Dodaj do ulubionych

O co tu chodzi?

14.05.14, 15:06
Od 8 lat jestem z moim mężem. Od 6 małżeństwo... mamy prawie 6 - letnią córkę.
Mam zgryza małżeńskiego...
Pracuję na swoim, w zasadzie ja utrzymuję dom - mój mąż pracuje i nie zarabia źle, ale zdecydowanie ja więcej przynoszę do domu. Z pieniędzy mojej działalności odkładam na czarną godzinę, wakacje, większe wydatki - z męża kasy nie starcz bo opłaca część rachunków - resztę ma dla siebie.
Gotuję, robię zakupy, sprzątam, piorę, prasuje, organizuje wyjazdy rodzinne, sylwestra etc.,
Mój mąż ogarnia auto (opony, klocki, etc) i rzeczy męskie - gwoździki, gniazdka etc.
Oprócz tego nie robi nic innego... nie pomaga w domu - bo nie jest tego nauczony jak twierdzi przez jego matkę a dwa mówi, że ja mu w garażu przy kołach nie pomagam więc dlaczego on ma mnie pomagać.
Córkę z przedszkola odbiera w bardzo sporadycznych przypadkach - kiedy ja juz naprawdę się nie wyrabiam. Z dzieckiem rzadko wychodzi na spacery...sam z siebie w zasadzie wogóle chyba że ja mu to powiem.
Nie spędzamy razem czasu np. wspólnie nie chodzimy do kina bo po co mamy chodzić razem, przecież dwójka nie potrzebna.
Wspólnie rzadko wychodzimy bo on nie chce kombinować z załatwianiem opieki nad małą więc chodzimy osobno.
Dzieckiem zajmuje się OK jak są sami - jak tylko jestem to się uchyla bo przecież jest Mama.
Nie interesuje się że w domu nie ma np. wody do picia, chleba, nic do chleba....
Wysyłałam go na zakupy ale połowe rzeczy nie kupuje bo jak twierdzi nie umie znaleźć na półce. Jak kiedys poprosiłam zeby wstawił pralkę to moje nowe białe koszulki były zółte - ogólnie mam wrażenie że o to o co ja go proszę to wszystko robi byle jak, a o własne garaże, porzadki w aucie itp dba megadobrze.
W łóżku jest do d****. Jestem w stanie przewidzieć każdy jego ruch..co po czym nastąpi... w łóżku dba o siebie... ja się nie liczę... po wszystkim idzie sie umyć!!!!, puszcza bąka (za przeproszeniem) włazi pod swoją kołdrę (bo śpimy pod dwoma) obraca się tyłkiem i zasypia..
Kilka razy próbowałam podjąć z nim temat seksu i mówiłam mu o moich potrzebach ale rozmowy spełzły na niczym.
Jeżeli chodzi o pozostałe sprawy domowe - urzędy, przedszkola, etc. wszystko jest na moich barkach.
Jak tylko się odezwę, że coś mi nie gra i że nie pasuje słyszę "znów masz muchy w nosie" albo "Zaś się czepiasz" ip.
Czy u Was też tak jest czy u mnie jest cos nie tak???
Poradźcie!
Obserwuj wątek
    • allegra1002 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:33
      > Czy u Was też tak jest czy u mnie jest cos nie tak???
      > Poradźcie!

      Też tak było, a może nawet ciut gorzej.Najpierw myślałam podobnie jak Ty teraz, że to ze mną coś jest nie tak.Po kilku latach starań, doszłam jednak do wniosku że ze mną jest wszystko "tak" tylko z nim jest nie "tak".Już bez zbędnych, jałowych dyskusji spakowałam mu kuferek, wystawiłam za drzwi i potruchtałam do adwokata w sprawie rozwodu.I tak pozbyłam się problemu.
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:39
        nie pocieszyłaś mnie:(((
        problem jest tez w tym że u nas nie ma dyskusji... bo jak ja próbuje to on atakuje, argumenty są wyciągnięte z d*** i nieraz jak słyszę to argumenty które sa jedynie paplaniem języka a nie inteligentną odpowiedzią odechciewa mi sie wszystkiego - odwracam się, macham ręka i wychodzę... potem przez jakiś czas niby jest ok, bo nie podejmuje prób rozmów, negocjacji i tematów ale przychodzi moment kiedy "plaster" sie odkleja i wracam do punktu wyjścia...
        • angazetka Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:59
          A powinna. Napisała przecież jasno, co powinnaś zrobić, by żyło ci się lepiej.
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 16:03
            tak od razu? walizki out?
            • angazetka Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 21:46
              Od razu to by było z siedem lat temu. Facet nie jest tobą zainteresowany w żaden sposób, nie jest zainteresowany waszą rodziną, nie pomaga ci w niczym. Więc?
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:51
        No tak, teoretycznie czego ja sie czepiam - nie pali, mało pije, nie bije, nie poniża, nie zdradza... o co mi chodzi...!
    • aqua48 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:41
      wykonczonaja napisała:

      > czy u mnie jest cos nie tak???
      > Poradźcie!

      Z opisu zrozumiałam, że śpisz z własnym mechanikiem samochodowym, który u Ciebie przemieszkuje. To nie jest małżeństwo..
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:44
        kurde.... rzeczywiście można tak powiedzieć:(((
        • annb Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 08:32
          Raz w roku odstawiam samochód do przeglądu rejestracyjnego.
          Raz w roku odstawiam samochód do warsztatu który mi pasuje-aby zrobili swój przegląd i zajęli się/zadbali o samochód(olej, sprawdzenie hamulców)
          Dwa razy w roku jezdzę z samochodem na zmnianę opon

          Możesz to sama zrobić.Poszukaj zaprzyjaźnionego warsztatu

          aha
          jak jeszcze miałam męza poprosiłam go, aby odstawił samochód do warsztatu bo coś mi w nim nie pasowało.
          Powiedział że się czepiam samochodu
          Odstawiłam sama, mechanicy załamali ręce nad stanem technicznym jednego zawieszenia(mowiac potocznie)

          ten pan nie jest juz moim męzem


          Nie poszło o samochód ale te zawieszenia to była taka wisienka na torcie.
    • twojabogini Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 15:56
      Są różne modele związków. Ten w którym żyjesz jest taki w zasadzie patriarchalny, jeśli chodzi o funkcję kobiety - służy ona do obsługi męża i zajmowania się dziećmi. To tzw. model "tradycyjny". W wielu współczesnych związkach widzę, że zakres obsługi męża obejmuje teraz także zarobkowanie finansowe przez kobietę, co z jego barków zdejmuje spory ciężar. Zgodnie z "tradycją" seks jest także podporządkowany potrzebom męskim.

      Jeśli pytasz czy dużo kobiet żyje w takim związku jak twój - odpowiem ci - przerażająca liczba.
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 16:00
        Ale zatem czy życie w takim związku ma sens? czy jest to związek długodystansowy? bo to mnie zastanawia - ile da sie tak zyć?
        • po-trafie Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 16:12
          Kobiety cale zycie potrafia zyc z alkoholikami, agresorami, ludzmi ktorzy ich nie szanuja.
          To czy ktos tak zyje i jak dlugo tak zyje, nie oznacza, ze Ty bedziesz w takim ukladzie szczesliwa.

          Osobiscie - nie wyobrazam sobie tak spedzonego zycia. Nie chcialabym tez takich wzorcow fundowac swoim dzieciom.
        • molly_wither Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 17:44
          To jest paradoks wspolczesnych kobiet. Zarabiaja wystarczajaco duzo,byc byc niezalezne finansowo,ale wychowane glownie przez matki, w kulcie mezczyzny i nieobecnego (duchowo takze) ojca.
        • twojabogini zmiana 14.05.14, 18:49
          wykonczonaja napisała:

          > Ale zatem czy życie w takim związku ma sens? czy jest to związek długodystansow
          > y? bo to mnie zastanawia - ile da sie tak zyć?

          Niektóre kobiety żyją tak całe życie. Jedne same siebie uważając za niewolnice, inne olewając strukturę związku, robiąc swoje i akceptując, że partner jest jaki jest - w sensie uznając że mają co mają, związek to związek, i zaczynają realizować się gdzie indziej, niektóre także na płaszczyźnie seksualnej (z kimś innym niż mąż).

          Niektóre kobiety próbują zmieniać związek inne mężczyznę. Wiele zależy od gotowości mężczyzny do zmian. Możliwe, że on uważa taki model małżeństwa za normalny i w takim modelu czuje się dobrze. Możliwe też że jego zachowanie wynika z tego jak postrzega on role mężczyzny i męskość. Wtedy o zmiany trudno, bo nawet jak mu dasz szmatę do ręki czy ustawisz w kuchni - to on i tak będzie czuł się tam nie na miejscu. Może się także okazać, że jego seksualność nie przewiduje uwzględnienia potrzeb partnerki.

          Jeśli ogólnie się lubicie, on sprawdza się jako ojciec, możesz na niego liczyć w trudnych chwilach - warto pomyśleć nie tyle nad tym jak zmienić i przykroić mężczyznę, co raczej jak zmienić, pogłębić czy rozwinąć relację między wami.
          Trucie o podziale obowiązków się nie sprawdza. Lepiej działa oddawanie konkretnych pól - tak żeby partner przejął odpowiedzialność. Np. zapisuję się na kurs i nie będę miała czasu planować i robić zakupów, odbierać dziecka z przedszkola i zajmować się nim przez parę godzin. Chodzi nie o przekazywanie obowiązków - ale odpowiedzialności. Wtedy on nie idzie z kartką od ciebie do sklepu, tylko sam musi myśleć. Jeśli faktycznie matka go kompleksowo obsługiwała taki proces dojrzewania do odpowiedzialności za siebie zajmie sporo czasu - zwłaszcza że ty kontynuując obsługę upewniłaś go, że to jest okej.
          W zakresie zmiany zachowań mężczyzny polecam książkę Jespera Juula "Mąz i ojciec", nie znajdziesz tam recepty, ale znajdziesz odpowiedź na pytania czemu w ogóle niektórzy mężczyźni tak się zachowują, może też inspirację do tego jak zmienić relację na bardziej partnerską. Łatwiej też będzie ci wyłożyć mężczyźnie czego od niego oczekujesz (panom rozpieszczonym przez mamusie naprawdę trudno to pojąć).

          Z każdej sytuacji jest kilka różnych wyjść, jeśli nie dopowiada nam kierunek w jakim rozwinął się związek nie zawsze od razu trzeba rozważać rozwód. Poza tym warto wziąć uwagę, że akurat za to co dzieje się w związku odpowiada dwoje partnerów, a mężczyźni na ogół nie zmuszają kobiet przemocą żeby ich obsługiwały - to się dzieje siłą rozpędu. Gdy jedno z małżonków przestaje czuć się komfortowo - czas na zmiany. Odradzam zmiany wprowadzane podstępem, manipulowanie partnerem - warto otwarcie rozmawiać.

          Ponieważ piszesz, że mąż daje bzdurne tłumaczenia, przekręca itp. i nie masz pola do dyskusji i możliwości przedstawienia mu swoich racji - polecę ci jeszcze jedną książkę "Zostać czy odejść" - jak wklepiesz tytuł to ci wyskoczą autorzy. To poradnik, jest w nim sporo o tym jak się nie dać takim głupim trickom. Oraz sporo rozważań o tym jak zmienić relację (większość rozdziałów dotyczy tego jak zostać i zmienić relację). Nie ze wszystkim co tam napisano się zgadzam, ale na pewno sensowne są rady jak nie dać się zwodzić unikom partnera w rozmowie i jak się przebić ze swoimi potrzebami.

          Pamiętaj tylko, że twojemu mężowi jest z pewnością bardzo wygodnie, może on nawet uważać obecny stan za naturalny. Ty znasz jego charakter i wiesz jak reaguje na zmiany, co może go wyrwać i uświadomić mu że zmiany są konieczne. Na jednych działa prysznic w postaci - dłużej tak nie mogę, wypadasz z domu, jeśli zależy ci na związku zgłaszasz nas do terapeuty i dzwonisz z informacją o terminie spotkania, a wrócisz do domu dopiero jak ustalimy nowe zasady które będą odpowiadać nam obojgu. Na innych działają mniej radykalne sposoby.

          Co do aspektu seksualnego - nie gódź się na to co jest dla ciebie przykre, to niszczy więź z partnerem. Pomyśl czego chcesz, rozmawiaj (nie krytykując tego co jest, tylko mówiąc o tym co chciałabyś wprowadzić). Jeśli mąż nie jest zafiksowany na punkcie swojej sprawności seksualnej, możesz mu powiedzieć, że nie odczuwasz satysfakcji, bo brakuje ci pewnych rzeczy (a nie dlatego, że on jest do niczego).

          Licz się z tym, że jeśli coś "ruszasz" może okazać się, że mąż nie chce związku na innych partnerskich warunkach, seksu na partnerskich warunkach - i dojdzie do rozstania. Decyzję o rozstaniu na pewnym etapie możesz podjąć także ty. Ale z drugiej strony może się okazać, że relacja się zmieni, twój mąż dojrzeje - jeśli nie ma między wami przemocy, patologii, relacje między wami jako rodzicami czy między dzieckiem a mężem są dobre lub chociaż nie są złe - warto spróbować.

          • wykonczonaja Re: zmiana 10.09.16, 17:19
            Nie chce, bo tak my wygodnie Stec zdecydowałam się na rozwód.
        • karrioka Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 17:14
          " ile da sie tak zyć? "

          Da to się TAK przeżyć do końca życia.
          Sorry, ludzie nawet w czworakach dworskich po 10 w izbie bez okna całe życie przeżywali.

          Jeśli jednak pytasz o jakąś minimalną jakość życia to odp jest prosta.
          W dowolny sposób zakończ to "życie TAK" już dzisiaj.

          Możesz, jak Ci rozsądnie radzono, się rozwieść, dając się już dziś do prawnika, by zapoczątkować procedurę. Możesz też w inny sposób odciąć się od tego nieprzyjemnego pana od zaraz, po prostu budując plan życia - od zaraz - uwzględniający wyłacznie ciebie i dziecko, a wywalający pseudomężą z twoich myśli, mowy i uczynków.

          Chcesz wyjść z innym dorosłym? Umawiasz się i wychodzisz. Już dziś, na kawę z dowolnym znajomym/znajomą.
          Chcesz by było posprzątane - dzwonisz po chcącą dorobić Panią z gumtree i płacisz jej z pieniędzy "na dom"
          Kupujesz i gotujesz jedzenie dla siebie i dziecka.

          Nie spałabym jednak z tym panem lokatorem w jednym łóżku, na twoim miejscu. Niech lokator śpi gdzieś indziej, jak chce to może i w garażu.

          Tak czy inaczej zacznij dziś robić coś dla siebie - ja na pewno zaczęłabym od intercyzy
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 10.09.16, 17:22
            Chciałam intercyze dwa lata temu..powiedział że nie i ze jak chcę rozdzielności to mam od razu składa pozew rozwodowy bo on się na to nie zgadza..to jest wg niego brak zaufania w małżeństwie
      • allegra1002 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 16:07
        No właśnie! przerażająca liczba tak żyje i udają że im z tym dobrze bo: nie pije, nie bije itp.
        Jeszcze by tylko brakowało żeby bił ! Mój miał zawsze na podorędziu wymówkę:przecież ja nie jestm złym człowiekiem!. No fakt, złym nie był, ale dobrym też nie, czyli nie był żadnym mężem i żadnym ojcem, to na cholerę mi takie indywiduum w domu? do którego jeszcze muszę dokładać, a nic z tego nie mam? absolutnie NIC!!!
        • molly_wither Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 17:47
          Sa tacy,ktorzy twierdza,ze jeszzce bedziemy zalowac,ze sie z nimi rozstalysmy.Kiedy kobueta slyszy cos takiego zaczyna wierzyc, ze rzeczywiscie zlapala pana boga za nogi. I tkwi.
      • aqua48 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 16:18
        twojabogini napisała:

        > Są różne modele związków. Ten w którym żyjesz jest taki w zasadzie patriarchaln
        > y, model "tradycyjny".

