kamelia04.08.2007
26.10.12, 18:16
no dobra, ustaliłysmy, ze urodzenie dziecka w wieku co najmniej 36-37 lat, a najlepiej ok. 39-40 lat, to żaden problem, dzieci rodza się zdrowe, dobrze sie rozwijaja, mama pieknieje.
To teraz czas leci i dziecko ma 15 lat, a mama więcej niz 52 lata, jak wyglada rozmowa z nastolatkiem i nastolatka.
dziecko ma 20 lata, mama dobiega do szesdziesiatki - to samo: jak tu sie porozumiewac, jak ze zdrowiem mamy, jak z jej mozliwościami utrzymania młodej osoby.
dziecko ma 30 lat - mama juz poszla na emeryture, a tu człowiek ledwie dorosły. Jeszcze bez własnych dzieci.... mama i tata pewnie nie ma super zdrowia....
jak tu przeskoczyc te ogromna róznice i porozumiec sie z własnym dzieckiem, tak żeby nie byc uznana za skansen?
Kiedys nie byłam przeciwniczka takiego póxnego macierzyństwa, uważałam, że skoro dziecko rodzi sie zdrowe, to w czym jest problem. Teraz widze ten problem, bo dzieci 20 czy 25 letnie wchodza w dorosłośc, a ja mam juz z górki. W tym wieku trzeba jeszcze pracowac na dziecko, utrzymywac je, a tu człowiek zaczyna sie sypać....
Moi rodzice sa w wieku około 60-tkowym, a zdrowie maja zjechane, duzo pieniedzy i czasu przeznaczaja na ratowanie tego co jeszcze jest, w rodzinie mamy przypadki raka postepujacego, mamy tez przebyte zawały. Kurcze, do tego jeszcze 2 dzieci w wieku studenckim do utrzymania, to wszyscy by byli biedni.
To takie rozmyslania. dziekuja panim (i panom) za uwagę.