszły w niewłaściwym kierunku. Nie po to rozpoczynałem
ten temat by pisać o mojej potencjalnej zemście - poniosły mnie emocje.
Moją intencją jest zwrócić Wam uwagę że małżeństwo, rodzina potrzebuje
prawdy, szczerości, nawet bolesnej, niemal tak samo jak miłości. Bez tego
związek się wypali. Zdajecie sobie chyba sprawę, że miłość z gorącej,
erotycznej po latach zamienia się bardziej w przyjaźń, przywiązanie. Jak
budować te relacjie, gdy nad związkiem ciąży fundamentalny brak szacunku dla
partnera, wielkie kukułcze oszustwo?
Druzgocące dla mnie są wypowiedzi, że dla dobra męża, dziecka, Twojego
własnego "nie mów". Moim zdaniem zatajenie tej trudnej prawdy w tym momencie
nie służy niczyjemu dobru. Dziecko może się dowiedzieć wcześniej czy później,
a tym bardziej mąż. Postęp techniki jest tak ogromny, że może się okazać iż
za lat pięć, czy dziesięć badania i testy genetyczne mogą być robione
standardowo przy byle podejrzeniu o jakąś chorobę, czy nawet na lotnisku. Co
się stanie z tą rodziną jeśli w którymś momencie sprawa się wyda? Czy nie
lepiej także we własnym interesie odpowiedzieć TERAZ za swoje czyny nie tylko
poprzez jakieś śmieszne wyrzuty sumienia, ale poprzez realną za nie
odpowiedzialność? Później trzeba będzie także odpowiedzieć za te wszystkie
lata wielkiego oszustwa. Po co dalej brnąć w zło, czy jeden niewłaściwy
uczynek nie wystarczy?
Jeśli mąż się w tym momencie z Orion rozwiedzie usłyszawszy szczerą prawdę,
widząc jej skruchę i żal, to czy nie oznacza to że jednak nie kocha swej żony
dość mocno by wybaczyć? A jeśli tak, to czy warto żyć z takim człowiekiem?
Może dla niego to traumatyczne w tym momencie przeżycie w przyszłości okarze
się być wartościowe? Może Orion jednak warto podjąć wyzwanie, bo za 10, czy
15 lat szanse na znalezienie innego partnera mogą być znacząco mniejsze.
Nie chcę tu sprawić wrażenia, że w tej sytuacji prawda będzie na pewno
atrakcyjniejsza niż kłamstwo. Może być dokładnie odwrotnie. Ja wolę jednak
kierować się w życiu bezwględną uczciwością przynajmniej względem najbliższej
rodziny. Uważam, że w dłuższej perspektwie jest to dla wszystkich korzystne.
Nie wyobrażam sobie jak można żyć inaczej...
Zdumiewa mnie także inny wątek - doradzanie na forum czynów tego kalibru jak
aborcja. Uważam, że osoby dające takie rady powinny się głęboko zastanowić
nad swoją dojrzałością. Moje drogie to nie jest błachostka, lecz ciążąca na
całe życie decyzja. Bądźcie ostrożniejsze w wypowiadaniu tego typu są w
wątkach, gdy ktoś stoi przed poważnym życiowym wyborem. Wy za to
odpowiedzialności nie bierzecie, a szkoda bo może byście się wtedy
zastanowiły nad tym co piszecie. Żeby było jasno nie mam nic przeciwko
dyskusjom na temat aborcji jestem przeciwko jej polecaniu szczególnie w
sytuacji gdy praktycznie nic się nie wie o sytuacji (bo tak na prawdę ile
można przekazać na forum?)
Oczywiście ze względu na fakt ujawnienia intymnych spraw ze swojego życia
pozwalam sobie zachować anonimowość.
A tak przy okazji Orion - czy zdajesz sobie sprawę, że ktoś kto to czyta jest
w stanie zadając sobie nieco trudu dojść do tego gdzie mieszkasz i
opowiedzieć wszystko Twojemu mężowi - tylko po to by zachować resztki męskiej
solidarności lub wykazać się złośliwością (lub zależnie od innych motywacji)?
Stąpasz po cienkim lodzi.