Jak w tytule. Cały dzień (albo i kilka dni) potrafi być uroczy jak małe kociątko, słodki jak nutella i komunikatywny jak światowej klasy dyplomata. Aż znienacka wstąpi w niego diabeł. Bo wytarłam mu paszczę chusteczką wyjętą z paczki leżącej na stole w jadalni, a on chciał (taką samą) chusteczkę z paczki leżącej w kuchni. Albo nagle, pod wieczór, ulubiona koszulka z dinozaurem, w ktorej chodzi cały dzień, już się nie podoba i należy ją z siebie zedrzeć i podeptać. Albo prosi o kanapkę, ugryzie raz i jest kwik bo on jednak nie chce kanapki, chce jajko na miękko. Nie ustępuję, przytulam, pocieszam, jakiś czas jest spokój... aż do następnego razu

Tak tak, wiem - bunt dwulatka. Tylko nie mogę pojąć przełącza moje urocze dziecię w tryb dzikiego wyjca. Na pewno ani głód ani zmęczenie bo awantury zdarzają się w dowolnych okolicznościach - wieczorem i z samego rana, przed i po posiłku, przed spacerem i po spacerze. Ciekawe czy kiedyś zgadnę co jest trigferem tej przemiany