        Nie to nie jest patriarchalny model, to model "na mechanika" - zajmuje się autem i śpi nad garażem a reszta go nie obchodzi..
        W patriarchalnym modelu mąż zarabia na utrzymanie rodziny i on też podejmuje decyzje - o wakacjach, ważniejszych zakupach itp. Ale także służy żonie opieką i troszczy się o dzieci. A także spędza czas wspólnie z rodziną, rozmawia z żoną i okazuje jej szacunek za jej wkład w małżeństwo. Jest to też model w którym obie strony się wzajemnie słuchają i są otwarte na swoje potrzeby.
        • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 20:05
          on też podejmuje decyzje - o wakacjach, ważniejszych zakupach itp. Ale także służy żonie opieką i troszczy się o dzieci. A także spędza czas wspólnie z rodziną, rozmawia z żoną i okazuje jej szacunek za jej wkład w małżeństwo. Jest to też model w którym obie strony się wzajemnie słuchają i są otwarte na potrzeby


          U mnie jak mówie, że jestem zmęczona to słysze ze każdy jest, jak boli mnie głowa to mi mowi, że mnie przeciez ciagle boli głow, jak mu opowiadam jakąs sytuacje o której wczesniej była mowa i próba doradzania to zawsze mówi nie mówiłem....
          N zakupy razem nie chodzimy bo nie podoba mu sie ze co chwil o czyms sobie przypominam ze jeszcze nie kupilam i np. wracam spod kasy do regału...
    • triss_merigold6 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 17:25
      Rozwiedz się, ustal alimenty i plan kontaktów ojca z dzieckiem. Będziesz mieć mniej stresów, mniej roboty, więcej kasy na 2 osoby w gospodarstwie, więcej czasu i luzu.
      • molly_wither Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 17:41
        A ja sie nieustannie dziwuje,ze kobiety niezalezne finansowe maja takie dylematy z chlopami.
        Czas popracowac nad samoocena, bo mysle,ze problem tkwi glebiej.
        • allegra1002 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 17:57
          Mają, mają, dlaczego by nie miały mieć? Pewnie że problem zawsze leży głębiej i zanim do niego się tak na prawdę dotrze to mija sporo czasu.Ważne jest żeby nie oszukiwać samej siebie i nie przyzwyczajać do takiego stanu bierności, na siłę dla tak zwanego dobra dzieci i rodziny trwać w takim układzie.Próby ratowania związku mają wtedy sens gdy obie strony dostrzegają deficyty i podejmują próbę naprawy. Ale gdy małżonek jest ślepy, głuchy i nieczuły bo mu tak wygodnie i nie ma zamiaru nic zmieniać(chyba że na gorsze) to nad czym się zastanawiać? Mój był nawet za leniwy i za bierny by chociaż pro forma sprzeciwić się rozwodowi, no bo skoro i tak ja o wszystkim decyduje i ja wszystko załatwiam to i rozwód jemu załatwiłam. Dzieci nie odczuły wielkiej straty, bo tatuś był dla nich właśnie.....żaden.
    • mruwa9 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 18:16
      rozumiem, ze oczekujesz ksiecia z bajki i zakonczenia w stylu "i zyli dlugo i szczesliwie".
      Mozna oddac pole walkowerem i sie rozejsc, jesli juz tak zupelnie nic was nie laczy i jest wam ze soba zle, ale mozna tez przyjrzec sie temu, co w waszym zwiazku bylo i jest dobre i to wzmacniac, uwzgledniajac fakt, ze zwiazki ewoluuja i ze etap motyli w brzuchu i spontanicznego seksu na kuchennym stole moze juz nie wroci, i ze to tez moze byc ok. Jest inaczej, ale niekoniecznie gorzej.
      Argumentu, ze go matka nie nauczyla prac domowych, nie kupuje. Wdepnelabym mu na ambicje, czy uwaza sie za doroslego i inteligentnego czlowieka, zdolnego do uczenia sie i rozwijania, czy jest infantylnym przedszkolakiem, robiacym tylko to, na co mu mamusia pozwoli.
      I moze rzeczywiscie za duzo zrzedzisz, a potem wyreczasz meza w obowiazkach, co go ostatecznie zwalnia z poczucia obowiazku?..

      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 19:58
        ja nie oczekuje księcia z bajki - to bzdura. Oczekuję partnera a nie drugiego dziecka, które mam wrażenie wychowuję.
        Co do etapu motyli i spontanicznego seksu to nigdy u nas tego nie było bo dl niego seks w kuchni był nienaturalne i krępujący..
        Już nie raz wdeptywałam mu na ambicje i beblałam o dorosłości i inteligencji - zawsze wtedy odpowiadał "tak, tak jestem głupkiem i idiotą jak Ci się nie podoba to sobie zmień" wiec o czym tu gadać.
        Nie zrzędzę i tu pewnie jest mój problem. Juz dawno uznałam, że to i tak nie ma sensu bo nic nie zmienię będę tylko słuchała ze snów mam fochy, muchy w nosie i mnie coś ugryzło... nie tak dawno bo w poniedziałek rano po dłuuuugiej przerwie w "zwracaniu mu uwagi" wkurzylam się bo siedział cłe popołudnie w niedziele sam w domu - ja byłam z dzieckiem w kinie i nie zainteresował sie brakiem wody mineralnej i pieczywa. W poniedziałek rano zatem powiedziałam mu o tym, ze miał czas by isc do sklepu to skonczylo sie wlasnie na tekscie ze mam muchy w nosie i całodniowym jego fochu
        • aqua48 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 20:37
          wykonczonaja napisała:

          > ja nie oczekuje księcia z bajki - to bzdura. Oczekuję partnera a nie drugiego
          > dziecka, które mam wrażenie wychowuję.

          A wychodziłaś za mąż z przymusu, czy był wtedy inny? Jeśli chcesz partnera, to go naucz tego partnerstwa, pokaż że to może być dla niego droga do np. zyskania podziwu w Twoich oczach. Nawet jeśli na początku będą niedociągnięcia i np koszulki będziesz miała żółte zamiast białych. To nie tragedia, tylko powód do śmiechu. Jeśli TY wszystko robisz lepiej to po co u licha on ma się starać?

          > Co do etapu motyli i spontanicznego seksu to nigdy u nas tego nie było bo dl ni
          > ego seks w kuchni był nienaturalne i krępujący..

          Przepraszam, ale spontaniczność w seksie chyba nie polega na uprawianiu go wśród lecących na ziemię z łoskotem garnków z zupą? Dla mnie to też by było nienaturalne.

          > Już nie raz wdeptywałam mu na ambicje i beblałam o dorosłości i inteligencji -
          > zawsze wtedy odpowiadał "tak, tak jestem głupkiem i idiotą jak Ci się nie podob
          > a to sobie zmień" wiec o czym tu gadać.

          Otóż to - rozmawiaj, nie pouczaj i nie rób mu wykładu. Nie mów bo ja.. i nie mieszaj z glebą. Zapytaj jak on widzi Wasze małżeństwo z czego jest niezadowolony co chciałby zmienić. zapewne sie zdziwisz jeśli przekonasz męża, że w ogóle będziesz go słuchać i warto jemu trochę "pobeblać"..

          > nie tak dawno bo w poniedziałek rano po dłuuuugiej przer
          > wie w "zwracaniu mu uwagi" wkurzylam się bo siedział cłe popołudnie w niedziele
          > sam w domu - ja byłam z dzieckiem w kinie i nie zainteresował sie brakiem wody
          > mineralnej i pieczywa.

          A dlaczego nie poszliście z dzieckiem we trójkę do kina, na film, na którym bawilibyście się wszyscy razem, a potem również razem po ten chleb i wodę, to nie jest trudne, choć pewnie musiałabyś powiedzieć mężowi, że bardzo tego chcesz i sprawiłby Ci dużą przyjemność, gdyby wybrał się z Wami.

          Mam wrażenie, że Ty w związku przyjęłaś rolę kierownika i złości Cię to, a także fakt, że twój mąż nie przyjmuje roli posłusznego podwładnego. Komunikacja Wam bardzo szwankuje. Kompletnie się nie słuchacie nawzajem.
          Może warto dla dobra dziecka i Was zrobić wysiłek i spróbować ponaprawiać to co się zepsuło i spróbować odnaleźć dobrą drogę na przyszłość?
          Bo na razie to TY "bebłasz", narzekasz i pouczasz, a on nie słucha, bo wiadomo, że "Ty zawsze masz muchy w nosie". Żadne z Was nie rozmawia z tym drugim.
          • allegra1002 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 21:18
            aqua48, ja doskonale rozumiem i wiem co założycielka postu przeżywa i jak taka sytuacja wygląda.Uczyć partnerstwa owszem można i nawet trzeba, ale jak po raz milionowy widzisz że jemu to zwisa i nie chce mu się tego partnerstwa nauczyć bo to wymaga wysiłku i psychicznego i fizycznego to masz dość roli nauczycielki życia.Zaśmiać można się raz czy dziesiąty z "żółtej koszulki" ale jak to zdarzy się po raz kolejny to ci już do śmiechu nie jest. Bo widzisz że ciebie i twoje koszulki olewają specjalnie, z lenistwa, z ociężałości umysłowej i fizycznej.Jak chodzi o te rozmowy od serca, co chciałby zmienić, ja sobie wyobraża itd.? Dostajesz po raz enty odpowiedź "daj mi spokój bo oglądam mecz", albo" czego ty znowu ode mnie chcesz?"albo"ja nic nie chcę zmieniać bo mnie jest dobrze tak jak jest".To choćbyś na głowie stanęła i nie wiem jak zachęcała, motywowała, chwaliła, prosiła, tłumaczyła, starała się, to jemu się po prostu nie chce! Nie chce bo jest leniem, psychicznym i fizycznym, zatrzymał się w rozwoju z własnej wygody, braku ambicji i nie będzie nic poprawiał, bo jemu jest dobrze.Możesz również takiemu typowi mówić, tłumaczyć, przekonywać jak to miło i fajnie tak razem do kina, na zakupy itd. On to ma w nosie, i nie ma zamiaru tobie czy dziecku sprawiać przyjemności , bo to też wysiłek dla niego.Komunikacja szwankuje wtedy, jeśli w ogóle jakaś miała miejsce, ale najwygodniej jest powiedzieć "a czego ty się czepiasz"? i to tyle jak chodzi o komunikację .Rolę kierownika przejmuje kobieta w takim zdechłym związku nie dlatego, że ma niewyżyte aspiracje "szefowania" tylko z przymusu, bo on nie zrobi, nie załatwi NIC, bo mu się nie chce .
            • aqua48 Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 21:38
              allegra1002 napisał(a):

              >Zaśmiać można się raz czy dziesiąty z "żółtej koszulki" ale jak to zdarzy
              > się po raz kolejny to ci już do śmiechu nie jest.

              Wiesz jakoś tak bywa, że razem kolejnym to jemu wszystkie koszule zafarbuje na różowo i WTEDY się szybciutko uczy co z czym prać..

              Bo widzisz że ciebie olewają specjalnie, z lenistwa, z ociężałości umysłowej i fizycznej.

              Wiesz, są przypadki nieuleczalne, ale z tego co autorka pisze jeszcze nie wynika, że jej taki jest.

              > Komunikacja szwankuje wtedy, jeśli w ogóle jakaś miała miejsce

              Nie tylko, komunikacja szwankuje również wtedy jeśli jedna osoba w związku ma wyłącznie pretensje, a druga stara się ją brać na przeczekanie. A jak jest u autorki to chyba ona sama wie najlepiej.

              > Rolę kierownika przejmuje kobieta w takim zdechłym związku nie dlatego, że ma niewyżyte aspiracje "szefowania" tylko z przymusu, bo on nie zrobi, nie załatwi NIC, bo mu się nie chce.

              Nie tylko, znam takie związki w których kobieta jest kierownikiem a mężczyzna nie wyraża własnej woli bo to po prostu nie ma sensu. Jest ich bardzo wiele. Kobieta potem jęczy: a żeby on raz sam o czymś zadecydował, sam pomyślał, wystąpił z jakaś inicjatywą, ale jak on próbuje to za każdym razem dostaje po nosie. Bo co on się tam zna, bo przecież nie tak i nie teraz i daj spokój.. I tak kobiety zostają jak te lokomotywy ciągnąc za sobą wagon, albo go odłączając.
              Co ciekawe, ci sami mężczyźni w związku z inną kobietą potrafią zachowywać się zupełnie odmiennie.
              • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 23:56
                komunikacja szwankuje bo kazda moja proba podjęcia rozmowy gdzie próbuję, delikatnie zaznaczam, powiedziec że moznaby tk czy siak, inaczej albo chce doradzic, zachecić, konczy się stwierdzeniami co Cię ugryzlo? muchy w nosie? jezu zas zrzędzisz...
                Dlatego od dluzszego czasu zamiatam wszystko pod dywan i wogole sie nie odzywam - robie to co robilam (patrz post 1)...

                Tak z innej beczki - sytuacja z poniedzialku..
                U malej w pokoju blagan. Od kilku dni jest gadka o tym, że bedzie sprztała bo domek pod łozkiem urządzony a niekorzysta, w pudełkch na regle milion rzeczy którymi sie nie bawi, etc.
                co zrobił mój mąż?
                wywalił w poniedziałek wszystkie rzeczy z pudel na regale, wytargał zabawki spod łózka i powiedział: no to teraz mała będziesz sprzatała?
                czy myslisz ze 6 latka ogarnie kupe jej wysokości?
                dzisiaj opowiadam to szwagierce a ona pyta małej: no i kto posprzatał? Mama, a co tato robił w tym czasie? mala: leżał

                • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:15
                  Skoro go kochasz:) to walcz, nie zamiataj pod dywan.
                  Wywalił córce rzeczy na środek pokoju, mówisz: wywaliłeś-sprzątasz, mała Ci pomoże, ja palcem nie dotknę. Nie robi zakupów, bo nie umie? Mówisz: masz tu kartkę, jak nie będziesz wiedział gdzie co leży, pytaj pracowników, nauczysz się. Instrukcja obsługi pralki na kartce, krok, po kroku. Sprawy urzędowe? To samo kartka i koniec języka za przewodnika.
                  Ja Cię w sumie podziwiam. Nie wytrzymałabym z takim facetem długo.
                  Jeśli jest choć trochę inteligentny nauczy się wszystkiego. Teraz mu się nie chce, bo wszystko ogarniasz Ty. Więc niestety Ty musisz sobie znaleźć zajęcie, niezbędne zajęcie, po to, żeby wychodzić z domu i zostawić go z obowiązkami.
                  Poszukaj terapeuty rodzinnego, są tacy na NFZ i zapisz się juz w kolejkę, bo czekać będziecie na pewno. Męża poinformuj dopiero przed pierwszym spotkaniem.
                  No i odstaw faceta od łoża. Wystarczy jeden tekst: dopóki nie dbasz o mnie, nie mam ochoty na seks, koniec kropka.
                  • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:28
                    I jeszcze: Co to znaczy, ze go nie nauczono obowiązków domowych?
                    Czy to znaczy, ze był się w stanie nauczyć czegokolwiek do np. 15 roku życia, a teraz już nie jest? Coś jest z nim nie tak?
                    Brakujące zakupy spożywcze - nie dokupuj. raz, drugi nie zje śniadania albo kolacji to może coś dotrze. To samo z porządkami. Gdzie jest napisane, że zawsze wszystko musi być zrobione? pełne zaopatrzenie, porządek, wyjazdy itd? Nie musi.
                    Tak naprawdę, to jesteś szefową na własne życzenie. Jeśli on czegoś nie zrobi, robisz to Ty. W ten sposób uczysz go, że wcale nie trzeba się wysilać, no bo po co? Skoro Ty go wyręczysz?

                    Nie zajmuje się dzieckiem, kiedy Ty jesteś w domu. Dajesz dziecku książeczkę i mówisz: idź do taty, poczyta Ci.
                    Nie masz czasem poczucia, że wszystko musisz mieć pod kontrolą?
                    • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:35
                      I jeszcze: Co to znaczy, ze go nie nauczono obowiązków domowych?
                      > Czy to znaczy, ze był się w stanie nauczyć czegokolwiek do np. 15 roku życia, a
                      > teraz już nie jest? Coś jest z nim nie tak?

                      Z tym się zgadzam. Gdybym miała bazować wyłącznie na domu rodzinnym, to miałabym synusia, a nie męża, bo moja teściowa była tak wpatrzona w synka, że nie wyobrażała sobie, by mógł sprzątać, robić zakupy, gotować. A jakoś potrafi. Jak trzeba to okna umyje, potrafi obsłużyć zmywarkę, zrobić zakupy, czasami coś ugotować. To zależy od sposobu myślenia o związku i swojej w nim roli.
                    • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:47
                      Ha! ja nie zje śniadania czy kolacji bo czegoś nie ma to niby jest ok, bo przecież nic się nie stało, ale przy najbliższej możliwej okazji wyrzyga!
                      Szefową na własne życzenie! kurde a co mam żyć w syfie, bez żarcia, nigdzie nie wyjeżdzać?
                      powinnam w takim razie wydzielić pokoj dla niego, półke w lodówce i odpowiednie wakacje tak zeby to, sam sobie ogarniał..
                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:41
                    Jak mu powiedziałam,że ja tego nie tknę to powiedział, że trudno będziemy mieszkać w syfie..
                    Listę na zakupy mu daję -ba! nawet piszę ile dkg sera żółtego ma kupić i jaka marke bo inaczej kupi byle pierwszy po 8 zł za kg.
                    Jak wyprał mi ciuchy na żółto to stwierdził..no widzisz! przynajmniej juz nigdy nie poprosisz mnie żebym to zrobił.
                    Ja wychodzę... gram w siatkówkę, spotykam sie z przyjaciółkami, etc.
                    Zostawiam go z obowiązkami i co zastaję po powrocie?... jak było niepozmywane to dalej nie pozmywane, jak koc w kupie lezał na środku pokoju tak dalej lezy, łóżki nie bbyło zaścielone, i dalej nie jest,.
                    Jedyne co to dziecku kolacje zrobi, ogarnie po kąpieli i poczyta jak mnie nie ma bo jak jestem to juz patrzy mnie wkręcić...
                    Jak wieczorem chce gdzies wyjsc to teraz idę ale kiedys mogłam wówczas jak dziecko ogarniete juz było w łózki - nie wczesniej, bo mu nie pasowało..
                    Sa rzeczy które zmieniam a bynajmniej staram sie, ale one raczej dotyczą mnie ( nie gotuje codziennie, nie sprzatam na picuś co 3 dni - jak kiedys) a nie że on z siebie coś daje.
                    • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:51
                      wykonczonaja napisała:

                      > Jak mu powiedziałam,że ja tego nie tknę to powiedział, że trudno będziemy miesz
                      > kać w syfie..

                      He, he, bo wiedział co na Ciebie podziała :)

                      > Listę na zakupy mu daję -ba! nawet piszę ile dkg sera żółtego ma kupić i jaka m
                      > arke bo inaczej kupi byle pierwszy po 8 zł za kg.

                      Normalne, ja też jak daję listę to nie wiem do końca, czy będzie z niej wszystko kupione i czy seler nie pomyli się z porem, a rzecz o której wiem, że na pewno stoi na półce nie okaże się totalnie nie do odnalezienia, albo na wszelki wypadek nie będę jej miała podwójnie od dwóch różnych producentów. Taki lajf. Nikt nie jest idealny. Nie robię jednak z tego afery, bo nie ma o co, tylko cieszę się, że nie muszę sama robić zakupów. I MÓWIĘ mężowi jak fajnie, że mnie wyręczył, zamiast gderać i wytykać błędy i niedociągnięcia.

                      > Jak wyprał mi ciuchy na żółto to stwierdził..no widzisz! przynajmniej juz nigdy
                      > nie poprosisz mnie żebym to zrobił.

                      Miał rację?

                      > Ja wychodzę... gram w siatkówkę, spotykam sie z przyjaciółkami,
                      > Zostawiam go z obowiązkami i co zastaję po powrocie?... jak było niepozmywane t
                      > o dalej nie pozmywane, jak koc w kupie lezał na środku pokoju tak dalej lezy, ł
                      > óżki nie bbyło zaścielone, i dalej nie jest.

                      I świat się z tego powody kończy? Ty lecisz na wypoczynek a on ma w tym czasie sprzątać? Odpuść, sprzątajcie razem - jak się nauczycie to robić sprawnie będzie dużo szybciej, a facet się przekona, że to nic strasznego i zajmuje chwilę..

                      > Sa rzeczy które zmieniam a bynajmniej staram się, ale one raczej dotyczą mnie

                      Tylko takie rzeczy możesz zmieniać tak na prawdę. Rób to w ten sposób, żeby mąż musiał się dostosować.
                      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:01
                        nie nie ma sprzątac w tym czasie.... ale niech podniesie... czy wg ciebie normalne jest że dziecko rozlewa sok na podłodze a on woła... M! mala rozlała sok!!!????? bop wg mnie powinien wziac szmate i bez słowa wytrzec....
                        nie chodzi mi o to że źle kupuje ale że kupuje byle jak.... nie stara sie , olewa, co mu pod reke podejdzie to pakuje do wózka a jak czegos nie ma w zasiegu wzroku to nie zadaje sobie trudu zeby zapytac, porozgladac sie.

                        z pralką się zgadzam.... miał racje!
                        • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:06
                          wykonczonaja napisała:

                          > nie nie ma sprzątac w tym czasie.... ale niech podniesie... czy wg ciebie norma
                          > lne jest że dziecko rozlewa sok na podłodze a on woła... M! mala rozlała sok!!!

                          Normalne - wołasz: ścieeeerka jest pod umywalką! I nie robisz absolutnie NIC WIĘCEJ.

                          > nie chodzi mi o to że źle kupuje ale że kupuje byle jak.... nie stara sie , ol
                          > ewa, co mu pod reke podejdzie to pakuje do wózka a jak czegos nie ma w zasiegu
                          > wzroku to nie zadaje sobie trudu zeby zapytac, porozgladac sie.

                          Normalne, dopóki nie przekłada, że tylko to co kupi będzie musiał jeść. I dopóki go nie chwalisz za staranniejsze zakupy.

                          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:13
                            ale on tego nie powyciera!!!!!!!!! zrozumcie to!
                            • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:15
                              wykonczonaja napisała:

                              > ale on tego nie powyciera!!!!!!!!! zrozumcie to!

                              To będzie mokre. Zrozum to. I świat się od tego nie zawali.
                              • fruzia01 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 15:13
                                tu się wtrącę:
                                będzie mokre dopóki nie wyschnie samo

                                jeśli on się uprze nie wycierać a ona konsekwentnie też - no bo przecież wycierając wyręczyłaby go pokazałaby że od sprzątania jednak w domu jest ona - to plama sama nie zniknie; będzie sobie zasychać tydzień, drugi, trzeci, do słodkiego cukru (bo to plama po soku) przylepią się kurze, mija tydzień czwarty, piąty, przyjdą znajomi - pomyślą sobie jacy syfiarze tu żyją, ale nic to, w końcu posprzątać miał mąż, od plamy świat się nie wali, minie kolejny miesiąc, przyjdzie Wielkanoc, pół roku, kolejne święta; a plama pozostanie; bo on przecież nie schyli się po szmatę z honoru, żeby udowodnić kto ma rację, a ona przecież nie może pozwolić sobie na brak konsekwencji i wyręczanie męża w pracach domowych;
                                świat się nie zawali, tylko czy to o to chodzi, żeby do końca życia ta plama na podłodze była, żeby żyć w syfie?

                                jak myślisz, istnieje jakiś limit czasu, po którym mąż w końcu wykona prośbę żony o wytarcie tej plamy z podłogi? jak długo ona ma czekać i nie wycierać tej podłogi?
                                • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 16:14
                                  Ty chyb mnie rozumiesz... reszta, nie do końca...
                                  • fruzia01 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 21:23
                                    a rozumiem cię, bo przerabiam podobne dyskusje z ludźmi na temat swoich dzieci
                                    ja się żalę że mi 3h wyją w aucie i dostaję jobla i w odpowiedzi słyszę "wyją bo im na to pozwalasz" jassssssne... oczywiście że nie pozwalam, ale werbalny nakaz ciszy nic nie daje, podobnie jak płyty, bajki, zabawki, śpiewanie piosenek, wychodzenie z siebie i inne cyrki; w końcu nie ja wysyłam neuronami impulsy elektryczne do ich paszczy, to one same muszą łaskawie czymś się zainteresować i przymknąć; tak samo ty choćbyś wychodziła z siebie nie będziesz w stanie zgiąć jego ręki po szmatę, bo to ostatecznie jego mózg musi stwierdzić że warto i ten ruch wykonać; ale dla postronnych to będzie zawsze twoja wina "bo sobie pozwalasz", "bo gdybyś nie pozwalała to by tak nie było" i "moje nie wyły"; ale na czym owo magiczne nie pozwalanie ma polegać w praktyce to już nie usłyszysz, niestety; aqua radzi nie wyręczać faceta - to już coś, tylko ja się jej pytam jak długo czekać, żeby to działanie przyniosło efekt;
                                    • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 21:41
                                      Porównujesz małe dzieci do dorosłego faceta?:)

                                      Tu o stawianiu granic dorosłym:
                                      miedzypokoleniowa.pl/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-stawia-granice.php
                                      • fruzia01 Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 11:17
                                        jak widac jedno i drugie potrafi byc wyjatkowo uparte/przekorne
                                        natomiast sposob dyskusji - identyczny
                                    • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 11:18
                                      ooooo o tym jeszcze nie pisałam! że wszystko co jest negatywnie związane z małą jest moją winą... bo pozwalam, bo nie jestem konsekwentna, bo za dobra, etc...
                                • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 16:29
                                  Córka ma pięć lat. Może wytrzeć po sobie sok? Może.
                                  Uczenie dziecka, ze wszystko musi zrobić mama, bo jak mama nie zrobi, to nikt inny też nie, na pewno nie będzie miało na nie dobrego wpływu.
                                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 16:31
                                    Corka wytarla ten sok...bo ja jej zwrociłam uwage... ale chodiz o sam fakt, że od razu szuka wyręczenia...
                                  • fruzia01 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 21:07
                                    to osobna kwestia, oczywiście dziecko powinno po sobie sprzątać
                                    (inna bajka że na razie dziecko dostaje przekaz: baby są od sprzątania: i po sobie i po facetach)

                                    ale aqua proponowała krzyknąć że ścierka jest gdzieś tam i czekać na reakcję MĘŻA, nie dziecka; czekać i nie robić absolutnie nic; ja więc pytam ją jak długo czekać? pół godziny? godzinę? dzień, miesiąc czy do końca życia?
                    • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:52
                      > Jak mu powiedziałam,że ja tego nie tknę to powiedział, że trudno będziemy miesz
                      > kać w syfie..
                      Odpowiedział tak, bo dokładnie wiedział jak zareagujesz - posprzątasz sama. Przejrzał Cię na wylot.
                      Tu tez to widać:
                      > Jak wyprał mi ciuchy na żółto to stwierdził..no widzisz! przynajmniej juz nigdy
                      > nie poprosisz mnie żebym to zrobił.
                      Po takim stwierdzeniu męża, nie prałabym mu ubrań, w ogóle.

                      > Zostawiam go z obowiązkami i co zastaję po powrocie?... jak było niepozmywane t
                      > o dalej nie pozmywane, jak koc w kupie lezał na środku pokoju tak dalej lezy, ł
                      > óżki nie bbyło zaścielone, i dalej nie jest,.
                      No i co z tego? Od tego się nie umiera, wyluzuj:) Mówię to ja, była perfekcjonistka:)

                      Nakazałaś mu sprzątanie? Czy powiedziałaś: mężu czy jak tam się zwracasz, ogarnij bałagan, ja wychodzę, buziaki?

                      On nic z siebie nie daje, bo robi Ci na złość. Tak to wg mnie wygląda. Jest na Ciebie zły, albo za formę komunikacji, albo za nakazowość, nie wiem za co, ale jest zły. I nie potrafi tego powiedzieć, albo nawet nie jest świadomy, więc się odgrywa w inny, znany mu sposób.
                      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:02
                        w życiu mu niczego nie nakazałam... wycodzę i mówie, słuchaj! weź ogarnij tutaj trochę ja bede o 21, buziak.. wracam i jak myslisz??? co zastaje?
                • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:56
                  wykonczonaja napisała:

                  > komunikacja szwankuje bo kazda moja proba podjęcia rozmowy gdzie próbuję
                  > powiedziec że moznaby tk czy siak, inaczej albo chce doradzic,
                  > zachecić, konczy się stwierdzeniami co Cię ugryzlo? muchy w nosie? jezu zas zr
                  > zędzisz...

                  Bo masz za złe, robisz wykład i pouczasz - czyli zrzędzisz. I oczekujesz zrozumienia i podporządkowania się. Nie na tym polega rozmowa.


                  > U malej w pokoju blagan. Od kilku dni jest gadka o tym, że bedzie sprztała bo d
                  > omek pod łozkiem urządzony a niekorzysta, w pudełkch na regle milion rzeczy któ
                  > rymi sie nie bawi, etc.
                  > co zrobił mój mąż?
                  > wywalił w poniedziałek wszystkie rzeczy z pudel na regale, wytargał zabawki spo
                  > d łózka i powiedział: no to teraz mała będziesz sprzatała?
                  > czy myslisz ze 6 latka ogarnie kupe jej wysokości?
                  > dzisiaj opowiadam to szwagierce a ona pyta małej: no i kto posprzatał? Mama, a
                  > co tato robił w tym czasie? mala: leżał

                  Typowe. Zosia-samosia z Ciebie. I fatalny przykład dla dziecka. Po pierwsze zamiast gadki o konieczności sprzątania mówisz towarzystwu w sobotę zabieramy się wszyscy do porządków. Ty z córką segregujecie rzeczy do wyrzucenia - mąż skacze do sklepu po worki, potem wynosi worki, pudła, paczki do śmietnika. Prosisz go by zdjął firanki do prania, bo wy, dziewczyny przecież nie dosięgniecie. Po wszystkim mała wyciera kurze, ty jedziesz odkurzaczem, a mężowi dajesz dywan do wytrzepania. Wszyscy zaangażowani. Da się?

                  • pade Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:57
                    Dokładnie. Córka w przyszłości będzie taka, jak mama. Czyli znajdzie sobie "misia" i będzie go obsługiwała.
                    Autorko, chcesz tego dla córki?
                    • aqua48 Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:04
                      pade napisała:

                      > Dokładnie. Córka w przyszłości będzie taka, jak mama. Czyli znajdzie sobie "mis
                      > ia" i będzie go obsługiwała.

                      Ja bym powiedziała raczej, że córka rośnie na takiego samego lenia jak ojciec - po co ma coś robić skoro mamusia i tak się prędzej czy później zabierze. Gdyby przez tydzień potykała się o kupę rzeczy rzuconych na środku to musiałaby zabrać się sama do sprzątania, lub poprosić o pomoc rodziców.
                      A, i jeszcze mi przyszło do głowy, że mąż w znakomity sposób pokazał autorce co działa, zamiast nieustannego kłapania paszczą w próżnię, jeśli się chce kogoś nakłonić do działania. Tyle, że ona nie potrafi tego zastosować wobec niego..
                      • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:22
                        Ja bym powiedziała Aqua, że jedno i drugie:)
                        Bo siłą rzeczy córki albo wzorują się na matkach czyli wybierze "misia", albo próbują być ich przeciwieństwem czyli będzie jak tatuś:)

                        Mam wrażenie, że autorka ma silną potrzebę robienia wszystkiego sama, bo albo ona zrobi to najlepiej, albo chce zademonstrować swoje "poświecenie", z czego może sobie nawet nie zdawać sprawy.
                        • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:40
                          pade napisała:

                          > Mam wrażenie, że autorka ma silną potrzebę robienia wszystkiego sama, bo albo o
                          > na zrobi to najlepiej, albo chce zademonstrować swoje "poświecenie", z czego mo
                          > że sobie nawet nie zdawać sprawy.

                          Też mam takie wrażenie, a wobec takiej postawy jedyną i zdrową odpowiedzią męża jest jego totalny tumiwisizm.
                          Jeśli autorka chce cokolwiek zmienić w tym układzie, łącznie z nieudanym seksem, powinna zacząć zmianę od SIEBIE. I przykręcić kurek z płynącym "przecież ja tu robię wszystko, bo nikt pacem nie kiwnie". Zacisnąć zęby i wbrew sobie pozwolić, żeby nie było w domu chleba, wody mineralnej, czystych majtek itp. a na pytanie gdzie są - odpowiadać łagodnie (!!!) zdziwionym i lekko nieobecnym - nie kupiłeś? ooo, szkoda, a wydawało mi się, że cię prosiłam.
                          • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:58
                            Dziewczyny ale ja tak robię!!!
                            nie kupuje np. albo nie sprzątam i co?? słyszę? dobra będziesz chciała żebym gniazdko przykręcił tez powiem że mam wyj****

                            czy zwracanie mu uwagi, że jest niezaangażowany w dom średnio 3 razy powoduje że maż przybiera postawę tumiwisizmu??? bo jeżeli tak to jest chyba księciem z bajki!

                            czytajcie wczesniejsze posty!!!
                            • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:12
                              Czytałam wszystkie Twoje posty.
                              I zastanawiam się, czego Ty od nas oczekujesz?
                              Bo ewidentnie pomijasz milczeniem odpowiedzi, w których pokazujemy Ci, że tańczysz jak mąż zagra.
                              Nie ma cudów. Zmiany musisz zacząć od siebie. Czyli: nie pozwalać, by mąż odzywał się do Ciebie w sposób lekceważący; by tylko on ustalał od czego jesteś Ty w domu, a co do niego należy, czyli ustalić sprawiedliwy podział obowiązków i opieki nad dzieckiem; nie spełniać małżeńskiego obowiązku w imię..czego właściwie? nie wyręczać męża we wszystkim co się da.
                              Może zamiast denerwować się tu, na forum, tupnij nogą w domu?
                              • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:18
                                oczekuje ustalic czy takie życie jest normalne.... nie pomijam! zdaje sobie sprawe ze tańczę jak on zagra i to mnie tez wkurza.... chce byc dobra zona i matka a dałam sie zapedzic w kozi róg...
                                Jak kiedys tupałam nogą w domu to przypłacałam to kilkudniowym fochem i obrazą majestatu.... on jest uparty!! i nic to nie daje... mam wrazenie ze jest mu wszystko jedno czy gadamy ze soba czy nie.... jest jak jest ot! tyle...
                                minimalista w kązdym calu - najeść się, napić poleżeć w ciepłeku i mieć swiety spokoj, to jego priorytety. reszta??? przeciez jestem ja wiec o co chodzi!!! bedzie fajnie to będzie... a jak nie to tez trudno...
                                • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:22
                                  wykonczonaja napisała:

                                  > zdaje sobie sprawe ze tańczę jak on zagra i to mnie tez wkurza.... chce byc dobra zona i matkaa dałam sie zapedzic w kozi róg...
                                  > Jak kiedys tupałam nogą w domu to przypłacałam to kilkudniowym fochem i obrazą
                                  > majestatu.... on jest uparty!! i nic to nie daje

                                  Toż właśnie piszemy Ci, że z takim mężczyzną nic nie daje ani wydawanie poleceń, ani robienie za niego. Musisz go sposobem pochodzić, sposobem...jeśli nie chcesz poszukać lepszego modelu.

                                  > minimalista w kązdym calu - najeść się, napić poleżeć w ciepłeku i mieć swiety
                                  > spokoj, to jego priorytety.

                                  Jak 99% mężczyzn? Pokaż mu, że równie fajne i OPŁACALNE DLA NIEGO jest być "bohaterem we własnym domu".
                                • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:24
                                  No to niech nie będzie fajnie. A jak zacznie narzekać odpowiedz, że za jakość związku odpowiedzialne są dwie osoby, a nie jedna. Tak samo jest z wychowaniem dziecka.
                                  I przede wszystkim przestań latać wycierać sok, myć pokornie garnki, biegać po bułeczki, sprzątać córce pokój, uprawiać seks z obowiązku bo pokazujesz w ten sposób, że można Cię tak traktować.
                                  To nie jest tak, że on się sam z siebie, pewnego słonecznego dnia zmieni i zobaczy jak Ty się starasz, olśni go, doceni Cię i weźmie się za szmatę. Nie ma takiej opcji.
                                  Musisz postawić granice. Zacznij szanować samą siebie to i mąż zacznie Cię szanować.
                            • po-trafie Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:16
                              No wlasnie problem polega na tym, ze jak on cos takiego mowi, to ty zmieniasz swoja postawe.
                              A przeciez gniazdko mozesz przykrecic sama. Mozesz tez wezwac kogos kto to zrobi, tak po prostu.

                              Z tego co piszesz, wynika, ze robisz dla waszego wspolnego domu i zycia duzo wiecej niz maz, a jednoczesniej dajesz sie w to wszantazowywac bo.. on swoich 5% nie zrobi? Bo przyjmie posatwie 'tumiwisizmu' w tym 5% ktore on robi?
                              Faktycznie, to jest powod zeby przestac od niego oczekiwac czegokolwiek..
                            • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 16:35
                              > Dziewczyny ale ja tak robię!!!
                              > nie kupuje np. albo nie sprzątam i co?? słyszę? dobra będziesz chciała żebym gn
                              > iazdko przykręcił tez powiem że mam wyj****

                              Jeszcze raz zapytam: dlaczego pozwalasz, żeby mąż się tak do Ciebie odzywał?
                              To jest jeszcze gorsze niż robienie z siebie służącej męża.
                              • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 17:49
                                nie przeklina.... chodzi raczej o swego rodzaju szantaż - jeżeli o tym piszesz to...mam wrażenie że jestem psychicznie zastraszona, czasem
                            • kj-78 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 22:08
                              Ale co to za problem przykrecic gniazdko, albo wbic gwozdz? Po prostu nie daj sie tak glupio szantazowac. Gwarantuje Ci, ze i wiertarke obsluzysz, jak tylko sprobujesz.... Zawsze mnie dziwia te "meskie" zajecia i ma alergie na takie wymowki kobiet. Aaa!!! Wylaczasz prad, bierzesz srubokret i przykrecasz srubki w gniazdku! Bierzesz wiertarke, przykladasz do miejsca gdzie ma byc dziurka i przyciskasz przycisk. Dzwonisz do warszatatu, umawiasz sie i zawozisz woz.

                              Pokaz mezowi, ze poradzisz sobie sama (w przeciwienstwie do niego). Moze zacznie doceniac...
                              • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 16.05.14, 11:26
                                ale ja wiem że sobie poradzę z gniazdkiem,śrubką i innym dupstwem - pytanie tylko w takim razie po co mi mąż?
                                • edw-ina Re: Mąż pokazał Ci co działa? 16.05.14, 11:55
                                  Ale z tego, co opisujesz, to mąż i tak jest ci średnio potrzebny. Tj. mąż, towarzysz życia, przyjaciel, kochanek, powiernik - tak, taka osoba jest tobie i chyba każdej osobie potrzebna. Ale mąż, który cię nie szanuje, wykorzystuje, chamsko się do ciebie odzywa i nawet w łóżku nie ma ochoty się postarać i tak jest ci średnio potrzebny do życia.
                                  • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 16.05.14, 12:05
                                    ja bym chciała żeby mój mąż był przyjacielem, powiernikiem, kochankiem, towarzyszem życia... ale ten nie jest....
                                    chyba że wg Ciebie ja wogóle nie potrzebuję takiego faceta...o to Ci chodziło?
                                    • edw-ina Re: Mąż pokazał Ci co działa? 16.05.14, 12:19
                                      Tak, uważam, że żyjąc z takim mężczyzną bardzo dużo tracisz, a fakt, że pytasz, czy taki stan rzeczy jest normalny jeszcze dobitniej o tym świadczy. I sądzę, że jest potrzebny ci facet, ale nie ten.
                            • illegal.alien Re: Mąż pokazał Ci co działa? 07.09.16, 18:38
                              Macie problem z instalacja elektryczna? Jezeli nie, to ja Ci powiem, ze jak 6 lat mieszkamy we własnym mieszkaniu, tak jeszcze nie mielismy potrzeby wykręcić gniazdka.
                        • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:55
                          Gdybym miała silną potrzebę robienia sama to czy dawałabym tu posta? no pomyśl logicznie....
                          ja własnie nie chcę!!! chce pomocy, partnerstwa, wspólnoty, chce razem!!! bo małżeństwo to RAZEM a nie osobno, nie ty mi rób dobrze a ja bede korzystał!
                          Nie jestem osóba która mówi, nie ! ja zoribie bo zrobie lepiej.... jak będzie tak bedzie. Ważne że ktoś mi pomógł a nie patrzył jak robie a jeszcze do tego zdarza się, że komentował jak robie...
                          Gary dwa ni nie zmyte a on przychodzi i pyta - a ty te garnki to pozmywasz w koncu czy tak grzybem zarosną!!!
                          • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:58
                            No ja myślę logicznie:) I widzę osobę, która narzeka, ale mimo wszystko robi to, czego mąż robić nie chce. Bo ktoś musi, tak?
                            Otóż nie musi.
                          • pade Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 12:59
                            I jeszcze jedno. "Pięknie" się Twój mąż do Ciebie odzywa. Dlaczego na to pozwalasz?
                          • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:03
                            wykonczonaja napisała:

                            > Gary dwa ni nie zmyte a on przychodzi i pyta - a ty te garnki to pozmywasz w ko
                            > ncu czy tak grzybem zarosną!!!

                            Ja bym spokojnie i miłym tonem powiedziała, że ponieważ gotuję dla wszystkich, jemu zostawiłam mycie garnków i to jego problem co z nimi będzie. I wyszła z kuchni żeby nie kontynuować rozmowy w takim tonie.
                            • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:06
                              tak tez próbowałam - talerze dał do zmywarki a ponieważ nie zunaje mysia garów w zmywarce to gary stały az zaśmierdły...
                              • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:11
                                wykonczonaja napisała:

                                > tak tez próbowałam - talerze dał do zmywarki a ponieważ nie zunaje mysia garów
                                > w zmywarce to gary stały az zaśmierdły...

                                O matko! Włączaj tę zmywarkę raz dziennie - a mąż niech tam przez cały dzień wkłada gary, które miał umyć i po problemie. Na prawdę ludzie potrafią sobie sami stwarzać problemy..


                                • edw-ina Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:14
                                  ale niektóre gary niszczą się w zmywarce, np. te z powłoką nieprzywieralną. Trzeba mieć z czystej stali szlachetnej, by zmywara ich nie zniszczyła.
                                  • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:17
                                    edw-ina napisała:

                                    > ale niektóre gary niszczą się w zmywarce, np. te z powłoką nieprzywieralną. Trz
                                    > eba mieć z czystej stali szlachetnej, by zmywara ich nie zniszczyła.

                                    To warto większość wymienić skoro mąż preferuje zmywarkę? A te parę nieprzywieralnych patelni, traktować jak osobiste skarby i myć sobie samej, zamiast iść na udry?
                                    • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:20
                                      no i tak robię.... a jakie mam wyjscie! zmywam i traktuje ze to moja czesc zmywania... ale jakbys słyszałał poganiania z jego strony to ciekawe czy byłoby ci miło... raz, dwa trzy mozna ale 100??
                                      • aqua48 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:25
                                        wykonczonaja napisała:

                                        > ale jakbys słyszałał poganiania z jego strony to ciekawe czy byłoby ci
                                        > miło... raz, dwa trzy mozna ale 100??

                                        A teraz pomyśl, że on tak samo odbiera to co TY do niego mówisz.. te wszystkie uwagi, polecenia, strofowanie i wymagania z Twojej strony, nawet mimo tego, że jak piszesz robisz to w Twoim pojęciu delikatnie.
                                      • mama.gucia Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 16:35
                                        Nie rozumiem komu nie pasuja garnki w zmywarce? Tobie czy mezowi?. Do zmywarki pakuje wszystkie naczynia i garnki.
                                        • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 17:48
                                          mężowi...twierdzi, że garnki najlepiej sie myje w zlewie - jakby je conajmniej kiedys zmywał:/
                                          • mama.gucia Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 22:55
                                            Powiedz, ze w zlewie garnki SIE SAME nie umyja, a beda czyste jak je wlozy do zmywarki.
                                    • edw-ina Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 13:21
                                      mi to osobiście wisi, ja w zmywarze nawet felgi samochodowe bym umyła. Informuję tylko dla jasności przekazu.
                                  • kj-78 Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 22:09
                                    E tam, ja od lat myje wszystkie teflony w zmywarce, nic im nie szkodzi!
                      • wykonczonaja Re: Mąż pokazał Ci co działa? 15.05.14, 16:21
                        mam nadzieję, że mi się uda,....w końcu!
                    • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:52
                      nie chcę...tego na pewno nie!
                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:51
                    Aqua48! ja to wszystko przerabialam....
                    próby wspólnego sprzatania, zachęcnia do wspólnego spędzania czasu.... ale on mówi, że on nie jest od tego i że ja mu w garazy smarów nie pomagam segregowac, czy opon wymieniać i że on nie bedzie...

                    Dwa - uwierz mi, że nie robię mu wyrzutów, nie pouczam nie zrzędzę... Robie wszystko na normalnym partnerskim poziome - ba! uważam na słowa, żeby jaśnie Pana nie urazić, dobieram pory rozmów żeby było neutralnie, etc. Ja nie oczkuję podporządkowania i zrozumienia - ja oczekuję partnerstwa, faceta z jajami a nie dziecka 34 letniego.

                    Nie mówiąc o tym, że jakiekolwiek próby rozmowy na ten temat odbywaja się nie częściej niz raz na kilka miesięcy bo z reguły macham na to ręką...
            • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 23:38
              wlasnie to jest 100% tego co sie u nas dzieje...
              jakbym chcialabyc szefem to bym nie jeczała ze cos jest nie tak nie dwala tu postów...tylko cieszylabym sie ze moge robic wszystko za kogos i po mojej mysli...
              ja wlasnie nie chce byc szefem..a sytuacja mnie zmusz do ciagniecia wozka na którym on jedzie.
          • insatiableman Re: O co tu chodzi? 17.05.14, 16:55
            Fajne jej poradzilas szkoda ze nie mojej żonie. Pozdrawiam Radek
        • quba Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 22:42
          W poniedziałek rano zatem powiedziałam mu o tym, ze mia
          > ł czas by isc do sklepu to skonczylo sie wlasnie na tekscie ze mam muchy w nosi
          > e i całodniowym jego fochu


          A po co Ci ten duupek jest w ogóle potrzebny?
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 23:40
            kocham go... jeszcze pewnie za to, że ogólnie jest dobrym człowiekiem, uczciwym tylko czy wobec mnie to jest uczciwość?... ale czuje sie jakbym żyła z kolegą i to w dodatku takim, ktory jedzie na moich plecach..i jest mu z tym dobrze i nie widzi problemu
            • po-trafie Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 10:33
              Czy wiesz, ze 99% facetow na swiecie, to dobrzy, uczciwi ludzie?
              Szczegolnie w takim wydaniu, w jakim opisujesz swojego meza: nie dba, nie interesuje sie, niewiele doklada od siebie, pozwala Tobie zajac sie wszystkim.
              Faktycznie, uosobienie dobra i uczciwosci ;-)
            • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 10:58
              Szef mojej ekipy remontowej jest dobrym i uczciwym człowiekiem. Ba, nawet sympatycznym i zabawnym! Mój przyjaciel jest przeuroczy, wyjątkowo wyrozumiały i życzliwy. A dobry kolega zawsze pomocny. Jakoś żaden nie jest moim mężem. Bo poza byciem dobrym człowiekiem mężczyzna, którego wybieramy na męża powinien też być z nami kompatybilny.
            • adorra0 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:19
              Jest dobrym człowiekiem tak długo jak ma święty spokój i wszystko podane pod nos?
              • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:42
                W zasadzie tak... jak mu za skorę zajdziesz to potrafi tak przywalić, że Ci w pięty idzie i płakać się chce lub słuchając argumentów ręce opadają bo co z idiotą będziesz gadać.
                • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:53
                  wykonczonaja napisała:

                  > W zasadzie tak... jak mu za skorę zajdziesz to potrafi tak przywalić, że Ci w p
                  > ięty idzie i płakać się chce lub słuchając argumentów ręce opadają bo co z idio
                  > tą będziesz gadać.

                  Wiesz, nasze rady tutaj to czubek góry lodowej. Wam by się przydała profesjonalna terapia - jak słuchać siebie nawzajem..
                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:05
                    po to dałam ten post zeby dowiedziec sie czy to co sie dzieje w naszym zwiazku jest normalne - czy pary tak maja i tak zyją, czy nie.... widze ze jednak nie.... dalszym etapem mogłaby byc terapia, ale jak juz kiedys o tym wspomniałam to mnie wysmiał i powiedział ze chyba ocipiałam
                    • po-trafie Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:07
                      Nie jest "normalne" to, ze ktos cierpi. Nie wazne, czy inni tak zyja czy nie.
                      Jesli cierpisz, jest ci zle i czujesz sie nieszczesliwa, to jest to sytuacja, ktora trzeba zmienic.

                      Ta zmiana moze byc waszym wspolnym wysilkiem i wspolnym szukaniem rozwiazania albo Twoim szukaniem rozwiazania, w zaleznosci od tego, co jest mozliwe.
                      Trzymaj sie!
                    • kj-78 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 22:14
                      Sposob, w jaki Twoj maz odzywa sie do Ciebie zjezyl mi wlos na glowie. I wasze dziecko tego slucha? Ze maz ma wyje#"¤%&, ze ocipialas i te inne przyklady, ktorymi sypiesz jak z rekawa... Nigdy bym nie pozwolila, zeby ktos sie w ten sposob do mnie odezwal...

                      Wspolczuje fatalnego zwiazku i Twojej niemocy zmian. Musisz zrobic cos drastycznego, inaczej nic sie nie zmieni. I nie, to, co opisujesz, nie jest normalne, jest daleeekie od normalnosci!
        • karrioka Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 17:18
          "Oczekuję partnera a nie drugiego dziecka, które mam wrażenie wychowuję."


          On nie jest wcale w roli dziecka.
          Jest w roli lokatora, któremu dzieciata gospodyni obsługuje wszystkie sfery potrzeb łącznie z seksualnymi, a on jej w zamian czasem dzieciaka popilnuje. Finito.
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 10.09.16, 17:46
            :( tak to wygląda..
    • quba Re: Dlaczego??? 14.05.14, 20:20
      Kobiety, dlaczego, skoro jesteście samodzielne, samowystarczające, zarabiacie dobre pieniądze, boicie się rozwodu z gnojem, sk...synem i chamem?
      Ręce opadają!
      Dlaczego macie takie niskie mniemanie o sobie, wy, świetne babki na poziomie, że pozwolicie, żeby was taki gnój poniżał, wykorzystywał, upodlał,wyzywał, gwałcił, bił, poniewierał
      Czy naprawdę myślicie, że się takie chamidło nagle zmieni i zrobi dobre?
      Wasze dzieci mają nerwicę, niektóre muszą się połowę dorosłego życia leczyć u psychiatry, niektóre odbierają sobie życie, wzorca rodziny nie mają żadnego, a Wy - tkwicie w tak durnym związku małżeńskim, bo co? Żeby się z Was nie śmiali? I tak wszyscy wiedzą, że w waszym domu jest piekło, że poddajecie się przemocy i też się śmieją.
      Na Boga, więcej odwagi i wiary w siebie!!!
      • allegra1002 Re: Dlaczego??? 14.05.14, 20:46
        To nie jest taka łatwa i bezbolesna decyzja, o tak sobie hop siup rozwód i po zawodach.A tym bardziej jak są dzieci. Co innego, gdy się ma w domu kata i tyrana, a też co innego gdy się ma takiego lebiegę, "niechcieja", lenia . Poza tym, żeby dojrzeć do takiej decyzji i zrobić radykalne cięcie potrzeba czasu, to jest jakiś proces, który trwa.Ma się jeszcze nadzieję, wzgląd na jakieś tam dobre lata, które kiedyś tam były.Przechodzi się kolejne etapy, co czasem trwa właśnie kilka lat.To nie chodzi o strach czy co ludzie powiedzą, nie te czasy, przynajmniej dla kobiet samowystarczalnych, zaradnych i ustawionych życiowo.Założenie rodziny to odpowiedzialność, nie tylko za siebie ale i za członków tej rodziny, więc decyzja o jej rozbiciu to nie kaprys, zachcianka czy spontaniczny wyczyn.
      • edw-ina Re: Dlaczego??? 14.05.14, 21:02
        Ja ci odpowiem, chociaż jestem w satysfakcjonującym związku, ale - kiedy mówię moim niezamężnym/poszukującym przyjaciółkom: wymagaj od faceta od samego początku, nie zgadzaj się na bylejakość, nie wyręczaj, nie rób z niego księcia, to mi odpowiadają - co z tego, że ja będę wymagała, jak za chwilę znajdzie się taka, która wymagać nie będzie i zrobi, załatwi, przygarnie byleby portki mieć w domu? To jest syndrom czasów. Kobiety samowystarczalne, często świetnie wykształcone godzą się być z kimś takim, aby być z kimkolwiek. Ewentualnie mają nadzieję, że jak już go przywiążą dzieckiem i wspólnym kredytem, to da się go jakoś ustawić, to się zmieni. Ja nie wierzę w to, że dorosły, ukształtowany człowiek da się komuś zmienić. Może się zmienić, kiedy zmienią się reguły gry, kiedy ta druga strona zacznie zupełnie inaczej postępować, ale to też tylko wówczas, kiedy choć trochę mu zależy. W innym wypadku nie ma szans.

        U mnie pewne akcje "ja nie zrobię, ja nie pamiętam itp." trwały krótko. Na początku wspólnego mieszkania, jak pewnie wiele kobiet, chciałam sprawić M przyjemność, więc: gotowałam, robiłam zakupy itp. Po jakimś czasie oczywiście utarło się, że ja to robię, a mi to nie było w smak, bo nie leży mi taki podział w związku. Zaczęło się od zakupów - skoro nie miał czasu robić zakupów ze mną lub wymiennie, to zaczęłam jeść obiady w barku pracowniczym, a do domu wracałam z jedną bułeczką i jogurtem na śniadanie. Po kilku takich dniach jakoś zajarzył, że zakupy same się nie robią. Regularnie zapominał wywiesić pranie, więc kiedyś pralka z wyłącznie jego koszulami stała dwa dni, a pranie śmierdziało tak, że trzeba było mieszkanie wietrzyć. Itp. itd.
        Po latach, a wszystko wskazuje na to, że w tym roku wybije ich tuzin, podział obowiązków, również tych związanych z dzieckiem, jest dla nas oczywisty. I oczywiście są pewne rzeczy, które należą tylko do jednej strony, np. ja nigdy, przenigdy nie koszę olbrzymiego trawnika, ani nie odśnieżam, on nie dotyka się do żelazka, ale poza kilkoma wyjątkami jesteśmy w stanie wszystko zrobić wymiennie. Ale jestem przekonana, że chociaż M nie jest z facetów, którzy potrzebują być obsługiwani, to gdybym nie zareagowała we właściwym momencie, pewnie później byłoby ciężko.
        • quba Re: Dlaczego??? 14.05.14, 21:11
          Na Górnym Śląsku jest takie powiedzenie:
          "rób się gupi, bydziesz fraj"
          Co znaczy" pokaż, że nie umiesz, czegoś zrobić, będziesz wolny"
          I niektórzy faceci na tym jadą w życiu.
          A tłumaczenie, że jeśli ja będę wymagać, to znajdzie inną, która nie będzie - hm, wolałabym być sama, niż być służącą takiego faceta.
          Co innego robienie różnych rzeczy, ja to, on tamto, natomiast sytuacja, kiedy jestem wystraszona, zastraszana przez lenia, gnoja i awanturnika, w imię "bo są dzieci" - tkwić w czymś takim jest wg mnie - ogromnym nieporozumieniem.
    • mama.gucia Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 23:42
      Pierwsza czesc opisu to nawet o moim mezu byla, ale im dalej czytam to sie juz nie zgadza. Nie pomaga w domu, nie da sobie nic powiedziec, zakupow nie potrafi zrobic no i jeszcze w lozku slaby. Za duzo minusow ma ow maz ale rozwod to rozwiazanie zbyt proste jest.

      Chyba zaczelabym od siebie. Sa pieniadze, wiec czesciowa pielegnacje domu powierzylabym pani zajmujacej sie sprzataniem, ktora dodatkowo ma doswiadczenie w opiece nad dziecmi. Pani, ktora w razie potrzeby zajmie sie corka. Skoro maz moze zajmowac sie jedynie autem i pierdolkami, ktore ogarnie od czasu do czasu to dlaczego zona ma dbac o caly dom w pojedynke (co wiadomo jest bardziej pracochlonne). Koszta zwiazane z praca pani poniesione z wspolnych pieniedzy. To, ze maz wychowany w domu, gdzie kobieta zajmowala sie domem jest jedynkie glupim mydleniem oczu (miej pretensje do mojej mamusi a nie do mnie).
      Zaczelabym robic wspolne zakupy. Pan jesli nie pomoze kupic to przynajmniej wniesie. Moj maz tez nie bardzo znal rozklad polek w sklepie (mimo, ze robilismy wspolnie zakupy), bo to ja glownie wrzucalam do koszyka;). Teraz jestem uziemiona i wlasciwie od kilku miesiecy tylko maz robi zakupy. Robie mu rozpiske od warzyw/owocow przez ryby/wedline/mieso po nabial. Tak jak idzie sie od drzwi sklepowych do kasy. Dzieki temu wszystko kupi, bo na liscie wszystkie produkty sa po kolei;). Poczatkowo mowil jak Twoj ale nabral wprawy i kupienie kaszy jaglanej, migdalow czy zurawiny to juz nie klopot;).
      Duzo rzeczy moze nie pasowac, ale sfera intymna bez polotu to juz katastrofa. Rozmowy nic nie daja?, maz jakis skrepowany to moze podzialaj na jego zmysly bielizna erotyczna albo wlacz erotyka i pokaz mu, ze chcesz tak i tak. Moze wtedy bedzie sklonny do zadbania o Ciebie?. Tak lopatologicznie skoro rozmowa nie trafia.
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 14.05.14, 23:49

        > Duzo rzeczy moze nie pasowac, ale sfera intymna bez polotu to juz katastrofa. R
        > ozmowy nic nie daja?, maz jakis skrepowany to moze podzialaj na jego zmysly bie
        > lizna erotyczna albo wlacz erotyka i pokaz mu, ze chcesz tak i tak. Moze wtedy
        > bedzie sklonny do zadbania o Ciebie?. Tak lopatologicznie skoro rozmowa nie tra
        > fia.

        Fatałaszki w łożku niewiele tu zmieniają... każdy jego, ruch, zachowanie, czyn jest taki sam.
        Schemat: kilka całusów w usta kilka w cycki potem pięć razy w lewo pieć rzy w prawo miedzy nogami no i jedziemy.... a po całości? nie mojej uścislajac tylko jego do lazienki, obmyć malego, bąk i do łózka..dupą do mnie, pod swoją kołdrą...
        Wiele razy podejmowane byly proby rozmowy na ten temat że chcialabym tk czy siak, że mozna inaczej, że mogę mu pomóc jeżeli sie wstydzi, boi szlag go wie ale za kazdym razem mówisz do sciany a ściana patrzy galami i nic sie nie odzywa...
        dla niego seks to mam wrażenie to jak iść do kibla... po coś i w konkretnym celu - tu opróżnić jaja!
        Ile mam jeszcze mówic ze mi nie pasuje, zachecac i prowadzić za rączkę. Ludzie! mamy po trzydziesci kilka lat!
        • allegra1002 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 07:52
          Ile mam jeszcze mówic ze mi nie pasuje, zachecac i prowadzić za rączkę. Ludzie! mamy po trzydziesci kilka lat!

          No właśnie! a jak będziesz się zastanawiać, analizować i czekać zmiłowania to ani się nie obejrzysz i będziesz miała pięćdziesiąt.Jeśli masz dla niego jakieś resztki uczucia, przywiązania, postaw mu kategorycznie ultimatum, zrób dokładny bilans, co chcesz żeby się zmieniło, czego oczekujesz i czego wymagasz, i powiedz mu wyraźnie tak by dotarło, że jeśli nie zmieni postępowania,to wystąpisz o rozwód. I bądź konsekwentna.Może to nim poruszy i faktycznie coś zmieni, ale jest też ewentualność, że oleje jak zwykle.Wtedy nie ma co się zastanawiać.Mój też dostał kolejną szansę, ale oczywiście jej nie wykorzystał, bo taki typ nie zmieni się nigdy. Po naszym rozstaniu miał kolejne partnerki, które z początku dały się nabrać, że taki miły, dobry, łagodny, niekonfliktowy pan.Mądre baby, szybko się zorientowały na czym ta "łagodność" i uczciwość polega i szybciutko pogoniły w diabły.
        • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 10:53
          To po kiego grzyba z nim idziesz do łóżka? z obowiązku?
          No sorry, zasada jest prosta: skoro gadasz, ale i tak się godzisz na jego warunki, to czego oczekujesz? Nagłego olśnienia?
          Jeżeli taki seks ci nie leży, to zmuszasz się?
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:35
            Tak idę z obowiązku... na pewno nie z przyjemności bo jej nie ma.(poczytaj wczesniejsze posty).
            Oczekuję działania, dawania z siebie, zaanagażowania a nie tylko brania i do tego stękania, że ja coś wymagam - po raz kolejny podkreślam, że rzadko wymagam bo moje prośby spełzają na niczym.
            • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:39
              Seks nie jest obowiązkiem. Seks jest radością, przyjemnością, szczęściem. W najgorszym wypadku prokreacją. Jeśli mąż odmawia ci radości z seksu, to chrzań obowiązek.
        • mama.gucia Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:26
          W takim razie nie zmierza to w dobrym kierunku. Na meza nic nie dziala, tak jakbys byla mu obojetna. Ciezko znalezc tu jakies plusy. Do zmiany sytuacji potrzeba obu stron. Dla mnie maz bez "jaj" jest na wymiane. Przez takie sytuacje jak ta wiele kobiet wchodzi w relacje z innymi mezczyznami. By wlasnie czuc sie, kochana, dopieszczona i rozumiana;).
          Jestescie ze soba 8 lat, wkradla sie rutyna, pewnie nie macie wielu wspolnych zainteresowan, i laczy was juz tylko dziecko?. Pamietaj, ze moze byc lepiej, maz obrosl w piorka, wszystko przygotowane, podane, zadbane. Duzo zabiegasz- on nie daje nic. Albo sprobujecie wyjsc gdzies we dwoje, pogadac na neutralnym w gruncie albo wszystko sie zawali.
        • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 11:59
          wykonczonaja napisała:

          > Fatałaszki w łożku niewiele tu zmieniają... każdy jego, ruch, zachowanie, czyn
          > jest taki sam.

          Masz prawo w każdym momencie odmówić jeśli widzisz, że "wdraża schemat". Jeśli mu zależy niech się nagłowi co zrobić, żebyś TY była chętna. Jeśli nie chce mu się, będzie musiał obejść się smakiem..
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:53
            Przerabiałam to.....
            jego odpowiedź? nie to nie , prosił sie nie będę..
            • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:54
              Czyli wolisz mieć fatalny seks, którego nie znosisz, byleby był? Może lepiej podziękuj panu i zainwestuj w wibrator.
              • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:03
                hahahah to tez jest dobry temat - o wibratorze mówie od kilku lat... moze na urodziny, pod choinkę i co??? nic z tego! wiem że moge kupic sama - i pewnie tak zrobie, ale chciałam go zachecic w ten sposób, nie działa..
                • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:08
                  wykonczonaja napisała:

                  > hahahah to tez jest dobry temat - o wibratorze mówie od kilku lat... moze na ur
                  > odziny, pod choinkę i co??? nic z tego! wiem że moge kupic sama - i pewnie tak
                  > zrobie, ale chciałam go zachecic w ten sposób, nie działa..

                  Jak zwykle - tylko grozisz...
                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:14
                    niee grożę, tylko nie mam takiej potrzeby....póki co
                    • mama.gucia Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 17:01
                      To kup sztucznego penisa i pokaz mezowi jak fajnie mozna sie bawic. Przeciez nie musisz trzymac go ty;). To nie bedzie mile co teraz napisze, ale nie rozumiem wielu rzeczy, o ktorych piszesz. Narzekasz na meza, ale jednak poddajesz sie i jestes ulegla (brak konsekwencji). Tak to wyglada, ze maz zna Cie na tyle, ze tylko psioczysz i Ci przechodzi. Wie, ze lubisz sobie "pogadac" ale nie ma sensu Cie sluchac, bo i tak zrobisz lepiej. Widze troche w Tobie perfekcjonistke, ktora lubi miec wszystko poukladane.
                      Nie zachecisz meza do niczego nie chwalac go choc za drobny szczegol. To typ uparciucha (tak jak moj), a do nich trzeba sposobem. Nie podzialaja na pewno slowa: ja wychodze, ogarnij dom. Facet pomysli: ona sie relaksuje, a ja mam zapier? O niee!. Zapraszacie w ogole kogos do domu?. Moj jak zaprosi gosci to lata caly dom od podstaw sprzata, a mnie wtedy kregoslup boli albo czasowa migrene lapie;). Coz nie mozna dac sie wykorzystywac. Wysylajac na zakupy nie rob scen gdy kupi chleb pszenny a nie zytni lub gdy pora naciowego pomyli z natka pietruszki. Nabierze praktyki, nauczy sie ale chwal. Mezczyzni sa czasem jak dzieci, ktorym trzeba klaskac i ich dopingowac.
                      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 17:57
                        wybacz mi ale nie bede na tego posta odpisywała bo po raz kolejny nie chce mi sie odkrecac tego co napisałas...we mnie nie ma za grosz perfekcjonizmu... do domu zapraszmy i owszem - on siedzi a ja latam z jezorem wywieszonym jak pies...i jeszcze ma wonty ze skoro nie ogarniam to po co zapraszac..poza tym po raz kolejny napisze - czy gderanie ( juz tk to ujmujmy) 3-4 razy do roku moze być męczące??? chwalilam go kiedys, mówilam jaki jest super i ekstra ale przestałam mówie szczerze - bo on mnie chwali tylko wtedy jak ktos mu powie, stary ale masz fajną zonę a on na to wiem o tym... albo... sprzatam chalupe ugotuje upiore i z jezorem poloze sie obok niego to mi powie jejku ale ty fajna jestes...
                        • mama.gucia Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 23:17
                          Narzucilas pewne schematy (mimowolnie), a do dobrego czlowiek sie szybko przyzwyczaja.
                          Wlasnie o to mi chodzi, ze jak 3-4 razy do roku popsioczysz to on ma to gdzies. Wie, ze to tylko slowa, meczace to nie jest i ma to w nosie (wlasnie dlatego).

                          Nie chodzi mi o takie pochwaly jak: jestes super (to nie dziala)
                          a o cos na wzor tego: "Woow, w tym samochodzie mozna sie przejrzec w desce rozdzielczej..tak sie swieci!...widac, ze wykonales kawal dobrej roboty:)".
                          Dasz dobry przyklad, moze odwdzieczy sie kiedys tym samym.
                • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:12
                  rany, naprawdę myślisz, że facet, który ma gdzieś, czy jest ci w łóżku dobrze kupi ci wibrator? A kup go sobie dziewczyno sama i używaj do woli, przynajmniej stres związany ze złym seksem ci odpadnie.
                  • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:19
                    ale nie po to mam męża żebym korzystała częściej z wubratora niz z niego...
                    taka filozofią to moge wiele - weź sprztaczke, zakupy rób przez neta, auto prowadz do mechanika, rób sobie dobrze wibratorem. Pytanie tylko w takim razie po co mi mąż?!
                    • edw-ina Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:20
                      ale ty nie masz męża, który to wszystko robi, więc po co ci on?
                      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:21
                        i oto jest pytanie!
                        • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 13:26
                          wykonczonaja napisała:

                          > i oto jest pytanie!

                          Może warto żeby mąż też je sobie zadał?
                    • marsylvik Re: O co tu chodzi? 17.05.14, 13:15
                      wykonczonaja napisała:

                      > ale nie po to mam męża żebym korzystała częściej z wubratora niz z niego...
                      > taka filozofią to moge wiele - weź sprztaczke, zakupy rób przez neta, auto pro
                      > wadz do mechanika, rób sobie dobrze wibratorem. Pytanie tylko w takim razie po
                      > co mi mąż?!

                      I to jest właśnie pytanie, na które musisz sobie sama odpowiedzieć.
                      Każdy ma inne wyobrażenia, oczekiwania wobec związku. Jakie masz Ty? Po co Ci mąż?

                      Tylko bądź szczera wobec siebie. Bo skoro nadal z nim jesteś, to coś Ci ten związek daje. Co?
                      Jak już zdasz sobie sprawę z tego, co Ci daje (nie wiem, co to, dajmy na to, że zaspokaja Twoją potrzebę bezpieczeństwa, albo coś zupełnie innego), to wtedy możesz się zastanowić, jaką cenę jesteś gotowa za to zapłacić. Czy jesteś gotowa do końca życia żyć tak, jak żyjesz? Czy ten związek jest tego warty? Jeśli tak, to możesz nie zmieniać nic, albo próbować zmienić ostrożnie i delikatnie, a przy tym mało skutecznie, tak jak do tej pory.

                      A może potrafisz tak żyć, ale tylko przez chwilę? A "samo" wychodzi tak, że to trwa i trwa? Nie łudź się, że samo się zmieni. Samo z siebie na lepsze nie zmieni się nigdy.

                      Odpowiedz sama sobie, po co Ci mąż. I ile z tego, czego potrzebujesz daje Ci obecny związek. Jeśli dojdziesz do wniosku, że stan obecny Ci zupełnie nie odpowiada, że nie chcesz tak żyć, jeśli nabierzesz absolutnej pewności, to zdecyduj o zmianie. Dopiero wtedy będziesz potrafiła być w tej zmianie konsekwentna. Możesz się z nim od razu rozstać, oczywiście, w pewnym sensie to najprostsze rozwiązanie (choć rozwód, zwłaszcza jeśli jest dziecko, zawsze nieprzyjemnie zaskakuje tym, jak bardzo komplikuje życie), ale możesz też zmienić swoje podejście do niego, do domu, do obowiązków. Na konsekwentne, wymagające sprawiedliwości itd. Tylko licz się z tym, że jeśli jemu obecna sytuacja jak najbardziej odpowiada, obecna Ty mu odpowiadasz, to właśnie on może zdecydować się odejść "bo się zmieniłaś". Bez względu na to, jak delikatna będziesz próbowała być...

                      Jedno jest pewne. Nie wejdziesz mu do głowy, nie sprawisz, żeby czuł to co Ty chcesz, żeby czuł, chiał, myślał. On to on, Ty to Ty.

                      No i na koniec. Pamiętam wypowiedź seksuologa w jakimś programie: jeśli na początku związku któraś strona myśli w łóżku tylko o sobie, to z dużym prawdopodobieństwem w życiu będzie tak samo. W związku z tym nie wróżę Wam najlepiej, bo wydaje mi się, że nie o komunikowanie Twoich potrzeb chodzi, a o całkowite ich ignorowanie. On ma jakieś tam poglądy na to, co Ty powinnaś od życia chcieć, nie patrzy na to, czego chcesz naprawdę, jemu jest dobrze jak jest - po co ma się zmieniać?

                      Pamiętaj tylko, że niezależnie od okoliczności on (ani żadna forumka ze mną włącznie) nie wie, czego Ty chcesz albo co myślisz, czy też jakie masz intencje, nie wie tego lepiej od Ciebie. Nie daj sobie tak wmówić. Tylko Ty to możesz wiedzieć, inni co najwyżej mniej czy bardziej trafnie zgadują.
                      I w drugą stronę. Ty nawet nie wiesz, co on tam w głowie ma, a co dopiero myśleć o poustawianiu mu tam po swojemu ;)
            • aqua48 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 12:56
              wykonczonaja napisała:

              > Przerabiałam to.....
              > jego odpowiedź? nie to nie , prosił sie nie będę..

              Odpowiedziałabym, że prosić nie musi, pouwodzić by mógł..

              Na prawdę nie rozumiem po co się zgadzasz.
      • antheax Re: O co tu chodzi? 27.05.14, 10:32
        Właśnie chciałam napisać, że autorka może zatrudnić... nie! Nie panią do sprzątania, ale - UWAGA - pana do sprzątania. Pana do pomocy w domu. Pana, który będzie wstawiał do pralki gacie męża. Nosił zakupy.

        Myślę, że wtedy mąż bardzo szybko zapragnie rozmowy na temat podziału domowych obowiązków.
    • noname2002 Re: O co tu chodzi? 15.05.14, 10:37
      Na początek przestałabym pana opierać, gotować mu i sprzątać po nim a zakupy żywnościowe robiłabym tylko dla dziecka i siebie. Może coś do niego dotrze?
    • przeciez.wiem Wszystko jest ok 15.05.14, 12:35
      Nie masz się czym martwić.
      • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 13:09
        wg Ciebie wszystko jest ok?
        • aqua48 Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 13:14
          wykonczonaja napisała:

          > wg Ciebie wszystko jest ok?

          Według mnie miotasz się strasznie i cierpisz, a mąż staje okoniem i robi Ci na przekór. Ciekawa jestem co tak naprawdę Was łączy? Co robicie wspólnie i z obowiązku i z przyjemności, co lubicie oboje i dlaczego właściwie jesteście razem? Tylko nie pisz proszę, ze to z powodu dziecka.
          • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 13:23
            nie nie z powodu dziecka....taka jest moja opinia
            On/ bo mu tak wygodnie i jest mu tak dobrze
            Ja/ bo nie dorosłam do decyzji o odejsciu

            Co robimy razem? hmmmm jeżdzimy na działkę gdzie on spedza czas z chłopakami przy piwku lub na rybkach a ja z dziewczynami przy winku..
            • aqua48 Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 13:33
              wykonczonaja napisała:

              > Co robimy razem? hmmmm jeżdzimy na działkę gdzie on spedza czas z chłopakami pr
              > zy piwku lub na rybkach a ja z dziewczynami przy winku..

              to nie jest razem...
              • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:23
                hmmm no to nic nie robimy razem... a co można, podaj przykład to Ci powiem cczy to robimy
                • edw-ina Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:29
                  Rozmawiacie, macie wspólne pasje, lubicie podobne filmy, wychodzicie razem do kina/teatru/galerii/muzeów, macie swoje rytuały, uprawiacie sport, lubicie wycieczki poza miasto lub zwiedzanie egzotycznych krajów, lubicie podobną muzykę i chętnie chodzicie wspólnie na koncerty, dzielicie się przeżyciami z przeczytanych książek. Twój mąż wie, że np. fatalnie wyglądasz w pomarańczowym i nigdy nie kupiłby ci niczego w tym kolorze. Ty masz świadomość, że jeansy na które patrzysz mają idealny dla niego krój i chętnie by je nosił. Itp. itd. Długo tak można.
                  • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:36
                    Rozmawiamy o sprawach codziennych, nie mamy wspólnych pasji, ja kocham siatkówkę on nie jeżdzi na moje mecze bo uwaza ze to strata czasu patrzec na poziom III ligi. nie chodzimy do kina bo to problem zorganizowac opieke nad dzieckiem, filmów wspólnie nie ogladamy bo lubimy inne, teatr/galeria/muzeum nie bo jak twierdzi z kultura to on jest na bakier, poza miasto jeździmy na działkę - gdzie on spedza czas z chłopakami pijac piwko lub wedkujac a ja z dziewczynami pjac winko lub pieląc grządki... jak scina żywopłot to mowi tak: ja zetne a ty pozbieraj...na inne wycieczki np. z dzieckim z reguły jeżdżę...., razem we trójke na wakacjach bylismy raz i swtierdzilismy ze nigdy wiecej bo jest nudno i że trzeba w ekipie (oboje tak uznaliśmy)...koncerrty odpadaja bo muzyki słuchamy różnej, mój mąż nie kupuje mi nic wiec nie wiem nawet czy wie w czym mi dobrze a w czym nie, zreszta rzadko komentuje mój ubiór - chyba że szydzi.. ja jemu kupuje czasem ciuchy....
                    • edw-ina Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:40
                      czyli co was łączy? Poza wspólnym domem/mieszkaniem, dzieckiem, konfliktem i fatalnym seksem?
                      • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:44
                        przyzwyczajenie do siebie...
                        • edw-ina Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:46
                          to trochę mało, by zbudować satysfakcjonujący związek
                          • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:47
                            czuję teraz pustkę.....:(((( nie wiem co napisać...
                            • edw-ina Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 14:51
                              Nic. Po prostu rozważ fakt, że masz tylko jedno życie i jeśli pozwolisz, by było byle jakie, to takim będzie. Jeśli nie chcesz na to pozwolić, to musisz działać. Już. Od razu.
                            • adorra0 Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 15:17
                              Moim zdaniem clou jest zawarte w poniższej ocenie sytuacji dokonanej przez Ciebie:-)

                              On/ bo mu tak wygodnie i jest mu tak dobrze
                              Ja/ bo nie dorosłam do decyzji o odejsciu

                              Wiem, że się powtarzam, ale jeżeli chcesz cokolwiek zmienić MUSISZ wyjść ze strefy komfortu, inaczej się nie da.
                            • aqua48 Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 16:14
                              wykonczonaja napisała:

                              Co łączy ludzi w małżeństwie? W moim, wspólnie spędzany czas - my mamy podobne upodobania lubimy jeździć razem, zwiedzać (stwierdziliśmy oboje, że zwiedzanie osobno jest do kitu, bo nie ma z kim się podzielić swoimi odczuciami i człowiek pozbawia się połowy przyjemności), planujemy wyprawy razem. Ja - niekiedy pomagam memu mężowi w jego pracy - rozmawiamy o niej, często próbujemy wspólnie rozwiązywać powstałe problemy, na zasadzie co dwie głowy to nie jedna i inny punkt widzenia jest korzystny, żeby wyrobić sobie opinię. On zabiera mnie na kolacje, kupuje bez okazji prezenty, bieliznę, biżuterię, ot, tak, bo coś ładnego wpadnie mu w oko. Ja chodzę z nim kupować ciuchy, bo lepiej wiem w czym mu dobrze, lubię sprawić mu przyjemność przyrządzeniem czegoś co on lubi. Filmy oglądamy razem, przytuleni, razem też komentujemy rzeczywistość, mamy podobne poglądy. Ja nie nakłaniam go do rzeczy których on nie lubi robić i nie zna się na nich, nie myślę i nie mówię "bo każdy mężczyzna powinien..", on wie w czym ja jestem lepsza i pozostawia mi decydowanie o takich sprawach, nawet jeśli to sprawy typowo "męskie". Jednocześnie pozostawiamy sobie nawzajem wolność i prawo do życia innego, zewnętrznego. Nasze małżeństwo nie jest sielanką, kłócimy się, obrażamy na siebie i spieramy. Jakoś nam się jednak udaje godzić - jesteśmy razem 26 rok.
                              Ale poza wszystkim w trudnych chwilach mam w nim ogromne wsparcie i pocieszenie. I za to oraz jego dobre serce chyba cenię go najbardziej.. Oraz za nasze wspólne spacery, na które zawsze i o każdej porze daję się wyciągnąć :)
                              • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 16:18
                                ale ja tego nie napisałam - a chcialabym móc tak napisać:)
                                • aqua48 Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 16:56
                                  wykonczonaja napisała:

                                  > ale ja tego nie napisałam - a chcialabym móc tak napisać:)

                                  Tak, przepraszam teraz widzę, że wykasowało mi niechcący Twoje zdanie do którego to mój komentarz i opis mojego małżeństwa.
                                  A to że chciałabyś - my oboje pracujemy nad małżeństwem. Nie - pracowaliśmy, tylko właśnie pracujemy. Bo w pewnym momencie człowiek zdaje sobie sprawę, że co prawda mógłby się rozwieść, to łatwe, ale za dużo włożył w ten związek, który ma, no i nikt mu nie da gwarancji, że jakikolwiek przyszły będzie lepszy.. Z tym, że oboje małżonkowie muszą zdawać sobie z tego sprawę.
                                  • edw-ina Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 17:10
                                    Zgadzam się z Aquą w 100 proc. Nad małżeństwem trzeba pracować. Non stop. Każdego dnia, miesiąca, roku. Bo to układ dynamiczny. Trzeba szukać i budować wspólnotę. Rozwijać części wspólne, jednocześnie nie zaniedbując tych odrębnych.
                                    My przeszliśmy poważny kryzys, którego finałem była terapia małżeńska. Na spotkaniach terapeuta regularnie kazał nam wymieniać wszystko, co nas łączy. To, że lubimy jeść śniadania w restauracjach, że kochamy motoryzację i potrafimy o niej przegadać pół nocy, że nie potrafimy i nie chcemy chodzić do kina z kimkolwiek innym, tylko z tą drugą osobą itp, itd. To są takie haczyki, które łączą. A im jest ich więcej, tym lepiej. Choć nie można spiąć się w związku na 100 proc., bo każdy potrzebuje wolności. I to wszystko funkcjonuje tylko, jeśli każdego dnia na to pracujemy, czyli: rozmawiamy, wymieniamy się spostrzeżeniami, pomysłami, dzielimy problemami, staramy się (mimo małego dziecka) każdego dnia znaleźć chociaż chwilę, którą spędzimy tylko razem. To też sztuka rozwiązywania konfliktów w tym konkretnym stadle. Świadomość jak działa ta druga osoba i umiejętność zgrania się z tym.
                                    • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 17:59
                                      a co jeżeli ktos nie ma wspolnych zainteresowan? ba! krytykuje zainteresowania drugiej strony?
                                      w zyciu nie przegadałamz nim wiecej niz godzinę a co dopiero poł nocy...
                                      ja chce pracowac, ale on nie rozumie nad czym skoro wszystko dla niego jest super...
                                      on daje z siebie max tego co uwaza.... to tak jakbys chciala leczyc alkoholika ktory twierdzi ze nie ma problemu z alkoholem a upija sie do upadłego dzien w dzien
                                      • pade Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 18:22
                                        Ale po co on ma się starać, skoro i tak zrobisz wszystko za niego?
                                        Co Ty możesz zrobić, żeby było lepiej w Waszym związku?
                                        • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 18:40
                                          co j mogę zrobić...hm chyba więcej patrzeć na siebie... stwarzać możliwości do wykazania się mu aktywnościa małżenską...nie mam wiecej pomyslow...
                                  • wykonczonaja Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 17:52
                                    była juz taka sytuacja ze rok temu powiedziałam mu zeby sie wyprowadził bo tk nie moze byc... zeby sobie przemyslal pewne rzeczy, zatesknił, zobaczyl co moze stracic i ewentualnie podejmiemy oboje decyzje co dalej... nie chciał powiedział ze ja mam sie wyprowadzic...jak zaczełam pakowac manatki to mial łzy w oczach i powiedzial ze nie! nie! zebysmy pogadali, ustalili, co i jak - zgodzilam sie pogadalam, ustlilam i co??? nic! dlej to samo...
                                    ja wiem ze dobry zwiazek to praca obojga on niby tez sobie zdje z tego sprawe ale... jemu jest dobrze to po co ma pracowac....
                                    • enith Re: Wszystko jest ok 15.05.14, 18:51
                                      Na twoim miejscu siadłabym z mężem i pogadała o rozwodzie, podziale majątku i opieki nad dzieckiem/dziećmi. Bo skoro jemu jest dobrze, on nie będzie pracować nad związkiem, on na terapię nie pójdzie to sprawa jest jednoznaczna. Zacznij wreszcie oswajać się z myślą, że pomimo obrączki na palcu i męskich gaci w szafie, jesteś de facto kobietą samotną. Z mężem nie łączy was nic, a twoje chęci pracy nad związkiem to niestety zbyt mało, by uratować takie małżeństwo. Mi to wygląda na próby reanimacji zimnego już trupa. Jeśli perspektywa rozwodu nie wywoła specjalnych emocji u męża, to już będziesz wiedzieć na czym stoisz. Jeśli znowu będzie cię błagał ze łzami w oczach, dasz mu tydzień na znalezienie, umówienie się i pierwszą wizytę u terapeuty. Jeśli się nie wywiąże, kop w dupę.
                                      Nie popełnij błędu moich rodziców, których od dawna nie łączy nic, poza jedną pasją: wzajemnego wbijania sobie szpil. Od czterech prawie dekad. Tak chcesz żyć? By w wieku 60 lat dojść do przerażającego wniosku, że przesrałaś swoje życie?
      • marsylvik Re: Wszystko jest ok 17.05.14, 13:17
        przeciez.wiem napisała:

        > Nie masz się czym martwić.

        No! :D
        I powinnaś być szczęśliwa! :D
        Jak nie jesteś szczęśliwa w roli AGD i sekslalki, to coś jest z Tobą nie tak ;)
    • borys314 Re: 15.05.14, 18:59
      Przeczytałem wszystkie Twoje posty i szczerze mówiąc, nie za bardzo widzę dla Was szansę - Twój mąż Cię po prostu nie szanuje, nie daje Ci czułości, ba, chyba nawet zainteresowania. Zresztą wygląda na to, że nigdy nie mieliście ze sobą zbyt wiele wspólnego, skoro nie zdarzyło Ci się przegadać z nim więcej niż godziny, a na wspólnych wakacjach się nudzicie... Nie wiem, po co tkwić w takim związku. Jestem sam z synem, to naprawdę nie takie trudne, zwłaszcza gdy dziecko już podrośnięte. Życzę Ci, byś szybko zdecydowała się podjąć jakieś konkretne kroki (terapia, rozwód) - szkoda życia, młodsi już naprawdę nie będziemy.

      • wykonczonaja Re: 15.05.14, 19:19
        Borys...jesteś tu chyba jedynym facetem... obiektywnie powiedz mi, że coś źle robię... gdzie popelniam błąd i czy go popelniam moim postępowaniem... z punktu widzenia kobiet wiem, ale chcialabym sie dowiedzieć jak to wygląda od strony faceta...
        • enith Re: 15.05.14, 19:56
          Wykończona, dlaczego wyszłaś za mąż za tego konkretnego człowieka? Nie macie i pewnie nigdy nie mieliście wspólnych pasji. Nie rozmawiacie i pewnie nigdy nie rozmawialiście na żadne tematy poza życiem codziennym. Seks jest i pewnie zawsze był do kitu. Facet interesuje się i pewnie zawsze interesował wyłącznie sobą. Wpadki nie zaliczyliście, bo córka ma sześć lat, a małżeństwem jesteście osiem. Serio pytam: na podstawie jakich kryteriów wybrałaś tego pana? To było małżeństwo aranżowane dla was? Wygląda to po tych wszystkich latach tak, że wyszłaś z domu na ulicę i rozpoczęłaś wyliczankę: na kogo wypadnie, na tego bęc. Wypadło na przypadkowego faceta, za którego wyszłaś za mąż.
          • borys314 Re: 15.05.14, 20:04
            Też mnie to nurtuje.
          • filipianka Re: 15.05.14, 20:15
            niestety to chyba była pochopna decyzja, może wymuszona ciążą

            > Od 8 lat jestem z moim mężem.
            > Od 6 małżeństwo... mamy prawie 6
            >- letnią córkę.

            wg mnie twarde ultimatum, może nawet zasady na piśmie, że terapia albo rozwód

            powodzenia
            walcz o siebie dziewczyno, póki jesteś jeszcze młoda
            • wykonczonaja Re: 16.05.14, 11:14
              Na pewno nie wymuszona ciążą...ciąża była planowana, chciałam być w ciąży i brać ślub - to się udało. A że pochopna jeżeli chodzi o partnera - to całkiem mozliwe...

              • mantis_after_dinner Re: 16.05.14, 11:47
                wykonczonaja napisała:

                > Na pewno nie wymuszona ciążą...ciąża była planowana, chciałam być w ciąży i bra
                > ć ślub - to się udało. A że pochopna jeżeli chodzi o partnera - to całkiem mozl
                > iwe...
                >

                Powiem szczerze, ze przeczytalam wczoraj ten watek i wlosy mi sie na glowie zjezyly.
                Ale caly czas nie dawalo mi spokoju jedno pytanie: how come?

                Bo sorry, po Twojej powyzszej odpowiedzi nadal nie rozumiem, w jaki sposob wy sie dobraliscie. Co konkretnie macie ze soba wspolnego? Czym Cie ten czlowiek zauroczyl? Bylas w ogole w nim zakochana? Jesli tak, to co Cie tak pociagalo.

                Cel pt. "chcialam byc w ciazy i brac slub" mozna zrealizowac na wiele roznych spsobow, niekoniecznie wychodzac za skonczonego palanta i robiac sobie z nim dziecko.

                Pytasz sie na forum, czy to, co dzieje sie u Ciebie w domu jest normalne? Dlaczego sie o to pytasz? Nie umiesz osadzic sama? Jaki w takim badz razie mialas dom rodzinny, skoro nie wiesz, co jest norma, a co poza nia wykracza?

                Na dodatek wydajesz mi sie dosyc inteligentna osoba, zdolna do samo-refleksji, do jakiegos logicznego poukladania mysli i wydarzen, do przekazania tego wszystkiego w jasny sposob. Styl pisania tez pokazuje, ze jestes osoba na poziomie. A tu za chwile potykamy sie z niespodzianka typu maz, ktory do kina nie wyjdzie, koncert to jest jakas wyzsza kultura, ktorej nie rozumie, o jego czytanie ksiazek to sie nawet boje pytac. Jakim cudem???
                • wykonczonaja Re: 16.05.14, 12:00
                  Powiem Ci tak.... zaczełam sie z nim spotykać krótko po rozstaniu się z poprzednim facetem, z którym byłam 7 lat... miałam mnówstow kłopotów i przykrych sytuacji.... porwónując męża z poprzednim facetem w zasadzie nie da sie porównać... miałam wrażenie że złapałam złotego ptaka za ogon....i to mnie zmyliło... poza tym mąż ma wiele cech mojego ojca, który mnie wychowywał, bo matka nie zyje od 25 lat... pytasz czy byłam w nim zakochana! tak! nadal jestem ale sama nie wiem jaka miłościa go kocham..koleżeńską? przyjacielską? bo raczej nie jak kobieta mężczyznę...
                  Pytam czy to jest normalne bo sama nie miałam normalnego domu... Dom bez matki nigdy nie będzie normalny. Chodziłam po omacku..wydawało mi się, że robienie wokół faceta to mój zasrany obowiązek,że skoro jest szcześliwy to znaczy że jestem dobra, nie zauważylam kiedy dałam się zapędzić w kozi róg... nie miałam wzorców... co jak powinno wyglądać... jedynym wzorcem był związek mojego ojca z jego kobietą. Związek przeciągania lin, ciągłych rozchodzeń sie i schodzeń, godzin miłości i zakochania i godzin poniżania i wbijania sobie szpil... takiego związku nie chciałam.... a jednak!
                  • mantis_after_dinner No i to sporo wyjasnia niestety :( 16.05.14, 12:33


                    Zastanawia mnie jedynie, kim musial byc poprzednik, skoro ten sie okazal zlotym ptakiem.

                    Ale moze lepiej sie nie zastanawiac ...

                    (Oczywiscie nie musisz nic pisac ani odpowiadac, to moje czysto teoretyczne rozwazania).
                    • wykonczonaja Re: No i to sporo wyjasnia niestety :( 16.05.14, 12:36
                      był wyniszczaczem psychiki...
          • adorra0 Re: 15.05.14, 21:25
            Ile się wie o życiu mając 22-24 lata? Myslę, ze Autorka właśnie pobiera pierwszą tego typu lekcję od życia, lekcję podczas ktorej ma szansę dowiedzieć się jaki mężczyzna jej nie satysfakcjonuje, czego sama oczekuje od mężczyzny i ile sama potrafi w związku dać/znieść. A w tym wątku dostała ogromny materiał do przemyśleń.
            • wykonczonaja Re: 16.05.14, 11:22
              Tak, ludzie powinni się dobierać w wieku ok. 30 lat- wtedy sa najbardziej świadomi swoich wyborów...
        • borys314 Re: 15.05.14, 20:03
          Każdy związek to trochę przeciąganie liny - każdy chce zagarnąć jak najwięcej dla siebie, dlatego trzeba być czujnym i bronić swoich granic. Ale i przeciąganie liny nie powinno przekraczać pewnego poziomu. To, co prezentuje Twój mąż, to już niegodziwość. On naprawdę zwalił wszystko na Ciebie - cały dom, całą logistykę. Bo to zajmowanie się samochodem to mi bardziej na hobby wygląda, nie mówiąc już o tym, że zajmuje to nieporównywalnie mniej czasu niż wszystko to, co Ty robisz.

          O ile sam się szczególnie nie garnę do prac domowych, o tyle byłoby mi zwyczajnie wstyd zwalić to wszystko na żonę. I dziwię się, że Twój mąż w ogóle tego wstydu nie czuje. Ale nawet, gdyby wyobrazić sobie, że wychował się w skrajnie patriarchalnym środowisku, to nadal 2 rzeczy bardzo martwią: brak chęci do opieki nad dzieckiem i egoizm w łóżku. Jemu się po prostu nic nie chce i na Tobie żeruje! To żaden mąż, to żaden ojciec - to pasożyt po prostu.

          Ale nie zrozum mnie źle - zgadzam się w dużej mierze z tym, co napisały powyżej dziewczyny. Nie obroniłaś swoich granic, pozwoliłaś sobie wejść na głowę - i to jest nauczka. Ważne, byś wyciągnęła z tego wnioski, inaczej w ewentualnym następnym związku może być podobnie.
      • wykonczonaja Re: 06.09.16, 23:00
        I nadszedł ten moment gdy podjęłam decyzję...składam w przyszłym tygodniu pozew...dam radę sama bo i tak jestem sama...
    • zolla78 Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 12:38
      Tak czytam sobie te twoje odpowiedzi i jak dla mnie, to nie napisałaś, gdyż chcesz porady jak coś zmienić, ale raczej utwierdzenia się w przekonaniu, że nie ma sensu tego małżeństwa kontynuować i samej będzie ci lepiej - mniej pracy, brak konieczności patrzenia/obsługiwania/zmuszania się do seksu/bycia non stop krytykowanym przez kogoś, kogo już chyba lekko nienawidzisz za to jak cię traktuje i z jeszcze szansą, że może kogoś spotkać, a jak będziesz dalej zwlekać z decyzją, to wiadomo, młodsza już nie będziesz.
      Ale w tyle głowy masz właśnie to "ale", której znakiem stop dla tak wielu kobiet w podobnej sytuacji: ale przecież jest dziecko, ale przecież nie pije nie bije, ale przecież zawsze jakby coś się działo nie jestem sama, ale może będę do końca życia samotna, ale może jednak ta sytuacja to moja wina i rozwalę coś co mogłoby być fajne.
      Jeżeli mam rację lub choć trochę racji, to żaden wpis tutaj tobie nie pomoże. To i tak będzie twoja decyzja, podejmiesz ją ty i ty poniesiesz jej konsekwencje i twoje dziecko.

      Owszem, pewnie, że możesz część rad z wątku wykorzystać i naprawdę nie prać mu nie gotować itp. odpadnie ci trochę roboty. Możesz też robić pokazowe akcje z wyciągnięciem wibratora po kolejnym seksie, gdzie miał ciebie gdzieś. Ale musisz mieć świadomość i podejrzewam, że ją masz, że to też w zasadzie może oznaczać decyzję o rozwodzie. Bo jego reakcja może być taka, że on uzna się za bardzo pokrzywdzonego albo uzna, że po co mu żona, skoro nie gotuje, nie prasuje i seksu nie ma. Może coś się zmieni i będzie jeszcze ok, ale na to jest jakieś 20% szansy, z czego na 50% będzie to zmiana krótkotrwała albo mąż dokopie ci jeszcze mocniej, ale inaczej po tej zmianie.

      Tak czy inaczej jak chcesz coś zmienić czy w postaci rozstania się czy podjęcia próby zmiany jego zachowania poprzez zmianę swojego, to musisz się mentalnie pogodzić z tym, że to koniec. Tylko wtedy nabierzesz dystansu do tego by ewentualnie coś zmienić, gdyż tylko wtedy jak obrazi się na ciebie na miesiąc, za niewyprane ciuchy czy zacznie ci grozić, że znajdzie sobie kogoś skoro ty seksu odmawiasz, to twoją jedyną reakcją będzie albo zażenowanie jego zachowaniem albo zdziwienie, że tyle lat nie dostrzegałaś jak ten człowiek na swój sposób sam się zapętlił w swojej roli takiego trochę pasożyta udającego samca alfa.

      I dodaj sobie do repertuaru "ale" jeszcze jedno. Ale może rozstanie jednak będzie mniejszą krzywdą dla dziecka, bo nie wyniesie złego obrazu związku z domu, niż gdybym trwała w tym, dla tzw. jej dobra.
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 12:44
        Myślę, że mocno uderzyłas tu w sendo sprawy.... mam wiele ale i na pewno nie dorosłam jeszcze mentalnie do decyzji o rozwodzie czy pogodzeniu sie w głowie, że to koniec...
        Wiele mi dały Wasze posty, pokazały że to co sie u nas dzieje nie jest normalne..
        • adorra0 Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 15:17
          To co dla jednego jest normalne bądź nie dla innego wcale być takie nie musi. Tym akurat najmniej martwiłabym się. Najważniejsza jest Twoja niezgoda na takie życie, Twoje poczucie samotnosci w tym związku, nierówny bilans na linii branie-dawanie, Twój rodzący się bunt. Myślę, ze na ten moment, na Twoim miejscu, dałabym sobie spokój z mężem. Nie, nie rozwodziłabym się, przynajmniej jeszcze nie teraz. Teraz rozpoczęłabym pracę, która pozwoliłaby mi "urosnąć w siłę", podnieść poczucie własnej wartości, uniezależnić się emocjonalnie od męża, nauczyła w relacjach z mężem asrtywnosci/stawiania granic. Pomyślałam sobie czy sama byłabyś zainteresowana terapią, swoją własną, bo z tego co piszesz życie miałaś nienajłatwiejsze, obfitujące w nienajlepsze wzorce, a dodatkowo przyciągasz/wybierasz mężczyzn słabych, którzy dowartościowują się "dowalając "Tobie.
    • celestyna444 Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 13:11
      Gdybyś tego posta napisała 3 miesiące lub pół roku po ślubie albo nawet rok po ślubie, to wszystko zrozumiałabym...ale po 8 latach??? Dlatego ciekawam, co się takiego stało, ze nagle pan mąż zrobil się be i fuj a jego "zasiedziałe" zachowania zrobiły się nieakceptowalne ?
      Czyżby jakaś nowa planeta pojawiła się na Twojej orbicie?

      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 16.05.14, 13:24
        nie ma żadnej planety.... jest źle nie od dziś. ale zamiatam sprawe pod dywan i godzę się na taki podział ról... sprawa wraca jak bumerang...co jakiś czas kiedy puchar gorychy zxaczyna sie przelewać... wylewam żale i mi przechodzi... i zyje dalej... ale wiem ,że tak nie powinno być... że to własnie zaklejanie plastrem rany, która się jest a która jest tylko zalepiona.
        • squirrel9 Re: O co tu chodzi? 24.05.14, 16:01
          Najpierw cieszyłaś się, ze on zadowolony i myslałaś, ze odpłaci ci tym samym, potem zasuwałaś siłą inercji, a teraz widzisz, że lepiej już nie będzie. Nie słuchaj osób której piszą, że rozumieją, że po roku , dwóch ale nie po 8-miu! Bo tak obudzisz sie za 20 lat i będziesz się zastanawiała dlaczego tak przeżyłaś życie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: O co tu chodzi? 18.05.14, 14:23
      Na początek wątek kulturowy.
      W istocie część współczesnych związków wygląda już inaczej. Nie mówi się o pomaganiu w obowiązkach, ale o podziale obowiązków, wynikających ze wspólnego życia i wspólnych decyzji. Partnerzy odpowiedzialnie się nimi dzielą według możliwości, umiejętności, aktualnej własnej sytuacji życiowej, gustu czy potrzeb. To kwestia narracji, ale ona ustawia też psychikę.
      Warto to wiedzieć, bo jeśli się komuś pomaga, to zaczyna się do siebie mieć różne oczekiwania. Wdzięczności, uległości, rewanżu itp. To chyba ma miejsce i w Pani związku. I rodzi po obu stronach rozczarowanie i pretensje oraz zwiększa roszczenia.
      Inną sprawą są Państwa nieświadome tendencje, które kazały Wam zająć takie pozycje w małżeństwie i je utrwalać.
      Różnicie w potrzebach. Pani mąż nie spełnia Pani potrzeb, co rodzi frustrację.
      Na tę frustrację nakłada Pani racjonalizację ( no przecież muszę coś jeść, muszę gdzieś wyjechać na wakacje, mam prawo do przyjemnego i urozmaiconego seksu, itp ), która powoduje, że podejmuje Pani te czynności i zaspokaja Pani sama swoje potrzeby, które realnie kieruje Pani do męża.
      Potrzebą męża jest być może święty spokój lub zajmowanie się tylko czynnościami archetypicznie uznawanymi za męskie, bo to mu daje poczucie prawidłowego miejsca w stadzie.
      Tu się rozmijacie.
      Do tego może dojść po Pani stronie pewne delikatne poczucie wstydu. Za taką kondycję związku, za taki wybór partnera, za to, że nie umie Pani z tego wybrnąć, za refleksję, że może inne mają lepiej. I za to, że Pani wie jak powinno wyglądać Pani życie, ale ta wiedza nie przekłada się na praktykę, bo każde nawet roztropne działanie nie daje spodziewanych efektów. Oraz , że to Pani ciągle ma myśleć jak zaspokoić swoje potrzeby kierowane jednak do partnera. Bo jasne, że można być samowystarczalnym człowiekiem, ale do związku kierujemy te potrzeby, których sami nie chcemy zaspokajać. I to jest poniekąd słuszna idea.
      Te przeżycia wzmacnia niemożność wyjścia z tego klinczu. Bo albo się Pani rozstanie, albo tak to będzie trwało, z minimalnymi odchyleniami czasem na plus, czasem na minus.
      Można oczywiście działać w ramach związku, ale do tego potrzeba dwóch osób. Sama jedna nie zadziała. Może się Pani zmienić, co zmieni cały układ, ale w którą stronę to trudno przewidzieć.
      W tej sytuacji lepiej dalej stosować racjonalizację, bo ona daje odrobinę wytchnienia.
      Jeśli do tego dodać Wasze tendencje: Pani aktywna, mąż pasywny, to wszytko zaczyna się układać w zgrabny obrazek. Wszytko do wszystkiego pasuje, choć efekt jest niezadowalający.
      Można jeszcze się zastanowić czy oboje, mimo deklarowanej frustracji, nie czerpiecie z takich zachowań nieświadomej gratyfikacji . Pani czuje prawo do pretensji, mąż do wybronienie się od nich. Pani jest górą ze swoimi oczekiwaniami, bo są słuszne. To też ustawia Panią w związku na innej pozycji. Choć podstawowych potrzeb nie zaspokaja. Ale może te nieświadome tak.
      Potrzebna rewindykacja, namysł i ocena co Pani jest w stanie wytrzymać. Rozstanie czy też życie w takim nie do końca spełnionym związku.
      Tylko w tej refleksji proszę nie pomniejszać swoich oczekiwań. I wtedy zobaczyć czy Pani podoła zmianie i jako ona ma być. Agnieszka Iwaszkiewicz


      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 06.09.16, 23:14
        Potrzebna rewindykacja, namysł i ocena co Pani jest w stanie wytrzymać. Rozstan
        > ie czy też życie w takim nie do końca spełnionym związku.
        > Tylko w tej refleksji proszę nie pomniejszać swoich oczekiwań. I wtedy zobaczyć
        > czy Pani podoła zmianie i jako ona ma być. Agnieszka Iwaszkiewicz
        >
        >
        Namysł zajął mi trochę bo kilka lat, ale podjęłam decyzję o rozwodzie. Pozew składam w przyszłym tygodniu.
        • ma-ura Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 05:08
          I co maz na to? To pewne, ze skladasz czy tylko straszysz rozwodem?
          • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 08:06
            Nie starszę...zaczęłam od pisma od adwokata z informacją o pelnomocnictwie oraz propozycją spotkania się w czwórkę i omówienia przebiegu sprawy..niestety bez reakcji ze strony męża. Pozew składam w poniedziałek...mąż rozwodu nie chce..wie o mojej decyzji od maja..Nie zrobił nic co mogłoby wskazywać ze chce to ratować, że mu na mnie na nas zależy...wyprowadzić się nie chce dopoki mu sąd nie nakarze..Ja wynioslam się do drugiego pokoju..Nie rozmawiamy ze sobą...każdy dba o swoje jedzenie we własnym zakresie...do środków czystości się nie dokłada...opłaca dalej mieszkanie w którym mieszkamy, ja splacam ratę za to mieszkanie oraz ratę za drugie wraz z czynszem..powiedział ostatnio że nie chce ze mną też już być ale ponieważ to ja wnoszę o rozwód to on bedzie w sądzie mówił że mnie kocha żebym sobie nie myślała ze tak łatwo się go pozbed i ze będzie mi robił pod górkę całe życie...
            • eukaliptusy Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 09:10
              Jesus Maria. I 10 lat z czymś takim zmarnowałaś.
              Nagraj go jak sie bedzie następnym razem na ten temat wywnętrzał. Przy odrobinie szczęścia wykorzystasz w procesie i masz z głowy.

              A swoją drogą, to jego logika jest powalająca...

              prawoexpert.pl/wykorzystanie-dowodow-z-nagran-podsluchanych-rozmow-w-sprawie-sadowej-rozwodowej/
              • fusun1804 Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 09:56
                Osobiście radzę napisać to samo na tym forum :
                forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html

                Tam Ci doradza jakie konkretne kroki mozesz poczynić zeby sie gada pozbyć raz na zawsze.
                Na pewno dla sadu bedzie wazne ze nie ma pożycia fizycznego, ze mieszkacie oddzielnie ( to moga byc osobne pokoje ), ze macie osobne gospodarstwa. nie stanowicie zadnej wspólnoty a on moze sobie bredzić ze kocha ......
                • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 10:07
                  Tam właśnie dałam post wczoraj..
    • danaide Re: O co tu chodzi? 25.05.14, 00:03
      Byłam w podobnym związku - z ojcem mojego dziecka. Teraz jestem sama.

      Ja jestem/byłam typem maszyny. Jak moja matka i jego matka. On był typem kanapowca. Jak mój ojciec. Co do jego ojca, kanapę warunkowały też choroby o podłożu psychicznym. Nie wiem jak to się dzieje, że te dwa typy zawsze się tak dobierają. I działa dopóki ktoś nie zacznie się wyłamywać się z systemu. Ja się zaczęłam wyłamywać. Ty też zaczynasz.

      Rozumiem, że nie mając matki nie miałaś prawidłowego wzorca kobiety, był związek Twojego ojca z jego... kochanką?, ale zapewne Ty byłaś jak posłuszna, cicha żona. I cierpisz teraz na klasyczne choroby takich kobiet: brak poczucia własnej wartości, brak asertywności, nieświadomość własnych praw i potrzeb.

      Myślę, że trochę pracy przed Tobą - tym razem nie nad kolejną rozlaną kałużą soku. Terapia by się pewnie przydała, ale polecam wszelkie grupy rozwojowe dla kobiet, w Warszawie przynajmniej jest tego jak grzybów po deszczu, asertywność, złość, takie sprawy. I książki, ale to może ktoś inny poleci, bo ja w zasadzie takich książek niestety nie czytam, a tę, którą polecam w pierwszej kolejności, akurat w Twoim przypadku jest nieadekwatna. Jak okrzepniesz to zdecydujesz co dalej. W oczekiwaniu - sprzątaczka z jego puli. Ja rozumiem, że bronisz się przed tym. Ale broni Cię Twoje myślenie, nad którym musisz popracować. Ty już nie chcesz wszystkiego robić. Teraz uwierz, że on też nie zrobi, a ktoś musi - i to ktoś inny niż Ty. Wiesz, mój ojciec miał w swojej karierze epizod telemonterski. Moja matka po trzydziestu latach małżeństwa potrafiła uskarżać się, że telefon nie działa poprawnie, bo ojciec nie zamontował jej jakiegoś kabla. Problemem nie był kabel, nie był nawet ojciec (z kruka orzeł nie wyrośnie), problemem było myślenie mojej matki, która nie rozumiała, że istnieje cały szereg rozwiązań. Lęk przed zmianą jest silnym i obezwładniającym lękiem. Grzebanie swoich marzeń i wyobrażeń (o partnerskim związku na ten przykład:) jest równie trudne. Ale myślę, że sprzątaczka za kasę męża i wibrator za... (zdecyduj!) to krok w dobrym kierunku.
    • a.nancy Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 10:06
      Ja wszystko rozumiem, rozumiem Twoje frustracje, ale co złego w myciu się po seksie???
      • anula36 Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 22:03
        a masz jakichs swiadkow ktorzy mogliby poswiadczyc ze Wasze zycie wyglada tak jak opisujesz? bo w opcji slowo przeciwko slowu to szarpanie moze trwac w nieskonczonosc.
        • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 07.09.16, 23:46
          Mam..niejednego
          • biotonne Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 09:58
            Przeczytalam caly watek. Dobrze, ze dojzalas do tej decyzji - wiele kobiet nigdy nie osiaga poziomu podjecia decyzji. Zycze ci duzo sily bo latwo nie bedzie przejsc przez rozwod - pociesz sie ta mysla, ze te nieprzyjemnosci to inwestycja w twoja przyszlosc i wlasna niezaleznosc.
            • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 10:44
              Tak właśnie na to patrzę..Ze chcę zawalczyć o własne szczęście..może spotkam kogoś kiedyś kto nie będzie tak powierzchowny...pragnę tego bardzo. Dziękuję za poświęcony czas :)
              • blue_meerkat Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 20:26
                Tez przeczytalam caly watek I trzymam kciuki za autorke. Moj zwiazek jest troche podobny, maz twierdzi ze kocha, dzieci nakarmi, zabierze na plac, ale jest bierny, wygodny I ma tendencje do niekonczenie tego co zaczyna, a ja zapoerniczam za dwoje. Ja mam z kolei przemocowe dziecinstwo I potrzebe kontroli ( o ktorej jus wiem) wiec ta biernosc byla przeciwienstwem mojego ojca, I pewnie tylko z takim facetem bylam wtedy gotowa stworzyc jakis zwiazek. Wiem juz dlaczego go wybralam - sporo rozgryzlam na terapiach, i teraz zastanawiam sie czy jest to ktos z kim chce spedzic reszte zycia. Nie sadze zeby sie zmienil, probowalismy rozmawiac, o ile na poczatku jeszcze sluchal I probowal teraz mam wrazenie nie reaguje. A ja coraz bardziej widze ze nic sie nie zmienia I mam coraz bardziej dosyc. To co mnie trzyma przy nim w tej chwili to opieka nad dziecmi, tez mamy etap 'czego ty chcesz kobieto?'. Czytajac watek przypomnialo mi sie jak wkurzala mnie znajoma mowiac ' Musisz go sobie wychowac!', bo ja tego wychowywania mialam jus po dziurki w nosie 😀
                • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 20:31
                  Ja też to słyszałam wiele razy..wychowaj to sobie albo tak go sobie wychowałaś...czy ja brałam dziecko do adopcji czy dorosłego mężczyznę, z którym mam iść RAZEM przez życie się pytam?? Teraz już wiem czego chcę i z jakim mężczyzna chcę stworzyć związek..na pewno nie jest to on..trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które zawalczyły lub chcą zawalczyć o siebie:)
      • karrioka Re: O co tu chodzi? 08.09.16, 20:52
        Ja bym nie powtórzyła żadnych intymności z osobą, której pierwszym odruchem jest biec pod prysznic. Wg mnie to obraźliwe. Tak jakby czegoś brudnego czy wstrętnego ktoś dotknął, że się tak pilnie szorować musi.

        Myć to się trzeba PRZED.
      • wykonczonaja Re: O co tu chodzi? 10.09.16, 19:01
        W samym myciu też nie widzę nic złego...tylko on kończy wstaje i wychodzi do łazienki...bez słowa..myje "przyrząd" wraca i odwraca się dupą..
        • fusun1804 Re: O co tu chodzi? 10.09.16, 22:31
          I bąka puszcza ........ Tak pisałaś w poprzednich postach ......

          No wiec to sie nie zmieni. Albo sie rozwiedziesz albo taki stan rzeczy akceptujesz.
          Natomiast mozesz od razu, teraz, natychmiast, przestać z tym panem sypiać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka