Dodaj do ulubionych

jak ludzie ragują na wózek?

06.07.04, 20:31

Nie wiem czy Wam też zdarzają się takie sytuacje, ale ja na palcach jednej ręki mogę policzyć kiedy było inaczej . Chodzi mi mianowicie o to czy ludzie pomagają wam jak wjeżdżacie czy wyjeżdżacie ze sklepu np przytrzymując drzwi. Dlaczego u nas jest taka znieczulica. Ostatnio wjeżdzałam do sklepu i musiałam się nieźle naszarpać z drzwiami i wózkiem. Stały w kolejce panie i to w różnym wieku, panowie i nik nie podszedł, żeby przytrzymać mi drzwi. Poza tym ostanio byłam w banku, gdzie kolejka w nieskończoność, nad okienkami kartka, że min. z dziećmi do lat 3 bez kolejki i co ? Afera. Najpierw wszyscy udawali, że mnie nie widzą. Jak się odezwałam, że jestem dzieckie, jakby nie było widać i juz nie zdąrzyłam dokończyć bo rozpętało się piekło. Nie będę tu opisywać. Dość, że mi też puściły nerwy i powiedziałam co myślę na ten temat.Chyba w tym wszystkim najgorsze są panie i to w starsze, nie staruszki - te mają sentyment do dzieci, chyba same zapomniały jak były w tej roli, czyli matki z dzieckiem w wózku. Nie bez winy uważam są też ekspedienki, które stosują totalną ignorację i nie zauważają. A przecież jakby jedna czy druga odezwały sie co dla pani, kolejka by się może tak nie burzyła.
Muszę nadmienić, że staram się wchodzic do tych sklepów, gdzie akurat nie ma ludzi, ale nie zawsze się tak da. Naprawdę nie wykorzytuję okazji.
Czasami zdarzają się pozytywne przykłady, kiedy to pomimo, że przede mną w aptece były 3 osoby pani powiedział, żebym podeszła bez kolejki, bo jestem z dzieckiem.
A jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • jagusia7 Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 20:40
      Raz(tylko raz na szczęście) zdarzyło mi się jechać autobusem z dzieckiem w wózku
      (nie w spacerówce, tylko w gondoli). Podjechał autobus, taki stary, z wysokimi
      schodami. Wokół mnie stało pełno ludzi, którzy: oglądali sobie pilnie
      paznokcie, uparcie patrzyli w niebo, oglądali własne buty lub byli strasznie
      zagadani. A ci, co wsiadali do tego samego autobusu, poleźli do innych wejść.
      Pomógł mi chłopaczek, tak na oko ze 14 lat, inaczej chyba bym do tego autobusu
      nie dała rady wózka wtaszczyć...
      • ewas17 Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 22:02
        Witam! Mieszkam w Gdańsku i muszę się pochwalić, że ludzie bardzo chętnie mi
        pomagają wnosić wózek do autobusów. Często nawet mi się zdarzało, że nawet
        panie same proponowały mi pomoc w autobusach niskopodłogowych, gdzie sama bez
        problemu mogę wjechać nawet wózkiem z gondolą. Niestety, autobusami muszę
        jeździć bardzo często, gdyż koło domu mam tylko mały sklepik spożywczy i po
        większe zakupy jeżdżę gdzieś dalej. Dodam jeszcze, że mój mąż prawie przez cały
        czas pracuje za granicą, dlatego muszę sama z dzieckiem jeździć czasem na
        bardzo duże zakupy i zawsze znajdzie się ktoś kto mmi pomoże przy wsiadaniu i
        wysiadaniu. Czasami nawet kierowca mi pomaga, bo wsiadam na pętli. Jedna rzecz
        mnie tylko denerwuje, że ludzie bardzo często w autobusach stoją w miejscach
        przeznaczonych dla wózków i nie bardzo chce im się ustąpić z niego. Co do
        kolejek to różnie bywa, ale raczej ludzie w tym przypadku nie ustępują matkom z
        dziećmi. Pozdrawiam Ewa
    • skarolina Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 21:05
      Jak jest kartka, że mogę bez kolejki, to idę i się nie przejmuję, a
      protestującym proponuję powtórkę nauki czytania. Jak kartki nie ma, to stoję,
      trudno się mówi, dziecku się nic od tego nie stanie. Jak nie mogę sobie sama
      poradzić z drzwiami czy wsiadaniem do pojazdu to proszę o pomoc - jeszcze się
      nie zdarzyło, żeby mi ktoś odmówił. Nigdy natomiast nie szarpię się ze zbolałym
      wyrazem twarzy - albo wiem, że sobie poradzę, albo po prostu proszę. Jeżdżę z
      wózkiem po całym Wrocławiu, komunikacją miejską i jakiejś specjalnej
      znieczulicy nie zauważyłam. Nie każdy jest sam z siebie wyrywny do pomocy, ale
      nikt nie odmawia pomocy matce z dzieckiem w wózku, proszącej o pomoc.
    • nilka13 Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 21:34
      wczorajszy epizod- idę do banku. Mojego ulubionego zresztą- stary dobry PRL
      króluje. W środku kłębi sie tłum, ja z niemowlęciem w wózku i dwulatkiem pod
      pachą nawet nie ryzykuję prób wypłacenia pieniędzy bez kolejki. Zamawiam
      kolejkę i idę na zewnątrz z dziećmi. Po powrocie dzika awantura: babka przede
      mną (!) ma chyba zły dzień, bo wykrzykuje, że jej tam nikt dawniej w kolejce
      pierwszeństwa nie dawał! że głupie smarkule nie będą sie wpychać do kolejki!
      A reszta ludzi jakoś też na mnie spode łba...
      A mnie jak zwykle diabeł podkręca i rzucam, że nie mam ochoty na dyskusje z
      nią, bo jak jej przez 50 lat kultury nie nauczono, to mnie się ta sztuka w 5
      minut nie uda.
      Świnia ze mnie, no nie? To nie jej wina, że o 10 lat wygląda starzej, a ja o 10
      lat młodziej...wink
    • mamadwojga Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 22:19

      A ja mam wręcz odwrotnie. Często ludzie sami mi proponują że mnie przepuszczą
      albo pomagają sami z siebie wnosić wózek czy przytrzymują drzwi. He he. Pewnie
      wyglądam na niezłą sierotę smile
      Czasami mam nawet dosyć tej pomocy bo nauczyłam się doskonale wjeżdżać wózkiem
      po schodach a tu jeden czy drugi stara mi się pomóc, za wózek łapie, o mało nie
      oberwie takiego plastikowego "trzymatka" bo akurat za to najczęściej ludzie
      łapią i jeszcze wózkiem trzęsie że zakupy wypadają.
      Tak źle i tak niedobrze.
      A bez kolejki włażę tak jak Skarolina czyli jak jest napis to walę od razu jak
      w dym a jak nie ma to grzecznie stoję. A niechby mi kto napyskował.
      Pozdrawiam
      ****************************************
      Moje dziatki na fotkach smileczyli....
      PIERWSZE urodziny Maksia- truskawkowy tort oraz... co dostał Maksiu w prezencie....
      • agao_z Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 22:41
        To ja tez mam inaczej smile
        Jak wchodze do autobusu, co mi sie dosyc czesto zdarza, prawie nigdy nie musze
        nikogo prosic o pomoc smile Z reguly sami sie mnie pytaja, albo od razu pomagaja smile
        Z kolejkami to raczej jest odwrotnie sad
        Moim zdaniem duch w narodzie jeszcze nie upadl smile

        Pozdrawiam
        Agnieszka
    • lola211 Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 22:32
      Zawsze korzystalam z przywileju zalatwienia spraw bez kolejki na poczcie, o ile
      stanie mialoby byc dla mnie kłopotliwe.W nosie mam ludzkie komentarze,
      zauwazyłam takze, ze najbardziej czepliwe sa emerytki.Bywało, ze zima
      wchodziłam z opatulonym dzieckiem na poczte, gdzie kłebil sie tłum- jak z
      maluchem stac w takich warunkach przez pól godz? Owszem, widzialam te
      spojrzenia, ale ignorowalam to maksymalnie.
      Jesli chodzi o przytrzymanie drzwi czy pomoc z wejsciem do autobusu, to zawsze
      ktos mi pomógł, jesli nie z własnej inicjatywy, to na skutek mojej prosby.

      Dzis np. załatwiałam sprawy w urzedzie, mialam kartke, ze przysluguje mi
      bezkolejkowe obsłuzenie(stalam godzine dzien wczesniej, mialam tylko doniesc
      dokument)- mało mnie kolejkowicze nie zjedli.Gdybym miala sie zastanawiac nad
      tym, co o mnie mysla, stałabym po raz drugi, a tak wepchnełam sie przed
      okienko bez pardonu.Sami by mnie nie wpuscili.
    • bebejot Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 22:57
      U mnie na osiedlu jest Ok, ale też raz mnie w kolejce w warzywniaku
      zignorowano, więc się przypomniałam. Pani która się wepchała, przeprosiła ale
      nonszalancko stwierdziła, że przecież nic się nie stało. Więc jej "nonszlancko"
      odpowiedziałam wskazując na moje zniecierpliwone w wózku dziecko,że "dziecko
      się niepokoi".
      Na "pocieszenie" Ci powiem,że są jeszcze takie miejsca na ziemi - Sławno, woj.
      zachodniopomorskie, gdzie na drzwiach sklepu wielkimi literami, odręcznym
      pismem stoi "Zakaz wjazdu z wózkami"
      I co wy na to?
      Pozdrawiam
      Beciek
    • justysia25 Re: jak ludzie ragują na wózek? 06.07.04, 23:15
      Mamadwojga - pozazdrościć, albo ja na takim dzikim osiedlu mieszkam albo nie
      wiem jak wyglądamsmile)
      Otóż często albo mi drzwi przed nosem zamkną, albo udają ze wogóle nie widzą,
      albo wsiadają do autobusu przez inne drzwisad Porażka czasami,ale nauczyłam się
      doskonale sobie radzić i nie musze się nikogo o pomoc prosić.
      Ostatnio w sklepie, w czasie deszczu, jak już zapakowałam dwójkę dzieci (jedno
      starsze) do wózka i opakowałam folią zbieram się do wyjścia. Troszkę trudno mi
      było bo wózek ciężki z dwójką w środku, przed drzwiami w sklepie dwóch facetów
      stoi i się patrzą na mnie. Patrzą się i patrzą - ja w tym czasie podeszłam
      sobie do drzwi i na głos mówię otwierając: dwóch facetów stoi i żaden nie ma
      zamiaru drzwi otworzyć! Tylko się popatrzyli i nic.
      Dziś np. schodzę z parteru (dobrze że mam windę w wieżowcu), zjeżdżam wózkiem
      po schodach bo nie mam siły nosić,akurat wszedł młody facet (notabene sąsiad) i
      czeka aż ja sobie zjadę - bo po co ma złapać wózek na dole i mi pomóc znieść??
      Albo kiedyś sobie tak zjeżdżam po schodkach a facet mi się ładuje do góry obok,
      a tu jeszcze skrzynki pocztowe wiszę więc wąsko jest. Ale go opier... za to że
      się jeszcze pcha. I tak jest u mnie na porządku dziennym.
      Ale wiecie że się zdziwiłam czytając tu że są sklepy czy urzędy gdzie wisi
      kartka że z dzieckiem to bez kolejki?? Ja czegoś takiego na oczy nie widziałam
      a często coś musze załatwićsad
      Takie życie, jeszcze troszkę i za rączkę wezmę dwójkę tylko wtedy zakupy to
      chyba na plecysmile)
      Pozdrawiam
      Justyna
      • wieczna-gosia Re:no wlasnie ja tez mam inaczej ;)) 07.07.04, 03:14
        nie wiem moze sypmatycznie wygladam... moze to kwestia wygladu wozka...

        W kazdym razie NIGDY nie prosze o pomoc przy wnoszeniu, przede wszystkim
        dlatego ze sama wjezdzam do srodkiw transportu z latwoscia. Ale na palcach
        jednej reki moge policzyc sytuacje gdy ktos sie nie uczepil wozka z drugiej
        strony i mi nie wniosl.

        Po drugie- nigdy tez nie zdarzylo mi sie zeby mnie ktos w kolejce nie puscil.
        Czasami stoje w tych kolejakch jak dzieci grzeczne, ale jak sie robia
        niegrzeczne a kolejka trwa nadal to prosze by mnie przeuszczono- nikt nigdy nic
        nie powiedzial wink)
      • mamadwojga Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 07:59
        justysia25 napisała:

        > Ostatnio w sklepie, w czasie deszczu, jak już zapakowałam dwójkę dzieci
        (jedno
        > starsze) do wózka i opakowałam folią zbieram się do wyjścia. Troszkę trudno
        mi
        > było bo wózek ciężki z dwójką w środku, przed drzwiami w sklepie dwóch
        facetów
        > stoi i się patrzą na mnie. Patrzą się i patrzą - ja w tym czasie podeszłam
        > sobie do drzwi i na głos mówię otwierając: dwóch facetów stoi i żaden nie ma
        > zamiaru drzwi otworzyć! Tylko się popatrzyli i nic.

        He he he... Może chodzi o podejście do ludzi. Ja bym na głos nie marudziła
        tylko z wielkim uśmiechem znaczącym "oj ja taka mała a panowie tacy duzi" (hi
        hi) poprosiłabym o pomoc. A potem podziękowała bardzo.

        Pozdrawiam
        • lola211 Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 12:08
          Prawde mówiac, gdybym widziala matke z takim roszczeniowym nastawieniem, to
          chyba sama bym nie pomogla.To nasza dobra wola, a nie obowiazek.Uwazam, ze mily
          usmiech i grzeczne "czy moze mi pan pomóc?" załatwilobny sprawe, natomiast
          wymowny wzrok i dodatkowo jakies uwagi przynosza odwrotny skutek, czego dowodem
          sa problemy opisane w tym watku.
      • skarolina Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 13:04
        justysia25 napisała:
        > Otóż często albo mi drzwi przed nosem zamkną, albo udają ze wogóle nie widzą,
        > albo wsiadają do autobusu przez inne drzwisad Porażka czasami,ale nauczyłam
        się
        > doskonale sobie radzić i nie musze się nikogo o pomoc prosić.
        > Ostatnio w sklepie, w czasie deszczu, jak już zapakowałam dwójkę dzieci
        (jedno
        > starsze) do wózka i opakowałam folią zbieram się do wyjścia. Troszkę trudno
        mi
        > było bo wózek ciężki z dwójką w środku, przed drzwiami w sklepie dwóch
        facetów
        > stoi i się patrzą na mnie. Patrzą się i patrzą - ja w tym czasie podeszłam
        > sobie do drzwi i na głos mówię otwierając: dwóch facetów stoi i żaden nie ma
        > zamiaru drzwi otworzyć! Tylko się popatrzyli i nic.

        To się zdecyduj - czy sobie doskonale radzisz czy masz pretensje do świata. Bo
        sądzę, że gdybyś tych facetów poprosiła, to bez słowa by Ci te drzwi
        przytrzymali. A jakby ktoś do mnie wyjechał z takim tekstem, to też bym pewnie
        nie miała zamiaru pomóc.
      • agnjeha Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 14:01
        przed drzwiami w sklepie dwóch facetów
        > stoi i się patrzą na mnie. Patrzą się i patrzą - ja w tym czasie podeszłam
        > sobie do drzwi i na głos mówię otwierając: dwóch facetów stoi i żaden nie ma
        > zamiaru drzwi otworzyć! Tylko się popatrzyli i nic.

        to się ciesz, że nic, a nie że Ci wiązanke puścili, od której uszy spuchną, bo
        co to niby za roszczeniowa postawa - gdzie jest powiedziane, ze Ci sie to
        nalezy? to tylko grzecznosc ze strony innych, a nie zaden obowiazek. a skoro w
        tak "mily" sposob odnosisz sie do ludzi, to nie dziw sie pozniej, ze nikt Ci
        nie chce pomoc.
    • mamaszyma Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 09:08
      Ja wogóle jestem "niewidzilana" Bardzo często ktos wchodzi przede mnie w
      kolejce, sprzedawca nie zauważa itd. A zaznaczę, że do "drobnicy" nie należęwink
      W ciąży te z mnie nie zauważano i nikt mnie nie przepuszczał, a brzuch miałam
      ogroooomny. NO i teraz jest to samo. Jedynie sąsiedzi w bloku sa pomocni. A
      reszta nie widzui matki z wózkiem. Kiedyś szłam ulica, która była akurat
      przerabiana, więc pełno dziur. kamieni i innego badziewstwa. Nie miałam jak
      przejechać więc zaczęłam przenosic wózek (a co, taka silna kobita jestem) i w
      pewnym momentcie pomógł mi Pan, który ledwo stał na nogach, miał chyba ze 4
      promile. A cała reszta idaca w tym samym czasie ulica panów i pań mnie po
      prostu olała. No cóż, chyba rzeczywiście jestem niewidzialna...
    • skrzatka Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 09:16
      Nigdy nie miałam problemu w sklepie czy autobusie. Ludzie są bardzo przyjaźnie
      nastawieni zagadują do dziecka (bo córcia zaczepnie do każdego się uśmiecha).

      Niestety, jak mam oceniać, najbardziej zawodzą osoby, do których od początku
      uczono mnie najwięcej szacunku. Otóż większość starszych pań, mimo że
      schorowane i niedołężne zawsze wszędzie są pierwsze i zazwyczaj wrogo
      nastawione do dzieci. Nie rozumiem tego. Czy wiek aż tak zmienia człowieka??
      Heh, panowie natomiast zupełnie inaczej: zagada taki o wiek dziecka, chce
      pomóc, chętny do rozmowy, z rozczuleniem opowiada o swoich wnukach.

      Zawsze staram się liczyć na własne siły. Jak mam jechać już gdzieś autobusem to
      wybieram te niskopodłogowe, zakupy lubię robić na bazarku lub ogólnie na
      powietrzu. Nie lubię pchać się tam, gdzie mogę wywołać jakieś zamieszanie, nie
      lubię prosić o pomoc. W końcu to moje dziecko i ja powinnam się z nim "bujać"
      ze wszystkimi tego konsekwencjami. Z takiego założenia wychodzę i jestem
      baaardzo mile zaskoczona postawą ludzi.
      Bywam też w "normalnych" sklepach i na poczcie, a jakże. Panie jeszcze mile
      zagadują do mojej córki i opowiadają o swoich dzieciach lub wnukach.
      W aptece pani rozdaje lizaczki dzieciom.
      Na osiedlu jest tania piekarenka, malusieńka, trzeba tarabanić się po schodach.
      Pół roku obawiałam się wejść do niej z wózkiem (bo mała i trzeba wnosić wózek),
      ale później odważyłam się i teraz czekają tam na moją Zuzię, bo podobno
      uśmiechem "napędza" im klientów wink)

      Przecież każdy wie, że o klienta trzeba walczyć, a jak zrażą do siebie jednego
      to wiadomo, że stracą kilkunastu. Takie są dziś (stety-niestety) prawa rynku.

      Aha, mieszkam w Warszawie.
      Pozdrawiam!
    • sakada Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 10:24
      Ja też kiedyś miałam taką sytuację: Jadę z Małym w autobusie pełnym ludzi, na miejscu dla wózków jakaś baba stoi i jeszcze się na mnie drze: "Gdzie się tu pani na mnie z tym wózkiem pcha?" Nie wytrzymałam i powiedziałam jej, że jak się tłok nie podoba to niech weźmie taksówkę, albo mój wózek na plecy, bo ja nie mam siły." Na szczęście się zamknęła.
    • jokrru Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 11:07
      Jeśli chodzi o kupowanie bez kolejki,
      to jeszcze mi się nie zdarzyło (a syn ma 4 lata, córka 5 miesięcy)
      ale też nigdy na to nie liczyłam.
      Choć była sytuacja, która oburzyła mnie w najwyższym stopniu,
      stałam kiedyś w kolejce przed "starym sklerorykiem" (dosłownie)
      z moim 2 letnim synem, a że syn był ruchliwy i głośny,
      to "dziadowi" powiedziałam, że nie będę stać w kolejce,
      bo tylko będę przeszkadzać,
      ale obok
      i jakież było moje zdumienie, gdy kiedy już nadeszła moja kolej na kupowanie,
      "dziad" oburzony nie chciał mnie wpuścić,
      no ale ja w takich sytuacjach nie dam sobie w kaszę dmuchać,
      więc mam nadzieję, że zawału potem "dziad jeden" nie dostał.

      Staram się sama dawać sobie radę z wózkiem.
      Zawsze (i niestety wyłącznie) chętne do pomocy są
      mamy 3,4rolatków, bo już wózka nie mają a jeszcze dobrze pamiętają.
      Ja poza ewidentnymi sytuacjami, na ogól
      odpowiadam,"dziękuję, poradzę sobie"

      Pozdrawiam,
      K.
      • jokrru dla wyjaśnienia 07.07.04, 11:54
        biednego staruszka, który istotnie miał prawo zapomnieć
        tak bym nie potraktowała,
        ale tu
        mówię o "starym, paskudnym dziadzie, co to
        uwagi w kulturalny sposób zwrócić nie umie,
        a od razu z wiązanką, że to taka młoda (smile)itd...,
        (którą każda z nas zna) do człowieka startuje"

        Kiedyś też jeden młody facet
        dosłownie zatrzasnął mi drzwi przed wózkiem
        i wtedy też nie wytrzymałam
        i zdenerwowana ofuknęłam dziada,
        "Nie liczyłam, że mi pan pomoże, ale, że drzwi zatrzaśnie, to już przesada !",
        Facet bez słowa otworzył,
        a ja grzecznie podziękowałam.

        Generalnie, drzwi uczynni przytrzymują,
        a z autobusem też miałam problemy,
        na szczęście po prostu nie muszę jeździć.

        A co do sklepów,
        to mój syn naprawdę potrafi być nieznośny,
        mój mąż zawsze wtedy boi się, że ktoś zwróci nam uwagę,
        ja zaś rozumuję prosto,
        jak komuś nie będzie się podobało, to my u niego nie będziemy kupować,
        i jakoś nikt nie zwraca nam uwagi.

        Pozdrawiam,
        K.
    • martha_s Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 13:14
      autobusy to jeden wielki koszmar! z wsiadaniem i wciągnięciem wózka jeszcze
      jakoś sobie radzę (większość kursującuch autobusów jest niskopodłogowych, ale
      kierwocy żadko pamiętają o opuszczaniu owej podłogi), ale żeby ustawić wózek w
      przeznaczopnej dla niego wnęce to dopiero batalia! stoi taka obrażona panienka
      i nie dociera do niej jak mówię 'przepraszam chciałabym tu wózek ustawić'
      dopiero jak najedzie się takiej na nogę to sie kawałek przesunie i jakoś skosem
      bo skosem ale nie tarasujemy dojścia do drzwi.

      I jeszcze jeden śliczny obrazek mamy z wóżkiem:
      niedawne wybory do europarlamentu
      udałam się na nie razem z siostrą, okręg wyborczy był w pobliskiej podstawówce.
      Oczywiście jak to w szkołach o podjazdach do wejścia można pomarzyć. Ale we
      dwie bez problemu się wtaszczyłyśmy do środka. Zagłosowałam, mały dostał
      okropnej czkawki więc go napoiłam po czym zapakowałyśmy się do wyjścia. Przed
      nami znowu te nieszczęsne schody więc siostra z przodu złapała wózek ja z tyłu
      a mały się w środku kolebał i brniemy do wyjścia. Kiedy dotarłyśmy do drzwi,
      siostra chce je otwierać a z drugiej strony po schodach biegnie jakiś
      młodzieniec (jakieś 12 lat} Myślałyśmy, że chce nam przytrzymać drzwi a on
      otworzył je i wbiegł do środka, siostra więc złapała drzwi i zaczynamy się
      przeciskać a za chłopaczkiem goni mamusia i wpycha nas z powrotem do szkoły i
      słowa nawet nie powie, żadnego przepraszam czy coś.
      Jak dalej tak będą dzieci wychowywane to kiedy staniemy się staruszkami to nas
      chyba ukamieniują bo będziemy im zbytnio zawadzać.

      Marta
    • le_lutki Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 13:25
      Ja mieszkam poza Polska i tutaj naprawde roznie moze sie zdarzyc, jednakze dla
      mam z wozkiem/dzieckiem sa okolicznosci sprzyjajace: specjalne kasy w
      supermarketach (tak jak i dla kobie t w ciazy), niskie podlogi komunikacji
      miejskiej, dostosowane chodniczki wokol bloku (obok schodkow) itd.
      Z komunikacji miejskiej skorzystalam RAZ w zyciu (nie mieszkam w miescie wiec
      wchodzi w gre tylko samochod), jednakze nie dalej jak w ostatni piatek musialam
      sie dostac z wozkiem na dworzec w Grenoble i to z przesiadka z podmiejskiego. W
      pociagu podmiejskim (super nowoczesnym z niska podloga) ZAWSZE wysiada pani/pan
      konduktor i sprawdza, czy nie ma na peronie: matki z wozkiem, osoby
      niepelnosprawnej itd. (Akurat byly obie smile - i pomaga. Potem w srodku poprosila
      osoby siedzace na krzeselkach w przejsciu, zeby sie przesiadly na normalne
      fotele, zebym mogla swobodnie postawic wozek. I poszla.
      Na dworcu okazalo sie, ze akurat na tym peronie nie ma windy. Zanim zdazylam
      sie zmartwic podszedl do mnie pan, ktory wysiadl z tego samego pociagu co ja,
      mowiac, ze wlasnie nie ma windy i lapiac za wozek, a z nim razem pani w srednim
      wieku - pomogli mi go zniesc na dol, pokazali gdzie winda, zeby wjechac na
      kolejny peron. Kiedy dojezdzalam do windy akurat drzwi sie zamykaly. W srodku
      byl pulchniutki moze 12 latek ktory zamiast odwrocic sie i udac, ze go to nie
      dotyczy zlapal w ostatniej chwili drzwi, ktore sie rozsunely i trzymal je
      dopoki nie wjechalam wozkiem, choc sam byl przyklejony na plasko do sciany.
      Takich akurat ludzi spotkalam i to w jeden dzien. Nie wiem, czy to szczescie,
      czy regula. Wole myslec, ze to drugie. Na codzien jestem o wiele bardziej
      samodzielna i zmotoryzowana, wiec nie zauwazam problemu, ale akurat wtedy tak.

      W Polsce z wozkiem nie bylam nigdy, ale kiedys w ciazy stanelam sobie cichutko
      w tramwaju jadac z leciutka torba z zakupami, a kolo mnie siedzialy dwie
      babcie, w tym jedna ponad 70-cio letnia. Na moj widok poderwala sie jak
      sprezynka, zlapala mnie za reke i powiedziala: o nie! Pani siada! Alez mowy nie
      ma, pani jest w ciazy - pani siada. - Nie dala mi dojsc do slowa, choc
      wysiadalam na nastepnym smile) Taka to byla babcia smile
      I takie wlasnie przypadki pozwalaja nie tracic wiary w ludzi...
      Pozdrawiam!
      • jokrru Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 13:52
        le_lutki, z całą pewnością masz rację
        opisując dobre zwyczaje panujące za granicą,
        choć nie zawsze jest tak dobrze,
        a nie ma na świecie chyba
        paskudniejszego miejsca (pod względem nieprzystosowania do wózków)
        niż paryskie metro,
        gdzie zaledwie na co 10 stacji są windy,
        a tak poza tym to schody, schody, schody ... niekończące się
        i ludzie spieszacy, spieszący ....się
        i jedna wielka znieczulica,
        fuj,
        tam tylko nosidło.

        Pozdrawiam,
        K.
        • le_lutki Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 13:56
          Dokladnie tak! I wlasnie do Paryza jechalam tym pociagiem, do meza. Wiedzac, co
          nas czeka, specjalnie przewidzielismy samochod w Paryzu, zeby nie korzystac z
          metra z wozkiem, bo to kanal.
          Ale to - powiedzmy sobie - sa bariery architektoniczne (a metro w Paryzu
          budowano ho ho jak dawno). Tym niemniej moze sie myle, zle sadze, ze przy tych
          wszystkich barierach zawsze znalezliby sie chetni do samorzutnej pomocy w
          zniesieniu i wniesieniu wozka... Moze to ta moja beznadziejna wiara ?? wink
          • jokrru Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 14:19
            Ja zaś staram się niczego od nikogo nie wymagać
            i w miarę możliwości nie prosić,
            wolę liczyć na siebie,
            bo jakoś głupio mi gdy ktoś poproszony odmówi,
            choć, przyznam raczej nie odmawiają....

            Ale muszę przyznać, że gdy kiedyś (w Polsce, bo ja mieszkam na stałe w Polsce
            właśnie) na mój widok
            w autobusie (a byłam wtedy w zaawansowanej ciąży)
            pół autobusu natychmiast opusciło swoje miejsca,
            to poczułam się jak trędowata
            i za bardzo nie mogłam zorientować się o co chodzi
            (choć przecież i ja paniom w ciąży zawsze ustępuję
            - ale w tym przypadku nie dotarło do mnie że teraz to ja
            jestem "panią w ciąży").

            Tak czy siak było mi głupio, bo czułam się świetnie,
            wracałam w dobrym humorze wypoczęta i radosna jak skowronek,
            a tu jakieś zmęczone staruszki zmuszają mnie do siadania.
            Może jak będę zmęczeniewyglądającą staruszką,
            to też uznam za niestosowne ustępowanie mi miejsca.

            Generalnie lubię takie przykłady
            są budujące i w sumie nie jest źle...
            poza drobnymi wyjątkami.

            Pozdrawiam,
            a o paryskim metrze musiałam napisać,
            bo to już mój odruch na wszelkie tezy typu:
            jak to w Polsce źle a za granicą dobrze.

            A do le_lutki,
            dobrze odczytałam twój post i wiem,
            że Ty akurat tej tezy NIE postawiłaś,
            i dobrze,
            pozdrawiam,
            K.
    • 18lipiec A czy wozek to 8 cud swiata ze ludzie maja jakos 07.07.04, 17:59
      inaczej reagowac? Nie rozumiem pytania. Bezsens.
      • ulala72 służę objaśnieniem 07.07.04, 18:27
        Otóż, jak mniemam, autorka postu o reakcji na wózek posłużyła się pewną
        konstrukcją omowną, aby zapytać o formy zachowania i różne postawy ludzi,
        którzy zgłaszają (bądź nie) pewne formy pomocy osobie z wózkiem/z dzieckiem,
        respektują zagwarantowane tejże osobie prawa itd.
        Jako żywo bezsensu tego pytania nie widzę.
        Bezsensem wydaje mi się natomiast autorytarne kwestionowanie sensu pytania,
        którego wprawdzie nieliczne jednostki nie pojmują, ale gros osób owszem.
        Pozdrawiam.
        • 18lipiec Re: służę objaśnieniem 07.07.04, 18:48
          Wydaje mi sie bezsensowne pytanie "jak ludzie reaguja na wozek" rowne
          bezsensowi pytania " jak ludzie reaguja na samochod / psa / kota/ deszcz.
          Wozek, tak samo jak kobieta w ciazy jest zjawiskiem w spoleczenstwie normalnym
          i nikt przy zdrowych zmyslach nie bedzie klekal i skladal poklonow przed tym
          wozkiem,bo o to zapewne niektorym matkom chodzi.
          Dlatego uwazam to pytanie za besensowne i sadze ze moze ono przyjsc do glowy
          tylko osobie gleboko odmozdzonej poprzez dluzszy pobyt w domu na urlopie
          wychowawczym gdzie dziecko, wozek przeslania caly swiat...
          Zapewne osoba ta sadzi ze ludzie inaczej ja traktuja bo ma brzuch/ wozek/
          dziecko/ lub cala gromade dzieci, natomiast wyjasniam ze generalnie ludzie
          reaguja na wozek : "mam to w dupie" i to chyba najzdrowsze co moze byc.
          • ulala72 Re: służę objaśnieniem 07.07.04, 18:53
            aha
            • driadea do 18lipiec 07.07.04, 21:00
              Czy to nie ty przypadkiem jestes tym kolesiem sprzed poczty?
              Pozdrawiam smile
          • olaart Re: służę objaśnieniem 07.07.04, 22:41
            Nie porównujmy matek z dziećmi w wózkach do kotów czy deszczu a to dlatego, że,
            podobnie jak i dorosłe osoby na wózkach bądź poruszające się o kulach np., mają
            utrudniony dostęp do wielu miejsc. Zdane tylko na własne siły, często nie są w
            stanie dostać się do danego urzędu, sklepu, biblioteki itp. To przysłowiowa
            wojna z trzema schodami i ludzką znieczulicą, obojętnością.
            A reakcja typu "mam to w dupie" świadczy o braku klasy osoby osoby tak
            myślącej, o jej krótkowzroczności ( i ona może kiedyś na wózku wylądować),
            arogancji, braku wychowania.
          • wieczna-gosia Re: służę objaśnieniem 07.07.04, 23:56
            hehehehe

            zapewnie masz racje.
            Zauwaz jednak ze 100% o pardon 99% odpowiadajacych na to pytanie zadane przez
            odmozdzona osobe nie tylko wiedzialo o co chodzi, ale i odpowiadalo do
            rzeczy wink)
            Co wiecej wiele z nas ma przyklady ze istnieja na swiecie ludzie bez
            nastawienia "jesli chodzi o wozek to mam to w d.upie" I ludzie ci nie klekaja
            przed wozkiem, bo jak wiadomo przez kleczaca osobe zle sie przejezdza, ale
            pomagaja jak trzeba wniesc lub zniesc, otwieraja drzwi bo starcza im wyobrazni
            zeby wiedziec ze czasami przejscie przez drzwi bywa klopotliwe. Dzisiaj na
            przyklad spotkalam kierowce ktory na moj widok opuscil autobuc (znaczy nie z
            niego wyszedl, ale obnizyl zawieszenie), po tym jak wjechalam do owego autobusu
            mlodzi ludzie stojacy na miejscu dla wozkow sie z niego wyniesli z usmiechem, a
            przy kolejnych przesiadkach spotykalo mnie mile "moze pani pomoc" oraz moje
            rownie mile "nie dziekuje sama zjade". Pojechalam tymi autobusami zaplacic za
            prad a tam byla kolejka, ktora to kolejka (sami emeryci prawie) solidarnie
            zbuntowala sie ze a/ ustawilam sie grzecznie w ogonku z dzieckiem b/ wzbraniam
            sie przez dluzsza chwile przed skorzystaniem z konstytucyjnego prawa do bycia
            obsluzonym poza kolejnoscia oraz zeby ukrucic moj zamiar stania kolejka owa
            nadala na gore (bo trzeba wam wiedziec ze kasy na pierwszym pietrze sie
            znajdowaly a kolejka konczyla sie na parterze) ze tu jest pani z niemowlakiem i
            ona idzie zaplacic bez kolejki po czym zaoferowala sie ze mi wozka przypilnuje.

            jestem mile dopieszczona chociaz w portfelu mam luzniej wink))

            odmozdzeni trzymajmy sie razem wink)))

            achchch odmozdzeni musze wam to opowiedziec. Szla sobie kolo mnie jakas pani i
            ciekawie zerkala do wozka cwierkajac do mnie jaki sliczny dzidzius tralala wink
            i... dzwieknela w latarnie wink)))))))))))))))) nie mocno wiec sie smieje bez
            poczucia ze wysmiewam sie z nieszczescia blizniego wink)) ale scena byla tak
            filmowa ze az mi sie wierzyc nie chcialo ze sie tak mozna zapatrzyc. Pani nie
            byla roztrzepana nastka tylko tak po 50 wink)))
            • umargos Re: służę objaśnieniem 08.07.04, 11:49
              O...ja też mam miłe wspomnienia z ostatniej wizyty w zakładzie energetycznym
              gdzie udałam się, należnosci uregulowac. Byłam z dzieckiem, co prawda kolejki
              do kasy nie było wcale...po zapłaceniu rachunku wyraziłam chęć zapłacenia jakis
              odsetek, co to mi w pismie przysłali, że zalegam. No i pani w okienku mówi, że
              z tym do reklamacji musze żeby mi fakturę wystawili (na 4 zł), a do owej
              reklamacji kolejka kilkudziesięcioosobowa stała. Tyle, że jak udałam sie
              ustawić w tym ogonku i wzięłam zaparkowany wózek z dzieckiem, pani zawołała
              mnie do okienka z powrotem, przepraszając, że nie zauważyła, że jestem z
              dzieckiem, wzięła pisemko i po chwili wróciła z fakturą. Zapłaciłam,
              podziękowałam z uśmiechem od ucha do ucha i pokrzepiona na duchu wyszłam.
              Prawie zawsze i wszędzie jest tak samo...w urzędach, sklepie, komunikacji -
              pomagają, przytrzymuja drzwi, wnoszą, znoszą i przepuszczają z usmiechem, bez
              domagania sie jakiś udogodnień, rzadko musze prosic o pomoc. Dochodze do
              wniosku, że taki wózek to jest jednak bardziej widoczny niż brzuszek w
              ciąży...bo w ciąży to tak miło nie było :o))))
              Pozdrawiam
              Ula
            • lideczka_27 Re: służę objaśnieniem 09.07.04, 23:44
              wieczna-gosia napisała:

              I ludzie ci nie klekaja
              > przed wozkiem, bo jak wiadomo przez kleczaca osobe zle sie przejezdza,


              smile)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
          • mamaszyma Do 18lipiec 08.07.04, 09:23
            Ty widzisz tę sytuacje z drugiej strony - osoby bez brzycha/dzuiecka/wózka ale
            dla nas matek są to dość kłopotliwe sytuacje, gdy, np nie możemy wejśc do
            sklepu, czy na pocztę bo sa schody a nie każda ma siłę dzwigac wózek po
            schodach (ja na szczęście mam). A bycie w ciąży pomimo wielu zalet ma także
            kilka wad, o których z pewnościa się dowiesz będać w ciązy, i czasami miło
            byłoby gdyby ktoś takiej kobuiecie ustapił miejsca albo przepuścił ja w
            kolejce. Bo jako zagorzała przeciwniczka siedzenia z dzieckiem w domu chyba nie
            masz nic przeciwko wychodzeniu z domu na zakupy kobiet z
            brzuche/wózkiem/dzieckiem. Mam nadzieję, że wyjaśniłam Ci róznice w naszych
            popglądach, bo byc może kiedy będziesz Matka zmienisz zdanie.
          • anek.anek Re: służę objaśnieniem 09.07.04, 09:58
            18lipiec, nie posiadasz jeszczesmile? potomstwa więc nie zdajesz sobie sprawy, że
            czasami naprawdę trudno sobie z wózkiem samej poradzić i przydałaby się czyjaś
            pomoc.
            To tak jak widzisz kogoś na wózku inwalidzkim, kto nie radzi sobie na schodach -
            wtedy dobre wychowanie wymaga, żeby zaproponować pomoc.
            Ja staram się załatwiać wszystkie sprawy na poczcie, w banku czy nawet zakupy w
            sklepie bez dziecka, ale jest wiele mam, które z maluchem (i wózkiem) nie mają
            co zrobić, komu oddać pod opiekę. A sprawy załatwione muszą być.
            Na poczcie wszyscy z reguły ustępują mi miejsca w kolejce jeśli pojawiam się
            tam z dzieckiem. Jesli mały jest w dobrym nastroju i nie płacze, to grzecznie
            dziękuję i czekam w kolejce, jesli jednak ma gorszy dzień i histeryzuje, to
            korzystam z uprzejmości, albo nawet sama proszę o ustąpienie miejsca, bo nikomu
            nie będzie przyjemnie jak mój syn zacznie się wydzierać na cały głos. Dopiero
            wtedy nastapiłyby komentarze....
    • iwonaw2 Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 21:20
      Witam,

      ja do tej pory nie musiałam z tego przywileju zbyt często korzystać. Jakoś tak
      się układało. Ale jak była kolejka to stawałam w niej,a tylko jak Mała zaczęła
      np. płakać czy krzyczeć to podchodziłam.
      Jesli dziecku odpowiada dana sytuacja to nie uważam że "mi się nalezy" i się
      nie wpycham.


      Pozdrawiam

      Iwona
      • le_lutki Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 10:41
        No wlasnie - generalnie rzecz biorac ja sama u innych ludzi nie znosze postawy
        roszczeniowej pt. "bo mi sie nalezy" (bo jestem emeryt/chory/ciezarna/ weteran
        itd). Mozna tez miec lat 70 i byc dziarska staruszka - pedziwiatrem, albo
        pietnastolatka z ciezkim okresem, ktora potrzebuje usiasc zeby nie zemdlec.
        Natomiast to po reakcji innych osob (no i swojej wlasnej) da sie ocenic po
        prostu czy dana osoba ma klase, czy jej nie ma. Jesli ktos mi otwiera drzwi i
        je przytrzymuje nie dlatego, ze "mi sie nalezy, bo jestem z wozkiem" tylko
        dlatego, ze widzi, ze sobie nie poradze albo bedzie mi trudno, to ja o takiej
        osobie mysle, ze zostala dobrze wychowana, jest wrazliwa na innych i nie
        bierze siebie za pepek swiata. Druga dobra sprawa jest to, ze mnie sama taka
        postawa zacheca do pomocy innym, podobnie jak natrafienie na "mur" moze
        skutecznie zniechecic po paru probach smile Podobno dobro rodzi dobro smile To
        straszne naduzycie, takie stwierdzenie, ale jesli sie sprawdza w polowie
        przypadkow to juz sukces!!
        Pozdrawiam smile
        • le_lutki Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 15:13
          Dodam, ze bedac w ciazy w tym pelnym "uprawnien" kraju jakim jest Francja, i
          robiac zakupy srednio co tydzien w supermarkecie po pracy, tylko 3 razy
          skorzystalam z kasy specjalnej, nie dlatego, ze w pozostalych przypadkach
          klienci i kasjerka nie chcieli mnie zauwazyc, tylko dlatego, ze akurat czulam
          sie na tyle dobrze, ze moglam postac w kazdej. Ostatnim razem bylam juz tak
          ogromna, ze ledwo sie zmiescilam wink
          Poza tym zdarzalo sie, ze staly do tej kasy same kobiety w ciazy i z dziecmi do
          lat dwoch wiec na jedno wychodzilo smile)
    • marthas Re: jak ludzie ragują na wózek? 07.07.04, 21:50
      Gdy Ola byla mala mieszkalam w Krakowie (Nowa Huta). Zakupy w okolicy robilam
      sama. Sama jedzilam do siostry na drugi koniec Krakowa autobusami i nawet
      pociagniem, na wies do moich rodzicow. Generalnie jest tak, ze wybieralam
      autobusy niskopodlogowe, gdzie sama sobie radzilam, natomiast gdy bylo duzo
      ludzi i stali w miejscu na wozek, to prosilam o przesuniecie sie i nigdy nie
      bylo problemu. (Raz mi sie zdarzylo, ze jednym autobusem jechalo 5 wozkow - 2
      glebokie, 2 duze spacerowki i jedna pasasolka - wszystkie sie zmiescilysmy, a
      dzieci byly zachwycone - ktos nawet zawiadomil kierowce i ten dlugo czekal jak
      wysiadaly kolejne wozki wink Nigdzie nie wiedzialam karteczki, ze mozna bez
      dziecka wejsc bez kolejki, wiec zawsze grzecznie stalam. Na pomoc moglam
      liczyc, czasem z prosba i usmiechem i wielkim dziekuje, a czsem nie musialam
      nic mowic - to nie jest obowiazek pomoc, dlatego zawesze bardzo dziekowalam.

      Gorzej bylo w ciazy. Ja moja bardzo ciezko znosilam, ale studiowalam i bardzo
      mi zalezalo, zeby pierwszy semestr zaliczyc, wiec podruzowalam na Uczelnie.
      Bardzo zadko ustepowano mi miejsca - jak juz brzuch byl widoczny, a jak
      siedzialam, to zdarzylo mi sie usyszec, ze "taka mloda siedzi i starszej osobie
      nie ustapi". I to wlasnie najmniej mile byly koniety w wieku ok 40-60 lat.
      Mlode osoby od razu ustepowaly i tak samo osoby w podeszlym juz wieku. Czasem,
      to az mi bylo niezrecznie, gdy taka na oko 70-80 letnia pani wstaje, by ustapic
      mi miejsca... na szczescie, najczesciej na taki widok wstawal ktos mlodszy i
      moglysmy obie usiasc.
      Raz mialam bardzo nieprzyjemna sytuacje, gdy wracalam autobusem, bylo sporo
      ludzi i bardzo rozpychajaca sie pani (ok 50 lat) obok mnie. Rozpychala sie
      lokciami i uderzyla mnie w brzuch, az mnie zgielo. Ja nie potrzafie robic
      awantur i tylko poprosilam stajaca obok mnie kolezanke,czy by nie mogla zmienic
      sie ze mna miejscami, bo pani sie bardzo rozpycha i uderzyla mnie w brzuch.
      Kolezanka sie oczywiscie zamienila i przygadala cos kobiecie a ta zachela
      odpyskiwac, ze nie lubi jak ludzie ja dotykaja itp - inny pasazerowie uslyszeli
      cos sie stalo i straszna awantura sie zrobila, az kierowaca na przystanku
      wyszedl i prosil o spokoj...
      Jedyne miejsce, gdzie byla karteczka, ze kobiety ciezarne wchodza bez kolejki,
      bylo u ginekologa a i tak zawsze musialam walczyc o swoje, bo "przeciez ja nie
      mam co robic i moge sobie posiedziec..."- gdy ja powinnam lezec.

      Takie sa uroki maciezynstwa wink
      Pozdrawiam serdecznie z upalnego New Jersey.
      Marta z Ola
      • justa75 Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 11:25
        heh....
        tak mi sie zdaje ze jadac wozkiem pojedynczym bylabym samodzielna, nie
        potrzebowalabym wogole pomocy, tak mi sie zdaje bo od dwoch lat jezdze wozkiem
        blizniaczym i wszystko wydaje mi sie takie skomplikowane (jezeli chodzi o
        przenieszczanie!) Ilez to razy musialam nadrabiac droge bo zrobili podjazd dla
        pojedynczego wozka, bo zagrodzili przejscie jakims kołkiem co by auta nie
        wjezdzaly, bo samochod zaparkowal tak ze nie da sie przejechac wozkiem o 90 cm
        szerokosci (gdzie powinien zostawic 150cm....na przejscie)Ech nawet raz
        zdarzylo mi sie na policje zadzwonic bo mialam juz dosc codziennego wchodzenia
        na baardzo ruchliwą ulice bo wlasciciel auta parkowal centralnie na
        chodniku....Echhh mozna by mowic...i nie wspominam o autobusach starego typu....
        A ludzie czesto lecą zeby zobaczyc slodkie - identyczne blizniaki a pomoc nie
        ma kto, no na palcach jednej reki moglabym policzyc kiedy ktos mi pomogl, tak
        bez proszenia, bo prosic to i prosze bo przeciez nie bede zawsze chodzila
        kilometr dalej zeby znalezc droge bez schodow albo szeroki podjazd.
        Nawet nie chce myslec jak trudne zycie maja osoby niepelnosprawne poruszajace /
        badz probujace poruszac sie za pomoca wozka - probujace dlatego ze nikt im tego
        nie ulatwia......Co szkodzi zrobic szeroki podjazd??????
        Echhh moje dzieci juz powoli, na szczescie, rezygnuja z wozka....uffff
    • emilka30 Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 14:35
      no wiec ja sie tez przylaczam. Moja corcia skonczy dwa latka,jak przystalo
      jeżdzi wozkiem, no i rzadko,nawet bardzo rzadko spotkalam sie z czysta sympatia
      i bezinteresowna pomoca.Zazwyczaj jak sie nie wepchasz,nie upomnisz i nie
      zwrocisz uwagi,to nie ma mowy o zauwazeniu matki z dzieckiem.A juz w sklepach
      zapomnij o tym,ostatnie do tego sa wlasnie ekspedientki,co
      najsmieszniejsze,ktore juz znaja i wiedza,bo robie czesto zakupy w tych samych
      miejscach.Takze te mamy,ktore widzialy kartki ze bez kolejki itp, niech beda
      szczesliwe, nie widzialam.Najlepsze sa za to zakupy w hipermarketach,gdzie w
      kasie pierszenstwa raz na 10 przypadkow siedzi kasjerka,ktora zwraca uwage na
      to w jakiej kasie siedzi.Ostatnio wlasnie robilismy z mezem zakupy w takim
      jednym z hiper,i podeszlismy do kasy pierszenstwa,przed nami pare osob,bez
      dzieci z wielkimi zakupami,moja dzidzia jak przystalo bardzo glosno daje znac
      ze sie nie cierpliwi, a my majac nadzieje ze pani nas zauwazy dalej stoimy w
      tej kolejce i czekamy na nasza kolej... w kolejce do kasy.Kiedy juz podeszlismy
      do kasowania,moj maz nie wytrzymal i zwrocil pani kasjerce uwage- a uwierzcie
      nie dalo sie nas nie zauwazyc,bo dzidzia dawala glosno o sobie znac-no wiec
      pani kasjerka byla bardzo zdziwiona,wrecz zaskoczona,ze moj maz zwraca jej
      uwage ze siedzi w kasie pierszenstwa i powinna zwracac uwage na to kogo
      obluguje.Wiecie co pani odpowiedziala? ze to jest kasa jak kazda i ona ma
      oblugiwac kazdego. I uwierzcie w wiekszosci sklepow duzych tak jest,jezeli sie
      nie wepchasz to stoisz z krzyczacym dzieckiem w kolejce,bo osoby ktore powinny
      miec obowiazek obslugiwania nas bez kolejki udaja ze nie widza.Zreszta mysle ze
      wiekszosc z was z tym sie spotkala.Ja zazwyczaj w hipermarketach ide do kasy
      pierszenstwa-i kiedys czekalam naiwnie ze pani mnie zauwazy-teraz juz nie
      czekam,wpycham sie,poki mam do tego prawo.Pozdrawiam wszystkie mamy,szczegolnie
      te z wozkami...
    • flurcia Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 14:58
      Proszę mnie źle nie zrozumieć. Mi nie chodzi o to że coś mi się należy z racji tego, że jestem z dzieckiem. Chciałam zwrócić uwagę na znieczulicę jaka panuje w tym kraju. Wiadomo, że jeśli sie kogoś poprosiłam o pomoc, to jeszcze mi nikt nie odówił, ale żeby ktoś tak sam z siebie pomógł to zdarza się rzadko. Ja zawsze staram się pomóc. Powiedzcie same, czy powinno się kogoś specjalnie prosić, żeby przytrzymał drzwi, jak stoi obok i widzi,że się wychodzi z wózkiem. Ale po co? Lepiej udać, że sie nie widzi. ja tak nie umię postępować i może dlatego trudno mi się z tym pogodzić.
      • emilka30 Re: jak ludzie ragują na wózek? 08.07.04, 15:33
        Flurciu, uwierz mi ja tez nie jestem osoba,ktora uwaza,ze cos sie nalezy,bo tak
        nie jest.Zgadzam sie z toba w pelni,ze panuje znieczulica,najbardziej mnie
        zawsze zaskakuje ta znieczulica wlasnie i chyba przede wszystkim u kobiet-
        mysle w wieku naszych mam- nie chca tu nikogo obrazac,chodzi mi o kobiety mniej
        wiecje w wieku ok 45-50 pare lat,ktore wlasnie powinny jeszcze mysle pamietac
        jak to jest miec male dziecko,ktore czesto przeciez sa juz wlasnie
        babciami,albo beda,a te kobiety wydaje mi sie najbardziej ignorancko i nie milo
        podchodza do matek z dziecmi, wozkami,kobiet w ciazy itp.A tak przeciez nie
        powinno byc,a czesto spotkalam sie juz nie raz,ze taka kobieta jakby mogla to
        by mnie zjadla tylko za to,ze w ogole ide z dzieckiem. I dltaego chyba my matki
        jestesmy takie zaradne,bo poprostu musimy,bo zmuszaja nas poniekad to tego sami
        ludzie.
    • bebejot Re: wykrakałyście... 08.07.04, 22:08
      Qrcze, normalnie jakieś prawo serii zadziałało!
      Wczoraj:
      Chciałam z dzieckiem pojechać autobusem do centrum handlowego- niskopodłogowe
      jeżdzą co 1,5 godziny, nie załapaliśmy sie. Zwykłym autobusem się nie dało, bo
      nagle stałam się przezroczysta. Odpuściłam sobie tą wyprawę, pojechałam dzisiaj
      smochodem.
      Dzisiaj:
      Dziadyga jakiś zatrzasnął mi drzwi przed wejściem do apteki.
      Baba wepchnęłą się do kolejki w sklepie. Kiedy jej zwróciłam uwagę, odparła
      zdziwiona, że przecież wózek by zauważyła. Powiedziłam tylko "A jednak"...
      To tyle, narazie...
      Beciek

      • driadea Re: wykrakałyście... 09.07.04, 09:52
        Tak czytam i wierzyć mi się nie chce, dziewczyny! Ja moją ciążę znosiłam źle,
        nawet bardzo źle, ale zdarzało mi się czasem wyjść z domu. Ba, czasami nawet
        jeździłam tramwajem/autobusem i ZAWSZE ktoś mi ustąpił miejsca.
        Tearz, gdy jadę wózkiem, a są przeszkody (schody i td.) zawsze mi ktoś pomoże,
        nawet nie proszę. Nie wydaje mi się żebym wyglądała aż tak biednie i choro
        (?!), więc co, mam takie szczęście? A może mentalność Polaków jest różna w
        każdym zakątku kraju? Mieszkam na Śląsku. Ale za to nie ma tu czegoś takiego,
        jak tabliczki przy kasach. Owszem, ale obejmują kobiety z widoczną [sic!]
        ciążą, kombatantów wojennych i td., matek z dziećmi niekoniecznie...
        Pozdrawiam serdecnie, Aga
    • oyate Re: jak ludzie ragują na wózek? 09.07.04, 10:53
      A co ja mam powiedzieć.Mam szeroki bliźniaczy wózek i mnóstwo problemów.
      Najgorsze są drzwi, które się zamykają same i trzeba je przytrzymywać.
      Są ludzie, którzy pomogą inni nie, tylko patrzą.
      O kolejkach to nawet nie wspomnę, tam zawsze muszę stać, a moje dziewczynki nie
      lubią stać w jednym miejscu dłużej niż kilka sekund. Zaczynają marudzić a
      wszyscy z kolejki włącznie z ekspedientką patrzą na mnie z wyrazem
      twarzy "niech je pani uspokoi".Nie lepiej by było "prosze niech pani da zakupy
      to skasujemy poza kolejnością, niech się dzieci nie męczą"
      A w ciąży nikt(poza rodziną) nie zwolnił mi miejsca czy to na ławce, czy w
      tramwaju. Za to ja będąc już w ciąży zwolniłam miejsce pani bliskiej
      rozwiązania.
      • melka_x Re: jak ludzie ragują na wózek? 13.07.04, 09:59
        Ale czy nie można poprosić o przytrzymanie drzwi?smile

        Pomagałam kobietom wnosić wózki do autobusów, ustępowałam miejsca kobietom w
        ciąży itd (czas przeszły tylko dlatego, że rzadko już jeżdzę kom. miejską, ale
        ostatnio np. pomagałam na parkingu kobiecie z dwójką dzieci, wózkiem,
        szarpiącym się psem i siatami, bo zobaczyłam, że ciężko jej było z tym
        wszystkim otworzyć bagażnik), sama proponuję kobietom w ciąży, czy z małymi
        dziećmi żeby ominęły kolejkę. Pomagam jak widzę, ale że należę do zagapiających
        się osób, to pewnie często nie widzęsmile. Mnie się nawet zdarza patrzeć na kogoś
        znajomego i być tak intensywnie zamyśloną, że mimo patrzenie nic nie widzę,
        o!smile. O tym że w autobusach jak czytałam czy gapiłam się w okno to również nie
        widziałam niczego w środku już nie wspominamsmile. I w takiej sytuacji wolałabym
        usłyszeć "czy może mi pani pomóc?" zamiast pełnego pretensji "stoi (siedzi),
        patrzy taka i nie pomoże"smile)). Na pewno zdarzają się osoby, które udają, że nie
        widzą, ale nie dorabiajmy też do tego ideologiismile), nie wszyscy.

        Mieszkam na strzeżonym osiedlu. W innym miejscu jest wjazd dla samochodów, w
        innym furtka dla pieszych, żeby wejść lub wyjść trzeba tę furtkę otworzyć
        kluczem. I nie raz zdarzyło mi się, że jakaś mama z wózkiem czekała bez słowa,
        aż ja tę furtkę otworzę. A ja nie raz byłam z szarpiącym się psem (bardzo młode
        to jeszcze -ale nie małe i słabe- nie wychowane i jak widzi innego psa to
        dostaje szaleju)i kilkoma ciężkimi torbami zakupów. Żeby wyjąć klucze musiałam
        przywiązać psa i odstawić torby. A mama przechodziła bez otwierania, zamykania
        i słowa dziękujęsmile, mimo, że tak naprawdę to jej byłoby łatwiej odstawić na
        chwilę wózek i otworzyć furtkę. Tylko, że ja nie wyciągam na tej podstawie
        żądnych uogólnień, może w jednym przypadku miałam do czynienia z nieuprzejmą
        osobą, a w innym zamyślonąsmile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka