Dodaj do ulubionych

Dzieci przy stole z dorosłymi

    • gaskama Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 10:34
      Hm, spotykamy się często ze znajomymi, którzy mają dzieci. Nie znam dzieci, które by chciały siedzieć przy stole z dorosłymi dłużej niż jest to konieczne. Piszę o przedziale wiekowym 2-16 lat. Są klocki lego, zabawki, komputery, playstation, piłka nożna itd. itp. Jako alternatywa do siedzenia przy stole reszta zawsze wygrywa.
    • forumowiczka.to.ja Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 13:47
      Problem robi się wtedy, kiedy znajoma przychodzi z jednym dzieckiem do domu bezdzietnych. Szacunek do dziecka to podstawa, to też gość w moim domu. Uważam, że dziecko powinno usiąść przy stole, zjeść, napić się, opowiedzieć (jeśli już potrafi) co tam w przedszkolu / szkole, powiedzieć wierszyk, zaśpiewać piosenkę jeśli chce, i po takiej kilkunasto- (lub kilkudziesięcio-) minutowej uwadze skupionej na dziecku mama powinna powiedzieć "to teraz idźcie do pokoju i pobawcie się, albo chociaż przejdźcie na dywan i pobawcie sie czymś."
      Nie cierpię czegoś takiego jak całe spotkanie z dziećmi przy stole, wg mnie świadczy to o: a/ braku dobrego wychowania (obojga: i rodziców i dziecka); b/ dziecko nie potrafi się bawić z innymi dziecmi, takie stare-maleńkie; c/ dziecko jest wiecznie z dorosłymi i nie potrafi inaczej
      Nieraz miałam takie sytuacje, że przychodzila koleżanka z 3-latką, ja wówczas nie miałam dzieci, i nie przynosiła jej nic do zabawy. Wiec ta mała chodziła mi po oparciu kanapy, właziła na telewizor, wieszała się na szafkach, non stop zagadywała, wchodziła w słowo, no z nudów małpowała. Mam ogromny uraz do takich sytuacji.
      Poza tym dzieci są z natury ciekawskie, więc jak ktoś dobrze nie wychowa to wchodząc do czyjegoś domu zachowują sie jakby przyszły do zamku skarbów: grzebią po szafkach, wyciagają rzeczy z szuflad - to też mnie niezmiernie irytuje.
      Generalnie dziecko w czyimś domu to zawsze mały dyskomfort. Należy mu na początku zapewnić maksimum uwagi, a potem stanowczo powiedzieć żeby odeszło od stołu, bo np naszykowałam mu coś tam fajnego do zabawy.
      W sytuacji, gdy Ty byłaś w ciąży a nikt nie chcial Ci udostępnić wygodnego krzesła, to oprócz oczywistego braku kultury gości widać też Twój brak asertywności. Ja powiedziałabym do rodziców: powiedzcie któremuś ze swoich dzieci, żeby dały mi to większe krzesło, a tutaj daję mniejsze, trochę mi już ciężko.
      Generalnie dzieci są fajne, ale tylko własne. Resztę albo się lubi, albo nie. Dużo zależy od rodziców.
      • franczii Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 14:29
        Uważam, że
        > dziecko powinno usiąść przy stole, zjeść, napić się, opowiedzieć (jeśli już po
        > trafi) co tam w przedszkolu / szkole, powiedzieć wierszyk, zaśpiewać piosenkę j
        > eśli chce, i po takiej kilkunasto- (lub kilkudziesięcio-) minutowej uwadze skup
        > ionej na dziecku mama powinna powiedzieć "to teraz idźcie do pokoju i pobawcie
        > się, albo chociaż przejdźcie na dywan i pobawcie sie czymś."

