lola211
10.02.13, 11:21
Wczoraj byłam na rodzinnej imprezie z całym przybytkiem,w tym 2 miesiecznym synem.Gdzies tak po godzinie mialam zamiar opuscic towarzystwo,a w zasadzie jego czesc.Tę,która za punkt honoru postawiła sobie czynienie uwag i dawanie cennych rad dotyczacych dziecka.Bo kto to widział, by dziecko miec na rekach.Co chwile mnie instruowano- połoz go,odłoz go, a czemu go nosisz? Nie wolno, bo sie przyzwyczai i bedzie terrorysta to wykorzystywał.
Ja serio nie wiem, co ludzmi kieruje w takich sytuacjach.To moje dziecko i ja najlepiej wiem, co robic i jak robic.
Mały w obcym miejscu, zaledwie 2 miesieczny.Nie ma opcji, by na leżaco wytrzymal spokojnie dłuzej niz 10 minut.
Lubi byc noszony, wówczas ma inna perspektywę,jest zaciekawiony otoczeniem i grzecznie sobie je ogląda.Nie było szans,by zasnąl, bo było głosno,wiec doskonale wiedzialam, ze połozenie go ot tak,na kanapie jest chybionym pomysłem.
Oboje lubimy kontakt z dzieckiem, nie sprawia nam problemu trzymanie go na rekach, to nie balast, ktory ciązy.Przyzwyczai sie? I co? Do pelnoletnosci rozumiem trzeba go bedzie nosic? Zrozumienie znalazłam u 65 letniej cioci,która jako chyba jedyna jarzy,co to potrzeby dziecka.Mam wrazenie, ze dla niektórych dziecko to wróg,którego trzeba pacyfikowac.Ma prawo istniec, byleby nie przeszkadzalo i nie absorbowało uwagi.