mama_dominika
27.07.04, 14:29
Podniosło mi się ciśnienie na wieść o życzliwości niektórych osób u mnie w
pracy...
Kilka miesięcy temu znalazłam nową pracę - cała zachwycona, bo to po
macierzyńskim - był taki jeden pan, co na rozmowie zapomniał chyba zapytać o
mój stan rodziny, więc udało się (nie musiałam się przyznawać, że mam 8-
miesięcznego synka i dyspozycyjność, o której mówi, tj. praca od 7 do 17
codziennie będzie mnie bardzo wiele kosztowała). Zdecydowałam się na tę
pracę, bo miałam nóż na gardle. W międzyczasie dostrzegłam jej zalety -
możliwość ogromnego rozwoju zawodowego na przyszłość, doświadczenie w uznanej
firmie itd. (pomimo ogromnego kosztu jakim była rozłąka z dzidzią 11 godz.
dziennie). Teraz już się przyzwyczaiłam - i ja i cała rodzina. Potrwa to
niedługo jeszcze (czas określony bez perspektywy przedłużenia) i chyba całe
szczęście.
Muszę nadmienić, że pracuję dziennie najkrócej ze wszystkich. reszta,
ponieważ jest poza domem (rodziny rozrzucone po całej Polsce), pracują do 21,
22, bo cóż innego mają robić.
Pewnego dnia moja mama miała imieniny i porosiłam kierownika o wyjście
godzinę wcześniej (o 16-tej, po 9 godzinach pracy!!!). Dziś dowiedziałam się,
że jedna z koleżanek natychmiast po moim wyjściu poleciała na "dywanik"
zapewne ze stosownymi pytaniami, bo inna koleżanka usłyszała tłumaczenie
kierownika: "daj spokój, zwolniłem ją dziś, bo jej mama ma imieniny..."
Co Wy na to?
Dodam, że obecnie pracy mam tyle, że mogłabym swobodnie pracować po 5 godzin
dziennie. Większość ludzi (wraz z kierownikiem, którego zastępuje
ta "życzliwa") jest na urlopie i serio nie mam za wiele roboty. Wyobraźcie
sobie, że mam skrupuły, żeby wyjść o 16. teraz tym bardziej - co powie p.o.
kierownika?
Gdy po piątkowym siedzeniu do 19 od nowego tygodnia zaczęłam przychodzić
przed 8 a nie o 7 (ze świadomością, że nie ma ludzi, więc po co się szarpać),
po drugim spóźnieniu p.o. kierownika spytała mnie czy uzgadniałam z kimś, że
będę później przychodziła. Nie wzięła pod uwagę, że w piątek (normalny dzień
pracy do 15), gdy weszła do kierownika o 19, siedzieliśmy tam oboje.
Ja nie mogę - co za pies ogrodnika! Słów mi brak, co za fałsz (normalnie
fajnie się z nią rozmawia). I to czy są jakieś podstawy?! Wymiękłam...
Pierniczę - dziś wychodzę o czwartej!