        Zaraz zaraz, w domu u bezdzietnego znajomego matka dziecka sama bedaca gosciem ma wyslac swoje dziecko do drugiego pokoju zeby sie pobawilo?
        Piekniebig_grin
        • forumowiczka.to.ja Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 20:56
          franczii napisała:

          > Uważam, że
          > > dziecko powinno usiąść przy stole, zjeść, napić się, opowiedzieć (jeśli j
          > uż po
          > > trafi) co tam w przedszkolu / szkole, powiedzieć wierszyk, zaśpiewać pios
          > enkę j
          > > eśli chce, i po takiej kilkunasto- (lub kilkudziesięcio-) minutowej uwadz
          > e skup
          > > ionej na dziecku mama powinna powiedzieć "to teraz idźcie do pokoju i pob
          > awcie
          > > się, albo chociaż przejdźcie na dywan i pobawcie sie czymś."
          >
          > Zaraz zaraz, w domu u bezdzietnego znajomego matka dziecka sama bedaca gosciem
          > ma wyslac swoje dziecko do drugiego pokoju zeby sie pobawilo?
          > Piekniebig_grin

          No przecież napisałam jako pierwsze zdanie, że sprawa najtrudniejsza jest gdy przyjdzie jedno dziecko do domu bezdzietnych. Moja wina bo nie dokończyłam myśli, więc już to robię: wówczas trzeba się dzieckiem zajmować bo co ono ma samo robić? W innych przypadkach: opis dalszy w moim poście.
          • franczii Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 22:30
            Moja wina bo nie dokończyłam myśli
            > , więc już to robię: wówczas trzeba się dzieckiem zajmować bo co ono ma samo ro
            > bić?

            No wlasnie, trzeba sie dzieckiem zajmowac i o spokojnym posiedzeniu i pogadaniu na dorosle tematy mozna zapomniec. I tak bylo w przypadku autorki. Jej dzieci zdaje sie nie bylo w czasie wizyty.
            • forumowiczka.to.ja Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 09.11.12, 09:38
              franczii napisała:

              > No wlasnie, trzeba sie dzieckiem zajmowac i o spokojnym posiedzeniu i pogadaniu
              > na dorosle tematy mozna zapomniec. I tak bylo w przypadku autorki. Jej dzieci
              > zdaje sie nie bylo w czasie wizyty.

              W przypadku autorki koleżanka przyszła z 2 czy 3 dzieci, a to zasadnicza różnica, bo już 2 dzieci może się fajnie sobą zająć, pobawić. Zajmować to trzeba się jednym dzieckiem.
    • eliszka25 Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 14:18
      hmm, dziwnych masz znajomych z jeszcze dziwniejszymi dziecmi. ja nie wyganiam wprawdzie dzieci od stolu i jak znajomi przyjda do nas z dziecmi, to dzieci tez zapraszam do stolu na ciasto czy jakis posilek (w zaleznosci od okazji i celu wizyty), tylko ze dzieci znajomych i nasze to ciezko utrzymac przy stole. wola bawic sie zabawkami innymi niz w domu i czasem ciezko je zwolac, zeby cos zjadly. jesli ktores dziecko wpadnie w srodek rozmowy i cos chce, to zwykle slyszy "poczekaj chwilke, mama/tata teraz rozmawia". jedynie oswiadczenia "chce susiu" najmlodszych, czyli mojego 3-latka i blizniakow znajomych w tym samym wieku powoduja poderwanie sie ktorejs doroslej osoby od stolu big_grin. swoje dzieci ucze, ze rozmowy sie nie przerywa, ze nie ladnie jest przekrzykiwac mowiacego itd. znajomi maja podobne zasady, bo takie cyrki, jak opisane w poscie zalozycielskim sie u nas nie dzieja.

      dzieci starszych, nastoletnich, nie traktuje jak maluchy, ale 13-latek nie jest dla mnie partnerem do kazdej rozmowy. ostatnio wlasnie 13-letni syn znajomych dyskutowal z nami na rowni, ale rozmowa dotyczyla w sumie glownie jego przyszlosci i takich mlodzienczych rozterek. tak ogolnie, to nastolatkom proponujemy raczej adekwatne do wieku rozrywki, czyli np. ps3 do upeku i zwykle wola wlasnie to niz nudne rozmowy doroslych (dla nich nudne).

      "program artystyczny" tez sie czasem zdarza, kiedy jakies dziecko chce sie czyms pochwalic, ale najczesciej najpierw przychodzi i szepcze mamie na ucho, ze chcialoby cos tam powiedziec czy zaspiewac i wtedy mama pozwala, albo mowi, zeby przyjsc pozniej. tylko jest to pojedynczy wystep w postaci jednego wierszyka, a nie program na cala wizyte. ostatnio na urodzinach dzieci znajomych ich najstarszy syn przygotowal gre, w ktora gralismy wszyscy, ale znow - jedna gre - wczesniej i pozniej bawil sie z innymi dziecmi i do doroslych sie nie wtracal.
      • eliszka25 Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 14:33
        teraz przeczytalam tez inne odpowiedzi i jeszcze sie dopisze o tych bezdzietnych znajomych.

        wlasnie w sobote bylismy zaproszeni na kolacje do bezdzietnych znajomych. nasze dzieciaki (3 i 6 lat) zostaly przez nas uprzedzone przed wyjsciem, ze idziemy do kolegi taty, nie ma tam zabawek i innych dzieci. w zwiazku z tym kazdy wzial swoj plecaczek i zapakowal sobie tyle zabawek, ile uznal za stosowne. w trakcie wizyty dzieciaki troche siedzialy z nami (na czas jedzenia i na poczatku, zanim sie oswoily). troche porozmawialismy wspolnie z dziecmi, znajomi troche podpytali starszego o szkole - taka gadka szmatka, zeby dzieci sie oswoily, bo nie widujemy tych znajomych zbyt czesto. pozniej gospodarz domu wyciagnal ze strychu skrzynke ze swoimi starymi zabawkami w postaci figurek zolnierzykow, indian, zwierzat itd. no i dzieciaki przestaly sie interesowac doroslymi. nie mieli towarzystwa do zabawy, wiec co jakis czas do nas na chwile zagladali, ale ogolnie bawili sie sami i to bardzo dobrze. powiedzialabym, ze momentami az za dobrze, ale znajomi zapewniali, zeby sie nie przejmowac, bo domu nie rozwala smile. gdyby nie bylo zabawek znajomego, bawiliby sie tym, co przyniesli i tez nie siedzieliby z nami przy stole, bo to male wiercipiety i ich to po prostu nudzi. umieja jednak zajac sie soba i ani ja ani znajomi, ktorych odwiedzamy, nie musza wymyslac programu artystycznego, zeby sie dzieci nie nudzily.
    • an_ni Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 08.11.12, 14:46
      chyba czym predzej bym zakonczyla spotkanie
    • yoko0202 irytujące 09.11.12, 00:34
      oczywiście zależy od okazji, jeżeli mamy spotkanie rodzinne, obiad u babci, popołudnie ze znajomymi dzieciatymi, sobotni grill itp itd., no to wtedy z góry się szykujemy, że małoletni uczestniczą w pełni i w zasadzie grają pierwsze skrzypce.

      natomiast jak dla mnie drobiazg, który przy żadnej okazji nie opuści pokoju nawet na sekundę, uszy nadstawia, non stop wiesza się na matce, i robi awanturę jak przychodzi godzina spania, to jest koszmarek.
      mam takich znajomych, ich kilkuletnie potomostwo sztuk dwie, uczestniczy w każdym jednym spotkaniu dorosłych do bardzo późnych godzin, i powiem szczerze, że te nasze wieczorki stają się bardziej męczące niż przyjemne i po prostu zaczęłam ich unikać.
      taką prawidłowość jednak zauważyłam, że spotkania towarzyskie dorosłych jako wielką atrakcję odbierają, i muszą w nich koniecznie uczestniczyć, zazwyczaj dzieciaki mniej kreatywne i jakieś takie znudzone, czyli takie, którym w domu np. raczej nikt nie czyta, nie robią z rodzicami wycinanek, nie szyją z babcią ubranek dla lalki czy bawią się w teatrzyk, nie wychodzą z ojcem na dwór puszczać latawce, i tak dalej, po prostu nikt się nimi aktywnie nie zajmuje, tylko ewentualnie włącza im się film na dvd albo mówi: idź porysuj, albo zbuduj wieżę, ewentualnie zabiera do sali zabaw w niedzielę czy raz na ruski rok do zoo. Nie chodzi mi tutaj o jakąkolwiek patologię, dzieci takie mogą być bardzo zadbane, dobrze wychowane, czyste, nakarmione, mądre, ale po prostu bez pomysłów na jakiekolwiek zajęcie, bo nie są motywowane i nikt im nie pokazał, że zabawę można po prostu w każdej chwili sobie wymyślić.
      • franczii Re: irytujące 09.11.12, 09:04
        nie wychodzą z ojcem na dwór puszczać la
        > tawce, i tak dalej, po prostu nikt się nimi aktywnie nie zajmuje, tylko
        > ewentualnie włącza im się film na dvd albo mówi: idź porysuj, albo zbuduj wieżę
        > , ewentualnie zabiera do sali zabaw w niedzielę czy raz na ruski rok do zoo. Ni
        > e chodzi mi tutaj o jakąkolwiek patologię, dzieci takie mogą być bardzo zadbane
        > , dobrze wychowane, czyste, nakarmione, mądre, ale po prostu bez pomysłów na ja
        > kiekolwiek zajęcie, bo nie są motywowane i nikt im nie pokazał, że zabawę można
        > po prostu w każdej chwili sobie wymyślić.

        Moim zdaniem jest odwrotnie.
        Dzieci, ktore sa przyzwyczajone, ze caly czas dorosli im organizuja zajecia, wymyslaja rozrywki i zawsze aktywnie sie ktos nimi zajmuje nie potrafia sie same soba zajac. Dorosli jak najbardziej w dobrej wierze robia caly czas cos z dziecmi, proponuja ciagle cos nowego, pokazuja, ucza nowosci dostarczajac ciagle bodzcow. Dzieci przyzwyczjone, ze ciagle cos ekscytujacego sie dzieje same sobie zabawy nie potrafia wymyslic i marudza, ze sie nudza, przylaza i dopytuja sie "co mam robic". Znam doskonale z autopsji bo tez przy starszym synu takie ryzyko bylo. Na szczescie w pore sie opamietalismy i zaczelismy przywyczajac dziecko, ze nie zawsze i nie wszedzie bedzie mial silne wrazenia i bodzce. Dzieki temu potrafi przysiasc nad rysunkiem, sam sie pobawic chocby klockami, poogladac ksiazke czy czasopismo i zadowolic sie samym ogladaniem a nie oczekuje zawsze i wszedzie ze te ksiazke bedziemy czytac.
    • quilte Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 09.11.12, 09:09
      Trwe, a dlaczego Twoje dzieci nie zajęły się dziećmi gości? Bo skoro masz pokoje dziecinne to masz i dzieci chyba? Dla mnie takie rozwiązanie byłoby najbardziej logiczne.
    • kawka74 Re: Dzieci przy stole z dorosłymi 09.11.12, 09:19
      Mniejsze dzieci ani mnie nie irytują, ani mi nie przeszkadzają, nawet jeśli wiszą na rodzicu non stop, aczkolwiek nie ukrywam, że lubię sobie pogawędzić z kimś dorosłym bez córki uwieszonej na mojej nodze i jęczącej tylko po to, żeby odwrócić moją uwagę od dorosłego rozmówcy.
      Moja niechęć dotyczy tylko tych starszych, które muszą przysłuchiwać się koniecznie wszystkim rozmowom dorosłych, wtrącać się i wygłaszać swoje komentarze - ani to mądre, ani to śmieszne, ani potrzebne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka